Goniec

Register Login

Zdrowie i inne porady

Nasze zdrowie i inne porady.

sobota, 01 grudzień 2012 08:41

Broń "gładkolufowa"?

Napisane przez

 

witoldJasek copyZa sprawą dwóch ostatnich Marszów Niepodległości można usłyszeć o broni gladkolufowej w mediach: od polityków bądź od funkcjonariuszy policji.
Z ogólnikowych informacji na temat broni użytej przeciwko patriotom uczestniczącym w Marszu można odnieść wrażenie, że "broń gładkolufowa", z jakiej strzelano do osób biorących udział w Marszu, w tym do dzieci i kobiet, jest jakimś miękkim, delikatnym i gładkim rodzajem broni.
Nic bardziej mylnego. Nazwa "gładkolufowa" pochodzi tylko od tego, że wnętrze lufy tejże broni nie jest gwintowane, a gwintowanie służy do wprowadzenia pocisku w ruch obrotowy, zwiększając jego celność. Siła uderzenia jest zależna głównie od masy pocisku oraz ilości i jakości prochu używanego do napędzenia tego pocisku. Z bronią gładkolufową można polować nawet na... słonie.


Gumowe kule, jakich użyła "polska"policja, mogą też dokonać uszczerbku na zdrowiu lub mogą być nawet śmiertelne. Kierowanie więc broni w kierunku nieuzbrojonych, niewinnych cywilów przez policję jest bestialstwem. Tysiące osób maszerujących 11 listopada w Marszu Niepodległości zobaczyło na własne oczy prawdziwe oblicze rządu obecnie piastującego te zaszczytne funkcje. Władze te mają znamiona tyranii. Gdy ludzie zaczynają się obawiać swoich władz, jest to tyrania, i wręcz odwrotnie, gdy władze obawiają się społeczeństwa, jest to wolność. Do tego trzeba dążyć...
"Tolerancja w obliczu tyranii nie jest cnotą, a ekstremizm w obronie wolności nie jest występkiem" – Barry Goldwater, senator z Arizony.


Witold Jasek
komendant ZS Strzelec
kontakt: Ten adres pocztowy jest chroniony przed spamowaniem. Aby go zobaczyć, konieczne jest włączenie w przeglądarce obsługi JavaScript.

piątek, 23 listopad 2012 22:02

Kłótnie między rodzeństwem

Napisane przez

wielodzietniMój 13-letni syn i 11-letnia córka bez końca się kłócą. I to nie są zwykłe kłótnie, jakie zdarzają się w każdej rodzinie. Oni wyzywają się, krzyczą na siebie, grożą sobie, rzucają w siebie przedmiotami, wystawiają do siebie środkowy palec. Ostatnio te ich kłótnie zamieniają się już w bójki. Wczoraj na przykład córka rzuciła się na syna i zaczęła go drapać. Nasze upomnienia nie dają żadnego skutku. Próbowaliśmy już chyba wszystkiego, żeby dzieci się uspokoiły, ale one nas nie słuchają. To znaczy za każdym razem obiecują poprawę, ale my z góry wiemy, że jak przyjdzie co do czego, to i tak zrobią swoje.

Ja jako matka czuję się z tym strasznie. Zawsze pragnęłam, żeby dzieci kochały się i wspierały, a jest inaczej. One nie zachowują się jak rodzeństwo, ale jak najgorsi wrogowie. Chciałabym jakoś to zmienić, ale nie wiem jak... Iwona

Podstawową wartością w każdej rodzinie powinno być odnoszenie się do siebie z dobrocią i czułością. Niestety, wiele rodzin boryka się z problemami podobnymi do tych opisanych w liście. Nie zawsze, w wydawałoby się wspaniałych rodzinach, między dziećmi gości harmonia i miłość. Ale my, rodzice, musimy dokonać wszelkich starań, aby stosunki między naszymi dziećmi były jak najlepsze. Jest to ważne nie tylko teraz, ale ma też wielki wpływ na przyszłość. Niektóre dzieci bowiem po latach kłótni i wyzwisk na zawsze oddalają się od rodzeństwa. Aby temu zapobiec, rodzice powinni zrobić wszystko, aby ich dzieci były sobie bliskie i wspierały się wzajemnie. Jak to zrobić? Poniżej trochę podpowiedzi.


1. Bądź przykładem
Aby nauczyć dzieci wzajemnego szacunku, musisz całkowicie się w to zaangażować. Nie wystarczy sporadycznie przypominać dzieciom, jak mają się zachowywać, albo powiedzieć: "Prosiłem/łam, żebyś był grzeczny dla brata/siostry". Musisz odwoływać się do waszych wartości i wyjaśnić, że w waszej rodzinie najważniejsza jest miłość, dobre traktowanie wszystkich członków rodziny i że nie pozwolisz nikomu krzywdzić się nawzajem.
Aby wpoić tę wartość dzieciom, musisz być dla nich przykładem. Bądź dla nich wzorem do naśladowania i pokaż, jak powinny się do siebie odnosić. Pamiętaj, że jeśli ty sam/a krzyczysz na dzieci, wyzywasz je, jeśli twoje słowa lub czyny ranią je, to nigdy nie uda cię nauczyć je szacunku.
Ale kiedy już popełnisz błąd i powiesz lub zrobisz coś niedobrego, to przyznaj się do tego i przeproś. Nie usprawiedliwiaj się, że właśnie byłeś/łaś sfrustrowany/a. Pokaż dzieciom, że umiesz przyznać się do błędu i nie zrzucasz winy na innych. To ty własnym przykładem masz pokazać dzieciom, jak mają się zachowywać.


2. Brak tolerancji dla złego zachowania
Za każdym razem, kiedy jesteś świadkiem wzajemnego upokarzania się, niemiłych komentarzy, wyzywania się czy bójek, musisz zareagować. Nie należy wtedy wygłaszać kazań, wystarczy stwierdzenie: "Jest to zachowanie niedozwolone, które rani drugiego człowieka".
Staraj się nie angażować w kłótnie między rodzeństwem, nie staraj się dociekać, kto jest winny, tylko spokojnie przerwij konflikt.
Jak interweniować? Możesz powiedzieć coś w rodzaju: "To było niegrzeczne. Zabraniam ci odzywać się w ten sposób do brata/siostry". Taka wypowiedź od razu daje wsparcie dziecku krzywdzonemu, a ponieważ dość łagodnie upomina autora obraźliwej wypowiedzi, to także i odwet z jego strony nie powinien później wchodzić w grę.


3. Wyznaczaj granice
Jeśli dochodzi do poważniejszych konfliktów niż słowne potyczki, konieczna będzie mocniejsza interwencja. Co możesz zrobić, kiedy widzisz, że konflikt pomiędzy dziećmi wymyka się spod kontroli?
• rozdzielić je – możesz powiedzieć, że nie mogą przebywać w tym samym pokoju, póki nie będą dla siebie miłe;
• ukarać – kara zawsze powinna być jak najkrótsza i najłagodniejsza, adekwatna i do wieku i do winy, możesz np. przerwać wykonywanie przyjemnej czynności, wyłączyć tego dnia telewizję. Pamiętaj, że zbyt częste i surowe kary mogą tylko pogorszyć sytuację, bo wyzwalają w dziecku bunt. W przypadku nastolatków kary należy wymierzać tylko w ostateczności (znacznie lepiej wtedy rozmawiać i odwoływać się do wartości).


4. Opracujcie nowe sposoby poprawy relacji miedzy rodzeństwem:
• jeśli dzieci dobrze się traktują, zorganizuj jakąś przyjemność dla całej rodziny,
• nagradzaj je (chociaż zauważ i pochwal), jak widzisz, że zachowują się jak przyjaciele,
• zawsze pomagaj im na sytuację konfliktową spojrzeć z punktu widzenia brata/siostry,
• powiedz dziecku, że zamiast mścić się na rodzeństwie, zawsze może przyjść do ciebie i porozmawiać,
• zorganizuj im zabawy, wspólne zadania, które umocnią więź między nimi, bo im lepiej będą się ze sobą czuły, tym rzadziej będą się ranić,
• jeśli widzisz, że spędzają ze sobą dobrze czas, nie przeszkadzaj im,
• nie porównuj ich ze sobą (które jest lepsze, szybsze, mądrzejsze), staraj się, aby ze sobą nie rywalizowały,
• naucz dzieci, jak wyrażać gniew, aby nie ranić innych – pokaż im, jak to robić, i przećwicz to z nimi. Jeśli dziecko czuje złość, to lepiej, żeby wypowiedziało to wprost, np.: "Jestem na ciebie wściekła, nie chcę z tobą przebywać, jesteś dla mnie bardzo niedobry".


5. Nie poddawaj się, aż osiągniesz sukces


Pamiętaj, że stawka jest tu wielka, bo jest nią przyszłość twojej rodziny. A kiedy już odniesiesz sukces, to zobaczysz, że rodzicielstwo może być wielką przyjemnością.

 

B. Drozd - psycholog

piątek, 23 listopad 2012 21:44

Śmigłowce bojowe

Napisane przez

witoldJasek copy Dzisiejsza wiedza na temat śmigłowców i ich szerokiego zastosowania (a w tej rubryce wojskowego) jest raczej ogólnie znana.
Śmigłowiec to wynalazek skonstruowany przez Igora Sikorskiego, który urodził się w Kijowie, w granicach carskiej Rosji, jako najmłodsze z pięciorga dzieci Iwana Sikorskiego, Rosjanina polskiego pochodzenia.


Rodzina Sikorskich od strony ojca wywodziła się z polskiej szlachty kresowej i została wywieziona do Rosji po powstaniu styczniowym.
W 1919 r. Sikorski wyemigrował do Stanów Zjednoczonych, gdzie kontynuował prace konstruktorskie, będąc samemu... pilotem doświadczalnym.
Po raz pierwszy śmigłowce do celów wojskowych zastosowano w 1944 roku, a wojna koreańska i wietnamska potwierdziły ich użyteczność do realizacji zadań jako niezastąpionego, uniwersalnego środka transportu i walki.

 

smiglowce

Już w latach sześćdziesiątych wojskowi praktycy zrozumieli wzrastającą rolę śmigłowców na polu walki. W latach osiemdziesiątych nastąpił gwałtowny wzrost ich kariery bojowej, a w dziewięćdziesiątych tendencja utrzymała się.
W zastosowaniu bojowym śmigłowców w NATO są trzy terminy praktyki, które do dnia dzisiejszego nie utraciły swojego znaczenia: airmobile (mobilność powietrzna), airmobile operations (działania manewru powietrznego) oraz airmobile forces (wojska manewru powietrznego).
Kariera bojowa, rola i znaczenie śmigłowców na współczesnym, jakże często asymetrycznym polu walki rozwijają się dalej.

 


Witold Jasek
komendant ZS Strzelec
kontakt: Ten adres pocztowy jest chroniony przed spamowaniem. Aby go zobaczyć, konieczne jest włączenie w przeglądarce obsługi JavaScript.

piątek, 16 listopad 2012 17:56

Przyczyny złości u dzieci

Napisane przez

wielodzietniMoja córka od dzieciństwa zachowuje się skandalicznie. Gdy była mała, ciągle miała napady złości. Jak w sklepie nie dostała tego, co chciała, kładła się na ziemię i krzyczała. Pamiętam, jak mi było wtedy wstyd przed ludźmi. W rezultacie przestałam ją zabierać na zakupy. W domu też zawsze wszystko starała się wymuszać złością i krzykiem. Zepsuła w ten sposób wiele zabawek, a raz nawet rozbiła lampę. Ale jak była mniejsza, to jakoś to się dało wytrzymać, ale teraz ma już 16 lat i to, co wyrabia, przechodzi ludzkie pojęcie. Jak czegoś jej zabraniamy czy coś od niej chcemy, to najczęściej wrzeszczy, krzyczy na wszystkich, mówi, że nas nienawidzi, wali drzwiami, rzuca wszystkim, co ma pod ręką. Po prostu jak ją ponoszą nerwy, staje się przerażająca. Kiedy najmniejsza rzecz nie idzie po jej myśli, traci nad sobą kontrolę. Jesteśmy przez nią zupełnie zastraszeni. Boimy się jej kolejnych napadów. Co robić? Jak to zmienić? Beata

Niekontrolowane wybuchy gniewu niszczą relacje między ludźmi i psują atmosferę w rodzinie. Należy zrobić wszystko, aby do nich nie dopuszczać. A jak to się dzieje, że w wielu domach są na porządku dziennym, powodując cierpienie wszystkich wokół? Przyczyn niekontrolowanej wściekłości może być co najmniej kilka, na przykład:


1. Wybuchy gniewu rodziców
Wielu rodziców wpada w tak zwane błędne koło. Polega ono na tym, że nie potrafią oni kontrolować złości dziecka inaczej, niż złoszcząc się sami. A wygląda to tak: kiedy dziecko jest niegrzeczne, mama lub tata krzyczy i dziecko uspokaja się. Rodzice więc natychmiast otrzymują oczekiwane rezultaty i widzą, że kiedy nie krzyczą, dziecko jest niegrzeczne, kiedy krzyczą, dziecko jest grzeczne. Takie zachowanie dorosłych, mimo że przynosi krótkotrwałe efekty, ma jedną wielką wadę: uczy dziecko, że krzyk to dobry sposób na radzenie sobie z frustracją i że złość jest skuteczna i akceptowana przez starszych. Więc gdy przyjdzie moment, że same się zezłoszczą, postąpią tak samo jak rodzice: będą wrzeszczeć i bić.
A pierwszy krok do nauczenia dziecka, jak sobie radzić z emocjami, to danie mu dobrego przykładu. Dzieci patrzą, jak odnosimy się do siebie nawzajem, jak rozstrzygamy problemy, szczególnie te, kiedy dochodzi do różnicy zdań. Jeśli wpadamy w gniew, grozimy, podnosimy głos – możemy wkrótce od dziecka oczekiwać tego samego. Natomiast jeśli pokażemy, że umiemy kontrolować złość, że można sobie z nią skutecznie w każdej sytuacji radzić, to takie postępowanie siłą rzeczy wpoimy też swojemu dziecku.


2. Złość się opłaca
Z jednej strony nasze dzieci bardzo szybko orientują się, że nie wszystko im wolno, że nie mogą robić tego, co chcą, kupić tego, czego akurat bardzo pragną, czy iść tam, gdzie mają ochotę. Z drugiej, zauważają też, że rodzice boją się gniewu i po to, żeby kogoś uspokoić, spełniają jego prośby. Dzieci widząc to, próbują zastraszyć swoim wybuchem mamę czy tatę i jeśli uda im się wtedy uzyskać to, czego pragną, to raczej na pewno takie zachowanie powtórzą w przyszłości. Jest to charakterystyczne szczególnie dla maluchów. Chyba każdy z nas był świadkiem histerii dziecka, któremu rodzice odmówili czegoś w sklepie.
Niektóre dzieci wyrastają z napadów wściekłości, u innych natomiast złość przybiera na sile, a wybuchy stają się jeszcze gwałtowniejsze, a czasem wręcz niebezpieczne. Przyczyną tego jest uleganie i nagradzanie złego zachowania.
Dlatego nie powinniśmy ulegać rozzłoszczonemu dziecku, które gniewem próbuje coś od nas wymusić. Nie pozwalajmy na to, żeby jego złe zachowanie kiedykolwiek wpłynęło na naszą decyzję. Dawajmy dziecku to, o co prosi, kiedy jest to dla niego dobre lub kiedy na coś zasłużyło, a nie wtedy, kiedy nas próbuje do czegoś zmusić.


3. Lepsze samopoczucie dziecka po rozładowaniu gniewu
Niektórzy rodzice, mimo że nie dają dziecku złego przykładu i nie nagradzają złego zachowania, mają problem z niekontrolowaną złością u dzieci. Przyczyna tego może być prozaiczna. Otóż kiedy dorosły człowiek czuje wzbierającą się w nim złość, to odczuwa wielki dyskomfort psychiczny. Tłumiony gniew powoduje w nim wzrost napięcia i zaczyna szukać sposobu zlikwidowania tego przykrego uczucia. Często wtedy daje niekontrolowany upust swojej złości, po czym czuje się znacznie lepiej. Tak samo jest z dziećmi. Jeśli one zauważą, że po wybuchu wściekłości odczuwają ulgę, oczyszczenie, to następnym razem, gdy będą w podobnej sytuacji, powtórzą to zachowanie. Jest to naprawdę bardzo niebezpieczna strategia radzenia sobie z gniewem.
Więc co wtedy robić? Należy pomóc dziecku znaleźć inne metody radzenia sobie z emocjami. Mogą to być np. wyjście z pokoju, głębokie oddechy połączone z liczeniem do dziesięciu, kontrolowanie swojego toku myślowego przez mówienie do siebie, uspokajanie się słowami, zmianę tematu, o którym się myśli, itp. Osoby wybuchowe postępują odwrotnie: one same siebie prowokują i napędzają swoją złość.
Praca nad samym sobą nie jest łatwa. Przygotujcie więc dziecko na ciężki wysiłek, a za każdym razem, kiedy uda mu się powstrzymać od wybuchu gniewu, pochwalcie je i powiedzcie, że jesteście z niego dumni.
A na koniec, o tym, czego na pewno NIE powinniśmy robić, gdy dziecko się złości:
• radzić, by sobie ulżyło, uderzając w poduszkę lub inny przedmiot,
• bić dziecka, żeby je ukarać,
• mówić, że może uderzyć kolegę, brata lub siostrę, jeśli zostało zaczepione, ponieważ dziecko nigdy nie powinno postrzegać bicia jako właściwego zachowania.


B. Drozd - psycholog
Mississauga

piątek, 16 listopad 2012 17:39

Straż Niepodległości

Napisane przez

 

witoldJasek copyPrzybliżyliśmy na łamach "Gońca" wiele inicjatyw, organizacji strzeleckich, paramilitarnych, rekonstruktorskich itp. Dziś kilka słów o inicjatywie zwanej jeszcze kilka dni temu Strażą Marszu Niepodległości, a dziś nazywaną Strażą Niepodległości.
Na zakończenie Marszu Niepodległości 2012 w Warszawie Robert Winnicki z Młodzieży Wszechpolskiej oraz Przemysław Holocher z Obozu Narodowo-Radykalnego ogłosili oficjalnie powstanie organizacji o nazwie Straż Niepodległości, która ma pomóc w marszu Polski do prawdziwej niepodległości. Do członkostwa w Straży Niepodległości zapraszani są patrioci o dobrej opinii i charakterze, zdolni fizycznie i psychicznie, potrafiący działać w zespole, zdolni do podjęcia trudu wolontariatu w tej organizacji. Zgłosiło się już wiele osób z całego przekroju środowisk i organizacji patriotycznych. Jest to ruch wywodzący się spod przeróżnych "sztandarów", ale o jednym celu.
Osoby z doświadczeniem w organizacjach typu Związek Strzelecki "Strzelec", Drużyny Strzeleckie etc. są bardzo mile widziane ze względu na uprzednie przygotowanie logistyczne czy w zakresie pierwszej pomocy. Organizacje kibicowskie, które są znane z tworzenia wspaniałych patriotycznych opraw meczów i różnych patriotyczno-rocznicowych uroczystości, mają równie dobre przygotowanie, aby wspomóc działanie Straży.
Po oficjalnym ogłoszeniu powstania tej organizacji media głównego nurtu wraz z politykami lewicy oskarżają organizatorów o tworzenie bojówek faszystowskich. Jak można zaobserwować przez ostatnich kilka lat, to patriotyzm jest nazywany przez wyżej wymienione media i polityków bardzo błędnie faszyzmem.

Porozumiewanie się na polowaniu
Z historią łowiectwa wiąże się nierozerwalnie historia komunikacji myśliwych i naganiaczy. Oczywiście dotyczy to również leśników i wszystkich pracujących w lesie, ponieważ dla nich tego rodzaju umowne znaki w lesie były podstawą porozumiewania się w czasach, kiedy komórek nie było. Tzw. złomy, dzisiaj odznaczenia łowieckie i element kultury, dawniej ułożone w rozmaity sposób, miały swoje znaczenie. Mówiły o tym, w którym kierunku należy się poruszać, czy zwierzyna weszła do lasu, czy z niego wyszła.
Kiedy naganiacze oddaleni od linii myśliwych byli od siebie bardzo daleko, dźwięk trąbki niósł się daleko, a obowiązkiem naganki idącej w miocie było odróżnienie sygnału. Musieli wiedzieć, kiedy ruszać, kiedy stanąć, kiedy iść w lewo, a kiedy w prawo, kiedy kończy się miot, a także wezwanie na posiłek. To tylko kilka elementów, ale jakże ważnych dla tradycji i kultury, które przetrwały.
Obecnie również stosujemy sygnały łowieckie, choć już nie tyle, ile było w dawnych czasach. Jednak przetrwały do dziś w niezmienionej formie. Pisze się również nowe nuty, układa się nowe sygnały, a ich różnorodność jest niesamowita. Na wielu konkursach w Polsce można usłyszeć wspaniałe wykonania zespołów i solistów. Na każdym polowaniu zbiorowym prowadzący informuje o tym, jakie sygnały będą używane podczas polowania, tak aby uczestnicy wiedzieli i nie następowały pomyłki i nieporozumienia. Aby ułatwić komunikację między prowadzącym polowanie a kierownikiem naganki, używa się komórek lub radiostacji. Jest to bardzo ważna rzecz. Znacznie ułatwia to współpracę i organizację takiego polowania, koordynację naganki i w razie czego pozwala podjąć decyzję i w krótkim czasie ją wykonać.


Witold Jasek
komendant ZS Strzelec
Ten adres pocztowy jest chroniony przed spamowaniem. Aby go zobaczyć, konieczne jest włączenie w przeglądarce obsługi JavaScript.

piątek, 09 listopad 2012 22:24

Psycholog radzi: Wartości to podstawa

Napisane przez

wielodzietniOd początku mieliśmy problemy córką. Już jako dziecko była marudna i nieposłuszna. Gdy miała 12 lat, urodził się nasz młodszy syn. Przyznaję, że byliśmy nim bardzo zaabsorbowani i zaniedbaliśmy ją wtedy trochę. Córka opuściła się w lekcjach, wagarowała, wracała późno do domu, przebywała w złym towarzystwie, a my jakoś nie byliśmy w stanie ogarnąć tej całej, zagmatwanej sytuacji. Jak córka miała 17 lat, w grę zaczął wchodzić alkohol i narkotyki. Zaczęły się awantury o wszystko, znikanie na noce, a z domu zaczęły ginąć te przedmioty, które mogła sprzedać. Wtedy dopiero dotarło do nas, że przegraliśmy i zawiedliśmy na całej linii. Patrycja jakimś cudem skończyła szkołę średnią, ale tylko dzięki pchaniu na siłę i korepetycjom. Po jakimś czasie jednak wyprowadziła się od nas i zamieszkała z jakimś podejrzanym, dużo starszym od niej mężczyzną. Od znajomych wiemy, że spróbowała wtedy wszystkiego, nawet prostytucji. Córka teraz ma 21 lat i dobrowolnie poddała się leczeniu odwykowemu. Wychodzi powolutku na prostą i próbuje nadrobić to, co straciła. My jako rodzice już zrozumieliśmy, że przegapiliśmy ten okres, gdy nasze dziecko głośno wołało o pomoc. Czasu już nie wrócimy, żałujemy tego bardzo, ale mamy też młodszego syna i chcielibyśmy uniknąć z nim tego, co przeżyliśmy z naszą córką. Tylko tak naprawdę to nie za bardzo wiemy, co powinniśmy w sobie zmienić. (...) Zatroskana matka

Niełatwa jest dzisiaj rola i rodziców, i dzieci. Otaczający nas świat bardzo się zmienił. Dzieci najczęściej w domu słyszą coś innego, niż pokazuje telewizja, radio czy Internet. Z jednej strony, są one zanurzone w kulturze gloryfikującej seks i przemoc, z drugiej, odczuwają presję, żeby być lubianymi przez kolegów i odnosić sukcesy w szkole. Rola rodziców też jest trudna. Nie wystarczy kochać dzieci, żeby wyrosły na osoby zrównoważone i odpowiedzialne. Oczywiście wszystkie dzieci potrzebują miłości, jednak muszą też nauczyć się, jak radzić sobie ze sprzecznymi informacjami, które docierają do nich poza domem rodzinnym. Dzisiejsze dzieci bardziej niż kiedykolwiek wcześniej potrzebują jasnego systemu wartości, które nauczą je samokontroli i pozwolą dokonywać właściwych wyborów. Muszą przede wszystkim nauczyć się odróżniać dobro od zła.


Każde dziecko musi wiedzieć dokładnie, kim jest i w co wierzy. Kiedy nas nie będzie w pobliżu, to wartości będą dla niego mapą, do której będzie mogło zajrzeć, żeby wiedzieć, jaką pójść drogą. Im silniejsze będzie miało zasady, tym lepiej będzie sobie radzić w każdej sytuacji. Będzie pewne siebie, będzie mogło samo ocenić swoje zachowanie czy dokonywane wybory. Kiedy uda mu się postąpić zgodnie z wpojonymi mu przekonaniami, będzie z siebie dumne. Kiedy pogwałci swój system wartości, będzie wiedzieć, że zrobiło błąd i będzie umiało go naprawić.


Aby przekazać dzieciom jakiś system dobrych wartości, to najpierw trzeba go samemu mieć. Niektórzy rodzice są świadomi zasad, jakimi kierują się w życiu, inni, sami zagubieni, nie wiedzą, co mają przekazać swoim pociechom. Brak wyraźnie określonych zasad to błąd, który naprawdę należy naprawić.
A co ty byś chciał przekazać swoim dzieciom? Czy może najbardziej cenisz sobie wykształcenie, pracowitość, grzeczność i uczciwość? A może traktowanie innych ludzi z szacunkiem, dobrocią i czułością? A może po prostu najważniejsza wg ciebie jest wiara i zasady moralne, które za nią idą? Pomyśl, jakie wartości chcesz wpoić swoim dzieciom, i reaguj, gdy ich zachowanie jest z nimi sprzeczne. Ale pamiętaj też, że najlepszym sposobem, aby nauczyć dziecko, co jest dobre, a co złe, jest dawanie mu dobrego przykładu. Ono czuje się zgubione, jeśli np. prawisz kazania o uczciwości, a sam nieuczciwie postępujesz, czy jeśli przeklinasz, ale oczekujesz, że ono nie będzie używać tzw. brzydkich słów. Jeśli jesteś rodzicem, kontroluj swoje postępowanie. Bądź przykładem życia zgodnego z zasadami. Dzieci naśladują rodziców. Jeśli nie podoba ci się coś w zachowaniu dziecka, to najpierw uczciwie zastanów się, czy nie nauczyło się tego od ciebie.
Zainteresowania, zajęcia i idole twojego dziecka powiedzą ci najwięcej o systemie jego wartości dziecka. A więc zastanów się:
* jakie programy telewizyjne ogląda,
* jakiej słucha muzyki,
* jakie plakaty wiszą w jego pokoju,
* jakie ogląda filmy,
* jak się ubiera, maluje, a może tatuuje,
* jacy są jego: ulubieni aktorzy, piosenkarze, sportowcy, przyjaciele,
* co robi poza szkołą,
* co kolekcjonuje.
Odpowiedzi na te pytania odzwierciedlają wartości twojego dziecka. Pomyśl, czy są one zgodne z tymi, jakie ty wyznajesz?
Kiedy twoje dziecko boryka się z jakimś problemem, to nie wystarczy go pocieszyć, pokazać mu, jak rozwiązać tę konkretną sytuację. Ono musi rozumieć, dlaczego jako rodzic chcesz, żeby postępowało w taki, a nie inny sposób. Trzeba mu to zawsze wyraźnie wytłumaczyć. W ten sposób, kiedy szuka rozwiązania swoich problemów, nauczy się kierować wartościami. Jeśli nie posiądzie tej umiejętności, będzie kierować się w życiu w oparciu o to, co np. jest przyjemne czy zapewni mu nagrodę lub pozwoli uniknąć kary. A to czasem może sprowadzić je na manowce. Oczywiście kary i nagrody są nieodłączną częścią naszego życia, ale naprawdę nie zastąpią wartości. Dziecko musi chcieć postępować właściwie nawet wtedy, gdy nie otrzyma za to nagrody i nawet jeśli sądzi, że nieposłuszeństwo się mu upiecze.
Pamiętajmy, jeżeli jako rodzice, przekażemy dzieciom dobre moralne drogowskazy, to przeprowadzą je one bezpiecznie przez życie.

 

B. Drozd - psycholog

piątek, 09 listopad 2012 19:49

Skąd się bierze niepodległość?

Napisane przez

witoldJasek copyNa pewno bocian jej nie przynosi. Tak tytułem wstępu... 
Marszałek Józef Piłsudski był wielkim Polakiem, militarnym wodzem, nie był natomiast wytrawnym, wypudrowanym politykiem mówiącym gładko i słodko.
Gdyby startował w tak zwanych demokratycznych wyborach, nie miałby najmniejszych szans wygrania.
Język, jakim się posługiwał, był bardzo prosty, szorstki, żołnierski. Nie owijał żadnego problemu w bawełnę, tylko przedstawiał sprawę tak, jak ją widział swoją żołniersko-rycerską duszą i oczami przywykłymi do trudu walki i do niebezpieczeństw.
Cofając się bowiem do czasów rycerskich, człowiek uczący się rzemiosła rycerskiego od najmłodszych lat, od dzieciństwa hartowany był do fizycznej i psychicznej twardości, po spartańsku. Taki rodzaj wychowania, sposób myślenia i działania miał wpływ na charakter Piłsudskiego i oczywiście, ponieważ był liderem, wodzem w II Rzeczypospolitej, wpłynął na młode pokolenie niepodległej Polski i cały naród.
Gdy, jak wskazywał Piłsudski – zawodzą polityczne zabiegi, petycje, demonstracje i negocjacje – pozostaje naga prawda. Prawda ponadczasowa.
Polacy chcą niepodległości, lecz pragnęliby, aby ta niepodległość kosztowała dwa grosze i dwie krople krwi – a niepodległość jest dobrem nie tylko cennym, ale i bardzo kosztownym. Z okazji kolejnej rocznicy odzyskania niepodległości warto przypomnieć słowa przekazane przez człowieka, który, jak pokazała historia – miał rację, przyczyniając się do odzyskania spod ręki zaborców niepodległości i utrzymania jej mimo sowieckiej nawały. Słowa te nie dla wszystkich mają to samo znaczenie. Tylko dla ludzi o prawdziwej duszy rycerskiej. Kupiec jest od kupczenia, eunuch od pilnowania haremu.

rydzimarszalek


Witold Jasek
komendant ZS Strzelec
kontakt Ten adres pocztowy jest chroniony przed spamowaniem. Aby go zobaczyć, konieczne jest włączenie w przeglądarce obsługi JavaScript.

sobota, 03 listopad 2012 01:38

Dziecko i pieniądze

Napisane przez

wielodzietniJestem matką trójki dzieci w wieku 11, 9 i 3 lat. Jak na razie nie mamy z nimi większych problemów, są zdrowe, posłuszne, dobrze się uczą. Wszystko niby jest dobrze, ale tak naprawdę mamy jeden kłopot. Otóż nasza najstarsza córka bez przerwy powtarza, że w szkole czuje się źle, czuje się inna. Jak zaczęliśmy dopytywać się o to, co się dzieje, okazało się, że dzieci między sobą porównują się i to nie pod względem wyników w nauce, ale zamożności. Na przykład niektórzy koledzy córki dostają od rodziców bardzo dużo pieniędzy na własne wydatki, kupują dużo rzeczy, a później przechwalają się tym wszystkim przed innymi. Moja córka dostaje tylko skromne kieszonkowe. (...) Ja osobiście nienawidzę marnotrawienia pieniędzy na byle co i uważam, że w tym wieku dzieci powinny koncentrować się przede wszystkim na nauce. Z drugiej jednak strony, serce mnie boli, jak słyszę moją córkę, gdy się skarży. Co powinnam w takiej sytuacji robić? Czy jest jakieś mądre wyjście? Agnieszka W.

Pierwsze lata szkolne to okres, w którym musi się pojawić problem dostawania i gospodarowania pieniędzmi przez dziecko. Jednorazowe, proste rozwiązanie tej kwestii niestety nie jest możliwe, ponieważ wiele zależy od wieku dziecka, jego dojrzałości i sytuacji, w których uczestniczy.
Możemy jednak z góry założyć jeden pewnik: nie zmienimy rodziców innych dzieci i raczej nie mamy wpływu na zachowanie cudzych dzieci w szkole. Tak więc pozostaje nam tylko tzw. własne podwórko. A tu jak zwykle możemy uczynić wiele.
Bez względu na to jakimi zasadami kierujemy się w życiu, musimy pamiętać o tym, że:
• niekorzystnie kształtuje się wśród rówieśników pozycja dziecka, które nigdy na nic nie ma pieniędzy;
• dziecko pragnie naśladować koleżanki i kolegów, za nic w świecie nie chce być od nich gorsze;
• nawet małe dziecko z łatwością zauważa, że pieniądze mogą być środkiem do zyskania innych wartości, np. uznania, dobrej pozycji wśród ludzi, bo przecież w klasie preferowany jest ten, kto pieniądze ma, kto dużo kupuje, czasem coś zafunduje, pożyczy.
To, że już małe dzieci posługują się "materialistycznymi" kryteriami oceny innych osób, to nie wina ich samych, tylko dorosłych, z których to biorą przykład. Skąd się to bierze?
Otóż w wielu domach sprawy własnego czy cudzego statusu materialnego są dominującym tematem rozmów. Jeśli życie rodziny jest nimi tak bardzo nasycone, to czy postawa dziecka może być inna? Własne postawy przekazujemy dzieciom nieświadomie, często wbrew naszej woli. Najczęściej chcemy, by nasze pociechy były lepsze od nas, bardziej ceniły wartości intelektualne czy duchowe od pieniędzy. Jednak nasze deklaracje słowne mają na nie mały wpływ. One biorą przykład przede wszystkim z naszego zachowania.
Co powinniśmy robić, aby uniknąć problemów, z jakimi zetknęła się córka Agnieszki? Oto kilka wskazówek:


1. Jest wskazane, aby dziecko otrzymywało od nas chociaż małą sumę pieniędzy na swoje drobne wydatki. Początkowo mogą być to pieniądze z konkretnym przeznaczeniem: na lody, na pizzę, książeczkę. Później, gdy już jest nieco większe, pozwólmy, aby mogło nimi w dowolny sposób dysponować.


2. Starajmy się równocześnie, by nasza pociecha nie miała możliwości ani tendencji do imponowania swoją zamożnością czy zamożnością rodziców. Byłoby to szkodliwe dla innych, ale przede wszystkim dla niej samej.


3. Pozwólmy dziecku dokonywać małych zakupów. Dzięki temu dziecko staje się bardziej samodzielne i zaradne życiowo. Uczy się tego, co ile kosztuje, zaczyna uświadamiać sobie, że jeśli kupiło się jedno, to nie można kupić drugiego, że człowiek prawie zawsze jest zmuszony do stawiania sobie pewnych ograniczeń.


4. Jeśli dziecko wyda przedwcześnie swoje pieniądze i znowu o nie prosi, to czasami można mu dołożyć małą sumkę, ale postępowanie takie nie powinno się często powtarzać. Założeniem kieszonkowego jest właśnie nauczenie go planowania swoich wydatków i umiejętnego gospodarowania pieniędzmi.


5. Przyzwyczajajmy dziecko do szanowania pieniędzy i niewydawania ich pochopnie na byle co, pod wpływem doraźnego impulsu. Niech uczy się, że pieniądze to tylko środek do zaspokojenia jego własnych potrzeb, ale i potrzeb innych, z którymi należy się dzielić, których należy obdarowywać. I tylko po to warto mieć pieniądze.


6. Jeśli pożyczamy pieniądze od dzieci – to powinniśmy je oddawać w obiecanym czasie, bez przypominania nam o tym przez dzieci. Postępowanie nasze ma być przecież dla nich wzorem do naśladowania.


7. Niewskazane jest "płacenie" dziecku za dobre oceny oraz za prace wykonywane dla rodziny. Postępowanie takie staje przyczyną wytworzenia u dziecka postawy interesownej, wręcz komercyjnej.


Pamiętajmy, że materializm odziera życie z uczuć takich jak miłość, przyjaźń, współodczuwanie z innymi. Materializm po prostu zabija nasze człowieczeństwo. Dlatego też uczmy dzieci kochać ludzi, a nie pieniądze. Dzięki temu też będzie większe prawdopodobieństwo tego, że wtedy, kiedy już nie będziemy w stanie dać im niczego materialnego, to to, że po prostu jesteśmy, będzie dla nich wielką wartością i radością.
I na koniec krótki cytat: "Jeżeli jestem tym, co mam, to kim będę, jeśli stracę to, co gromadzę i nabywam?" Erich Fromm

 

B. Drozd - psycholog

sobota, 03 listopad 2012 01:14

VIS

Napisane przez

witoldJasek copyVis (po łacinie: siła) jest jednym z najlepszych pistoletów na świecie. Opinię taką wydało wielu specjalistów w dziedzinie, np. czasopismo "Guns and ammo" czy naczelny kustosz NRA, Narodowego Muzeum Broni w Fairfax w Wirginii – Phil Schreier.
Polski pistolet samopowtarzalny VIS wz.35, kaliber 9 mm o pojemności magazynka na osiem naboi został skonstruowany przez Piotra Wilniewicza i Jana Skrzypińskiego w 1930 roku.
W Wojsku II Rzeczpospolitej pistolet wydawano w komplecie ze skórzaną kaburą. Kaburę żołnierz przypinał do pasa głównego, po prawej stronie ciała na biodrze. W 10. Brygadzie Kawalerii pistolety noszono na tzw. sposób niemiecki – czyli kaburą po lewej stronie pasa. Do kabury dołączony był pas naramienny. W kaburze poza pistoletem było miejsce na dwa zapasowe magazynki oraz na mosiężny wycior do czyszczenia broni.
W ciągu dziewięciu lat do wybuchu wojny wyprodukowano niemal 50.000 sztuk. Niemcy przejęli fabrykę i błyskawicznie rozpoczęli produkcję na swoje potrzeby, wypuszczając Visy niemal nieróżniące się od radomskiego oryginału. Niemcy Visa nazwali Pistole 645(p) i zdążyli wyprodukować niemal 312.000 sztuk do zakończenia wojny.
Stopniowo produkcję hitlerowcy przenieśli do Steyr w Austrii, gdyż Armia Krajowa, penetrując skutecznie fabryczną produkcję, pozyskiwała części do wytwarzania pistoletów na potrzeby walki podziemnej.
Do Kanady i Stanów Zjednoczonych po zakończonej wojnie trafiło wiele tysięcy egzemplarzy Visa, dzięki żołnierzom wracającym z wojny w Europie. Wracający żołnierze przywozili różne zdobyczne trofea, głównie w postaci niemieckiej broni.
Vis jest dzisiaj rarytasem wśród kolekcjonerów broni na kontynencie amerykańskim, przyczyniając się do poznawania i badania historii II wojny światowej, będącej częścią historii Polski.

vis

piątek, 26 październik 2012 21:52

Moje dziecko kłamie

Napisane przez

wielodzietniWiększość rodziców prędzej czy później zauważa, że ich dziecko kłamie. Przyczyn tego może być wiele. Jedną z nich jest to, że dzieci uczą się kłamać przede wszystkim od dorosłych. Przyjrzyjmy się kilku, dosyć powszechnym sytuacjom:

1. Matka zapytana przez znajomą, czy podoba się jej nowa sukienka, odpowiada twierdząco, żeby po chwili, gdy jest już sama, stwierdzić: Okropna ta sukienka, ale po co mam sprawiać jej przykrość, skoro tak się z niej cieszy? Przecież nie powiem jej, że wygląda beznadziejnie.
2. Ojciec, który usłyszał od znajomych, że wybierają się z wizytą, zaprasza ich gorąco: Zapraszamy serdecznie, będzie nam bardzo miło. A później narzeka głośno: Znowu chcą do nas przyjść! Pokrzyżowali nam wszystkie plany! Mam ich dosyć, my tak często do nich nie chodzimy...
3. Mama w obecności córki kupiła sobie nowe ubranie. Przed powrotem do domu prosi ją: Wiesz co, nie mówmy o tym tacie, po co ma się denerwować. Dzisiaj to schowamy, a pokażemy mu kiedy indziej.

Profesor psychologii, Gail Heyman, poszukiwał odpowiedzi na pytanie, jak często rodzice okłamują dzieci. W tym celu przeprowadził dwa niezależnie badania. W pierwszym badał okłamywanie dzieci po to, aby uzyskać oczekiwane zachowanie ("jak nie wypijesz mleka, to wypadną ci wszystkie zęby"), w drugim, kłamanie w celu uszczęśliwienia dziecka ("jesteś najmądrzejszy z całej klasy"). Wyniki okazały się zaskakujące. Rodzice kłamią notorycznie, nawet wtedy, kiedy nie ma takiej potrzeby. Czy nie powinno nas to zastanowić?
A małe dziecko ma do rodziców, dziadków i innych bliskich bezgraniczne zaufanie. Jeśli zauważa, że oni nie zawsze mówią prawdę, wyciąga ze swoich obserwacji wnioski: "Dorośli kłamią. Mogę ich naśladować". Jeżeli przy tym słyszy usprawiedliwienia typu: "Nie powinno się kłamać, ale czasem jest to konieczne", to szybko przyjmuje tę zasadę i stosuje ją później na własną rękę. Kłamie w sytuacjach, w których, wg jego przekonania, jest to usprawiedliwione. Zaczyna też wtedy okłamywać nas.
Kiedy dzieci najczęściej decydują, że kłamstwo jest konieczne? Najczęstsze motywy to:
• lęk przed karą (krzykiem, biciem, gderaniem),
• uwolnienie się od obowiązków,
• uwolnienie się od opieki, szczególnie w przypadku nadopiekuńczych rodziców,
• potrzeba zwrócenia na siebie uwagi, akceptacji (np. eksponuje swoje zalety, których w rzeczywistości nie ma),
• żeby stać się przedmiotem współczucia,
• żeby ukryć, zamaskować swoje cechy, których inni nie akceptują.
Wymienione wyżej motywy kłamstw mają na celu zaspokojenie potrzeb dziecka, ochronę jego interesów. Nie wyrządzają one jednak najczęściej nikomu niczego złego. Bywają jednak poważniejsze kłamstwa, stanowiące duży problem wychowawczy, czyli takie, które krzywdzą innych. Dziecko np. zrzuca winę na kogoś innego, chcąc obronić siebie, kłamliwie obwinia jakąś osobę tylko po to, aby jej dokuczyć, czy oszukuje tylko po to, aby zezłościć rodziców. Zanim zareagujemy, powinniśmy umieć ocenić wagę problemu, z którym mamy do czynienia. Bezwzględna zasada, którą trzeba dziecku zawsze przekazywać, to: aby nigdy nikogo poprzez swoje kłamstwo nie skrzywdziło. Od tej zasady nigdy, w żadnej sytuacji nie powinno odstępować.
Jak sprawić, aby dziecko nie kłamało? Oto kilka podpowiedzi:
• po pierwsze, dawajmy dziecku dobry przykład. Pamiętajmy, że rodzina nie może być miejscem, w którym każdy każdego oszukuje. I tu nie chodzi o to, żeby dziecko nie słyszało kłamstw, ale o to, żeby ich po prostu nie było.
• po drugie, wpajajmy mu od najmłodszych lat właściwe oceny moralne i system wartości. Dziecko nie powinno słyszeć w domu wyrazów uznania dla cwaniactwa, oszustwa, tzw. zaradności życiowej osiąganej kosztem łamania zasad moralnych.
• po trzecie, zastanówmy się, może stawiamy dziecku zbyt wysokie wymagania, którym nie może sprostać, może karzemy je zbyt surowo? Pamiętajmy, że dzieci, które wychowywane są zbyt rygorystycznie, prawie zawsze kłamią.
• po czwarte, nigdy nie wolno nam zawieść zaufania dziecka. Jeśli np. zwierzy się nam i powie prawdę na swój temat, nigdy tej prawdy nie wykorzystujmy przeciwko niemu. Dziecko musi mieć niezachwiane przekonanie, że rodzice zawsze mu pomogą, że będą starali się je zrozumieć.
• po piąte, jeśli dziecko nie obdarza zaufaniem obcych osób, bo np. miało przykre doświadczenia z kontaktów z nimi lub z jakichś powodów nie może powiedzieć prawdy, skłaniajmy je, aby nie mówiło nic lub stwierdzało: "Nie mogę/nie chcę powiedzieć".
Ks. Maliński powiedział kiedyś takie słowa: "Trzeba mądrze, czyli roztropnie uczyć dzieci prawdomówności. Nie każdemu ma się mówić każdą prawdę: »Nie każdy ma prawo do twojej prawdy. Są kręgi wtajemniczenia. Jest krąg najbliższy, który ma prawo największe do twojej prawdy. To rodzice. Potem rodzeństwo. Potem krąg przyjaciół. Potem krąg znajomych. Wreszcie krąg nieznajomych. I na końcu – krąg podejrzanych«.
To nie tak łatwo dziecku wytłumaczyć. Jednak ten trud musi być podjęty, bo nie można z dziecka robić naiwniaka, którego każdy może nabrać, naciągnąć, wykorzystać, zmanipulować. To nie chodzi o to, żeby wytwarzać psychozę strachu przed drugim człowiekiem, ale poczucie własnej godności, godności drugiego człowieka".

B. Drozd - psycholog

Mississauga