Goniec

Register Login

Porady ABC

Fotografia, komputerowe, Internet, telefony komórkowe.

czwartek, 22 luty 2018 09:22

Moc wspólnych posiłków

Napisane przez

wielodzietni"Piszę do pani, bo czuję, że coś złego dzieje się w mojej rodzinie. Niby wszystko jest w porządku, ale ja wiem, że to tylko tzw. cisza przed burzą. Trzy lata temu kupiliśmy wymarzony, piękny dom. Cena jego była dosyć wysoka, więc postanowiliśmy z mężem trochę szybciej go nadpłacić. Chcieliśmy też go jakoś lepiej urządzić, dlatego też rzuciliśmy się w wir pracy. Taka sytuacja trwa do dziś. Dom udało się urządzić, tylko atmosfera między nami staje się nie do zniesienia (mamy dwoje dzieci w wieku 13 i 16 lat). Nie rozmawiamy ze sobą, mijamy się tylko, nic wspólnie nie robimy i tak naprawdę robimy się dla siebie obcy. Próbowałam coś zmienić, uzgodnić. Nic z tego, bo wszyscy żyją swoim życiem, mówią, że jest im tak dobrze, i twierdzą, że się czepiam. Tak naprawdę to myślę, że w naszym poprzednim, małym domu byliśmy bardziej razem niż teraz. Boję się, że jak tak dłużej będziemy żyć, to rozsypiemy się jako rodzina, bo nie mamy nic, co nas łączy. Co robić?" Grażyna

Aby rodzina była silna, musi robić razem coś, co ją łączy. Niekoniecznie muszą to być wielkie rzeczy, można zacząć od czegoś prostego, ale ważne, aby robić to regularnie i razem, np. od wspólnego spożywania posiłków. Dzisiaj nie przywiązujemy już do nich dużej uwagi, a szkoda, bo wspólny stół to magiczne miejsce, służące cementowaniu rodziny. Dzięki niemu wytwarza się niewidzialna nić, która nas łączy, daje poczucie bezpieczeństwa i szczęścia. To dlatego tak często wspominamy te chwile, gdy jesteśmy dorośli.
Istnieje wiele argumentów przemawiających za tym, że powinniśmy jeść posiłki razem z całą rodziną, i to w miarę możliwości codziennie. Poniżej przedstawiam niektóre z nich:

* Okazja, by rzeczywiście być razem. Przez wspólne przygotowywanie jedzenia, nakrywanie do stołu, jedzenie, sprzątanie posiłek staje się wspólnym zadaniem. Siedzimy obok siebie, patrzymy na siebie, rozmawiamy, czujemy się dla siebie ważni, bo dajemy sobie to, co najcenniejsze – czas i zainteresowanie.


* Lepsze porozumienie, poznanie i rozumienie siebie. Siedząc wokół stołu, możemy dzielić się tym, co przyniósł dany dzień, rozmawiać o tym, co planujemy jutro, na bieżąco dzielić się ze wszystkimi drobnymi sukcesami, czy opowiedzieć o swych niepowodzeniach. Czasem zwykłe wyżalenie się rodzinie, że "był wielki korek na autostradzie i prawie spóźniliśmy się do pracy", powoduje oczyszczenie. Dzięki temu nie nagromadzają się małe przykrości, a to zapobiega późniejszym wielkim wybuchom i awanturom nie wiadomo o co.


* Mniej problemów z dziećmi. Jeśli nasze dzieci każdego dnia czują zainteresowanie własnym życiem i przy wspólnym posiłku mogą wyżalić się na dokuczliwego kolegę lub wymagającego nauczyciela, spytać o radę, pochwalić dobrą oceną lub umiejętnością, powiedzieć, o czym marzą itd., to wzrasta ich stabilność emocjonalna i odporność psychiczna. Są przez to mniej skłonne do bójek, palenia, picia, zażywania narkotyków czy podejmowania przedwczesnego współżycia seksualnego. A w razie czego rodzice zyskują też możliwość wcześniejszego reagowania na pojawiające się problemy.


* Lepsze wyniki w nauce u dzieci. Codzienne, wspólne posiłki, dzięki rozmowom z rodzicami i rodzeństwem – pomagają dzieciom poprawić swoje zdolności językowe, co przekłada się na lepsze wyniki w szkole. Wspólne jedzenie prowadzi też do poprawy umiejętności komunikacyjnych, takich jak: cierpliwe słuchanie drugiej strony, czekanie na swoją kolej w rozmowie, wyrażanie opinii bez urażania rozmówcy.


* Lepsze zdrowie. Okazuje się, że wspólne jedzenie może zmniejszać ryzyko zaburzeń odżywiania, takich jak anoreksja, bulimia i niekontrolowane objadanie się. Gdy jedzenie ma miejsce w sympatycznej atmosferze, często znika też problem tzw. dzieci – niejadków. Okazuje się, że posiłki, które przygotowujemy w domu, są zazwyczaj dla nas zdrowsze, a przez to zmniejszają ryzyko chorób i otyłości. Są też tańsze, co oznacza spore oszczędności w budżecie domowym.


Nie sposób wyliczyć wszystkich zalet posiłków rodzinnych, ale pamiętajmy, że rodzina, która jada razem, tęskni za sobą i wraca do siebie.
Aby posiłki rodzinne przyniosły dobry efekt, trzeba zadbać o to, aby przebiegały one w sympatycznej (nie napiętej) atmosferze. W przeciwnym wypadku przyniosą one odwrotny skutek. Nie korygujmy wtedy siebie nawzajem, nie strofujmy bez końca dzieci, nie spieszmy się, nie poganiajmy, zasiadajmy do stołu, zostawiając z boku wszystko to, co nie dotyczy rodziny. Telewizor, telefony komórkowe, komputer powinny wtedy poczekać.
Warto także postarać się o ciekawe tematy do rozmowy, miłe wspomnienia, sympatyczne żarty, tak aby wszyscy pragnęli tych spotkań. Jeśli niektórym to wszystko wydaje się zbyt trudne, proponuję zacząć od regularnej, wspólnej herbatki z ciasteczkiem, potem może pojawi się obiad w niedzielę, a z biegiem czasu rodzinne śniadanko lub kolacja.
Trzeba pamiętać też o jeszcze jednej zasadzie: im częściej jemy wspólnie posiłki, tym bardziej jesteśmy z nich zadowoleni.
Choć jesteśmy ciągle w pędzie, choć czas nas goni, przeorganizujmy nasze plany tak, by móc być razem choć przez moment. Starajmy się wykroić choć odrobinę czasu na wspólne posiłki. Wiadomo, że nie jest to proste, ale naprawdę warto.

B. Drozd

Psycholog

sobota, 22 grudzień 2012 08:07

Biatlon w Kanadzie rośnie w siłę

Napisane przez

witoldJasek copySystem treningu strzeleckiego i narciarskiego będący w programie Biathlon Canada w ciągu ostatnich kilku dekad był bardzo słaby, czyli nieproduktywny. 

Znaczące kroki zostały poczynione, by umieścić sportowców z powrotem na międzynarodowym podium.
Nowy system rozwoju rozpoczęty ponad 10 lat temu, został zaprojektowany tak, aby zbudować i rozwijać talenty sportowców biatlonowych, by wreszcie konkurowali na arenie światowej z lepszymi wynikami.

Program, który powstał w 1999 roku w wyniku znacznego spadku wydajności biatlonistów w Kanadzie, skupia się na centralizacji sportowców wyczynowych w krajowych ośrodkach szkoleniowych w ramach dążenia do zwiększenia osiągnięć (medalowych) Kanady w biatlonie wobec światowej czołówki.
Obecnie istnieją dwa centra szkoleniowe dla sportu w kraju – Canmore Nordic Centre w Albercie i Myriam Bédard w Quebecu.
Rozważając liczbę medali dostępnych w sportach nordyckich na zimowych igrzyskach olimpijskich, Biathlon Canada i Cross Country Canada z początkiem tego roku tworzy Nordic Consortium – w celu współpracy i udostępniania zasobów i wiedzy, aby wygenerować więcej występów medalowych w biatlonie i biegach narciarskich. Konsorcjum zaprezentowało swoje pierwsze dwie inicjatywy: specjalnie zaprojektowaną bieżnię i laboratorium do strzelania biatlonowego.
Biathlon Canada jest organem zarządzającym biatlonem w kraju i nadzoruje między innymi Canadian Championships, East and West Canadian Championships.
Dzięki wsparciu partnerów korporacyjnych wraz z rządem Kanady (bardzo przychylnym sportom strzeleckim) oraz Kanadyjskiemu Komitetowi Olimpijskiemu, biatlon w Kanadzie rozwija się coraz bardziej dynamicznie.


Witold Jasek
komendant ZS Strzelec
kontakt: Ten adres pocztowy jest chroniony przed spamowaniem. Aby go zobaczyć, konieczne jest włączenie w przeglądarce obsługi JavaScript.

wielodzietniMam na imię Patrycja. W przyszłym roku, w lecie, biorę ślub. Mój narzeczony jest bardzo dobrym człowiekiem i pochodzi z polskiej, kochającej się rodziny. Ze mną niestety jest inaczej. Moi rodzice po 8 latach małżeństwa (ja miałam wtedy 5 lat) rozeszli się, bo jak mi mówiła mama, "po prostu nie dobrali się". Tak więc nigdy nie byli dla mnie dobrym przykładem. Ale z dzieciństwa pamiętam moich dziadków, którzy do końca życia byli nierozłączni i nie opuszczali się na krok. Przypominam sobie też słowa babci, która zawsze mówiła, że dziadziuś był jej jedynym, prawdziwym przyjacielem. Gdy babcia umarła, dziadziuś nie mógł bez niej żyć, rozchorował się i po kilku miesiącach także zmarł. Małżeństwem byli 55 lat. Do dziś nie wiem, jaki był sekret ich szczęścia małżeńskiego, a tak bardzo chciałabym, żeby i mnie się udało. (...)

Chyba wszyscy małżonkowie, gdy sięgną pamięcią wstecz, zgodzą się z tym, że powodem, dla którego pobrali się, nie było gotowanie, pranie, sprzątanie itp., ale pragnienie, aby kochać i być kochanym, pragnienie bycia razem i wiara, że wspólne życie będzie głębsze i wspanialsze od życia w pojedynkę. I trzeba to głośno powiedzieć, że przy dobrej woli obydwojga, małżeństwo naprawdę może być najcudowniejszą przygodą życia. Aby tak się stało, małżonkowie od samego początku muszą być fizycznie, psychicznie i duchowo jak najbliżej siebie po to, aby siebie jak najlepiej rozumieć, czyli stworzyć w swoim związku tzw. jedność małżeńską. Jedność ta ma kilka aspektów, które postaram się pokrótce scharakteryzować:
1. Jedność intelektualna – Jeśli chcemy po latach powiedzieć, że mój mąż/moja żona był/a moim najlepszym przyjacielem, to musimy nauczyć się odkrywać przed współmałżonkiem nasze myśli i pragnienia (oczywiście nie wszystkie!). Powinniśmy każdego dnia znaleźć czas na to, aby podzielić się z nim tym, co nas dzisiaj spotkało, opowiedzieć o swoich opiniach, przemyśleniach dotyczących różnych sfer życia, np. polityki, finansów, zdrowia, urody, filmu, przeczytanej książki, pracy itd. Jeśli wnikniemy w umysł najbliższej nam osoby i jednocześnie pozwolimy jej wejść do naszego świata myśli, to możemy powiedzieć, że jako małżonkowie osiągnęliśmy jedność intelektualną.
2. Jedność emocjonalna – Uczucia/emocje to np. radość, smutek, złość, miłość, onieśmielenie, zdenerwowanie, przygnębienie itp. Nie można o nich powiedzieć, że są dobre czy złe, one po prostu w każdym z nas są. Oceniać można tylko to, co robimy z emocjami, czyli nasze zachowanie. Jedną z najbardziej przydatnych umiejętności w życiu jest mówienie o uczuciach. Ale aby móc szczerze o nich powiedzieć, trzeba czuć, że nie zostanie się za to skrytykowanym. Mówiąc np. "Boję się o...", "Jestem dziś bardzo szczęśliwy...", "Czuję się zraniony...", "Boli mnie gdy...", "Wczoraj było mi wstyd, gdy...", "Jestem podekscytowana, bo...", otwieramy się przed drugą osobą, wpuszczamy ją do swojego, wewnętrznego, intymnego świata emocji. I właśnie rozmawianie o uczuciach buduje między małżonkami jedność emocjonalną.
3. Jedność duchowa – Wiara jest najintymniejszą sferą życia człowieka i mimo, że ma ona ogromny wpływ na małżeństwo, często dzielimy się nią ze współmałżonkiem bardzo niechętnie. A prawda jest taka, że po to, aby jak najlepiej móc się poznać i zrozumieć, powinniśmy chcieć mężowi/żonie przekazać to, co się dzieje w naszym wnętrzu, i chcieć wiedzieć, co się dzieje w jego/jej duszy. A więc mówmy sobie o naszych przemyśleniach, odkryciach duchowych, módlmy się razem na głos lub w ciszy, trzymając się za ręce, dyskutujmy o tym, co usłyszeliśmy w kościele, przeżywajmy razem jak najgłębiej święta religijne. W ten sposób nasze serca zbliżą się do siebie i odczujemy wspaniałą, duchową jedność.
4. Jedność seksualna – Mężczyźni i kobiety są bardzo zróżnicowani w sferze pragnień seksualnych. Mąż zwykle kładzie nacisk na fizyczną przyjemność, żona zaś na emocjonalną, czyli poczucie bycia kochaną, podziwianą, docenianą. Jedność seksualna wymaga zrozumienia i koncentracji na drugiej osobie. A więc mąż powinien skoncentrować się na zaspokojeniu potrzeb emocjonalnych żony, ona zaś na fizycznej stronie aktu, tak by zaspokoić potrzeby męża. "Jeśli małżonkowie będą chcieli przez akt seksualny okazać sobie nawzajem miłość i poświęcą czas, by poznać, co sprawia przyjemność drugiej osobie, odnajdą jedność seksualną. Jeśli jednak będą robili tylko to, czego chce ich natura, odnajdą jedynie frustrację" (G. Chapman). Jak widać, nie można osiągnąć jedności seksualnej bez pogłębiania jedności emocjonalnej, duchowej czy intelektualnej, bez tego seks się jedynie "uprawia".
5. Jedność w wychowaniu dzieci – Trzeba pamiętać, że jedność między mężem i żoną daje wielką satysfakcję im samym, ale też wpływa na całą rodzinę. Jeśli małżonkowie działają wspólnie, mają ten sam pogląd w sprawie najważniejszych zasad wychowania swojego potomstwa, to dają swoim pociechom poczucie bezpieczeństwa i przewidywalności. Nie powinny mieć miejsca sytuacje, w których jeden rodzic zabrania czegoś, a drugi w tym samym czasie na to pozwala. Takie zachowanie podważa autorytet rodzicielski i jest powodem wielu problemów wychowawczych. Tworzy to w psychice dziecka chaos, ono czuje się zagubione, a poza tym uczy się manipulowania rodzicami. Dziecko powinno wiedzieć, że rodzice trzymają wspólny front i zdanie każdego jest tak samo ważne. Nie chodzi tu o to, że mamy się we wszystkim zgadzać, ale jeśli w jakichś sprawach mamy odmienne zdanie, to pod nieobecność dzieci powinniśmy wszystko przedyskutować, wspólnie ustalić zasady i reguły obowiązujące w domu. Jest to ważne dla dobra dziecka i... dla nas samych.

B. Drozd

Psycholog

piątek, 14 grudzień 2012 16:58

Strzelectwo: Stan wojenny?

Napisane przez

witoldJasek copyW społeczeństwie wychowanym na strachu bądź pogardzie dla broni wytwarza się kultura pasywności, zrezygnowania. 

Juliusz Cezar w czasie swojego panowania i podboju zaobserwował, że ludy, które nie chciały bądź nie mogły posiąść broni, były łatwe do podboju. Można też zaobserwować skutek odwrotny – wyzwolenie się narodu spod okupacji, tyranii – dzięki sile narodu potrafiącego stanąć do walki z tyranią z bronią w dłoni.
Rewolucja amerykańska rozpoczęła się w momencie, gdy wojsko brytyjskie zostało oddelegowane, by rozpocząć konfiskatę broni, i niestety
Brytyjczycy napotkali zbrojny opór, co po długich walkach zakończonych sukcesem Amerykanów dało początek Stanom Zjednoczonym.
Stan wojenny, jaki został zaserwowany Polakom w 1981 roku, nie mógłby mieć miejsca, gdyby w tamtym czasie Polacy posiadali po prostu broń. W roku 2012, po kolejnej rocznicy stanu wojennego, warto zastanowić się, czy Polacy mogą optymistycznie spojrzeć w przyszłość? Czy wolność jest i czy będzie zagwarantowana? Kto stoi na straży niepodległości Polski, wolności słowa, nietykalności uczciwego obywatela etc.? Najbardziej wolne kraje, np. Stany Zjednoczone, Szwajcaria czy Kanada, szczycą się najwyższym odsetkiem ludności posiadającej broń.
Wojsko i policja wcale nie muszą gwarantować swobód obywatelskich, one mogą służyć ich ograniczaniu.


Witold Jasek
Komendant ZS Strzelec
kontakt Ten adres pocztowy jest chroniony przed spamowaniem. Aby go zobaczyć, konieczne jest włączenie w przeglądarce obsługi JavaScript.

piątek, 07 grudzień 2012 19:20

Jak przekazać dzieciom wiarę

Napisane przez

wielodzietniJesteśmy małżeństwem z 20-letnim stażem. Mamy dwóch synów: 8- i 17-letniego. Oboje z mężem jesteśmy wierzący i staraliśmy się jak najlepiej przekazać wiarę naszym dzieciom. Było to ważne szczególnie dla mnie jako matki. Mąż co prawda stał trochę z boku, ale nigdy mi w tym nie przeszkadzał. Dzisiaj nasz starszy syn ma 17 lat i rok temu powiedział nam, że jest niewierzący, że nie będzie robić "cyrku" i do kościoła więcej nie pójdzie. Na pytanie dlaczego, odpowiada tylko, że jest to dla niego głupie i nudne. Zaczął też podważać podstawy naszej wiary. Najgorsze jednak jest to, że młodszy syn jest w niego wpatrzony i we wszystkim bierze z niego przykład. Boję się, że niedługo powie to samo co starszy brat. (...) Jestem zrozpaczona. Wiem, że zrobiliśmy trochę błędów, ale kto ich nie popełnia. Jak postępować z młodszym synem, żeby nie doszło do tego, co nas spotkało ze starszym dzieckiem. Mirka

Rodzice są zawsze pierwszymi opiekunami, wychowawcami i nauczycielami dziecka, i to na nich spoczywa przywilej i obowiązek kierowania jego rozwojem religijnym. Nie jest to łatwe zadanie i jak wszystko, co jest wartościowe, wymaga wielkiego zaangażowania i pracy. Wielką pomocą w przekazywaniu wiary dzieciom są:
Własny przykład:
– Nikt nikomu nie da czegoś, czego sam nie posiada. Podobnie jest z wiarą. Jeśli rodzice chcą ją przekazać dzieciom, powinni najpierw sami zadbać o własną więź z Bogiem. Muszą ją stale pogłębiać, dbać o nią, żyć w zgodzie z jej zasadami. Dobrze jest, gdy dziecko chodzi z rodzicami na Mszę, widzi, jak się modlą, jak swoją postawą wyrażają szacunek, jak zachowują milczenie, wykonują określone gesty. Dziecko, mając taki przykład, w sposób naturalny uczestniczy w tym, co jest ważne dla jego rodziców i ich wiarę przyjmuje jako coś oczywistego. Pamiętajmy, że w przekazywaniu wiary nikt i nic nie zastąpi osobistego świadectwa rodziców.


Przykład ojca:
– Dla młodych chłopców najważniejsza jest postawa ojca. Jest taka zasada: mężczyzna będzie się modlił wtedy, gdy zobaczy modlącego się innego mężczyznę. A więc jeśli ojciec modli się i głęboko przeżywa swoją wiarę, to jego syn prawdopodobnie też się będzie modlił, i nawet jeśli kiedyś będzie przechodził kryzys wiary, to prędzej czy później do niej powróci. Nie ma takiej możliwości, żeby wspaniały przykład ojca nie promieniował na syna. Bardzo dobrze widać to w historii nawrócenia świętego Augustyna. Miał wierzącą, świętą matkę i niewierzącego ojca. Matka przez całe życie modliła się o jego nawrócenie. Augustyn był świadkiem jej wiary, ale nawrócił się dopiero wtedy, kiedy spotkał modlącego się mężczyznę – ówczesnego biskupa Mediolanu. Zachwycił się tym, co zobaczył, i dzięki temu mamy dziś wielkiego doktora Kościoła.


Klimat domu pełen bezpieczeństwa i miłości:
– Ponieważ rozwój wiary zależy też od warunków, w jakich żyje dziecko, dlatego ważna jest atmosfera panująca w domu, bliskość, szczerość i zaufanie w rodzinie. Ważne jest, w jaki sposób rodzice odnoszą się do siebie, czy się szanują i kochają, bo to oni jako pierwsi pokazują dziecku, jaki jest Bóg. Jeśli zależy ci na tym, żeby przekazać dzieciom, że Bóg jest miłością, to pokaż im, jak Jego miłość płynie przez ciebie!


Modlitwa jako codzienny, wieczorny rytuał:
– Dzieci modlących się rodziców raczej też w przyszłości będą się modliły. Dlatego regularna modlitwa w specjalnym, przeznaczonym do tego miejscu jest bardzo ważna. Powinna ona odbywać się w miłej atmosferze, a po niej powinny mieć miejsce: znak krzyża zrobiony przez mamę i tatę, buziaki i przytulanie na dobranoc. Takie wieczorne spotkania na modlitwie są bardzo ważne. Oczyszczają relacje rodzinne, jednają pokłóconych. A wspólna modlitwa ocaliła już niejedną rodzinę. Amerykańska socjolog M. Wilson przeprowadziła badania na temat trwałości różnych związków małżeńskich. Oto jej wyniki: związek cywilny – rozchodzi się jedna para na dwie (50 proc.), po ślubie kościelnym, bez praktyk religijnych – jedna para na trzy (33 proc.), po ślubie kościelnym i przy coniedzielnej Mszy świętej – jedna na pięćdziesiąt (2 proc.), po ślubie kościelnym, coniedzielnej Mszy świętej i codziennej modlitwie małżonków zaledwie jedna na 1429 par, a więc 0,7 promila!

Czego unikać:
– Przekazywania dziecku własnych wątpliwości dotyczących wiary. Jeżeli nosimy w sobie jakieś rozterki, to nie zagłuszajmy ich, tylko sami poszukujmy odpowiedzi na dręczące nas pytania.
– Niekonsekwencji, bo wiara to nie przymus i źle jest, jeśli rodzic każe dziecku chodzić na Mszę, a sam zostaje w domu. Takie zachowanie spowoduje, że wszystko co chcemy dziecku przekazać, stanie się dla niego nieautentyczne.
– Używania infantylnych zwrotów typu: "bozia". Od początku mówmy o Panu Bogu,Jezusie, Aniele Stróżu itd.
– Straszenia dzieci Bogiem, diabłem itp. mówiąc np. "Uważaj, bo Pan Bóg widzi wszystko, co robisz! Ukarze cię, jak będziesz niegrzeczny!"
– Szantażu typu: "Jeśli nie pójdziesz do kościoła, to...", "Idź, bo inaczej...". Pamiętajmy, że naprawdę lepszy skutek przyniosą komunikaty w stylu: "Chodźmy do kościoła", niż "Idź do kościoła", czy: "Pomódlmy się" niż: "Pomódl się".
Pamiętajmy, że dzieci mają tajemniczy instynkt otwierania się na to, co w ich rodzicach jest prawdziwe, i odrzucania tego wszystkiego, co jest w nich fałszywe. Jeżeli chcemy dzieciom przekazać wiarę, musimy sami starać się naprawdę nią żyć.


B. Drozd - psycholog
Mississauga

piątek, 07 grudzień 2012 19:08

Strzelectwo: Zmilitaryzowane narty

Napisane przez

witoldJasek copyRozwój narciarstwa jako sztuki wojennej, w tym sposobu przemieszczania się piechoty oraz metody walki partyzanckiej, bez wątpienia wiąże się z imieniem Mathiasa Zdarsky'ego.


Zamieszkujący na terenie Austrii o polsko brzmiącym nazwisku człowiek, o którym mowa, wpłynął kluczowo na rozwój narciarstwa w zastosowaniu wojskowym oraz w rekreacji i sportach narciarskich. Oficerowie austriackiej armii oceniali go jako człowieka wyjątkowo niesamolubnego, otwartego, spokojnego i nadzwyczaj dzielnego w obliczu niebezpieczeństwa.


Trenował wojska Austro-Węgier w swojej osobiście opracowanej metodzie narciarskiej zwanej Lilienfeld. Przygotował do I wojny światowej wiele tysięcy żołnierzy, za co otrzymał od cesarza Franciszka Józefa złoty medal zasługi. Oprócz techniki zjazdu i marszu na nartach skonstruował wiązania Alpine montowane do nart, które nazwał Alpenski, były one średnio 10 cm krótsze od tych powszechnie używanych w świecie narciarskim tej epoki. W swojej słynnej książce "Lilienfelder Skilauftechnik", opublikowanej w 1896 roku, opisał bardzo szczegółowo sześć lat swoich eksperymentów z narciarstwem, w tym ze sprzętem narciarskim.


Zakładając swój własny związek narciarski International Alpenverein, rozwijał narciarstwo na skalę międzynarodową, promując sport narciarski i najnowsze ulepszenia w technice jazdy i nowości w sprzęcie. Sam jeżdżąc na nartach z każdej niemal góry, zasłynął w 1899 roku z szaleńczego zjazdu, który świadkowie ocenili na 108 km/h. Służąc w wojsku podczas I wojny światowej, został podczas zjazdu w okolicach Marmolata w Dolomitach zasypany przez lawinę. Przyjaciele uratowali go i mimo wielu połamanych kości przeżył i po długiej rekonwalescencji powrócił do tego, co lubił najbardziej – do narciarstwa.


Witold Jasek
komendant ZS Strzelec
kontakt Ten adres pocztowy jest chroniony przed spamowaniem. Aby go zobaczyć, konieczne jest włączenie w przeglądarce obsługi JavaScript.

poniedziałek, 25 wrzesień 2017 08:58

Kryzys ekonomiczny w rodzinie

Napisane przez

wielodzietni"Już nie wiem, co robić. Moja żona jest strasznie rozrzutna i nasze zadłużenie rośnie z dnia na dzień. Nic do niej nie dociera, ani wyliczenia, ani uzgodnienia na początku miesiąca – i tak zrobi, jak zechce. Jak kategorycznie mówię, że na coś nie możemy sobie pozwolić, to straszy, że odejdzie z dzieckiem. Ma jakąś psychiczną blokadę: na słowo »nie stać« reaguje furią. Lepszej pracy w mojej miejscowości nie znajdę. Do innych miejsc nie mogę się przenieść, bo przecież nie zostawię rodziny samej. Poza tym o przeniesieniu się całą rodziną żona też nie chce słyszeć. Rozrzutność to oczywiście nie jedyna przyczyna niesnasek, ale wydaje mi się, że to już nas może doprowadzić do katastrofy...

Proszę o pomoc, bo naprawdę nie wiem, jak znaleźć sposób na poskromienie rozrzutności żony". Zbyszek

W dzisiejszych czasach temat pieniędzy nabiera szczególnego charakteru. Półki w sklepach uginają się od kolorowych towarów, reklamy kuszą i nakłaniają do zakupów. Co krok spotykamy promocję, obniżkę, wyjątkową ofertę. A co jeśli na te wszystkie dobra nie mamy pieniędzy? Wtedy wystarczy przecież użyć karty kredytowej lub kupić na raty. I tak uczestniczymy w pięknym, kolorowym świecie, dla którego przedstawiamy wartość dopóty, dopóki mamy pieniądze i jesteśmy potencjalnymi klientami. Jaki jest tego skutek? Kilkadziesiąt procent małżeństw w USA kończy się rozwodem. Osiemdziesiąt procent z nich twierdzi, że trudności finansowe były jedną z głównych przyczyn problemów małżeńskich. Tak jak rozwód jest konsekwencją wielu wcześniejszych problemów (braku komunikacji, egoizmu itd.), podobnie problemy finansowe mogą być rezultatem innych problemów osobistych i rodzinnych. Wśród nich są często: brak cierpliwości, niedojrzałość, niewłaściwa postawa wobec życia, niewiedza, niskie poczucie własnej wartości (kompleksy) czy niewłaściwe priorytety. Niektórzy psychologowie twierdzą nawet, że sposób traktowania pieniędzy i zarządzania nimi jest wskaźnikiem naszego stanu duchowego – naszych zasad i wartości, które wyznajemy.


Kultura konsumpcjonizmu wywołuje w nas niepotrzebny stres, kreuje fałszywe potrzeby. Wielu z nas nie może oprzeć się pokusie porównywania się z innymi, nie godzi się na swój ekonomiczny status quo. Jesteśmy gotowi popaść w długi, aby mieć najmodniejsze ubrania, najlepszy samochód lub duży dom w najbardziej prestiżowej dzielnicy miasta i dopiero wtedy wydaje się nam, że jesteśmy szczęśliwi. Dla niektórych jest to droga donikąd, bo kredyt trzeba będzie tak czy inaczej spłacić, a czasem jest on już tak wysoki, że małżeństwo nie ma na to środków. Szczęście pryska, zaczynają się problemy. Takich sytuacji na pewno byłoby mniej, gdybyśmy nauczyli się cieszyć się z tego, co mamy. Nikt nie rodzi się zadowolonym z natury; wszyscy musimy nauczyć się być zadowolonymi. Doktryna zadowolenia mówi, że musimy nauczyć się czerpać radość z każdych, nawet małych rzeczy, z sytuacji w jakich przyszło nam żyć tu i teraz. Nie oznacza to oczywiście, że należy zrezygnować z właściwie umotywowanej ambicji, aby poprawiać byt swój i swojej rodziny. Wręcz przeciwnie. Jednakże radość z tego, co mamy, wyrobienie sobie właściwej postawy wobec rzeczy materialnych, mogą uwolnić nas od wielu rozterek i pozwolić czerpać radość z wolności, szczególnie tej finansowej.
Jeśli popadliśmy w trudności ekonomiczne lub boimy się w nie popaść, powinniśmy uważnie przypatrzeć się naszym wydatkom i sprawdzić, które wynikają z uzasadnionych potrzeb, a które z próżności, zachcianek, chęci "pokazania się".
Wszyscy mamy podstawowe potrzeby, które musimy zaspokoić, takie jak jedzenie, ubranie, czyli rzeczy absolutnie konieczne. O pragnieniach mówimy wtedy, gdy chcemy kupić coś, co zalicza się do podstawowych potrzeb, ale jest lepszej jakości. Jeśli nas na to stać, realizujmy je pamiętając, aby nie udawać kogoś, kim nie jesteśmy, aby nie żyć ponad stan i wydawać więcej niż zarabiamy. Wszystko, co nie jest podstawową potrzebą lub pragnieniem, jest sprawianiem sobie przyjemności – zachcianką (lepszy samochód, dom, elektroniczne gadżety, biżuteria itd). Niekoniecznie są to złe rzeczy, ale ulegajmy im dopiero wtedy, gdy mamy pewność, że nasz budżet na to pozwala. W ten sposób być może uda nam się ominąć pułapkę ekonomiczną.
Gdy naszą rodzinę dotknął już kryzys, to pamiętajmy, aby przeżyć go w godności i wzajemnej miłości, aby jego ciężar nosić we dwoje, nie odejść w tym czasie od siebie (bo kryzysy zawsze po jakimś czasie się kończą), by siebie nie ranić i nie rozciągać go na "nowe terytoria". Szczególnie bolesne wtedy bywa oskarżanie. Oskarżając się wzajemnie, cierpimy dodatkowo, słabniemy, przestajemy kochać, zaczynamy nienawidzić. Oskarżanie prowadzi do śmierci. Do śmierci jedności małżeńskiej. Gdy jednak wtedy uda się nam przebaczyć sobie nawzajem, doznamy tak wielkiej ulgi, radości i pokoju, jakby wydarzył się cud.

 

B. Drozd

psycholog

sobota, 01 grudzień 2012 08:41

Broń "gładkolufowa"?

Napisane przez

 

witoldJasek copyZa sprawą dwóch ostatnich Marszów Niepodległości można usłyszeć o broni gladkolufowej w mediach: od polityków bądź od funkcjonariuszy policji.
Z ogólnikowych informacji na temat broni użytej przeciwko patriotom uczestniczącym w Marszu można odnieść wrażenie, że "broń gładkolufowa", z jakiej strzelano do osób biorących udział w Marszu, w tym do dzieci i kobiet, jest jakimś miękkim, delikatnym i gładkim rodzajem broni.
Nic bardziej mylnego. Nazwa "gładkolufowa" pochodzi tylko od tego, że wnętrze lufy tejże broni nie jest gwintowane, a gwintowanie służy do wprowadzenia pocisku w ruch obrotowy, zwiększając jego celność. Siła uderzenia jest zależna głównie od masy pocisku oraz ilości i jakości prochu używanego do napędzenia tego pocisku. Z bronią gładkolufową można polować nawet na... słonie.


Gumowe kule, jakich użyła "polska"policja, mogą też dokonać uszczerbku na zdrowiu lub mogą być nawet śmiertelne. Kierowanie więc broni w kierunku nieuzbrojonych, niewinnych cywilów przez policję jest bestialstwem. Tysiące osób maszerujących 11 listopada w Marszu Niepodległości zobaczyło na własne oczy prawdziwe oblicze rządu obecnie piastującego te zaszczytne funkcje. Władze te mają znamiona tyranii. Gdy ludzie zaczynają się obawiać swoich władz, jest to tyrania, i wręcz odwrotnie, gdy władze obawiają się społeczeństwa, jest to wolność. Do tego trzeba dążyć...
"Tolerancja w obliczu tyranii nie jest cnotą, a ekstremizm w obronie wolności nie jest występkiem" – Barry Goldwater, senator z Arizony.


Witold Jasek
komendant ZS Strzelec
kontakt: Ten adres pocztowy jest chroniony przed spamowaniem. Aby go zobaczyć, konieczne jest włączenie w przeglądarce obsługi JavaScript.

piątek, 23 listopad 2012 22:02

Kłótnie między rodzeństwem

Napisane przez

wielodzietniMój 13-letni syn i 11-letnia córka bez końca się kłócą. I to nie są zwykłe kłótnie, jakie zdarzają się w każdej rodzinie. Oni wyzywają się, krzyczą na siebie, grożą sobie, rzucają w siebie przedmiotami, wystawiają do siebie środkowy palec. Ostatnio te ich kłótnie zamieniają się już w bójki. Wczoraj na przykład córka rzuciła się na syna i zaczęła go drapać. Nasze upomnienia nie dają żadnego skutku. Próbowaliśmy już chyba wszystkiego, żeby dzieci się uspokoiły, ale one nas nie słuchają. To znaczy za każdym razem obiecują poprawę, ale my z góry wiemy, że jak przyjdzie co do czego, to i tak zrobią swoje.

Ja jako matka czuję się z tym strasznie. Zawsze pragnęłam, żeby dzieci kochały się i wspierały, a jest inaczej. One nie zachowują się jak rodzeństwo, ale jak najgorsi wrogowie. Chciałabym jakoś to zmienić, ale nie wiem jak... Iwona

Podstawową wartością w każdej rodzinie powinno być odnoszenie się do siebie z dobrocią i czułością. Niestety, wiele rodzin boryka się z problemami podobnymi do tych opisanych w liście. Nie zawsze, w wydawałoby się wspaniałych rodzinach, między dziećmi gości harmonia i miłość. Ale my, rodzice, musimy dokonać wszelkich starań, aby stosunki między naszymi dziećmi były jak najlepsze. Jest to ważne nie tylko teraz, ale ma też wielki wpływ na przyszłość. Niektóre dzieci bowiem po latach kłótni i wyzwisk na zawsze oddalają się od rodzeństwa. Aby temu zapobiec, rodzice powinni zrobić wszystko, aby ich dzieci były sobie bliskie i wspierały się wzajemnie. Jak to zrobić? Poniżej trochę podpowiedzi.


1. Bądź przykładem
Aby nauczyć dzieci wzajemnego szacunku, musisz całkowicie się w to zaangażować. Nie wystarczy sporadycznie przypominać dzieciom, jak mają się zachowywać, albo powiedzieć: "Prosiłem/łam, żebyś był grzeczny dla brata/siostry". Musisz odwoływać się do waszych wartości i wyjaśnić, że w waszej rodzinie najważniejsza jest miłość, dobre traktowanie wszystkich członków rodziny i że nie pozwolisz nikomu krzywdzić się nawzajem.
Aby wpoić tę wartość dzieciom, musisz być dla nich przykładem. Bądź dla nich wzorem do naśladowania i pokaż, jak powinny się do siebie odnosić. Pamiętaj, że jeśli ty sam/a krzyczysz na dzieci, wyzywasz je, jeśli twoje słowa lub czyny ranią je, to nigdy nie uda cię nauczyć je szacunku.
Ale kiedy już popełnisz błąd i powiesz lub zrobisz coś niedobrego, to przyznaj się do tego i przeproś. Nie usprawiedliwiaj się, że właśnie byłeś/łaś sfrustrowany/a. Pokaż dzieciom, że umiesz przyznać się do błędu i nie zrzucasz winy na innych. To ty własnym przykładem masz pokazać dzieciom, jak mają się zachowywać.


2. Brak tolerancji dla złego zachowania
Za każdym razem, kiedy jesteś świadkiem wzajemnego upokarzania się, niemiłych komentarzy, wyzywania się czy bójek, musisz zareagować. Nie należy wtedy wygłaszać kazań, wystarczy stwierdzenie: "Jest to zachowanie niedozwolone, które rani drugiego człowieka".
Staraj się nie angażować w kłótnie między rodzeństwem, nie staraj się dociekać, kto jest winny, tylko spokojnie przerwij konflikt.
Jak interweniować? Możesz powiedzieć coś w rodzaju: "To było niegrzeczne. Zabraniam ci odzywać się w ten sposób do brata/siostry". Taka wypowiedź od razu daje wsparcie dziecku krzywdzonemu, a ponieważ dość łagodnie upomina autora obraźliwej wypowiedzi, to także i odwet z jego strony nie powinien później wchodzić w grę.


3. Wyznaczaj granice
Jeśli dochodzi do poważniejszych konfliktów niż słowne potyczki, konieczna będzie mocniejsza interwencja. Co możesz zrobić, kiedy widzisz, że konflikt pomiędzy dziećmi wymyka się spod kontroli?
• rozdzielić je – możesz powiedzieć, że nie mogą przebywać w tym samym pokoju, póki nie będą dla siebie miłe;
• ukarać – kara zawsze powinna być jak najkrótsza i najłagodniejsza, adekwatna i do wieku i do winy, możesz np. przerwać wykonywanie przyjemnej czynności, wyłączyć tego dnia telewizję. Pamiętaj, że zbyt częste i surowe kary mogą tylko pogorszyć sytuację, bo wyzwalają w dziecku bunt. W przypadku nastolatków kary należy wymierzać tylko w ostateczności (znacznie lepiej wtedy rozmawiać i odwoływać się do wartości).


4. Opracujcie nowe sposoby poprawy relacji miedzy rodzeństwem:
• jeśli dzieci dobrze się traktują, zorganizuj jakąś przyjemność dla całej rodziny,
• nagradzaj je (chociaż zauważ i pochwal), jak widzisz, że zachowują się jak przyjaciele,
• zawsze pomagaj im na sytuację konfliktową spojrzeć z punktu widzenia brata/siostry,
• powiedz dziecku, że zamiast mścić się na rodzeństwie, zawsze może przyjść do ciebie i porozmawiać,
• zorganizuj im zabawy, wspólne zadania, które umocnią więź między nimi, bo im lepiej będą się ze sobą czuły, tym rzadziej będą się ranić,
• jeśli widzisz, że spędzają ze sobą dobrze czas, nie przeszkadzaj im,
• nie porównuj ich ze sobą (które jest lepsze, szybsze, mądrzejsze), staraj się, aby ze sobą nie rywalizowały,
• naucz dzieci, jak wyrażać gniew, aby nie ranić innych – pokaż im, jak to robić, i przećwicz to z nimi. Jeśli dziecko czuje złość, to lepiej, żeby wypowiedziało to wprost, np.: "Jestem na ciebie wściekła, nie chcę z tobą przebywać, jesteś dla mnie bardzo niedobry".


5. Nie poddawaj się, aż osiągniesz sukces


Pamiętaj, że stawka jest tu wielka, bo jest nią przyszłość twojej rodziny. A kiedy już odniesiesz sukces, to zobaczysz, że rodzicielstwo może być wielką przyjemnością.

 

B. Drozd - psycholog

piątek, 23 listopad 2012 21:44

Śmigłowce bojowe

Napisane przez

witoldJasek copy Dzisiejsza wiedza na temat śmigłowców i ich szerokiego zastosowania (a w tej rubryce wojskowego) jest raczej ogólnie znana.
Śmigłowiec to wynalazek skonstruowany przez Igora Sikorskiego, który urodził się w Kijowie, w granicach carskiej Rosji, jako najmłodsze z pięciorga dzieci Iwana Sikorskiego, Rosjanina polskiego pochodzenia.


Rodzina Sikorskich od strony ojca wywodziła się z polskiej szlachty kresowej i została wywieziona do Rosji po powstaniu styczniowym.
W 1919 r. Sikorski wyemigrował do Stanów Zjednoczonych, gdzie kontynuował prace konstruktorskie, będąc samemu... pilotem doświadczalnym.
Po raz pierwszy śmigłowce do celów wojskowych zastosowano w 1944 roku, a wojna koreańska i wietnamska potwierdziły ich użyteczność do realizacji zadań jako niezastąpionego, uniwersalnego środka transportu i walki.

 

smiglowce

Już w latach sześćdziesiątych wojskowi praktycy zrozumieli wzrastającą rolę śmigłowców na polu walki. W latach osiemdziesiątych nastąpił gwałtowny wzrost ich kariery bojowej, a w dziewięćdziesiątych tendencja utrzymała się.
W zastosowaniu bojowym śmigłowców w NATO są trzy terminy praktyki, które do dnia dzisiejszego nie utraciły swojego znaczenia: airmobile (mobilność powietrzna), airmobile operations (działania manewru powietrznego) oraz airmobile forces (wojska manewru powietrznego).
Kariera bojowa, rola i znaczenie śmigłowców na współczesnym, jakże często asymetrycznym polu walki rozwijają się dalej.

 


Witold Jasek
komendant ZS Strzelec
kontakt: Ten adres pocztowy jest chroniony przed spamowaniem. Aby go zobaczyć, konieczne jest włączenie w przeglądarce obsługi JavaScript.