Goniec

Switch to desktop Register Login

Twoje pieniądze: Mroczna przyszłość

Oceń ten artykuł
(1 Głos)

jacekO naszej sytuacji finansowej decydujemy sami, umiejętnie gospodarując zarobionymi i zgromadzonymi środkami, ale zasadniczy wpływ ma na nią także działalność innych, mocą demokratycznego mandatu upoważnionych do gospodarowania tą częścią naszych dochodów, które określamy mianem wspólnej kasy czy budżetem miasta, prowincji czy kraju zgromadzonym drogą podatkową. To, bowiem, co czynią z naszymi podatkami politycy, ma zasadniczy wpływ na ceny produktów i usług, a więc osłabia moc nabywczą tych pieniędzy, które zostały w naszych rękach.

Dzisiaj widać już dość wyraźnie, że przynajmniej jedna z inicjatyw lansowanych przez miłośników ochrony środowiska nie wypaliła, za to kosztowała nas wszystkich sporo i jeszcze kosztować będzie. Mam na myśli lansowane z uporem godnym lepszej sprawy samochody o napędzie elektrycznym. Podczas gdy działa to świetnie jako atrakcja w wesołych miasteczkach (tzw. "bumper cars"), na szosach i autostradach pojazdy takie nie przyjęły się i wszystko wskazuje na to, że już się nie przyjmą. Za to my wszyscy zapłacimy za ten eksperyment jak za zboże.
Nadal krążą po naszym krajobrazie maniacy, sugerujący, iż klęska pojazdów elektrycznych to wynik spisku wielkich koncernów naftowych we współpracy z koncernami motoryzacyjnymi. Niestety dla sprawy, nie do obrony jest teza, iż na przykład koncern General Motors celowo ograniczył produkcję modelu Saturn EV1, chociaż chętni ustawiali się w długich kolejkach po to auto. Owe kolejki widać było tylko w sennych marzeniach ekologów.


Każdy pytany o zdanie przez pełnych entuzjazmu autorów sond medialnych oświadczy, że jest za. Za ochroną środowiska, za elektrycznymi samochodami i w ogóle za troską i gospodarnością. Dopiero przy płaceniu okazuje się, że teoretycznie wszyscy jesteśmy za, ale do czasu, kiedy należy sięgnąć do portfela. Producenci samochodów stanęli na wysokości zadania: niemal każdy zajął się projektowaniem samochodów o napędzie elektrycznym. Nissan chwalił się swoim modelem o pięknej nazwie Leaf. Nazwa piękna, ale sprzedaż modelu spadła o niemal 30 proc. w ciągu roku. Jeździ po świecie w sumie niecałe 40 tysięcy tych autek, a miało jeździć – według ekologów – półtora miliona. Zakłady Nissana mogą produkować 150 tysięcy leaf rocznie; w tym roku sprzedaż fabryki w Smyrnie wyniosła nieco ponad 5 tysięcy sztuk.
Produkowany przez zakłady Chevrolet model Volt radzi sobie nieco lepiej. Za to koncern traci na każdej sztuce tego ekologicznego autka niemal 50 tysięcy dolarów, które następnie trzeba nadrobić przy sprzedaży innych modeli za sztucznie zawyżoną cenę. Producent akumulatorów dla Volta, firma A123, zbankrutował, bo nie było dostatecznego zapotrzebowania na baterie. Najlepiej radzący sobie z tym sektorem rynku koncern Toyota zrezygnował z dalszych prac nad samochodami o napędzie elektrycznym.
Podobnie jest na całym świecie. Japonia, Niemcy i Wielka Brytania przystępują do rewizji swej polityki w tym zakresie. Nawet Kalifornia, mekka ekologów, obcięła dotacje na ten cel o połowę.
Pobawiliśmy się. Teraz trzeba zapłacić rachunek.

Jacek Kozak

Zaloguj się by skomentować