Goniec

Register Login

Oferta z Polski

piątek, 24 sierpień 2012 18:55

Niezwykły mieszkaniec Dąbrowy Tarnowskiej

Napisane przez


PiotrekPiotr Radoń jest dziewiętnastoletnim mieszkańcem Dąbrowy Tarnowskiej. Data jego przyjścia na świat w 1993 r. była szczególna, bo 1 czerwca. Niestety chłopiec urodził się z bardzo rzadką wadą: bez rąk i nóg. Po narodzinach w szpitalu zapytano jego rodziców, czy będą go zabierać do domu? Ludzie ci nad odpowiedzią nie zastanawiali się, bo dla nich była oczywista: to ich dziecko i musi być z nimi! Nikt nie wierzył, że mając już trójkę dzieci, poradzą sobie z tak chorym czwartym…


Czymś, co zaskakuje, jest fakt, że mimo iż Piotrek jest tak bardzo doświadczony przez los, nie przestaje być optymistą i często się uśmiecha. Mówi też, że jego kryzys związany z tym, jak wygląda, minął już dawno. Twierdzi, że swoją chorobę uświadomił sobie w wieku 12 lat. Dziś rozumie, że taki się urodził i musi z tym żyć. Mówi, że bez rąk i nóg można funkcjonować: uczyć się, rozwijać, marzyć i mieć ambicje, a tych ostatnich mu naprawdę nie brakuje. Trudno uwierzyć, ale jest nad wyraz samodzielny, można powiedzieć, że może nawet bardziej niż niejeden pełnosprawny. Zna się też bardzo dobrze na komputerach i jego obsługa nie stanowi dla niego problemu i tajemnicy. Wszystko opanował sam. Klawiaturę opiera na grubych książkach i wystukuje litery pałeczką laryngologiczną. Pisze bardzo szybko i mówi, że to jego autorski, opracowany kilka lat temu pomysł. Stara się żyć, jak każdy młody człowiek. Sam też pisze listy i apele do różnych fundacji, miejsc, osób, szuka sponsorów i to są jego decyzje, kiedy, w jakim urzędzie i z kim chce porozmawiać. Rodzice biorą go tylko na ręce, a resztę załatwia sam.
Niestety, spraw do załatwiania jest coraz więcej. Do 18 lat Piotr miał konto w Towarzystwie Przyjaciół Dzieci. Stowarzyszenie organizowało dla niego różne zbiórki pieniędzy na potrzebne leki, rehabilitację, leczenie itd. Teraz samodzielnie musi szukać darczyńców. Pisał już do wielu fundacji, jednak niestety żadna nie odpowiedziała. Wyjątkiem była tylko prowadzona i założona przez Annę Dymną "Mimo Wszystko". Piotr, będąc młodszy, myślał, że po osiągnięciu pełnoletności wszystko będzie łatwiejsze. Niestety, przekonuje się, że jest wprost przeciwnie. Na ulgę nie może liczyć nikt, nawet ktoś, kto, jak się wydaje, wykorzystał limit cierpienia.
Obecnie Piotr ma protezę prawej ręki i kończyn dolnych, którą stanowią płyty platformowe z zamontowanymi metalowymi "nogami" podpierającymi korpus. Dzięki tzw. chodzikowi może wykonywać proste codzienne czynności. Wszystkie te udogodnienia zawdzięcza życzliwości i pomocy innych ludzi.


346aacdc-6968-11e1-9063-0025b511229eMówiąc o Piotrze i jego rodzinie, należy zaznaczyć, że nawet zwykłe zaszczepienie lub pobranie krwi to dla nich poważna sprawa. Muszą jechać do Krakowa, w Dąbrowie bowiem brakuje specjalistów mogących i potrafiących wykonać taki zabieg u osoby bez rąk i nóg. Również do dentysty jeździ do stolicy małopolski.


Piotr jest bardzo inteligentnym młodym człowiekiem marzącym o dalszym kształceniu. Nie chce być skazany na dom i marzy o studiach informatycznych, dziennych na AGH w Krakowie. Wie, że to bardzo trudne przedsięwzięcie zarówno dla niego, jak i jego rodziców. Mimo to nie poddaje się i przygotowuje do tego kroku. Na razie z wyróżnieniem ukończył zarówno gimnazjum, jak i liceum ogólnokształcące o profilu informatycznym. Zdał w tym roku maturę, a średnia ocen wyniosła 4,8. Pozytywnie zaliczył też kurs grafiki komputerowej. Piotr, myśląc o przyszłości, martwi się nie tyle o siebie, co właśnie o rodziców. Mówi, że są coraz starsi i chciałby im pomóc, zarabiając pieniądze, a jak mówi, jako informatyk łatwiej znalazłby zatrudnienie.


Niestety, obecnie życie Piotra ponownie jest na zakręcie. Pojawiła się u niego uciskająca płuco skolioza. Chłopak ma problemy z oddychaniem i obniżoną odporność powodującą szybsze łapanie infekcji. Choroby zwiększyły częstość przyjmowania kosztownych lekarstw oraz niezbędne są specjalistyczne urządzenia. Potrzebna jest też rehabilitacja. Wszystko to przekracza możliwości finansowe rodziny. Piotr wraz z rodzicami odwiedził już wielu lekarzy, którzy są zgodni, że wymaga operacji zmniejszenia skoliozy, jednak sami przez wzgląd na złożone nieprawidłowości w jego budowie ciała nie podejmą się leczenia. Nadzieją jest operacja, która może zostać wykonana w jednym z amerykańskich szpitali, jednak koszty z nią związane są bardzo wysokie. To kilkaset tysięcy złotych. Piotr chciałby też pojechać na turnus rehabilitacyjny. Jego koszt to 6 tys. zł, gdyż musi być z drugą pełnosprawną osobą.


Dziś Piotrek ma dwa marzenia. Chciałby móc kiedyś w przyszłości zasiąść w kokpicie samolotu obok pilota, by móc obserwować jego pracę, oraz drugie i chyba ważniejsze: pojechać do Stanów Zjednoczonych, by ratować swoje zdrowie.

1-6419

piątek, 24 sierpień 2012 17:30

Pozdrawiam chińskie miasta

Napisane przez

W ciągu swojej ponad już pięcioletniej odysei po Państwie Środka miałem okazję odwiedzić kilkanaście chińskich miejscowości, tych dużych wizytówek jak i tych mniejszych, mniej znanych. Każde z tych miejsc pozostawiło pewne wspomnienie, które teraz krótko opiszę:
Huizhou (prowincja Guangdong) – to miasto wymieniam jako pierwsze, bo jest to pierwsze miasto, jakie widziałem w Chinach, i tam się to wszystko zaczęło. Przeżyłem tam szok ! To stamtąd wypuściłem się do Guangzhou i Hongkongu, a tam jeszcze większy szok, ale już inny.


Chongqing (miasto na prawach prowincji, dawniej Syczuan) – to mało jeszcze znane miasto robi ogromne wrażenie. Las drapaczy chmur, wkomponowany w górzysty teren oraz starą architekturę, robi oszołamiające wrażenie. Dość tanie w porównaniu z innymi miastami takiego kalibru. Byłem tam dwa razy. Raz turystycznie i raz jako przedstawiciel Centrum Studiów Polska-Azja na konferencji organizowanej przez lokalne władze miasta Chongqing.


Changsha (prowincja Hunan) – tu mieszkałem przez rok, więc wspomnień mam bardzo dużo, m.in. Uniwersytet Hunan, na którym zgłębiałem tajniki języka chińskiego, poznałem masę ludzi z całego świata, niezapomniane imprezy do rana i wycieczki, ostre jedzenie, odkrywanie Chin na poważnie. Jednak najważniejsze jest to, że to rodzinne miasto mojej narzeczonej, co pozwala mi w jakimś stopniu powiedzieć, że Changhsa to moje rodzinne strony.


Pekin (stolica i miasto na prawach prowincji) – pierwsza wizyta dość późno, bo dopiero w maju 2010 roku. Pierwsze wrażenie super, czysty język chiński bez naleciałości regionalnych. Teraz po licznych wizytach ("byłem tam ze sto razy") już mi spowszedniało, ale jakkolwiek by patrzeć, wszak to stolica.


Tianjin (miasto na prawach prowincji) – tu wrażenia odwrotne względem Pekinu, im więcej tam przebywam, tym bardziej je lubię, a muszę powiedzieć, że na początku nie zrobiło na mnie żadnego wrażenia, to dziś bardzo mi się podoba. W końcu tam mieszkam. Chiny rozwijają się w bardzo szybkim tempie, a Tianjin jeszcze szybciej.


Prowincja Zhejiang – bardzo bogata prowincja. Odwiedziłem tam Jining, Lishui, czyli rodzinne miasteczko mojego chińskiego przyjaciela. Byłem również w największej hurtowni świata w mieście Yiwu. Przejazdem byłem również w Hangzhou.


Szanghaj (miasto na prawach prowincji) – tego nie trzeba komentować, przepych na każdym kroku.


Hongkong – stara angielska kolonia, jedno z finansowych centrów świata i jak powyżej przepych na każdym kroku, masa obcokrajowców.


Zhangjiajie (prowincja Hunan) – tam można się zjednać z naturą. Wspaniałe górskie widoki, chińskie mniejszości narodowe. Tam zatrzymał się czas. W pobliżu kolejne piękne stare miasteczko Fenghuang, też tam byliśmy.


Chengdu (prowincja Syczuan) – to rodzinne strony pandy wielkiej. Ostre jedzenie i ponoć najładniejsze Chinki.


Nanjing (prowincja Jiangsu) – rodzinne miasto mojego przyjaciela. Drapacze chmur robią wrażenie, tradycja łączy się z nowoczesnością. Dość bogaty region.


Shenyang (prowincja Liaoning) – najlepsze pierogi w Chinach. Dong bei ren zhen neng he jiu.


Harbin (prowincja Heilongjiang) – to w jakimś sensie też i polskie miasto. Na początku poprzedniego wieku mieszkała tam dość liczna Polonia (ok. 10 tys. osób), a w mieście działało m.in. polskie gimnazjum, Gospoda Polska, dwa polskie kościoły oraz wiele innych naszych rodzimych jednostek. Samo miasto zostało wybudowane przez Rosjan, ale wielu z nich, i to tych najważniejszych budowniczych, było Polakami z rosyjskimi paszportami (czas zaborów).


Dalian (prowincja Liaoning) – piękne i nowoczesne miasto położone nad Morzem Żółtym. Dużo zieleni oraz układ miasta na bazie rond i gwiaździście rozchodzących się ulic przypomina mi mój rodzinny Szczecin.


Guangzhou (inaczej Kanton, prowincja Guangdong) – byłem tam kilka razy. Główne wspomnienie dotyczy asysty polskim biznesmenom w czasie targów kantońskich. Targi kantońskie to największa (poza EXPO) impreza targowa na świecie.


Shenzhen (prowincja Guangdong) – elektronika, elektronika i jeszcze raz elektronika. Tak jakoś mi się to miasto kojarzy. Dziś ta ponad 10-milionowa aglomeracja, jeszcze 30 lat temu była mało znaną i mało zamieszkaną wioską rybacką.


Zhuzhou (prowincja Hunan) – właśnie pisząc ten post, jestem w samym centrum Zhuzhou z wizytą u mojej narzeczonej. Miasto przypomina mi Huizhou, czyli pierwsze miasto, jakie odwiedziłem w Chinach. Miasto z perspektywy chińskiej nieduże, bo tylko coś ponad 700 tys. mieszkańców. Ja kby to powiedzieć, pełen luz. Na ulicach ciężkie duże motory robią za taxi, handel uliczny w swojej najprostszej formie kwitnie, a dodatkowo jest piekielnie gorąco. Oczywiście nocą kaskada neonów i mrowie ludzi, którzy za dnia woleli się schować w klimatyzowanych pomieszczeniach.
Jak to mówił Konfucjusz: "Lepiej to raz zobaczyć niż sto razy o tym przeczytać". W nawiązaniu do tej sentencji zapraszam Państwa do Chin, a szczególnie do wyżej wymienionych miast, bo każde z nich jest warte, aby je choć raz w życiu zobaczyć, a może nawet i w którymś zamieszkać na stałe.

piątek, 17 sierpień 2012 22:58

Raport z Państwa Środka: Ukryta prawda

Napisane przez

Chiny stają się coraz modniejsze na świecie, tak ogólnie. Ja widzę to po liczbie białych twarzy na ulicach oraz po artykułach w polskich mediach, a co też znamienne – po komentarzach czytelników pod tymi artykułami. Nie ma dnia, aby nie pojawił się na jakimś znaczniejszym polskim portalu artykuł donoszący o chińskich sukcesach, prawda była ukrywana, ale już więcej się nie da, fala już jest zbyt widoczna. Kto zobaczył ją pierwszy, zdążył ustawić się do niej dziobem, a teraz dziób tylko otwiera i spija śmietankę. Tak właśnie zrobił McDonald, który jest już tu obecny od ponad 20 lat i zatrudnia właśnie 70 tysięcy nowych pracowników, co po dodaniu ponad 80 tysięcy obecnej załogi da mu możliwość obsłużenia 2 tysięcy punktów.
Jeszcze do niedawna wmawiano nam, że ludzie pracują w Chinach za miskę ryżu i nie ma po co się tu pchać. Oczywiście wmawiali ci, którzy sami się już tu wtedy lokowali i całe masy im w to uwierzyły, a niektórzy nawet do dziś to powtarzają (naiwniacy dali się wyrolować). Jeżeli chodzi o wynagrodzenia, to są one zbliżone do polskich w swojej wartości bezwzględnej (czasem niższe, czasem wyższe), jednak ceny tu są cały czas zdecydowanie niższe ogólnie rzecz ujmując (wiem, że niektóre rzeczy są droższe).
To jest jednak tylko jedna ładna strona medalu. Druga strona jest jeszcze ładniejsza, bo tu wszystko się kręci. Jest towar na półkach jak i u nas, ale też są pieniądze w kieszeniach, żywa szeleszcząca gotóweczka nieobciążona żadną hipoteką czy innym cyrografem. Dokładając do tego chińską mentalność, ludzkie podejście urzędników do ludzi (proszę mi nie rzucać nagłośnionymi odstępstwami, bo one tylko potwierdzają regułę i ja wiem to na 100 proc., bo żyję tutaj) oraz bezpieczeństwo na ulicach, Chiny są naturalną alternatywą dla walącej się Europy.
McDonald już tu jest, a Ty?
PS Żeby mnie nikt źle nie zrozumiał, Donalda tu nie ma i Jarka też nie.

Praca dla tancerek
Jak pisałem, w Chinach jest coraz więcej Polaków. Wiąże się to również z coraz szerszym wachlarzem zawodów, jakie tu nasi rodacy wykonują. Jedną z takich nowych kategorii są artyści, a wśród nich modelki, tancerki i hostessy. Kolejna szansa w Chinach dla osób, które nie zajmują się eksportem-importem, nie są studentami sinologii, a chciałyby przeżyć ciekawą przygodę oraz oczywiście godziwie zarobić. Piszę, że godziwie, bo pensja około 7 tys. złotych miesięcznie (stały kontrakt), a do tego zapewnione wyżywienie i zakwaterowanie, to jak na warunki polskie nie najgorzej a to tylko pensja podstawowa, bo trafiają się jednorazowe pokazy mody, epizody w filmach czy targi.
Dużym atutem pracy dla tancerek jest bezpieczeństwo oraz tradycyjna kultura, która nakazuje odnoszenie się do kobiet z szacunkiem i nie zezwala na tzw. głupie zagrywki. Osoba, która zachowuje się niestosownie, jest napiętnowana przez towarzystwo. Mówiły mi o tym zaskoczone taką sytuacją tancerki z Czech, które już tu przyjechały. Oczywiście żaden taniec go go czy tego typu sprawy nie wchodzą w Chinach w grę, co może być kolejnym atutem. Na pracę mogą liczyć również panie, które potrafią śpiewać, grupy artystyczne (żonglerzy, kuglarze, połykacze ognia, akrobaci itd.); w tym wypadku również panowie mogą znaleźć pracę.

 

W razie wszelkich pytań lub spraw związanych z Chinami, prosimy o bezpośredni kontakt z autorem.
E-mail: Ten adres pocztowy jest chroniony przed spamowaniem. Aby go zobaczyć, konieczne jest włączenie w przeglądarce obsługi JavaScript.

 

piątek, 10 sierpień 2012 16:37

Raport z Państwa Środka: Kolejna nagonka na Chiny

Napisane przez


Jak wynika z tabeli klasyfikacji medalowej igrzysk olimpijskich w Londynie, Chiny są nie tylko potęgą gospodarczą, ale i sportową. Aby Polacy nie zażyczyli sobie od rządzących wprowadzenia chińskich rozwiązań spraw społecznych, politycznych czy gospodarczych, trzeba te Chiny jakoś Polakom obrzydzić. Jak pisałem już w poprzednim poście, w pracę za miskę ryżu już nikt za bardzo nie wierzy, a jako że olimpiada jest teraz na topie w mediach, a na olimpiadzie na topie są Chiny, to na najważniejszych portalach internetowych w Polsce przechodzi fala informacji na temat nieludzkiego traktowania sportowców w Chinach, co ma wytłumaczyć ich olimpijskie sukcesy. Jednak chyba ten trik się za bardzo nie udał, a widać to po komentarzach zawartych pod tymi oszczerczymi artykułami.


Np. użytkownik o nicku Sportsman napisał: "Taaaaaak, te dzieciaki w basenie są biedne, nie to co nasi »sportowcy« – popić, zajarać, a grać nie potrafią. Na marginesie: większość naszych dzieci basen tylko w TV ogląda". Kolejna osoba, o nicku MaćkoPL, napisała: "Fabryki medali cha cha cha, a co jest złego w tym, że państwo interesuje się rozwojem dzieci i młodzieży? Że zamiast od małego uczyć ich kraść i kombinować, kształtuje w nich wolę walki i chęć odniesienia sukcesu w życiu? Że dzieciaki uczą się zdobywać szczyty poprzez ciężką pracę? W Polsce o takich dzieciach mówi się, że »nie mają dzieciństwa« albo że spełniają chore ambicje rodziców, lepiej żeby gniły przed kompami z paczką chipsów. No bo w sumie racja, takie pokolenie ambitnych, dowartościowanych dzieci mogłoby być w przyszłości niewygodne dla grupy trzymającej władzę, nie pozwoliłoby się wziąć pod but. Lepiej hodować tępych, gnuśnych nieudaczników karmionych marzeniami o zielonej wyspie...".
Wszystkie komentarze są mniej więcej podobne, a generalna myśl, która z nich płynie, to to, że aby osiągać sukces, to trzeba ciężko i wytrwale pracować, oraz że lepiej, aby dzieci troszkę się pomęczyły, niż siedziały przed kompem z chipsami i tyły lub, co gorsza, narkotyzowały się po bramach.


Większość naszych elit politycznych jest niechętna, aby wprowadzić elementy chińskich rozwiązań na nasze podwórko, z kilku podstawowych względów:


1. W Chinach częstą karą za korupcję na wysokich szczeblach władzy jest kara śmierci.
2. Chiny są krajem niezależnym, prowadzącym samodzielną politykę narodową, więc nasze elity uzależnione od UE, NATO, USA, międzynarodowych korporacji (m.in. banki, firmy farmaceutyczne), obcych służb specjalnych, nie są zainteresowane rozwojem Polski jako takiej, a na pewno nie są zainteresowani ich mocodawcy.
3. Chińczycy nie wyobrażają sobie, aby rząd sprzedawał ich majątek, to jest zakłady pracy i ziemię, w ręce kapitału zewnętrznego. Jeden taki przypadek mógłby wywołać w Chinach rewolucję. Ziemia może być jedynie dzierżawiona, a obce firmy wchodzą zazwyczaj w spółki z chińskimi partnerami lub zakładają nowe firmy, których działalność w Chinach jest bardzo kontrolowana w odniesieniu do interesu narodowego Chińczyków.

 

W razie wszelkich pytań lub spraw związanych z Chinami, prosimy o bezpośredni kontakt z autorem.
E-mail: Ten adres pocztowy jest chroniony przed spamowaniem. Aby go zobaczyć, konieczne jest włączenie w przeglądarce obsługi JavaScript.

 

piątek, 03 sierpień 2012 19:02

Raport z Państwa Środka: Hurtownie w Chinach

Napisane przez

Zakupy

Każde miasto w Chinach posiada minimum jeden kompleks handlowy, w którym znajdują się sklepy-hurtownie. Dla klientów indywidualnych oferowane są produkty w cenach detalicznych, zaś dla osób, które prowadzą działalność handlową i kupują w ilościach hurtowych, ceny są odpowiednio niższe. Kompleksy takie to zazwyczaj kilka wielkich domów towarowych znajdujących się obok siebie, wewnątrz których w boksach prezentowane są towary, a na dalszych zapleczach mieszczą się małe magazyny (duże są poza kompleksem). Boksy-hurtownie nie są specjalnie piękne, tak aby nie ponosić niepotrzebnych kosztów, które w konsekwencji odbiłyby się na cenach towarów. Hurtownie usytuowane są według branż, więc chcąc kupić konkretne artykuły, udajemy się do konkretnego budynku na konkretne piętro. Oprócz działalności handlowej w takich miejscach rozbudowana jest też cała niezbędna infrastruktura, tj. firmy transportowe, logistyczne, celne, usługi gastronomiczne i hotelowe.
W Tianjinie, mieście, w którym ja mieszkam, miejscem takim jest Da Hu Tong. Położony na obrzeżach centrum i bardzo dobrze skomunikowany z innymi dzielnicami. Bardzo dobrze rozwinięty z dużą gamą towarów stanowi centrum handlowe dla ponad 12-milionowej aglomeracji i nie tylko. Samo usytuowanie miasta nad Morzem Żółtym daje duży atut w postaci portu morskiego oraz rozwiniętej tradycji handlu zagranicznego.

Papierosy
Zakaz palenia obowiązuje w taksówkach, biurach, autobusach itd. Już od dawna w Chinach istnieją zakazy, ale przepisy przepisami, a życie życiem. W Chinach pali się prawie wszędzie i żaden przepis tego z dnia na dzień nie zmieni. Widziałem już palących w McDonaldzie, autobusie (sam paliłem) czy przy kasie w markecie (to był znany nam dobrze Carrefour). Oczywiście pali się w takich miejscach bardzo rzadko i tak aby nie uprzykrzać życia innym osobom w pobliżu. Rozmawiałem również dziś z Chińczykami na temat tego zakazu i mają go głęboko gdzieś i w ogóle nikogo to nie interesuje. Kraj wolnych ludzi.
Jak już jesteśmy przy temacie papierosów, to na koniec jeszcze wspomnę, że za najniższą pensję Chińczyk może kupić sobie 500 paczek papierosów, najtańszych rzecz jasna.

W razie wszelkich pytań lub spraw związanych z Chinami, prosimy o bezpośredni kontakt z autorem.
E-mail: Ten adres pocztowy jest chroniony przed spamowaniem. Aby go zobaczyć, konieczne jest włączenie w przeglądarce obsługi JavaScript.

piątek, 03 sierpień 2012 18:57

Raport z Państwa Środka: Hurtownie w Chinach

Napisane przez

 

Zakupy
Każde miasto w Chinach posiada minimum jeden kompleks handlowy, w którym znajdują się sklepy-hurtownie. Dla klientów indywidualnych oferowane są produkty w cenach detalicznych, zaś dla osób, które prowadzą działalność handlową i kupują w ilościach hurtowych, ceny są odpowiednio niższe. Kompleksy takie to zazwyczaj kilka wielkich domów towarowych znajdujących się obok siebie, wewnątrz których w boksach prezentowane są towary, a na dalszych zapleczach mieszczą się małe magazyny (duże są poza kompleksem). Boksy-hurtownie nie są specjalnie piękne, tak aby nie ponosić niepotrzebnych kosztów, które w konsekwencji odbiłyby się na cenach towarów. Hurtownie usytuowane są według branż, więc chcąc kupić konkretne artykuły, udajemy się do konkretnego budynku na konkretne piętro. Oprócz działalności handlowej w takich miejscach rozbudowana jest też cała niezbędna infrastruktura, tj. firmy transportowe, logistyczne, celne, usługi gastronomiczne i hotelowe.
W Tianjinie, mieście, w którym ja mieszkam, miejscem takim jest Da Hu Tong. Położony na obrzeżach centrum i bardzo dobrze skomunikowany z innymi dzielnicami. Bardzo dobrze rozwinięty z dużą gamą towarów stanowi centrum handlowe dla ponad 12-milionowej aglomeracji i nie tylko. Samo usytuowanie miasta nad Morzem Żółtym daje duży atut w postaci portu morskiego oraz rozwiniętej tradycji handlu zagranicznego.

Papierosy
Zakaz palenia obowiązuje w taksówkach, biurach, autobusach itd. Już od dawna w Chinach istnieją zakazy, ale przepisy przepisami, a życie życiem. W Chinach pali się prawie wszędzie i żaden przepis tego z dnia na dzień nie zmieni. Widziałem już palących w McDonaldzie, autobusie (sam paliłem) czy przy kasie w markecie (to był znany nam dobrze Carrefour). Oczywiście pali się w takich miejscach bardzo rzadko i tak aby nie uprzykrzać życia innym osobom w pobliżu. Rozmawiałem również dziś z Chińczykami na temat tego zakazu i mają go głęboko gdzieś i w ogóle nikogo to nie interesuje. Kraj wolnych ludzi.
Jak już jesteśmy przy temacie papierosów, to na koniec jeszcze wspomnę, że za najniższą pensję Chińczyk może kupić sobie 500 paczek papierosów, najtańszych rzecz jasna.

W razie wszelkich pytań lub spraw związanych z Chinami, prosimy o bezpośredni kontakt z autorem.
E-mail: Ten adres pocztowy jest chroniony przed spamowaniem. Aby go zobaczyć, konieczne jest włączenie w przeglądarce obsługi JavaScript.