Goniec

Register Login

Zdrowie i inne porady

Nasze zdrowie i inne porady.

piątek, 02 maj 2014 12:13

Wcześniejsza emerytura? Nie dla wszystkich...

Napisane przez

Rezultaty ostatniej ankiety przeprowadzonej przez Sun Life Financial nie pozostawiają żadnych złudzeń. "Freedom 55" okazuje się być (o czym i tak wszyscy już wiedzieli) hasłem marketingowym niemającym żadnego powiązania z istniejącym stanem faktycznym. Nadzieje wielu z nas związane z przejściem na wcześniejszą emeryturę pozostają tylko i wyłącznie w sferze marzeń. Nieustannie zwiększa się liczba Kanadyjczyków, którzy przewidują, że będą musieli nadal pracować w momencie osiągnięcia tradycyjnego wieku emerytalnego, a więc 65 lat życia. Powodem będzie z reguły konieczność poprawienia własnej kondycji finansowej, czyli "dorobienie do emerytury".

Nawiązując do wyników wcześniej wspomnianej ankiety, prawie troje na dziesięcioro Kanadyjczyków, tj. 27 proc. respondentów, oczekuje, iż będą pracować w pełnym wymiarze godzin (full-time) nawet w wieku 66 lat i więcej. Oznacza to niewielki wzrost w porównaniu z 26 proc. w roku ubiegłym oraz gwałtowny wzrost w porównaniu z 16 proc. w roku 2009. Kolejne 29 proc. planuje pracować w niepełnym wymiarze godzin (part-time).

czwartek, 17 kwiecień 2014 22:54

Wyższe oprocentowanie oszczędności jest możliwe!

Napisane przez

Kolejna grupa klientów firmy Fortress Real Development zaliczyła niezwykle udany projekt dewelopersko- hipoteczny. 2-letnia inwestycja o nazwie Helen Ave w Markham, ON, gdzie głównym wykonawcą była firma Flato Developments, zakończyła się pełnym sukcesem finansowym. Indywidualni inwestorzy tworzący grupę tzw. Syndicate Mortgage otrzymali średnie oprocentowanie w wysokości 11% rocznie. Stałe, comiesięczne odsetki, zagwarantowane umową hipoteczną, wynosiły 8% rocznie, ponadto inwestorzy otrzymali dodatkową wypłatę z zysku w wysokości 6% na zakończenie projektu, w sumie daje to 22% za 2 lata, a więc 11% rocznie.

W najbliższym czasie przewidywane jest zamknięcie kolejnych, wcześniej rozpoczętych projektów. Aktualnie firma Fortress przeprowadza 46 projektów inwestycyjnych, w których inwestorzy prywatni w ramach Syndicate Mortgage, otrzymują stałe i niezmienne oprocentowanie kilkakrotnie przekraczające oprocentowanie bankowe.

piątek, 11 kwiecień 2014 16:34

Lepsze inwestycje, nowe możliwości…

Napisane przez

jaroslaw-dalekWyjątkowo niskie stopy procentowe powodują, iż klienci instytucji finansowych, którzy szukają odpowiedniej lokaty dla swoich oszczędności, nie są w stanie praktycznie znaleźć nic zadowalającego. Oprocentowanie rachunków terminowych nienadążające za wskaźnikiem inflacji oznacza, że realny wzrost naszych oszczędności, po opodatkowaniu zysku, jest w praktyce ujemny. Pieniądze pozostawione na bankowym rachunku terminowym na okres 20 lat tracą na wartości około 25-30 proc., pomimo ich nominalnego wzrostu. Tak niestety wyglądają realia inwestycji bankowych.

Na szczęście zdrowy mechanizm konkurencji spowodował, że na rynku są już dostępne produkty oszczędnościowo-inwestycyjne z założenia zbliżone do bankowych rachunków terminowych, wypłacające oprocentowanie… uwaga… kilkakrotnie przewyższające obecny poziom inflacji, a więc zapewniające, zdrowy i trwały wzrost kapitału.

Syndicate Mortgage Investments, inna nazwa to Alternative Investments.

piątek, 28 marzec 2014 14:35

Czas sadzenia drzew

Napisane przez

Pierwszy dobry czas, by zasadzić drzewo, był jakieś dwadzieścia lat temu. Byłoby teraz potężne, rozłożyste, piękne. Drugi dobry czas, by zasadzić drzewo, jest właśnie teraz. 

Niektórzy powiedzą, że teraz już za późno, bo drzewa nie zdążą urosnąć, zanim oni się zestarzeją, a może nawet tego nie dożyją, by cieszyć się ich owocami. Stwierdzą, że przegapili dobry moment i już nie ma sensu sadzić drzew. Będą żałowali straconych szans i martwili się nieuchronnym upływem czasu. Będą gorzknieć, odsuwać się od ludzi i ludzi od siebie. Będą nieszczęśliwi. Chociaż w duchu pragnący szczęścia.

piątek, 14 marzec 2014 15:16

O naświetlaniu ciąg dalszy

Napisane przez

obiektywW poprzednim odcinku podałem nieco informacji teoretycznych dotyczących naświetlania. Teraz pora przejść od teorii do praktyki. Każdy nieco bardziej zaawansowany aparat (z wyjątkiem najprostszych) posiada kilka trybów ustawienia naświetlania, od całkowicie automatycznego poprzez półautomatyczne do całkowicie ręcznego. Z tego, co napisałem poprzednio, dla wielu z Państwa wynikałoby może, że sugeruję wyłącznie tryb ręczny, co nie jest prawdą. Żyjemy w końcu w świecie wysokich technologii i trzeba z nich korzystać. Warto jednak wiedzieć, co się za nimi kryje.

Tak jak było już powiedziane, każdy współczesny aparat ma wbudowany światłomierz. Jest to rodzaj światłomierza, który reaguje na światło odbite od fotografowanych przedmiotów, w przeciwieństwie do używanych przez zawodowców światłomierzy reagujących na światło padające, o wiele bardziej precyzyjnych. Nie będziemy się tu jednak nimi zajmowali, choćby dlatego, że koszt takiego światłomierza często przekracza cenę przeciętnego aparatu. Stosowane w aparatach światłomierze mierzące światło odbite mają swoje ograniczenia i często nieumiejętne posługiwanie się nimi prowadzi do rozczarowujących rezultatów.

piątek, 28 luty 2014 21:21

Porozmawiajmy o fotografii

Napisane przez

obiektywPo dłuższej przerwie, jednym czytelnikom "Gońca" postanowiłem się przypomnieć, a innym przestawić i zaproponować jeszcze raz wędrówkę po świecie fotografii. Zdecydowana większość aparatów w rękach amatorów to małe, wygodne do zabrania ze sobą kompakty. Również zdecydowana większość ich właścicieli wykorzystuje jedynie ich automatyczną funkcję, twierdząc, że pozostałe funkcje, a manualna zwłaszcza, to sprawa zbyt skomplikowana. Chciałbym w swoich artykulikach "odczarować" ten pogląd, pokazując, że nie taki diabeł straszny. Poza tym coraz większa liczba osób zaopatruje się w cyfrowe lustrzanki, a te aż się proszą o ich lepsze wykorzystanie niż tylko w trybie automatycznym.

Z uwagi na to, że "Goniec" nie jest jeszcze w pełni kolorowym magazynem, drukowanym na luksusowym, kredowym papierze (czego mu zresztą serdecznie życzę), moje uwagi z konieczności muszą mieć charakter głównie opisowy, poparte zdjęciami tam, gdzie to będzie możliwe. Jednym słowem, będą Państwo zmuszeni uruchomić nieco swoją wyobraźnię. Będę się starał nie wchodzić zbytnio w szczegóły teoretyczne, a skupić się bardziej na praktyce, choć minimum teorii jest czasem konieczne.

piątek, 28 luty 2014 21:12

Droga, którą idziesz

Napisane przez

Droga, na której jesteś, nie zawsze jest tą najlepszą z możliwych. Nie zawsze jest nawet jedną z dobrych, a czasem bywa jedną z najgorszych. Jak rozpoznać, czy jesteś na "właściwej" drodze? Łatwiej zauważyć, że jesteś na "niewłaściwej". Zdrowy człowiek rzadko myśli o jedzeniu, gdy jest nasycony. Kieruje swoje myśli w stronę kuchni, dopiero wtedy, gdy odczuwa nieprzyjemny stan głodu. Podobnie z poczuciem komfortu życia – twoje bolesne emocje mówią ci, że coś jest nie tak.

Kiedy ogarnia cię "bez powodu" depresyjny nastrój, kiedy ani ty, ani twoi bliscy nie widzą dla niego uzasadnienia, jedną z przyczyn, które warto rozważyć, jest możliwość, że życie, jakie prowadzisz, nie zaspokaja twoich ważnych potrzeb. Być może nie jesteś na właściwej drodze.

sobota, 21 grudzień 2013 19:30

Pomyśl, kiedy nalewasz

Napisane przez

    Okres świąteczny to bardzo szczególny czas roku. Zbierają się nasze rodziny, gromadzą przyjaciele, obdarowujemy się prezentami i cieszymy sobą nawzajem. Wielu z nas planuje zorganizowanie przyjęcia lub zabawy u siebie.

    Przyjmowanie przyaciół czy rodziny to wspaniały sposób świętowania, ale jeśli będziemy to robić musimy być świadomi ryzyka, jakie wiąże się z odpowiedzialnością prawną. Co bŁdziem jeśli któryś z gości będąc pod wpływem alkoholu siądzie za kierownicą i pojedzie do domu? A jeśli spowoduje wyadek, w którym ktoś odniesie obrażenia? Odpowedź na te pytania jest prosta - w takiej sytuacji może grozić nam proces.

    W roku 2006 Sąd Najwyższy Kanady wydał wyrok w sprawie  Childs vs Desmormeaux. W tym przypadku chodziło o małżeństwo, które było gospodarzem przyjęcia sylwestrowego we własnym domu. Przyjęcia pod hasłem Bring Your Own Booze - każdy pił to, co przyniósł. Jeden z gości  wypił 12 piw, wsiadł do samochodu i pijany odjechał. Po drodze spowodwał wypadek zabijając jednego pasażera i poważnie raniąc troje innych, w tym nastoletnią dziewczynę, która została sparaliżowana.

    Sprawa trafiła aż przed Sąd Najwyższy, a ten uznał, że gospodarze nie ponoszą odpowiedzialności, ponieważ nie widzieli, jak ich gość wypił 12 piw i nie wiedzieli, że jest pod wpływem alkoholu. Ponieważ przyjęcie miało charakter BYOB, podali gościom jedynie po jednym kieliszku szampana. Wyrok mógł być jednak zupełnie inny, gdyby okazało się, że gospodarze bardziej przyczynili się do upicia tej osoby oraz byli świadomi jej stanu w momencie gdy wychodziła.

    Kiedy cierpią niewinni ludzie sądy z reguły obarczają winą osoby bezpośrednio odpowiedzialne. Jazda po pijanemu jest bardzo lekkomyślnym czynem. Ktoś, kto się na to decyduje musi być świadomym następstw takiego działania, jednakże w takim wypadku uwaga sądu może się również skierować na gospodarzy,  jeśli ich postępowanie przyczyniło się do wzrostu ryzyka jazdy po pijanemu. Jeśli więc planując w okresie świątecznym przyjęcia bądźmy tego świadomi.

    Co można doradzi, by nie narażać się na taką odpowiedzialność? Nie podawajmy alkoholu gościom, odbierajmy kluczyki od samochodów, zorganizujmy odwiezienie gości o domu, wezwijmy i zapłaćmy za taksówkę albo po prostu zatrzymajmy pijanych gości w domu na noc

    Pijąc alkohol w tegoroczne święta pamiętajmy że powinniśmy ich samych i wszystkich innych ludzi chronić przed tragicznymi następstwami prowadzenia samochodu po pijanemu. To, czy narazimy się na proces zależy tylko od nas samych.

    Liane Shepley i Azin Samani są prawnikami w kancelarii Oatley, Vigmond jednej z wiodących firm w Ontario zajmujących się dochodzeniem odszkodowań za obrażenia osobiste.
    Można się z nimi skontaktować na stronie www.oatleyvigmond.com

Jedna z osób zadała mi następujące pytanie: 

"Czy książki w języku polskim są w jakiś sposób skatalogowane w torontońskich zbiorach? Chciałabym po prostu spokojnie przejrzeć, jakie pozycje są w posiadaniu bibliotek w Toronto".

Mówiąc o systemie bibliotek w Toronto, mamy na myśli wypożyczalnie (np. oddziały dzielnicowe, biblioteka North York Central), jak również Toronto Reference Library, która w większości działa na zasadzie czytelni ("Reference use – not holdable) i w mniejszej części jako wypożyczalnia.

Otóż jest pewien sposób, aby główny katalog komputerowy systemu bibliotek TPL pokazał wszystkie dokumenty polskojęzyczne. Proszę zrobić, co następuje:

1. Wyświetlić stronę główną systemu TPL http://www.torontopubliclibrary.ca

2. Na głównej stronie biblioteki jest opcja wyszukiwania zaawansowanego "Advance Search" http://www.torontopubliclibrary.ca/advanced/

3. Na podstronie "Advanced Search" zobaczą Państwo kilka okien z limitami w zależności od kryteriów interesujących użytkownika. Aby wyświetlić WSZYSTKIE tytuły w jęz. polskim, należy wybrać następujące ustawienia:

– w pierwszym oknie "ALL FIELDS" nie wpisywać niczego (zostawić puste)
– "TYPE" (Typ materiału) nastawić na "ANY TYPE"
– w oknie "LANGUAGE" wybrać "Polish"
– w oknie "AT LIBRARY BRANCH" wybrać "Any Branch"
– w oknie "PUBLICATION YEAR" zostawić opcję "Any" – to – "Any"
– w oknach "AGE LEVEL" i "INCLUDE" zaznaczyć wszystkie opcje (wówczas komputer wyświetli tytuły podlegające wypożyczaniu, jak i te, które mogą być używane tylko w czytelni, tzw. "Reference Use Only"
– wcisnąć "SEARCH".

Według katalogu komputerowego na dzień dzisiejszy, we wszystkich oddziałach bibliotecznych TPL jest około 13.190 tytułów w jęz. polskim.

UWAGA: nie oznacza to, że wszystkie dokumenty są w obiegu. Jeśli przy jakimś tytule system komputerowy wyświetla informację "Reference Only – not holdable", oznacza to, że danego dokumentu można używać tylko w czytelni (z reguły w gmachu TRL na Yonge/Bloor). Na liście 13.190 tytułów mogą być też tytuły materiałów zgubionych przez użytkowników, których jeszcze oficjalnie nie zdjęto z katalogu komputerowego.

W odróżnieniu od zbiorów angielsko- i francuskojęzycznych, rok wydania "Publication Year" nie jest najlepszym sposobem na limitowanie wyszukiwania nowych nabytków obcojęzycznych. Powodem tego jest fakt, że dokumenty zbiorów obcojęzycznych nie podlegają szczegółowemu katalogowaniu, opisy sporządzane są w sposób skrócony i często, choć nie zawsze, nie zawierają pełnej informacji, między innymi roku wydania.

Małgorzata Tuszyńska-Starszyk (MLS) Bibliotekarz, Toronto Public Library

niedziela, 16 czerwiec 2013 14:23

Jąkanie można wyleczyć w każdym wieku!

Napisane przez

GONIEC rozmawia z neurologopedą, psychoterapeutą Ewą Galewską, prowadzącą od 18 lat terapię jąkania, oraz pacjentem Michałem Stochem z Mississaugi, który leczy się w Klinice p. Ewy.

jakanie

Jąkanie jest jednym z tych tematów, którym towarzyszą rozbieżne opinie i skrajne emocje. Na jednym biegunie jąkanie stanowi żelazny repertuar dowcipów, na drugim – jest przyczyną wielu niepowodzeń, a nawet dramatów tych, którzy na nie cierpią. Do tego otacza je atmosfera fałszywych przekonań, wielu mitów oraz społecznego tabu.

- Pani Ewo, od 18 lat zajmuje się pani leczeniem jąkania. W powszechnej opinii uważa się, że jąkanie jest wadą wymowy, zaburzeniem mowy, nerwicą mowy. A jak pani określiłaby jąkanie – czym ono jest?

Podczas konsultacji, kiedy po raz pierwszy rozmawiam z rodzicami dzieci jąkających, najczęściej nie mówią oni wprost, że ich dziecko jąka się.

Większość opiekunów, nawet tych, którzy towarzyszą dorosłej osobie jąkającej podczas diagnozy, unika określenia – jąkanie. Dzieje się tak z powodu wstydu i niezrozumienia tego poważnego problemu. Rodzice najczęściej zastępują słowo "jąka się" kolokwialnymi określeniami: "Mój syn nie jąka się, on tylko trochę się zacina, zapowietrza albo czasem się tak zahacza". Po chwili dodają: "Ale to nie zawsze, proszę przy nim nie mówić, że się jąka – bo on o tym nie wie". Przerażeni rodzice jąkających się dzieci uciekają w "zmowę milczenia", nie rozumiejąc dziwnego zjawiska, jakie nagle dotknęło ich dzieci. Przyglądają się z przerażeniem, jak rozwija się problem, którego jeszcze wczoraj nie było. Obarczają się winą za wstydliwy defekt, ponieważ, najczęściej, przez pierwsze lata życia dziecko mówiło płynnie. Nagle krewni, nauczyciele i sąsiedzi patrzą na nich podejrzliwie, a terapeuci bezkrytycznie pocieszają: "Proszę czekać – problem minie". Życzliwi , często tłumaczą: "On z tego wyrośnie, jak wielu innych". W sytuacji tematu tabu – nie dziwi nas, że dorosły jąkający też niechętnie rozmawia z bliskimi o swoim problemie. Tym bardziej, że jest tym, któremu nie minęło… Najczęściej dzieje się tak dlatego, że nie wie jak , wcześniej nikt z nim o tym nie rozmawiał. A to oznacza, że temat jest zbyt poważny lub, co gorsza, "tajemnicza choroba" jest nie wyleczalna. Do tego żona i znajomi spieszą z pocieszeniem: "Mi to nie przeszkadza, prawie tego nie słychać", po czym szybko uciekają wzrokiem, jakby czuli się winni; czy właśnie to chciał usłyszeć ich jąkający słuchacz.

Trudno się dziwić takiej postawie, nawet naukowcy nie są zgodni co do istoty jąkania. Zjawisko jąkania nie zostało dotychczas jednoznacznie zdefiniowane. Najczęściej spotykamy się z niesłuszną opinią, że jąkanie jest wadą wymowy, zaburzeniem mowy lub nerwicą mowy, a osoba jąkająca ma niesprawny aparat artykulacyjny. Istnieje również stereotypowe przekonanie, że dziecko jąka się od urodzenia, odziedziczyło chorobę i musi nauczyć się z nią żyć. Niestety ten fatalistyczny pogląd najczęściej prezentują logopedzi, a nierzadko psycholodzy. Definicje jąkania przytaczane w literaturze odnoszą się do tego, co dzieje się z osobą jąkającą wtedy , kiedy ona już się jąka. Paradoksalnie niepłynność mówienia dla osoby jąkającej nie jest problemem, większość z nas mówi niepłynnie. Problemem jest to, co dzieje się z jąkającym na poziomie poznawczym i emocjonalnym, zanim zacznie mówić – wtedy, kiedy planuje wypowiedź. To kluczowy problem osób jąkających; cały czas myślą, jak ominąć trudne słowa, trudne sytuacje, jak się nie jąkać.

W naszej Klinice Leczenia Jąkania definiujemy jąkanie jako: globalne zaburzenie komunikacji, najczęściej realizuje się ono w mowie spontanicznej, nie jest stanem – jest cechą. Występuje w relacji z "oceniającym" słuchaczem. Oceniający słuchacz nieświadomie staje się "sprawcą" jąkania. Jąkanie objawia się napięciem neuromięśniowym, niepłynnością mowy, zaburzonym oddechem, utratą wewnętrznej spójności wypowiedzi, zaburzoną prozodią mowy (melodią), zaburzonym kontaktem wzrokowym, lękiem przed oceną, stałą chęcią ukrywania defektu, tikami i współruchami, logofobią.

Charakteryzuje się ogólną dezintegracją osobowości. Może prowadzić do zaburzeń nerwicowych, afektywnych, psychotycznych i psychosomatycznych.

- Funkcjonuje wiele mitów o jąkaniu, które z nich są najbardziej popularne? W jaki sposób wpływają one na społeczne postrzeganie jąkania i osoby jąkającej?

Najbardziej popularne mity to:
* Jąkanie jest wadą wymowy;
* Jąkanie jest uwarunkowane genetycznie;
* Jąkanie jest wrodzone;
* Z jąkania się wyrasta;
* Jąkanie – to rozwojowa niepłynność i należy czekać, aż minie;
* Jąkanie buduje się na stresie;
* Jąkania nie da się całkowicie wyleczyć;
* Jąkanie jest sposobem radzenie sobie z lękiem;
* Problemy psychologiczne lub psychiatryczne powodują jąkanie;
* Dziecko nie zdaje sobie sprawy, że się jąka;
* Nie należy rozmawiać z dzieckiem o jąkaniu;
* Tradycyjne metody logopedyczne pomogą usprawnić mowę jąkającego;
* Dziecko szybciej myśli, niż mówi.

Bardzo łatwo można obalić mit, że jąkanie jest wadą wymowy. Niezależnie od budowy aparatu mowy, każdy jąkający jest w stanie mówić płynnie.

Wielu jąkających może mieć bardzo długie okresy płynności; charakterystyczne dla jąkania. Jąkające się dziecko, kiedy bawi się samo, mówiąc do siebie; do zabawki lub zwierzątka – nie jąka się. Dorosły jąkający, podobnie – może mieć wiele momentów płynnej mowy; mówiąc do niemowlęcia, zwierzęcia czy do siebie – również nie jąka się. Tak więc, jego aparat mowy jest sprawny. Jąkania również nie dziedziczy się, jedynie skłonność do niego. Dotychczas nie wykryto genu jąkania. Nikt nie rodzi się z jąkaniem, nie zanotowano jąkającego niemowlęcia, które gaworzyłoby, jąkając się.

Jąkanie jest nabyte – trzeba się go nauczyć. Z jąkania się nie wyrasta – każde jąkanie należy poddać kompleksowej systematycznej terapii. Nie korzystać z przypadkowych porad ani tzw. sposobów domowych (wolne mówienie, sylabizowanie, rytmizowanie, poprawianie). Nieprawdą jest, że jąkanie buduje się na stresie. Jest wiele czynników powodujących jąkanie. Po pierwsze, należy mieć predyspozycje do jąkania: dużą wrażliwość sensoryczną i emocjonalną, obniżony próg pobudliwości, problemy okołoporodowe, opóźniony lub przyspieszony rozwój mowy, jąkanie w rodzinie i wiele innych. Po drugie, muszą zaistnieć czynniki wyzwalające jąkanie: przestrach, przerażenie, narodziny młodszego rodzeństwa (detronizacja), naśladownictwo osoby jąkającej (modelowanie), osłabiony chorobami organizm. Po trzecie, istotne są czynniki utrwalające jąkanie: ciągłe poprawianie (mów wolno, nie denerwuj się, powtórz jeszcze raz, weź wdech), stygmatyzowanie, poddawanie nieskutecznym terapiom, bezskuteczna świadoma walka z jąkaniem, nadopiekuńczość rodziców. Nieprawdą jest, że jąkania nie można wyleczyć. Jąkanie można wyleczyć w każdym wieku, pod warunkiem, że zastosuje się odpowiednią kompleksową terapię. Jąkanie nie jest sposobem radzenia sobie z lękiem, lęk jest wtórny do jąkania.

Zachowania i reakcje lękowe osoby jąkającej budują się na jąkaniu. W wyniku jąkania występuje lęk komunikacyjny, a nie jąkanie w wyniku lęku.

Naiwnym jest myślenie, że dziecko nie wie, że się jąka. Każdy, nawet mały człowiek, wie, że jest mu niewygodnie – odczuwa dyskomfort. Jąkające się dzieci w momencie "blokady" odwracają wzrok, zakrywają usta, milkną, rezygnują, udają, że zapomniały, płaczą, tupią nogami, proszą o pomoc, ich mowa często ulega regresowi. I choć nie potrafią o tym rozmawiać, nie oznacza, że nie mają poczucia problemu. Pamiętam, jak na jednej z konsultacji 2,5-letni Szymon powiedział: "Niech mi to pani wyjmie z buzi, bo nie mogę tego powiedzieć" i rozpłakał się. Tradycyjne metody logopedyczne: ćwiczenia artykulatorów, ćw. oddechowe, relaksacje, rytmiczna mowa, stukanie ręką, śpiewanie, mówienie wierszyków, powtarzanie słów za logopedą, wolne tempo mowy, echo korektor mowy (jest jedynie urządzeniem wspomagającym – zwalniającym mowę, nie leczącym). Są to archaiczne już, nieskuteczne metody, większość z nich raczej utrwala jąkanie. Nie należy też, nadmiernie, chronić dzieci jąkających przed stresem – bo to nie zmniejszy objawów. Nieprawdą jest, że dziecko jąka się, ponieważ szybciej myśli niż mówi. W myśl tej zasady, wszyscy musielibyśmy się jąkać.

Jąkanie jest zaburzeniem demokratycznym, jąkali się królowie (król Jerzy VII – " Jak zostać królem"), filozofowie (Arystoteles), uczeni (I. Newton, Ch. Darwin), aktorzy (M. Monroe, T. Cruz ) oraz wielu innych prezentujących wszelakie profesje. Jąka się ok. 2 proc. populacji – choć trudno to zweryfikować.

Jąkanie swoją problematyką dotyka wielu dziedzin nauki: neurologii, psychologii, filologii, fizjoterapii, logopedii oraz wielu innych. Dlatego niewielu specjalistów potrafi je "ujarzmić" – wymaga ono interdyscyplinarnego podejścia.

- Rozumiem, że metoda, którą pani stosuje jest skuteczna; czy może pani coś o niej powiedzieć?

Autorska metoda terapii jąkania, którą stosuję od 18 lat – to model terapii integratywnej (dot. sfery emocjonalnej, poznawczej, fizjologicznej i duchowej). Stosujemy zintegrowane, kompleksowe i systemowe podejście do jąkania, a tym samym do osoby jąkającej. Skuteczność terapii gwarantują techniki i narzędzia skuteczne w przypadku pacjentów jąkających. Terapia nie jest zorientowana na wykonywanie jakichś czynności i zadań, pozostających względem siebie w luźnym związku. Istotą terapii jest kształcenie użytecznych umiejętności, które jednocześnie muszą być łączone z całym spektrum zachowań osoby leczącej się. Język i mowa nie są umiejętnościami izolowanymi. One zawsze jawią się w kontekście kogoś lub czegoś.

A to oznacza, że one nie są wartością same w sobie, tylko są wartością w kontekście ich użytecznych i skutecznych zastosowań. Zastosowań, które siłą rzeczy muszą być adaptacyjnie optymalne. Stąd też, terapia od samego początku musi uczyć pacjenta wiązać nowo nabywane umiejętności z kontekstem społecznym sytuacji, w której ona znajduje się, z jej intencjonalną odpowiedzią na tę sytuację. Terapia nie może koncentrować się na działaniu, a na celach tego działania. Właśnie kwestie duchowości i motywacji, czyli tego co utrzymuje pacjenta w "działaniu", są tym, co sprawia, że nasi pacjenci, będąc w gotowości do zmiany, są w stanie tej zmiany dokonać. My nie koncentrujemy się jedynie na tym, aby nauczyć pacjenta nowych umiejętności, a na tym aby nauczył się on robić z nich użytek. Każda osoba, która podejmuje się terapii, jest w stanie ją pomyślnie zakończyć. Musi tylko tego chcieć. Jest to możliwe bez hipnozy, leków, różnego rodzaju urządzeń i aparatów. Sukces w dużej mierze zależy od zaangażowania pacjenta oraz jego rodziny. Terapia jest skuteczna w przypadku małych dzieci, jak i osób dorosłych.


Rozmowa z Michałem Stochem, pacjentem Kliniki Leczenia Jąkania

- Jak się czułeś i jak funkcjonowałeś jako osoba jąkająca?

Jąkałem się, od kiedy tylko pamiętam, mama mówi, że od około 4.-5. roku życia, aż do 24. roku życia, kiedy to podjąłem terapię; czyli… o rety! To około 20 lat. Pamiętam, że bardzo kombinowałem ze słowami, ciągle zmieniałem słowa. Udawałem, że zapomniałem, albo że czegoś nie wiem, że zastanawiam się lub że nie słyszę. Wcale tak nie było, dobrze wiedziałem, co chciałem powiedzieć, ale… jąkanie nie dało mi szansy. To okropne uczucie cały czas udawać kogoś innego, osobę, którą się nie jest. Często czułem się jak idiota, który nie potrafi powiedzieć, o co mu chodzi – to było irytujące.

Z czasem zauważyłem, że moja osobowość dostosowała się do jąkania. Jąkanie zaprzątało moje myśli, uczucia, wkradało się w słowa, podpowiadało mi, co mam robić, z kim się spotykać, rozmawiać, jak żyć. Wyrobiło u mnie nawyk ulegania wielu różnym sytuacjom. Narastała we mnie złość, niecierpliwość do innych ludzi. Oczekiwałem, że oni mają mnie zrozumieć od razu, nie lubiłem, jak musiałem się "tłumaczyć". Chciałem, aby mnie obdarzyli zaufaniem, ja dawałem im to bezwarunkowo. W sytuacjach, kiedy musiałem walczyć o swoje, nieraz przegrywałem… jąkanie brało górę.

Wiele razy chciałem podzielić się z najbliższymi tym – jak się czułem z jąkaniem. Jaki ono sprawia mi potworny BÓL, z bezradności łzy nieraz cisnęły się do oczu. Nie wiedziałem, jak o tym mówić – nie potrafiłem, tego nie dało się opisać. Może też jako facet, nie chciałem się przyznać, że mam problem – bo pokazałbym się jako ktoś słaby. Sam dobrze tego nie rozumiałem. Ciągle o tym myślałem. Pytałem siebie, dlaczego czasami się nie jąkam, a innym razem co chwila? Krzyczałem do siebie – niech ktoś mi wytłumaczy – co mi jest!? Cały czas moje myśli były przy jąkaniu.

Kombinowałem, dostosowywałem życie do jąkania. Na przykład, przywiązałem się do komputera, bo z komputerem się nie dyskutuje, on był dobrym i cierpliwym kumplem. Rozmawiając z kimś przez szklany ekran, można udawać zdrowego, poczuć się normalnie. Skończyłem szkołę jako programista.

Jednak nie czułem się dobrze w tej dziedzinie. Potem żeby coś robić, zdecydowałem się na szkołę w Business Accounting (księgowy w biznesie).

Numerki nie mówią, i byłem w miarę dobry – jąkanie łaskawie mi pozwoli na to. Skończyłem tę szkołę, dalej nie czułem się spełniony. Wujek zaoferował mi pracę w jego firmie budowlanej. Byłem zadowolony, bo lubiłem pracować rękoma; nie trzeba było mówić. Widać, jak wiele moich decyzji życiowych podejmowało za mnie jąkanie.

- Czy taka osoba może być szczęśliwa?

Oczywiście, że NIE! Ratowała mnie racjonalizacja; tłumaczenie sobie, że jest OK – to pomaga człowiekowi, ale nie do końca. Nie czułem się spełniony. Nie byłem sobą. Czegoś mi ciągle brakowało. Aż w końcu dopadł mnie życiowy kryzys – miałem 23 lata, nie byłem szczęśliwy i nie wiedziałem co ze sobą zrobić. Wszystko, co robiłem i czego doświadczyłem, nie dawało mi radości, czułem pewną wewnętrzną pustkę, bezsens tego co robię. Nie wiedziałem, dokąd zmierzam… i jak chcę żyć?

- W jaki sposób dowiedziałeś się o terapii jąkania prowadzonej przez p. Ewę?

Kiedy było już bardzo źle, zacząłem szukać w Internecie informacji, jak pozbyć się jąkania, ale wszystko czego dowiedziałem się, to tylko tyle, że pracuje się jedynie z małymi dziećmi, i że jąkania nie da się wyleczyć! Czytałem też o takich dziwnych aparatach, jak: echo korektor mowy, ale po dłuższym przestudiowaniu i opinii o tym, domyśliłem się, że to nie działa skutecznie i jest nienaturalne. Taki aparat kosztuje około 5000 dol. i można go było kupić w USA. Nie słyszałem nic o tym w Kanadzie, może już jest, nie polecam.

Postanowiłem porozmawiać z moją mamą i poprosić ją o pomoc. Mama ucieszyła się, że poruszam ten temat – bo właśnie niedawno oglądała program w TV TRWAM o Klinice Leczenia Jąkania w Polsce. Program był bardzo interesujący, brała w nim udział pani Ewa Galewska – neurologopedia, oraz jej wyleczeni pacjenci, którzy mówili płynnie – to była rewelacja. Mama przekazała mi wszystkie informacje, i przekonała mnie, żeby spróbować leczyć się tam – to była moja ostatnia deska ratunku. W krótkim czasie wszystko załatwiliśmy, i wyjechałem na terapię do Polski. To było w czerwcu 2010, już trzy lata temu, jak ten czas szybko leci… Wraz z mamą – wymaganym w terapii opiekunem, byłem na turnusie w Zakopanem, który trwał dwa tygodnie. To był początek terapii. Wrażenia? Zachwyciłem się terapią, logiką metody, terapeutami, sposobem prowadzenia zajęć, otwartością, autentycznością .Wszystko było naturalne i bardzo logiczne. Terapia nie była łatwa, ale humor terapeutów rozładowywał napięcia. Terapia odbywała się w grupie, a to było bardzo ciekawe dla mnie, szczególnie teraz, kiedy to wszystko lepiej rozumiem. Terapia jąkania ma sens jedynie w grupie, gdzie wspólnie pokonujemy pierwsze bariery. Bardzo ważne było dla mnie to, że były tam osoby, które przeszły tę terapię i pomagały nam. To były najlepsze przykłady skuteczności tej terapii; dały mi ogromną nadzieję i motywację.

- Czy terapia zmieniła twoje życie?

Dzisiaj, jestem w trzecim roku terapii, która dla mnie jest wspaniałą szkołą życia. Moja mowa jest teraz płynna, nie myślę o jąkaniu – rozstaliśmy się na zawsze… Stałem się innym człowiekiem – jestem wolny! Moje życie zmieniło się o 180 stopni, choć miałem wygodne i nawet miłe życie w Kanadzie, postanowiłem wyjechać do Polski, kontynuować terapię i studiować psychologię. W przyszłości chciałbym pracować z osobami jąkającymi, i też leczyć jąkanie – ta praca fascynuje mnie. Czuję, że to jest moje powołanie. Psychologia, filozofia, ludzie, życie – to moja pasja. Z całego serca pragnę, aby inne osoby jąkające doświadczyły tego co ja – bycia zdrowym. Aby uwierzyły w to, że mogą żyć bez jąkania, że mogą je pokonać – chcę być dla nich "starszym bratem", bo już przeszedłem tę drogę. Niby to była i dalej jest trudna decyzja, żeby to robić, ale wiem, że z pomocą Boga, rodziny, wsparcia kolegów, mojej dziewczyny i oczywiście Pani Ewy, która jest moim terapeutą i nauczycielem – to wszystko jest możliwe i jakoś mi się uda.

Dzięki tej terapii, mogę rozmawiać z każdym, wyrażać swoje myśli, uczucia, mogę realizować swoje marzenia, mogę mówić, mówić, mówić – wreszcie JESTEM SOBĄ!

 

•••

- W jaki sposób nasi Czytelnicy mogą skontaktować się z Panią?

- Jest ku temu dobra okazja. Ponieważ na zaproszenie Michała i jego rodziny będziemy w Mississaudze od 18 do 25 czerwca. Zapraszamy na wykład zatytułowany: "Jąkanie można wyleczyć" oraz na konsultację i diagnozę psychologiczną i neurologopedyczną dla osób jąkających, która odbędzie się w dniu 24 czerwca w Polskim Centrum Kultury Jana Pawła II w Mississaudze. Informacje na stronie internetowej www.jakanie.pl . Zapisy na konsultacje e-mail: Ten adres pocztowy jest chroniony przed spamowaniem. Aby go zobaczyć, konieczne jest włączenie w przeglądarce obsługi JavaScript. lub pod numerem 48501619643 lub 9052773248 (Mississauga).
W sierpniu br. planujemy zorganizowanie grupy terapeutycznej dla osób jąkających w Kanadzie.

- Dziękuję bardzo za rozmowę.