Goniec

Register Login

Zdrowie i inne porady

Nasze zdrowie i inne porady.

piątek, 21 wrzesień 2012 17:42

Great Canadian Gun Registry Shuffle

Napisane przez

witoldJasek copyKanadyjczycy, entuzjaści sportów strzeleckich, rozpoczęli zupełnie nową inicjatywę mającą na celu upewnienie niedowiarków, że (była) rejestracja broni długiej jest bezwartościowa.
Poprzez zakup nowej broni długiej, jej sprzedaż lub wymianę między posiadaczami, dane zawarte w long gun registry staną się jeszcze bardziej bezużyteczne.
Liberałowie, NDP czy inne partie chcące w przyszłości rozpocząć od nowa rejestrację nie będą w stanie użyć do działania jako punktu wyjściowego poprzedniej rejestracji.
Inicjatywa godna poparcia.

Obama czy Romney?
Społeczeństwo naszego południowego sąsiada, republiki zwanej Stanami Zjednoczonymi, już wkrótce dokona wyboru kolejnego prezydenta.
Jak zawsze pewna część wyborców odda swe głosy na podstawie tego, który kandydat jest przystojniejszy. Kolejna grupa pokocha prezydenta, który da jej więcej pieniążków na welfare. Jeszcze można by wymieniać inne lobby, np. czy prezydent twardo potwierdzi, że "kochający inaczej" mogą nazywać się małżeństwem.
No i na koniec o lobby, które chce stać na straży konstytucji i upewnić się, że to władza, rząd Stanów Zjednoczonych, będzie szanować swój naród, a nie broń Boże Amerykanie będą obawiać się nadużyć, przemocy i bezprawia ze strony swoich władz. W tym kontekście Obama wypada nijako. Romney natomiast w sprawach prawa do posiadania broni – bo o tym oczywiście mowa – wygląda całkiem rumiano.
Podczas dorocznej konferencji National Rifle Association Romney zapewnił, że konstytucyjne prawo do posiadania broni będzie za jego potencjalnej kadencji zapewnione. Podobnie jak Ronald Reagan -– Mitt Romney zabiega usilnie o poparcie członków NRA. Wybory już w listopadzie. Kroczący w ślady swojego poprzednika z lat 80. prezydenta Ronalda Reagana, Mitt Romney zyskuje bardzo poważne zaplecze polityczne.


Witold Jasek
komendant ZS Strzelec
kontakt: Ten adres pocztowy jest chroniony przed spamowaniem. Aby go zobaczyć, konieczne jest włączenie w przeglądarce obsługi JavaScript.

 

 

ZAPRASZAMY WSZYSTKICH RODAKÓW
DO BARRIE NA

BANKIET


KTÓRY BĘDZIE MIAŁ MIEJSCE
W HALI ZWIĄZKU POLAKÓW W KANADZIE
20 PAŹDZIERNIKA OD GODZ. 19.00
ADRES: 4782 SIMCOE RD. 90, SPRINGWATER ON.

Do tańca będzie grał zespół VOCALVOX. Serwowana będzie gorąca kolacja i dodatkowo, obficie zaopatrzony bar.
Bilety w cenie 30 dol. dostępne są w polskich sklepach w Barrie: European Deli oraz Polski Deli.
Więcej informacji dla osób spoza Barrie pod numerem (705)735-6638.
ZAPRASZAMY !!!
* LICZBA MIEJSC OGRANICZONA!
DOJAZD: Autostradą 400 na północ, do BARRIE. W Barrie zjazd na Dunlop St. West, na Angus. Dunlop St. West po kilkuset metrach zamienia się w Simcoe Rd. 90 (Hwy 90).

piątek, 14 wrzesień 2012 16:45

Psycholog radzi: Kilka słów o prezentach dla dzieci cz. II

Napisane przez

wielodzietniJestem mężatką i mamą 9-letniego chłopca. Przez 6 lat zajmowałam się domem i dzieckiem. Trzy lata temu znalazłam wymarzoną pracę. Mamy dzięki niej więcej pieniędzy i mogę wreszcie spełniać marzenia mojego syna. Zawsze robię mu prezenty z wielką radością. Na początku syn bardzo się z nich cieszył. Ostatnio jednak coś się w nim zmieniło. Zrobił się dziwny i zamknięty w sobie. To, co od nas dostaje, niszczy albo wyrzuca do śmieci lub ubikacji. Gdy pytam go, dlaczego tak się zachowuje, to tylko spuszcza wzrok i mówi tylko "przepraszam", a potem i tak robi to samo. Czasem myślę, że moje dziecko jest nienormalne (...) Agata

Pamiętajmy, że nasze dzieci nie potrafią bezpośrednio zakomunikować nam tego, że cierpią. Przekazują nam to jednak w sposób pośredni. Każdy rodzic musi więc nauczyć się odczytywania potrzeb i emocji swojego dziecka. I tak na przykład wyrzucanie i ignorowanie podarunków to klasyczny przykład zachowania (szczególnie łagodnego dotąd) dziecka, które rozpaczliwie potrzebuje uczucia rodziców.


Aby prezent był odebrany jako przejaw naszej miłości, dziecko musi być przekonane, że jest naprawdę kochane. Ono potrzebuje w pierwszej kolejności naszego czasu, dobrego słowa, dotyku, poczucia, że jest dla nas ważne, że się interesujemy jego sprawami. Jeżeli sprawimy, że dziecko będzie emocjonalnie zaspokojone, to także nasz prezent, który ma zakomunikować mu naszą miłość, zostanie przez nie w ten sposób odebrany.
Często kupujemy naszym pociechom zwykłe rzeczy, np. ubrania czy przedmioty niezbędne do szkoły. Nabywamy je, bo kochamy nasze dzieci, z troski o nie i staramy się zawsze wybierać to, co najlepsze. Dobrze jest, wręczając i takie prezenty, uczynić z tego wyjątkową chwilę. Wystarczy, że je ładnie zapakujemy i z radością wręczymy dziecku w obecności całej rodziny. Rozpakowując prezent, dziecko na pewno będzie bardzo podekscytowane, a wy nauczycie je, że bez względu na wartość materialną tego, co dostaje, każdy podarunek jest przejawem waszego uczucia. Uroczyste przyjmowanie prezentów uczy też dziecko, jak reagować, kiedy otrzyma upominek od innych. Powinno wiedzieć, że bez względu na jego materialną wartość, należy zawsze okazać ofiarodawcy wdzięczność.

Kupując podarunki dla naszych dzieci pamiętajmy o kilku sprawach:


1. Nie pozwólmy, żeby reklamy, które każdego dnia bombardują nas i nasze dzieci siłą o wiele większą, niż jesteśmy w stanie pojąć, narzucały nam rodzaj i ilość zabawek, które wybieramy.


2. Pamiętajmy, że stałe podnoszenie sobie poprzeczki i kupowanie coraz droższych upominków, to jak zastawianie na siebie sieci.


3. Nie wszystkie zabawki muszą być edukacyjne, ale każda z nich powinna odegrać pozytywną rolę w życiu dziecka. Powinny one służyć jego dobru, uczyć go otaczania się pięknem, wprowadzać w jego życie harmonię i spokój. Dlatego uważajmy na brzydkie, straszne rzeczy, np. te z rogami, pazurami, w ciemnych, przygnębiających kolorach, ociekające krwią itp. Mają one zawsze bardzo zły wpływ na psychikę dziecka.


4. Zanim kupimy dziecku nową rzecz, zadajmy sobie kilka pytań: Czy nas na nią stać? Jakiej jest jakości? Jak szybko zabawka dziecku się znudzi i czy będzie później do niej powracać? Jaki przekaz niesie? Czy jako rodzice zgadzacie się z tym przekazem? Czego dziecko nauczy się, bawiąc się taką zabawką? Czy będzie miała na nie pozytywny wpływ? Czy jest odpowiednia do jego wieku? Czy trafia w zainteresowania i rozwija jego wyobraźnię?


5. Jeśli to tylko możliwe, wybierajmy takie prezenty, które podobają się naszym dzieciom. Nie chodzi tu o zaspokajanie jego chwilowych kaprysów czy zachcianek, ale realizację jego prawdziwych preferencji i marzeń.


6. Czasem kupujemy zabawki nie dzieciom, ale "dla siebie" – ponieważ w dzieciństwie o tym marzyliśmy i nie mogliśmy tego mieć. Warto sobie to uświadomić i nie być zawiedzionym, gdy dziecko nie ucieszy się z naszego prezentu.


7. Nie każdy prezent musi być kupiony w sklepie. Piękna roślinka, wyjątkowy minerał, kolorowa muszla też mogą być wspaniałymi podarkami, szczególnie dla mniejszych dzieci. Wystarczy, że je ładnie zapakujemy i wręczymy w uroczysty sposób.

Trzeba też pamiętać, że nigdy, nawet w największych nerwach, nie wolno niszczyć zabawki, którą wcześniej ofiarowaliśmy dziecku, i mówić: "żałuję, że ci to dałem/łam". To nie jest kara, jest to wielka krzywda wyrządzana dziecku, które po takim zachowaniu czuje się kompletnie zdruzgotane.
Jeśli chcemy, aby nasze dzieci kiedyś, w przyszłości nie zapominały o nas w dniu naszych urodzin, już dziś powinniśmy nauczyć je obdarowywać innych. Jest to bardzo proste. Wystarczy, że maluch narysuje laurkę, zrobi bukiecik kwiatuszków dla mamy lub babci i sam go wręczy, czy kupi za swoje oszczędności symboliczny prezent dla brata lub siostry z okazji ich urodzin. A gdy będziemy wspólnie z nim wybierać prezent urodzinowy dla kolegi, zróbmy z tego miłe wydarzenie i pokażmy, jak to fajnie wybierać coś, z czego obdarowana osoba na pewno będzie się cieszyć. I nie musimy wtedy kupować naszemu dziecku niczego "na pocieszenie". Nauczymy go w ten sposób szacunku dla innych i tego, że można wyjść poza obszar własnych zachcianek.

piątek, 14 wrzesień 2012 16:00

Orzeł - królewski ptak

Napisane przez

witoldJasek copyOd tysięcy lat ludzie obserwujący przyrodę i zachowania różnych zwierząt zauważyli, iż orzeł jest ptakiem o inteligencji, odwadze i umiejętnościach przewyższających "o niebo" inne stworzenia. Ptak ten jest naszym godłem, symbolem narodowym. Przyjrzyjmy się więc naszemu symbolowi narodowemu nieco bliżej.
Orła najłatwiej w Polsce odnaleźć w terenach górzystych, np. w Tatrach, bo tam właśnie lubi zakładać gniazda – w najbardziej niedostępnych miejscach. Dzięki swojemu "orlemu wzrokowi" potrafi z wysokich przestworzy dojrzeć najmniejsze detale na ziemi.
W czasach faraonów też używano orła jako symbolu. Oznaczał on umiejętność myślenia najwyższych lotów. Myśleć jak orzeł oznaczało widzieć zagadnienie, problem z miejsca, gdzie niewiele stworzeń może się wzbić. Jego ostry i twardy dziób potrafi przeciąć skórę i rozszarpać mięso i ścięgna upolowanego zwierzęcia w kilka sekund, a ulubionym przysmakiem jest wątroba.


Pazury orła są tak ostre i wbijają się z taka siłą, że zwierzę upolowane i uniesione w powietrze przestaje się ruszać, gdyż pazury orła już przebiły ważne organy bądź uścisk je zadusił. Jeśli jest to zwierzę o wiele większe od orła i ten nie może go po prostu porwać do góry – krąży, czekając na odpowiednią okazję, aby zrzucić np. kozicę z urwiska czy skały, lub porywa ją i wolnym lotem jak spadochron opada, upuszczając zdobycz kilkanaście metrów nad ziemią, by ją ogłuszyć.

13594 Golden Eagle Vs Siberian Wolf NiceFun 3 1
Żadne zwierzę bez względu na rozmiary nie jest w stanie zastraszyć dorosłego orła. W walce z wilkiem orły stosują taktykę wbijania pazurów w górną część paszczy lub nos wilka. Przy takim uchwycie nie jest on w stanie ugryźć orła i jeśli nie uwolni się szybko z tego uchwytu, za moment straci oczy. Orzeł w następnej kolejności wytrąci wilka z równowagi, używając swoich potężnych skrzydeł, i będzie zadawał kolejne, coraz dotkliwsze ciosy ostrym dziobem.
Nawet niedźwiedź obawia się orła i jeśli widzi go krążącego nad sobą, ucieka gdzie pieprz rośnie, bo w błyskawicznym ataku orła może stracić oko lub oczy.

 

znaczek rajd Ognia

Tradycyjny już rajd strzelców: Rajd Szlakami Żołnierzy Wyklętych
VII Rajd Szlakami Żołnierzy Wyklętych mjr. Józefa Kurasia "Orła", "Ognia" rozpocznie się w Nowym Targu, na Kowańcu, i potrwa kilka dni. Strzelcy zapoznają się z terenem działań i historia partyzantów.

logo fsPortal pomniksmolensk.pl oraz Fundacja Strzelecka
serdecznie zapraszają na:
VII Rajd Szlakami Żołnierzy Wyklętych
mjr. Józefa Kurasia "Orła", "Ognia"
"W Gnieździe Orła"
21-23 września 2012 r.
PATRONAT HONOROWY RAJDU:
Zbigniew Kuraś (syn mjr. Józefa Kurasia), Zbigniew Paliwoda "JUR" (żołnierz VI Kompanii ZP "Błyskawica" mjr. Józefa Kurasia), Czesław Stolarczyk "GUC" (żołnierz III Kompanii ZP "Błyskawica" mjr. Józefa Kurasia), Zuzanna Kurtyka (prezes Stowarzyszenia Rodzin Katyń 2010), Anna Paluch (poseł RP), Włodzimierz Bernacki (poseł RP), Stanisław Kogut (senator RP).

 

Witold Jasek
komendant ZS Strzelec
Ten adres pocztowy jest chroniony przed spamowaniem. Aby go zobaczyć, konieczne jest włączenie w przeglądarce obsługi JavaScript.



Piknik Związkowy w Barrie

DSC06462

Mimo deszczowej i wietrznej pogody dnia 9 września 2012 w hali związkowej Związku Polaków w Kanadzie gr. 43 odbył się coroczny piknik.
Nikt nie spodziewał się, że przy tak niepomyślnej pogodzie jakakolwiek impreza może się odbyć, a jednak... Rodacy zrzeszeni w związku, przy którym istnieje prężnie działające Koło Polek, spotkali się jak co roku, aby przedyskutować sprawy bieżące, omówić to, co już zostało zrobione, oraz zaplanować działania na przyszłość.
Wszyscy członkowie związku, bez wyjątku – włożyli ciężką pracę przez cały rok, aby Polonia z Barrie i okolic mogła uczestniczyć w ciekawych imprezach organizowanych na hali oraz by cały obiekt był zawsze gotowy na indywidualne imprezy, jak urodziny czy wesela.
Podsumowując oraz porównując rok 2012 z poprzednim, prezes grupy, pan Józef Kazimierczak, powiedział, że można ten rok ocenić bardzo, bardzo pozytywnie, po czym osobiście podziękował oddanym wspólnej sprawie związkowcom. Podczas wspólnego, rodzinnego niemal obiadu – nadal trwały dyskusje nad kolejnymi pomysłami, których w Grupie 43 nigdy nie brakuje. Zbliżają się krótsze dni i dłuższe wieczory i już 20 października kolejna uroczystość, a jest to tym razem Bankiet Związkowy.


Po szczegóły na temat bankietu proszę dzwonić do pana Kazimierczaka pod numer (705) 735-6638.
Beata Jasek - Barrie

piątek, 14 wrzesień 2012 15:52

ABC fotografii: Ostrość cz. 1

Napisane przez


Wakacje, wakacje i po wakacjach. Nie wątpię, że oprócz wielu wrażeń przywieźli też Państwo mnóstwo zdjęć. Teraz, kiedy wieczory jesienne stają się coraz dłuższe, przyjdzie czas na ocenę naszych fotograficznych dokonań. Jak zwykle jedne zdjęcia będą lepsze, inne gorsze. Pierwszym kryterium, wg którego będziemy je oceniać, na pewno będzie ostrość i o niej właśnie chciałbym dzisiaj porozmawiać. Można by powiedzieć, że rady na ten temat kiedy już zdjęcia są wykonane to przysłowiowa "musztarda po obiedzie", jednak niezupełnie, gdyż ponoć na własnych błędach najlepiej się człowiek uczy
.


Wrażenie ostrości lub nieostrości jest oczywiście związane z wielkością powiększenia danego zdjęcia. Fotografie w formacie pocztówkowym, które wydają się ostre, po powiększeniu do większych rozmiarów ostrość tę tracą. Dla wielu zamieszczone tu porady mogą się wydać przesadne, jednak warto się nad nimi zastanowić, jeśli chcemy mieć zawsze ostre zdjęcia, nawet te najbardziej banalne. Dokonajmy więc przeglądu powodów, dla których zdjęcia bywają nieostre.


Pierwszym i zasadniczym jest poruszenie aparatem. Jest to szczególnie łatwe w przypadku małych, lekkich kompaktów, tak obecnie popularnych. Jak już kiedyś pisałem, małą łódkę rozkołysze byle fala, natomiast duży statek w takich samych warunkach ani drgnie. Na tej samej zasadzie łatwiej poruszyć lekkim kompaktem niż ciężką lustrzanką. Nie znaczy to oczywiście, że nagle wszyscy posiadacze kompaktów winni się "przesiąść" na lustrzanki, warto jednak mieć świadomość, z jakimi problemami możemy mieć do czynienia i jak im zapobiegać.
Przede wszystkim, na co zwracałem już niejednokrotnie uwagę, choćby nie wiem jak lekki i jaki mały był aparat, zawsze trzymamy go oburącz przyciskając łokcie do tułowia. Chodzi w tym wypadku o to, aby mięśnie ramion nie były w najmniejszym stopniu napięte, jak to się dzieje, gdy trzymamy jakiś przedmiot, w tym przypadku aparat, z dala od tułowia – wiadomo, że napięte mięśnie drgają. Technika trzymania aparatu kompaktowego i lustrzanki jest nieco inna. Kompakt opieramy dolnymi rogami o wewnętrzną stronę obydwu dłoni, natomiast lustrzankę trzymamy prawą ręka za uchwyt, natomiast lewą od dołu podtrzymujemy obiektyw. Ważna jest też postawa. Większość zdjęć wykonujemy w postawie stojącej, czasem musimy przyklęknąć (nigdy kucać, jako że jest to pozycja wielce niestabilna), jednak zawsze starajmy się, aby punkt ciężkości aparatu nie był wysunięty zbytnio do przodu. Zwrócić też musimy uwagę na sposób przyciskania spustu migawki. Robimy to miękkim ruchem palca wskazującego bez poruszenia całego aparatu. Z tym ostatnim wiąże się też sprawa prawidłowego oddechu. Spust migawki przyciskamy po wydechu.
Innym powodem nieostrości związanej z wykonywaniem zdjęć z tzw. ręki jest źle dobrany czas naświetlania, czyli migawki. Aby zobrazować, na czym polega ten problem, przypomnijmy sobie nasze doświadczenia z obserwacją przez lornetkę. Każdy, kto kiedykolwiek korzystał z lornetki, zauważył, że trudno jest utrzymać w niej obraz bez drgań, a im większe powiększenie, tym drgania większe. Powiększenie jest ściśle powiązane z długością ogniskowej, stąd też im dłuższa ogniskowa naszego obiektywu, tym bardziej możemy spodziewać się nieostrych zdjęć wykonywanych z ręki.
Możemy sobie tu pomóc pewną zależnością między czasem naświetlania a długością ogniskowej. Otóż dla pełnej klatki małoobrazkowej możemy w przybliżeniu przyjąć, że "bezpieczny" , najdłuższy czas naświetlania z ręki to odwrotność ogniskowej danego obiektywu. I tak dla ogniskowej 50 mm czas ten wynosi 1/50 sek dla 100 mm 1/100 sek. itd. Przy czym dla mniejszych rozmiarów matryc, jak to ma miejsce w popularnych lustrzankach, których współczynnik długości ogniskowej wynosi 1,5 lub 2, o tyle też należy skrócić czas migawki. Czyli np. dla ogniskowej 100 mm będzie to odpowiednio 1/150 sek i 1/200 sek. Współzależność ta jest jedynie orientacyjna i może się zmieniać w zależności od predyspozycji danej osoby. Jeden potrafi utrzymać aparat bez drgań nawet przy 1/10 sek, dla innego nawet czas 1/1000 sek jest za długi.
Przy czasach dłuższych oczywiście korzystamy ze statywu lub w przypadku jego braku z innego solidnego oparcia. W dawnych, niekoniecznie dobrych czasach, wśród fotografów znane było powiedzenie, że statyw powinien być ciężki albo żaden. Obecnie, w dobie włókien węglowych powiedzenie to straciło częściowo rację bytu, choć dalej obowiązuje zasada, że statyw, choć niekoniecznie bardzo ciężki, winien być stabilny. Wiąże się to niestety z ceną, gdyż dobre statywy potrafią kosztować kilkaset dolarów, i to bez głowicy.
Skoro mowa o fotografowaniu ze statywu, warto zwrócić uwagę na wyłączenie stabilizacji obrazu, jeśli nasz aparat taką posiada. Obrazowo mówiąc, układ stabilizacji, gdy aparat jest umieszczony na statywie, "nudzi " się i próbuje kompensować drgania, których nie ma. W rezultacie mamy kompletnie nieostre zdjęcia.


Następna uwaga dotyczy posiadaczy lustrzanek. Mało osób zwraca na to uwagę, ale jednym z powodów nieostrych zdjęć wykonanych ze statywu jest klapnięcie lustra w lustrzance. Ruch lustra, choć bardzo szybki, potrafi wprawić korpus aparatu w drgania. Dlatego też wytrawni fotografowie krajobrazu korzystają z funkcji, w którą wyposażona jest każda lustrzanka, mianowicie możliwość podniesienia lustra już po skomponowaniu obrazu, a przed naciśnięciem spustu migawki. Napisałem naciśnięciem, a czynność ta też może być źródłem drgań. Przy dłuższych czasach naświetlania, gdy korzystamy ze statywu, lepiej jest wyzwalać migawkę wężykiem spustowym lub za pomocą samowyzwalacza. Na dzisiaj tyle podstawowych uwag dotyczących metod zapobiegających nieostrości zdjęć. Do tematu tego będziemy wracać w kolejnych odcinkach.

piątek, 07 wrzesień 2012 21:12

Kilka słów o prezentach dla dzieci cz. 1

Napisane przez

wielodzietniPiszę do Pani, bo już sama nie wiem, jak wychowywać moje dziecko. Mam 31 lat i 4-letnią córeczkę. Oboje z mężem pracujemy i materialnie powodzi nam się całkiem nieźle. Mamy grupę przyjaciół. Są to trzy małżeństwa w naszym wieku, które też mają małe dzieci. Wszystko między nami niby jest w porządku, ale jak się spotykamy, to jedni przez drugich przechwalamy się naszymi pociechami (np. które jest mądrzejsze, ładniejsze, szybsze itp.) i tym, co im ostatnio wspaniałego kupiliśmy. Niedawno na przykład jedna z mam zapoczątkowała modę na zabawki interaktywne. Ona kupiła swojej córeczce jakieś tam zwierzątko i zaraz za nią reszta towarzystwa. Jedno małżeństwo, żeby pokazać, że są najlepsi, kupili dwie! My z mężem stwierdziliśmy, że nasze dziecko czegoś takiego nie potrzebuje i powiedzieliśmy o tym głośno. Ostatecznie ze spotkania wyszliśmy z poczuciem winy, że jesteśmy złymi, skąpymi rodzicami. Na drugi dzień mąż pojechał do sklepu i też kupił córce taką zabawkę. Przez te "zawody" zrobiliśmy już z pokoju małej sklep z zabawkami. Nasza Ola jest już nimi znudzona i nie chce się tym wszystkim bawić, a my nie potrafimy przestać kupować... Basia

W dzisiejszych czasach możemy kupić wszystko, o czym marzymy, ale ceną, jaką za to płacimy, jest intensywna praca i ciągły pośpiech. Pracujący zawodowo rodzice często cały dzień spędzają poza domem i mają mało czasu dla rodziny i dzieci. Mają z tego powodu poczucie winy, które z kolei próbują zagłuszyć obdarowywaniem dzieci coraz to nowymi przedmiotami. Traktują więc podarunki jako substytut prawdziwej miłości i uciszają w ten sposób własne sumienie. Trzeba powiedzieć sobie jasno, że jeśli będziemy zastępować niedostatek swojego uczucia rzeczami, to nasze dzieci staną się w przyszłości chłodnymi materialistami, manipulującymi innymi, osobami bez wartości moralnych. Od takich dzieci trudno będzie nam np. oczekiwać wsparcia na starość.
Często narzekamy na to, że nasze dzieci nie szanują tego, co dostają. Niestety to, że każdy kolejny prezent przestaje mieć dla dziecka jakąkolwiek wartość i przyjmuje je ono bez wdzięczności, wręcz z obojętnością, to nasza, dorosłych, wina. A dlaczego tak się dzieje?
• Ponieważ dzieci mają tak dużo przedmiotów wokół siebie i tak często je dostają, że dbanie o nie wydaje im się czymś dziwnym, wręcz nienaturalnym. Nie kojarzą zabawek z czymś trwałym, z czymś, czym długo się będą bawić i cieszyć, bo przecież za chwilę i tak dostaną coś nowego.
• Bardzo często nasze dzieci psują zabawki celowo, po to aby zwrócić na siebie uwagę, żeby pokazać, że są, że potrzebują naszej miłości i zainteresowania. W takiej sytuacji musimy poważnie zastanowić się i zadziałać odpowiednio do sytuacji, np. spędzać więcej czasu z dzieckiem, przytulać, rozmawiać o tym, co się w jego życiu dzieje, grać z nim w jego ulubione gry, tłumaczyć, że rzeczy nie można niszczyć itp.
• Czasem to my, dorośli, jesteśmy dla dziecka złym przykładem. Jeśli np. w nerwach niszczymy coś, kopiemy nerwowo przedmiot, który akurat znalazł się pod naszymi nogami, to pamiętajmy, że dziecko to widzi i naśladuje. Dlatego szanuj swoje rzeczy, jeśli chcesz, aby dziecko w przyszłości postępowało podobnie. Przykład zawsze idzie z góry.
Zwróćmy uwagę też na to, że jeśli pokój naszego dziecka wygląda jak sklep z zabawkami, to niemal niemożliwe jest utrzymanie w nim ładu. A przecież od naszych pociech wymagamy porządku, prawda? Tak więc zabawki, które miały sprawiać radość, stają się czasem dla naszego dziecka... udręką.


W liście Basi poruszony został jeszcze jeden temat. Czasem zdarza się, że kupujemy coś naszemu dziecku, a tak naprawdę robimy to nie dla niego samego, ale z próżności, po to, aby pokazać się przed innymi rodzicami. I to nie radość naszego dziecka, ale wygrywanie w tych zawodach stwarza nam wtedy największą przyjemność. (A więc znów myślimy tylko o sobie.) W ten sposób podsycamy w naszym dziecku niebezpieczną postawę: ono wkrótce nie będzie wiedziało, czego tak naprawdę chce, ale będzie wiedziało, że to coś ma być lepsze od tego, co dostają jego koledzy. O radości i wdzięczności z mniejszych podarunków możemy wtedy zapomnieć. Ważne jest więc, aby dawanie prezentów wynikało z odruchu serca, z miłości, z potrzeby dziecka, a nie z chęci niezdrowej konkurencji!
Na koniec jeszcze jedna uwaga. Czasem jeśli nie kupimy dziecku czegoś, czego ono bardzo chce ("mamo, wszyscy to mają, tylko ja nie"), obarczamy się poczuciem winy. Zaczynamy też myśleć, że jesteśmy bez serca, bo nie kupiliśmy dziecku rzeczy przecenionej ze 100 na 30 dol.
Zupełnie niepotrzebnie. To my wiemy, co dla naszego dziecka jest najlepsze, i mamy prawo decydować o tym, co i kiedy dostaje. Z dzieckiem oczywiście należy na ten temat rozmawiać i tłumaczyć mu powody takiej, a nie innej decyzji. Uczy się ono w ten sposób marzyć, czekać na upragnioną rzecz, a także rezygnować z zachcianek. Jest to nauka, która na pewno przyda mu się w dorosłym życiu.
Pamiętajmy, dzieciom najbardziej potrzeba nas, naszej miłości i naszego czasu. Bez tego nie mogą się one prawidłowo rozwijać i osiągnąć pełni swoich możliwości. A podarunki są tylko miłym dodatkiem do tego, aby nasze dzieci czuły się kochane. A wtedy, gdy nasze pociechy dorosną i będą wspominać swoje dzieciństwo, to zrozumieją, że naszym największym prezentem dla nich była nasza miłość i obecność.
O tym, jak wybierać i wręczać prezenty dzieciom, za tydzień.

piątek, 07 wrzesień 2012 15:34

Związek Strzelecki Rzeczypospolitej.

Napisane przez

witoldJasek copyW sali BHP Stoczni Gdańskiej powstaje nowy niezależny byt niepodległościowy: Związek Strzelecki Rzeczypospolitej.
Nie przypadkiem nowa organizacja, Związek Strzelecki Rzeczypospolitej, proklamuje dziś swoje powstanie w tak znamienitym miejscu jak kolebka "Solidarności" i w tak symbolicznym czasie jak 32. rocznica podpisania Porozumień Sierpniowych i 30. rocznica powstania Solidarności Walczącej. W walce o nową jakość odmeldowujemy się dziś w sali BHP Stoczni Gdańskiej, by oddać hołd niezłomnym załogom zakładów Trójmiasta i działaczom WZZ-ów, zapewniając jednocześnie wszystkich zainteresowanych, że sztafeta niepodległości wciąż trwa i właśnie uzyskuje nową odsłonę. A młodsi i starsi patrioci "odliczają się" dziś na nowo.
31.08.2012 r.
Wszystkich zainteresowanych zapraszamy do kontaktu: Ten adres pocztowy jest chroniony przed spamowaniem. Aby go zobaczyć, konieczne jest włączenie w przeglądarce obsługi JavaScript..">Ten adres pocztowy jest chroniony przed spamowaniem. Aby go zobaczyć, konieczne jest włączenie w przeglądarce obsługi JavaScript..
Związek Strzelecki Rzeczypospolitej jest patriotycznym i proobronnym, dobrowolnym, samorządnym i niezarobkowym stowarzyszeniem młodzieży polskiej i osób dorosłych – jest bezpośrednim spadkobiercą ideowym i duchowym oraz kontynuatorem Związku Strzeleckiego z lat 1910–1914 i 1919–1939.
Związek Strzelecki Rzeczpospolitej, przygotowując Polaków do służby obywatelskiej, kieruje się w swojej działalności jedynie względami dobra państwa polskiego, a jako organizacja z ducha i czynu apolityczna, służy tylko dobru Rzeczypospolitej Polskiej. Podobnie jak w okresie II RP, hołduje ideologii piłsudczykowskiej (ideologii państwowotwórczej), na którą składa się zbiór podstawowych poglądów i wartości prezentowanych przez twórcę Związku Strzeleckiego – Marszałka Józefa Piłsudskiego, oraz jego najbliższych współpracowników, organy prasowe i akty prawne obozu piłsudczykowskiego w II RP oraz Prawo strzeleckie i Przyrzeczenie strzeleckie. Związek Strzelecki Rzeczypospolitej przybliża swoim członkom podstawowe założenia tej ideologii przez działalność bezpośrednich przełożonych, terenowych i centralnych komórek organizacyjnych odpowiedzialnych za sprawy wychowawczo-szkoleniowe oraz władze wszystkich szczebli.
Podstawę do pracy wychowawczej w Związku Strzeleckim Rzeczypospolitej stanowią: etyka chrześcijańska, tradycje walk niepodległościowych i tradycja strzelecka, a w szczególności Prawo strzeleckie i Przyrzeczenie strzeleckie.
Związek Strzelecki Rzeczypospolitej działa jedynie godziwymi metodami, zgodnymi z ogólnie przyjętymi normami moralnymi, społecznymi i prawnymi. Realizując statutowe cele i zadania, Związek Strzelecki Rzeczypospolitej pragnie przedłużać i uzupełniać wpływy wychowawcze wojska i szkolnictwa państwowego na terenie pozawojskowym i pozaszkolnym, w celu wytworzenia w społeczeństwie trwałych grup społecznych, oddanych Państwu, i w celu wykształcenia przez te ośrodki typu "obywatela – żołnierza", w myśl zasady "każdy obywatel – żołnierzem, każdy żołnierz – obywatelem".
Ponadto Związek Strzelecki Rzeczypospolitej zamierza wychowywać pokolenia wartościowych, nowoczesnych obywateli, potrafiących w sposób twórczy współdziałać z innymi w pracy mającej na celu potęgowanie sił życiowych państwa, kierowania jego losami, bronienia go i wreszcie przekształcania jego form w zależności od zmiennych warunków życia.

rotaprzyrzeczenia

ROTA PRZYRZECZENIA
CZŁONKÓW
RZECZYWISTYCH ZWIĄZKU STRZELECKIEGO
RZECZYPOSPOLITEJ
Wstępując w szeregi członków rzeczywistych Związku Strzeleckiego Rzeczypospolitej, w obliczu Boga i zebranych strzelców, na wszystko, co dla mnie najświętsze, przyrzekam i ślubuję:
Służyć wiernie Rzeczypospolitej Polskiej w każdym czasie i miejscu,
jej dobro i pomyślność przyjmując za wartość najwyższą, dbać o dobro i rozwój Związku, powinności swoje oraz rozkazy przełożonych w Związku Strzeleckim Rzeczypospolitej wypełniać, powierzonych mi tajemnic nie ujawniać, braci strzeleckiej w potrzebie nie opuścić bez względu na to, co by mnie spotkać miało.
Tak mi dopomóż Bóg.


***


Ahoj strelci a strelćatá,
SZANOWNI STRZELCY,
KOLEŻANKI I KOLEDZY
Bliskość geograficzna i kulturowa Słowaków, jak też podobieństwo językowe ułatwia współpracę i jest niemal genetycznie przekazywanym impulsem: Słowacy to nasi przyjaciele.
Strzelcy z Polski, zajmujący się strzelectwem dynamicznym, stworzyli wraz z przyjaciółmi ze słowackiej strony organizację rozwijającą ten impuls, jest to Liga IPSC Slovensko-Polska.
Oto historia jej powstania i działalności. SPL – historia SPL sięga roku 2005, kiedy to po zakończeniu Mosquito Meczu, podczas długich, nocnych polsko-słowackich rozmów, "urodził się" pomysł, aby strzelać zawody IPSC pomiędzy dwoma narodami – Polakami i Słowakami – w obydwóch krajach. Pomysłodawcami tej idei byli Paweł Zember, Tadeusz Noga, Peter Brazdil i kilku innych obecnych w tym historycznym momencie strzelców. Nie jest zresztą ważne kto... liczy się idea!!! W krótkim czasie przeszliśmy do czynów, ustalając zasady, na jakich te wspólne zawody mają się odbywać. Nie trzeba mówić, że aby cały pomysł miał ręce i nogi, potrzebny był "doping", którego raz dostarczała strona polska, a drugi słowacka. A może odwrotnie??? SPL-ka wystartowała na Wielkanoc roku 2006 w Krakowie na strzelnicy hotelu Twierdza i polegała na przemiennym organizowaniu zawodów, na zasadzie wy u nas, a my u was. I ten system działa po dziś dzień.
Początek wspólnego współzawodnictwa przebiegał pod hasłem "D-miss" (!!!), pomimo że ten sławny miss nie został zdobyty na strzelnicy. Niemniej jednak przeszedł do historii SPL-ki. Wszystkie mecze charakteryzują się wspaniałą atmosferą, doskonałą zabawą i perfekcją organizacji zawodów przy udziale klubów: SKP Trenczyn, KPSN Nitra, Magnum Rimawska Sobota, SKP Luger Zilina po stronie Słowacji i ZSD Kraków jako Polska. Jak to jest zawsze po meczach IPSC, najbardziej wszystkich strzelców cieszy to, co dzieje się po...!!! Rozmowy, wymiana informacji, nowinek nie tylko związanych z konkretnym meczem. I to jest to, co łączy nas, wszystkich strzelców IPSC, dzięki idei SPL-ki.
Witold Jasek
komendant ZS Strzelec
Ten adres pocztowy jest chroniony przed spamowaniem. Aby go zobaczyć, konieczne jest włączenie w przeglądarce obsługi JavaScript.

piątek, 31 sierpień 2012 14:40

Cała prawda o rozwodzie

Napisane przez

 

wielodzietni"Podjąłem decyzję, że będę kochać twoją matkę
i nigdy tej decyzji nie odwołam."
"Podjęłam decyzję, że będę kochać twojego ojca
i nigdy tej decyzji nie odwołam."
– to najdroższy spadek jaki dziecko może otrzymać od swoich rodziców.


"Mam 18 lat. Gdy miałam 10 lat, moi rodzice rozwiedli się. Od tamtej pory mój bezpieczny świat zawalił się. Myślałam, że to moja wina, że zrobiłam coś nie tak i to dlatego ojciec zostawił mnie, brata i matkę.
Długo nie potrafiłam się pozbierać. Odejście ojca do innej kobiety było dla mnie ciężkim ciosem. Zawiodłam się na nim bardzo, do dziś nie umiem mu tego wybaczyć. Przez pierwsze dwa lata po rozwodzie rodziców czekałam na jakiś jego odzew, potem zwątpiłam, że zechce mieć z nami kontakt. Próbowałam się wyciszyć, odnaleźć spokój...
Od trzech lat walczę ze swoim wyglądem, ciałem. Zachorowałam na bulimię. Odczuwam coraz częstszy niepokój. Czasem – zwłaszcza podczas napadów jedzenia i wymiotów – nie starcza mi na nic sił. Nigdy nie byłam z siebie zadowolona, choć tak naprawdę to wcale nie muszę się odchudzać. Przez pół roku brałam leki, które trochę pomogły. Chodziłam też jakiś czas na psychoterapię. Tam się dowiedziałam, że u źródeł mojej bulimii mogą tkwić złe relacje z ojcem.
Nie mam motywacji do walki z tą chorobą. Czasem mam wrażenie, że jest ona moją przyjaciółką, bo tak naprawdę nikt mnie nie kocha. Strasznie cierpię." Weronika

Prawdopodobnie wielu z nas, dorosłych, nie zastanawia się na tym, że wszystko co robimy, decyzje, które podejmujemy, słowa, które wypowiadamy, nasze reakcje, wartości, które wyznajemy – wszystko to ma ogromny wpływ na dzieci, które wydaliśmy na świat. Nasz brak odpowiedzialności, lenistwo w pokonywaniu trudności, brak spójnego systemu wartości, podążanie za emocjami, nałogami i seksualnymi przyjemnościami, życie złudzeniami (np. że nowy związek przyniesie miłość i sielankę) to przyczyna prawdziwej tragedii tych najmniejszych, bezbronnych, dla których jesteśmy naprawdę wszystkim.
Jak łatwo dzisiaj, doświadczając trudności małżeńskich, które są jakby wpisane w związek dwojga ludzi, podejmujemy decyzję o rozwodzie. A dzieci? No cóż, umiemy na nie narzekać, a czy zastanawiamy się nad tym, że to my możemy być przyczyną ich problemów?
Dla każdego dziecka rozwód jego rodziców jest prawdziwą katastrofą życiową. To otwarta i wciąż rozdrapywana rana. To załamanie fundamentu, na którym dotychczas budowało swą tożsamość. Ono czuje się oszukane i bardzo samotne, i to niezależnie od tego w jaki sposób rodzice się rozstają – czy kłócą się, czy też nie rozmawiają ze sobą. Często obarcza siebie odpowiedzialnością za rozejście rodziców i ma z tego powodu duże poczucie winy. Żyje w ciągłym napięciu, poczuciu zagrożenia i utraty bezpieczeństwa, a to z kolei zawsze odbija się negatywnie na jego zachowaniu, zdrowiu fizycznym i psychicznym, i tak:


Dziecko do trzeciego roku życia może reagować uciekaniem do wcześniejszych okresów rozwojowych, np. do karmienia butelką i używania smoczka, trudnościami w korzystaniu z nocnika, toalety, cofaniem mowy i umiejętności chodzenia.


Dziecko w wieku przedszkolnym staje się krnąbrne i nieposłuszne. Może mieć trudności w zasypianiu, zaburzenia łaknienia, uzależnienie się od jednego z rodziców, ataki złości i agresji (uderzanie, kopanie, pchanie, kładzenie się na podłodze, wrzaski, przezywania), nerwowe nawyki, takie jak kręcenie włosów, szarpanie i skręcanie ubrania, pochrząkiwanie, ssanie palca, obgryzanie paznokci.


Dziecko w wieku szkolnym reaguje żalem i smutkiem. Wtedy to do głosu najwyraźniej dochodzą gniew, skierowany najczęściej na tego z rodziców, z którym dziecko mieszka, i tęsknota za rodzicem, który odszedł. Próbuje zwrócić na siebie uwagę wybrykami w szkole, ucieczkami z domu, zaniedbywaniem nauki, agresją skierowaną wobec szczęśliwych rówieśników.


Dziecko w wieku dojrzewania reaguje zupełnie inaczej. Rozwód rodziców sprzyja wtedy ekstremalnym zachowaniom, które mają przynieść ulgę w cierpieniu nastolatka (seks bez zabezpieczenia, prostytucja, eksperymenty z narkotykami, papierosy, alkohol, przestępczość, późne powroty do domu, ucieczki).

Rozwód rodziców to dla dzieci piętno na całe życie, piętno, które zbiera swoje żniwa także w następnych pokoleniach. Dzieci z rozbitych rodzin wcześniej przechodzą inicjację seksualną, mają problemy z tworzeniem związków, dwukrotnie częściej się rozwodzą, zataczając tym samym błędne koło. W dorosłym życiu cierpią z powodu depresji, fobii, zaburzeń seksualnych, często też rozwijają się zaburzenia osobowości.
To tylko od nas, dorosłych, zależy, jaki los zgotujemy swoim dzieciom. Czy stworzymy im dom pełen miłości i bezpieczeństwa, w którym będą się mogły prawidłowo rozwijać, czy też już na starcie skażemy je na życie pełne cierpienia. Wybór zależy od nas.

B. Drozd

psycholog Mississauga

piątek, 31 sierpień 2012 14:36

gps

Napisane przez


witoldJasek copyDla użytkownika GPS w samochodzie czy na łodzi – historia i działanie tego systemu jest bez znaczenia, serwis jest za darmo i jest bardzo pomocny. Prawie nikt by nie przypuszczał, że GPS może mieć coś wspólnego z Pentagonem, szpiegostwem lub dywersją.


Global Positioning System został rozwinięty, wprowadzony do użytku i jest zarządzany cały czas przez United States Department of Defense (DOD).
Zbudowany jest z trzech części: space, control oraz user. Segment space to co najmniej 24 nominalne satelity rozlokowane na sześciu okołoziemskich orbitach. Każdy satelita znajduje się około 10,898 nmi (20,183 km) nad ziemią. Jest to aktualnie 28 satelitów.
GPS Air to system naprowadzania, informowania statków powietrznych o ich położeniu w przestworzach. Nawigacja GPS pozwala na określenie trójwymiarowej pozycji dla wszystkich faz lotu od startu po lądowanie. Piloci na całym świecie używają tego systemu w celu uzyskania bezpieczeństwa i efektywności lotu. Piloci poza GPS mają do dyspozycji instrumenty pokładowe, jak: sztuczny horyzont, wysokościomierz, prędkościomierz, zakrętomierz z chyłomierzem, busolę, wariometr, wskaźniki nawigacyjne VOR, ADF, ILS. Przy braku widoczności podczas lądowania, na przykład gdy jest gęsta mgła, pilot zdaje się wyłącznie na instrumenty pokładowe, w tym przede wszystkim: GPS... GPS jest więc idealnym instrumentem manipulacji w czysto militarnym znaczeniu: na lądzie, w powietrzu i na wodzie.


Witold Jasek
komendant ZS Strzelec
Ten adres pocztowy jest chroniony przed spamowaniem. Aby go zobaczyć, konieczne jest włączenie w przeglądarce obsługi JavaScript.

piątek, 24 sierpień 2012 18:47

Śpieszmy się kochać dzieci, tak szybko dojrzewają

Napisane przez


Miesiąc temu wydałam moją jedyną córkę za mąż. Wyprowadziła się z domu, zamieszkała z mężem daleko od nas. Jak myślę o tym, to płaczę, ponieważ dopiero teraz zdałam sobie sprawę z tego, że straciłam dziecko, którego tak naprawdę nigdy nie poznałam. Całe życie ważniejsza była dla mnie praca, towarzystwo, a córka była gdzieś na szarym końcu. Nie zaprzyjaźniłam się z nią, nie wiem, czy kiedykolwiek poprosi mnie o radę, czy będzie do nas chciała przyjeżdżać z wnukami. Tak bardzo teraz tego wszystkiego żałuję. Bardzo źle się z tym czuję i mam straszne wyrzuty sumienia. Ewa

Wszystkie badania pokazują, że my, rodzice, poświęcamy kilka minut dziennie na rozmowy z dziećmi, a kilka godzin spędzamy, oglądając telewizję czy siedząc przy komputerze.
Skutek tego jest taki, że tak naprawdę nie znamy naszych dzieci, nie wiemy, czym żyją, jakie mają potrzeby, czy są szczęśliwe, czy też nie.
Jest to smutne, bo za jakiś czas, patrząc wstecz, na pewno nie będziemy żałowali tego, że nie pracowaliśmy więcej, że nie sprzątaliśmy więcej, że nie rozmawialiśmy więcej przez telefon, a dojdziemy do wniosku, że najważniejsze na świecie są dobre relacje rodzinne. Oby tylko nie było za późno i oby po kilkunastu latach spędzonych wspólnie pod jednym dachem nie stwierdzić, że tak naprawdę nic nas z dziećmi nie łączy i jesteśmy dla siebie obcy. Jeśli w ten sposób wychowamy nasze pociechy, to gdy wyjdą z naszego domu, już więcej do niego nie wrócą. Zostaniemy sami.


A więc chciejmy poświęcić czas na spotkanie z naszym dzieckiem w momencie, kiedy ono jeszcze tego chce i potrzebuje. To nie jest trudne, a jak to zrobić? Poniżej przedstawiam trochę pomysłów:


1. Raz w tygodniu organizujcie sobie tzw. wieczór rodzinny. Rozmawiajcie wtedy na ważne tematy, dzielcie się swoimi doświadczeniami, planujcie wspólne zajęcia, uroczystości, grajcie w różne gry, wspólnie wykonujcie prace domowe – to bardzo jednoczy rodzinę.


2. Przynajmniej raz dziennie spożywajcie razem posiłek. Nie włączajcie wtedy telewizora, ale rozmawiajcie wspólnie, dzielcie się swoimi przeżyciami, przemyśleniami, pomysłami. Niech dzieci układają jadłospis na kolejne dni, niech pomagają wam w przygotowaniu posiłków. Jeśli macie jakieś domowe uroczystości, to wyjdźcie razem do restauracji lub zaproście gości na wspólny obiad.


3. Razem wykonujcie obowiązki domowe. To wnosi poczucie jedności i solidarności, np. po obiedzie poproście dzieci o pomoc w sprzątaniu, a podczas pracy rozmawiajcie o tym, co się wydarzyło danego dnia.


4. Postarajcie się spędzać czas z każdym z dzieci indywidualnie. Takie sam na sam daje dziecku szansę otwartego dzielenia się problemami, bez lęku o to, co pomyślą sobie inni członkowie rodziny.


5. Wyłączajcie jak najczęściej "złodzieja czasu", czyli telewizor. Jeśli nie możecie zupełnie z niego zrezygnować, to wspólnie ustalcie zasady, które pomogą wam mądrze z niego korzystać, i nie oglądajcie wszystkiego "jak leci". Wybierajcie wcześniej tylko wartościowe programy.


6. Wybierzcie rodzinny sport lub hobby. Niektóre rodziny wspólnie muzykują, inne łowią ryby, grają w tenisa czy jeżdżą na łyżwach. Pomaga im to we wzajemnej komunikacji i budowaniu jedności.


7. Planujcie rodzinne wypady. Rodzinne wycieczki mogą być proste lub bardzo wyszukane. Wszystko zależy od zainteresowań i możliwości finansowych. Sprawą najważniejszą nie jest to, dokąd rodzina się wybierze, ale to, że jest ona wtedy razem.


8. Pomagajcie dzieciom w odrabianiu lekcji. Wypytujcie dzieci o to, co się dzieje w szkole, tłumaczcie, jeśli czegoś nie rozumieją. Dzieci nauczą się w ten sposób szacunku i zaufania do rodziców.


9. Poza tym zwiedzajcie miejsca o dużej wartości, np. muzea, zabytki, biblioteki, planetaria, ogrody.


Są rodzice, którzy chcieliby być razem z dziećmi, ale nie pozwala im na to charakter pracy. Jeśli ty jesteś taką osobą i w ciągu tygodnia nie ma cię w domu (bo jesteś np. kierowcą ciężarówki), to:
• dzwoń codziennie do dziecka, żeby z nim porozmawiać,
• zostaw dziecku coś od siebie, np. przytulankę, która będzie mu przypominała o tym, że je kochasz,
• wymyślcie razem z dzieckiem wspólne hasło "na dobranoc", np. "moja gwiazdka dawno śpi, zaśnij skarbie też i ty", "na dobranoc trzy słóweczka: ciepły kocyk, poduszeczka" itp., które może ono usłyszeć od ciebie zawsze wieczorem przez telefon,
• prawdziwie świętujcie niedziele lub dni wolne,
• postaraj się uczestniczyć w ważnych chwilach swego dziecka, np. w rozpoczęciu roku szkolnego, występach, przedstawieniach.
Ktoś mądry kiedyś powiedział: "Dla niektórych czas to pieniądz, a tak naprawdę czas to miłość". Oznacza to, że moją prawdziwą miłością nie jest to, co myślę, że kocham, ale to, czemu poświęcam najwięcej czasu. Inaczej mówiąc: czas, który bezinteresownie ofiarowuję komuś lub czemuś, może być miarą mojej miłości.
W związku z tym chcę postawić pytanie Tobie, Drogi Czytelniku: czy – według ww. kryterium miłości – bardziej kochasz dzieci czy telewizor, Internet, samochód, mecze, weekendowe imprezy ze znajomymi, piwo w "dobrym" towarzystwie, czy ... (tu wpisz swoje prywatne sposoby na "spędzanie" czasu). Nie odpowiadaj bez zastanowienia, lecz spokojnie pomyśl i uczciwie wyciągnij wnioski ze swej odpowiedzi (która jest przecież tylko dla ciebie). Jeżeli Twój bilans czasu nie wypadnie korzystnie dla dzieci, to chyba najwyższy czas to zmienić.
Pamiętaj, czasu poświęconego dzieciom nie można odłożyć na później i jest to jedna z niewielu spraw, których nie można nadrobić.

piątek, 24 sierpień 2012 17:58

Strzelectwo: Strażnik komunizmu - P-83

Napisane przez

witoldJasek copyP-83 zwany też jest na kontynencie amerykańskim Polish Radom P-83.

P-83 jest pistoletem samopowtarzalnym, double-action, kaliber 9X19 Makarow, którego produkcja została wdrożona w 1983 roku.


W połowie let 60. PRL, Czechosłowacja i Węgry zaadaptowały sowiecką amunicję 9X18 Makarow w zastosowaniu do własnych konstrukcji strzeleckich. Pozostałe kraje komunistyczne produkowały kopie sowieckiego makarowa lub kupowały gotowy produkt od ZSRS.
Poprzednik P-83, czyli P-64, został uznany przez siły zbrojne PRL-u za broń, którą należy unowocześnić i zwiększyć pojemność magazynka.
W P-64 magazynek był na sześć naboi, a w P-83 już na osiem. Oglądając i trzymając w dłoni P-83, można wyczuć doskonały balans, a wykończenie konstrukcji jest o niebo lepsze od makarowa. Przestrzelony z odległości 25', pięciu strzałów na papierowej tarczy, P-83 "wydrukował" zgrupowanie wielkości 1,5". Przyglądając się bliżej, można zauważyć na P-83 nieco toporne ślady obróbki mechanicznej, to nie jest tak wysoka jakość jak przedwojenny VIS 35, ale i tak można P-83 uznać za produkt bardzo wysokiej jakości. Wnętrze lufy jest chromowane, co przekłada się na niemal nieskończoną żywotność gwintowanej lufy i ochronę przed rdzą.
Czytając instrukcję obsługi wydaną przez producenta po angielsku, można zauważyć pogmatwanie, nieprzejrzystość tekstu. Instrukcja jest jakby tłumaczeniem polsko-angielskim słowo w słowo.

makarowPodczas istnienia reżimu komunistycznego, ale szczególnie po upadku komunizmu w Polsce, pojawiło się na naszym kontynencie amerykańskim wiele egzemplarzy P-83 sprowadzanych zwłaszcza przez importera broni z Teksasu, firmę Dalvar.


Witold Jasek
komendant ZS Strzelec
kontakt: Ten adres pocztowy jest chroniony przed spamowaniem. Aby go zobaczyć, konieczne jest włączenie w przeglądarce obsługi JavaScript.