Goniec

Register Login

Reportaże

niedziela, 09 czerwiec 2013 17:53

Czas na wojaże: Magiczne latarenki

Napisane przez

Mariola Johnson jest Polką mieszkającą na Hawajach 

"Magic Island", czyli "Magiczna Wyspa", to właściwie nie wyspa, a usypany przez człowieka półwysep w parku Ala Moana. Rzeczywista nazwa tego miejsca to Aina Moana, co po hawajsku oznacza: "ląd od morza", ale nikt jej praktycznie nie używa. Nazwa "Magiczna Wyspa" zdecydowanie lepiej oddaje istotę i charakter tego czarodziejskiego zakątka.

hawaje23 10

sobota, 08 czerwiec 2013 22:01

Kefir w Seulu

Napisane przez

trelinska"Kefir w Seulu" – wpisuję w Google'a mając nadzieję, że jakieś informacje znajdę, nie mam jednak dużo szczęścia... 

Gdzieś w Korei jest ten kefir, ale oprócz Internetu, nie mogę znaleźć, gdzie go kupić. Takie samo małe miałam szczęście z różnymi serami, z chlebem żytnim i z makiem. Czasem wydaje się, że nie można niczego znaleźć w tym kraju.

Mieszkając w Kanadzie, byłam przyzwyczajona do tego, że Polacy są wszędzie. Gdzie można znaleźć Polaków, to można znaleźć polskie sklepy, polskie kościoły i społeczność polonijną.

Wychowana byłam w Kanadzie, ale jedzenie polskie, szkoła polska i przyjaciele nigdy nie byli daleko, najbliżej to pięć minut od domu, a najdalej w sąsiednim mieście. Wszystko co potrzebne raczej można było znaleźć od ręki.

sobota, 01 czerwiec 2013 18:10

W zupie jest ryż...

Napisane przez

trelinskaOprócz pytania, skąd jestem albo czy jestem Rosjanką, najczęściej spotykany komentarz w Korei to zawsze "jesteś cudzoziemką, więc...". Nieważne, czy to chodzi o jedzenie ostre, spanie na podłodze czy mówienie po koreańsku, wszystkim się wydaje, że niemożliwe jest, żebym ja, cudzoziemka, była do tego przyzwyczajona. Często mają rację; nie znam koreańskiego i nie lubię jedzenia ostrego, ale częściej niżbym się sama spodziewała, wychodzi mi na to, że "w Kanadzie tak nie jest, ale Polacy...".

Na pierwszy rzut oka Korea i Polska to są drastycznie inne kraje. I być może że dla tych, którzy się urodzili i wychowali w Polsce, to są kraje, które nie mają nic wspólnego. Ale ja nie jestem wychowana w Polsce, tylko w Kanadzie.

sobota, 25 maj 2013 22:25

Polonia w Rouyn-Noranda, Quebec

Napisane przez

skan6Do pracy w kopalni do Norandy przyjechało w okresie trzech powojennych lat około 300 osób, w tym połowa to rodziny. Najwięcej osób przyjechało z Niemiec z Kompanii Wartowniczej.

Wyjeżdżając z Niemiec, z Bremy, wszyscy Polacy byli "wielkimi patriotami". Po wypłynięciu, z tej grupy około 16 osób zaczęło śpiewać po ukraińsku, nie chciało rozmawiać po polsku, zostali potem rozdzieleni do trzech kopalni.

W Norandzie starsza emigracja utworzyła Towarzystwo Biały Orzeł. Następnie w 50. roku odbyło się zebranie, na które przyjechał p. Januszkiewicz z Montrealu, zmieniono wtedy nazwę na Towarzystwo Wzajemnej Pomocy.

W Norandzie były trzy kopalnie: miedzi, złota i rudy żelaza.

Poznałem L. Halamę, był oficerem AK z Powstania Warszawskiego; zaczęliśmy organizować i powiększać organizację, zapisało się 60 rodzin.

sobota, 25 maj 2013 11:51

Ciężki miałam dzień

Napisane przez

trelinska"5...4...3...2...1...0" krzyczę do dzieci już kolejny raz, mają liczyć do zera, żeby się uspokoić. 

"Próbuję wam wytłumaczyć zasady gry, jeśli nie wytłumaczę, to nie zagramy. Jeśli nie zagramy, to czyja będzie strata? Nie moja. Więc radzę siedzieć cicho i słuchać" – już prawie straciłam panowanie nad sobą.

A do tego momentu to ledwie dotarłam, ciężki miałam dzień.

Zawsze tak jest, kiedy próbuję w klasie coś nowego lub niezwykłego. A dziś, ze względu na tzw. otwartą klasę, którą wicedyrektorka szkoły wizytowała, ja z koleżanką postanowiłyśmy zrezygnować z podręczników i zaplanowałyśmy lekcję trochę bardziej interaktywną. Jakoś zapomniałyśmy, że jest jednak powód, dla którego nie robimy tego częściej.

W kraju znanym z dobrych ocen i dyscypliny w nauce oczekiwałam, podobnie jak inni, że dzieci, choć to dzieci, ale będą mnie słuchały i szanowały. Jest to wstrząsające, jak bardzo czasami jest to dalekie od prawdy.

piątek, 24 maj 2013 23:06

Aresztowanie

Napisane przez

goreckiDnia 9.05.1982 r. kilka minut po godz. 12 w południe zostałem zatrzymany w miejscu pracy w restauracji "Orbis-Continental" w Szczecinie przez sześciu funkcjonariuszy SB w cywilnych ubraniach i przewieziony na ulicę Małopolską 47.

Zaprowadzono mnie na drugie piętro i na dłuższą chwilę pozostawiono samego na korytarzu pod jakimiś drzwiami. Chyba po to, bym miał czas na zastanowienie się, gdyż po chwili z któregoś pokoju przesłuchań wyszli dwaj mężczyźni wyglądający na robotników. Jeden z nich miał nawet taki chlebaczek na ramieniu, zapewne z drugim śniadaniem. Pozornie nie zwracali na mnie uwagi, szepcząc coś nerwowo między sobą. Może nie zostaną zatrzymani jak ja i za chwilę znajdą się na ulicy za bramą, mam więc wyjątkową okazję przekazania przez nich ostatniej wiadomości, zawiadomienia o tym, co się stało, kogoś, kto teraz będzie musiał radzić sobie sam.