Goniec

Register Login

Reportaże

piątek, 21 marzec 2014 14:31

Koreańskie sieroty w Polsce

Napisane przez

trelinskaKim Ki Dok miała 13 lat, kiedy zmarła w roku 1955 i została pochowana na wrocławskim cmentarzu wśród Polaków.

Skąd się wzięła koreańska dziewczynka we Wrocławiu w roku 1955 i dlaczego została pochowana na polskim cmentarzu?

Właśnie na te pytania próbowała przez trzy lata odpowiedzieć dziennikarka z Wrocławia, Jolanta Krysowata.

Zaczęło się od odnalezienia grobu przez Patryka Yoka, który powiadomił koleżankę Jolantę Krysowatą. Od tego zaczęły się trzy lata poszukiwań prawdy o grobie we Wrocławiu. Krysowata odkryła historię 1500 koreańskich sierot wychowanych w Polsce pomiędzy 1951 i 1959 r. Z tych informacji powstał film dokumentalny oraz książka wydana w zeszłym roku, "Skrzydło Anioła".

piątek, 07 marzec 2014 15:00

Młodzi nie chcą zjednoczenia

Napisane przez

trelinskaPonad rok temu Korea Północna wystrzeliła satelitę w kosmos. Wystrzelenie tego satelity zostało uznane przez wszystkie rządy Zachodu za naruszenie zakazu testów rakiet balistycznych. To wystrzelenie zaczęło prawie całoroczne problemy w relacjach pomiędzy Koreą Południową a Koreą Północną.

Dzień po dniu Korea Północna groziła Korei Południowej bombami atomowymi. Zamknęli Kaesong – fabrykę w Korei Północnej, gdzie obywatele Korei Południowej też pracują – oraz zerwali kontakt poprzez "hotline", która była zainstalowana pomiędzy krajami.

trelinskaNormalnie, kiedy wychodzę rano z domu o 8.30, to na ulicy jest dość cicho. Sklepy dopiero się otwierają, studenci – dla których normalny rok szkolny się jeszcze nie zaczął – dopiero się budzą. Bary i restauracje są zamknięte, otworzą się po południu lub wieczorem. Nigdy nie jestem sama na ulicy, ale nie ma tłumów, krzyków i muzyki – charakterystycznych odgłosów mojej dzielnicy. Korea rzeczywiście jest krajem porannego spokoju (the land of the morning calm).

Można sobie wyobrazić więc, jak zaskoczona byłam w zeszłym tygodniu, kiedy po drodze do szkoły słyszałam krzyki i oklaski dochodzące z Yaletown Burgers and Bar. Ja to przynajmniej się szybko domyśliłam: w Ameryce Północnej była to jeszcze niedziela i Super Bowl, najważniejszy mecz roku dla Amerykanów, dopiero się zaczynał. Niestety myślę, że Koreańczycy, którzy musieli tego słuchać, nie wiedzieli, o co chodzi ani dlaczego tyle było hałasu w poniedziałek rano.

trelinska"Czy pomarańcze w sklepie są tanie czy drogie?" pyta się nauczycielka koreańskiego. "Euh, euh, sada?" odpowiadam niepewna, czy sada znaczy tanie. Pytam się "cheap?". Reszta klasy mi odpowiada "tak". Miałam rację.

Wiem, że słowa, które znaczą tanie i drogie to są "sada" i "pisada", ale nigdy nie pamiętam, które jest które. Kolega, próbując mi pomóc, wytłumaczył, że "pi" to przychodzi z chińskiego znaku, który znaczy nie.

trelinska"Ile kosztuje?" – pytam p. Kim. "450.000 wonów" – odpowiada. "A kiedy mogłabym się wprowadzić?" "Jedenastego stycznia."

Czterysta pięćdziesiąt dolarów na miesiąc za pokój, który ma 8,3 m kw. łącznie z łazienką i bez okna? I jeszcze nie mogę się przez tydzień wprowadzić!? Witamy w Seulu.

Seul jest jednym z największych miast na świecie. W samym Seulu, który obejmuje 605 km kw., mieszka 10 i pół miliona ludzi. Ale jeśli się doda do tego okolice, połączone systemem metra, to mieszkańców jest 25 i pół miliona, połowa mieszkańców całej Korei Południowej. Mały kraj, dużo ludzi, a 70 proc. lądu to są góry, miejsca nie ma dużo.

sobota, 18 styczeń 2014 13:17

Planet Africa. I tak zmienia się powoli cała Kanada

Napisane przez

"Planet Africa" jest kolorowym miesięcznikiem czarnej społeczności wydawanym w Toronto. Co roku, od dziesięciu lat pod opieką miesięcznika odbywa się uroczysty bankiet połączony z różnego rodzaju występami zespołów folklorystycznych i piosenkarzy. Kolejny dziesiąty uroczysty bankiet "Planet Africa" miał miejsce na początku listopada 2013 w International Conference Centre przy lotnisku Pearsona w Toronto. Bankiet połączony był z przemówieniami i z wręczaniem okolicznościowych nagród. Ja i Marek Gołdyn zostaliśmy zaproszeni na tę imprezę jako członkowie National Ethnic Press and Media Council of Canada (organizacji mediów etnicznych). 

Przy stole z nami siedzą dwie panie z Kamerunu, pięć kobiet i mężczyzna są z Karaibów. Rozglądam się po sali. Widzę, że za stołami siedzą goście często całymi rodzinami. Przy stole siedzą starsi rodzice, ich dzieci i dzieci ich dzieci. Z rodzicami jest sporo zupełnie małych dzieci. To zupełna inność w stosunku do imprez na przykład w naszej polskiej społeczności.