Goniec

Register Login

Giełda albo jakość zarządu spółki akcyjnej

Oceń ten artykuł
(0 głosów)

stock exchange        To 9 marca 2009 roku, w całej Ameryce Północnej, nastąpił największy spadek wartości giełdy na skutek wielkiego kryzysu ryzykownie skalkulowanych hipotek rozpoczętego w roku poprzednim.

        Wszystkie wielkie światowe indeksy (S@ P 500, Dow Jones. NASDAQ, S@P. /T.S.X. z Toronto, paryski CAC, FTSE 100 z Londynu, Nikkei z Japonii, DAX Niemiecki, HSI z Hongkongu itd.) spadły do 50% wartości i więcej. Niemniej jednak w perspektywie czasu, w miarę upływu lat, według danych firmy Aubin Actuaire Conseil, wskaźnik Giełdy w Toronto S and P /TSX osiągnął wzrost roczny z dywidendami licząc 10,1% w ciągu minionych 8 lat. 

        Z drugiej strony, wskaźnik indeksu amerykańskiego S@P 500 wykazał wzrost o 14,5% procentu składanego od 2008 roku. Zaś azjatyckie i europejskie wielkie indeksy wzrosły o 8% w skali rocznej. Index obligacji kanadyjskich FTSE TMX Obligations Univers osiągnął wynik 4,7% w osiem lat. Namacalnych, pozytywnych, a aktualnych przykładów można by tutaj mnożyć. 

        Oczywiście każdy z ww. przypadków wymagał od inwestora: nade wszystko tolerancji wobec ryzyka nieskoordynowanych ruchów rynku giełdowego, a jak wiemy, nie każdy jest w stanie to zaakceptować. 

        A więc nasze rozmyślanie o giełdzie powinniśmy rozpocząć od szukania firm o solidnych podstawach, nie zapominając przy wypracowaniu strategii, aby w każdym elemencie ewaluacji przedsiębiorstwa szukać elementów kreatywnych, twórczych i solidnych, jakimi powinna się cechować wymarzona przez nas spółka giełdowa.

        Możemy zatem wnioskować, że potencjalny inwestor na rynku papierów wartościowych, jakimi są akcje, musi mieć lub zdobyć umiejętności pozwalające sterować własnymi myślami, emocjami i zachowaniami w sposób, który nastawia go na odnoszenie sukcesów. Nade wszystko, nie tracąc czasu na użalanie się nad zmienną sytuacją, która wywołuje wahania rynku, sytuacją ekonomiczną, ogłoszonymi czy zakończonymi wyborami, lokalnymi napięciami politycznymi itd. 

        Nie może narzekać na okoliczności czy czynniki, które nań wpływają, ani na to, jak giełda nas chwilowo traktuje. 

        Zamiast tego bierze odpowiedzialność za odgrywaną w życiu rolę i zrozumie, że zarabianie pieniędzy przez zakupy akcji nie jest zawsze łatwe ani sprawiedliwe. Nie pozwala też innym, by pojawiające się stresogenne wydarzenia spekulacyjne, niezależne od nas, przejęły nad nim kontrolę. 

        Nie myśli również kategoriami w rodzaju: dziś wybrana przeze mnie spółka, w którą zainwestowałem, straciła 10% wartości, bo jej szef odszedł na emeryturę, wiedząc, że w całości firma osiąga, w dalszym ciągu, dobre rezultaty, kontroluje niepowtarzalny, trudny do naśladowania segment rynku itd. 

        Rozumie jednocześnie, że mając kontrolę nad emocjami i nie będąc od nich uzależniony, może decydować, jak podchodzić do tej sytuacji z zimną krwią. 

        Wniosek wydaje się prosty; nie należy tracić energii na rzeczy, na które nie mamy wpływu, a trzeba koncentrować się nad tym, nad czym mamy kontrolę. Zdając sobie sprawę, że czasami jedyną ważną rzeczą jest właściwe nastawienie i czas na naprawienie sytuacji.

        Przyjmując pozytywnie zmiany, staramy się być elastyczni.

        Interesującym przykładem może tu być jedna z najsilniejszych spółek giełdowych Kanady, Franco-Nevada Corporation (której głównym „produktem” są tzw. royalties lub po polsku tantiemy), a zajmującą się przede wszystkim korzyściami z wydobycia złota, platyny itd. 

        Od chwili swojego założenia w 1983 roku przez dwóch inwestorów S. Schulicha i P. Lassonde, przeszła spółka wiele przeobrażeń, aby dziś być elementem TSX i NYSE i wchodzić w skład ekskluzywnego indexu S@P / TSX 60. Utrzymuje wciąż wysoki poziom, a od 2007 roku stała się akcyjną spółką giełdową i dobrze prosperującą do dziś dnia firmą, która jeszcze trzydzieści lat temu nie była znana szerokiej publiczności.

        Trzydzieści cztery lat temu jej pierwotni twórcy i założyciele, Seymour Schulich i Pierre Lassonde, przejmując firmę, rozpoczęli w sposób bardzo nietypowy drogę do niezwykłego sukcesu finansowego. Ich początki kariery inwestycyjnej były zaskakujące. Zaczynali bowiem od zawodów, które wydawałoby się, że nie dawały nadziei na wielkie milionowe sukcesy finansowe i giełdowe.

        Otóż, pierwszy z nich, o siedem lat starszy od drugiego, wspólnik S. Schulich, absolwent Uniwersytetu McGill w 1961 roku, obecnie torontończyk, w trakcie swojej wspaniałej kariery zawodowej, dostrajając się do reguł giełdy wielkich finansów, ciężko na to pracował, ukończył, na przykład, słynną szkołę inwestorów Instytut C.F.A. w Wirginii w Stanach Zjednoczonych w 1969 roku (trzeba tu przede wszystkim wspomnieć, że tylko około 40 % studentów zdaje egzamin końcowy pomyślnym wynikiem) i zdobył ten imponujący tytuł czternaście lat wcześniej od swojego wspólnika. 

        Mimo wielu lat pracy w USA to w Kanadzie stworzył firmę przynoszącą złote jaja.    

        Młodszy z nich, pochodzący z St.-Hyacinthe w Quebecu, skończył Politechnikę w Montrealu jako inżynier elektryk w 1971 roku, następnie dwa lata później uzyskał MBA, co nie było wcale tak popularne jak dziś, na Uniwersytecie Utah w USA. Już w trakcie pracy w słynnej firmie inwestycyjnej Bechtel Corporation w St. Francisco kształcił się dalej. W 1983 roku ukończył, również jak jego kolega, trudne i wymagające studia, zarezerwowane dla śmietanki inwestorów świata, zdobywając najbardziej prestiżowy tytuł, jaki można otrzymać w zakresie inwestowania w papiery wartościowe, C.F.A. (Chartered Financial Analyst).

        Można tu przy okazji wspomnieć pewną zabawną anegdotę na temat perypetii w wyborze właściwej drogi kariery. Otóż Lassonde po szkole średniej, wybierając się na studia, przez trzy lata starał się dostać na architekturę i ostatecznie egzaminujący go wykładowca uznał go za całkowite beztalencie, co Lassonde wspomina dziś  z uśmiechem. Była to najlepsza opinia, jaką otrzymał w swoim życiu, która doprowadziła go do koniecznej zmiany kierunku studiów, a co za tym idzie, znalezienia drogi właściwej dla  jego talentu, temperamentu, zamiarów, co doprowadziło do dzisiejszych niekończących się sukcesów.

        P. Lassonde nie bał się powiedzieć – nie, swej „wymarzonej” drodze, gdy sytuacja tego wymagała. Nie obawiał się skalkulowanego ryzyka, nie działał brawurowo, musiał się długo doskonalić i w konsekwencji zdobytych doświadczeń nie miał problemu z podejmowaniem skalkulowanego ryzyka, stwarzając jedną z najlepiej prosperujących w Kanadzie spółek akcyjnych, gdzie dziennie, wyobraźmy to sobie, zmienia właściciela na giełdzie w Toronto około pół miliona akcji. 

        Jeśli się dobrze przyjrzymy i zapoznamy z karierą zawodową tych ludzi, zauważymy również, że poświęcali olbrzymią ilość czasu na działalność biznesową. W podobny sposób musi postępować każdy indywidualny inwestor giełdowy. Sukces idzie w parze z ciężką pracą i trzeba być gotowym pracować ciężko na swój sukces. Nie poddawać się  po pierwszej porażce. O tym przekonują te nietuzinkowe i niezwykle bogate, renesansowe można powiedzieć, życiorysy.

        Nie rozpamiętywali przeszłości, zostawiając za sobą trwałe ślady i  kształtując nowe oblicze dzisiejszej gospodarki Kanady. Nie przeszkadzało im, mimo nawału pracy, aby każdy z nich napisał znaczące książki w zakresie inwestowania, opisując w szczególności, jak należy postępować, inwestując w najcenniejsze bogactwa naturalne, jak złoto i inne minerały. Oto one:  S. Schulich – „Get Smarter Life and Bussines Lessons” oraz „Weather Gas Distribution Companies and Stock Market”. 

        Z kolei P. Lassonde napisał „The Gold Book: The Complete Investment Guide to Precious Metals”. Skupiając się nad swoim sukcesem, nie zapominali, że żyją w społeczeństwie, które trzeba edukować.  Na pewno ww. dzieła mogą być i dziś wspaniałą lekturą dla początkującego inwestora w zgłębianiu specyfiki kanadyjskiego rynku kapitałowego.

        Jednocześnie należy wspomnieć, że obydwaj są znanymi i uznanymi w całej Kanadzie filantropami. Zobaczmy namacalne przykłady, np. dzięki ich darom pojawiły się takie budynki w Toronto, jak: Lassonde Engineering School, Schoulich School of Bussines w York University itd. 

        Nauka płynąca z tego jest taka, że każdy inwestując swój czas i umiejętności w to, co jest jego mocną stroną, powinien rozumieć, że prawdziwa zmiana wymaga w każdym wypadku dużo czasu i ciężkiej długoplanowej i solidnej pracy. Początkujący inwestor nie powinien postrzegać pierwszych porażek jako powodu do poddania się, a po prostu traktować je jako szanse.

        Popatrzmy na fakty, na przykład grafik wzrostu akcji tej firmy od 2007 roku (już z innym wspólnikiem, Davidem Harquailem) mówi sam za siebie, w ciągu ostatnich lat wzrost wartości akcji tej firmy na giełdzie nastąpił z 17,5 dol.  w roku 2007, dochodząc do 87,5 dol. na początku kwietnia br., co daje 17% wzrost procentu składanego – imponujące, nieprawda… No jakże zachęcające są takie przykłady z giełdy, wydającej się czasami tak niezrozumiałą jak młoda dziewczyna… 

Zaloguj się by skomentować