Goniec

Register Login

Zdrowie i inne porady

Nasze zdrowie i inne porady.

sobota, 20 styczeń 2018 20:34

Przeszłość, która zatruwa naszą teraźniejszość

Napisane przez

wielodzietniBłagam o poradę, bo w moim małżeństwie przeżywam coś, czego po prostu nie mogę dłużej znieść. Chce mi się uciekać od tego, co się dzieje. Pobraliśmy się z żoną jeszcze jako studenci. Byliśmy młodzi, zakochani, mieliśmy wielkie plany i nadzieję na emigrację. Gdy wszystko było już gotowe do wyjazdu, okazało się, że żona jest w ciąży. Podjęliśmy wspólnie trudną decyzję. Ona naprawdę nie mogła wtedy urodzić tego dziecka, bo pokrzyżowałoby to nam cały plan. I tak 20 lat temu przyjechaliśmy tutaj. Życie jakoś nam się poukładało, mamy 13-letniego syna, pracę, dom. Wszystko byłoby dobrze, gdyby nie to, że od mniej więcej kilku lat coś złego dzieje się z moją żoną. Jak nakrywa do stołu, zawsze ustawia talerze dla czterech osób. Ten czwarty to – jak mówi – dla "naszej córki", którą nazwała Iza. Płacze, ma dziwne nastroje i co jakiś czas zadaje pytania typu: "Jak myślisz, jakie Iza ma włosy? Czy jest podobna do ciebie, czy do mnie?" itp. W dzień, kiedy to dziecko miało się urodzić, chodzi po sklepach i wybiera prezenty urodzinowe (!). Moje życie z żoną jest straszne. Przestała mnie szanować, zachowuje się, jakbym był kimś najgorszym w jej życiu. Zaczynamy mieć też poważne problemy z synem. Ja już dłużej tego nie wytrzymam. Myślę, że żona potrzebuje pomocy. (...) Co ja mam z tym wszystkim zrobić? Jarosław M.

Normalną reakcją dla nas wszystkich jest to, że zaraz po stracie bliskiego dla nas człowieka, a czasem nawet ważnej rzeczy, odczuwamy ból, czyli przeżywamy żałobę. Nie można jej dobrze zakończyć i wrócić do normalnego życia, bez zmierzenia się z własnym cierpieniem i smutkiem. Jeśli uciekamy od bólu, negujemy stratę, udajemy, że nic się nie stało, to oszukujemy samych siebie. Skutki takiego postępowania w późniejszym życiu okazują się katastrofalne. Nagle "znikąd" pojawiają się problemy zdrowotne, depresja, poczucie winy, choroby psychiczne.

Dokładnie w ten sam sposób reagują kobiety, które przerwały ciążę. Możliwe są ich dwie reakcje:

1. rozpacz – Około 30 proc. kobiet, przez rok od śmierci dziecka przeżywa świadomą rozpacz. Odczuwają one bolesną stratę, pustkę, poczucie winy. Bardzo często przeżywają ogromne pragnienie wynagrodzenia popełnionego zła. To one często angażują się w ruchy pro-life, przyznają się do tego, że zrobiły coś, czego strasznie żałują. Robią to po to, aby przestrzec inne kobiety przed popełnieniem tego samego czynu. Ratując życie innych dzieci, same odczuwają ogromną ulgę.


2. odsunięcie bólu fizycznego i psychicznego na dalszy plan – Większość kobiet niestety udaje, że nic się tak naprawdę nie stało. Mówią np. "usunęłam i nie ma problemu", "to nie był dla mnie jeszcze człowiek". Nie dochodzi u nich do rozładowania emocji, które to, zepchnięte do podświadomości, sterują ich działaniem. To te kobiety najczęściej stają się tzw. apostołkami przerywania ciąży. Aktywnie przekonują inne kobiety, że mają do niej prawo, walczą o legalizację, zaprzeczają jakimkolwiek konsekwencjom. Działa w nich prosty mechanizm psychologiczny, tzw. dowód słuszności społecznej. Jest to zasada, według której człowiek, jeśli nie wie, czy postąpił dobrze, patrzy, ile osób zachowuje się w ten sam sposób. Im więcej, tym bardziej upewnia się, że zachował się poprawnie. W ten sposób kobiety te podświadomie odczuwają ulgę, widząc, że inni robią to samo co one. Niestety, gwałtowne przerwanie przemian zachodzących w organizmie matki od momentu poczęcia zawsze ma swoje skutki. Oprócz konsekwencji fizycznych (niepłodność, nowotwory, infekcje), w ich życiu prędzej czy później pojawia się zaburzenie, które nosi nazwę syndromu postaborcyjnego (PAS). Zaczyna się on kilka lub kilkanaście lat po zabiegu, najczęściej w okresie klimakterium. Może go wywołać wszystko: samotność, niemożność zajścia w upragnioną ciążę, widok małego dziecka, urodzenie następnego dziecka, sny, daty, wspomnienia (kolor, zapach) itd. Nie zależy on od światopoglądu, wyznania, wrażliwości moralnej kobiety. Obserwuje się go na całym świecie od Ameryki po Japonię.

Niektóre objawy PAS to:
– nieufność i wycofywanie się z relacji z ludźmi, niezdolność przeżywania miłości i czułości
– nawracające, uporczywe wspomnienia dotyczące zabiegu – sny, złudzenia i halucynacje, które dotyczą utraconego dziecka lub sprawiają, że kobieta ma wrażenie powtórnego przeżywania aborcji
– reakcje rocznicowe, czyli głęboki żal i depresja przy kolejnych rocznicach aborcji lub terminu spodziewanego porodu utraconego dziecka
– trudności w zasypianiu i śnie
– drażliwość, wybuchy złości, trudności w skupieniu uwagi
– depresja, myśli samobójcze, poczucie bezsilności i beznadziejności
– poczucie winy, poniżanie siebie, niezdolność do wybaczenia sobie
– nadużywanie środków zmieniających nastrój, np. alkoholu i środków uspokajających
– zaburzenia seksualne
– rozpad związku z ojcem dziecka
– zaburzenia łaknienia (bulimia, jadłowstręt)
– obrzydzenie do samej siebie
– złośliwość i cynizm


Syndrom PAS – podobnie jak inne zaburzenia psychiczne – wraca i o ile kobieta nie podda się terapii – powraca aż do śmierci.
Podsumowując, należy stwierdzić, że nie ma ani jednego przykładu, który mówiłby o zaletach usuwania ciąży. Przeciwnie, jest wiele badań (np. dr. Philipa & Marii Ney), które dowodzą szkodliwości tego zabiegu dla każdej dziedziny życia rodziny.

B. Drozd - psycholog

piątek, 11 styczeń 2013 20:14

Każdy wie, że to nielegalne

Napisane przez

witoldJasek copyTak, to zdjęcie rzeczywiście pokazuje to, co jest nielegalne w Kanadzie. I co z tego? Tłumiki, czyli silencers, nielegalne tutaj, są obowiązkowe na strzelnicach kilku krajów europejskich. Dlaczego więc pokazywać zdjęcie czegoś, co jest nielegalne? Użycie tego zdjęcia było specjalnie, ot, choćby po to, by wywołać "burzę mózgów". Burzę mózgów, by zakwestionować przepisy. Czy to prawo jest tak naprawdę dobre, czy złe? Być może jest to regulacja zupełnie bezsensowna? Powyższe pytania są zupełnie na miejscu i każdy zainteresowany tematem może sobie zadać takie pytanie lub zagadnąć polityków. 

"Ale to jest nielegalne!", ktoś powie, "zdjęcie karabinu z tłumikiem... to coś nie na miejscu!". Kwestionowanie i dyskutowanie na temat pewnych przepisów jest wpisane w to, co nazywamy wolnością słowa. Nie bójmy się własnego cienia, bo żyjemy w kraju, który gwarantuje nam wolność słowa. Przywileje, których nie używamy, mogą być nam łatwo odebrane. Czy pamiętamy jeszcze o śmiesznej, ale i poważnej sprawie dziecka, które narysowało pistolet i którego ojciec został za to aresztowany, dzieci zabrane do pogotowia opiekuńczego, a dom przeszukany? W ten sposób człowiek, który kompletnie nic złego nie zrobił, został potraktowany jak bandyta, a osoby podejmujące przeciwko niemu działania z urzędu, czuły, że to, co wykonują, jest dobre i podyktowane dobrem ogółu społeczeństwa. Absurd może mieć różne kształty i nazwy. Może to być urzędnik, nauczyciel czy służbista w mundurku. Jeszcze do niedawna mieliśmy słynną rejestrację broni długiej. Oj, na pilnowaniu tej rejestracji to się wykarmiło niezłe stadko "pilnowaczy", kwoty wydawane na" toto" szły już w miliardach.
Powyższe zdjęcie może otworzyć bardzo interesującą dyskusję – zapraszam. E-mail jest zawsze podany na końcu tekstu.
Witold Jasek
Komendant ZS Strzelec
Kontakt: Ten adres pocztowy jest chroniony przed spamowaniem. Aby go zobaczyć, konieczne jest włączenie w przeglądarce obsługi JavaScript.

piątek, 05 styczeń 2018 10:27

Jak rozmawiać z dziećmi o seksie

Napisane przez

wielodzietniMoja 16-letnia córka w czerwcu urodzi dziecko. Tak, ta mała dziewczynka, która jeszcze przed chwilą bawiła się lalkami, sama będzie matką. (...) Córka już jako 11-latka zaczęła się dość wyzywająco ubierać i malować. Próbowałam jej wielu rzeczy zabraniać, ale mąż uważał, że właśnie zakazany owoc lepiej smakuje i jeśli będę zbyt surowa, córka będzie się buntować. Wtedy też zaczęły się randki. Mąż uspokajał mnie i mówił, że to normalne, że teraz 12-latki umawiają się z chłopakami, ale to tylko takie dziecinne zabawy. Wierzyłam mu... Cały czas łudziłam się, że to jeszcze dziecko i to niemożliwe, żeby ona już z kimś sypiała. Wtedy też po raz pierwszy wzięłam córkę na rozmowę o seksie. Ona jednak nie chciała rozmawiać i przysięgła mi, że sama wszystko wie i nie potrzebuje moich, zacofanych rad. Teraz wiem, że na to było po prostu już za późno. Na razie ciąża nie jest widoczna, ale boję się myśleć, co będzie za miesiąc, dwa… Nie wiem, jak będzie wyglądało nasze życie, ale wiem, że to my popełniliśmy gdzieś błąd. Nie piszę tego wszystkiego po to, aby się wyżalić, ale po to, aby przestrzec wszystkich przed złymi decyzjami i błędami wychowawczymi, które my popełniliśmy… Iza, 42 lata

Żyjemy w kulturze przesyconej seksem i czy nam się to podoba, czy nie, nasze dzieci będą otrzymywały informacje na ten temat z wielu źródeł, i to od swych najmłodszych lat. W wychowaniu naszych pociech musimy brać to pod uwagę i dlatego za wszelką cenę starajmy się być ich pierwszymi nauczycielami. Badania pokazują, że wtedy, gdy rodzice są głównym, wartościowym i dobrym źródłem informacji na temat seksu, dzieci o wiele rzadziej podejmują przedwczesne współżycie seksualne.


Seks zawsze powinien być przedstawiany dziecku jako normalna, zdrowa, dobra, wartościowa część życia, ale której nigdy nie powinno się oddzielać od miłości, troski i oddania się sobie wzajemnie w małżeństwie. Powtarzajmy to dzieciom tak często jak się da!
Od kiedy zacząć edukację seksualną? Od najmłodszych lat. Mniejsze dzieci są na rodziców otwarte i chcą słuchać o wszystkim, co ich może spotkać w przyszłości. To pragnienie dzieci należy już wtedy wykorzystać. Wtedy to powinniśmy przekazać dziecku, że ciało jest cudownym darem Stwórcy, że wszystkie jego funkcje i części są dobre i normalne. To, czego dziecko wtedy uczymy, musi być dostosowane do jego wieku i pytań, które zadaje. Generalna zasada polega na tym, że na swoje drobne pytania dzieci powinny uzyskiwać drobne odpowiedzi, a na pytania dużej rangi, odpowiedzi szczere i wyczerpujące.


Gdy rozmawiamy z dzieckiem na ten temat po raz pierwszy, nie powinniśmy tego robić w sposób sztuczny i oficjalny. Wykorzystujmy raczej naturalne, nadarzające się ku temu okazje. Np. porozmawiajmy, jak zobaczymy kobietę w ciąży, obejrzymy bajkę, w której jest mama i maleństwo i dziecko pyta, skąd się wziął mały dzidziuś itp. Dzieci stawiają wiele pytań, na które zawsze, bez zakłopotania powinniśmy udzielać wcześniej przemyślanych odpowiedzi.


Dziecku trochę starszemu należy powiedzieć o Bożym celu dla seksu, jakim jest przekazywanie życia i okazywanie sobie miłości przez męża i żonę, o jego pięknie, a także o tym, że wielu ludzi wypaczyło zupełnie swoje życie seksualne, co jest powodem ich wielu życiowych tragedii (porzucone dzieci, rozwody, zdrady małżeńskie, uzależnienia, choroby itp.). Warto wszystko to, o czym mówimy, podpierać historiami osób, które znamy. Niestety, najprawdopodobniej nie uda nam się tego zrobić, jeśli sami nie jesteśmy dobrym przykładem do naśladowania i w ten sposób nie myślimy. Wtedy, zanim przekażemy dzieciom zdrowy pogląd na seks, musimy sami w swoim życiu intymnym dokonać pewnych zmian.
Ucząc dzieci, powinniśmy używać odpowiedniego języka, który przekaże im szacunek dla seksu i małżeństwa. Uczmy właściwych nazw, aby dzieci wiedziały, co one oznaczają. Jeśli chcemy, aby dzieci myślały, że seks jest cudownym wyrazem miłości małżeńskiej, a nie czymś tanim i wulgarnym, to mówiąc o nim, nie wolno nam używać slangu i przekleństw! Powiedzmy dziecku, że jeśli słyszy kogoś mówiącego o seksie w sposób wulgarny po to, aby kogoś poniżyć, to pokazuje, że uważa seks za coś godnego pogardy. Należy przestrzec dziecko przed umawianiem się z osobami, które z jednej strony mówią, że seks jest fantastyczny, a z drugiej używają wulgarnego języka seksualnego. Poślubienie takiego człowieka, gwarantuje traktowanie współmałżonka bez szacunku przy współżyciu!


W miarę jak dziecko dorasta, powinniśmy nauczyć go patrzenia w przyszłość, myślenia nie tylko o chwili przyjemności, ale też o możliwych konsekwencjach tego, co powie i zrobi. Z takim dzieckiem zawsze powinno się rozmawiać o seksie w kontekście wartości. Powiedzmy, że każdy człowiek ma wielką godność, powinien być traktowany z szacunkiem i nie wolno go wykorzystywać dla własnej przyjemności. Pokażmy wartość czekania i cierpliwości. Na wszystko w życiu jest właściwy czas i miejsce, a miejscem na intymność seksualną jest łoże małżeńskie.
Jeśli nasze dzieci posłuchają nas i będą zawierały związki małżeńskie, będąc wolnymi od poczucia winy, problemów emocjonalnych, dawnych seksualnych doświadczeń, do których będą porównywały męża/żonę, to w pełni zjednoczą się z partnerem na całe życie. I to jest właśnie jedyny sposób doświadczania w naszym życiu maksymalnej przyjemności.

B. Drozd - psycholog

sobota, 05 styczeń 2013 10:09

Strzelectwo: Polacy w czołówce paraski w Dubaju

Napisane przez

witoldJasek copyPodczas odbywających się z początkiem grudnia w Dubaju spadochronowych mistrzostw świata Mondial 2012 rozegrano także zawody paraski. W konkurencji spadochronowej na celność lądowania polskim zawodnikom udało się uplasować "na topie".

Oprócz liczącej 14 skoczków kadry narodowej do Dubaju polecieli także skoczkowie, którzy startowali w rozgrywanych w ramach mistrzostw zawodach Paraski Demonstration Competition Dubai 2012: Piotr Brendler, Jacek Brzeziński, Piotr Dziergas, Jan Mach i Andrzej Nalepa. W paraski wystartowały również nasze kadrowiczki: Bogna Bielecka, Irena Paczek-Krawczak (obie WKS Wawel Kraków), Monika Sadowy-Naumienia (OSWRiS SP Krzesiny), Ewa Wesołowska (WKS Wawel Kraków) oraz Agnieszka Wiesner (WSOSP Dęblin).
Paraski to rozgrywane także i w Polsce zawody, podczas których zawodnicy rywalizują w konkurencji narciarskiej i skokach na celność lądowania. W konkurencji spadochronowej świetnie poszło Polkom – zajęły trzy pierwsze miejsca. Najlepsza była Monika Sadowy-Naumienia – wynik 9, druga Irena Paczek-Krawczak – 12, tuż za nią Ewa Wesołowska – 13. Agnieszka Wiesner i Bogna Bielecka uzyskały w konkurencji PARA wynik 19. Niestety, trenerzy chyba za rzadko wysyłają nasze panie na treningi w góry i po uwzględnieniu wyników konkurencji narciarskiej ostateczna klasyfikacja nie wygląda już tak dobrze. Najlepsza z Polek, Monika, w zawodach paraski z wynikiem 99 (9+90) wywalczyła piąte miejsce; Irena była ósma (132: 12+120); Ewa – dziewiąta (133: 13+120); Agnieszka dziesiąta (134: 119+115), a Bogna dwunasta (139: 19+120). Trzy pierwsze miejsca zgarnęły mające blisko do Alp Austriaczki, czwarta była Szwajcarka (utytułowana Erica Franz ze spadochronowej rodziny). Startowało po pięć reprezentantek Austrii i Polski, dwie Szwajcarki (Erica Franz i Christiina – też Franz) oraz Amerykanka Nancy Lariviere.
W kategorii Masters (powyżej 50 lat) w konkurencji spadochronowej także zwyciężył zawodnik z Polski – Andrzej Nalepa z wrocławskiego V oddziału ZPS. Jego wynik w skokach to 8, ostatecznie zawody zakończył na 15. miejscu. W Masters startowało 22 zawodników, w kategorii Male – 59. Najlepszy z Polaków był Piotr Dziergas z bielskiego ZPS-u, który z wynikiem 46 (27 PARA i 19 SKI) był 12. Organizator polskiego pucharu paraski osiągnął w Dubaju jeden z najlepszych czasów w konkurencji narciarskiej.

paraski

Rosyjska ruletka
Wobec niepewnej sytuacji polityczno-gospodarczej w skali globalnej prezydent Rosji Putin podejmuje wiele nowych inicjatyw w celu zabezpieczenia swojego państwa. Bogactwa naturalne Rosji są ogromną potencjalną gwarancją dobrobytu, a Rosja chce je zabezpieczyć. Idea obrony państwa, jak zauważa Putin, musi być należycie przekazana nowym pokoleniom.
"Przygotowania do wojny staną się główną metodą, przy pomocy której młodzież nauczy się kochać Ojczyznę!" – twierdzi rosyjski portal Uralinform. Kreml postanowił, że zostanie utworzona organizacja paramilitarna "Rospatriotyzm", której celem będzie kształtowanie nowego pokolenia w duchu patriotycznym poprzez szkolenie wojskowe. Objęte szkoleniem mają być dzieci od najmłodszych lat aż po szkolnictwo wyższe.
"Planujemy wywozić uczniów i studentów na kilkanaście dni do jednostek wojskowych, żeby oni osobiście doświadczali, jak wygląda wojskowe życie. W przyszłym roku stworzymy wojskowo-patriotyczne centra, do których będziemy kierować całe grupy dzieci" – wyjaśnia Łobow.
Tuż po nowym roku powstaną centra "Rospatriotyzmu" w obwodzie kaliningradzkim, Nowosybirsku i Chabarowsku.


Witold Jasek, komendant ZS Strzelec
kontakt: Ten adres pocztowy jest chroniony przed spamowaniem. Aby go zobaczyć, konieczne jest włączenie w przeglądarce obsługi JavaScript.

piątek, 21 grudzień 2012 09:38

Wigilia dla samotnych

Napisane przez

bozenawolanczykCzasem miewamy bardzo przykre odczucie, że problemy nas przerastają. Dzieje się tak wówczas, gdy znajdujemy się w sytuacji wyjątkowo trudnej, kiedy to nasze dotychczasowe sposoby radzenia sobie zawodzą lub też posiadane zasoby psychiczne, fizyczne, społeczne, materialne uległy osłabieniu. Doświadczamy wówczas obezwładniającego poczucia bezradności, utraty kontroli nad życiem, a dominującymi emocjami stają się lęk i poczucie zagrożenia. 

Szczególnie na emigracji, nowe sytuacje związane z innym stylem życia, wartościami, prawem, obyczajami mogą zaskakiwać i utrudniać dobre funkcjonowanie. Jako imigranci, dysponujemy zwykle mniejszymi zasobami, niż wtedy gdy mieszkaliśmy w rodzinnym kraju. Przede wszystkim zmniejsza się liczba osób, na które możemy liczyć. Szczególnie w pierwszym okresie imigracji doświadczamy lęku i osamotnienia z powodu mniejszego wsparcia społecznego, co wpływa też na osłabienie zasobów psychicznych, spada regulacyjna funkcja emocji. Życiu nowych imigrantów często towarzyszą stres, lęk, poczucie zagrożenia. Nasza odporność psychiczna może nie wystarczyć, gdy dodatkowo zdarza się sytuacja nieprzewidziana, która dotyczy spraw i wartości najważniejszych, jak zagrożenie zdrowia i życia własnego lub osób bliskich, rozstanie z małżonkiem czy partnerem życiowym, poważne konflikty z dorosłymi dziećmi, rodzicami, rodzeństwem, przyjaciółmi, utrata bezpieczeństwa finansowego, dobrego imienia, pozycji społecznej.

Gdy sytuacja cię przerasta
Człowiek, stojąc w obliczu sytuacji trudnej:
a) podejmuje działania w kierunku jej zmiany na mniej uciążliwą, lub
b) stara się zmniejszyć przykre odczucia na przykład poprzez lepszą kontrolę nad emocjami czy poprzez pozytywne myślenie.
Te dwa sposoby reagowania wzajemnie się uzupełniają. Zmniejszenie przykrych odczuć – lęku, rozpaczy, braku nadziei – na bardziej pozytywne pomaga zmienić w istocie własną sytuację i polepszyć ją. I z kolei racjonalne i efektywne działania w kierunku rozwiązania problemu – podjęcie leczenia, gdy mówimy o chorobie, poszukania wsparcia u przyjaciół w momencie, gdy opuszcza nas małżonek, powoduje zmniejszenie przykrych odczuć i zastępowanie ich bardziej neutralnymi, a w przyszłości pozytywnymi.
Niektórzy wybiorą jednak nieadaptacyjny, patogenny sposób reagowania, kiedy to w obliczu zaistniałych problemów następuje wycofanie się, pojawia się uporczywy smutek, apatia, obniżony nastrój. Jeśli taki stan utrzymuje się długo i utrudnia lub uniemożliwia dotychczasowe funkcjonowanie, możemy mieć do czynienia z atakującą depresją.

Uwaga na depresję
Depresja działa na zasadzie efektu kuli śniegowej. Puszczona w ruch, niekontrolowana, będzie zagarniała coraz to większe obszary życia człowieka, aż może przybrać postać klinicznej depresji, którą trzeba leczyć farmakologicznie. Należy jednak zaznaczyć, że leczenie depresji wcale nie jest łatwe. Dlatego obserwujmy u siebie czy u swoich bliskich jej objawy – smutek, problemy ze snem (zbytnia senność lub bezsenność), problemy z jedzeniem (brak łaknienia lub nadmierne objadanie się), brak radości życia, osłabienie libido, zaniechanie dotychczasowych aktywności, skłonność do płaczu, u mężczyzn często irytacja i gniew, u obydwu płci sięganie po szybkie poprawiacze nastroju, takie jak na przykład alkohol.
Szczególnie teraz, w okresie przedświątecznym, mamy skłonność do dramatyczniejszego przeżywania dotykających nas problemów i przykrych wydarzeń, gdy nasza sytuacja wydaje się tak kontrastować z powszechną radością, której objawy widzimy w postaci migoczących lampek, ogłoszeń o świątecznych przyjęciach i zabawach, tłumów ludzi uganiających się za prezentami, gdy słyszymy wesołą bożonarodzeniową muzykę, i nam, którzy akurat zostaliśmy porzuceni, dowiedzieliśmy się o zagrażającej życiu chorobie, straciliśmy pracę, jest jeszcze bardziej smutno i źle.

Sens Bożego Narodzenia
Gdy zatem strapieni z trudem wychodzimy na rozmigotane światełkami ulice, zastanówmy się na chwilę nad sensem Bożego Narodzenia. To święto narodzin Jezusa, który przyniósł przekaz, że są wartości większe niż życie, zdrowie, pieniądze, kariera, egoistycznie pojmowana przyjemność. Niech sens Bożego Narodzenia uczy nas akceptacji rzeczywistości i zdrowego podejścia do przeżywanych trudności. Pamiętacie przewodnie zdanie Jana Pawła II? "Nie lękajcie się". Nie zapominajmy o nim. Samotni, chorzy, czasem pozbawieni dobrego imienia za sprawą nieuczciwych ludzi nadal mamy to co najważniejsze: wewnętrzną wolność i godność, której nikt nie jest w stanie nam odebrać. "Broni nie składa się przed wrogiem, broń składa się przed samym sobą", jak powiedział generał do żołnierzy w wieczór wigilijny w filmie "Katyń".
Każda, nawet najtrudniejsza sytuacja jest do wygrania, o ile w porę zatrzymamy śniegową kulę, zanim stanie się lawiną, spod której nie będziemy umieli się wydostać.

Broń składa się przed samym sobą
My, imigranci, nie mamy łatwo. Przyjeżdżając z Polski, pozostajemy Polakami i nie staniemy się Kanadyjczykami po otrzymaniu prawa stałego pobytu czy obywatelstwa. Jak pogodzić polską narodowość z kanadyjskim obywatelstwem? Imigranci wszędzie mają trudno. W sytuacji trudnej nie wybierajmy trzeciej, niezdrowej postawy prowadzącej do depresji. Bowiem nieleczona depresja jest chorobą śmiertelną, w której następuje powolna autodestrukcja, aż do prób samobójczych. Wybierajmy dwie pierwsze drogi, adaptacyjne, zdrowe: zmieniajmy sytuację na bardziej korzystną i pracujmy nad naszym stanem emocjonalnym, by trudną sytuację lepiej znosić, a w konsekwencji ją poprawić. Osoby nastawione zadaniowo zaczną od pozyskiwania informacji, poszukiwania możliwych rozwiązań i uzyskania konkretnej pomocy.Osoby bardziej introwertyczne, refleksyjne mogą zacząć pracę nad emocjami poprzez medytacje, praktyki religijne, udział w grupach terapeutycznych. Jedyne czego nie wolno zrobić, to poddać się długotrwałej apatii i zniechęceniu czy "ratować się" używkami. Broń zawsze składa się przed samym sobą, i w istocie największa krzywda nam wyrządzona jest uleczalna. Dlatego wszyscy zasmuceni, samotni, porzuceni, niekochani, chorzy nie chowajmy się przed świątecznym nastrojem, tylko pamiętajmy o istocie zbliżających się świąt.

Człowiek nie jest samotną wyspą
Życie każdego człowieka ma etapy cierpienia, może właśnie teraz ty przeżywasz taki etap. Z każdego cierpienia możesz wyjść bogatszy, silniejszy, lepszy. Nawet gdybyś tak jak Jezus miał swoją drogę cierpienia przypłacić życiem, gdyby na przykład choroba okazała się nieuleczalna. Ważne, jaka jest ta droga, zanim dobiegnie kresu.
Jesteś zgnębiony? Samotny? Chory? Poszukaj osoby, która może ci pomóc, ale jednocześnie tych, którym ty możesz pomóc. Nie pozwól sobie na "wigilię dla samotnych". Niezależnie od tego, czy będziesz w dwudziestoosobowej rodzinie, czy tylko z małżonkiem, czy sam, czy pójdziesz na kolację wigilijną organizowaną przez instytucję charytatywną, nie pozwól sobie na samotność. Podziel się troską, podziel się sytuacją trudną, jeśli w niej jesteś, a jeśli ten artykuł nie dotyczy ciebie, bo przeżywasz najszczęśliwszy okres w swoim życiu, podziel się tym szczęściem. Pamiętaj: człowiek nie jest samotną wyspą, nawet kilka tysięcy mil od domu, gdzie stawiał pierwsze kroki. 


Psychoterapeutka Bożena Wolańczyk zaprasza na telefoniczne konsultacje w każdy wtorek w godz. 17-19, tel. 647-712-4848.

czwartek, 22 luty 2018 09:22

Moc wspólnych posiłków

Napisane przez

wielodzietni"Piszę do pani, bo czuję, że coś złego dzieje się w mojej rodzinie. Niby wszystko jest w porządku, ale ja wiem, że to tylko tzw. cisza przed burzą. Trzy lata temu kupiliśmy wymarzony, piękny dom. Cena jego była dosyć wysoka, więc postanowiliśmy z mężem trochę szybciej go nadpłacić. Chcieliśmy też go jakoś lepiej urządzić, dlatego też rzuciliśmy się w wir pracy. Taka sytuacja trwa do dziś. Dom udało się urządzić, tylko atmosfera między nami staje się nie do zniesienia (mamy dwoje dzieci w wieku 13 i 16 lat). Nie rozmawiamy ze sobą, mijamy się tylko, nic wspólnie nie robimy i tak naprawdę robimy się dla siebie obcy. Próbowałam coś zmienić, uzgodnić. Nic z tego, bo wszyscy żyją swoim życiem, mówią, że jest im tak dobrze, i twierdzą, że się czepiam. Tak naprawdę to myślę, że w naszym poprzednim, małym domu byliśmy bardziej razem niż teraz. Boję się, że jak tak dłużej będziemy żyć, to rozsypiemy się jako rodzina, bo nie mamy nic, co nas łączy. Co robić?" Grażyna

Aby rodzina była silna, musi robić razem coś, co ją łączy. Niekoniecznie muszą to być wielkie rzeczy, można zacząć od czegoś prostego, ale ważne, aby robić to regularnie i razem, np. od wspólnego spożywania posiłków. Dzisiaj nie przywiązujemy już do nich dużej uwagi, a szkoda, bo wspólny stół to magiczne miejsce, służące cementowaniu rodziny. Dzięki niemu wytwarza się niewidzialna nić, która nas łączy, daje poczucie bezpieczeństwa i szczęścia. To dlatego tak często wspominamy te chwile, gdy jesteśmy dorośli.
Istnieje wiele argumentów przemawiających za tym, że powinniśmy jeść posiłki razem z całą rodziną, i to w miarę możliwości codziennie. Poniżej przedstawiam niektóre z nich:

* Okazja, by rzeczywiście być razem. Przez wspólne przygotowywanie jedzenia, nakrywanie do stołu, jedzenie, sprzątanie posiłek staje się wspólnym zadaniem. Siedzimy obok siebie, patrzymy na siebie, rozmawiamy, czujemy się dla siebie ważni, bo dajemy sobie to, co najcenniejsze – czas i zainteresowanie.


* Lepsze porozumienie, poznanie i rozumienie siebie. Siedząc wokół stołu, możemy dzielić się tym, co przyniósł dany dzień, rozmawiać o tym, co planujemy jutro, na bieżąco dzielić się ze wszystkimi drobnymi sukcesami, czy opowiedzieć o swych niepowodzeniach. Czasem zwykłe wyżalenie się rodzinie, że "był wielki korek na autostradzie i prawie spóźniliśmy się do pracy", powoduje oczyszczenie. Dzięki temu nie nagromadzają się małe przykrości, a to zapobiega późniejszym wielkim wybuchom i awanturom nie wiadomo o co.


* Mniej problemów z dziećmi. Jeśli nasze dzieci każdego dnia czują zainteresowanie własnym życiem i przy wspólnym posiłku mogą wyżalić się na dokuczliwego kolegę lub wymagającego nauczyciela, spytać o radę, pochwalić dobrą oceną lub umiejętnością, powiedzieć, o czym marzą itd., to wzrasta ich stabilność emocjonalna i odporność psychiczna. Są przez to mniej skłonne do bójek, palenia, picia, zażywania narkotyków czy podejmowania przedwczesnego współżycia seksualnego. A w razie czego rodzice zyskują też możliwość wcześniejszego reagowania na pojawiające się problemy.


* Lepsze wyniki w nauce u dzieci. Codzienne, wspólne posiłki, dzięki rozmowom z rodzicami i rodzeństwem – pomagają dzieciom poprawić swoje zdolności językowe, co przekłada się na lepsze wyniki w szkole. Wspólne jedzenie prowadzi też do poprawy umiejętności komunikacyjnych, takich jak: cierpliwe słuchanie drugiej strony, czekanie na swoją kolej w rozmowie, wyrażanie opinii bez urażania rozmówcy.


* Lepsze zdrowie. Okazuje się, że wspólne jedzenie może zmniejszać ryzyko zaburzeń odżywiania, takich jak anoreksja, bulimia i niekontrolowane objadanie się. Gdy jedzenie ma miejsce w sympatycznej atmosferze, często znika też problem tzw. dzieci – niejadków. Okazuje się, że posiłki, które przygotowujemy w domu, są zazwyczaj dla nas zdrowsze, a przez to zmniejszają ryzyko chorób i otyłości. Są też tańsze, co oznacza spore oszczędności w budżecie domowym.


Nie sposób wyliczyć wszystkich zalet posiłków rodzinnych, ale pamiętajmy, że rodzina, która jada razem, tęskni za sobą i wraca do siebie.
Aby posiłki rodzinne przyniosły dobry efekt, trzeba zadbać o to, aby przebiegały one w sympatycznej (nie napiętej) atmosferze. W przeciwnym wypadku przyniosą one odwrotny skutek. Nie korygujmy wtedy siebie nawzajem, nie strofujmy bez końca dzieci, nie spieszmy się, nie poganiajmy, zasiadajmy do stołu, zostawiając z boku wszystko to, co nie dotyczy rodziny. Telewizor, telefony komórkowe, komputer powinny wtedy poczekać.
Warto także postarać się o ciekawe tematy do rozmowy, miłe wspomnienia, sympatyczne żarty, tak aby wszyscy pragnęli tych spotkań. Jeśli niektórym to wszystko wydaje się zbyt trudne, proponuję zacząć od regularnej, wspólnej herbatki z ciasteczkiem, potem może pojawi się obiad w niedzielę, a z biegiem czasu rodzinne śniadanko lub kolacja.
Trzeba pamiętać też o jeszcze jednej zasadzie: im częściej jemy wspólnie posiłki, tym bardziej jesteśmy z nich zadowoleni.
Choć jesteśmy ciągle w pędzie, choć czas nas goni, przeorganizujmy nasze plany tak, by móc być razem choć przez moment. Starajmy się wykroić choć odrobinę czasu na wspólne posiłki. Wiadomo, że nie jest to proste, ale naprawdę warto.

B. Drozd

Psycholog

sobota, 22 grudzień 2012 08:07

Biatlon w Kanadzie rośnie w siłę

Napisane przez

witoldJasek copySystem treningu strzeleckiego i narciarskiego będący w programie Biathlon Canada w ciągu ostatnich kilku dekad był bardzo słaby, czyli nieproduktywny. 

Znaczące kroki zostały poczynione, by umieścić sportowców z powrotem na międzynarodowym podium.
Nowy system rozwoju rozpoczęty ponad 10 lat temu, został zaprojektowany tak, aby zbudować i rozwijać talenty sportowców biatlonowych, by wreszcie konkurowali na arenie światowej z lepszymi wynikami.

Program, który powstał w 1999 roku w wyniku znacznego spadku wydajności biatlonistów w Kanadzie, skupia się na centralizacji sportowców wyczynowych w krajowych ośrodkach szkoleniowych w ramach dążenia do zwiększenia osiągnięć (medalowych) Kanady w biatlonie wobec światowej czołówki.
Obecnie istnieją dwa centra szkoleniowe dla sportu w kraju – Canmore Nordic Centre w Albercie i Myriam Bédard w Quebecu.
Rozważając liczbę medali dostępnych w sportach nordyckich na zimowych igrzyskach olimpijskich, Biathlon Canada i Cross Country Canada z początkiem tego roku tworzy Nordic Consortium – w celu współpracy i udostępniania zasobów i wiedzy, aby wygenerować więcej występów medalowych w biatlonie i biegach narciarskich. Konsorcjum zaprezentowało swoje pierwsze dwie inicjatywy: specjalnie zaprojektowaną bieżnię i laboratorium do strzelania biatlonowego.
Biathlon Canada jest organem zarządzającym biatlonem w kraju i nadzoruje między innymi Canadian Championships, East and West Canadian Championships.
Dzięki wsparciu partnerów korporacyjnych wraz z rządem Kanady (bardzo przychylnym sportom strzeleckim) oraz Kanadyjskiemu Komitetowi Olimpijskiemu, biatlon w Kanadzie rozwija się coraz bardziej dynamicznie.


Witold Jasek
komendant ZS Strzelec
kontakt: Ten adres pocztowy jest chroniony przed spamowaniem. Aby go zobaczyć, konieczne jest włączenie w przeglądarce obsługi JavaScript.

wielodzietniMam na imię Patrycja. W przyszłym roku, w lecie, biorę ślub. Mój narzeczony jest bardzo dobrym człowiekiem i pochodzi z polskiej, kochającej się rodziny. Ze mną niestety jest inaczej. Moi rodzice po 8 latach małżeństwa (ja miałam wtedy 5 lat) rozeszli się, bo jak mi mówiła mama, "po prostu nie dobrali się". Tak więc nigdy nie byli dla mnie dobrym przykładem. Ale z dzieciństwa pamiętam moich dziadków, którzy do końca życia byli nierozłączni i nie opuszczali się na krok. Przypominam sobie też słowa babci, która zawsze mówiła, że dziadziuś był jej jedynym, prawdziwym przyjacielem. Gdy babcia umarła, dziadziuś nie mógł bez niej żyć, rozchorował się i po kilku miesiącach także zmarł. Małżeństwem byli 55 lat. Do dziś nie wiem, jaki był sekret ich szczęścia małżeńskiego, a tak bardzo chciałabym, żeby i mnie się udało. (...)

Chyba wszyscy małżonkowie, gdy sięgną pamięcią wstecz, zgodzą się z tym, że powodem, dla którego pobrali się, nie było gotowanie, pranie, sprzątanie itp., ale pragnienie, aby kochać i być kochanym, pragnienie bycia razem i wiara, że wspólne życie będzie głębsze i wspanialsze od życia w pojedynkę. I trzeba to głośno powiedzieć, że przy dobrej woli obydwojga, małżeństwo naprawdę może być najcudowniejszą przygodą życia. Aby tak się stało, małżonkowie od samego początku muszą być fizycznie, psychicznie i duchowo jak najbliżej siebie po to, aby siebie jak najlepiej rozumieć, czyli stworzyć w swoim związku tzw. jedność małżeńską. Jedność ta ma kilka aspektów, które postaram się pokrótce scharakteryzować:
1. Jedność intelektualna – Jeśli chcemy po latach powiedzieć, że mój mąż/moja żona był/a moim najlepszym przyjacielem, to musimy nauczyć się odkrywać przed współmałżonkiem nasze myśli i pragnienia (oczywiście nie wszystkie!). Powinniśmy każdego dnia znaleźć czas na to, aby podzielić się z nim tym, co nas dzisiaj spotkało, opowiedzieć o swoich opiniach, przemyśleniach dotyczących różnych sfer życia, np. polityki, finansów, zdrowia, urody, filmu, przeczytanej książki, pracy itd. Jeśli wnikniemy w umysł najbliższej nam osoby i jednocześnie pozwolimy jej wejść do naszego świata myśli, to możemy powiedzieć, że jako małżonkowie osiągnęliśmy jedność intelektualną.
2. Jedność emocjonalna – Uczucia/emocje to np. radość, smutek, złość, miłość, onieśmielenie, zdenerwowanie, przygnębienie itp. Nie można o nich powiedzieć, że są dobre czy złe, one po prostu w każdym z nas są. Oceniać można tylko to, co robimy z emocjami, czyli nasze zachowanie. Jedną z najbardziej przydatnych umiejętności w życiu jest mówienie o uczuciach. Ale aby móc szczerze o nich powiedzieć, trzeba czuć, że nie zostanie się za to skrytykowanym. Mówiąc np. "Boję się o...", "Jestem dziś bardzo szczęśliwy...", "Czuję się zraniony...", "Boli mnie gdy...", "Wczoraj było mi wstyd, gdy...", "Jestem podekscytowana, bo...", otwieramy się przed drugą osobą, wpuszczamy ją do swojego, wewnętrznego, intymnego świata emocji. I właśnie rozmawianie o uczuciach buduje między małżonkami jedność emocjonalną.
3. Jedność duchowa – Wiara jest najintymniejszą sferą życia człowieka i mimo, że ma ona ogromny wpływ na małżeństwo, często dzielimy się nią ze współmałżonkiem bardzo niechętnie. A prawda jest taka, że po to, aby jak najlepiej móc się poznać i zrozumieć, powinniśmy chcieć mężowi/żonie przekazać to, co się dzieje w naszym wnętrzu, i chcieć wiedzieć, co się dzieje w jego/jej duszy. A więc mówmy sobie o naszych przemyśleniach, odkryciach duchowych, módlmy się razem na głos lub w ciszy, trzymając się za ręce, dyskutujmy o tym, co usłyszeliśmy w kościele, przeżywajmy razem jak najgłębiej święta religijne. W ten sposób nasze serca zbliżą się do siebie i odczujemy wspaniałą, duchową jedność.
4. Jedność seksualna – Mężczyźni i kobiety są bardzo zróżnicowani w sferze pragnień seksualnych. Mąż zwykle kładzie nacisk na fizyczną przyjemność, żona zaś na emocjonalną, czyli poczucie bycia kochaną, podziwianą, docenianą. Jedność seksualna wymaga zrozumienia i koncentracji na drugiej osobie. A więc mąż powinien skoncentrować się na zaspokojeniu potrzeb emocjonalnych żony, ona zaś na fizycznej stronie aktu, tak by zaspokoić potrzeby męża. "Jeśli małżonkowie będą chcieli przez akt seksualny okazać sobie nawzajem miłość i poświęcą czas, by poznać, co sprawia przyjemność drugiej osobie, odnajdą jedność seksualną. Jeśli jednak będą robili tylko to, czego chce ich natura, odnajdą jedynie frustrację" (G. Chapman). Jak widać, nie można osiągnąć jedności seksualnej bez pogłębiania jedności emocjonalnej, duchowej czy intelektualnej, bez tego seks się jedynie "uprawia".
5. Jedność w wychowaniu dzieci – Trzeba pamiętać, że jedność między mężem i żoną daje wielką satysfakcję im samym, ale też wpływa na całą rodzinę. Jeśli małżonkowie działają wspólnie, mają ten sam pogląd w sprawie najważniejszych zasad wychowania swojego potomstwa, to dają swoim pociechom poczucie bezpieczeństwa i przewidywalności. Nie powinny mieć miejsca sytuacje, w których jeden rodzic zabrania czegoś, a drugi w tym samym czasie na to pozwala. Takie zachowanie podważa autorytet rodzicielski i jest powodem wielu problemów wychowawczych. Tworzy to w psychice dziecka chaos, ono czuje się zagubione, a poza tym uczy się manipulowania rodzicami. Dziecko powinno wiedzieć, że rodzice trzymają wspólny front i zdanie każdego jest tak samo ważne. Nie chodzi tu o to, że mamy się we wszystkim zgadzać, ale jeśli w jakichś sprawach mamy odmienne zdanie, to pod nieobecność dzieci powinniśmy wszystko przedyskutować, wspólnie ustalić zasady i reguły obowiązujące w domu. Jest to ważne dla dobra dziecka i... dla nas samych.

B. Drozd

Psycholog

piątek, 14 grudzień 2012 16:58

Strzelectwo: Stan wojenny?

Napisane przez

witoldJasek copyW społeczeństwie wychowanym na strachu bądź pogardzie dla broni wytwarza się kultura pasywności, zrezygnowania. 

Juliusz Cezar w czasie swojego panowania i podboju zaobserwował, że ludy, które nie chciały bądź nie mogły posiąść broni, były łatwe do podboju. Można też zaobserwować skutek odwrotny – wyzwolenie się narodu spod okupacji, tyranii – dzięki sile narodu potrafiącego stanąć do walki z tyranią z bronią w dłoni.
Rewolucja amerykańska rozpoczęła się w momencie, gdy wojsko brytyjskie zostało oddelegowane, by rozpocząć konfiskatę broni, i niestety
Brytyjczycy napotkali zbrojny opór, co po długich walkach zakończonych sukcesem Amerykanów dało początek Stanom Zjednoczonym.
Stan wojenny, jaki został zaserwowany Polakom w 1981 roku, nie mógłby mieć miejsca, gdyby w tamtym czasie Polacy posiadali po prostu broń. W roku 2012, po kolejnej rocznicy stanu wojennego, warto zastanowić się, czy Polacy mogą optymistycznie spojrzeć w przyszłość? Czy wolność jest i czy będzie zagwarantowana? Kto stoi na straży niepodległości Polski, wolności słowa, nietykalności uczciwego obywatela etc.? Najbardziej wolne kraje, np. Stany Zjednoczone, Szwajcaria czy Kanada, szczycą się najwyższym odsetkiem ludności posiadającej broń.
Wojsko i policja wcale nie muszą gwarantować swobód obywatelskich, one mogą służyć ich ograniczaniu.


Witold Jasek
Komendant ZS Strzelec
kontakt Ten adres pocztowy jest chroniony przed spamowaniem. Aby go zobaczyć, konieczne jest włączenie w przeglądarce obsługi JavaScript.

piątek, 07 grudzień 2012 19:20

Jak przekazać dzieciom wiarę

Napisane przez

wielodzietniJesteśmy małżeństwem z 20-letnim stażem. Mamy dwóch synów: 8- i 17-letniego. Oboje z mężem jesteśmy wierzący i staraliśmy się jak najlepiej przekazać wiarę naszym dzieciom. Było to ważne szczególnie dla mnie jako matki. Mąż co prawda stał trochę z boku, ale nigdy mi w tym nie przeszkadzał. Dzisiaj nasz starszy syn ma 17 lat i rok temu powiedział nam, że jest niewierzący, że nie będzie robić "cyrku" i do kościoła więcej nie pójdzie. Na pytanie dlaczego, odpowiada tylko, że jest to dla niego głupie i nudne. Zaczął też podważać podstawy naszej wiary. Najgorsze jednak jest to, że młodszy syn jest w niego wpatrzony i we wszystkim bierze z niego przykład. Boję się, że niedługo powie to samo co starszy brat. (...) Jestem zrozpaczona. Wiem, że zrobiliśmy trochę błędów, ale kto ich nie popełnia. Jak postępować z młodszym synem, żeby nie doszło do tego, co nas spotkało ze starszym dzieckiem. Mirka

Rodzice są zawsze pierwszymi opiekunami, wychowawcami i nauczycielami dziecka, i to na nich spoczywa przywilej i obowiązek kierowania jego rozwojem religijnym. Nie jest to łatwe zadanie i jak wszystko, co jest wartościowe, wymaga wielkiego zaangażowania i pracy. Wielką pomocą w przekazywaniu wiary dzieciom są:
Własny przykład:
– Nikt nikomu nie da czegoś, czego sam nie posiada. Podobnie jest z wiarą. Jeśli rodzice chcą ją przekazać dzieciom, powinni najpierw sami zadbać o własną więź z Bogiem. Muszą ją stale pogłębiać, dbać o nią, żyć w zgodzie z jej zasadami. Dobrze jest, gdy dziecko chodzi z rodzicami na Mszę, widzi, jak się modlą, jak swoją postawą wyrażają szacunek, jak zachowują milczenie, wykonują określone gesty. Dziecko, mając taki przykład, w sposób naturalny uczestniczy w tym, co jest ważne dla jego rodziców i ich wiarę przyjmuje jako coś oczywistego. Pamiętajmy, że w przekazywaniu wiary nikt i nic nie zastąpi osobistego świadectwa rodziców.


Przykład ojca:
– Dla młodych chłopców najważniejsza jest postawa ojca. Jest taka zasada: mężczyzna będzie się modlił wtedy, gdy zobaczy modlącego się innego mężczyznę. A więc jeśli ojciec modli się i głęboko przeżywa swoją wiarę, to jego syn prawdopodobnie też się będzie modlił, i nawet jeśli kiedyś będzie przechodził kryzys wiary, to prędzej czy później do niej powróci. Nie ma takiej możliwości, żeby wspaniały przykład ojca nie promieniował na syna. Bardzo dobrze widać to w historii nawrócenia świętego Augustyna. Miał wierzącą, świętą matkę i niewierzącego ojca. Matka przez całe życie modliła się o jego nawrócenie. Augustyn był świadkiem jej wiary, ale nawrócił się dopiero wtedy, kiedy spotkał modlącego się mężczyznę – ówczesnego biskupa Mediolanu. Zachwycił się tym, co zobaczył, i dzięki temu mamy dziś wielkiego doktora Kościoła.


Klimat domu pełen bezpieczeństwa i miłości:
– Ponieważ rozwój wiary zależy też od warunków, w jakich żyje dziecko, dlatego ważna jest atmosfera panująca w domu, bliskość, szczerość i zaufanie w rodzinie. Ważne jest, w jaki sposób rodzice odnoszą się do siebie, czy się szanują i kochają, bo to oni jako pierwsi pokazują dziecku, jaki jest Bóg. Jeśli zależy ci na tym, żeby przekazać dzieciom, że Bóg jest miłością, to pokaż im, jak Jego miłość płynie przez ciebie!


Modlitwa jako codzienny, wieczorny rytuał:
– Dzieci modlących się rodziców raczej też w przyszłości będą się modliły. Dlatego regularna modlitwa w specjalnym, przeznaczonym do tego miejscu jest bardzo ważna. Powinna ona odbywać się w miłej atmosferze, a po niej powinny mieć miejsce: znak krzyża zrobiony przez mamę i tatę, buziaki i przytulanie na dobranoc. Takie wieczorne spotkania na modlitwie są bardzo ważne. Oczyszczają relacje rodzinne, jednają pokłóconych. A wspólna modlitwa ocaliła już niejedną rodzinę. Amerykańska socjolog M. Wilson przeprowadziła badania na temat trwałości różnych związków małżeńskich. Oto jej wyniki: związek cywilny – rozchodzi się jedna para na dwie (50 proc.), po ślubie kościelnym, bez praktyk religijnych – jedna para na trzy (33 proc.), po ślubie kościelnym i przy coniedzielnej Mszy świętej – jedna na pięćdziesiąt (2 proc.), po ślubie kościelnym, coniedzielnej Mszy świętej i codziennej modlitwie małżonków zaledwie jedna na 1429 par, a więc 0,7 promila!

Czego unikać:
– Przekazywania dziecku własnych wątpliwości dotyczących wiary. Jeżeli nosimy w sobie jakieś rozterki, to nie zagłuszajmy ich, tylko sami poszukujmy odpowiedzi na dręczące nas pytania.
– Niekonsekwencji, bo wiara to nie przymus i źle jest, jeśli rodzic każe dziecku chodzić na Mszę, a sam zostaje w domu. Takie zachowanie spowoduje, że wszystko co chcemy dziecku przekazać, stanie się dla niego nieautentyczne.
– Używania infantylnych zwrotów typu: "bozia". Od początku mówmy o Panu Bogu,Jezusie, Aniele Stróżu itd.
– Straszenia dzieci Bogiem, diabłem itp. mówiąc np. "Uważaj, bo Pan Bóg widzi wszystko, co robisz! Ukarze cię, jak będziesz niegrzeczny!"
– Szantażu typu: "Jeśli nie pójdziesz do kościoła, to...", "Idź, bo inaczej...". Pamiętajmy, że naprawdę lepszy skutek przyniosą komunikaty w stylu: "Chodźmy do kościoła", niż "Idź do kościoła", czy: "Pomódlmy się" niż: "Pomódl się".
Pamiętajmy, że dzieci mają tajemniczy instynkt otwierania się na to, co w ich rodzicach jest prawdziwe, i odrzucania tego wszystkiego, co jest w nich fałszywe. Jeżeli chcemy dzieciom przekazać wiarę, musimy sami starać się naprawdę nią żyć.


B. Drozd - psycholog
Mississauga