Goniec

Register Login

Zdrowie i inne porady

Nasze zdrowie i inne porady.

piątek, 15 czerwiec 2012 11:24

Problem ONZ wraca

Napisane przez

larry-miller dsc0782Znany i popularny w kanadyjskim środowisku pro-gun członek parlamentu kanadyjskiego z ontaryjskiego regionu Bruce-Grey-Owen Sound MP Larry Miller, który zasłynął z tego, że porównał rejestrację broni długiej do działań systemu totalitarnego z Hitlerem włącznie - po raz kolejny udowodnił swoim lojalnym wyborcom, że dba o ich interesy.

      MP Miller zwrócił się bezpośrednio do premiera Stephena Harpera oraz ministra spraw zagranicznych Johna Bairda z propozycją rozpatrzenia możliwości wystąpienia Kanady z grona państw członkowskich Organizacji Narodów Zjednoczonych.

      Powodów na taką decyzję przybywa z miesiąca na miesiąc. Jednym z głównych przykładów takiego powodu są ONZ-towskie insynuacje jakoby instytucje kanadyjskie nieprawidłowo obchodziły się z uchodźcami uznanymi za przestępców wojennych poprzez wydalanie ich z kraju "bez uczciwego sądu", jak również kontrowersyjne kontrole prowadzone przez inspektorów ONZ mające sprawdzać czy obywatele Kanady nie cierpią przypadkiem na braki żywności.

      Ogólnie znany jest też fakt próby wpływania ONZ na premiera S.Harpera w temacie Arms Trade Treaty mającym ograniczyć wiele swobód społeczności strzelecko-myśliwskiej w Kanadzie. Kulminacyjnym punktem Arms Trade Treaty będzie tegoroczna konferencja, która odbędzie się w lipcu.

      Powtarzając słowa MP Miller'a:"...już najwyższy czas, aby rozważyć za i przeciw naszego członkostwa w ONZ."

Witold Jasek

komendant ZS Strzelec

kontakt: Ten adres pocztowy jest chroniony przed spamowaniem. Aby go zobaczyć, konieczne jest włączenie w przeglądarce obsługi JavaScript.

piątek, 08 czerwiec 2012 15:47

Czy warto być kobietą?

Napisane przez

wielodzietni "Mam 31 lat i jestem matką trzyletniego chłopca i rocznej dziewczynki. Zawsze marzyłam o tym, żeby wcześnie wyjść za mąż, mieć kochającego męża i zdrowe dzieci. Wszystko ułożyło się tak, jak pragnęłam, a mimo to, ja wciąż nie jestem szczęśliwa.

      Czuję się zmęczona, nie mogę wykroić dla siebie z dnia nawet piętnastu minut, a moje bezdzietne koleżanki są w tym czasie wypoczęte, zrelaksowane i zadbane. One pracują, umawiają się na imprezy, chodzą na gimnastykę i biegają po sklepach. A ja? Cóż ja? Po każdej rozmowie z nimi czuję się głupia i upokorzona. One czasem śmieją się ze mnie i mówią: "no to po co ci to było?" Widzę, jak omija mnie wszystko co miłe. Zaczynam żałować, że zdecydowałam się na takie życie. Ostatnio przestają mnie cieszyć dzieci, mam o wszystko pretensje do męża, siebie, całego świata. Dlaczego jedni mają takie fajne życie, a moje jest takie jednostajne i trudne? (...)"

Agata

      Agata, jesteś wspaniałą, bardzo wartościową kobietą. Na pewno czujesz się zmęczona, bo prowadzenie domu i opiekowanie się dwójką maluchów wymaga wiele wysiłku. Wydaje mi się, że potrzeba ci w tym momencie kilku rzeczy. Po pierwsze odpoczynku (może mógłby cię w tym wspomóc mąż, ktoś z rodziny lub któraś z bezdzietnych przyjaciółek), po drugie poluzowania kontaktu z toksycznymi koleżankami (mniej rozmów z nimi z pewnością wyjdzie ci na dobre), po trzecie znalezienia sobie grupy młodych mam, po to, aby się wzajemnie wspierać, podnosić na duchu i dzielić troskami.

      I pamiętaj, nie ma chyba na tym świecie nic cenniejszego niż dać życie i miłość drugiemu człowiekowi. Nie można tego porównać do żadnych uciech, chodzenia po sklepach, imprezowania itp. Macierzyństwo oczywiście niesie ze sobą zmęczenie, troski, nieprzespane noce. Ale tak to już jest, że wszystko co dobre, pełne i wartościowe w naszym życiu wymaga trudu i poświęcenia. Miłość macierzyńska od zawsze wiązała się z wyrzeczeniem. I właśnie dojrzałość matczynej miłości polega na tym, że matka ten trud akceptuje, zgadza się go przyjąć i nie ucieka od niego za wszelką cenę. Jeśli kobieta nie jest gotowa znieść cierpienia dla swojego dziecka, nie będzie też potrafiła go ani kochać, ani wychowywać. Ale to jej poświęcenie jest też jej najlepszą inwestycją, można powiedzieć, że "opłaca się". Naprawdę nic nie jest w stanie dać tak wiele radości, satysfakcji i spełnienia jak bycie matką. Na zawsze pamięta się pierwszy uśmiech, pierwszy ząbek, pierwszy samodzielny krok, pierwsze "kocham cię" - to wszystko daje poczucie, ze trud włożony w opiekę i wychowanie dziecka ma sens. Potem, gdy przychodzi dojrzały wiek, kobieta cieszy się obecnością, pomocą dzieci i wnuków. Tak naprawdę nigdy już nie będzie sama.

      W dzisiejszych czasach kobiety, które czują w sobie pragnienie bycia żonami i matkami mają niełatwe zadanie. Współczesne media propagują bowiem model eleganckiej bizneswoman, nastawionej przede wszystkim na sukces i przyjemność, zainteresowanej głównie urodą, pozycją, luksusem materialnym, która dystansuje się od małżeństwa i macierzyństwa. Często jest też ona podobna do mężczyzny, nieuległa, silna i wyzwolona seksualnie. Wmawia się nam jednocześnie, że era kobiet – oddanych mam i wiernych żon skończyła się. Pamietajmy, że naszym przodkom też reklamowano różne obrazki kobiet: ascetyczne damy ze średniowiecza, renesansowe szlachcianki, barokowe kokietki, romantyczne muzy, pozytywistyczne emancypantki, czy socjalistyczne przodownice pracy... Tamto minęło. Dziś przyszedł czas na wyzwoloną, silną, męską... To też minie. Wiekszość kobiet, w głębi duszy marzy o szczęśliwej rodzinie, kochającym mężu i to – niezależnie od ich aspiracji zawodowych - jest dla nich najważniejsze. Dlatego, biedne te z nas, które uwierzą w propagandę środków masowego przekazu. Przyjęcie proponowanego przez nie stylu życia jest groźną pułapką. Prowadzi do wielu nieszczęść, do niszczenia więzi rodzinnych, a z biegiem czasu do zgorzknienia, samotności i rozpaczy wszystkich: kobiet, mężczyzn i dzieci.

      Przy okazji warto zauważyć, że człowiek, niezależnie od czasów, w których żyje, fizycznie i psychicznie jest taki sam. Mamy takie same potrzeby, pragnienia, oczekiwania jak nasi dziadowie. Czasy się zmieniły, ale ludzie nie. Kobieta zawsze była i będzie inna niż mężczyzna. Dlatego też i jej rola społeczna musi być inna. "Tylko ona może być matką. Tylko ona może podzielić się z własnym dzieckiem swoim ciałem i krwią. Macierzyństwo jest najpiękniejszą realizacją kobiecości. I nie chodzi tu tylko o macierzyństwo fizyczne. Nie mniej ważne jest macierzyństwo duchowe, które oznacza podtrzymywanie życia w innych ludziach przez karmienie ich kobiecą obecnością, miłością i codzienną troską. W tym sensie każda kobieta powołana jest do macierzyństwa..." (M. Dziewiecki)

      Na koniec myśl Nicole Echivard: "W rodzinie kobieta jest więzią, która łączy ojca z dzieckiem. Jest tą, przez którą ojciec spieszy ku dziecku, a dziecko ku ojcu. Tą, ku której spieszy i ojciec i dziecko. Jest wspólnym oddechem ojca i dziecka. Dzięki niej ojciec staje się bardziej ojcem, a dziecko bardziej dzieckiem..."

B. Drozd - psycholog

Mississauga

piątek, 08 czerwiec 2012 11:07

O rodzajach światła po raz drugi

Napisane przez

W ostatnim odcinku traktującym o rodzajach światła mówiliśmy o światle skierowanym, lub tzw. twardym, dającym ostre, głebokie cienie. Jak pamietamy, takim rodzajem światła jest słoneczne światło w bezchmurny dzień. Jest nim również światło np. reflektorów teatralnych, a także światło lampy błyskowej, o której porozmawiamy w następnym odcinku. Powiedzieliśmy sobie także, że ten rodzaj światła powstaje wtedy, gdy jego źródło jest małe w stosunku do oświetlanej sceny. Słońce choć naprawdę wielkie z perspektywy ziemi jest małą tarczą.

      Stosujemy je wszędzie tam gdzie zależy nam na pokazaniu bryły, lub szorstkiej struktury powierzchni. Niestety jest to rodzaj światła bardzo trudny do kontrolowania, szczególnie w portrecie.

      Dzisiaj zajmiemy się światłem dużo łatwiejszym, mianowicie rozproszonym, lub miękkim. W przeciwieństwie do świała twardego powstaje ono wtedy, gdy jego źródło jest duże, lub stosunkowo duże względem oświetlanej sceny lub gdy światło twarde przechodzi przez medium lub materiał, który je rozprasza.

      Najbardziej popularnym przykładem, który znamy jest światło dzienne w pochmurny dzień. Mamy tu oba czynniki powstawania takiego światła – chmury, które je rozpraszają oraz wielką, świecącą powierzchnię nieba.

      Światło takie rzuca mało zdefiniowane, subtelne cienie, czasem trudne nawet do zuważenia przez niewprawne oko. Jest łatwe do kontrolowania i co najważniejsze do zmierzenia. Gdy w przypadku światła twardego mamy do czynienia z duża różnicą jego natężeń od pełnego blasku do głębokich cieni, z która to różnica słabo sobie radzą aparaty z nawet najbardziej wymyśną automatyką, to w przypadku światła miękkiego raz zmierzona jego wartość nie zmienia się tak długo jak pozostajemy w obrębie obszaru, które ono oświetla.

      Światło to dobrze nadaje się do fotografii osób, nie tworzy bowiem brzydkich cieni na twarzach, zwłaszcza świetnie zdaje egzamin w portecie dzieci, gdyż podkreśla delikatna fakturę dziecięcej cery. Generalnie nadaje się do ukazania delikatnej stuktury różnych powierzchni. Aby pozostać przy przykładzie drzew, a konkretnie kory dębu z ostatniego odcinka, którego fakturę wydobywa światło twarde, światło miekkie dobrze oddaje strukturę kory np. brzozy. Na podstawie tych przykładów sami możemy znalźć więcej zastosowń światła rozproszonego .

      Być może w czasie wizyty w studiu fotograficznym zwróciliśmy uwagę na różne dziwne przedmioty jak białe parasolki lub rodzaj skrzynek z czarnego materiału z jedną ścianą z materiału białego. Można też zauważyć reflektory o różnej średnicy.

      Wszystkie te przedmioty służą do rozproszenia światła i zwiększenia jego powierzchni. Np. światło odbite lub przechodzące przec dużą parasolkę jest bardziej rozproszone niż przez mniejszą. Również reflektor o dużej średnicy daje bardziej miękkie światło niż o mniejszej.

      To tyle jeśli chodzi o fotografię studyjną, o której wspominam jednie w celach, nazwijmy to, poglądowych.

      Wróćmy do fotografii bliższej naszym codziennym doświadczeniom, np krajobrazowej, której na ogół w większości z przyjemnością się oddajemy. Mamy dwa zdjęcia.

      Jedno wykonate w piekny, słoneczny dzień, błękit nieba, zieleń aż w oczy kole, inne kolory też, a wszystko ostre, jak wyciete z kartonu. I drugie – mglisty, pastelowy pejzaż, miękkie kolory, nostalgiczny nastrój. Które z nich bardziej przypadłoby Państwu do gustu? Wydaje mi się, że raczej to drugie. A jeśli tak, to zawdzięczamy je m.in. rozproszonemu światłu. Krótko mówiąc, tzw. plażowa pogoda nie zawsze sprzyja ciekawym zdjęciom. Często te najciekawsze są wykonane w pogodę, kiedy jak to się mówi, psa żal na dwór wygonić. Prawda, wymagają nieco samozaparcia, jak zreszta wszystko co jest ciekawe. Chciałbym tym samym przekonać Państwa, że czasem warto chwycić za aparat, w czasie tzw. złej pogody. Niekoniecznie kiedy leje, ale troche rozpraszającej mgiełki na pewno doda naszym zdjeciom potrzebnego nastoju.

      Na zakończenie ważna uwaga techniczna. Kiedy fotografujemy w pochmurny dzień, starajmy się nie umieszczać w kadrze samego nieba. Mimo, że zachmurzone, jest jednak w porównaniu z tym co na ziemi bardzo jasne. W związku z tym na zdjęciu wyjdzie prześwietlone, białe, bez szczegółów czyli nieciekawe. Natomiast gdy światłomierz uchwyci większą jego połać, to wprawdzie chmury wyjdą dobrze, ale to co naprawdę chcemy sfotografować będzie kompletnie ciemną plamą.

      Jest wprawdzie na to rada przez zastosowanie filtra tzw. połówkowego, ale to już temat na zupełnie inną okazję.

Wojciech Porowski

Mississauga

piątek, 08 czerwiec 2012 10:40

Broń pneumatyczna

Napisane przez

      Broń pneumatyczna jest bronią, w której siłę napędową pocisk uzyskuje dzięki energii sprężonego gazu-powietrza lub dwutlenku węgla.

      Sprężony pod wysokim ciśnieniem gaz przekazuje swoją energię pociskowi. Najbardziej znaną bronią pneumatyczną są wiatrówki, ASG lub kusze pneumatyczne.

      Ten rodzaj broni wziął swój początek prawdopodobnie w krajach Skandynawii. Najstarszy egzemplarz broni pneumatycznej pochodzi z około 1580 r. i znajduje się w Livrustkammaren Muzeum w Sztokholmie.

      Już w XVII wieku używano broni pneumatycznej w kalibrach .30-.51 do polowań na sarny jelenie i nawet niedźwiedzie. Broń ta była używana też do celów militarnych czego przykładem jest wiatrówka Girandoni.

      Francuzi, Austriacy i Japończycy i inne narodowości posiadały wytrawnych snajperów używających broni pneumatycznej w okresie broni czarnoprochowej, gdyż wiatrówkę można było o wiele szybciej załadować.

      Ze względu jednak na swoją delikatną i skomplikowaną budowę nie ma ten rodzaj broni dzisiaj tak niezawodnego zastosowania wojskowego jak broń palna. Ma jednak doskonałe zastosowanie przy szkoleniu adeptów strzelectwa, a z wiatrówką należy się zawsze obchodzić jak z bronią palną, bo bezpieczeństwo jest pierwszym punktem szkolenia.

Witold Jasek

komendant ZS Strzelec

kontakt: Ten adres pocztowy jest chroniony przed spamowaniem. Aby go zobaczyć, konieczne jest włączenie w przeglądarce obsługi JavaScript.

piątek, 01 czerwiec 2012 11:03

PSYCHOLOG RADZI: Mężczyzna z syndromem Piotrusia Pana

Napisane przez

wielodzietniPolub "Gońca"  na fejsbuku

Piszę, bo jestem załamana zachowaniem mojego syna i tracę już nadzieję na to, że on kiedykolwiek się zmieni. Wiem, że zrobiliśmy z mężem wiele błędów wychowawczych, ale tak złego skutku naszych wysiłków naprawdę się nie spodziewałam.

      Sebastian ma 29 lat i jest moim trzecim, najmłodszym dzieckiem. Ma już troje dzieci. Pierwsze dziecko urodziło mu się, jak miał 22 lata. Swoją dziewczynę i malutką córeczkę zostawił po kilku miesiącach, a za rok już inna kobieta urodziła mu syna. Dwa lata temu związał się z trzecią partnerką, którą pół roku temu opuścił. Z tego związku też ma synka.

      Sebastian wszystkim wokół chwali się swoimi dziećmi, wytatuował sobie ich imiona, pokazuje ich zdjęcia i mówi, że bardzo je kocha, a tak naprawdę to w ogóle się nimi nie zajmuje, nie płaci na nie i nie ma z nimi żadnego kontaktu.

Syna nie trzyma się też żadna praca. Kilka razy przyjmował się do różnych miejsc, ale nigdzie pracował dłużej niż rok. Jest niesłowny, nigdy nie można na niego liczyć, spóźnia się, gubi dokumenty, klucze. Jest po prostu skrajnie nieodpowiedzialny. Za to zamartwia się, jak nie ma za co kupić markowych ubrań, najnowszego modelu telefonu, albo jak koledzy nie zapraszają go na imprezy.

      My z mężem czujemy się bezsilni, nie wiemy, co robić, rozmawiamy z nim, krzyczymy, szantażujemy. To wszystko na nic. (...) Czy jest jeszcze dla niego jakaś nadzieja?

Katarzyna

      W psychologii istnieje pojęcie syndromu (kompleksu) Piotrusia Pana – nigdy nie dojrzewającego mężczyzny, wiecznego chłopca, który chce się tylko dobrze bawić, ucieka od odpowiedzialności, dorosłości, unika zobowiązań, jest skrajnym egoistą i nigdy nie można na niego liczyć.

      W obecnych czasach, możemy spotkać więcej "Piotrusiów Panów" niż kiedykolwiek wcześniej. Każdy chyba ma w swoim otoczeniu tzw. wdowy: "piłkarskie", "piwne", "garażowe", których mężowie uciekają z domu, od obowiązków, dzieci, w świat hobby czy chłopięcych zabaw. Każdy też chyba zna dorosłych synów, którzy wciąż trzymają się "maminej spódnicy".

      Nie jest to jednak zjawisko nowe i towarzyszy człowiekowi od początku jego istnienia. Pierwszym "Piotrusiem" był już biblijny Adam, gdyż nie obronił Ewy, własnej żony, przed szatanem. Gdy była kuszona, on był bierny, stał obok, milczał, a na koniec uciekł.

      Mężczyźni z tym syndromem boją się "uwiązania", nie chcą ślubu, wolą tzw. wolne związki. To z ich ust najczęściej słyszy się, że "papierek zabija miłość". W ich przypadku niestety jest to prawda. Kiedy kobieta zaczyna stawiać im wymagania, gdy okazuje się, że posiadanie dziecka to nie tylko zabawa, gdy pojawiają się trudności, kłopoty, oni najczęściej opuszczają swoje partnerki i wypisują się z ojcostwa. Przyczyna jest prosta: w hierarchii wartości takiego mężczyzny ważny jest tylko on, jego potrzeby, dobre samopoczucie, a nie inni ludzie.

      Podobnie jest z pracą. Piotruś Pan nie może znaleźć odpowiedniej dla siebie, bo swoje obowiązki wykonuje z musu, jest do nich uprzedzony, nigdy nie ma na nie ochoty, no chyba że może się przy nich dobrze bawić.

      Skąd się bierze taki wieczny chłopiec? Najczęściej jest to syn, który dorasta w rodzinie z fizycznie lub psychicznie nieobecnym ojcem i nadopiekuńczą matką. Niestety, nawet najlepsza matka nie nauczy syna, jak być mężczyzną. Dla prawidłowego rozwoju i dojrzewania ważny jest tzw. męski wzorzec, ojciec, który wprowadzi syna w świat dorosłych, pokaże, co dobre, mądre, ważne, męskie. Nauczy go odwagi, zdolności do poświęceń, wierności, odpowiedzialności, samokontroli, uczciwości. Gdyby mężczyźni wiedzieli, jak wiele od nich zależy! Bez dobrych ojców naprawdę trudno o dobrych synów!

      "Wieczni chłopcy" mogą się zmienić, ale wymaga to od nich i ich otoczenia wiele pracy. Potrzebny jest im do tego jakiś impuls. Najczęściej impulsem tym jest cierpienie, np. śmierć kogoś bliskiego, wypadek, zagrożenie życia, strata pracy itp., lub uświadomienie sobie, że mimo swego, często zaawansowanego wieku są samotni, bez wartości, w zupełnej pustce, często z problemem alkoholowym. Dużą rolę do odegrania w ich życiu może mieć dobra, prawdziwie dojrzała męska relacja z kimś, od kogo mogą dostać to, czego nie otrzymali od ojca.

      Jeśli twój bliski jest "Piotrusiem Panem", to:

      • nie akceptuj jego beztroskiego zachowania,

      • jasno i wyraźnie dawaj mu do zrozumienia, co ci się nie podoba,

      • przerywaj jałowe dyskusje, usprawiedliwienia, a przedstawiaj prawdziwą ocenę sytuacji,

      • nie gniewaj się, bądź cierpliwa i zawsze wymagaj, aby cię wysłuchał,

      • ucz go na przykładach,

      • pamiętaj, że można go częściowo uzdrowić, ale musisz go traktować jak dziecko,

      • angażuj go w to, co sama robisz (mycie dziecka, zakupy itp.),

      • chwal go, jeśli tylko możesz, on (jak mało kto) bardzo tego potrzebuje,

      • po pracowicie spędzonym dniu, pozwól mu odebrać sobie jakąś nagrodę,

      • postaraj się, aby mógł porozmawiać z kimś, kto mu uświadomi to, że obowiązki są ważniejsze niż przyjemności,

      • pozwól mu poczuć, że nie poradzisz sobie bez niego,

      • a jeśli jest to tylko twój chłopak/narzeczony, to pamiętaj, że w związku z nim na pewno będziesz cierpieć.

      A może ty sam jesteś Piotrusiem Panem? Jeśli tak, to pamiętaj, że niezależnie jaka była twoja przeszłość, nie jesteś nią zdeterminowany. Możesz nad sobą pracować – obserwować swoje myśli, uczucia, reakcje i starać się zastępować te dziecinne, bardziej odpowiednimi. Stopniowo będziesz widział, jak się zmieniasz. Będziesz coraz szczęśliwszy, a wraz z tobą, twoi najbliżsi.

B. Drozd – psycholog

Mississauga

piątek, 01 czerwiec 2012 11:02

Łucznictwo – strzelectwo bez hałasu

Napisane przez

      Umiejętność posługiwania się łukiem znana jest ludzkości od tysięcy lat.

      W XXI wieku łuk jest nadal narzędziem używanym do polowań lub łucznictwa sportowo-rekreacyjnego.

Technika posługiwania się tym rodzajem broni i sama broń przeszła niezliczone ulepszenia i w łucznictwie sportowym dziś to międzynarodowa organizacja zwana FITA (The International Archery Federation) ustala reguły i normy. Jest łucznictwo i częścią sportów olimpijskich.

      Pierwsze mistrzostwa świata w łucznictwie odbyły się w 1931 r.... we Lwowie, a pierwszymi mistrzami świata w łucznictwie byli Polacy: Michał Sawicki i Janina Kurkowska-Spychajowa. Polska znajduje się też w posiadaniu kilku medali olimpijskich zdobytych w łucznictwie.

      Łuki używane do łucznictwa klasycznego, czyli olimpijskiego, to łuki refleksyjne zwane po angielsku recurve i wywodzą się one z historycznych łuków angielskich. Są to łuki bardzo ciężkie w obsłudze i wymagają najwięcej treningu, aby uzyskać dobre rezultaty.

      Łuki bloczkowe, czyli compound, są o wiele łatwiejsze w użytku i dzięki temu są najbardziej popularne, zwłaszcza wśród myśliwych.

      Co roku pojawiają się też coraz to nowsze technologie i materiały użyte do produkcji łuków. Warto też tu wspomnieć o łucznictwie historyczno-rekonstrukcyjnym. Na przykład podczas turniejów rycerskich odgrywanych w naszych czasach zawodnicy konkurują w strzelaniu z łuków, używając sprzętu z epoki średniowiecznej. Dzięki tego rodzaju zawodom dzieci i młodzież poznają historię. Historię, której coraz mniej w szkołach.

Witold Jasek

komendant ZS Strzelec

kontakt: Ten adres pocztowy jest chroniony przed spamowaniem. Aby go zobaczyć, konieczne jest włączenie w przeglądarce obsługi JavaScript.

piątek, 25 maj 2012 12:10

PSYCHOLOG RADZI: Niedojrzałe dorosłe dziecko

Napisane przez


Piszę do pani, bo już nie wiem, co mam zrobić ze swoją córką. Poświęciłam jej 28 lat mojego życia i moim zdaniem już czas, aby się usamodzielniła, założyła rodzinę i wyprowadziła z domu. Ona jest dorosła, a zachowuje się jak małe dziecko – nie gotuje, sprząta tylko i wyłącznie w swoim pokoju, w weekendy biega po imprezach, nie dokłada się do budżetu domowego. Kiedy prosiłam ją, aby wzięła na siebie więcej obowiązków domowych, odpowiedziała tylko, że przecież to ja prowadzę dom. Ostatnio strasznie mnie zabolało, jak córka niby to w żartach powiedziała, że jak zajdzie w ciążę, to ja się będę zajmowała jej dzieckiem. Naprawdę, nie jestem wyrodną matką, ale nie chcę dłużej prać jej rzeczy, czy gotować dla niej obiadów. Chciałabym, żeby dojrzała, spojrzała na siebie krytycznie i zauważyła, że jest z nią coś nie tak. Życie to przecież coś innego niż tylko imprezy i bieganie po znajomych. (...) Wiem, że nie powinnam tak myśleć, ale mam dosyć własnej córki. Krystyna

Wiele jest przyczyn tego, że dorosłe dzieci nie usamodzielniają się. Czasem to sami rodzice świadomie zatrzymują dziecko w domu. Na przykład w obawie przed samotnością, porzuceniem, pozostawieniem "na pastwę" męża/żony, manipulują poczuciem winy dziecka, odwołują się do wdzięczności, lojalności, demonstrują rozczarowanie, potrafią nawet chorować na zawołanie, aby tylko udowodnić dziecku konieczność opieki. Dziecko z nimi zostaje, lecz zazwyczaj prowadzi to do frustracji, nieporozumień i rodzinnych kłótni. Z czasem wszyscy zaczynają się mieć serdecznie dość.

      Często też rodzice nie pozwalają dziecku dorosnąć, ponieważ nie postrzegają go realistycznie, to znaczy dorosła córka lub syn wciąż tkwi w ich umyśle jako małe dziecko, wymagające ciągłej opieki, wsparcia i pouczania. Ci rodzice naprawdę boją się o to, że dziecko bez nich sobie nie poradzi. W tym przypadku radziłabym zacząć jak najszybciej budować z dzieckiem równorzędną relację, czyli dorosły – dorosły. Można zacząć od małych rzeczy, np. od używania pełnego imienia zamiast zdrobnień, nieprzypominania o ciepłym ubraniu, gdy na dworze jest zimno, zaprzestaniu budzenia rano i robienia kanapek na drugie śniadanie... Drogi rodzicu: pozwól dorosłemu dziecku dokonywać wyborów, podejmować samodzielnie decyzje i ponosić ich konsekwencje. Oczywiście możesz służyć radą, dzielić się doświadczeniem, interesować się życiem dziecka, ale zawsze przekazuj mu taką informację: "kocham cię, mam do ciebie zaufanie, wierzę, że sobie poradzisz, że wybierzesz dobrą drogę, a ja zawsze będę twoim oparciem, przyjacielem i wiedz, to ty zbierzesz to, co zasiejesz". Pamiętaj, prawdziwa miłość polega na obciążaniu dziecka coraz większą odpowiedzialnością, a nie wyręczaniu go we wszystkim. Taka ciągła opieka rodziców zawsze obniża jego szanse na dojrzałość.

      Bardzo często dzieci nie usamodzielniają się i można powiedzieć "pasożytują" na rodzicach z własnego wyboru. Z dorosłości, w którą wchodzą chcieliby tylko wziąć wolność, ale bez odpowiedzialności. Stąd uciekają od jakiegokolwiek wysiłku, nie partycypują w kosztach utrzymania domu, mają problemy w pracy, a liczą się dla nich tylko przyjemności. Inni niechętnie opuszczają dom rodzinny z powodu wygód, jakie tam panują. Mama za nich sprząta, pierze, prasuje, mają swój pokój i podany obiad, więc po co się wyprowadzać, skoro tak jest dobrze? Są to osoby, które robią zwykle tylko to, co im się bardziej opłaca. Jeśli więc widzą ryzyko, że oddzielenie się od rodziców będzie mniej opłacalne niż pozostanie z nimi – nie zrobią tego.

      Jeśli jesteś rodzicem i czujesz, że twoje dziecko, które z tobą mieszka, powinno się już usamodzielnić, przeczytaj poniższe porady:

      1. pamiętaj, że to dziecko mieszka u ciebie, a nie ty u dziecka, i to ty stawiasz warunki i ustalasz zasady współżycia. Jeśli ono ich nie przyjmuje, to zawsze może zamieszkać gdzie indziej,

      2. im dłużej będziesz się poddawać, bezwzględnie akceptować nieodpowiedzialne zachowania, tym dłużej twoje dziecko będzie funkcjonować w chory sposób,

      3. jasno określ, czego oczekujesz od dziecka, co mu w domu wolno, a czego nie,

      4. nie pozwól, aby dorosłe dziecko własne zrobione pieniądze wydawało tylko na swoje przyjemności, a utrzymywanie jego spoczywało na tobie; powinno ono koniecznie partycypować w kosztach utrzymania domu (część prądu, gazu i innych opłat). Wszystkim to wyjdzie na dobre, a dziecko nauczy się zarządzania pieniędzmi i odpowiedzialności polegającej na tym, że dorosła osoba pracuje sama na siebie,

      5. twoja pomoc finansowa musi być traktowana przez wszystkich tylko i wyłącznie jako twoja dobra wola, a nie obowiązek, i to na pewno nie przez całe życie, tylko w razie potrzeby (nauka, choroba, pomoc w spłacie kredytu mieszkaniowego itp.),

      6. nie wykonuj wszystkich prac domowych, ale z radością podziel się nimi z dzieckiem – ono musi w końcu doświadczyć, że życie to wielki wysiłek.

      Na koniec jeszcze jedno spostrzeżenie: ci rodzice, którzy "uwolnili" dziecko, pozwolili mu łatwo odejść z domu, zauważają, że młody człowiek szybko chce do nich wracać, szuka kontaktu z nimi, zaczyna ich lepiej oceniać. Staje się też bardziej niezależne, dojrzałe i przez to szczęśliwsze. A przecież właśnie o to ci chodzi, prawda?

B. Drozd - psycholog

Mississauga

porowskiW ramach pogadanek dla początkujących, które rozpoczęliśmy ostatnio tematem o naświetlaniu, dzisiaj kolej na oświetlenie.

      Jak wiadomo, podstawą każdej fotografii jest światło. Bez niego po prostu żadna fotografia by nie istniała. Jednak światło światłu nierówne. O jego rodzajach teraz porozmawiajmy.

      Wielu z nas zapewne zauważyło, że cienie, które rzucają oświetlone przedmioty, czasem są bardzo wyraźne, a czasem ledwie je widać. Jest to wynik większego lub mniejszego rozproszenia światła. Tak więc mamy dwa rodzaje oświetlenia – nierozproszone, które czasem nazywamy twardym lub skierowanym, oraz rozproszone, zwane też miękkim, przy czym stopień tego rozproszenia może być różny.

      Światło skierowane lub twarde to właśnie to, które tworzy ostre, wyraźne cienie. Powstaje wtedy, gdy jego źródło jest stosunkowo małe względem oświetlanej sceny lub przedmiotu. Najbardziej znanym jego źródłem jest słońce w pogodny, bezchmurny dzień.

      Jeśli chcemy uwiecznić na pamiątkowym zdjęciu naszych bliskich czy przyjaciół w formie portretu, winniśmy unikać takiego oświetlenia jak ognia, szczególnie w godzinach południowych, gdy słońce jest wysoko. Światło to bowiem tworzy na twarzach nieprzyjemne ostre cienie i na pewno osoby, które fotografujemy, zwłaszcza z bliska, nie będą zachwycone.

      Co jednak robić, kiedy warunki są takie, jakie są, a chcielibyśmy jakieś pamiątkowe zdjęcia bliskich osób jednak mieć? Otóż w taki słoneczny dzień mamy kilka wyjść, aby wykonać prawidłowe zdjęcie portretowe. Pierwsze to takie, że ustawiamy naszego modela po prostu w cieniu. Trzeba jednak uważać, jaki to cień. Jeśli pod drzewem, przez którego gałęzie przechodzi światło słoneczne, rezultat może być jeszcze gorszy ze względu na cienie gałęzi na twarzach. Najlepszy jest tzw. cień otwarty. Otwarty cień to taki, który rzuca np. ściana budynku, przy czym od góry pada światło niezachmurzonego nieba. Jedyny szkopuł w tym przypadku to taki, że niezachmurzone niebo jest oczywiście niebieskie i tenże niebieski kolor będzie dominował na zdjęciu, jeśli automatyczny balans bieli nie zadziała prawidłowo. Najlepiej jest w takim przypadku ręcznie ustawić balans bieli na otwarty cień. Jak to zrobić i co to takiego, podpowie nam instrukcja obsługi aparatu.

      Inny sposób na portretowe zdjęcie w pełnym słońcu to taki, który wykorzystują często zawodowcy. Ustawiamy naszego modela tyłem do słońca, którego światło będzie tworzyć wokół głowy swoistą aureolę. Ponieważ w takim ustawieniu twarz pozostaje w cieniu, rozświetlamy ją lekko lampą błyskową, ale nie za mocno, aby światło lampy nie konkurowało ze słonecznym, bo wtedy wygląda to nienaturalnie. Jest jeszcze inny sposób, jednak w amatorskich warunkach nieco kłopotliwy, jako że wymaga drugiej osoby do pomocy. Ów asystent za pomocą dużego ekranu srebrnego lub złotego odbija światło słoneczne, wypełniając nim cienie na twarzy modela. Jest to jednak sposób wykorzystywany głównie przez zawodowców.

      To tyle o portretach w słoneczny dzień. Ale przecież robimy zdjęcia nie tylko portretowe i chcielibyśmy wiedzieć, jak wykorzystać takie ostre światło słoneczne. Jest ono rzeczywiście niezbędne do zdjęć wielu motywów. Najbardziej przydatne jest w fotografii architektury i w ogóle w sytuacjach, gdzie jest potrzeba pokazania bryły. Oczywiście nie może to być oświetlenie frontalne, które gubi wszelkie szczegóły, a skierowane skośnie.

      Dalej. Oświetlenie twarde jest w stanie pokazać nie tylko bryłę, ale także fakturę powierzchni, zwłaszcza fakturę szorstką i chropowatą. Przykładem może tu być np. kora niektórych drzew, jak choćby dębu. Oświetlenie takie wydobywa także strukturę skał, kamienistej nawierzchni itp. Przykłady można mnożyć, ale już na podstawie tych przytoczonych można sobie wyobrazić inne.

      To, co zostało powiedziane o twardym świetle dziennym, odnosi się także do światła sztucznego. Takim najbardziej znanym jego przykładem jest tzw. punktówka teatralna, często stosowana, by z mroku sceny wydobyć jakąś jedną postać lub przedmiot.

      W portrecie studyjnym ostre, skierowane światło jest stosowane do uzyskania dramatycznych efektów, choć jest ono bardzo trudne do kontrolowania i trzeba być nie lada mistrzem, aby je dobrze wykorzystać. Jego odmianą jest tzw. oświetlenie rembrandtowskie, które stosował Rembrandt w swoich portretach, gdzie jest ono jednak nieco rozproszone, chociaż jego kierunek nie budzi wątpliwości.

      A skoro już mowa o malarstwie, to szczerze zachęcam wszystkich interesujących się fotografią do oglądania obrazów, zwłaszcza wielkich mistrzów. Można się wiele nauczyć.

W następnym odcinku porozmawiamy o świetle rozproszonym i jego zastosowaniach.

Wojciech Porowski

Mississauga

e-mail: Ten adres pocztowy jest chroniony przed spamowaniem. Aby go zobaczyć, konieczne jest włączenie w przeglądarce obsługi JavaScript.

czwartek, 17 maj 2012 22:43

Psycholog radzi: Zdrada przez Naszą Klasę

Napisane przez

wielodzietniZwracam się do pani z problemem, z którym sama sobie nie mogę poradzić. Jestem mężatką z 20-letnim stażem. Mamy trzech, prawie dorosłych synów. Nasze życie małżeńskie było różne, ale ogólnie można powiedzieć, że szczęśliwe. Do czasu. Dwa lata temu mój mąż założył sobie konto na "Naszej Klasie" i nawiązał kontakt ze starymi znajomymi. Wśród nich jest jego dawna sympatia, która dzisiaj jest bezdzietną rozwódką po przejściach. Mąż często z nią rozmawia, pisze e-maile, wymieniają się zdjęciami. I właśnie dzięki tym zdjęciom wiem, że w zeszłym roku, w czasie jego pobytu w Polsce, spotkali się, pływali razem w jeziorze, jeździli konno. Kiedy zapytałam o to wszystko męża, odpowiedział tylko, że zapomniał mi o tym powiedzieć. Gdy mówię mężowi, że ten ich kontakt jest chory, mówi, że przesadzam, i zapewnia, że to tylko "przyjaźń", wspomnienia, i o niczym więcej nie ma mowy. A mnie to boli, czuję się oszukiwana, zaniedbana, zostawiona sama sobie i jest mi z tym bardzo źle. Nasze relacje psują się z dnia na dzień i mam coraz mniej zaufania do męża. Ja po prostu nie wierzę w przyjaźń między mężczyzną a kobietą. A może jednak to ja się mylę? (...)

Agnieszka

      Portale typu "Facebook" czy "Nasza Klasa" to miejsca, które niestety dla wielu osób okazały się przekleństwem.

      Bilans każdego z tych portali to: depresje (przez porównywanie się z tymi, którym lepiej się powiodło), wiele rozbitych małżeństw, zdrady i rozczarowania, że nie można w cudowny sposób powrócić do kraju lat młodości.

      Dlaczego tak się dzieje? Po pierwsze, w większości z nas istnieją niezrealizowane marzenia z młodości i sentymentalne wspomnienia typu: "z tamtym/tamtą było cudownie i gdybyśmy się nie rozstali, dziś na pewno byłabym/byłbym szczęśliwsza/wszy". Tak naprawdę tęsknimy za pewnymi emocjami, np. pierwszą miłością, spontanicznością, radością, beztroską, czyli czymś, czego ludzie dojrzali i odpowiedzialni nie mogą w takiej intensywności doświadczać. I należy sobie jasno powiedzieć: powrotu do czasów młodości nie ma. Zmieniliśmy się my, zmienili się ludzie i zmieniły się też miejsca.

      Po drugie, nasze dzisiejsze, dorosłe życie obarczone jest kłopotami, obowiązkami i odpowiedzialnością. Często w małżeństwie doskwiera nam brak czułości, nuda, doświadczamy kryzysów, zaniedbujemy siebie samych i siebie wzajemnie. I wtedy zamiast skupić się na pielęgnowaniu związku, zadbaniu o niego, zaczynamy poszukiwać nowych doznań, świeżości, adrenaliny. Gotowe rozwiązanie posuwa nam wtedy Facebook czy Nasza Klasa. Odszukujemy dawną miłość, wysyłamy i odbieramy słodkie teksty, zdjęcia, dowcipy, potem czułości, coraz bardziej otwarte propozycje, w końcu dochodzi do spotkania i zdrady. Kontakty takie zawsze są tragiczne w skutkach. Trzeba pamiętać, że prędzej czy później znów przeżyjemy rozczarowanie, bo sympatia z lat młodości to zawsze zupełnie inna osoba niż ta, którą pamiętamy! Ona też się zmieniła i też dźwiga bagaż różnych doświadczeń. Poza tym, swoim niedojrzałym zachowaniem krzywdzimy siebie, swojego współmałżonka, własne dzieci, jak i również całą rodzinę "nowej, pierwszej miłości".

      Wracając do pytania Agnieszki: czy między kobietą a mężczyzną przyjaźń jest możliwa? W małżeństwie jak najbardziej tak, a poza nim – jak pokazuje życie – nie. Prawie zawsze w jednej ze stron, z czasem pojawia się bardzo silne uczucie i pożądanie drugiej osoby. Zaczyna ona pragnąć innej, głębszej relacji i ma nadzieję na coś więcej. Bo czy nie jest naturalne, że dwoje ludzi różnych płci, których łączą różne sprawy, zaczyna patrzeć na siebie pod kątem wzajemnej atrakcyjności? Bardzo szybko wtedy następuje nagły zwrot i z przyjaciółki/przyjaciela stajemy się tylko kochanką/kochankiem.

      Jeżeli w taki układ zaangażowane są osoby pozostające w związku małżeńskim, staje się to przyczyną tragedii całych rodzin i naprawdę każda osoba tutaj jest przegrana.

      My wszyscy, jeśli nie wiemy, czy postępujemy dobrze, zapytajmy samych siebie: "Czy to, co robię, w co się angażuję, co planuję, będzie służyć dobru mojego małżeństwa?". I pamiętajmy, że od dnia ślubu do końca życia, najważniejszą osobą dla żony ma być mąż, a dla męża żona (nie znajomi czy chore marzenia). Natomiast dla nich obydwojga największą wartością ma być ich małżeństwo. Tylko mając tak ustawioną hierarchię wartości, mamy szansę "wygrać" małżeństwo, a co za tym całe życie.

      A jeśli mamy męża/żonę, a ciągnie nas do bliskich kontaktów z osobami płci przeciwnej, to zanim zaangażujemy się w tę "przyjaźń", zastanówmy się, czego brakuje nam w naszym małżeństwie i jak możemy to w nim uzyskać. Po prostu szybko i intensywnie zajmijmy się naprawą swojej relacji ze współmałżonkiem.

      Podstawą każdego związku powinno być zaufanie. W przypadku małżeństwa Agnieszki zostało ono nadużyte i teraz konieczne jest jego zbudowanie od nowa. Niestety, nie ma co liczyć na to, że stanie się to z dnia na dzień. Przed nimi wiele pracy. W pierwszej kolejności mąż powinien natychmiast zerwać kontakty z "przyjaciółką" i spróbować odzyskać zaufanie żony. A jeżeli sami nie potrafią sobie poradzić z tą sytuacją, powinni zasięgnąć porady mądrej, życzliwej im osoby lub psychoterapeuty.

      Podobno stara miłość nie rdzewieje, a teraz, dzięki współczesnej technice można ją odnaleźć. Tylko, że chyba nie warto...

B. Drozd, psycholog

Mississauga

Strona 12 z 12