Goniec

Register Login

Zdrowie i inne porady

Nasze zdrowie i inne porady.

piątek, 20 lipiec 2012 20:19

Sprawdzony i skuteczny sposób na kryzys małżeński

Napisane przez

wielodzietniObydwoje z żoną mamy po 40 lat, troje dzieci, dobre prace i ładny dom. Znajomi zazdroszczą nam takiego życia, ale gdyby wiedzieli, jak nasz związek wygląda od środka, pewnie zmieniliby zdanie. Znamy się od liceum. To była taka młodzieńcza miłość, która potem zmieniła się w stabilny związek. Kiedy zniknął romantyzm, nie przejęliśmy się tym. Rzuciliśmy się wtedy w wir pracy, każde z nas robiło karierę w swojej branży. Ocknąłem się dopiero rok temu, kiedy moją firmę dopadł kryzys finansowy. Wtedy zauważyłem, że w moim małżeństwie nie ma już żadnych uczuć, a ja stałem się dla żony ciężarem. W tym trudnym dla mnie czasie oczekiwałem wsparcia, a żona jeszcze bardziej odsunęła się ode mnie. Zasugerowała mi, że sam muszę sobie jakoś z tym poradzić, tak jak ona sama sobie radzi w swojej pracy. Poczułem się strasznie samotny. Mam wrażenie, że coraz bardziej się od siebie oddalamy. O pożyciu intymnym też już nie ma mowy. Zastanawiałem się nawet, czy żona mnie nie zdradza, ale myślę, że nie, bo bardzo ważne są dla niej moralne zasady. Boję się jednak zapytać wprost, bo pokazałbym tym swoją zazdrość, słabość, a nie chcę, żeby po ostatnich problemach w firmie, żona zobaczyła, że z innymi sprawami też sobie nie radzę. Łączą nas tylko dzieci. (...) Bardzo zależy mi na naszym małżeństwie. Co powinniśmy robić? Czy jest dla nas jakaś szansa? Darek

Można z całą pewnością powiedzieć, że każda para małżeńska przechodzi w swoim życiu różne kryzysy i nie jest to tak naprawdę nic wyjątkowego. Jednak siła kryzysu, czas jego trwania i to, czy pozostawia po sobie niegojące się rany, zależy tylko i wyłącznie od współmałżonków. Małżeństwo, bez względu na to czy trwa rok, czy dwadzieścia lat, wymaga tyle samo zaangażowania i starania się o drugą osobę. Jeśli będziemy o siebie na co dzień dbać, to żaden kryzys nie będzie dla nas groźny.
Jeśli jednak nasze małżeństwo znajdzie się w trudnej sytuacji, to zanim zaczniemy podejmować pod wpływem emocji jakiekolwiek kroki, powinniśmy uświadomić sobie dwie, prawdziwe, a często zapominane kwestie. Po pierwsze: każdy związek przy dobrej woli obu stron (!), można uratować. Po drugie: rozwód jest najgorszym rozwiązaniem z możliwych, bo tworzy o wiele więcej problemów niż likwiduje. Zasada jest prosta: jeśli w małżeństwie coś choruje, to należy to leczyć, a nie rozwiązywać małżeństwo.
Co powinni robić małżonkowie, gdy dopada ich kryzys? Przede wszystkim należy zacząć natychmiast działać, a nie czekać, aż sytuacja pogorszy się. Często na samym początku wystarczy tylko słowo "przepraszam", wtulenie się w siebie, uświadomienie sobie, jak wielką wartością jest dla nas mąż/żona i wszystko co złe, pryska. Często jednak jest na to już za późno, dlatego poniżej przedstawiam trochę tak zwanych wskazówek "naprawczych":
1. Na początku niech każde z was odpowie sobie na trzy pytania:
– Wymień osoby, które cię najbardziej kochają. Czy wśród nich jest twój współmałżonek?
– Wymień osoby, które ty najbardziej kochasz. Czy wśród nich jest twój współmałżonek?
– Gdybyś nagle poważnie zachorował/a i potrzebował/a opieki, to na kogo możesz wtedy liczyć? Czy możesz liczyć na swojego współmałżonka?
Jeśli odpowiedziałeś/łaś twierdząco chociażby na jedno z powyższych pytań, to pomyśl, czy nie warto walczyć o swoje małżeństwo?
2. Usiądźcie i szczerze porozmawiajcie. Dobra rozmowa dużo wyjaśnia i wzmacnia bliskość. Oto warunki takiej rozmowy:
– znajdźcie odpowiedni czas, taki, kiedy się nigdzie nie spieszycie, nie jesteście zmęczeni, nikt i nic wam nie przeszkadza,
– spróbujcie odsunąć na bok swoje poglądy, nie przekonujcie się nawzajem do nich, a postarajcie się posłuchać (bez krytykowania i atakowania) siebie tak, jakbyście znali się od niedawna. Być może wtedy uda wam się usłyszeć siebie na nowo, może wyraźnie zabrzmią te informacje i uczucia, które nigdy nie mogły dojść do głosu i stały się przyczyną waszego problemu,
– mówcie szczerze, ale o sobie: ja tak czuję... myślę... boli mnie gdy... nie używaj słów: bo ty to... ty zawsze... ty nigdy...
– umiejcie sobie wtedy powiedzieć: "Nasz związek przechodzi trudne chwile, ale nie zniechęcajmy się. Nasza miłość tak z dnia na dzień nie może się przecież skończyć, chociaż moje uczucia dla ciebie nie są już takie jak dawniej, podobnie jak i twoje dla mnie. Kochamy się, ale w inny sposób. I możemy razem zadbać, aby nasz związek był głębszy". (A. Vergara)
3. Mając świadomość tego, że kryzys zawsze jest udziałem dwojga, naucz się wybaczać i prosić o wybaczenie. Pamiętaj, małżeństwo oparte na pokorze nie rozpada się.
4. Rozwiążcie problemy, które można rozwiązać, a także określcie i zaakceptujcie te, których nie potraficie pokonać. Być może jakieś trudne kwestie będą nieodłączną częścią waszego związku.
I na koniec jeszcze jedno. Często spotykam małżonków, którzy mają do siebie wiele pretensji, ponieważ nie mogą zapomnieć tego, co wydarzyło się w przeszłości. Wypominają sobie i pielęgnują stare urazy, nawet te sprzed 25 – 30 lat. Jest to wielki błąd. Pamiętaj, przeszłości już tak naprawdę nie ma. Jest ona tylko w twojej pamięci, dlatego nie pozwól, aby miała ona destrukcyjny wpływ na twoje życie dzisiaj. Szkoda na to czasu. Na błędach przeszłości oczywiście należy się uczyć i o nich pamiętać, ale tylko po to, aby ich więcej nie popełniać w przyszłości.

piątek, 20 lipiec 2012 20:01

Slow Photography

Napisane przez

Przepraszam za ten anglojęzyczny tytuł, ale wydaje mi się, że najlepiej oddaje to, o czym chciałbym dzisiaj napisać. Wprawdzie obiecałem Państwu temat dotyczący światła błyskowego, jednak póki co korzystajmy ze światła słonecznego, bo lato krótkie.
Wracając do dzisiejszego tytułu. Znają Państwo oczywiście pojęcie "fast food" – McDonald, Tim Hortons itd., wymieniać nie trzeba. Wszystkie te jadłodajnie (bo trudno nazwać je restauracjami w europejskim znaczeniu tego słowa) mają za zadanie nafaszerować nas szybko gotowymi potrawami spod sztancy, przy czym słowo "szybko" ma tu znaczenie decydujące. Do tego stopnia, że w wielu donut shopach, pełniących w północnoamerykańskiej kulturze rolę kawiarń, na poczesnym miejscu widnieje napis informujący klientów, że mogą w tym przybytku spędzić nie więcej niż 20 min. No cóż, co kraj to obyczaj.


Tym, czym dla przemysłu żywieniowego było powstanie jadłodajni typu "fast food", tym dla fotografii stało się nastanie ery cyfrowej. Wykonujemy setki i tysiące zdjęć, wykorzystując aparaty kompaktowe, telefony komórkowe i coraz bardziej dostępne cyfrowe lustrzanki. Często nie przekładamy ich nawet do komputera, zadowalając się pobieżnym przeglądem na ekraniku aparatu. Aby więcej, aby szybciej, bo to nic nie kosztuje. Nie mam pojęcia, ile z tych zdjęć trafia do albumów w formie wydruków, ale podejrzewam, że nikły procent. Ktoś może zarzucić mi nienowoczesność i nienadążanie z czasem. Zapytam więc, czy ci wszyscy bywalcy restauracji, gdzie można zjeść, nie spiesząc się, przyzwoity obiad, też są nienowocześni?


Tak jak w odpowiedzi na "fast food" powstał ruch na rzecz "slow food", promujący spokojne delektowanie się spożywanym posiłkiem, tak w odpowiedzi na "fast photography" powstał ruch "slow photography" zachęcający do estetycznego przeżycia fotografowanej sceny, zanim wykona się jej zdjęcie. Jego pomysłodawcą jest kanadyjski fotograf Michael Wood. Nazwał on ten rodzaj fotografii kontemplacyjną, co już wiele wyjaśnia. Prowadzi na ten temat wykłady w całej Ameryce Północnej, a swoje tezy zawarł w książce "The Practice of Contemplative Photography: Seeing the World with Fresh Eyes".
Michael Wood wyjaśnia przede wszystkim, co tracimy, oglądając świat wyłącznie przez celownik aparatu. A tracimy rzecz bezcenną, zwłaszcza w czasie podróży, mianowicie przeżycie chwili, która już nie wróci. Tracimy często na rzecz zdjęć, które można zobaczyć na wielu pocztówkach. Wtrącę tu jako swego rodzaju świadectwo osobistą refleksję. Otóż byłem świadkiem jedynych w swoim rodzaju, unikalnych wydarzeń – pierwszej wizyty Jana Pawła II w Polsce oraz pogrzebu prymasa Stefana Wyszyńskiego. Oba te wydarzenia oglądałem głównie przez celownik aparatu, troszcząc się raczej o warunki naświetlania niż o to, co się wokół mnie działo. Dzisiaj brakuje mi tych przeżyć, a filmy pozostawione w Polsce i tak przepadły. Nie chcę w tym miejscu zniechęcić nikogo do robienia zdjęć, zwłaszcza w podróży i w czasie unikalnych wydarzeń, jednak warto zachować równowagę między uwiecznianiem otoczenia a wchłanianiem atmosfery danego miejsca i czasu.
Dla zainteresowanych praktykowaniem "Slow Photography" kilka recept:


Etap pierwszy: Weź do ręki jakikolwiek aparat – od komórkowego telefonu do lustrzanki. Stary, filmowy aparat też może być. Nawiasem mówiąc, wraca moda na filmowe aparaty.


Etap drugi: Znajdź miejsce, które wzbudza twoje zainteresowanie – od własnego biurka poprzez kuchenny zlew, aż po wspaniałą architekturę czy krajobraz.


Etap trzeci: Teraz jest czas, aby spokojnie usiąść i wchłaniać otoczenie. W ciągu pięciu minut rozejrzyj się i pomyśl o następujących rzeczach:
Pierwsza minuta: Gdzie jestem? Opisz w myślach wszystkie elementy otoczenia, od najbliższych do najdalszych.
Druga minuta: Opisz w myślach swoje odczucie. Czy czujesz się zrelaksowany, napięty, podekscytowany czy zainspirowany.
Trzecia minuta: Jakie wizualne elementy cię otaczają? Czy widzisz cienie, światła, regularne wzory i fakturę powierzchni?
Czwarta i piąta minuta: Teraz, kiedy zwróciłeś uwagę na wszystkie elementy otoczenia, możesz zacząć myśleć o wykonaniu zdjęcia. Jaki element otoczenia chcesz sfotografować i jak? Zdecyduj o kącie, pod którym chcesz wykonać zdjęcie. Odtwórz to sobie w wyobraźni i sprawdź, czy aparat "widzi" to samo.


Etap czwarty: Wykonaj zdjęcie i podelektuj się tą chwilą.
Myślę, że jest to dobry sposób na letni relaks, czego wszystkim serdecznie życzę.


Wojciech Porowski
Toronto

piątek, 13 lipiec 2012 21:17

Jak zaczyna się zdrada

Napisane przez

 wielodzietniJestem kilka lat po ślubie, znamy się z mężem już ponad 10 lat, mamy dwuletnią córeczkę, jesteśmy udanym, szczęśliwym, szanującym się małżeństwem... ale... no właśnie jest pewne ale.
    Rok po ślubie (ok. pięciu lat temu) podjęłam pracę, w której poznałam K. On zwariował na moim punkcie. Rozmawialiśmy dużo i często, zwykle na Skype i przez e-maile. K. nie ukrywał, że mu się podobam i że coś do mnie czuje. Ja odpierałam rodzące się uczucie, bo przecież kochałam męża i byłam w szczęśliwym związku.
    Po roku znajomości z K. miałam prawdziwy kryzys w swojej głowie, ciągle o nim myślałam, marzyłam, żeby poczuć, jak całuje i gdzieś w środku aż drżałam przy nim. Nigdy jednak nie dałam mu tego po sobie poznać.
    Trwało to ponad trzy lata. Po jakimś czasie on poznał dziewczynę, ja planowałam z mężem dziecko i nasza znajomość stopniowo jakby zelżała. Po moim zajściu w ciążę K. postanowił zniknąć z mojego życia. Nie pisaliśmy do siebie ani słowa przez dwa lata. Na "Facebooku" dowiedziałam się, że K. ożenił się i ma dziecko. I jakież było moje zaskoczenie, kiedy po dwóch latach milczenia spadła na mnie jak grom z jasnego nieba świadomość, że my się z siebie nie wyleczyliśmy.
    No i zaczęło się! Zgodziłam się na spacer, pocałował mnie wtedy, a ja odwzajemniłam ten pocałunek... Powiedział, że mnie kocha, nigdy nie przestał i nie może o mnie zapomnieć. To uczucie teraz wróciło, spadło na nas oboje z taką siłą, że wariuję. Płaczę całymi dniami... nie wiem, co robić. Kocham mojego męża, mam taki udany związek, dziecko... ale K. tak naprawdę ciągle siedzi w mojej głowie... Czy ja jestem nienormalna? Majka

    Różne są drogi do zdrady małżeńskiej. Takie przyczyny jak pornografia, chodzenie do seks-shopów, czytanie pewnych czasopism lub romansów (dających szczególnie kobietom nierealne oczekiwania), są tak oczywiste, że je pominę. Skoncentruję się zaś na pułapce bardziej ukrytej.
    Pierwszą i najważniejszą przyczyną zdrady seksualnej jest prawie zawsze zdrada duchowa, tzn. gdy osoba będąca w małżeństwie opowiada człowiekowi płci odmiennej coś, z czego powinna się najpierw lub wyłącznie zwierzyć współmałżonkowi. Tak więc zdrada małżeńska bardzo często nie zaczyna się wcale od zachowań erotycznych, lecz właśnie od otwierania serca, od rozmów. To wydaje się takie normalne: dzielisz się tylko tym, co cię nurtuje, zaspokajasz swoją naturalną potrzebę. Za chwilę jednak okazuje się, że powielasz w ten sposób typowy przebieg duchowej zdrady, a wygląda ona następująco: mężczyzna (kobieta) trafia na kogoś, kto zdaje się go (ją) wreszcie rozumieć – otwiera przed nią (nim) serce, tworzą się więzi duszy i nagle zaczyna wierzyć, że ślub ze współmałżonkiem był pomyłką.
    Opowiadanie płci przeciwnej o sobie nie jest niczym złym. Jeśli jednak otwieramy serce przed kimś innym niż żona czy mąż i przy tym przydzielamy tej osobie przywilej pocieszania i umacniania nas, który w pierwszym rzędzie, a czasami wręcz wyłącznie należy się naszemu małżonkowi, wówczas popełniamy duchową zdradę.  A wkrada się ona niepostrzeżenie, niezauważalnie rozbudzając cielesne przyciąganie, aż dwoje znajdzie się w intensywnej relacji do siebie nawzajem i, ani się obejrzawszy, popadają w seksualną pułapkę. Prawie zawsze zdrada duchowa prowadzi do tej pełnej, seksualnej!
    Najbardziej skutecznym środkiem zapobiegawczym przeciw zdradzie jest utrzymywanie małżeństwa w dobrej formie! Jeśli wasza relacja małżeńska będzie spełniona i pod każdym względem będziecie dbać o to, aby jasno wyrażać własne potrzeby i starać się jak najlepiej zrozumieć i w pełni zaspokoić potrzeby współmałżonka – w ten sposób uodpornicie wasze małżeństwo, aby ewentualnie powstający dołek nie stał się pułapką, do której wpadnie jedno z was i jakaś osoba z zewnątrz. Bądźcie ostrożni zwłaszcza w chwilach trudnych i zadbajcie o siebie wzajemnie! Szczególnej czujności potrzeba ci, jeśli:
    - opowiadasz swoje intymne rzeczy koleżance czy koledze zamiast powierzyć je współmałżonkowi;
    - szukasz pretekstu, aby przebywać z konkretną osobą płci odmiennej. Przebywanie z taką osobą sprawia ci więcej przyjemności niż obecność współmałżonka; tamta osoba cię uskrzydla, zaczynasz starać się dla niej bardziej atrakcyjnie wyglądać;
    - negatywnie reagujesz w ww. sytuacji na czyjekolwiek upomnienia.
    Wierność wymaga zachowywania pewnego dystansu wobec osób płci przeciwnej. Zbytnia poufałość w takich znajomościach często prowadzi do zdrady małżeńskiej, nawet jeżeli wcześniej nie było takiej intencji – pokusa może zaatakować niepostrzeżenie i skutecznie. Jeśli więc wydaje ci się, że ciebie to w żaden sposób nie dotyczy – mylisz się. Czy jesteś żoną czy mężem – nie pozwalaj sobie na poufałości i dwuznaczne sytuacje z osobą płci odmiennej!

B. Drozd - psycholog

Mississauga

czwartek, 06 wrzesień 2018 17:28

PSYCHOLOG RADZI: Czy warto szanować żonę

Napisane przez

wielodzietni"Jesteśmy małżeństwem od 2,5 roku. Mamy dwójkę dzieci – starsze 2 latka, młodsze 8 miesięcy. Mąż pracuje, a ja póki co zajmuję się domem i dziećmi (...) Mój mąż ogólnie jest lubianym człowiekiem , ale w domu nie ma do nas cierpliwości. Strasznie przeklina, wyzywa mnie i dzieci, nie pomaga mi w niczym. Najchętniej przesiedziałby cały dzień oglądając telewizję. Gdy mówię mu, żeby np. wyrzucił śmieci, zaczyna krzyczeć, że znów się czepiam i wyzywa mnie od idiotek" (...) Aneta



Jeśli moższesz wspomóż nasze wydawnictwo


"Pobraliśmy się 12 lat temu. Wziąłem sobie żonę po studiach, oczytaną, mądrą. Ja jestem tylko po technikum i pracuję na budowie. Mam swoją firmę i dobrze zarabiam. Kocham moją rodzinę i wszystko się dobrze układa, ale jest coś, co w zachowaniu żony bardzo mnie boli. Gdy jesteśmy w towarzystwie, ona bardzo często zadaje mi pytania, na które nie znam odpowiedzi (ona też wie, że ich nie będę znał). Robi to tylko po to, żeby mnie ośmieszyć. Ja się wtedy czuję taki głupi i upokorzony" (...) Karol


Nie może być mowy o dobrym, udanym związku, jeśli małżonkowie nie okazują sobie szacunku. Szacunek to podstawa wszystkiego. Mąż nie będzie kochał żony, ani żona męża, jeśli wzajemnie nie będą okazywali sobie poszanowania. W małżeństwie jest taka zasada: NA JEGO BRAK MIŁOŚCI ONA REAGUJE BRAKIEM SZACUNKU. NA JEJ BRAK SZACUNKU ON REAGUJE BRAKIEM MIŁOŚCI.
Jeśli sami chcemy być szanowani, to musimy pamiętać, że nasze zachowanie też komunikuje innym, jak mają nas traktować. Jeśli sami siebie nie szanujemy, nie oczekujmy szacunku od innych. Poza tym, powinniśmy też chcieć na niego zasłużyć. Ogólnie można przyjąć, że jesteśmy godni szacunku, jeśli mądrze kochamy, wiemy, co jest dobre, sprawiedliwe i prawdziwe, i zgodnie z tym postępujemy w życiu. Jeśli ktoś (np. mąż/żona) otacza nas prawdziwą i głęboką czcią, to oznacza, że uznaje nas za osobę ważną, wartościową i wyraża w ten sposób swoją miłość wobec nas.

Najczęściej szanujemy obcych, a nie szanujemy siebie jako małżonkowie. Jest to wielki błąd. Kiedyś przeczytałam taką wypowiedź Debi Pearl: "Droga kobieto, pierwszą i najważniejszą rzeczą, jaką kiedykolwiek masz robić jako matka, to kształcić swoje dzieci w szacunku dla twojego męża. Jeśli tego nie robisz, to niszczysz i swoje małżeństwo, i swoje dzieci. Jeśli twój mąż jest 20-procentowym ojcem i uświadomisz dzieciom swoje niezadowolenie, będziesz miała 20-procentowe dzieci; lecz jeśli go będziesz szanować i dzieci będą myśleć, że uważasz go za 100-procentowego męża, będziesz miała 100-procentowe dzieci, a mąż i ojciec będzie stawał się mężczyzną, którym być powinien. Jeżeli ojciec w domu nie jest szanowany, to dzieci, gdy dochodzą do nastoletniego wieku, traktują swego ojca jak ciężar. Oczywiście, gdy są małe, mama jest uważana przez nie za silną, wspaniałą kobietę, lecz gdy dojrzewają, widzą ją tym samym krytycznym okiem, którym ona patrzy na tatę. Każde lekceważące spojrzenie na ojca jest teraz pomnażane i odsyłane jej z powrotem.
A ty mężczyzno, pamiętaj, że najlepsze co możesz zrobić dla swoich dzieci, to pokazać im, jak bardzo kochasz i szanujesz ich matkę". Jest w tym głęboka prawda.
Co jest brakiem szacunku? Okazujesz go mężowi/żonie jeśli:
• używasz wulgarnego języka
• przerywasz jego/jej wypowiedzi
• nie dotrzymujesz słowa
• bałaganisz
• krytykujesz, zwłaszcza publicznie – o krytyce można mówić także wtedy, gdy kontaktujesz się wzrokowo z dziećmi lub kimś innym, w cichej dezaprobacie męża/żony
• nie dbasz o higienę, wygląd
• krzyczysz
• wyzywasz
• zdradzasz
• oglądasz pornografię
• zmuszasz do współżycia
• oglądasz się za kobietami/mężczyznami w obecności żony/męża, komentujesz głośno ich wygląd
• dokonujesz porównań na niekorzyść męża/żony
• gniewasz się i praktykujesz tzw. ciche dni
• kłamiesz
• wyśmiewasz się publicznie z wad, niedoskonałości męża/żony
• jesteś od czegokolwiek uzależniony/a i nie walczysz z tym
• używasz przemocy, szantażujesz
Pamiętaj, że brak szacunku zawsze rozpoczyna się od myśli. Jeśli pozwolisz sobie na wyzywanie współmałżonka w swoim sercu, to wiedz, że kiedyś (może nawet szybciej niż się spodziewasz), przyjdzie moment, że te straszne słowa wypowiesz w jego obecności. A wtedy, na pewno go tym bardzo zranisz. A rany te, niestety, często później będą krwawić przez całe życie.
Prawdziwy szacunek jest sprawą serca, jednak wyraża się go za pomocą powszechnie przyjętych słów i gestów. Swój szacunek okażesz współmałżonkowi przez:
• uśmiech
• spokojny ton
• kulturalny język
• słuchanie bez przerywania
• życzliwość
• słowa uznania i podziwu, np. "kochanie, zrobiłaś naprawdę dobry obiad",
• uprzejme słowa: "dziękuję za ..., cieszę się ..., przepraszam..." itp.
• okazywanie, że jesteś z niego/niej dumny/a
• chwalenie za drobiazgi, szczególnie przy innych
• serdeczne gesty: przytulenie, okazywanie czułości
• grzeczne gesty: przepuszczanie przez drzwi, pomoc
• powstrzymanie się od krytykowania, szczególnie przy dzieciach i obcych osobach
• niewprowadzanie go w stan zakłopotania, szczególnie publicznie
• prawdomówność
Jeśli słowa wypowiedziane wyrażają szacunek, to napisane – w formie listu czy małej karteczki położonej w miejscu, do której współmałżonek często zagląda – mogą mieć jeszcze większą siłę oddziaływania. Czasem takie miłe, przeczytane słowa pod swoim adresem wspomina się i pamięta latami. Spróbuj zrobić taką niespodziankę współmałżonkowi. Na pewno sprawisz mu tym wielką radość.

piątek, 29 czerwiec 2012 21:07

PSYCHOLOG RADZI Czego pragną mężczyźni

Napisane przez

wielodzietniJakiś czas temu dostałam list od młodego mężczyzny. Oto jego fragment: "Nie zwierzałem się nigdy nikomu. Nie mam też w zwyczaju opowiadać innym o swoich problemach, ale przez sytuację, w której się znalazłem, zostałem zmuszony poprosić o radę. Mam 27 lat, od roku jestem żonaty, mieszkam z żoną i teściową. Mam pracę, jestem ogólnie szanowanym człowiekiem. Pochodzę z religijnej rodziny, z takiej, w której przysięga to przysięga i nie ma od niej odwrotu. A ja zaczynam się bać o swoje małżeństwo. Kocham żonę, ale ona mnie chyba już nie. Razem z teściową wyśmiewa się ze mnie i coraz częściej wyzywa mnie od niemądrych, głupich itp. Uwagi typu: »no gdzie ty wieszasz tę ścierkę, no jakim idiotą trzeba być, żeby przez rok nawet się tego nie nauczyć!« są na porządku dziennym. Jestem coraz częściej poniżany, krytykowany, wyzywany, a mi zawsze rodzice powtarzali: jeśli cię gdzieś nie szanują, to stamtąd uciekaj. (...) Jestem w kropce. Nie wiem, co dalej robić. Proszę o pomoc. Zbyszek".

Gdy dwoje ludzi postanawia związać się ze sobą na dobre i złe, na wspólną przyszłość patrzą zawsze z wielką nadzieją i mają co do niej wielkie oczekiwania. Dzisiaj spróbujemy odpowiedzieć sobie na pytanie, czego mężczyzna będący w związku oczekuje od kobiety. A więc drogie panie, wasi mężowie pragną od was:

1. bezwarunkowego szacunku (!) – tak jak żona potrzebuje miłości, tak samo mąż potrzebuje szacunku. Zasada jest prosta: na brak szacunku prędzej czy później mąż odpowie żonie brakiem miłości, a żona z kolei, na jego brak miłości na pewno odpowie jeszcze większym brakiem szacunku. W taki właśnie sposób zaczyna się w małżeństwach tzw. błędny krąg. Aby nie doszło do tragedii, któreś ze współmałżonków musi ten krąg przerwać, nawet gdy sądzi, że druga strona na to nie zasługuje. Pamiętajmy, żaden mąż nie będzie w stanie czuć miłości i czułości w stosunku do swojej żony, jeśli ona pogardza nim jako człowiekiem.


2. zaufania – mężczyzna potrzebuje czuć, że żona pokłada w nim ufność, że ufa jego decyzjom, że weźmie odpowiedzialność za rodzinę, za finanse, za kierunek związku czy za wychowanie dzieci, a jeśli w czymś zbłądzi, że ona przyzna mu prawo do błędu, pozwoli wziąć odpowiedzialność za skutki pomyłki, a nie będzie zrzędzić i powtarzać: "a nie mówiłam...". Jeśli on będzie słyszał jej ciągłe narzekanie i krytykę zamiast słów wyrozumiałości, zostawi jej podejmowanie decyzji, żeby – w razie niepowodzenia – mieć święty spokój i czyste sumienie.


3. akceptacji – mężczyzna chce wiedzieć, że pod względem fizycznym, jak i psychicznym podoba się swojej wybrance, że nie przeszkadzają jej jego pewne niedoskonałości (bo każdy je ma) i nie będzie mu ich wypominała, szczególnie przy obcych. Mąż chce, żeby żona była z niego dumna, że jest właśnie taki, a nie inny. On chce się czuć dla niej ważny, jedyny i niezastąpiony.


4. uznania i pochwały – żona powinna często chwalić męża, i to za wszystko: za wyniesione śmieci, za strzelonego gola w meczu z kolegami, za ładnie pomalowane mieszkanie, za dobrą decyzję w sprawie kredytu, za prezent, za nawet mały sukces w pracy itd. Jest to bardzo ważne, bo tak właśnie dopinguje się mężczyznę do dalszego działania i wysiłku. W ten sposób motywuje się go do osiągania wielkich sukcesów w życiu.


5. wierności – mąż oczekuje od niej – podobnie jak ona od niego – wyłączności. On chce, żeby żona miała zasady, żeby się szanowała, żeby była tylko jego kobietą i matką tylko jego dzieci.


6. lojalności – mądra żona nie powinna mówić źle o swoim mężu do innych, powinna też zrezygnować z porównań na jego niekorzyść. Każdy mężczyzna pragnie dzielić swoje życie z kobietą, z którą może trwać razem w obliczu trudności i przeciwności losu.


7. kobiecości i atrakcyjności – mężczyzna nie żeni się po to, żeby żona go zastępowała. On chce, aby go dopełniała, pomagała mu, wnosiła w jego życie piękno, ciepło, delikatność. Pragnie, aby kobieta dbała o wygląd, sylwetkę, ubiór, żeby chciała się jemu podobać. Każdy mężczyzna oczekuje, że żona będzie umiała zająć się domem, ugotować obiad, zaopiekować się dziećmi. A także tego, że kobieta będzie zaradną, odrębną osobą, będzie miała swoje zainteresowania, swoje zdanie, będzie umiała też zająć się sobą. Mężczyźni nie lubią narzucających się kobiet, np. takich, które pokazują, że same nie potrafią żyć i jak nie widzą męża przez weekend, to rozpaczają i wydzwaniają do niego, żaląc się, jak bardzo są nieszczęśliwe i same się nudzą.


8. otwartości i prostych rozmów – mężczyzna nienawidzi obrażania się, tego, że żona nie mówi wprost, o co jej chodzi, że każe mu się domyślać. Drogie panie, mężczyźni się nie domyślą! Nie ma takich cudów. Oni są po prostu inaczej skonstruowani niż kobiety i stwierdzenia typu: "Domyśl się, a jeśli nie wiesz, o co mi chodzi, to nie mamy o czym rozmawiać" są naprawdę drogą donikąd!
Poza tym mężczyźni nie lubią, jak kobiety "paplą" bez przerwy, jak wymyślają niemądre problemy, jak czepiają się drobiazgów. Oni uwielbiają mieć chwile tzw. świętego spokoju, potrzebują czasem pobyć samemu i zastanowić się nad czymś. Nie należy ich wtedy zadręczać pytaniami: "a czy ty aby nie gniewasz się na mnie?", "a czy nie jesteś na mnie zły?", "a może jednak mogę ci jakoś pomóc?" itp.
I tak całkowicie na koniec, jeszcze jedna, ważna sprawa. Mężczyzna nie znosi, jak kobieta opowiada mu, jaka to jest brzydka i gruba, w nadziei, że on zaprzeczy. Mężczyźni naprawdę wielu felerów naszej urody nie widzą, ale jak będziemy im o nich opowiadać, to je zauważą i w nie uwierzą, a my osiągniemy skutek zupełnie inny od zamierzonego.

piątek, 29 czerwiec 2012 16:56

Pistoletowy rolls-royce: SOKOLOVSKI

Napisane przez

sokolovskyNazwa Sokolovski pochodzi od konstruktora, Paula Sokolovskiego, czy mówiąc czystą polszczyzną, Pawła Sokołowskiego.
Broń, o której mowa, to cudo techniki i perfekcyjne wykonanie pistoletu, gdzie nie ma widocznych wkrętów czy śrub – jest to praktycznie niemal jedna bryła metalu. Materiał, z jakiego wykonano pistolet, to stopy metali 17-4 stainless oraz 440C stainless, a precyzja wykonania daje w efekcie końcowym broń o nadzwyczajnej celności.


Paul Sokolovski to samouk, którego dzieło świadczy o autorze: posiadał przeogromną wiedzę na temat materiałoznawstwa, obróbki metali czy balistyki oraz zamiłowanie do piękna i finezji. Mieszkając, pracując i ucząc się, poznając jako hobby konstrukcje strzeleckie w Kalifornii, Sokolovski zaobserwował brak pistoletu z "wysokiej półki" i nie patrząc na to, że jest nowicjuszem w tej dziedzinie, skonstruował coś, co jest arcydziełem, swego rodzaju rolls-royce'em pistoletów. Produkcja pistoletu nie była masowa, co spowodowało, że cena tej broni jest kosmiczna – od kilku do kilkunastu tysięcy dolarów.


Konstrukcja Sokolovski Automaster to pistolet w kalibrze ,45 APC z magazynkiem na 7 naboi. Pistolet, dzieło Paula Sokolovskiego, jest wielkim rarytasem i marzeniem kolekcjonerów broni. Egzemplarze, które znajdują się w muzeach, np. w National Firearms Museum w Fairfax w Wirginii, wzbudzają najwięcej zainteresowania wśród zwiedzających koneserów broni.


Witold Jasek
komendant ZS Strzelec
kontakt: Ten adres pocztowy jest chroniony przed spamowaniem. Aby go zobaczyć, konieczne jest włączenie w przeglądarce obsługi JavaScript.

wielodzietniDo mojego gabinetu trafiło wiele kobiet. Oto historie dwu z nich:

      Agnieszka była mężatką od 15 lat, zajmowała się domem i wychowywaniem dorastających dzieci. Mąż pracował zawodowo i finansowo, wiodło im się bardzo dobrze. Problemem, który Agnieszka zasygnalizowała, było to, że mąż od początku zupełnie nie liczył się z jej zdaniem, podejmował wszystkie decyzje sam, nie tolerował jej pytań, a gdy próbowała cokolwiek zrobić bez jego pozwolenia, spotykała się z jego straszną złością. Każdy jej pomysł był od razu wyśmiany i traktowany jak nic niewarte bajki. Czuła się w tym małżeństwie upokorzona i traktowana jak dziecko, a nie jak żona. On kierował wszystkim, a ona siedziała z boku.

      Renata była mężatką z pięcioletnim stażem. Mąż zaniedbywał ją, synka i dom. Niczym się nie interesował i nie robił po prostu nic. Każdą wolną chwilę spędzał, grając na komputerze i oglądając telewizję. Wszystkie obowiązki spoczywały na jej głowie. To Renata zajmowała się dzieckiem, finansami, a także malowaniem domu, koszeniem trawnika i wynoszeniem pojemników na śmieci. Miała dość takiego życia. Próbowała coś zmienić, krzyczała na męża, płakała, czasem była bardzo miła – wszystko na nic.

      Dwie żony – każda w odmiennej sytuacji i każda narawdę rozczarowana swoim związkiem. Mąż Agnieszki to typ osobowości autorytarnej, który sądził, że to on jest odpowiedzialny za wszystkie decyzje dotyczące życia rodzinnego, a żona ma zajmować się tylko domem. Mąż Renaty natomiast był niedojrzały, przyjął postawę "nie licz na mnie" i oczekiwał, że to ona ma być podporą rodziny we wszystkim. Gdzieś między tymi dwiema skrajnościami znajduje się tzw. złoty środek – odpowiedzialny mąż, godny zaufania, przywódczy, a nie apodyktyczny, głęboko oddany żonie i rodzinie. I takiego męża, w głębi serca pragnęły obydwie nasze bohaterki.

      Zarówno kobieta, jak i mężczyzna, zakładając rodzinę, ma pewne oczekiwania, wyobrażenia co do przyszłego męża/żony. Czasem są one nierealne i niemożliwe do zrealizowania, czasem zbyt małe i słabe, co z kolei grozi związaniem się z nieodpowiednią osobą. Można jednak przyjąć, że każdy atrakcyjny (z punktu widzenia kobiety) mężczyzna to taki, który jest:

      1. zupełnie oddany swojej wybrance – Od dnia ślubu to żona powinna stać na pierwszym miejscu. Dalej w jego hierarchii wartości powinny być dzieci, potem jego rodzice, praca, hobby itp. Każda żona chce się czuć kochana, podziwiana, najważniejsza, mieć poczucie wyłączności i wierności;

      2. silny – I chodzi tu zarówno o siłę fizyczną, jak i psychiczną, z czego ta druga jest ważniejsza. Objawia się ona tym, że mężczyzna potrafi zapanować nad sobą, nad swoimi wadami, jest rozsądny, umie oddzielić rzeczy ważne od mało istotnych, po prostu radzi sobie ze swoim życiem;

      3. psychicznie niezależny od rodziców – Niezdrowy to objaw, gdy mama męża wymaga, aby on codziennie rozmawiał z nią przez telefon i opowiadał szczegóły swojego pożycia małżeńskiego;

      4. partnerem/przewodnikiem – W małżeństwie mąż i żona są równi sobie i razem stanowią zarząd firmy zwanej rodziną. Razem np. powinni podejmować ważne decyzje. Jednak każda kobieta w głębi duszy oczekuje, że mężczyzna zapewni jej oparcie i jeśli dzieje się coś nie tak, gdy ma problem, traci grunt pod nogami, jest w niebezpieczeństwie, to on ją poprowadzi w dobrym kierunku;

      5. zaradny – Kobieta oczekuje, że mąż będzie miał pracę, z której będzie w stanie utrzymać rodzinę. A jeśli ją straci, to zachowa trzeźwy umysł, stanie na wysokości zadania, będzie aktywny i "zawsze coś wymyśli", aby nie pozwolić zginąć najbliższym;

      6. ambitny – Kobieta uwielbia w mężczyźnie, gdy ten stawia sobie coraz to nowe (realne!!!) cele i wyzwania, gdy ma jakiś plan na przyszłość i ciągle myśli, jak polepszyć byt rodziny. W kobiecie budzi się niepokój, gdy mężczyzna nie chce już niczego w życiu osiągnąć, nie ma żadnej wizji, perspektywy i zadowala się tylko tym, co ma;

      7. pomysłowy – Kobieta lubi być mile zaskakiwana. Dobrze się czuje, jak mąż zaproponuje jej ciekawe spędzanie czasu, ma inicjatywę i chęć do życia. Takie podejście bardzo się jej udziela i dopinguje ją do tego samego;

      8. zadbany – Ważne jest, aby mężczyzna dbał o swój wygląd. Nie chodzi o tu oczywiście o przesadę, ale o to, aby nie zapominał na co dzień o higienie osobistej, był czysty i schludny. Kobiety nie wymagają żadnych "cudów", ale on czasem naprawdę powinien pójść do fryzjera, dermatologa lub schudnąć kilka dobrych kilogramów. Krótko mówiąc, mężczyzna powinien poprawić swój wygląd, jeśli może to zrobić swoimi siłami.

      Na koniec jeszcze jedna rzecz: każda kobieta pragnie być szanowana. Szacunek można okazywać na różne sposoby: od rzeczy z pozoru błahych, takich jak podawanie płaszcza, dźwiganie zakupów, przepuszczanie w drzwiach, po rzeczy ważne, tj. szacunek do jej ciała, dbanie o jej godność. W tym miejscu należy wspomnieć o pewnym błędzie, który robią mężczyźni. Niektórzy myślą, że jak będą potulni, pozwolą jej na decydowanie o wszystkim, będą spełniać każdą jej zachciankę, to okażą kobiecie szacunek. Jest to nieprawda. Kobiety chcą, aby mężczyźni wzięli tzw. ster w swoje ręce i prowadzili je mądrze przez życie. Kobieta, której mąż pozwala o wszystkim decydować, w głębi duszy jest tym zmęczona, podenerwowana i myśli, że wszystko musi robić sama! Ona chce mężczyzny – mądrego przywódcy (nie mylić z dyktatorem!!!). Tylko przy takim czuje się kobietą, czuje się piękna.

piątek, 22 czerwiec 2012 11:05

Criminal minds, czyli trening mas

Napisane przez

      Przeglądając kanały telewizyjne dostępne na TV kablowej bądź poprzez inne nowoczesne metody wizji i fonii, czyli sposoby dostępu do naszego mózgu i podświadomości, warto zwrócić uwagę na pewną zależność. Muzyka i filmy ukazujące piękną przyrodę, piękne uczucia i wartości pozytywne w człowieku to reklama, promocja tych wartości. Takich dzieł promujących dobro jest w XXI w. jak na lekarstwo.

      Zupełnie z przeciwnym skutkiem będzie karmienie naszej podświadomości wartościami przeciwnymi do wyżej wymienionych. Podpierając to konkretnym przykładem, niech to będzie film "Criminal minds", który jest badziewiem stworzonym, aby podkopać nasze zaufanie do świata nas otaczającego, gdzie schemat jest niemal zawsze ten sam: na koniec filmu "czarnym charakterem" okazuje się być jakiś zwariowany farmer czy ojciec lub fanatyk chrześcijański, nawet może być to ksiądz.

      Jest to po prostu inżynieria społeczna zaaplikowana widzowi, ot, takie domowe nauczanie o tym, komu ufać, kogo lubić, kogo nienawidzić. Jak wiadomo też z takich filmów, "służby" dokonujące aktów przemocy i bandytyzmu to są "dobre charaktery". Gdyby Goebbels (propagandysta Hitlera) miał możliwość wyprodukowania serialu telewizyjnego, to na pewno widzielibyśmy SS-manów dzielnie wykonujących obowiązki, którym należy się bezwzględnie podporządkować, gdyż wykonują tylko polecenia i broni ich"prawo".

      Wracając do produkcji filmowych naszego okresu historycznego, wyłamywanie drzwi i potraktowanie PODEJRZANEGO/PODEJRZANEJ bardzo szorstko (pobicie?) jest czynnością często ukazywaną na ekranach. Przed programami tego typu są ostrzeżenia, że film nie jest odpowiedni dla dzieci ze względu na wulgarny język, przemoc i "akty". Ostrzeżenia powinny dotyczyć jednak wszystkich bez względu na wiek, gdyż przemoc i demoralizacja wpływa na podświadomość każdego człowieka.

Witold Jasek

komendant ZS Strzelec kontakt: Ten adres pocztowy jest chroniony przed spamowaniem. Aby go zobaczyć, konieczne jest włączenie w przeglądarce obsługi JavaScript.

niedziela, 21 styczeń 2018 11:47

PSYCHOLOG RADZI: Teściowa może być skarbem

Napisane przez


 Mam na imię Sławek. Mnie i moje dwie, starsze siostry wychowywała matka. Tata zmarł jak miałem 10 lat. Mama i siostry zawsze bardzo mnie kochały i próbowały rekompensować brak ojca. Gdy miałem 22 lata zakochałem się. Byłem kompletnie zaślepiony. Kiedy przyprowadziłem do domu moją dziewczynę, obie siostry i mama niezależnie od siebie orzekły: „To nie jest kobieta dla ciebie. Jest z zupełnie innej gliny ulepiona, reprezntuje zupełnie inny świat wartości. Ponadto ma cały szereg wad, widocznych gołym (nie zakochanym) okiem.”

      Wiele trudu matka i siostry włożyły w ostrzeganie mnie, przekonywanie, otwieranie oczu. Nic nie pomogło. Postawiłem na swoim, doprowadziłem do ślubu. Od tego momentu postawa matki i sióstr zmieniła się radykalnie. Robiły wiele, by być dobrą teściową i szwagierkami. Rzeczywiście, cała ich aktywność skierowana została na to, by wspierać moje małżeństwo. Siostry i mama zaprzyjaźniły się, na ile to było możliwe, z moją trudną żoną. Jednak moje małżeństwo cały czas kulało, przeżywało kryzysy praktycznie od samego początku. W pierwszym roku po ślubie rozegrało się coś, co zaważyło na moim dalszym życiu. Dwa tygodnie przed świętami Bożego Narodzenia strasznie pokłóciliśmy się z żoną. Nie wytrzymałem i w późne, zimowe popołunie uciekłem od żony. Poszedłem do mamy, mieszkającej niedaleko. Powiedziałem jej, że już dłużej nie mogę wytrzymać, że odszedłem od żony. Mama wysłuchała mnie i kazała wracać z powrotem. Powiedziała: „Twoje miejsce jest przy żonie. Ty musisz być odpowiedzialny za losy swej rodziny...” Nie było wyjścia. Pokręciwszy się trochę po ulicach, wróciłem do żony. Wspólnie spędziliśmy święta. Minęło wiele lat, wychowaliśmy swe, już dorosłe dzieci i mimo, że ciągle są trudności, nasze małżeństwo trwa... Uratowała je moja mądra matka – teściowa, która – jak potem opowiadała - w tamten zimowy wieczór najchętniej przygarnęłaby mnie i utuliła mój ból. Miała nawet ochotę powiedzieć: „A nie mówiłam? To rzeczywiście okropna kobieta, a ty jesteś taki biedny. Dobrze, że wróciłeś, teraz już będzie dobrze”. A jednak wbrew miotającym ją uczuciom postąpiła inaczej...”

      Każdy zna chyba wiele pozytywnych przykładów, kiedy teściowie tak szanują małżeństwo dziecka, że w chwilach konfliktów bronią synową/zięcia i usprawiedliwiają przed swym rodzonym dzieckiem. Nierzadko bywa, że dom teściów jest pięknym, pociągającym wzorem miłości rodzinnej, której zięć czy synowa nie zaznali we własnym domu. Jeśli chciałabyś być wspaniałą teściową, taką, do której wszyscy lgną i która nigdy nie jest samotna, to wiedz, że to wcale nie jest takie trudne. Wystarczy trochę wiedzy i poczucia humoru, a więc:

      •Nie zapominaj, że wszystkie dzieci – łącznie z twoją synową/zięciem – chcą czuć się kochane, doceniane i potrzebne.

      •Niech synowa czuje, że zawsze może na ciebie liczyć i przyjść do ciebie z każdym problemem.

      •Nie wypominaj błędów swojej synowej.

      •Oczywiście możesz zwrócić jej uwagę, ale w sposób bardzo delikatny np. pytając: „Jak myślisz, a gdyby to i to zrobić tak i tak?”

      •Jeśli jesteś przekonana, że twoja zupa jest lepsza od zupy synowej - to naucz ją robić tą zupę. Być może dzięki takiemu zachowaniu zaskarbisz sobie jej sympatię.

      •Jeśli lubisz doradzać, to najlepiej na samym poczatku powiedzieć synowej, żeby nie brała sobie twoich rad do serca, bo to taka przywara starszych pań. W ogóle dobrze działa nazywanie głosno naszych wad i obśmiewanie ich. Poczucie humoru zawsze rozładowuje atmosferę.

      •Zapytaj zanim pomożesz przy kolacji, sprzątaniu domu czy przestawianiu mebli. Budowanie dobrych relacji z synową polega przede wszystkim na poznaniu pewnych granic.

      •Jeśli rozmawiasz z synową, bądź zainteresowana jej osobą, nie wychwalaj pod niebiosa swojej córki, choćby nie wiem co. Nie wiadomo dlaczego, ale między synową, a córką jest jakieś napięcie.

      •Nie komentuj fryzury, ubrania, wagi, makijażu, dochodów czy ostatnich zabiegów kosmetycznych swojej synowej, chyba, że chcesz jej szczerze pogratulować.

      •Jeśli doświadczysz wrogości, podejrzliwości lub zdystansowania ze strony swojej synowej, bądź cierpliwa. Staraj się powoli budować jak najlepsze relacje i nie gniewaj się na nią. Twój syn zarówno z tobą jak i ze swoją żoną chce utrzymać dobre relacje. Na pewno czułby się źle gdybyście się nie lubiły.

      •Absolutnie nie pozwalaj żonatemu synowi czy zamężnej córce na ucieczki do ciebie po kłótni ze współmałżonkiem i nigdy nie gódź się, aby wtedy nocowali w twoim domu. Jeśli raz to zrobisz, masz w synowej/zięciu wroga!

      •Zdobądź się na szczerość i luz w relacji z synową lub zięciem. Pochwal zięcia bezpośrednio, a nie za pośrednictwem córki. Spontanicznie powiedz komplement synowej. Od razu wszystkim zrobi się przyjemniej.

      •Staraj się nie zrzędzić i nie marudzić.

      •Pamiętaj, że twój syn i jego żona mają własne życie. Jeśli chcesz się z nimi zobaczyć, zadzwoń i zapytaj, kiedy będzie to możliwe. Nigdy nie odwiedzaj ich, kiedy tylko masz na to ochotę.

      •Naucz się dostosowywać do sytuacji. Na przykład, jeśli twój syn z żoną nie mogą odwiedzić was w Boże Narodzenie, zaproś ich na Wigilię i ciesz się z każdej spędzonej wspólnie chwili.

      •Nie dziel wnuków na te bardziej i mniej kochane, mniej lub więcej potrzebujące. Wszystkie wnuki są równe!

      •Nie zapomnij o takich słowach jak “Kocham cię” i “Bardzo cię cenię”.

      •A na koniec – opowiedz kawał o teściowej. Powodzenia!!!

piątek, 15 czerwiec 2012 11:24

Problem ONZ wraca

Napisane przez

larry-miller dsc0782Znany i popularny w kanadyjskim środowisku pro-gun członek parlamentu kanadyjskiego z ontaryjskiego regionu Bruce-Grey-Owen Sound MP Larry Miller, który zasłynął z tego, że porównał rejestrację broni długiej do działań systemu totalitarnego z Hitlerem włącznie - po raz kolejny udowodnił swoim lojalnym wyborcom, że dba o ich interesy.

      MP Miller zwrócił się bezpośrednio do premiera Stephena Harpera oraz ministra spraw zagranicznych Johna Bairda z propozycją rozpatrzenia możliwości wystąpienia Kanady z grona państw członkowskich Organizacji Narodów Zjednoczonych.

      Powodów na taką decyzję przybywa z miesiąca na miesiąc. Jednym z głównych przykładów takiego powodu są ONZ-towskie insynuacje jakoby instytucje kanadyjskie nieprawidłowo obchodziły się z uchodźcami uznanymi za przestępców wojennych poprzez wydalanie ich z kraju "bez uczciwego sądu", jak również kontrowersyjne kontrole prowadzone przez inspektorów ONZ mające sprawdzać czy obywatele Kanady nie cierpią przypadkiem na braki żywności.

      Ogólnie znany jest też fakt próby wpływania ONZ na premiera S.Harpera w temacie Arms Trade Treaty mającym ograniczyć wiele swobód społeczności strzelecko-myśliwskiej w Kanadzie. Kulminacyjnym punktem Arms Trade Treaty będzie tegoroczna konferencja, która odbędzie się w lipcu.

      Powtarzając słowa MP Miller'a:"...już najwyższy czas, aby rozważyć za i przeciw naszego członkostwa w ONZ."

Witold Jasek

komendant ZS Strzelec

kontakt: Ten adres pocztowy jest chroniony przed spamowaniem. Aby go zobaczyć, konieczne jest włączenie w przeglądarce obsługi JavaScript.