Goniec

Switch to desktop Register Login

Reportaże

sobota, 17 sierpień 2013 11:34

Korea poza Gangnam Style

Napisane przez

trelinskaJedna z pierwszych rzeczy, o których musiałam pomyśleć, kiedy jechałam do Korei, to gdzie chciałabym mieszkać. 

Na wsi można było trochę więcej zarobić i taniej mieszkać, ale w dużym mieście jest oczywiście więcej udogodnień. Kiedy się dowiedziałam, że moja koleżanka nie będzie się ze mną przeprowadzała, to od razu zdecydowałam się na miasteczko pod Seulem.

Nie żałuję mieszkania w Anyang, ale muszę powiedzieć po moim roku tu w Korei, że odkryłam, że jest naprawdę dużo fajnych miejsc poza Seulem.

Niestety, jestem już przyzwyczajona do życia w metropolii, więc powrót będzie znów do dużego miasta. To, że połowa ludności kraju mieszka w albo tuż poza Seulem, nie znaczy, że prowincja nie ma nic do oferowania.

piątek, 02 sierpień 2013 12:58

Będzie brakowało

Napisane przez

trelinskaZa miesiąc wyjeżdżam z Korei

Z jednej strony, nie mogę się doczekać, już tęsknię za jedzeniem polskim i kanadyjskim, tęsknię za przyjaciółmi, do których nie muszę pół godziny jechać, żeby odwiedzić, i przeważnie to tęsknię za krajem, gdzie mogę się dogadać bez kłopotów i bez używania gestów w pomocy. Ale to, że w Korei brakuje mi kilku rzeczy, do których jestem przyzwyczajona, to nie znaczy, że nie będę tak samo tęskniła za koreańskimi wynalazkami i produktami. Jest kilka takich w tym kraju, bez których już nie mogę sobie wyobrazić życia. Interesujące, praktyczne, no i z Korei, jest parę rzeczy, które można by wprowadzić do Kanady.

piątek, 26 lipiec 2013 22:38

Siedmioro z ulicy Promyka

Napisane przez

Wraz z nadchodzącą rocznicą Powstania Warszawskiego może Czytelników "Gońca" zainteresuje powstańcza akcja kierowana przez mojego ukochanego Wujka śp. doktora Stanisława Świtala, który został odznaczony nagrodą "Sprawiedliwy wśród Narodów Świata"... – Dorota Polak.

drstanislawswitalBył niby zwykły, powszedni, jesienny dzień. Dzień piętnasty w listopadzie 1944 r. i 43. dzień po kapitulacji Powstańców Warszawy, i 1903. dzień drugiej wojny światowej.

W tym pamiętnym dniu 15 listopada 1944 r. ok. godz. 9 rano weszła do mojego małego, skromnego gabinetu lekarskiego jakaś młoda nieznana mi kobieta, a stanąwszy przede mną powiedziała: "to pan doktor Śwital" i, nie czekając na potwierdzenie lub zaprzeczenie tych słów, podała mi wyciągniętą ręką małą karteczkę białego papieru, na którym od razu dostrzegłem znany mi dobrze podpis: "Bartosz". Onże "Bartosz", prof. dr med. Lesław Węgrzynowski, były szef sanitarny Warszawa-Śródmieście w Powstaniu Warszawskim, w kilku skreślonych słowach prosił mnie, byłego swego podwładnego, tj. byłego zastępcę szefa sanitarnego Warszawa-Śródmieście, o uczynienie wszystkiego, na co mnie stać, w sprawie, którą przedstawi oddawczyni kartki. Dr Węgrzynowski napisał też, że ja jestem jedynym człowiekiem, w którym widzi nadzieję ratunku dla siedmiu osób. Jasne było, że nie tylko dr Węgrzynowski, ale i kobieta, którą miałem przed sobą, znali mnie: "Bartosz" ze współpracy ze mną, a ona z opowiadania "Bartosza".

sobota, 20 lipiec 2013 23:06

Wachlarze w Seulu

Napisane przez

trelinska"Wybierz sobie jeden", mówi mi koleżanka, "którykolwiek chcesz." Patrzę się na wachlarze rozłożone przede mną, różne wzory i kolory, wszystkie tradycyjnie koreańskie. Może szary, będzie pasował do wszystkiego, a może srebrny, tak piękny. Wyobrażam sobie siebie w sukience z perfekcyjnie dopasowanym wachlarzem w ręce, wydaje mi się, że jestem Koreanką z dynastii Joseonów. Nagle dochodzi do mnie rzeczywistość. Wybieram niebieski. 

Nie dlatego, że pasuje do sukienek, tylko dlatego, że wcale nie będę chodziła z tym wachlarzem do ludzi, tylko będę go miała w pracy. To nie jest jakiś modny dodatek, tylko konieczność życia codziennego w Korei. A niebieski najbardziej mi się podoba. Kilka minut wcześniej wpadłam do pracy ledwie na czas, cała spocona, jakbym dopiero skończyła maraton. Na dworze gorąco i wilgotno, niestety tylko 25 minut spaceru i już włosy zniszczone, a twarz cała w pocie.

piątek, 12 lipiec 2013 17:27

Wspomnienie o Wołyniu

Napisane przez

branicki 11

Po moim ojcu pozostał tylko drewniany wieszak na ubrania...

Mój ojciec, Bolesław, miał bliznę na górnej wardze, o pochodzenie której, jeszcze będąc dzieckiem, zapytałem. Opowieść ojca zaprowadziła mnie do Sarn, miasta na Wołyniu, gdzie przez pewien czas przebywała rodzina.

Ojciec grał z kolegami szkolnymi w klipę, zabawę już dzisiaj zapomnianą. Polegała ona na wybijaniu, metrowym kijem, mniejszego, zaostrzonego z obu stron patyka, z wyrysowanego na ziemi okręgu. Pozostałe poza kołem dzieci starały się odbić lub kopnąć z powrotem kijek do koła. Komu się to udało, zajmował miejsce w kole, a jeżeli nie, to wybijający miał przywilej trzy razy podbić klipę do góry, by później odliczyć krokami odległość klipy od koła. To były punkty.

Tata tak niefortunnie odbił klipę w powietrze, że zaostrzony kijek wbił się w górną wargę tuż pod nosem. Trzeba było zszywać. Tak więc z klipy wyszła klapa, jak już po latach podsumował to wspomnienie właściciel blizny.

sobota, 06 lipiec 2013 14:50

Jak na Dzikim Zachodzie

Napisane przez

Już za kilka tygodni w Kielcach spotkają się polonijni olimpijczycy. Kieleckie, obecnie Świętokrzyskie, to region bardzo ciekawy i istotny dla historii polskiej. To tutaj w Wiślicy powstała kolebka państwa Wiślan – praojców naszej Ojczyzny. Okolice te przez wiele lat zacofane gospodarczo, dzisiaj szybko modernizują się. Przedstawiamy dzisiaj tekst autorstwa kielczanina, p. Andrzeja Kuszaka o podróży jedną z atrakcji Ponidzia – kolejką dojazdową; tekst oparty na wspomnieniach dziadków Autora.

Żeby być na miejscu koło południa, trzeba było wyruszyć już w nocy, droga była długa i z kilkoma przesiadkami.

kuszak1