Goniec

Register Login

Porady ABC

Fotografia, komputerowe, Internet, telefony komórkowe.

sobota, 03 listopad 2012 01:38

Dziecko i pieniądze

Napisane przez

wielodzietniJestem matką trójki dzieci w wieku 11, 9 i 3 lat. Jak na razie nie mamy z nimi większych problemów, są zdrowe, posłuszne, dobrze się uczą. Wszystko niby jest dobrze, ale tak naprawdę mamy jeden kłopot. Otóż nasza najstarsza córka bez przerwy powtarza, że w szkole czuje się źle, czuje się inna. Jak zaczęliśmy dopytywać się o to, co się dzieje, okazało się, że dzieci między sobą porównują się i to nie pod względem wyników w nauce, ale zamożności. Na przykład niektórzy koledzy córki dostają od rodziców bardzo dużo pieniędzy na własne wydatki, kupują dużo rzeczy, a później przechwalają się tym wszystkim przed innymi. Moja córka dostaje tylko skromne kieszonkowe. (...) Ja osobiście nienawidzę marnotrawienia pieniędzy na byle co i uważam, że w tym wieku dzieci powinny koncentrować się przede wszystkim na nauce. Z drugiej jednak strony, serce mnie boli, jak słyszę moją córkę, gdy się skarży. Co powinnam w takiej sytuacji robić? Czy jest jakieś mądre wyjście? Agnieszka W.

Pierwsze lata szkolne to okres, w którym musi się pojawić problem dostawania i gospodarowania pieniędzmi przez dziecko. Jednorazowe, proste rozwiązanie tej kwestii niestety nie jest możliwe, ponieważ wiele zależy od wieku dziecka, jego dojrzałości i sytuacji, w których uczestniczy.
Możemy jednak z góry założyć jeden pewnik: nie zmienimy rodziców innych dzieci i raczej nie mamy wpływu na zachowanie cudzych dzieci w szkole. Tak więc pozostaje nam tylko tzw. własne podwórko. A tu jak zwykle możemy uczynić wiele.
Bez względu na to jakimi zasadami kierujemy się w życiu, musimy pamiętać o tym, że:
• niekorzystnie kształtuje się wśród rówieśników pozycja dziecka, które nigdy na nic nie ma pieniędzy;
• dziecko pragnie naśladować koleżanki i kolegów, za nic w świecie nie chce być od nich gorsze;
• nawet małe dziecko z łatwością zauważa, że pieniądze mogą być środkiem do zyskania innych wartości, np. uznania, dobrej pozycji wśród ludzi, bo przecież w klasie preferowany jest ten, kto pieniądze ma, kto dużo kupuje, czasem coś zafunduje, pożyczy.
To, że już małe dzieci posługują się "materialistycznymi" kryteriami oceny innych osób, to nie wina ich samych, tylko dorosłych, z których to biorą przykład. Skąd się to bierze?
Otóż w wielu domach sprawy własnego czy cudzego statusu materialnego są dominującym tematem rozmów. Jeśli życie rodziny jest nimi tak bardzo nasycone, to czy postawa dziecka może być inna? Własne postawy przekazujemy dzieciom nieświadomie, często wbrew naszej woli. Najczęściej chcemy, by nasze pociechy były lepsze od nas, bardziej ceniły wartości intelektualne czy duchowe od pieniędzy. Jednak nasze deklaracje słowne mają na nie mały wpływ. One biorą przykład przede wszystkim z naszego zachowania.
Co powinniśmy robić, aby uniknąć problemów, z jakimi zetknęła się córka Agnieszki? Oto kilka wskazówek:


1. Jest wskazane, aby dziecko otrzymywało od nas chociaż małą sumę pieniędzy na swoje drobne wydatki. Początkowo mogą być to pieniądze z konkretnym przeznaczeniem: na lody, na pizzę, książeczkę. Później, gdy już jest nieco większe, pozwólmy, aby mogło nimi w dowolny sposób dysponować.


2. Starajmy się równocześnie, by nasza pociecha nie miała możliwości ani tendencji do imponowania swoją zamożnością czy zamożnością rodziców. Byłoby to szkodliwe dla innych, ale przede wszystkim dla niej samej.


3. Pozwólmy dziecku dokonywać małych zakupów. Dzięki temu dziecko staje się bardziej samodzielne i zaradne życiowo. Uczy się tego, co ile kosztuje, zaczyna uświadamiać sobie, że jeśli kupiło się jedno, to nie można kupić drugiego, że człowiek prawie zawsze jest zmuszony do stawiania sobie pewnych ograniczeń.


4. Jeśli dziecko wyda przedwcześnie swoje pieniądze i znowu o nie prosi, to czasami można mu dołożyć małą sumkę, ale postępowanie takie nie powinno się często powtarzać. Założeniem kieszonkowego jest właśnie nauczenie go planowania swoich wydatków i umiejętnego gospodarowania pieniędzmi.


5. Przyzwyczajajmy dziecko do szanowania pieniędzy i niewydawania ich pochopnie na byle co, pod wpływem doraźnego impulsu. Niech uczy się, że pieniądze to tylko środek do zaspokojenia jego własnych potrzeb, ale i potrzeb innych, z którymi należy się dzielić, których należy obdarowywać. I tylko po to warto mieć pieniądze.


6. Jeśli pożyczamy pieniądze od dzieci – to powinniśmy je oddawać w obiecanym czasie, bez przypominania nam o tym przez dzieci. Postępowanie nasze ma być przecież dla nich wzorem do naśladowania.


7. Niewskazane jest "płacenie" dziecku za dobre oceny oraz za prace wykonywane dla rodziny. Postępowanie takie staje przyczyną wytworzenia u dziecka postawy interesownej, wręcz komercyjnej.


Pamiętajmy, że materializm odziera życie z uczuć takich jak miłość, przyjaźń, współodczuwanie z innymi. Materializm po prostu zabija nasze człowieczeństwo. Dlatego też uczmy dzieci kochać ludzi, a nie pieniądze. Dzięki temu też będzie większe prawdopodobieństwo tego, że wtedy, kiedy już nie będziemy w stanie dać im niczego materialnego, to to, że po prostu jesteśmy, będzie dla nich wielką wartością i radością.
I na koniec krótki cytat: "Jeżeli jestem tym, co mam, to kim będę, jeśli stracę to, co gromadzę i nabywam?" Erich Fromm

 

B. Drozd - psycholog

sobota, 03 listopad 2012 01:14

VIS

Napisane przez

witoldJasek copyVis (po łacinie: siła) jest jednym z najlepszych pistoletów na świecie. Opinię taką wydało wielu specjalistów w dziedzinie, np. czasopismo "Guns and ammo" czy naczelny kustosz NRA, Narodowego Muzeum Broni w Fairfax w Wirginii – Phil Schreier.
Polski pistolet samopowtarzalny VIS wz.35, kaliber 9 mm o pojemności magazynka na osiem naboi został skonstruowany przez Piotra Wilniewicza i Jana Skrzypińskiego w 1930 roku.
W Wojsku II Rzeczpospolitej pistolet wydawano w komplecie ze skórzaną kaburą. Kaburę żołnierz przypinał do pasa głównego, po prawej stronie ciała na biodrze. W 10. Brygadzie Kawalerii pistolety noszono na tzw. sposób niemiecki – czyli kaburą po lewej stronie pasa. Do kabury dołączony był pas naramienny. W kaburze poza pistoletem było miejsce na dwa zapasowe magazynki oraz na mosiężny wycior do czyszczenia broni.
W ciągu dziewięciu lat do wybuchu wojny wyprodukowano niemal 50.000 sztuk. Niemcy przejęli fabrykę i błyskawicznie rozpoczęli produkcję na swoje potrzeby, wypuszczając Visy niemal nieróżniące się od radomskiego oryginału. Niemcy Visa nazwali Pistole 645(p) i zdążyli wyprodukować niemal 312.000 sztuk do zakończenia wojny.
Stopniowo produkcję hitlerowcy przenieśli do Steyr w Austrii, gdyż Armia Krajowa, penetrując skutecznie fabryczną produkcję, pozyskiwała części do wytwarzania pistoletów na potrzeby walki podziemnej.
Do Kanady i Stanów Zjednoczonych po zakończonej wojnie trafiło wiele tysięcy egzemplarzy Visa, dzięki żołnierzom wracającym z wojny w Europie. Wracający żołnierze przywozili różne zdobyczne trofea, głównie w postaci niemieckiej broni.
Vis jest dzisiaj rarytasem wśród kolekcjonerów broni na kontynencie amerykańskim, przyczyniając się do poznawania i badania historii II wojny światowej, będącej częścią historii Polski.

vis

piątek, 26 październik 2012 21:52

Moje dziecko kłamie

Napisane przez

wielodzietniWiększość rodziców prędzej czy później zauważa, że ich dziecko kłamie. Przyczyn tego może być wiele. Jedną z nich jest to, że dzieci uczą się kłamać przede wszystkim od dorosłych. Przyjrzyjmy się kilku, dosyć powszechnym sytuacjom:

1. Matka zapytana przez znajomą, czy podoba się jej nowa sukienka, odpowiada twierdząco, żeby po chwili, gdy jest już sama, stwierdzić: Okropna ta sukienka, ale po co mam sprawiać jej przykrość, skoro tak się z niej cieszy? Przecież nie powiem jej, że wygląda beznadziejnie.
2. Ojciec, który usłyszał od znajomych, że wybierają się z wizytą, zaprasza ich gorąco: Zapraszamy serdecznie, będzie nam bardzo miło. A później narzeka głośno: Znowu chcą do nas przyjść! Pokrzyżowali nam wszystkie plany! Mam ich dosyć, my tak często do nich nie chodzimy...
3. Mama w obecności córki kupiła sobie nowe ubranie. Przed powrotem do domu prosi ją: Wiesz co, nie mówmy o tym tacie, po co ma się denerwować. Dzisiaj to schowamy, a pokażemy mu kiedy indziej.

Profesor psychologii, Gail Heyman, poszukiwał odpowiedzi na pytanie, jak często rodzice okłamują dzieci. W tym celu przeprowadził dwa niezależnie badania. W pierwszym badał okłamywanie dzieci po to, aby uzyskać oczekiwane zachowanie ("jak nie wypijesz mleka, to wypadną ci wszystkie zęby"), w drugim, kłamanie w celu uszczęśliwienia dziecka ("jesteś najmądrzejszy z całej klasy"). Wyniki okazały się zaskakujące. Rodzice kłamią notorycznie, nawet wtedy, kiedy nie ma takiej potrzeby. Czy nie powinno nas to zastanowić?
A małe dziecko ma do rodziców, dziadków i innych bliskich bezgraniczne zaufanie. Jeśli zauważa, że oni nie zawsze mówią prawdę, wyciąga ze swoich obserwacji wnioski: "Dorośli kłamią. Mogę ich naśladować". Jeżeli przy tym słyszy usprawiedliwienia typu: "Nie powinno się kłamać, ale czasem jest to konieczne", to szybko przyjmuje tę zasadę i stosuje ją później na własną rękę. Kłamie w sytuacjach, w których, wg jego przekonania, jest to usprawiedliwione. Zaczyna też wtedy okłamywać nas.
Kiedy dzieci najczęściej decydują, że kłamstwo jest konieczne? Najczęstsze motywy to:
• lęk przed karą (krzykiem, biciem, gderaniem),
• uwolnienie się od obowiązków,
• uwolnienie się od opieki, szczególnie w przypadku nadopiekuńczych rodziców,
• potrzeba zwrócenia na siebie uwagi, akceptacji (np. eksponuje swoje zalety, których w rzeczywistości nie ma),
• żeby stać się przedmiotem współczucia,
• żeby ukryć, zamaskować swoje cechy, których inni nie akceptują.
Wymienione wyżej motywy kłamstw mają na celu zaspokojenie potrzeb dziecka, ochronę jego interesów. Nie wyrządzają one jednak najczęściej nikomu niczego złego. Bywają jednak poważniejsze kłamstwa, stanowiące duży problem wychowawczy, czyli takie, które krzywdzą innych. Dziecko np. zrzuca winę na kogoś innego, chcąc obronić siebie, kłamliwie obwinia jakąś osobę tylko po to, aby jej dokuczyć, czy oszukuje tylko po to, aby zezłościć rodziców. Zanim zareagujemy, powinniśmy umieć ocenić wagę problemu, z którym mamy do czynienia. Bezwzględna zasada, którą trzeba dziecku zawsze przekazywać, to: aby nigdy nikogo poprzez swoje kłamstwo nie skrzywdziło. Od tej zasady nigdy, w żadnej sytuacji nie powinno odstępować.
Jak sprawić, aby dziecko nie kłamało? Oto kilka podpowiedzi:
• po pierwsze, dawajmy dziecku dobry przykład. Pamiętajmy, że rodzina nie może być miejscem, w którym każdy każdego oszukuje. I tu nie chodzi o to, żeby dziecko nie słyszało kłamstw, ale o to, żeby ich po prostu nie było.
• po drugie, wpajajmy mu od najmłodszych lat właściwe oceny moralne i system wartości. Dziecko nie powinno słyszeć w domu wyrazów uznania dla cwaniactwa, oszustwa, tzw. zaradności życiowej osiąganej kosztem łamania zasad moralnych.
• po trzecie, zastanówmy się, może stawiamy dziecku zbyt wysokie wymagania, którym nie może sprostać, może karzemy je zbyt surowo? Pamiętajmy, że dzieci, które wychowywane są zbyt rygorystycznie, prawie zawsze kłamią.
• po czwarte, nigdy nie wolno nam zawieść zaufania dziecka. Jeśli np. zwierzy się nam i powie prawdę na swój temat, nigdy tej prawdy nie wykorzystujmy przeciwko niemu. Dziecko musi mieć niezachwiane przekonanie, że rodzice zawsze mu pomogą, że będą starali się je zrozumieć.
• po piąte, jeśli dziecko nie obdarza zaufaniem obcych osób, bo np. miało przykre doświadczenia z kontaktów z nimi lub z jakichś powodów nie może powiedzieć prawdy, skłaniajmy je, aby nie mówiło nic lub stwierdzało: "Nie mogę/nie chcę powiedzieć".
Ks. Maliński powiedział kiedyś takie słowa: "Trzeba mądrze, czyli roztropnie uczyć dzieci prawdomówności. Nie każdemu ma się mówić każdą prawdę: »Nie każdy ma prawo do twojej prawdy. Są kręgi wtajemniczenia. Jest krąg najbliższy, który ma prawo największe do twojej prawdy. To rodzice. Potem rodzeństwo. Potem krąg przyjaciół. Potem krąg znajomych. Wreszcie krąg nieznajomych. I na końcu – krąg podejrzanych«.
To nie tak łatwo dziecku wytłumaczyć. Jednak ten trud musi być podjęty, bo nie można z dziecka robić naiwniaka, którego każdy może nabrać, naciągnąć, wykorzystać, zmanipulować. To nie chodzi o to, żeby wytwarzać psychozę strachu przed drugim człowiekiem, ale poczucie własnej godności, godności drugiego człowieka".

B. Drozd - psycholog

Mississauga

piątek, 26 październik 2012 20:08

Marsz Niepodległości 2012... ?

Napisane przez

witoldJasek copyMimo działań mających za zadanie zastraszyć Polaków i zniechęcić do udziału w Marszu Niepodległości, przygotowania patriotów idą pełną parą. Frekwencja może być nawet większa niż w latach ubiegłych. Jak obecne władze zapobiegną wizycie zamaskowanych terrorystów z Niemiec?
Czy media będą oskarżać (!) uczestników marszu o skandowanie haseł "Bóg, Honor, Ojczyzna" (jakby to były jakieś "zakazane piosenki" okresu okupacji faszystowskiej)? W Polsce i w wielu innych krajach trwa wmawianie narodom haseł "wolność, równość, braterstwo". Pod tymi właśnie sztandarami kroczy na przykład "Kolorowa Niepodległa". Niestety, wolność, równość, braterstwo jest jak fałszywy pieniądz, nic niewart lub wart tyle co obligacje po krachu giełdowym. Polska i niemal już cały świat upada moralnie i... gospodarczo, do czego przyczyniają się fałszywe, wyżej wymienione ideały. Odbudowa Rzeczypospolitej rozpocznie się po chirurgicznym usunięciu fałszywych haseł i ich sponsorów-propagatorów. Jak zegarek szwajcarski społeczeństwo musi mieć odpowiedni precyzyjny mechanizm funkcjonowania, aby wskazówki zawsze wskazywały na dobro, pokój, sprawiedliwość, szanse rozwoju...


RyanInterview-500x281Paul Ryan, rzeczowy kandydat!
Wyścig o fotel prezydencki Stanów Zjednoczonych zbliża się do finału. Bardzo łatwo zauważyć można stronniczość poszczególnych redaktorów zadających pytania (i odpowiedzi!) w debatach telewizyjnych bądź w wywiadach z kandydatami. Podczas wywiadu telewizyjnego kandydat do fotela wiceprezydenta Stanów Zjednoczonych – Paul Ryan – odpowiadał na zadawane przez reportera pytania, ale gdy reporter, chcąc zapewne nadać wywiadowi negatywny ton bądź zdezorientować Ryana, przedstawił pytanie, w które wkomponowana była odpowiedź, na tym zakończył się wywiad, gdyż Paul Ryan zwrócił uwagę reporterowi, że wmawia mu słowa, które nie zostały wypowiedziane.
Reporter: "To państwo (Stany Zjednoczone), ma problem z bronią?
Ryan: "To państwo ma problem przestępczości!"
Reporter: "Czy to nie jest problem broni?"
Ryan: "Nie! Nawet Obama nie proponował nowych przepisów prawnych. Mamy wystarczająco... potrzeba je tylko konsekwentnie egzekwować. Najlepszym sposobem walki z wszelaką przestępczością jest nauczenie społeczeństwa dobrego charakteru, dyscypliny, cywilizacji..."
Reporter: "Można to osiągnąć za pomocą obniżenia podatków!..."
Ryan: "To dziwne, bo to jest wciskanie w moje usta słów, których nie wypowiedziałem..."

Koniec wywiadu.

wtorek, 26 wrzesień 2017 11:53

Psycholog radzi: Zdradziłem i bardzo tego żałuję...

Napisane przez

wielodzietniZdradziłem moją najbliższą osobę, kobietę, która była obecna w moim życiu przez 15 długich lat. 

Mam 37 lat, mieszkam w dużym mieście, jestem (byłem, bo obecnie został ze mnie cień człowieka) w miarę przystojny, mam nie najgorszą, choć nie porywającą pracę, sporą wiedzę o świecie, zdolność do dyskusji, jestem dobrze postrzegany przez innych ludzi i sprawiam (tu znów powinienem użyć czasu przeszłego) wrażenie pewnego siebie i szczęśliwego człowieka. Nie jest to jednak pełny obraz, bo w głębi serca jestem dosyć zakompleksionym i mało pewnym siebie człowiekiem, który poprzez swój styl życia, wiedzę i doświadczenie był postrzegany jako inna osoba niż wynika to z jej własnych cech. To ważne, gdyż legło u podstaw zdrady.
Moją towarzyszkę życia poznałem, będąc na studiach. Zakochałem się w Niej bez pamięci. To był czas euforii, ekscytacji i wielkiego zaangażowania uczuciowego. Wzięliśmy ślub i z czasem staliśmy się dla siebie przyjaciółmi, pomagaliśmy sobie nawzajem, mieliśmy wspólne pasje, dobre i w miarę wygodne życie, sporo podróżowaliśmy, czytaliśmy, rozmawialiśmy... po prostu żyliśmy. Niestety, zaniedbałem nasz związek poprzez brak otwartości na jej potrzeby, brak umiejętności rozmawiania o uczuciach, seksie. Mimo moich niedoskonałości i wad Ona mnie akceptowała, a ja, będąc niepewnym własnej wartości, nie mogłem zdecydować się na otwartość i szczerość w najważniejszych sprawach.
Kilkanaście miesięcy temu zaangażowałem się w romans z koleżanką z pracy. Zaczęło się od rozmów wykraczających poza tematy służbowe, wspólnych przerw, później spotkań po pracy. Skończyło się tak, jak zwykle się kończy. W tym czasie oszukiwałem, pisałem smsy w ukryciu, maile... Romans wyszedł na jaw. Na początku zaprzeczałem, głupio i nawinie pogrążając się jeszcze bardziej, tłumacząc, że to "przyjaźń", później, że tylko zdrada emocjonalna, ale Ona bardzo nalegała na całą prawdę, więc w końcu przyznałem się do wszystkiego. Ona, moja przez tyle lat, musiała odejść...
Zrobiłem najgorszą rzecz, jaką można sobie wyobrazić. Nie ma na to żadnego wytłumaczenia i usprawiedliwienia. Dlaczego to zrobiłem? Bo uległem pokusie podniesienia swej własnej wartości, bycia docenionym przez kogoś innego. Dlaczego brnąłem dalej, choć wystarczyły mi rozmowy? Bo w swej próżności wstydziłem się nie ulec zachętom do fizycznego zbliżenia (choć nigdy nie byłem demonem seksu i podczas 15 letniego związku nie "spałem" z inną kobietą). Wszystko to jest najgorszą rzeczą jaką zrobiłem w życiu. Przez próżność i głupotę zmarnowałem życie mojej wspaniałej i wyrozumiałej żonie, w której się zakochałem i którą starałem się kochać nieudolnie. Zburzyłem tym samym swój świat, który bez Niej po prostu nie istnieje.
Nie potrafię sobie wybaczyć tego, co się stało. Nie potrafię wybaczyć, że przez słabość i głupotę zrobiłem tyle złego. Tak bardzo mi wstyd. Tak bardzo żałuję, tak bardzo brak mi naszego świata, rozmów, gestów, sposobu komunikacji... wszystkiego. Sam odchorowuję to ciężko. Moje życie to koszmar na pograniczu depresji. Wysiłek, by zmuszać się do podstawowych czynności życiowych. Nie jem, ledwo włóczę się do pracy, wypalam paczkę papierosów dziennie. Staram się myśleć i zastanawiać, dlaczego tak się stało. Potrzebuję psychoterapii, bo chcę się zmienić, by móc cokolwiek naprawić. Zdecydowałem się zacząć brać antydepresanty, bo nie daję sobie już rady z poczuciem winy i straty. Moje życie teraz to powolne zabijanie siebie. CHCIAŁBYM móc naprawić to wszystko i będę starał się wykorzystywać każdą okazję kontaktu z Nią, choć wiem, że może już nigdy do mnie nie wrócić. Może jest jeszcze nadzieja. Smutne to wszystko, przykre... Dlaczego nie mamy czasami siły, by w takich sytuacjach zachować się jak uczciwy człowiek, po prostu pomyśleć i nie dopuszczać do takich tragedii. Pozdrawiam smutno i proszę o pomoc. Robert

Więź małżeńska to najsilniejszy, najbardziej intymny i zarazem najbardziej niezwykły związek między mężczyzną a kobietą, a niewierność jest jedną z najbardziej bolesnych ran, jaką mogą sobie zadać małżonkowie.
Jeśli dochodzi do zdrady, to mamy do czynienia z ogromnym cierpieniem obydwojga i wszyscy stoją na straconych pozycjach. Zwykle w początkowej fazie intensywniej cierpi skrzywdzony współmałżonek, jednak w dłuższej perspektywie czasowej okazuje się, że jeszcze większy ból dotyka tego, kto dopuścił się zdrady. Takiemu człowiekowi zaczyna coraz bardziej komplikować się życie osobiste. Zdrada zmusza go do kłamstwa, oszustwa, poczucia winy. Stopniowo uświadamia sobie, że skrzywdził nie tylko męża/żonę, ale również samego siebie, oraz że uczynił coś nieodwracalnego. Coś, czego nie da się już wykreślić z jego życiorysu i co do śmierci będzie wpływało na jego sposób myślenia o sobie. Świat sprzed zdrady znika bezpo-wrotnie. Od tego momentu nic już nie jest takie jak przedtem. Zdrada małżeńska powoduje bolesne konsekwencje psychiczne, moralne, prawne i ekonomiczne, które wynikają na przykład z pojawienia się dziecka pozamałżeńskiego, a także zdrowotne przez zarażenie się różnymi chorobami, np. AIDS. Zawsze wtedy następuje poważny kryzys małżeński. Czasem nie ma szans na złagodzenie bólu i na powrót do harmonijnego życia małżeńskiego. Wtedy nie pozostaje zwykle nic innego, jak separacja. Jednak gdy małżonek, który dopuścił się zdrady, uzna swoją winę, nawróci się i dokona zasadniczej zmiany swego postępowania, możliwe jest przebaczenie. Najdojrzalszym sposobem wynagrodzenia zdrady jest uczenie się dojrzałej, ofiarnej i wiernej miłości w obecnym życiu małżeńskim i rodzinnym.

piątek, 19 październik 2012 18:33

Oto jest... Kanada

Napisane przez

witoldJasek copyAl Simmons Gun Shop, czyli sklep z bronią znajdujący się na Locke Street w Hamilton, wziął udział w dorocznym street party zorganizowanym przez Business Improvement Area z Hamilton.

Cóż było zrobić? Przejazd zablokowany, na ulicy stragany, na których można zakupić artykuły z lokalnych biznesów, po prostu "jarmark". O ile handlujący żywnością czy odzieżą to jest rzecz normalna, o tyle wystawiając broń na uliczny stragan, można się narazić...
Odważny właściciel sklepu z bronią zrobił to, co podyktował mu handlowy instynkt: wystawił swoje karabiny i pistolety na własnym straganie ustawionym obok innych handlujących na Locke Street. Niech publika wie, że strzelectwo, myślistwo i kolekcjonowanie broni jest legalne! Oczywiście, wszystkie konstrukcje strzeleckie były odpowiednio zabezpieczone, jak mówi litera prawa, przepisy bezpiecznego przechowywania i pokazywania broni.


Sprzedawcy nie mogli nadążyć w odpowiadaniu na pytania bardzo wielu zaciekawionych przechodniów, bo w Hamilton zobaczyć broń na straganie to widok całkiem egzotyczny, jak na "Dzikim Zachodzie". Najstarsi przechodnie opowiadali, jak to dawno, dawno temu w tej "dzikiej" Kanadzie można było kupić karabin... na stacji benzynowej.
No i kto by pomyślał, że świat pójdzie tak do przodu, że ta tak zwana dzika Kanada okaże się o wiele bardziej cywilizowana, podczas gdy ta "postępowa" Kanada, szczególnie w wielkich aglomeracjach miejskich, okaże się... zresztą każdy wie.
Witold Jasek


komendant ZS Strzelec
kontakt: Ten adres pocztowy jest chroniony przed spamowaniem. Aby go zobaczyć, konieczne jest włączenie w przeglądarce obsługi JavaScript.

piątek, 12 październik 2012 19:28

Tradycyjne metody wychowania cz.2

Napisane przez

wielodzietni"Piszę, ponieważ szukam pomocy lub porady. Jesteśmy normalną rodziną, bez nałogów i innych większych problemów. Zawsze staraliśmy się być dobrymi rodzicami i wszystko robiliśmy dla dzieci. A jednak coś nam nie wyszło, bo od kilku lat mamy bardzo poważne problemy z 18-letnim synem. Od momentu, gdy poszedł do liceum, zmienił się nie do poznania. Raz nam po prostu powiedział, że ma dosyć dotychczasowego życia i chce w końcu być zły. Zaczął okradać naszą rodzinę, jest w stosunku do nas wulgarny, ma problemy w szkole (bójki, niechęć do nauki). Kradnie nie tylko pieniądze, ale też np. narzędzia męża, papierosy, słodycze młodszego rodzeństwa, po prostu wszystko. Jesteśmy wykończeni. Żadne rozmowy, zmiana szkoły, kary nic nie pomagają. Co robić?" Agata

Jak widać, wielu rodziców traci swoje dzieci, i to często bezpowrotnie. Najczęściej w okresie dorastania porywają je koledzy, politycy, idole czy medialni guru. Wielu rodziców zastanawia się, gdzie popełnili błąd, bo przecież robili wszystko, żeby było dobrze, stosowali najlepsze, nowoczesne metody wychowawcze. Trzeba pamiętać o tym, że problemy takie jak przedstawione w liście nie zaczynają się z dnia na dzień.


W XX w. odrzucony został sposób wychowania, który przez wieki ukształtował wielu świętych, królów i mężów stanu. W zamian zaoferowano nam ideologiczne banały o tolerancji i wolności. A natura ludzka się nie zmienia, więc może należy wrócić do tego, co już sprawdzone? Tydzień temu przybliżyłam 3 zasady wychowania klasycznego, opartego na mądrości greckiej, rzymskiej i chrześcijańskiej. Dziś ciąg dalszy tych zasad.


Zasada 1: Każde dziecko jest inne i wymaga odkrycia drogi prowadzącej do jego wewnętrznego świata.


Zasada 2: Od doskonałości moralnej rodziców zależy to, jak dobrze wychowają swoje dzieci (im człowiek jest doskonalszy moralnie, tym skuteczniej i lepiej będzie wychowywał swoje dzieci).


Zasada 3: Wiedza teoretyczna (znajomość technik i metod) jest tylko wstępem do prawdziwego wychowania, które wymaga systematycznego i wytrwałego stosowania jej w praktyce.


Zasada. 4: Nie ma dobrego wychowania bez kształtowania konkretnych cnót.
Cnota to mówiąc inaczej dyspozycja do właściwego postępowania w różnych sferach życia. Daje nam ona możliwość realnego wykonywania jakiegoś dobra. Bez niej co najwyżej wyrażamy chęć czy zamiar zrobienia czegoś. Rozróżniamy cnoty obyczajowe: roztropność (pewien rodzaj realizmu), męstwo, umiarkowanie, sprawiedliwość, oraz cnoty wprowadzone przez chrześcijaństwo, zapewniające rozwój duchowy: wiarę, nadzieję i miłość. Ciało zaś doskonalone ma być przez sprawności fizyczne, tj. zwinność, zdrowie, siłę i piękno.
Dziecko, które posiądzie ww. cnoty, może skutecznie mierzyć się ze światem i zwyciężać. I tak np.:
Jeśli ukształtujemy roztropność – nauczymy je dokonywać trafnych wyborów w trudnych sytuacjach życiowych.
Jeśli wdrożymy do umiarkowania – nauczymy panowania nad sobą, uchronimy przed zgubnymi nałogami.
Jeśli ukształtujemy męstwo (odwagę cywilną) – będzie potrafiło oprzeć się wpływom grupy rówieśniczej.
A więc zamiast wychowywać dziecko do wolności i tolerancji, musimy najpierw nauczyć dziecko porządku wokół siebie, systematyczności, wytrwałości, cierpliwości, panowania nad emocjami, logicznego rozumowania, zwalczania lenistwa, chciwości itd. Bo żeby być rzeczywiście tolerancyjnym (wyrozumiałym) dla innych, trzeba w pierwszym rzędzie umieć zapanować nad sobą!


Zasada 5: Nie ma dobrego wychowania bez stawiania wymagań i kontrolowania dziecka.
Wielu rodziców wierzy w to, że kontrolowanie i cenzurowanie dziecka to przeżytek. A prawda jest taka, że aby wychować odpowiedzialnego i pracowitego człowieka, należy ingerować w jego zachowanie już w pierwszych latach jego życia. Polega to oczywiście na odpowiednim kształtowaniu cnót, ale też na kontrolowaniu i cenzurowaniu go, nie zapominając jednocześnie o nagradzaniu i własnym przykładzie. Jest to podstawowy warunek dobrego formowania charakteru.


Zasada 6: Zdrowy dystans w relacjach z dziećmi jest niezbędny do tego, aby je dobrze wychować.
Aby wznieść dziecko na wyższy poziom moralny i duchowy, trzeba, po pierwsze, być dla dziecka autorytetem i coś sobą reprezentować (chodzi o cnoty), po drugie, relacje w rodzinie powinny się opierać na zasadzie podległości, tzn. dorośli wydają polecenia, a dzieci słuchają, a nie na odwrót. Częstym błędem jest też zbytnie spoufalanie się dziećmi, np. zachowywanie się z jak koleżanka/kolega dziecka, a nie jak rodzic.
Każda matka i ojciec powinni znać granicę w swoich relacjach z dzieckiem i jej nie przekraczać. Bywa, że matki i ojcowie raz czegoś zabraniają, by za kilka minut na to pozwolić. Jest to błąd.


Zasada 7: Nie można bezgranicznie ufać dorastającemu dziecku.
Nie wolno wierzyć w tzw. naturalną dobroć dziecka i być w nim bezmyślnie zakochanym. Trzeba zdawać sobie sprawę z tego, że każde dziecko, chociażby pod wpływem grupy rówieśniczej, może zrobić coś, czego byśmy się nigdy po nim nie spodziewali. Często po jakimś wykroczeniu dziecka, rodzice mówią: "Nie, mój syn nie mógł tego zrobić". Życie pokazuje, że jednak mógł. Dlatego, szczególnie wobec dorastających dzieci, potrzebne jest tzw. ograniczone zaufanie.


Zasada 8: W wychowaniu nie można zapominać o Bogu.
Ktoś mądry powiedział: rób tak, jakby wszystko zależało od ciebie, i módl się tak, jakby wszystko zależało od Boga. Tak samo jest z wychowaniem. Dlatego:
• wychowujmy dziecko do wieczności, cele ziemskie osiągając niejako po drodze,
• należy wypraszać dla dziecka łaski u Pana Boga poprzez modlitwę, zamawianie Mszy św. w jego intencji i uczestnictwo razem z nim (!) w sakramentach,
• pamiętajmy, że walka o dziecko odbywa się na płaszczyźnie duchowej, dlatego powierzenie naszych dzieci opiece Bożej jest szczególnie ważne!

B.Drozd - psycholog

piątek, 12 październik 2012 18:58

Mitt Romney następca Reagana?

Napisane przez

reagan on horseback2Ronald Reagan, którego przeciwnicy nazywali "ostatnim kowbojem Ameryki", był bardzo zbratany z farmerami, z wojskiem czy z NRA, czyli ze środowiskami znającymi zagadnienia broni. Urodził się w małej, rolniczej miejscowości Tampico w Illinois, w okolicach "największego polskiego miasta" – Chicago. Wkrótce po wyborze na prezydenta Stanów Zjednoczonych oprócz szeroko zakrojonych reform ekonomicznych, "reaganomii", dał się poznać jako przyjaciel Polaków, katolików i jakże mocnego, równie popularnego wśród Polonii lobby "pro-gun". Ogólnie znane są działania prezydenta Reagana w obalaniu komunizmu czy jego przyjaźń z Papieżem Janem Pawłem II.
Ponieważ w naszym kąciku tematycznym interesują nas bardzo konkretne zagadnienia, prześledźmy nieco historię, a być może zauważymy pewne podobieństwa osób przedstawionych w tytule tekstu.


W 1984 roku, 26 maja, stojąc przed zebranymi podczas konferencji członkami NRA, powiedział: "Zawsze czułem głęboką więź z waszą grupą...". Nawiązał też do historii Stanów Zjednoczonych oraz do słów jednego z ojców niepodległości Ameryki, Lincolna: 'Podstawowe zasady są bezkompromisowe!'', a Konstytucja Stanów Zjednoczonych mówi, że "the right of the people to keep and bear arms shall not be infringed". Cały okres podwójnej prezydentury Reagana był zgodny z obietnicami wyborczymi i wyznawanymi wartościami.
W 2012 roku Mitt Romney krok po kroku idzie śladami wielkiego poprzednika, zaprzyjaźniając się z "pro-gun" lobby, z katolikami oraz z... Polonia (podróżując do Polski, wspominając wkład Polaków w uzyskanie niepodległości Stanów Zjednoczonych, dziękując za Papieża Polaka.) Środowiska te są konieczne Romneyowi do wygrania wyborów.


Naśladując Reaganowy pierwowzór, Mitt Romney powiedział: "Wierzę, że jesteśmy zupełnie wyjątkowym państwem z wyjątkowym przeznaczeniem oraz rolą do odegrania w świecie". Oto kilka zdań Romneya z wywiadu udzielonego specjalnie dla członków NRA kilka dni temu: "Stany Zjednoczone są specyficznym krajem, gdyż jesteśmy narodem stojącym na fundamencie ustanowionym podczas rewolucji amerykańskiej. Jesteśmy więc spadkobiercami przodków, którzy własną krwią okupili odrzucenie tyranii i ustanowili państwo ludzkie, państwo ludzi dla ludzi. Uznajemy, jak to ujmuje Deklaracja Niepodległości, że człowiek otrzymał od stwórcy pewne prawa, których nie wolno mu odbierać. Możemy być bardzo dumni z tej całej spuścizny dziejowej. Mam nadzieję, że będę mógł służyć Amerykanom, pielęgnując tę piękną tradycję. Stany Zjednoczone potrzebują prezydenta stojącego na straży przywilejów i praw osób, które chcą bronić siebie, swojej rodziny, domostwa oraz chcą kontynuować tradycje myśliwskie. Prezydent Obama zupełnie nie wykonuje swojej misji w tym temacie, ale ja to będę robił. Wybór jest jasny i prosty i mam nadzieję, że członkowie (NRA) zagłosują na mnie, o czym proszę pamiętać w dniu wyborów".


Tyle w temacie, który może zainteresować czytelnika tej skromnej rubryki.
Sprawy przyszłej szerszej polityki, polityki reform krajowych czy polityki międzynarodowej (Izrael i Iran?) będą poruszone zapewne już w kolejnej rundzie telewizyjnej debat Obama-Romney.


Witold Jasek, komendant ZS Strzelec
kontakt: Ten adres pocztowy jest chroniony przed spamowaniem. Aby go zobaczyć, konieczne jest włączenie w przeglądarce obsługi JavaScript.

piątek, 05 październik 2012 22:46

Tradycyjne metody wychowania cz.1

Napisane przez

 

wielodzietniOto list, jaki rok temu otrzymałam od zrozpaczonej matki: "Nie mogę dojść do porozumienia z 15-letnią córką. Nie chce się uczyć, zaczęła palić papierosy, pyskuje, ciągle się na wszystkich gniewa. Rzuciła ukochany taniec, a w zamian zaczęła słuchać jakiejś okropnej, hałaśliwej muzyki. Zmieniła też swój image. Wygląda tak, że mąż wstydzi się z nią gdziekolwiek pokazywać. (...) Nie pomagają ani groźby, ani pochwały. Jestem zupełnie bezradna."

I jeszcze dwa cytaty, jednakże pochodzące z trochę odleglejszych czasów:
"Młodzież nasza lubi przepych, jest źle wychowana, drwi z przełożonych i nie ma w ogóle poszanowania dla starszych. Nasze dzieci stały się tyranami, sprzeciwiają się własnym rodzicom i oddają się rozmowom zamiast pracować. Mówiąc po prostu są one bardzo złe." Sokrates (470–399 p.n.e.)
"Straciłem wszelką nadzieję odnośnie przyszłości naszego kraju, jeżeli dzisiejsza młodzież weźmie jutro w swoje ręce ster władzy, gdyż jest to młodzież nieznośna, niekonsekwentna, po prostu straszna." Hezjodot (720 r. p.n.e.)
Jak widać, problemy rodziców z dziećmi w wieku dorastania są stare jak świat. Można nawet powiedzieć, że wszyscy muszą przez nie przejść.
Dlaczego tak się dzieje? Ponieważ burza hormonalna, która wówczas występuje, powoduje ogromne zmiany fizyczne, fizjologiczne, psychiczne i dotyczące świadomości. To okres w życiu dziecka, w którym młody człowiek nie rozumie, co się z nim dzieje, sam siebie nie poznaje i nie może dojść ze sobą do ładu. Rozpada się wtedy jego dotychczasowy wewnętrzny porządek, aby jego miejsce mógł zająć nowy ład. Nic więc dziwnego, że jest to czas pełen zakrętów, momentów krytycznych i zawirowań. Życie z dojrzewającym synem czy córką jest codzienną próbą cierpliwości, tolerancji, empatii, wyobraźni i miłości. Przerasta to niejednokrotnie wytrzymałość niejednego rodzica. A jednak trzeba ten czas przejść razem z dzieckiem.
Aby ten czas dobrze zakończyć, potrzebne są rodzicom wskazówki, jak to zrobić. I tak, na przestrzeni wieków pojawiały się różne podpowiedzi mądrych tego świata dotyczące wychowania. Od jakiegoś czasu na przykład rodzice bombardowani są informacjami na temat liberalnego, bezstresowego wychowania. Wszyscy znamy te założenia i wiemy, że skutki jego stosowania bywają katastrofalne. Dla kontrastu pragnę dziś przybliżyć zasady wychowania klasycznego, tzn. takiego, które praktykowane było jeszcze niedawno, a oparte jest na mądrości greckiej, rzymskiej i chrześcijańskiej.


1. Każde dziecko jest inne i wymaga odkrycia drogi prowadzącej do jego wewnętrznego świata.
Czasem można spotkać rodziców, którzy są bardzo zdziwieni tym, że ich dwoje dzieci, dorastając w podobnych warunkach, przy zastosowaniu niemal identycznych metod, zachowuje się całkowicie odmiennie. Dla pedagogów jest to dowód na to, że każde dziecko jest inne.
Nad każdym młodym człowiekiem trzeba się więc osobno pochylić i pomóc mu pracować nad jego charakterem i umiejętnościami. Trzeba zdawać sobie sprawę, że każdy ma swoje, specyficzne tempo rozwoju oraz dojrzewania fizycznego i moralnego.
Z tego względu konieczne jest stosowanie różnych technik wychowawczych. Może się zdarzyć, że te, które w przypadku określonych osób mają rację bytu, u innych mogą po prostu nie działać.


2. Od doskonałości moralnej rodziców zależy to, jak dobrze wychowają swoje dzieci.
Jest to chyba największy sekret wychowania człowieka.
Osoby o pewnych słabościach czy ułomnościach moralnych (np. alkoholicy, przestępcy) nie mogą być wzorami dla dzieci, a im człowiek jest doskonalszy moralnie (aż do świętości), tym skuteczniej i lepiej będzie wychowywał swoje dzieci. Każdy rodzic powinien uświadomić sobie, że:
– jeśli pali papierosy, nadużywa alkoholu, krzyczy z byle jakiego powodu, kłóci się przy dzieciach, jest leniwy, jest chciwy, lubi plotkować, obmawiać, używa wulgaryzmów itd., to istnieje duże prawdopodobieństwo, że jego dziecko odziedziczy po nim te wady.
Wniosek: Rozpocznij pracę nad sobą. Niech twoją motywacją będzie to, że od tego zależy przyszłość twoich synów i córek.


3. Sama znajomość technik i metod nie gwarantuje sukcesu wychowawczego

Mówiąc inaczej, aby dobrze wychować dziecko, nie wystarczy sama wiedza. Niezbędna jest jeszcze umiejętność stosowania jej w praktyce. Niby to oczywiste, ale w wielu przypadkach rodzice sami siebie okłamują. I tak, dorosły człowiek wie, co ma robić dla dobra swoich dzieci, ale tego nie robi...

Jest kilka przyczyn takiego postępowania:
– Ktoś może mieć umiejętność przekuwania teorii w praktykę, ale nie jest w stanie tego robić ze względu na zewnętrzne, niezależne od niego okoliczności. I tak np. rodzic, który dla utrzymania rodziny zmuszony jest całymi dniami pracować poza domem, w efekcie zaniedbuje dzieci. I tak dochodzi do sytuacji, w której co prawda jest w stanie je nakarmić i ubrać, ale nie jest już w stanie dobrze ich formować.
– Druga to sytuacja, gdy ktoś może być dobry teoretycznie i praktycznie, ale dyskwalifikują go własne wady.
Jeśli na przykład jest nieopanowanym cholerykiem, to choćby był tzw. dobrym człowiekiem, nie będzie w stanie dobrze wychowywać dzieci, gdyż młodzi kształtują swoją osobowość głównie przez naśladownictwo.
– Wreszcie trzeci przypadek. Niby wiemy, co robić, ale nie realizujemy tego z lenistwa i braku konsekwencji.
Mamy większą skłonność ku temu, aby kogoś wysłuchać czy o czymś przeczytać, niż później, pokonując opór dziecka, realnie osiągnąć znany nam teoretycznie cel.
Wniosek: Wiedza teoretyczna jest tylko wstępem do prawdziwego wychowania, które wymaga systematycznego i wytrwałego stosowania jej w praktyce.


Cd. za tydzień

piątek, 05 październik 2012 21:47

Szkoła rycerska XXI wieku

Napisane przez

Liceum Akademickie Korpusu Kadetów jest w czasach współczesnych jedyną w Polsce szkołą będącą spadkobiercą chlubnych tradycji Szkoły Rycerskiej, Korpusu Kadetów oraz Junackiej Szkoły Kadetów. Założycielem tej instytucji jest ks. płk dr Marek Wesołowski, kapelan Biura Ochrony Rządu, współautor książki "Duszpasterstwo wojskowe w Polsce w latach 1945-1991": Liceum Akademickie Korpusu Kadetów w Łysej Górze ma kontynuować najlepsze tradycje szkoły rycerskiej, którą w XVIII wieku założył król Stanisław August Poniatowski. Ma w nim kształcić się przyszła elita polskiej armii. Oprócz nauki i zajęć teoretycznych w planie nauczania jest strzelectwo, spadochroniarstwo, narciarstwo, czy nawet jazda konna.

Historycznie pierwsze oddziały kadetów utworzono we Francji za czasów Ludwika XIII, a były to oddziały kadetów gaskońskich. Dla wielu osób wyżej wymieniona instytucja skojarzyć się może z powieścią "Trzej muszkieterowie". Idea korpusu kadetów przekroczyła granice Francji i po pewnym czasie w Berlinie, Kołobrzegu i w Magdeburgu Fryderyk Wilhelm I utworzył Korpusy Kadetów. Po III rozbiorze Rzeczypospolitej na terenie byłego kolegium jezuickiego w Kaliszu Fryderyk Wilhelm III utworzył dla dzieci szlacheckich w zaborze pruskim elitarny Korpus Kadetów w Kaliszu. Po utworzeniu Księstwa Warszawskiego Korpus Kadetów w Kaliszu oraz wychowankowie znaleźli się na terenie Księstwa. Już w późniejszym okresie, z początkiem XX wieku, na mocy traktatu wersalskiego, wszystkie niemieckie korpusy kadetów zostały rozwiązane. W III Rzeszy zorganizowano szkoły SS (SS-Junkerschule) i szkoły Napola, które były zbliżone do korpusu kadetów, przygotowując kadry dla elitarnych Waffen-SS.
W II Rzeczypospolitej utworzono szkoły kadeckie oparte na tradycji Akademii Szlacheckiej Korpusu Kadetów w Warszawie i Korpusu Kadetów w Kaliszu. Szkoły te prowadziły kształcenie na poziomie szkół średnich ogólnokształcących o profilu matematyczno-przyrodniczym oraz szkolenie wojskowe na programie szkół podchorążych piechoty. W latach 1918-1939 utworzono trzy korpusy kadetów.
Mamy rok 2012 i dzięki ks. płk. dr. Markowi Wesołowskiemu powstało wielkie dzieło. W Liceum Akademickim Korpusu Kadetów nauczanie przyszłej elity Polski odbywa się w kościele, w szkole i na strzelnicy, a kadeci noszą w sercu słowa "Bóg, Honor i Ojczyzna".
Witold Jasek – komendant ZS Strzelec
kontakt: Ten adres pocztowy jest chroniony przed spamowaniem. Aby go zobaczyć, konieczne jest włączenie w przeglądarce obsługi JavaScript.