Goniec

Register Login

Prawo imigracyjne

Prawo imigracyjne

piątek, 01 wrzesień 2017 16:02

Opowieści z aresztu deportacyjnego: Odrzucana

Napisane przez

Ta około 25-letnia kobieta mogłaby uchodzić, z uwagi na kolor skóry, za Murzynkę. Ale miała naturalnie proste włosy, co kontrastowało z kręconymi włosami innych Murzynek. Mogłaby uchodzić za ciemną Tamilkę ze Sri Lanki lub z południa Indii. Zaskoczyła jednak kucharzy w areszcie imigracyjnym, kiedy zażądała podawania jej jedzenia koszernego. Sprawa zaczęła się powoli wyjaśniać, kim jest ta czarnoskóra piękność.
Mówiła trochę po angielsku. Ale twierdziła, że jej pierwszym językiem jest hebrajski. Z dokumentów wynikało, że przybyła z Izraela. Była więc Falaszką. Plemię to zamieszkiwało przez tysiące lat tereny dzisiejszej Etiopii. Niewyjaśniona jest do końca historia wyznawania przez to plemię religii mojżeszowej, w wersji prawie identycznej do tej, jaką wyznają Żydzi. Plemię to, liczące około trzydziestu tysięcy osób, żyło w izolacji od innych, zamieszkujących te regiony północno-wschodniej Afryki. Byliby tam żyli dotąd, gdyby nie problemy wewnętrzne i interwencja z zewnątrz.
Najpierw powstały problemy ustrojowe w ich rodzinnym kraju. Etiopia znalazła się pod dyktaturą komunizującego wyższego oficera, który przejął władzę w wyniku zamachu stanu. Stał się on najwierniejszym synem matki wszelkiego komunizmu, czyli Związku Sowieckiego. Kraj ten łożył niemałe sumy na podtrzymanie tego reżimu. Szczególnie była potrzebna pomoc wojskowa, bo Etiopia znalazła się w stanie wojny z sąsiednim krajem.
Ale nie zaniedbywano też spraw ideologicznych. Etiopia miała stać się poligonem doświadczalnym dla rozprzestrzenienia się ideologii i praktyki komunistycznej na kontynencie afrykańskim. Jak cierń uwierali więc przywódcom tego kraju ortodoksyjni wyznawcy Jahwe, którzy nawet nie dopuszczali na teren swoich siedlisk instruktorów mających zasiać wśród nich ateizm.

piątek, 01 wrzesień 2017 14:59

Porady imigracyjne: Wiza czy superwiza?

Napisane przez

Izabela EmbaloCzęsto otrzymuję pytania od Państwa, czy lepiej i wygodniej jest załatwić dla rodzica/rodziców wizę, czy superwizę? Jakie są różnice pomiędzy tymi wnioskami? Otóż zależy to od indywidualnych okoliczności. Superwiza jest przyznawana na dłuższy okres, a zatem jest o tyle wygodniejsza, że nie trzeba jej przedłużać po 6 miesiącach, jak to się zazwyczaj dzieje ze zwykłą wizą turystyczną. Super wiza daje także poczucie komfortu, ponieważ wiemy, że nasi rodzice mogą w Kanadzie przebywać przez dwa lata. Wiza turystyczna może być z wielu przyczyn odmówiona, a zatem nie mamy takiego stresu, jak w przypadku procedur przedłużających legalny status.
Z praktycznego punktu widzenia, należy jednak przeanalizować sytuację sponsora w Kanadzie i sprawdzić, czy wymogi są spełnione. Przede wszystkim w przypadku superwizy należy spełnić określone prawem kryteria dochodowe. Jeśli nie mamy wystarczającego dochodu w ostatnim roku (12 ostatnich miesięcy), superwiza może zostać odmówiona (zbyt niskie dochody). Urząd dokładnie sprawdza zarobki osoby zapraszającej. Obowiązujące dochody można sprawdzić na stronie www.cic.gc.ca.
Kryteria dochodowe mogą każdego roku ulec zmianie, więc lepiej się upewnić, jakie są aktualne wymogi prawne w procesie otrzymania superwizy.
Podanie może podpisać także współmałżonek, a zatem dochody mogą być sumowane.
Ja osobiście radzę, by lepiej nie ryzykować i nie składać wniosku o superwizę, jeśli dochody nie są wystarczające. Lepiej w takiej sytuacji poprosić o przedłużenie wizy. Zazwyczaj w przypadku rodziców, urząd imigracyjny skłania się ku temu, by przedłużać pobyt czasowy rodzicom kilkakrotnie. Przynajmniej takie jest moje doświadczenie.
Oczywiście wniosek wizowy należy odpowiednio umotywować i dołączyć dokumentację, która potwierdzi, że rodzic/rodzice będą mieli zapewnione w Kanadzie zakwaterowanie i wyżywienie. Jednak w przypadku podania o przedłużenie wizy, nie sprawdza się dokładnie dochodów sponsora. Nie ma także wymogu finansowego i to jest właśnie ta najistotniejsza różnica pomiędzy procedurą wnioskowania o wizę i superwizę.
Osoby ubiegające się o superwizę muszą także okazać się ubezpieczeniem zdrowotnym, nie ma takiego wymogu przy ubieganiu się o przedłużenie wizy. Choć ja zalecam, by dokument posiadania prywatnego ubezpieczenia zawsze dołączyć.
Mała praktyczna rada, można poprosić urzędnika o dłuższe niż sześć miesięcy zezwolenie na pobyt. Ja często otrzymywałam wizę na rok, udawało mi się nawet otrzymać przedłużenie czasowego pobytu dla rodziców na dłuższy okres pobytu, i nie występując o superwizy, a jedynie korzystając z o wiele prostszej procedury wizowej.

Izabela Embalo
licencjonowany doradca
tel. 416-5152022
Ten adres pocztowy jest chroniony przed spamowaniem. Aby go zobaczyć, konieczne jest włączenie w przeglądarce obsługi JavaScript.

Utarły się złe stereotypy co do przywar niektórych narodów. Niemcy czy Amerykanie często powtarzali „pijany jak Polak”. Anglicy przywarę tę przypisywali Irlandczykom. Polacy raczej tę przypadłość wiążą z obyczajami swoich wschodnich sąsiadów. Czy ktoś łączył ten szczególny pociąg do alkoholu z jakimś narodem południowoamerykańskim?
Pamiętam, jak przed kilkoma laty przejeżdżałem w upalny dzień, około godziny 11:00 rano, w pobliżu dzielnicy slamsów na pięknej wyspie Margarita, będącej częścią Wenezueli. Tuż przy szosie stało czterech tubylców i pociągało z litrowej butelki dużymi haustami rum. Po dwóch szybkich kolejkach butelka została osuszona.
Ale zupełnie nie kojarzyłem problemu pijaństwa czy alkoholizmu z Gwatemalą. Ktoś mógłby mieć nawet trudności z usytuowaniem tego kraju na kuli ziemskiej. Jest to kraj położony w Ameryce Południowej, gdzie dominuje ludność indiańska lub mieszańcy indiańsko-hiszpańscy, bowiem była to kiedyś kolonia Hiszpanii. W każdym razie językiem oficjalnym w tym kraju jest hiszpański. I takim posługiwał się Mario.
Ten trzydziestoletni, postawny, silnie wyglądający mężczyzna o rysach indiańskich, ale z kroplą krwi hiszpańskiej, został przywieziony do aresztu imigracyjnego w stanie zupełnego upojenia alkoholowego. I to w poniedziałek. W Polsce mówiło się o szewskich poniedziałkach, czyli przedłużonych weekendach tej profesji, z uwagi na to, że po libacji niedzielnej, jeszcze nie byli zdolni do pracy w poniedziałek. Ale żeby Gwatemalczycy coś o tym słyszeli?
Mario pochodził z terenów wiejskich, gdzie bieda jest normalnym zjawiskiem. Każdy stara się przeżyć kolejny dzień, nie mając większej nadziei na wyraźną poprawę swojego losu w najbliższej, a nawet dalszej przyszłości. Wprawdzie nawet te tereny wiejskie zaczynają się już powoli cywilizować, ale przebiega to niezwykle powoli w takim kraju jak Gwatemala. Kraj ten bowiem nie ma jakichś środków, które dawałyby mu szanse szybkiego postępu. Bo nie ma w tym kraju ani ropy naftowej, ani srebra, ani terenów ulubionych przez turystów, tak jak w innych krajach tego regionu, które powoli wydobywają się z nędzy.
Pewien postęp w Gwatemali wynika z programu edukacyjnego. Nie są to wielkie efekty, bo ani nie powstał tam nowy Harvard, ani nawet nie rozwinął się zbyt dobrze powszechny program edukacyjny na przyzwoitym poziomie. Ale upowszechnione zostało szkolnictwo podstawowe i powstało trochę szkół średnich. Pozostają jeszcze kursy zawodowe. Taki ukończył Mario. Po ukończeniu szkoły podstawowej, wywodząc się z biednej, wielodzietnej rodziny, nie miał szans na jakieś dalsze kształcenie się. Pociągała go jednak szoferka. Zarobił trochę pieniędzy, pracując u bogatszych rodaków, głównie przy budowach jako robotnik niewykwalifikowany. Odłożone pieniądze zainwestował w kurs samochodowy. Po pół roku uzyskał prawo jazdy uprawniające go do prowadzenia ciężarówek. Ale ze znalezieniem pracy nie było łatwo. Chętnych do pracy w tym zawodzie jest tam sporo, ale ciężarówek nie aż tak dużo.
Mario postanowił zmienić miejsce zamieszkania, gdyż w swojej okolicy nie widział możliwości zatrudnienia w wybranym zawodzie. Przeniósł się do miasta. Tam uzyskał pracę w firmie budowlanej. Po kilku miesiącach właściciel pozwolił mu wykonywać krótkie kursy ciężarówką, kiedy kierowca tam zatrudniony był nie obecny. Mario sprawiał się dobrze i w końcu został zatrudniony na pełnym etacie kierowcy. Miał dwadzieścia kilka lat i wydawało mu się, że dopiero teraz życie stanęło przed nim otworem.
Wyższe zarobki usytuowały Mario w lepszej kategorii pracowników. Musiał jednak wkupić się do tego grona. Odbywało się to głównie po tygodniu pracy. Mario urządził libację dla kolegów. Wtedy pierwszy raz się upił. Śmiano się z niego, że ma słabą głowę, więc musiał wykazać, że tak nie jest. Następne libacje już były składkowe. Mario bardziej uważał i zakończyło się bez złych następstw. Wciągnął go ten tryb: ciężka praca w ciągu tygodnia i libacja po wypłacie.
Trwało to pięć lat. Aż cała ta sielanka została gwałtownie przerwana. Któregoś dnia Mario jechał ciężarówką z materiałami budowlanymi i w terenie lesistym, w biały dzień, został zatrzymany przez grupę uzbrojonych mężczyzn. Byli to tzw. bandidos, czyli jakby rozbójnicy, głoszący jednak hasła wyzwolenia socjalnego narodu spod jarzma kapitalizmu. Celując z karabinów, kazali wyjść Mario z ciężarówki. Kiedy to uczynił, dostał kopniaka (chyba za to, że wysługuje się kapitaliście) i kazano mu biec. Myślał, że to jego koniec, że zostanie zabity. Faktycznie, oddano w jego kierunku kilka strzałów, ale chyba bez zamiaru zabicia go.
Kiedy Mario wrócił do firmy bez ciężarówki, został natychmiast wyrzucony z pracy. Tłumaczenia co do okoliczności, w jakiej stracił samochód, nie pomogły. Właściciel powiadomił policję, Mario był przesłuchiwany, ale ciężarówki nie odnaleziono. Prawdopodobnie, po jakichś przeróbkach, została sprzedana za tanie pieniądze w innej części kraju i zasiliła fundusze „rewolucjonistów”.
Mario miał pewne oszczędności i paszport. Postanowił opuścić kraj, nie widząc miejsca dla siebie. Uznał, że jest młody, zdrowy, silny, bez zobowiązań, a więc da sobie radę. Musiał mieć jednak paszport z wizą. A takiej nie miał w swoim paszporcie i miał wątpliwości, czy uzyska takową. Kupił więc paszport z wizą amerykańską, najprawdopodobniej komuś skradziony. Bez trudu kupił bilet na samolot do Stanów Zjednoczonych. Amerykanie nie zorientowali się, że paszport jest nie jego. Jakoś udało mu się przejść kontrolę graniczną. Znalazł się na ulicy. Nie znał języka angielskiego, nie miał znajomych, do których mógłby zwrócić się o pomoc. W jego kraju jednocześnie mówiono, że Amerykanie, po ujawnieniu się, że chce się pozostać w ich kraju, natychmiast wysyłają danego delikwenta z powrotem do domu.
Mario obrał więc kierunek na Kanadę, który to kraj cieszył się lepszą opinią wśród biedoty gwatemalskiej. Mario za ostatnie pieniądze kupił bilet na autobus i stawił się na granicy kanadyjskiej w Niagara Falls. Tutaj został zatrzymany w areszcie, ale na drugi dzień przesłuchano go przy pomocy tłumacza. Mario zwrócił się o przyznanie mu statusu uciekiniera politycznego. Pobrano od niego odciski palców i wypuszczono.
Atutem Mario był fakt, że w Toronto mieszkała już od dwóch lat jego starsza siostra, która uzyskała prawo stałego pobytu w Kanadzie. Mario przybył do niej. Ona zaopiekowała się nim. Zaprowadziła go do urzędu imigracyjnego, gdzie Mario miał się meldować. Ona też skontaktowała go z krajanami, którzy pomogli mu uzyskać pracę na budowie. Tylko dzięki nim mógł funkcjonować, bo nie znał w ogóle angielskiego i nie miał „głowy” do tego języka. Po kilku miesiącach Mario wyprowadził się od siostry i zamieszkał wraz z kolegami z pracy.
Najpierw czuł, że powinien się wkupić do tego nowego grona kolegów, którzy byli tak życzliwi dla niego. Tak więc z pierwszej wypłaty pozostało mu niezbyt dużo, kiedy zafundował kolegom libację alkoholową. Zostało to dobrze ocenione przez kolegów. Odtąd po każdej wypłacie odbywała się składkowa popijawa.
Mario zaniedbał zupełnie kontakty z urzędem imigracyjnym. A ten słał wezwania do stawienia się na „stary” adres. Bowiem Mario, wraz z jednym kolegą, wynajął pokój w innym miejscu, bliższym do miejsca pracy, którą ówcześnie wykonywali.
Praca na budowie spowodowała, że ręce Mario stwardniały, były całe w bliznach, paznokcie wyżarte przez cement i chemikalia. Picie alkoholu „zagęściło się”. Po czterech latach pobytu w Kanadzie Mario wraz z kolegami pił dwa – trzy razy w tygodniu. Po jednej z takich libacji, będąc kompletnie pijany, chciał wejść do sklepu, aby kupić jakąś wodę do picia. Było to w pobliżu miejsca zamieszkania jego siostry. W drzwiach sklepu słaniającego się Mario zatrzymali policjanci, którzy od razu powiedzieli mu, że jest poszukiwany przez urząd imigracyjny.
Na drugi dzień okazało się, że słanianie się Mario wynikało nie tylko z zamroczenia alkoholowego, ale również z tego, że skręcił sobie nogę. Kiedy był pijany, to prawie nie czuł bólu, ale kiedy trochę otrzeźwiał, to bardzo go to bolało. Postanowiono zawieźć go do szpitala. Lekkie bujanie w vanie i chwilowy brak świeżego powietrza spowodowały, że Mario tuż przed wyjściem z pojazdu zwymiotował, zabrudzając całą podłogę. Pojazd wymagał gruntownego mycia. Sam też był cały w wymiocinach. Został zaprowadzony do ubikacji, celem umycia się. W szpitalu, po wstępnej rejestracji, Mario poczuł ponownie narastające torsje. Zdążył jednak do ubikacji. Zwymiotował i poczuł się już lepiej.
Lekarz po zbadaniu nogi Mario stwierdził jedynie jej skręcenie i nawet nie skierował go do zrobienia zdjęcia. Mario wrócił do aresztu: brudny, śmierdzący wymiocinami, odrażający. Wieczorem telefonicznie powiadomił siostrę o miejscu swojego pobytu. Ta przywiozła mu jego rzeczy do przebrania się. Wykąpał się i poszedł spać. Dalsza walka o pozostanie w Kanadzie w zasadzie nie miała sensu. Mario ukrywał się przez trzy lata przed władzami imigracyjnymi. Podjął jeszcze próbę uzyskania zwolnienia z aresztu, ale prośba ta została oddalona. Po kilku tygodniach został odesłany do kraju rodzinnego. Czy zdoła wyleczyć się z choroby alkoholowej?
Aleksander Łoś

 

piątek, 25 sierpień 2017 10:10

Porady Imigracyjne: eTA

Napisane przez

Izabela EmbaloDo tej pory cieszymy się strefą bezwizową, podróżując do Kanady bez wizy, choć niektórzy turyści nie otrzymują elektronicznego zezwolenia na wlot (electronic travel authorization – eTA) lub są zawracani z granicy kanadyjskiej, nawet wtedy, jeśli autoryzację na wlot do Kanady uzyskali.
Proszę pamiętać, że posiadanie eTA nie jest gwarancją przekroczenia granicy. Ostateczna bowiem decyzja należy do urzędnika na granicy, który albo przyznaje tak zwany pobyt czasowy, albo wydaje decyzję zawrócenia osoby podróżującej do kraju pochodzenia.
Od zeszłego roku obywatele polscy muszą, oprócz ważnego paszportu, posiadać eTA. Zazwyczaj jest to bardzo prosta elektroniczna aplikacja, jaką wypełniamy w sieci (koszt 7 dolarów kanadyjskich), choć niektórzy podróżni przed uzyskaniem dokumentu zgody na wlot muszą udać się do regionalnych kanadyjskich placówek, by urząd kanadyjski mógł zweryfikować niektóre informacje, podawane w podaniu eTA (np. zatrudnienie, fundusze na wyjazd, rodzina w Kanadzie).


Niektórzy uzyskują elektroniczne zezwolenie w ciągu kilku sekund, inni czekają tygodniami. W zależności od odpowiedzi i ich wcześniejszej imigracyjnej kartoteki. Jeśli na przykład ktoś miał wcześniej odmowę wizy studenckiej, urząd kanadyjski może dopytywać się o powody wydania decyzji odmownej. Czasami urzędnicy proszą o dosłanie dodatkowych dokumentów. Rząd Kanady wyjaśnia, że ten system elektronicznego zezwolenia na przybycie ma na celu zabezpieczenie granic przed osobami, które mogłyby nadużyć kanadyjskiego prawa.


Niektóre osoby nie podają prawdziwych informacji w elektronicznym formularzu urzędu imigracyjnego eTA. Nie jest to zgodne z prawem.
Osoby te otrzymują zezwolenie na wlot i przekraczają granicę Kanady, jednak w późniejszych procesach imigracyjnych pojawia się duży problem wykrycia fałszerstwa informacji, co może być przyczyną odmowy wizy pracy, studenckiej czy pobytu stałego, w zależności od indywidualnych okoliczności kandydata.


Obywatele USA są zwolnieni z wymogu elektronicznej autoryzacji (eTA).
Także obywatele polscy, przekraczający granicę lądową z USA, nie muszą okazać się eTA. Wystarczy posiadanie paszportu biometrycznego.


Izabela Embalo
licencjonowany
doradca imigracyjny
Kanada
OSOBY ZAINTERESOWANE IMIGRACJĄ DO KANADY – SPONSORSTWEM RODZINNYM, POBYTEM STAŁYM, WIZĄ PRACY, STUDIÓW LUB INNĄ PROCEDURĄ IMIGRACYJNĄ, NA PRZYKŁAD ODDALENIEM DEPORTACJI CZY PRZEDŁUŻENIEM POBYTU CZASOWEGO, PROSIMY O KONTAKT Z NASZĄ KANCELARIĄ: TEL. 416 5152022, Ten adres pocztowy jest chroniony przed spamowaniem. Aby go zobaczyć, konieczne jest włączenie w przeglądarce obsługi JavaScript..">Ten adres pocztowy jest chroniony przed spamowaniem. Aby go zobaczyć, konieczne jest włączenie w przeglądarce obsługi JavaScript.. Możliwość konsultacji poprzez Skype.

czwartek, 17 sierpień 2017 23:14

Opowieści z aresztu deportacyjnego: Miła pani

Napisane przez

        Kiedy Rani, czyli Księżniczka, stawiła się w porcie lotniczym do wydalenia, nie zdradzała jakiegoś szczególnego poirytowania czy niezadowolenia z faktu, że musi opuścić Kanadę. Nie wydano wobec niej decyzji o deportacji, bo w wyznaczonym jej terminie kupiła bilet powrotny do Lahore w Pakistanie. Leciała przez Arabię Saudyjską liniami saudyjskimi. Co ciekawe, na tle większości innych kobiet szykujących się do wejścia do samolotu, nie miała żadnego nakrycia głowy. Ona, pochodząca z kraju w 90 procentach muzułmańskiego, nie była muzułmanką. Ona była Hinduską. Była ubrana w barwną sukienkę wskazującą na jej przywiązanie do kultury swoich przodków, ale ładna twarz tej około 50-letniej kobiety była odsłonięta, uśmiechnięta, włosy ładnie falowały. 

 

        Kiedy pierwotne Indie podzieliły się na te dzisiejsze i Pakistan, w skład którego wchodził również dzisiejszy Bangladesz, nastąpiła częściowa wymiana ludności. Muzułmanie przenosili się do Pakistanu, a Hindusi do Indii. Po obu stronach granicy pozostała jednak duża liczba ludności o odmiennej religii niż większości zamieszkałej w danym kraju. W Indiach pozostała ogromna liczba muzułmanów, tak że dzisiaj, przy dużej dzietności w tych rodzinach, jest to największa liczba ludności muzułmańskiej zamieszkałej w jednym kraju. Pozostała też w Pakistanie pewna liczba Hindusów. W czasach kolonialnych wielu z nich stanowiło podporę brytyjskiego rządu kolonialnego i byli wysyłani również do części kraju zamieszkanego głównie przez muzułmanów. Takim urzędnikiem wyższego szczebla był przodek Rani. Z kolei jej ojciec zrezygnował z kariery urzędniczej i wziął się za biznes. Szło mu tak dobrze, że zrezygnował z przeniesienia się do Indii, choć jako Hindusowi, w zakresie zamieszkiwania wśród swoich, byłoby mu łatwiej. Biznes się jednak dobrze kręcił. Nie był nadto nadmiernie religijny i w  swoich podróżach zagranicznych nawet nie nosił tradycyjnych szat. Ubierał się po europejsku. Podobnie jego dwaj synowie. Natomiast żona nosiła szaty Hinduski i tego wymagała od swojej jedynaczki, czyli Rani. Jest to dość popularne imię w tej części świata. Znam jedną Rani, którą, dla żartu, nazywam Maharani, czyli Królową. Po dżentelmeńsku tłumaczę jej, że z jej urodą tytuł książęcy jest za niski. Podobnie Anastazję, pracującą w urzędzie imigracyjnym, a będącą pochodzenia rosyjskiego, nazywam Great Princess, czyli Wielką Księżną. W rozmowie zdradziła, że znana jest jej legenda, że najmłodsza córka cara ocalała z pogromu całej pozostałej rodziny z rąk bolszewików i w kolejnych pokoleniach odradza się, aby pewnego dnia wrócić na tron Rosji. I jeszcze jedna dygresja dotycząca tego urzędu. Otóż pracują tam kobieta i mężczyzna, oboje pochodzenia polskiego i noszący takie same nazwiska. Kiedy zapytałem, czy są małżeństwem, zaprzeczyli, mówiąc, że nie są w ogóle spokrewnieni. Niemniej, czasami spotykając ich oboje na korytarzu, mówię do nich: „małżonkowie znowu na randce, zamiast wydajnie pracować dla dobra nowej ojczyzny”. 

czwartek, 17 sierpień 2017 22:54

Szybsze procedury tylko dla nowych wnioskodawców

Napisane przez

Izabela Embalo        Sprawy łączenia rodzin (wnioski małżeńskie i konkubenckie) w Kanadzie zostały przyspieszone od grudnia ubiegłego roku. Niestety, nie wszyscy skorzystają z tego przywileju. Osoby, które złożyły podania przed 7 grudnia 2016 roku, będą czekać na rozpatrzenie sprawy około dwóch lat. Natomiast osoby, które złożyły podanie po 7 grudnia 2016 roku, otrzymają decyzję mniej więcej po upływie roku. Nie jest to, w moim odczuciu, sprawiedliwe, zwłaszcza dla tych rodzin, które muszą czekać tak długo, widząc i słysząc, że inni, którzy złożyli podanie po nich, czekają tylko rok. Przynajmniej niektóre rodziny zakończą procedury o wiele szybciej, więc ta zmiana na pewno jest korzystna dla wielu rodzin, chcących w Kanadzie się połączyć.

        Taka jest decyzja ministerstwa imigracji. Niektórzy moi klienci są bardzo rozczarowani taką decyzją, i myślę, że mają rację, bo dlaczego osoby, które złożyły swoje podania wcześniej, czyli stanęły w kolejce urzędowej pierwsze, muszą czekać o wiele dłużej? Nie ma w tym jakby logiki. Uważam, że urząd imigracyjny nie jest w stanie uporać się ze wszystkimi podaniami, zbyt duża liczba oczekujących i rząd nie przeznacza dodatkowych funduszy na zatrudnienie odpowiednich pracowników. A zatem tylko nowe podania mogą zostać rozpatrzone szybciej.

        Wspomniałam już także o nowych procedurach imigracyjnych. Urząd zwraca uwagę na staranność i kompletność przygotowanych podań małżeńskich i konkubenckich. Brak dokumentów obowiązkowych może w rezultacie być przyczyną odrzucenia podania (odesłanie dokumentacji). Dlatego ważne jest, by dokładnie sprawdzić obowiązkową listę dokumentów i załączyć, co jest wymagane, w przeciwnym razie sprawa się znacznie opóźni, dlatego że wnioskodawca będzie musiał poprawić dokumentację i ponownie odesłać ją do rozpatrzenia. Jedną z przyczyn odesłania dokumentów pobytowych może być także brak podpisu lub podpisanie się w niewłaściwym miejscu.

        Proces zostanie rozpoczęty dopiero w momencie otrzymania przez urząd dokładnie przygotowanej i kompletnej aplikacji wraz z dokumentacją.

        Urząd odsyła dokumentację najczęściej zwykłą pocztą, więc istnieje ryzyko zagubienia dokumentów, także tych oryginalnych. Nie należy dopuścić do takiej sytuacji.

Izabela Embalo

licencjonowany doradca

        OSOBY ZAINTERESOWANE IMIGRACJą DO KANADY PROSZĘ O KONTAKT 

TEL./TEXT. 416-5152022,  

Ten adres pocztowy jest chroniony przed spamowaniem. Aby go zobaczyć, konieczne jest włączenie w przeglądarce obsługi JavaScript.

        Z dużym sukcesem pomogliśmy setkom polskich imigrantów osiedlić się na stałe w Kanadzie (od 1998 roku).

piątek, 11 sierpień 2017 07:51

Opowieści z aresztu deportacyjnego: Dwaj ziomkowie

Napisane przez

        Sporo było podobieństw między tymi dwoma mężczyznami. Obydwaj byli w podobnym wieku, około 45 lat. Obaj pochodzili z dawnego Związku Sowieckiego, z tym że Aleksander z Dalekiego Wschodu, a Wiktor z Ukrainy, obaj byli Żydami, którzy po zmianach ustrojowych wyjechali z kraju rodzinnego do Ziemi Obiecanej, czyli Izraela. Obaj nosili niemieckie nazwiska, wprawdzie nie Rosenberg czy Goldberg, ale nazwiska te wskazywały wyraźnie, że ich przodkowie przenieśli się na wschód z ziem niemieckich. Albo zmienili nazwiska z typowo żydowskich, albo były to czasy, kiedy nie noszono nazwisk, a jedynie imiona i kiedy trzeba było przybrać jakieś nazwiska, to przodkowie naszych dwóch bohaterów wybrali typowe dla miejsca, w którym żyli, czyli niemieckie. Żydzi, nawet po przeniesieniu się lub wygnaniu z ziem niemieckich, nie zmieniali niemieckich nazwisk. Oni kochali naród niemiecki, utożsamiali się z kulturą tego narodu, choć zachowywali swoje odrębne obyczaje. Do czasu. 

        Aleksander i Wiktor (czyli Sasza i Witia) byli niemieckimi Żydami żyjącymi w dawnym Związku Sowieckim, ale ich obyczaje bardziej przypominały ludzi sowieckich niż przedstawicieli Narodu Wybranego. Nie respektowali nakazów religijnych obowiązujących Żydów: nie chodzili do synagogi, nie modlili się, jedli wieprzowinę i generalnie niekoszerne pokarmy, wzięli sobie za żony Rosjanki, nie znali języka hebrajskiego ani jidysz. Nie znali też języka niemieckiego, bo może myśleliby o wyjeździe do Niemiec wraz z kilkusettysięczną armią Niemców od wieków zamieszkujących ziemie carów rosyjskich, którzy powrócili do „Faterlandu”. 

piątek, 11 sierpień 2017 07:42

Proces imigracyjny (32/2017)

Napisane przez

Izabela Embalo        Na początku zawsze radzę, by klienci wstępnie ocenili swoje szanse na imigrację. Programy imigracyjne dzielą się na federalne i prowincyjne i dlatego warto też prześledzić, jakie możliwości kreują prowincje, nie tylko rząd federalny. Informacji lepiej  szukać na rządowych stronach prowincji, z tego powodu, że przepisy zmieniają się bardzo często i strony rządowe są na bieżąco uaktualniane.

        W zależności od programu, osoba chcąca ubiegać się o pobyt stały lub kanadyjską wizę czasową musi albo przygotować swoje podanie imigracyjne w formie tradycyjnej – papierowej, albo założyć elektroniczne konto na stronie ministerstwa imigracji, poprzez które wysyła się odpowiednią dokumentację. W systemie Express Entry zaczynamy od założenia elektronicznego profilu kandydata, imigracyjne formularze wysyła się elektronicznie później i tylko wtedy, jeśli kandydat otrzymał zaproszenie na pobyt stały.

        W przypadku podania papierowego, muszą zostać spełnione prawne kryteria, by urząd zaakceptował do rozpatrzenia wniosek imigracyjny. Bardzo ważne jest zatem, by podanie było kompletne, podpisane itp. Niektóre osoby uważają, że można dokumentację brakującą później dosłać, ale niestety, w większości przypadków urząd imigracyjny nie przyjmie podania, jeśli nie będą od razu dostarczone obowiązkowo wymagane dokumenty, między innymi: aktualne kwestionariusze, opłata skarbowa, dokumenty tożsamości, zdjęcia itp. Wnioskodawca powinien też legitymować się ważnym paszportem. Brak ważnego dokumentu podróży może być przyczyną wydania decyzji negatywnej.

        Nawet drobne braki w dokumentacji mogą w konsekwencji być powodem zwrotu podania imigracyjnego, wydania decyzji negatywnej lub znacznego opóźnienia procedury.

        Urząd odsyła niekompletny wniosek imigracyjny zwykłą pocztą, więc istnieje ryzyko zagubienia ważnej dokumentacji.

        Formularze powinny być wypełnione elektronicznie, niektóre formularze należy zweryfikować elektronicznie (validation).

        Dodatkowo zalecam, by sprawdzić w instrukcjach adres wysyłkowy podania imigracyjnego. Na terenie Kanady, w różnych miejscach, prowincjach są rozpatrywane podania imigracyjne, nie jest to tylko jeden urząd. Niektóre podania z prowincji Ontario wysyła się na przykład do Alberty. Błędna wysyłka dokumentacji znacznie opóźni proces imigracyjny, może być także przyczyną zwrotu dokumentacji. Niezałączenie dokumentu obowiązkowego lub niedotrzymanie terminu urzędowego dosłania dokumentacji może także być przyczyną otrzymania odmowy wizy imigracyjnej.

Izabela Embalo

licencjonowany doradca imigracyjny

OSOBY ZAINTERESOWANE IMIGRACJą DO KANADY PROSIMY O KONTAKT: 416-5152022, Ten adres pocztowy jest chroniony przed spamowaniem. Aby go zobaczyć, konieczne jest włączenie w przeglądarce obsługi JavaScript.

www.emigracjakanada.net

piątek, 04 sierpień 2017 07:54

Opowieści z aresztu deportacyjnego: Bagaże

Napisane przez

        Jaki związek mają bagaże z problemami imigracyjnymi? Większość przylatujących czy odlatujących z Kanady ciągnie ze sobą jakieś toboły. W przypadku wydalanych lub deportowanych z Kanady, to, co dotyczy ogółu podróżnych, ma często dodatkowy wymiar. Choćby ten, kto płaci i decyduje o czasie i miejscu połączenia deportowanego z jego manelami. 

        Aresztowani przypadkowo nielegalni imigranci często trafiają do aresztu imigracyjnego tylko w tym, co mieli na sobie. Już po kilku godzinach zaczynają zabiegi, jak sprowadzić swoje osobiste rzeczy z miejsca zamieszkania. Kiedy pouczeni przez strażników zwracają się formalnie, na piśmie, z prośbą o spotkanie z oficerem imigracyjnym i przedstawiają mu swoją prośbę o zawiezienie ich do ich miejsca zamieszkania, aby pozbierać i przywieźć swoje rzeczy, spotykają się z odmową. Otrzymują radę, aby ich bagaże spakowali znajomi i przywieźli je do aresztu. Czasami są sytuacje, kiedy dany delikwent nie ma takowych. Pozostaje jeszcze jedno, ostateczne rozwiązanie. Aresztant dzwoni do właściciela  mieszkania, w którym mieszkał, aby ten spakował jego rzeczy i przysłał bagaże przez taksówkarza na koszt właściciela tych bagaży. Nadto, w areszcie nie bardzo tolerują przysyłanie dużych bagaży, bo nie ma gdzie ich składać. Jeśli jest taka możliwość, to doradzają, aby znajomi przywieźli bagaże na lotnisko na trzy godziny przed odlotem deportowanego i tam mu je przekazali w obecności eskortujących go strażników. 

piątek, 04 sierpień 2017 07:27

Status wizowy w Kanadzie (31/2017)

Napisane przez

Izabela Embalo        Często otrzymuję od Państwa pytania dotyczące czasowego pobytu w Kanadzie i jak w tym zakresie funkcjonuje prawo imigracyjne. 

        Otóż osoba, która przekroczyła kanadyjska granicę, otrzymuje na granicy określony status wizowy, i jeśli nie ma restrykcji urzędowych, turystą może pozostać legalnie w Kanadzie przez sześć miesięcy lub krócej. Dlatego trzeba dokładnie sprawdzić adnotację urzędu, jeśli turysta otrzymał jedynie pieczątkę wlotu lub wjazdu, bez żadnych dodatkowych informacji, może pozostać w Kanadzie przez sześć miesięcy. 

        Pobyt czasowy (czyli jak określają zazwyczaj przyjezdni, wizę turystyczna) można przedłużyć, i to nawet wielokrotnie. Mam klientów, którym urząd przedłużył wizę wielokrotnie i bez opuszczenia granic Kanady. 

        Co się jednak dzieje, jeśli na przykład osoba podróżująca do Kanady chce się z Kanady udać na Kubę na tydzień? Otóż jeśli opuścimy w czasie pobytu czasowego Kanadę drogą powietrzną, po powrocie urzędnik ponownie określi, na jak długo można pozostać. A zatem poprzednia wiza turystyczna nie jest już ważna, nie należy się sugerować jej datą ważności.

        Jeśli natomiast podróżujemy do USA drogą lądową, trzeba pamiętać, że jeśli posiadamy tylko polski paszport, musimy uzyskać wizę wjazdową do USA, wtedy nasza wiza kanadyjska wydana na granicy, jeśli jest ważna, nadal obowiązuje. A zatem panuje tu już inna zasada. Na tym samym pobycie czasowym możemy powrócić do Kanady, urzędnik nie będzie określał nowego pobytu czasowego. 

        Jeśli natomiast ta kanadyjska wiza czasowa wygaśnie, kiedy przebywamy w USA, wówczas urzędnik na granicy kanadyjskiej ponownie określi, na jaki okres można w Kanadzie pozostać. Znam osoby, którym kończyła się kanadyjska wiza turystyczna, wyjechały do USA na kilka dni i, wracając, otrzymały ponownie półroczny pobyt czasowy.            

        Oczywiście nie zawsze tak musi się stać, proszę pamiętać, że urzędnik na granicy może wydać różne decyzje, zależy od indywidualnej sytuacji podróżującego i tego, jak zostanie turysta oceniony przez urzędnika. Najczęściej urzędnicy graniczni pytają o cele podróży, kogo chcemy odwiedzić, jakie mamy fundusze na pobyt czasowy i kiedy mamy zamiar opuścić teren kraju. Często także osoba przekraczająca granicę jest pytana o zatrudnienie, czym się zajmuje itp. 

Izabela Embalo

licencjonowany doradca imigracyjny

Tel. 416-5152022

Ten adres pocztowy jest chroniony przed spamowaniem. Aby go zobaczyć, konieczne jest włączenie w przeglądarce obsługi JavaScript.
www.emigracjakanada.net