Goniec

Switch to desktop Register Login

Życie poza domem

Oceń ten artykuł
(1 Głos)

trelinskaPo weekendzie spędzonym na dworze zostawiam moją koleżankę przy stacji metra i idę do domu, do przejścia mam około 500 metrów. Przechodzę dziesięć, jakiś student pyta, czy mogę wypełnić ankietę. Wypełniam. Idę dalej. Przed centrum handlowym U-Plex są wystawione figurki ze znanej aplikacji smartfonowej w Korei, są kolejki, aby z nimi zrobić zdjęcia. Nie mam z kim zrobić zdjęcia, więc idę dalej. Już jestem niedaleko mojej ulicy, mam może jeszcze 100 metrów do przejścia, ale nie mogę wcale dojść.

Ulica jest zamknięta, tłum ludzi ogląda konkurs jazdy na skateboardzie. I tak to wygląda co weekend na moim osiedlu, pomiędzy mną a stacją metra – 500 metrów – znajdzie się tysiące studentów i rodzin, które korzystają z pięknej wiosennej pogody na konkurs, prace domowe albo po prostu spacer po osiedlu.

W pewnym sensie nie jest to wyjątkowe, w dużych miastach generalnie życie prowadzi się poza domem. Pokój, w którym mieszkam, ma 10 metrów kwadratowych; oczywiście że wolę wyjść na ulicę. Ale nie tylko chodzi o to, że parki, place i ulice są centrum życia społecznego, ale też o to, jakże inaczej się używa i traktuje miejsca publiczne w Korei w porównaniu do Kanady.

Kiedy zapytałam Chelsey Brindley – nauczycielkę w Busanie na południu Korei – czy zauważyła jakieś różnice pomiędzy strefami publicznymi w Korei i w Kanadzie, odpowiedziała, że absolutnie tak. Jedna z różnic to taka, że widzi się rodziny bawiące się, jeżdżące na rowerach albo mające namioty wystawione od rana do nocy. W Kanadzie wydaje się, że ludzie, którzy odpoczywają i relaksują się w parkach cały dzień, to jedynie młodzież, ludzie bez pracy albo ludzie leniwi.

Korea słynie jako miejsce, gdzie pracuje się długie godziny, więc wydaje się dziwne, że ludzie odpoczywają więcej niż w Kanadzie. Pewnie nie jest to prawda. Różnica jest taka, że w Kanadzie mamy przeważnie backyardy lub jakieś prywatne ogrody, gdzie mało kto nas widzi. W Korei życie weekendowe toczy się w większości w parkach, barach i kawiarniach. W domu po prostu nie ma gdzie odpoczywać, więc siłą rzeczy odbywa się to w miejscach publicznych.

Niedaleko mojego mieszkania jest szkoła podstawowa. W Korei to znaczy, że tam chodzą dzieci od pierwszej do szóstej klasy. Często, kiedy wychodzę na spacer po południu, widzę dzieci, które właśnie idą do domu po szkole. Niektóre są z rodzicami, ale przeważnie od pierwszej klasy już dzieci mogą same iść do domu i do szkoły, dlatego że miejsca publiczne w Korei są bardzo bezpieczne.

Po szkole często się zdarza, że dzieci wstąpią do 7-11 lub innego sklepu typu kiosku i tam, przy oknie, jedzą przekąski. 7-11 jest prywatną firmą, ale to nadal w pewnym sensie miejsce publiczne. W Kanadzie jest oznakowanie, żeby młodzież i dzieci nie stały nawet przed sklepem, a w Korei atmosfera jest dużo bardziej zrelaksowana.

Sklep jest dla klientów. Wieczorem te same dzieci będą w parku z rodzicami, ale są trzymane blisko siebie. Biegają, bawią się i robią, co chcą.

Generalnie to ma sens, że miejsca publiczne są właśnie dla ludzi. Dzieci bawią się swobodnie i bez większych niebezpieczeństw.

Jak i rodzice dają dzieciom trochę więcej wolności, tak też rząd daje społeczeństwu. Korea jest kulturą "wysokiego kontekstu". To znaczy, że w porównaniu do Kanady, gdzie lubimy przepisy i reguły, tutaj reguły są przeważnie nieoficjalne, są określone kontekstem.

Czerwone światło jest dobre, kiedy jest ruch, ale jeśli nikogo nie ma, to dlaczego nie przejechać? Tak samo są traktowane roboty budowlane na drodze. W Kanadzie są ustawione bariery, tak żeby nikt nie mógł się zbliżyć. W Korei często sama jestem odpowiedzialna, by zdecydować, czy przejść obok, pod czy całkiem ominąć maszyny budowlane. Zamiast ustalonych reguł, samochody, robotnicy i piesi, wszyscy, muszą być świadomi tego, co się dzieje dookoła, i odpowiednio reagować.

Tiffany Dias, Kanadyjka mieszkająca w Ulsanie, mówi, że standardy bezpieczeństwa się zmieniły w ciągu pięciu lat, kiedy mieszka w Korei, ale nadal widzi czasem budowy, po których można przejść. Nie ma żadnych barier. W Kanadzie to jest niespotykane.

Wydaje się, że to właśnie ta sama zrelaksowana atmosfera sprzyja temu, że rodziny w czasie weekendów prawie mieszkają na dworze bez martwienia się, że to je naraża na pewne ryzyko.

Są zalety i wady rozwiązań w obu krajach, mówi Tiffany, ale generalnie woli, jak miejsca publiczne są traktowane w Kanadzie. Woli atmosferę w Kanadzie.

Chelsey za to woli atmosferę koreańską, czuje się mniej kontrolowana, woli, gdy jest mniej reguł i przepisów.

Ja się zgadzam. Na pewno nie jest to perfekt – nie powinnam sama decydować, jak ominąć budowę – ale czuje się dużo więcej swobody. W Korei pójdę z koleżanką do parku i nie boję się, że jeśli pobawię się w fontannie, to dostanę mandat, po to one są. Przechodzę przez ulicę na czerwonym świetle pięć metrów od policjanta, nie ma samochodów, więc nikogo to nie obchodzi. Jest bezpiecznie, ale życie nie jest zbyt kontrolowane. I pewnie przez to życie na dworze jest takie popularne. Jest zawsze coś do robienia lub coś do zobaczenia. Brakuje mi trochę przyrody, która jest w Kanadzie, ale w przypadku powrotu nie wiem, jak poradzę sobie z tym życiem spokojnym i oddalonym od reszty społeczeństwa.

Paula Agata Trelińska

Zaloguj się by skomentować