Goniec

Register Login

Ocalone dziecko

Oceń ten artykuł
(2 głosów)

wielodzietniJan: "Mam 53 lata. Jestem rzeźbiarzem. Gdy miałem 19 lat, dowiedziałem się, że jestem adoptowany. Gdy odnalazłem swą biologiczną matkę, powiedziała mi, że chciała mnie usunąć, ale ponieważ była to ciąża bliźniacza, o czym nikt wtedy nie wiedział, pozbyli się tylko jednego dziecka. I tak urodziłem się przez pomyłkę. Zaraz po porodzie matka i tak mnie porzuciła. Zaopiekował się mną ojciec, ale potem się ożenił i oddał mnie do adopcji. W młodości dużo przeżyłem, piłem, handlowałem narkotykami. Obecnie jestem trzeźwym alkoholikiem. Dziś wszyscy mi mówią, że jestem świetnym artystą, a ja mam wewnętrzne uczucie, że moja praca jest nic niewarta. Czasem mam wrażenie, że mój brat bliźniak miał więcej szczęścia niż ja, bo przecież byłoby lepiej, gdybym się nie urodził. Żyję jakby na kredyt, bo tak naprawdę nikt mnie nie chciał. Jestem bardzo nieszczęśliwy. Jak długo to jeszcze potrwa?"


Gosia: "Dowiedziałam się od siostry, że przyszłam na świat przez przypadek. Różnica wieku między mną a rodzeństwem wynosi 18 i 12 lat, a ja – jestem przypadkiem, bo mama wcześniej kilka razy usuwała ciąże. Jestem wpadką i też miałam być usunięta, tylko było już za późno. (...) Nienawidzę siebie, wiem, że jestem niepotrzebna, nikomu na mnie nie zależy i nie ma różnicy, czy jestem, czy mnie nie ma. Po tym, co usłyszałam o mojej mamie, nie mogę na nią patrzeć ani z nią rozmawiać. Nie mogę się uczyć. W zeszłym roku próbowałam popełnić samobójstwo, ale niestety mnie odratowali. (...) Nie jestem w stanie tak dłużej żyć..."


Karol, lat 18: "Dwa lata temu, podczas 3. urodzin mojego brata byłem świadkiem opowieści mojej matki. Powiedziała wtedy mniej więcej tak: »Na szczęście mogłam skorzystać ze specjalistycznych badań i kiedy okazało się, że dziecko jest zdrowe, zdecydowałam, że je urodzę«. Ta opowieść była dla mnie wstrząsem. Nigdy nie podejrzewałem matki o to, że mój ukochany brat mógłby się nie urodzić, gdyby badania prenatalne wypadły niepomyślnie. Coś we mnie pękło. Od tamtego czasu trudno mi kochać matkę, bo ciągle nachodzą mnie myśli, że mnie też by nie urodziła, gdyby okazało się, że jestem na coś chory. Modlę się, żeby przestać się zadręczać tymi myślami, ale nie mogę. Potrzebuję pomocy..."

Każdej osobie na świecie jak powietrze potrzebna jest pewność, że jest kimś ważnym i bezwarunkowo kochanym przez najbliższych. Wiadomość, że najdroższa matka usunęłaby mnie ze swej drogi, gdybym pojawił się w nieodpowiednim dla niej czasie, jest straszna i porażająca. I właśnie nieumiejętność poradzenia sobie ze świadomością, że na skutek aborcji (także in vitro, kiedy wyrzuca się niepotrzebne zarodki) nie żyje mój brat lub siostra, że mnie też miało/mogło nie być, czy nawet z samą tylko wiedzą, że rodzice w jakiejś sytuacji nie wykluczali aborcji, psychologowie nazywają syndromem ocaleńca (Post Abortion Survivor Syndrome – PASS).
Może też on pojawić się u osób, które od swoich rodziców usłyszały: "lepiej, żebyś się w ogóle nie urodził", "żałuję, że ciebie urodziłam", "wolałbym nowy samochód niż ciebie", "gdybym wcześniej wiedziała, że jestem w ciąży..." itp. oraz u tych, które rodząc się, zawiodły oczekiwania swoich rodziców, gdyż np. są dotknięte niepełnosprawnością czy są innej płci niż chcieli rodzice.


Przyczyn tego syndromu jest wiele. Badania pokazują, że między matką a dzieckiem w jej łonie zachodzi większa łączność psychiczna niż dotychczas sądzono. Nienarodzony człowiek rejestruje i zapamiętuje uczucia oraz wrogość, które pochodzą od jego matki. To, czego wtedy doświadcza, zostaje wyparte do podświadomości i ma później wpływ na całe jego życie. Inną i chyba najbardziej poważną przyczyną PASS, jest syndrom postaborcyjny u matki. Kobiety wtedy albo czują wstręt, niechęć i odrzucają żyjące dzieci, albo stają się lękowo nadopiekuńcze, panicznie bojąc się je utracić.
Dziecko, które w jakiś sposób przeżyło aborcję, bardzo cierpi fizycznie i psychicznie. Głównym tego objawem jest świadomość: "mogłem nie istnieć". Ocaleńcy przeżywają bardzo głęboki konflikt, sięgający aż do instynktu życia. Sprowadza się on do pytania: żyć czy nie żyć? To rzutuje na całe ich życie, uniemożliwia im prawidłowy rozwój i jest powodem podejmowanych prób samobójczych. Osoby te mają obsesyjne poczucie winy za to, że istnieją.


Osoby z syndromem PASS odczuwają także:


– nieufność wobec rodziców i samego siebie,
– wszechogarniający niepokój,
– przekonanie o zagrażającej zagładzie,
– wrażenie, że ktoś inny powinien być na ich miejscu,
– poczucie bezwartościowości swojego życia,
– chroniczne niezadowolenie,
– nieumiejętność nawiązywania relacji międzyludzkich,
– brak umiejętności kierowania samym sobą,
– apatię i zniechęcenie,
– w przypadku kobiet niechęć do samej siebie i do własnego ciała (stąd anoreksja i bulimia),
– w przypadku mężczyzn agresję, zaburzenia seksualne, cynizm.


Osoby te najczęściej nie wiedzą, jakie są prawdziwe przyczyny tego, co się z nimi dzieje. Nie mogąc odkryć prawdy, próbują sobie jakoś z tym wszystkim poradzić. Nikomu nie ufają, uciekają w używki, uzależnienia, używają przemocy, częściej maltretują swoje dzieci. Dlatego tak ważne jest, aby każde dziecko, chciane czy niechciane, planowane czy nie, było przez najbliższych przyjęte i powitane.
Osobą ocaloną jest się przez całe życie. Można być zniewolonym i zniszczonym albo świadomym swoich zranień, lecz wolnym i uzdrowionym. W Kanadzie prekursorem w dziedzinie pomocy osobom dotkniętym PAS i PASS jest psychiatra – dr Philip G. Ney.


B. Drozd – psycholog
Mississauga

Ostatnio zmieniany niedziela, 24 wrzesień 2017 19:17
Zaloguj się by skomentować