Goniec

Register Login

Reportaże

piątek, 03 sierpień 2012 19:02

Raport z Państwa Środka: Hurtownie w Chinach

Napisane przez

Zakupy

Każde miasto w Chinach posiada minimum jeden kompleks handlowy, w którym znajdują się sklepy-hurtownie. Dla klientów indywidualnych oferowane są produkty w cenach detalicznych, zaś dla osób, które prowadzą działalność handlową i kupują w ilościach hurtowych, ceny są odpowiednio niższe. Kompleksy takie to zazwyczaj kilka wielkich domów towarowych znajdujących się obok siebie, wewnątrz których w boksach prezentowane są towary, a na dalszych zapleczach mieszczą się małe magazyny (duże są poza kompleksem). Boksy-hurtownie nie są specjalnie piękne, tak aby nie ponosić niepotrzebnych kosztów, które w konsekwencji odbiłyby się na cenach towarów. Hurtownie usytuowane są według branż, więc chcąc kupić konkretne artykuły, udajemy się do konkretnego budynku na konkretne piętro. Oprócz działalności handlowej w takich miejscach rozbudowana jest też cała niezbędna infrastruktura, tj. firmy transportowe, logistyczne, celne, usługi gastronomiczne i hotelowe.
W Tianjinie, mieście, w którym ja mieszkam, miejscem takim jest Da Hu Tong. Położony na obrzeżach centrum i bardzo dobrze skomunikowany z innymi dzielnicami. Bardzo dobrze rozwinięty z dużą gamą towarów stanowi centrum handlowe dla ponad 12-milionowej aglomeracji i nie tylko. Samo usytuowanie miasta nad Morzem Żółtym daje duży atut w postaci portu morskiego oraz rozwiniętej tradycji handlu zagranicznego.

Papierosy
Zakaz palenia obowiązuje w taksówkach, biurach, autobusach itd. Już od dawna w Chinach istnieją zakazy, ale przepisy przepisami, a życie życiem. W Chinach pali się prawie wszędzie i żaden przepis tego z dnia na dzień nie zmieni. Widziałem już palących w McDonaldzie, autobusie (sam paliłem) czy przy kasie w markecie (to był znany nam dobrze Carrefour). Oczywiście pali się w takich miejscach bardzo rzadko i tak aby nie uprzykrzać życia innym osobom w pobliżu. Rozmawiałem również dziś z Chińczykami na temat tego zakazu i mają go głęboko gdzieś i w ogóle nikogo to nie interesuje. Kraj wolnych ludzi.
Jak już jesteśmy przy temacie papierosów, to na koniec jeszcze wspomnę, że za najniższą pensję Chińczyk może kupić sobie 500 paczek papierosów, najtańszych rzecz jasna.

W razie wszelkich pytań lub spraw związanych z Chinami, prosimy o bezpośredni kontakt z autorem.
E-mail: Ten adres pocztowy jest chroniony przed spamowaniem. Aby go zobaczyć, konieczne jest włączenie w przeglądarce obsługi JavaScript.

piątek, 03 sierpień 2012 18:57

Raport z Państwa Środka: Hurtownie w Chinach

Napisane przez

 

Zakupy
Każde miasto w Chinach posiada minimum jeden kompleks handlowy, w którym znajdują się sklepy-hurtownie. Dla klientów indywidualnych oferowane są produkty w cenach detalicznych, zaś dla osób, które prowadzą działalność handlową i kupują w ilościach hurtowych, ceny są odpowiednio niższe. Kompleksy takie to zazwyczaj kilka wielkich domów towarowych znajdujących się obok siebie, wewnątrz których w boksach prezentowane są towary, a na dalszych zapleczach mieszczą się małe magazyny (duże są poza kompleksem). Boksy-hurtownie nie są specjalnie piękne, tak aby nie ponosić niepotrzebnych kosztów, które w konsekwencji odbiłyby się na cenach towarów. Hurtownie usytuowane są według branż, więc chcąc kupić konkretne artykuły, udajemy się do konkretnego budynku na konkretne piętro. Oprócz działalności handlowej w takich miejscach rozbudowana jest też cała niezbędna infrastruktura, tj. firmy transportowe, logistyczne, celne, usługi gastronomiczne i hotelowe.
W Tianjinie, mieście, w którym ja mieszkam, miejscem takim jest Da Hu Tong. Położony na obrzeżach centrum i bardzo dobrze skomunikowany z innymi dzielnicami. Bardzo dobrze rozwinięty z dużą gamą towarów stanowi centrum handlowe dla ponad 12-milionowej aglomeracji i nie tylko. Samo usytuowanie miasta nad Morzem Żółtym daje duży atut w postaci portu morskiego oraz rozwiniętej tradycji handlu zagranicznego.

Papierosy
Zakaz palenia obowiązuje w taksówkach, biurach, autobusach itd. Już od dawna w Chinach istnieją zakazy, ale przepisy przepisami, a życie życiem. W Chinach pali się prawie wszędzie i żaden przepis tego z dnia na dzień nie zmieni. Widziałem już palących w McDonaldzie, autobusie (sam paliłem) czy przy kasie w markecie (to był znany nam dobrze Carrefour). Oczywiście pali się w takich miejscach bardzo rzadko i tak aby nie uprzykrzać życia innym osobom w pobliżu. Rozmawiałem również dziś z Chińczykami na temat tego zakazu i mają go głęboko gdzieś i w ogóle nikogo to nie interesuje. Kraj wolnych ludzi.
Jak już jesteśmy przy temacie papierosów, to na koniec jeszcze wspomnę, że za najniższą pensję Chińczyk może kupić sobie 500 paczek papierosów, najtańszych rzecz jasna.

W razie wszelkich pytań lub spraw związanych z Chinami, prosimy o bezpośredni kontakt z autorem.
E-mail: Ten adres pocztowy jest chroniony przed spamowaniem. Aby go zobaczyć, konieczne jest włączenie w przeglądarce obsługi JavaScript.

piątek, 27 lipiec 2012 16:39

Raport z państwa środka: życie

Napisane przez

Jeżeli przyjąć, że życie to ruch, aktywność, nieustanna zmienność barw, obrazów, zapachów oraz dźwięków, to możemy powiedzieć, że dzisiejsze Chiny tętnią życiem na całego. Na ulicach czy to noc, czy dzień zawsze jest gwarno. Za dnia korki i nieustanne trąbienie, wieczorem za to hałaśliwe towarzystwo w knajpach, które to nigdy nie narzekają na brak klientów. Kraj się rozwija, krąży żywa gotówka (!), ludzie, nieograniczeni przez unijne przepisy, wydają i zarabiają pieniądze. Zarabiają jak się da, od wielkich biznesów do ulicznego handlu i usług (u nas to już dawno zakazane!). Wszędzie migają neony reklam, których zadaniem jest wabić potencjalnych klientów. Czy to wieś, czy duże miasto jak chcesz iść na masaż o 2 w nocy, to idziesz i jest otwarte, jak chcesz coś zjeść, to jest knajp cała masa (tanio!), jak chcesz kupić garnek, to o 2 w nocy też może się to udać. Wieczorową porą tańce na ulicach, a w dyskotekach zawsze tłumy, i to od poniedziałku do poniedziałku – zawsze jest gdzie iść. Budowa goni budowę, i to na trzy zmiany.


Trochę to wszystko inne od naszej polskiej rzeczywistości. Małe miasteczka, jak i dzielnice dużych miast (poza centrum) w Polsce to wieczorem miasta widma.


W czasach globalizacji jednak pewne zwyczaje, modele czy rozwiązania są na świecie wszędzie takie same. Wchodząc właśnie do chińskiego supermarketu, możemy zobaczyć dowód na powyższe stwierdzenie. Sposób eksponowania towarów, ustawienie kas, koszyków nie różni się niczym od naszych odpowiedników w Polsce. Ponadto ochrona, dziewczyny rozdające promocyjne próbki produktów, karty lojalnościowe na punkty czy osobne regały z egzotycznym jedzeniem (w tym wypadku europejskim) to norma w Chinach, jak i w Polsce. I ja również, czy to jestem w Polsce, czy w Chinach, mam wobec takich miejsc identyczne odczucie, unikam chodzenia tam. Kolejka przy kasie, płatna reklamówka i świadomość, że moje pieniądze trafią do tych, co już mają tych pieniędzy w nadmiarze, jest wystarczającym powodem. Ja mam alternatywę kupować na targowiskach, w małych sklepach czy na ulicznych straganach bezpośrednio od właściciela, nieuwikłanego w żadne sieciowe "Żabki" czy inne "Biedronki". Czy w Polsce są jeszcze takie miejsca?


W razie wszelkich pytań lub spraw związanych z Chinami, prosimy o bezpośredni kontakt z autorem.
E-mail: Ten adres pocztowy jest chroniony przed spamowaniem. Aby go zobaczyć, konieczne jest włączenie w przeglądarce obsługi JavaScript.

piątek, 20 lipiec 2012 20:14

Raport z Państwa Środka: Kanony piękna

Napisane przez

Chińskie kanony piękna różnią się nieco od europejskich i wiele spośród naszych kompleksów po wyjeździe do Azji może nie tyle co przestać istnieć, ale nawet stać się cechami pozytywnymi.


Najbardziej chyba dostrzegalną różnicę stanowi podejście do wyglądu skóry. O ile w Europie cenimy opaleniznę, to w Chinach jest ona przejawem "brzydoty" oraz także świadczy o niskim statusie społecznym opalonego. Chińczycy tłumaczą to tym, że osoba, która jest blada, pracuje w biurze i nie jest narażona na promieniowanie słoneczne w przeciwieństwie do ludzi, których praca związana jest z częstym kontaktem ze słońcem, czyli np.: rolników czy budowlańców. Trudno nam to do końca zrozumieć, bo niejeden rolnik u nas ma więcej niż byle biuralista już przez samo to, że ma ziemię, oborę, dom itd. Na dodatek co by powiedzieć o ludziach, którzy pracują w halach lub kopalniach – też ich słońce nie muska, a urzędnikami czy biznesmenami nie są. Tak czy inaczej, w Chinach w odniesieniu do skóry blade (białe) znaczy ładne, a ciemne (brązowe) brzydkie. W konsekwencji tego stereotypu na półkach z kosmetykami mamy całą gamę kremów z dodatkiem środka wybielającego, a panie w czasie lata noszą małe parasolki, które chronią je przed słońcem. Nie muszę już chyba dodawać, że coś takiego jak salony solarium po prostu nie istnieje.

Jeżeli chodzi o płeć brzydką, tu również widzimy duże różnice pomiędzy Polską a Chinami. Po pierwsze, bardzo rzadko możemy spotkać w Chinach ogolonych na łyso i napakowanych dżentelmenów. Z reguły panowie starają się nosić bujne czupryny i są dość szczupli. W ubiorze nie mają jakichś sztywnych reguł i białe skarpetki do garnituru jak najbardziej wdziewają.


Mają za to inne ważne elementy świadczące zarówno o wyglądzie, jak i o statusie. Takimi elementami są zegarek oraz złoty łańcuch w myśl zasady: to co drogie to piękne i warte, żeby to podziwiać. Prócz zegarka oraz złota bardzo ważnym dodatkiem (dla obu płci) jest telefon komórkowy. Ten dodatek to temat na osobny post, ale powiem w skrócie, że powinien być najnowszy model i znana marka.
W myśl zasady, że lubimy to, czego sami nie mamy, Chińczycy zazdroszczą nam białej skóry (moim zdaniem, ich jest bielsza od naszej) oraz "długich pięknych nosów". Jako długonosi (bo w stosunku do Chińczyków każdy nos Europejczyka jest długi) i egzotyczni jesteśmy dla Azjatów z reguły atrakcyjni. Z tego powodu dopóki nie zapominamy, że to nie szata zdobi człowieka, możemy w Chinach czuć się w jakiś tam sposób ponadprzeciętnie atrakcyjni.

W razie wszelkich pytań lub spraw związanych z Chinami, prosimy o bezpośredni kontakt z autorem.
E-mail: Ten adres pocztowy jest chroniony przed spamowaniem. Aby go zobaczyć, konieczne jest włączenie w przeglądarce obsługi JavaScript.


Blog Polaka na stałe zamieszkałego w Chinach
Chiny to kraj nad wyraz bezpieczny. Wyjście nocą do parku nie skutkuje niczym więcej jak wyjście za dnia. Przyczyn takiego stanu rzeczy należy szukać w uwarunkowaniach kulturowych, a nie w skuteczności działań policji, bo policja jest tu dużo bardziej pobłażliwa niż w Polsce.
    Oczywiście są kieszonkowcy, naciągacze, oszuści, ale nie ma w ogóle przemocy dla samej przemocy, nie ma wandalizmu dla samego wandalizmu. Zjawisko blokersów czy innych tego typu subkultur nie istnieje, po prostu tego nie ma. Przemoc fizyczna jest społecznie napiętnowana już od małego. Osoba, która się do takich metod odwołuje, jest już w wieku dziecięcym wykluczona społecznie przez rówieśników. Prawo nie zakazuje spożywania alkoholu w miejscach publicznych, bo taki problem nie występuje. Chińczycy piją, ale w knajpach, i nie wiedzieć czemu, nie upijają się. Wygląda to tak, że na stole stoi pół litra wódki na 5 osób i po wypiciu, ewentualnie po piwku jeszcze i do domu. Nie ma bezrobocia, co jest kolejnym powodem, że młodzież nie ma czasu na głupoty. Powiem więcej – dla młodzieży są perspektywy, bo nieważne, gdzie kto się znajduje obecnie, ale każdy ma perspektywy na rozwój oraz na dość szybki awans społeczny, więc widzi sens swojej, dziś jeszcze nisko opłacanej, pracy, bo za rok – dwa będzie lepiej.
    Zachowanie policji jest również bardzo ludzkie. W razie małych incydentów policja wezwana na miejsce zdarzenia nie rzuca ludzi na glebę, ale staje się rozjemcą, czasem odwozi pijanego do domu. Coś na wzór, jak to kiedyś robiła milicja w małych miasteczkach w Polsce. Oczywiście zbrodnie nie uchodzą płazem i za głowę jest głowa.
    Przy okazji opowiem ciekawe i dające dużo do myślenia zdarzenie. Kiedyś przy załatwianiu dokumentów na komisariacie pewna policjantka pochwaliła się, że jest mistrzynią w zawodach strzeleckich. Zapytałem ją, czy używała kiedyś swoich umiejętności w praktyce, na ulicy. Odpowiedź była znacząca: "Chiny to nie Ameryka, tu się do ludzi nie strzela".

Adam Machaj

W razie wszelkich pytań lub spraw związanych z Chinami prosimy o bezpośredni kontakt z Autorem, e mial:  Ten adres pocztowy jest chroniony przed spamowaniem. Aby go zobaczyć, konieczne jest włączenie w przeglądarce obsługi JavaScript.


raportzpanstwasrodka.blog.onet.pl

 

piątek, 06 lipiec 2012 19:12

Raport z Państwa Środka: W Chinach nie kradną

Napisane przez


blogniekradnaBlog Polaka na stałe zamieszkałego w Chinach

Mimo że fotografia sugeruje, że napiszę dziś o jedzeniu ulicznym lub o wolności drobnych "restauratorów", którzy bez żadnego sprzeciwu władz, w tym sanepidu i policji, sprzedają swoje półlegalne kebaby na ulicy, to jednak nie będę się dziś rozpisywał na powyższe tematy. Proszę jednak przyjrzeć się na prawy dolny róg zdjęcia. W wiadrze znajduje się utarg sprzedawcy i nie są to małe pieniądze, bo już na samej górze leży banknot setka, czyli 50 PLN. Co ciekawe, nasz przedsiębiorca jest sam, a ręce jego tłuste od przyrządzania kanapek z posiekanym boczkiem, więc często rolę kasjera pełni klient, informując, ile wrzuca i ile sobie reszty pobiera. Myślę, że w Polsce nie zdałoby to egzaminu, a wiaderko z kasą zniknęłoby bezpowrotnie, a w najlepszym wypadku pieniądze z utargu byłyby regularnie podbierane przez wydających sobie resztę złodziejaszków.
Ten opisany przypadek to nie wyjątek. Widziałem, jak w pewnej knajpie cały utarg leżał w kartonie po butach, i to w miejscu, do którego dostęp miał każdy klient.
Kolejnym przejawem niech będzie przykład komunikacji miejskiej, gdzie często spotkamy w autobusach duże skarbonki, do których wsiadający wrzucają pieniądze. Jako że w Chinach jest reguła, że do autobusu wchodzimy przednimi drzwiami, a wychodzimy tylnymi, skarbonka zamontowana jest przy przednim wejściu. Jednak gdy autobus napchany jest po brzegi, każdy wsiada, którymi drzwiami się da, a następnie podaje pasażerom odliczoną kwotę, aby dotarła do skarbonki z przodu. Pieniądze są podawane z rąk do rąk i nigdy nie giną. Pasażerowie, którzy wsiadają z tyłu, czują się w obowiązku przekazania pieniędzy za przejazd i nie kombinują, jak by tu nie zapłacić.
Oczywiście zjawisko kradzieży istnieje, ale jest marginalne i zaplanowane. Tu okazja raczej nie czyni złodzieja, ale tak czy inaczej pilnować się trzeba.

Ruch uliczny
Ruch uliczny w Chinach jest dość duży i bardzo niepoukładany, jeżeli porównamy go do ruchu ulicznego w Polsce czy innych krajach europejskich. Na pierwszy rzut oka wydaje się, że w Chinach nie ma reguł, szczególnie na prowincji lub na obrzeżach dużych miast. Jednak reguły te istnieją, ale są one całkiem inne niż w Europie. Podstawą jest umiejętność chodzenia czy jeżdżenia w tempo. To znaczy, że nie wolno robić żadnych nagłych odskoków czy zmian tras. Chińscy kierowcy nie mają w zwyczaju zatrzymywać się na pasach czy przed innymi przeszkodami, ale w tempo objeżdżają przechodnia lub inny pojazd, więc z góry przewidują naszą pozycję, biorąc pod uwagę nasz ruch jednostajny oraz kierunek i zwrot.
Kolejną różnicą jest również dużo mniejsze przestrzeganie przepisów prawa pisanego i gdzieś tam kawałek pod prąd pojechać, to nic się nie stanie, lepsze to niż jechać parę kilometrów do następnego zjazdu, aby móc nawrócić, jak i również po co stać na czerwonym, skoro nic nie jedzie. Aby być zauważonym przez innych uczestników ruchu, kierowcy w Chinach bezustannie używają klaksonów, a można nawet powiedzieć, że ich nadużywają. Użycie klaksonu ma też nieco inne znaczenie niż w Europie, gdzie zazwyczaj znaczy "jedź baranie", to w Chinach znaczy on "uwaga jadę".
W centrach dużych miast organizacja ruchu ulicznego nie różni się zbytnio od modelu europejskiego, ale jednak pewne różnice są. Oczywiście w Chinach jest dużo bardziej liberalnie.

Adam Machaj

W razie wszelkich pytań lub spraw związanych z Chinami prosimy o bezpośredni kontakt z Autorem, e mial:  Ten adres pocztowy jest chroniony przed spamowaniem. Aby go zobaczyć, konieczne jest włączenie w przeglądarce obsługi JavaScript.


raportzpanstwasrodka.blog.onet.pl