Goniec

Register Login

Zdrowie i inne porady

Nasze zdrowie i inne porady.

witoldJasek copyPiknik militarny skierowany jest zarówno do firm, chcących zintegrować grupę, jak i do szkół lub organizacji, które chcą zapewnić swoim uczniom niezapomniane wrażenia i atrakcje. 
Piknik odbywa się pod okiem doświadczonych instruktorów, którzy pilnują dyscypliny podczas zabawy! Pewne elementy z omawianych poniżej propozycji są już wprowadzane na piknikach polonijnych ku uciesze dzieci i dorosłych.


Piknik może składać się z następujących atrakcji:

* Boot Camp – dmuchany lub z innych, twardych materiałów tor przeszkód – ogromne urządzenie, na którym ścigają się uczestnicy zabawy. Mają oni za zadanie pokonać wiele przeszkód, takich jak: wąskie tunele, sieć pajęczyn, rów z wodą, dmuchane przeszkody, góra etc.

* Paintball leśny – drużyny strzelają do siebie kulkami z farbą, przy użyciu specjalnych karabinów. Gry odbywają się w terenie leśnym, a gracze ubrani są w ochronne maskujące moro.

* Strzelnica – strzelanie z profesjonalnych wiatrówek i łuków do różnego rodzaju tarcz – kulochwytów, papierowych obrazków, metalowych kaczek, słomianych tarcz.

* Team Building – aktywny i kreatywny – sportowe i umysłowe zadania, między innymi: wyścigi, militarne tory przeszkód, zagadki do rozwiązania.

bc-2p-l2strzelnica-1tem1

Piknik militarny łączy ze sobą elementy integracji, sportowego współzawodnictwa oraz pozwala wyłonić liderów grup, na których można liczyć i którzy są odpowiedzialni za własną grupę.
Uczestnicy pikniku podczas wspólnych zabaw mają za zadanie współpracować ze sobą tak, aby ich grupa osiągnęła jak najlepszy rezultat – najlepszy czas, zdobyła największą liczbę punktów.
Wyniki z poszczególnych atrakcji zapisywane są przez instruktorów, którzy pod koniec pikniku wyłaniają zwycięską drużynę. Piknik ma charakter militarnego, sportowego współzawodnictwa i idealnie nadaje się na imprezę firmową, aktywną imprezę integracyjną lub na "zielone szkoły" dla dzieci.
Wspaniały pomysł na spędzenie czasu na świeżym powietrzu i integrację grupy ludzi.

Witold Jasek

komendant ZS Strzelec
kontakt: Ten adres pocztowy jest chroniony przed spamowaniem. Aby go zobaczyć, konieczne jest włączenie w przeglądarce obsługi JavaScript.

piątek, 22 marzec 2013 23:55

CFO pójdzie za drzwi?

Napisane przez

witoldJasek copyPo zlikwidowaniu Long Gun Registry nadchodzi pora na zlikwidowanie kolejnego uciążliwego tworu, jakim jest Chief Firearms Office, czyli CFO. Instytucja ta obstawiona jest przez oficerów prowincyjnej policji, w przypadku Ontario są to oficerowie OPP, ale regulowana federalnie (!).
CFO traci coraz bardziej na znaczeniu, więc etatowi bezpieczniacy wymyślają i wprowadzają w obieg nowe, bezsensowne przepisy, by wzmocnić wagę swojego urzędu.
W ubiegłym tygodniu CFO w Albercie orzekło, że każda broń palna na wystawie Gun Show w Calgary musi być wyposażona w zamki spustowe, w miejsce tanich taśm z tworzyw sztucznych, które zostały dołączone do wyzwalaczy, i to od ponad dekady. Te i inne niepotrzebne reguły utworzone przez niewybieralnych urzędników oburzają odpowiedzialnych właścicieli broni palnej. To nie do wiary, że uczestnicy Gun Show w Calgary powinni umieścić drogie zamki ot, tak sobie, bo CFO wymyśliło nagle przepis. Pieniądze wypłacane urzędnikom Chief Firearm Office powinny być lepiej spożytkowane, ot, choćby na walk z przestępczością, szczególnie w wielkich aglomeracjach. Sprawa już została sformalizowana i powództwo przeciwko CFO zostało już wniesione na drogę prawną.
W celu uzyskania dalszych informacji prosimy o kontakt: Kanadyjski Instytut do działań legislacyjnych przy Kanadyjskim Związku Sportów Strzeleckich, 116 Galaxy Blvd, Etobicoke ON M9W 4Y6, tel. 416-679-9959, faks 416-679-9910. Infolinia: 1-888-873-4339.
Można też napisać list protestacyjny do premiera na adres:
Prime Minister Steven Harper
House of Commons
Ottawa ON K1A 0A6 (znaczek niepotrzebny)
Witold Jasek
komendant ZS Strzelec, kontakt: Ten adres pocztowy jest chroniony przed spamowaniem. Aby go zobaczyć, konieczne jest włączenie w przeglądarce obsługi JavaScript.

piątek, 15 marzec 2013 14:25

Second Amendment Task Force

Napisane przez

witoldJasek copySecond Amendment Task Force jest oddolną organizacją, której celem jest kontynuacja dzieła wolnościowego zwanego Stanami Zjednoczonymi poprzez uświadamianie obywateli Alaski oraz obywateli innych stanów USA o prawdziwym znaczeniu drugiej poprawki do konstytucji Stanów Zjednoczonych, ustanawiającej prawo do posiadania broni przez obywateli USA.
Siedziba organizacji mieści się w Anchorage, najdalej na północ wysuniętym mieście Stanów Zjednoczonych (z populacją powyżej 100 tys. mieszkańców).


W ostatnich kilku latach nasiliły się ataki rządu federalnego pod przewodnictwem Obamy na lobby pro-gun w Stanach Zjednoczonych, nie omijając tak odległego i niemal bezludnego stanu Alaska.
Prezydent Barack Obama w połowie stycznia podpisał kilka dekretów przeznaczonych do (teoretycznego) ograniczenia przemocy z użyciem broni. Te zlecenia uruchamiają kampanię na rzecz poprawy bezpieczeństwa i wymagają od Centrum Kontroli Chorób (Centers for Disease Control) zbadania przyczyn przemocy z użyciem broni oraz wzywają funkcjonariuszy organów ścigania, by ulepszyli szkolenie w temacie.
Wezwał też Kongres do ustanowienia zakazu broni szturmowych. Ustawodawstwo stanu Alaska jako odzew wprowadziło kolejną ustawę, która ma obchodzić wszelkie powyższe ustawy federalne.


Alaska Firearms Freedom Act jest ustawą, która uznaje za nielegalne wprowadzanie w "życie" wszelkich federalnych zakazów dotyczących karabinów maszynowych i wysokiej pojemności magazynków. Poprzednia, początkowa wersja ustawy była wprowadzona już w 2010 r. Podobne przepisy są wprowadzane w takich stanach, jak Teksas i Wyoming. Czy zakaz federalny ma wyższość na "pozwoleniem" stanowym? Prawnicy zainteresowani tematem łamią sobie głowy. Adam Winkler jest profesorem prawa konstytucyjnego na Uniwersytecie Kalifornijskim i autorem książki "Gunfight". Mówi on, że na mocy klauzuli nadrzędności konstytucji, rząd federalny może po prostu zignorować prawo Alaski.
Polityk Mike Chenault jest sponsorem alaskańskiej ustawy Alaska Firearms Freedom Act. Ocenia on, że należy wysyłać wyraźny sygnał do federalnych władz, bo konstytucja Stanów Zjednoczonych musi być przestrzegana.


Witold Jasek
komendant ZS Strzelec
kontakt: Ten adres pocztowy jest chroniony przed spamowaniem. Aby go zobaczyć, konieczne jest włączenie w przeglądarce obsługi JavaScript.

wtorek, 12 marzec 2013 23:49

Zagubiona sprawiedliwość

Napisane przez

witoldJasek copyWszyscy Kanadyjczycy powinni być zadowoleni, że Ian Thomson z Port Colborne w Ontario został uniewinniony w zeszłym tygodniu ze sfingowanych zarzutów, iż nie przechowywał broni bezpiecznie etc.
Przypadek Thomsona to typowy przykład obrony własnej, więc determinacja prokuratorów z Ontario, aby wyżej wymieniony poszedł za "kratki", może być oceniana jako ideologiczna.


Pod koniec sierpnia 2010 Thomson obudził się przed świtem, słysząc hałas z tyłu jego wiejskiego domu. Kiedy wyszedł, zobaczyć, co się dzieje, ujrzał grupę zamaskowanych mężczyzn ciskających koktajle Mołotowa w jego dom i krzyczących pogróżki śmierci. Jak później ustaliła policja, atak był wynikiem długiego sporu o nieruchomości.
Thomson, który jest przeszkolonym instruktorem broni palnej i licencjonowanym właścicielem pistoletu, wyjął z sejfu pistolet. Następnie wyszedł przed dom z rewolwerem, z którego wystrzelił trzy ostrzegawcze strzały – jeden w trawnik i dwa w powietrze. Napastnicy uciekli.


Z powodu trwającego sporu majątkowego Thomson miał zainstalowane kamery wokół obiektu, więc był w stanie dać pliki wideo policji na dowód tego, że mówi prawdę. Można by pomyśleć, że to koniec tej historii. Niestety, Thomson otrzymał zarzuty nieostrożnego obchodzenia się z bronią oraz niebezpiecznego magazynowania broni. Thomson wypłacił do tej pory z kieszeni prawie 60.000 dolarów na opłaty prawne. Gorliwość prokuratorów w przypadku Thomsona wykracza poza oskarżenia. To jest prześladowanie – jasne i proste.
Uniewinnienie Thomsona całkowicie nie przywróci obywatelom poczucia prawa do samoobrony. Ale przynajmniej Ian Thomson nie jest już nękany przez "obrońców bandytów" w imię zawiłych, bublowatych kruczków prawnych.


Witold Jasek
komendant ZS Strzelec
kontakt: Ten adres pocztowy jest chroniony przed spamowaniem. Aby go zobaczyć, konieczne jest włączenie w przeglądarce obsługi JavaScript.

piątek, 01 marzec 2013 07:43

Sól tej ziemi

Napisane przez

witoldJasek copyZbliża się kolejne Święto Żołnierzy Niezłomnych. Chodzi o zachowanie pamięci o ludziach, którzy nie tylko powinni być uchronieni przed zapomnieniem, ale wręcz o przeniesienie bezkompromisowej, niezłomnej postawy w dzień dzisiejszy. Brak ludzi będących z krwi i kości patriotami powoduje zanik Polski jako państwa i narodu.
Żyć jakoś można pod zaborami, pod okupacją, w komunizmie czy w "wyzwolonej" (wyuzdanej, skorumpowanej), zjednoczonej Europie, ale to nie jest nigdy "to".


1 marca warto więc zastanowić się nad historią i kolejami losu żołnierzy, którzy nie chcieli jakoś żyć, lecz rzucili swój los na loterię. Loterię, w której szansa wygranej była minimalna.
Nie była to jednak walka beznadziejna, bo nawet w tak niesprzyjających warunkach historia zna wiele przypadków, że człowiek, grupa ludzi może zrobić rzeczy, które wydałyby się niemożliwe. Popierając to konkretnym przykładem, niech to będzie Czyngis-chan. Człowiek, którego rodzinę wycięto w pień, który jako kilkuletnie zaledwie dziecko musiał ukrywać się w stepach, by uniknąć śmierci z ręki swoich prześladowców. Szkoła bólu i przetrwania od zarania życia.


Schwytany jako już młodzieniec, czekał na karę śmierci skrępowany, z przywiązaną drewnianą belką do ramion. Uciekł po raz kolejny, by tym razem wrócić jako dojrzały, silny mężczyzna, by wyzwolić swoich plemiennych współbraci, przejmując władzę w całej Mongolii, a wkrótce siłą rozpędu podbił większość kontynentu azjatyckiego po Europę Centralną. Jest tu z pewnością pewna analogia do Niezłomnych mimo różnic dziejowych, sposobu walki i mentalności kulturowej. Nawet mały "czambuł" jest zdolny do szeregu zwycięstw, które mogą doprowadzić nawet bez walnej bitwy do wymiernych sukcesów.


Kilka, kilkanaście, kilkadziesiąt tak walecznych grup i... jak efekt domina zwycięstwo staje się faktem. Kolejny przykład: rewolucja antyrządowa na Kubie w 1959 roku, rządowe wojsko kubańskie wspierane nawet przez lotnictwo Stanów Zjednoczonych nie mogło sobie poradzić z małą grupą brodatych partyzantów, którzy w końcu obalili reżim prezydenta Batisty.
Żołnierze Niezłomni, którzy walczyli z hitlerowcami i komunistami w okupowanej Polsce, to ludzie, którzy nie tylko, że się nie poddali – Oni uważali, że jeszcze nie wszystko stracone.


Chwała Bohaterom!


Promocja, promocja!!!


wirginiaWłaściciele restauracji All Around Pizza, która znajduje się stanie Wirginia w Stanach Zjednoczonych, rozpoczęli "promocję" drugiej poprawki do konstytucji Stanów Zjednoczonych (konstytucja Stanów Zjednoczonych gwarantuje swoim obywatelom prawo do posiadania broni, w zamyśle uzbrajając naród na wypadek tyranii władzy).
Po okazaniu zezwolenia na posiadanie broni, smakosze pizzy otrzymują 15 proc. zniżki na produkty All Around Pizza. Restauracja pęka w szwach od liczby klientów zamawiających pizzę, klientów przychodzących z bronią "za paskiem". Zamówienia telefoniczne nadchodzą z każdego niemal stanu amerykańskiego, klienci jednak nie są wybredni, wiedząc, że pizza nadejdzie w przesyłce dopiero za kilka dni.
Zadzwonił nawet klient z... Nowej Zelandii.

grafika: pieczęć stani Wirginia


Witold Jasek
komendant ZS Strzelec
kontakt: Ten adres pocztowy jest chroniony przed spamowaniem. Aby go zobaczyć, konieczne jest włączenie w przeglądarce obsługi JavaScript.

cheminSzperając po Internecie, natrafiłem na ciekawą stronę kanadyjskiego fotografa Davida du Chemin, który oprócz tego, że jest wspaniałym fotografem, jest także świetnym popularyzatorem sztuki fotograficznej, autorem wielu książek i artykułów.
Jeden z nich nosi w wolnym przekładzie taki właśnie, nieco może przydługi tytuł, jak powyżej. Wydał mi się na tyle ciekawy, że postanowiłem podzielić się z Państwem jego głównymi tezami.


I tak, jego pierwsza rada to: "podejdź bliżej". Rzeczywiście często się widzi fotografów jakby bojących się podejść bliżej do fotografowanej sceny. Przypomina mi to rady, których już lata temu udzielano nam w Warszawskim Towarzystwie Fotograficznym. Podejście bliżej, mówiono wtedy, niejako włącza nas w fotografowane wydarzenia i czyni je przez to ciekawszymi i bardziej wiarygodnymi. Wprawdzie w dobie zoomów i teleobiektywów rada ta dla wielu wydawać się może nieaktualna, ale nic bardziej mylnego. Długa ogniskowa nie zastąpi nam ruszenia nogami i zbliżenia się do fotografowanego obiektu, gdyż zwykle zmienia perspektywę i zdjęcie jest nie tak, jak to się mówi w fotograficznym żargonie, "mocne". Dotyczy to zwłaszcza sytuacji, gdy fotografujemy krótką ogniskową. Zbliżenie to daje widzowi wrażenie pewnej bliskości i emocjonalnej więzi między fotografem a fotografowanym motywem. Owa więź szczególnie winna być widoczna w fotografii portretowej. Poza tym ruszenie się z jednego miejsca daje szansę na często niebanalne ujęcia, o które trudno, stojąc w jednym miejscu i operując wyłącznie zoomem. Jeszcze jedna korzyść z podejścia bliżej to eliminacja z kadru niechcianych elementów. Stare powiedzenia, że "mniej znaczy więcej" oraz "jedno zdjęcie – jeden temat", nic nie straciły na aktualności, a prostota motywu zawsze była w cenie.


Odwiedzając niedawno jedną z kawiarni sieci Second Cup w Mississaudze, zauważyłem na ścianie niewielką, ale ciekawą wystawę fotografii, gdzie wszystkie zdjęcia wykonane zostały ogniskową 24 mm, a więc dosyć krótką. Autor, którego nazwiska niestety nie zapamiętałem (niech mi to będzie wybaczone), wyjaśniał, że taka ogniskowa kazała mu podejść bliżej do ludzi, do scen na ulicy i tym samym nawiązać z nimi właśnie ową emocjonalną więź, co widać było zresztą na zdjęciach.


W tym miejscu pora na następną radę Davida – "aby poćwiczyć spojrzenie, a tym samym poprawić swoje zdjęcia, należy narzucić sobie różne ograniczenia". Takim ograniczeniem może być, tak jak w przypadku autora wspomnianej wyżej wystawy, używanie przez pewien czas obiektywu o jednej, stałej ogniskowej, a kto dysponuje wyłącznie zoomem, używanie wyłącznie jednego nastawienia, np. najkrótszego. Takie ćwiczenie powinno wyrobić w nas nawyk ruszenia się z miejsca i znajdowania różnych punktów widzenia.
Dodam, że zainspirowała mnie wspomniana wystawa i wygrzebałem nieużywany od dawna stały obiektyw 50 mm i spróbuję również wykonać z jego pomocą jakiś projekt.


Stała ogniskowa 50 mm była od czasu, kiedy różne obiektywy, a zoomy zwłaszcza, stały się bardziej dostępne, traktowana nieco po macoszemu. Przyznam się, że sam uległem temu trendowi i od dłuższego czasu posługuję się wyłącznie zoomami. Jak więc widać, pisanie artykułów może być inspirujące również dla ich autora.
Do pozostałych porad Davida wrócimy w następnym odcinku.


Wojciech Porowski

sobota, 23 luty 2013 09:00

Jednostki dywersji

Napisane przez

witoldJasek copyKilka słów o jednostkach, strukturach, które przeszły wiele zmian, by działać jeszcze sprawniej.
Jednostki dywersji i rozpoznania dalekiego zasięgu do Wojska Polskiego wprowadzono podczas poligonów majowych o kryptonimie "Pomorze" w 1961 r.
W Pomorskim Okręgu Wojskowym rozwijanym na wypadek "W" sformowano 56. Kompanię Rozpoznania Specjalnego (krs) w Bydgoszczy.
56. krs o charakterze rozpoznawczo-dywersyjnym utworzono na bazie 1. Samodzielnego Batalionu Szturmowego z Dziwnowa. Postrzegana jako jedna ze struktur 6. Dywizji Desantowej, była 56. krs całkowicie utajniona.
Specyfika jednostki wymagała zaawansowanego procesu szkolenia w desancie spadochronowym, taktyce specjalnej, komunikacji, kontakcie bezpośrednim, wspinaczce wysokogórskiej, narciarstwie i nurkowaniu, precyzyjnym strzelaniu z różnych rodzajów broni etc.
W połowie lat osiemdziesiątych rozpoczęła się współpraca z innymi strukturami specjalnymi. Zwiększono szkolenie agenturalne, wywiadowcze, działań psychologicznych. Do historii przeszły rozgrywane przez kilka lat ćwiczenia "Kaskada", podczas których grupy, używając wszelkich dostępnych środków "cywilnych" i działając w cywilu, wykonywały zadania rozpoznawcze i dywersyjne w zakładach o strategicznym znaczeniu. Grupy blokowały wielkie ćwiczenia wojskowe na poligonach, uprowadzając transporty, prowadziły penetracje obiektów wojskowych łącznie ze... sztabem Pomorskiego Okręgu Wojskowego.

By bronić tego narodu, w chwili zgrozy...
Rząd sprawujący obecnie władzę w Polsce pracuje nad ustawą zezwalającą na interwencję obcych państw, czyli obcych oddziałów policji i wojska, na wypadek "wyjątkowego" zagrożenia bezpieczeństwa...
Czyżby było to wynikiem spadku zaufania rządzących do struktur "siłowych", czy też próbą siłowego wzmocnienia "zaufania" obywateli Polski do tych struktur (2013)?


Witold Jasek
komendant ZS Strzelec
kontakt: Ten adres pocztowy jest chroniony przed spamowaniem. Aby go zobaczyć, konieczne jest włączenie w przeglądarce obsługi JavaScript.

piątek, 15 luty 2013 22:12

Snajper... o co tu chodzi?

Napisane przez

witoldJasek copyPoniższy tekst pochodzi z krótkiego wywiadu z Simo Hayha – najlepszym strzelcem wyborowym w historii.
" ...Dyscyplina, spryt i wytrzymałość są tu najważniejszymi cechami.


Zadaj sobie takie pytania – Czy masz gorący temperament? Czy gniewasz się szybko? Złość powoduje impuls do przyspieszenia uderzeń serca, lub wręcz drżenia rąk, może spowodować nieostrożne lub nieracjonalne zachowania, z których wszystkie są złe. Lubisz polować? Lubisz polować sam? Czy kiedykolwiek spędziłeś (lub spędziłaś) cały tydzień w spokoju? Bez telewizji, telefonu, przyjaciół, rodziny, gdzie nie ma nic? Czy kiedykolwiek obozowałeś sam? Na odludziu, gdzie nikogo nie ma? Czy istnieje różnica stanu psychicznego w pierwszym dniu i ostatnim takiej wyprawy? Dlaczego tyle pytań? Pytanie to pobudzenie do myślenia i planowania. Możesz porzucić misję bez strzelania, bo grozi »pudłem«, mimo kilkudniowych podchodów? Szansa na strzał może trwać tylko trzy sekundy. Marzenie, żartowanie, nieuwaga lub bezmyślność spowoduje utratę możliwości tych wyżej wymienionych trzech sekund.


O ile polowanie na sarenkę czy niedźwiadka niesie jakieś drobne ryzyko uszczerbku na zdrowiu, na polu walki snajper sam może być odstrzelony, jeśli nie będzie wystarczająco przebiegły i ostrożny. Co oznacza słowo "przebiegły"? Dla snajpera to jest wszystko, a to wpływa na wszystko, co on robi. Snajper musi zdecydować, gdzie się ustawić, jak się tam dostać, jak wyjść, co zabrać ze sobą, jak się zakamuflować, gdzie umieścić alternatywny sprzęt, i co zrobić, jeśli coś złego się stanie. Musi być w stanie myśleć przez całą sesję, od początku do końca, i ustawić ją w sposób, który przyniesie efekty, czyli dobrze zaplanować. Tak jak szpieg musi być najbardziej »niepozorny«, tak snajper musi być »niewidzialny«, czyli umiejętnie maskować swoją kryjówkę.


No i spostrzegawczość, by nie stać się samemu trofeum. Wyrastające w ciągu »chwili« w oddali kępki trawy czy krzaczków to zły znak. Spostrzeżenie takich »nadprzyrodzonych« zjawisk może ocalić życie, bo ta niepozorna dodatkowa kępka trawy czy listków to ukryty snajper.
Każdy, kto oglądał działania snajperów w telewizji, zobaczył setki sposobów, aby to zrobić. Najczęściej są to pokazane metody z wieloma błędami, lub wręcz bezmyślne i skazane na niepowodzenie.


Celność jest ostatnim elementem. Trening idący w wiele tysięcy sztuk amunicji..." 

karabin

Z tego karabinu porucznik  Rob Furlong z Princess Patricia's Canadian Light Infantry (PPCLI) zastrzelił taliba z odległości 2,430 metrów.


Witold Jasek, komendant ZS Strzelec
kontakt: vitowitold@@hotmail.com

piątek, 15 luty 2013 21:25

Ocena fotografii

Napisane przez

zpapierosem

Fot. Sylwia Bobryk  http://www.sylwiabobryk.com/

 

Dla każdego właściciela jakiegokolwiek biznesu jest rzeczą oczywistą, że aby jako tako prosperować, musi trafić w potrzeby swoich klientów. W wielu wypadkach nie jest to jednak takie proste. Istnieją całe szkoły uczące, jak rozpoznać potencjalnych odbiorców swoich produktów czy serwisu. Mało tego, wśród odbiorców tych samych produktów czy serwisu trzeba jeszcze wyróżnić podgrupy klientów dysponujących mniejszym lub większym budżetem, przyzwyczajeniami oraz różniących się jeszcze wieloma innymi czynnikami. 


Ponieważ jest to tekst poświęcony fotografii, posłużę się przykładem z tej dziedziny, a konkretnie z dziedziny fotografii ślubnej i portretowej. Wiadomo, że ktoś zajmujący się fotografią ślubną musi szukać klientów wśród potencjalnych nowożeńców. Ale gdy chce osiągnąć sukces, łatwiej mu będzie obracać się w środowisku kulturowym zbliżonym do tego, które zna. Co nie znaczy, że nie można przekraczać barier kulturowych, jednak trafienie w estetykę innej kultury jest zawsze dużo trudniejsze.


Dalszym, równie trudnym zadaniem będzie określenie możliwości finansowych przyszłych klientów, a tym samym ustawienie siebie w pewnym obszarze cenowym. Wielu fotografów zaczyna od niskich cen, co z góry określa ich klientelę, licząc na to, że w miarę upływu czasu uda im się bezboleśnie przeskoczyć na wyższy poziom. Niestety, jak pokazuje doświadczenie, jest to niezwykle trudne i praktycznie rzecz biorąc, zmiana klienteli równa się otwarciu nowego biznesu.


Piszę o tym wszystkim dlatego, aby uświadomić wszystkim uprawiającym jakąkolwiek działalność artystyczną, w tym przypadku amatorską (zawodowcy dobrze o tym wiedzą), że jedną z najtrudniejszych decyzji jest określenie, do kogo nasze dzieła adresujemy. Może to być wyłącznie rodzina, może to być krąg bliższych i dalszych znajomych. Mogą to być osoby zupełnie obce, znające się mniej lub bardziej na fotografii, a na których opinii jakoś nam zależy. Mogą to być potencjalni klienci na tzw. "art show", którym chcemy nasze dzieła sprzedać, i wreszcie właściciele galerii, o których reprezentację się staramy.


Wszyscy ci adresaci będą oceniali zdjęcia wg różnych kryteriów i na pewno to co zachwyci mamę słodkiego bobaska z sąsiedztwa, może nie zyskać uznania w oczach właściciela galerii (chociaż nic nie wiadomo). Jest to oczywiście przykład skrajny, ale dość dobrze ilustrujący przesłanie tego artykułu, który ma za zadanie rozwianie paru mitów.
Pierwszy to taki, że wszystkim podoba się to samo. Nawet wśród adresatów tak popularnego tematu jak krajobraz jest całe mnóstwo rozmaitych gustów. Przeciętnego odbiorcę zachwyci ostre kolorowe zdjęcie łatwo rozpoznawalnego motywu, natomiast ten sam krajobraz po przetworzeniu w stronę abstrakcji znajdzie już mniej zwolenników.
Pół biedy, jeśli fotograf tworzy dla siebie, gorzej, jeśli chce swoje dzieło sprzedać np. na art show. Musi wtedy wstrzelić się w gust potencjalnego klienta, często wbrew sobie.


Znany amerykański fotograf i autor Alan Broit pisze w jednej ze swych książek "Marketing Fine Art Photography", że motywy zdjęć, które chcemy sprzedać, muszą być estetycznie atrakcyjne, ale nie zbyt, jak się wyraził, "artsi".
W ocenie zdjęć wielką rolę odgrywają też zmiany kanonów estetycznych w czasie. To, co zachwycało i zaskakiwało wczoraj, już dzisiaj takie atrakcyjne nie jest. Stąd też należy unieważnić następny mit, który zachęca do bezrefleksyjnego kopiowania dawnych mistrzów. Jest to oczywiście cenne ze względów czysto szkoleniowych, natomiast może się okazać, że to, co było kiedyś świeżym spojrzeniem, dzisiaj jest już banałem.
A skoro o banale mowa, to trzeba wspomnieć o zasadzie, że im dany temat jest bardziej znany, tym trudniej jest przedstawić go w sposób oryginalny. Dlatego też warto jest poświęcić czas na przemyślenie, jak pokazać coś, co każdy widział już dziesiątki razy, lub znaleźć temat mniej wyeksploatowany.


Wspomniałem wyżej o pewnym estetycznym kanonie zmieniającym się w czasie. Jeśli chcemy, aby nasze zdjęcia zostały życzliwie przyjęte przez jak najszersze grono odbiorców, warto poznać współczesny estetyczny kanon. Dlatego zachęcam do odwiedzania jak największej liczby galerii internetowych, ale również jak ktoś ma możliwości, tych realnych. Nie tylko fotograficznych, ale prezentujących ogólnie sztuki wizualne.
Kiedy mówię o "odbiorcy", nie mam na myśli wyłącznie odbiorcy komercyjnego. Odbiorcą może być np. własna rodzina. Ponieważ każdemu jest miło, gdy jego praca spotyka się z życzliwym przyjęciem, dlatego warto tego odbiorcę poznać. Co nie znaczy, że zawsze trzeba robić coś pod jego gust. Można grać, jak to się mówi, na kilku fortepianach. Z wakacji możemy przywieźć zarówno zdjęcia tzw. pamiątkowe, jak i bardziej ambitne. Aby były poprawnie skomponowane. Czasem poprawnie skomponowane rodzinne zdjęcie jest więcej warte niż takie, które nieudolnie sili się na artystyczne.
Trzeba być też przygotowanym na krytykę naszych dokonań. Jeśli jest to krytyka życzliwa, która pozwoli na poprawę naszych zdjęć, warto się jej przysłuchać. Przy czym osoba krytykująca wcale nie musi być ekspertem fotograficznym. Wystarczy, że zwróci uwagę na niektóre aspekty estetyczne, często wyczuwając je intuicyjnie. Jestem często świadkiem oceny zdjęć na konkursach klubowych, przez było nie było ekspertów fotografii. Owszem, potrafią wykazać błędy techniczne czy czysto formalne, ale zdarza się czasem, że mają niewiele do powiedzenia gdy idzie o przekaz danego zdjęcia. Zwyczajnie brakuje im pewnej ogólnej erudycji.


W związku z tym ważna jest też nasza reakcja na krytykę. Na pewno nie może ona być w rodzaju ; "a co ty tam wiesz, nie zrobiłeś w życiu żadnego zdjęcia...". Może i nie zrobił, ale może świetnie wyczuć jego klimat i opowiedzieć o swoich odczuciach.
Podsumowując – nie każdemu muszą się nasze zdjęcia podobać i nie należy z tego powodu rozdzierać szat. Jeśli są wykonane poprawnie oraz zgodnie z naszymi odczuciami, nie powinniśmy się ich wstydzić, choćby to były nawet rodzinne zdjęcia z wakacji.


Wojciech Porowski

piątek, 08 luty 2013 22:14

Co to jest UEP?

Napisane przez

witoldJasek copyEuropejska Federacja Spadochroniarzy (UEP) powołana została 21 marca 1990 r. po ogłoszeniu w Dzienniku Ustaw Republiki Francuskiej, ze statutem wzorowanym na prawie francuskim. Językiem urzędowym w federacji jest język francuski i angielski. 
Inicjatorami powołania federacji były narodowe związki spadochroniarzy: Francji, Belgii, Niemiec i Włoch. UEP jest federacją zrzeszającą aktualnie narodowe związki spadochroniarzy dziesięciu państw: Niemiec, Belgii, Cypru, Hiszpanii, Francji, Grecji, Węgier, Włoch, Polski i Portugalii. Obserwatorem jest narodowy związek spadochroniarzy Austrii. Siedzibą Sekretariatu Federacji jest Tuluza we Francji. W ramach federacji narodowe związki spadochroniarzy zachowują swoją samodzielność narodową i apolityczność. Członkami są byli i aktualni żołnierze wywodzący się z jednostek spadochronowych i specjalnych i w większości umocowani są w strukturach wojskowych lub policyjnych (np. Węgrzy). Natomiast członkami Związku Polskich Spadochroniarzy mogą być również osoby cywilne z innych stowarzyszeń oraz aeroklubów, które wcześniej wykonywały skoki spadochronowe.


UEP swą międzynarodową działalność skupia na wymianie doświadczeń i formułowaniu wniosków i postulatów dotyczących użycia i rozwoju wojsk spadochronowych i specjalnych, ich rozpowszechniania w instytucjach własnego kraju, a także pomiędzy członkami federacji. Zasadniczymi przedsięwzięciami w skali roku są Międzynarodowe Mistrzostwa Spadochronowe UEP w skokach na celność lądowania oraz coroczny Kongres UEP. Ponadto członkowie UEP spotykają się z okazji ważniejszych wydarzeń narodowych i spadochronowych upamiętniających udział jednostek spadochronowych w operacjach bojowych i pokojowych (capstrzyki, festyny, pokazy, zawody spadochronowe), zapraszając do udziału innych członków federacji oraz sąsiadów - uczestnictwo jest dobrowolne.
Pierwsze kontakty Związku Polskich Spadochroniarzy (ZPS) z UEP zostały nawiązane w 1998 r. Na III Krajowy Zjazd ZPS (maj 1999 r.) zaproszono sekretarza generalnego UEP płk. (r.) Michela Reeba i wiceprezesa Związku Niemieckich Spadochroniarzy płk. (r.) Heinza Blissa. Wynikiem pobytu i dokonanych uzgodnień było zaproszenie na IX Kongres UEP na Cypr i 27 października 1999 r. ZPS został przyjęty do UEP. Do chwili obecnej odbyło się dwadzieścia kongresów, w tym XI organizowany przez ZPS w 2001 r. w Krakowie oraz dziewięć Międzynarodowych Mistrzostw Spadochronowych UEP. ZPS aktywnie uczestniczy w działalności federacyjnej i sportowej, dzieląc się osiągnięciami naszych jednostek powietrznodesantowych, desantowo-szturmowych i specjalnych w operacjach pokojowych organizacji międzynarodowych. Do liczących się należą również osiągnięcia reprezentacji spadochronowej Związku. Uczestniczyła w ośmiu mistrzostwach UEP, w których to czterokrotnie zespoły zajmowały indywidualnie i zespołowo pierwsze miejsca - ostatnio w 2008 r. w Belgii. W 2011 roku Związek Polskich Spadochroniarzy był gospodarzem IX Międzynarodowych Mistrzostw Spadochronowych UEP - zorganizowanych w lipcu w Rzeszowie, oraz XXI Kongresu UEP odbytego w dniach od 28 września do 2 października 2011 r. w Krakowie.


Witold Jasek, komendant ZS Strzelec
kontakt: Ten adres pocztowy jest chroniony przed spamowaniem. Aby go zobaczyć, konieczne jest włączenie w przeglądarce obsługi JavaScript.