Goniec

Register Login

Oferta z Polski

sobota, 20 lipiec 2013 23:06

Wachlarze w Seulu

Napisane przez

trelinska"Wybierz sobie jeden", mówi mi koleżanka, "którykolwiek chcesz." Patrzę się na wachlarze rozłożone przede mną, różne wzory i kolory, wszystkie tradycyjnie koreańskie. Może szary, będzie pasował do wszystkiego, a może srebrny, tak piękny. Wyobrażam sobie siebie w sukience z perfekcyjnie dopasowanym wachlarzem w ręce, wydaje mi się, że jestem Koreanką z dynastii Joseonów. Nagle dochodzi do mnie rzeczywistość. Wybieram niebieski. 

Nie dlatego, że pasuje do sukienek, tylko dlatego, że wcale nie będę chodziła z tym wachlarzem do ludzi, tylko będę go miała w pracy. To nie jest jakiś modny dodatek, tylko konieczność życia codziennego w Korei. A niebieski najbardziej mi się podoba. Kilka minut wcześniej wpadłam do pracy ledwie na czas, cała spocona, jakbym dopiero skończyła maraton. Na dworze gorąco i wilgotno, niestety tylko 25 minut spaceru i już włosy zniszczone, a twarz cała w pocie.

piątek, 12 lipiec 2013 17:27

Wspomnienie o Wołyniu

Napisane przez

branicki 11

Po moim ojcu pozostał tylko drewniany wieszak na ubrania...

Mój ojciec, Bolesław, miał bliznę na górnej wardze, o pochodzenie której, jeszcze będąc dzieckiem, zapytałem. Opowieść ojca zaprowadziła mnie do Sarn, miasta na Wołyniu, gdzie przez pewien czas przebywała rodzina.

Ojciec grał z kolegami szkolnymi w klipę, zabawę już dzisiaj zapomnianą. Polegała ona na wybijaniu, metrowym kijem, mniejszego, zaostrzonego z obu stron patyka, z wyrysowanego na ziemi okręgu. Pozostałe poza kołem dzieci starały się odbić lub kopnąć z powrotem kijek do koła. Komu się to udało, zajmował miejsce w kole, a jeżeli nie, to wybijający miał przywilej trzy razy podbić klipę do góry, by później odliczyć krokami odległość klipy od koła. To były punkty.

Tata tak niefortunnie odbił klipę w powietrze, że zaostrzony kijek wbił się w górną wargę tuż pod nosem. Trzeba było zszywać. Tak więc z klipy wyszła klapa, jak już po latach podsumował to wspomnienie właściciel blizny.

sobota, 06 lipiec 2013 14:50

Jak na Dzikim Zachodzie

Napisane przez

Już za kilka tygodni w Kielcach spotkają się polonijni olimpijczycy. Kieleckie, obecnie Świętokrzyskie, to region bardzo ciekawy i istotny dla historii polskiej. To tutaj w Wiślicy powstała kolebka państwa Wiślan – praojców naszej Ojczyzny. Okolice te przez wiele lat zacofane gospodarczo, dzisiaj szybko modernizują się. Przedstawiamy dzisiaj tekst autorstwa kielczanina, p. Andrzeja Kuszaka o podróży jedną z atrakcji Ponidzia – kolejką dojazdową; tekst oparty na wspomnieniach dziadków Autora.

Żeby być na miejscu koło południa, trzeba było wyruszyć już w nocy, droga była długa i z kilkoma przesiadkami.

kuszak1

sobota, 06 lipiec 2013 12:38

Canada Day w Seulu

Napisane przez

trelinskaKorea jest jednym z najbardziej jednorodnych krajów na świecie. Nie spodziewałam się więc, że w Korei można znaleźć wystarczająco Kanadyjczyków, żeby porządnie obchodzić Canada Day. 

Nie jest to, jak w Kanadzie, ale okazuje się, że w Seulu można obchodzić urodziny naszego wspaniałego kraju.

W Kanadzie Canada Day weekend oznacza początek lata i wakacji, w Korei to jest w ogóle nieuznawane, szkoła jeszcze trwa, weekend ma tylko dwa dni, a lato już się miesiąc temu zaczęło.

sobota, 22 czerwiec 2013 21:53

Metro w Seulu

Napisane przez

trelinska"Mów ciszej", mówię koledze, "prawie krzyczysz". Patrzy się dookoła, "rzeczywiście, jest tu bardzo cicho". 

Kolega odwiedza mnie z Kanady i pierwszy raz jedzie metrem w Seulu, jeszcze nie wie, że to jest prawda, iż ludzie z Ameryki Północnej są głośni. Przesuwamy się bliżej drzwi, żeby wysiąść na następnym przystanku, "przepraszam" mówi mój kolega do dziewczyny przy drzwiach. "Tak się nie mówi." Patrzy na mnie skonfundowany, tłumaczę, "że to jest metro w Korei...".

W stosunku do metra w Toronto metro w Seulu jest przynajmniej dziesięć lat do przodu. Bardziej zaawansowane, bardziej zorganizowane, i większe. Jest to jedna z najlepszych metod, żeby się poruszać po tak dużym mieście i jego peryferiach. Jeśli chodzi o organizację, nie ma porównania. Jeśli chodzi o kulturę, no to czasem bym zamieniła Seul na Kanadę.

niedziela, 09 czerwiec 2013 17:53

Czas na wojaże: Magiczne latarenki

Napisane przez

Mariola Johnson jest Polką mieszkającą na Hawajach 

"Magic Island", czyli "Magiczna Wyspa", to właściwie nie wyspa, a usypany przez człowieka półwysep w parku Ala Moana. Rzeczywista nazwa tego miejsca to Aina Moana, co po hawajsku oznacza: "ląd od morza", ale nikt jej praktycznie nie używa. Nazwa "Magiczna Wyspa" zdecydowanie lepiej oddaje istotę i charakter tego czarodziejskiego zakątka.

hawaje23 10