Goniec

Switch to desktop Register Login

Azja pod stopami (4)

Oceń ten artykuł
(3 głosów)

  

Pobyt na Filipinach zaczęliśmy od lądowania na lotnisku Clarke, które do połowy lat osiemdziesiątych było największą bazą wojsk amerykańskich w tym rejonie świata.

W pobliżu bazy "dla potrzeb" rozrywkowych i spragnionych damskiego towarzystwa powstało miasteczko "Angeles City", w którym były liczne bary i kluby dla panów. Piękne Filipinki, oferowaly tam swoje usługi. W 1984 roku Amerykanie zamknęli bazę po dewastującym wybuchu sąsiedniego wulkanu. Miasteczko pozostało i do dziś podobne bary są ogromną atrakcją turystyczną.

      W okolicy Angeles City, raz do roku w Wielki Piątek od prawie 50 lat odbywa się tu niezwykły spektakl. Filipińczycy jak wiadomo są zagorzałymi katolikami. Prawie 95% populacji deklaruje przynależność do Kościoła rzymsko-katolickiego. By podkreślić swoją pobozność, padli na pomysł spektaklu na otwartym powietrzu, w czasie którego odgrywano Drogę Krzyżową oraz scenę ukrzyżowania. Czasami dzieło przerasta mistrza i po latach, ktoś postanowił dać się ukrzyzować naprawdę. I tak pozostało.

      Spektakl, który mieliśmy szanse oglądać, według szacunków organizatorów zgromadził około 60 000 uczestników oraz media z całego świata. Sam główny spektakl odgrywany z ogromnym zaangażowaniem przez lokalnych aktorów-amatorów, jest bardzo kolorowy i odbywa się na obrzeżach miasteczka. Scena ukrzyżowania odbywa się na specjalnie sztucznie usypanym lata temu wzgórku.

      Konie, wspaniale kostiumy, liczni żołnierze rzymscy, to przyciąga uwagę. Co roku liczni wolontariusze zgłaszają swoją chęć bycia ukrzyżowanym, by wyrazić w ten sposób swoją wiarę. W tym roku było ich ponad 20. "Główny" ochotnik do ukrzyżowania, w tym roku robił to po raz 26. Zgromadzony tłum, godzinami w pełnym słońcu, oczekuje na ceremonię ukrzyżowania.

      Liczne stragany z jedzeniem i pamiątkami, ostrzeżenia przed kieszonkowcami, kolorowe baloniki, to wszystko przypomina typowy jarmark w Polsce. Pomimo duchoty wszyscy są uśmiechnięci i chętnie pozują do zdjęć i uśmiechają się przyjaźnie. Sama główna ceremonia poprzedzona jest procesją licznych pątników, którzy chodzą w szeregu biczując się do krwi również a by podkreślić swoją wiarę.

      W pierwszym momencie myśleliśmy, że to tylko udawane cierpienie, ale szybko okazało się, że krew i rany są autentyczne. Kiedy kilka razy zbliżyłem się zbyt blisko, by sfotografować biczowników, krople krwi szybko pojawiły się na moim ubraniu.

      Ten spektakl, jest unikalny na skalę światową i nic dziwnego, że tysiące turystów co roku w Wielki Piątek zjeżdża do tego miasteczka.

      Filipiny są krajem położonym na wyspach. Zostały one odkryte przez Hiszpan i zdecydowanie widać to po urodzie mieszkanców, którzy są nieźle przemieszani. Ale w swojej historii ten kraj miał też okres, kiedy był pod okupacją Japonii w czasie drugiej wojny światowej. Przez wiele lat również Amerykanie pozostawili tutaj swój ślad. Być może dzięki temu, jest tu bardzo wiele atrakcyjnych i ciekawie wyglądających pań. Obecnie kraj ten liczy około 90 milionów mieszkańców, z których około 11 milionów mieszka w stolicy Mamilli. Jest to prawdopdobnie jedna z najbrzydzszych stolic świata. Manilla, w czasie II wojny została prawie całkowicie zrównania z ziemią poprzez dywanowe naloty Amerykanów, próbujących wykurzyć z niej ukrywających się Japończyków. Uważa sie, że było to drugie najbardziej zniszczone miasto w czasie II wojny światowej po Warszawie.

      Tak jak Niemcy zapisali się w pamięci Polaków w czasie tej wojny, jeszcze gorzej zapisali się w pamięci Filipińczyków - japońscy żołnierze. Gwałty, tortury, bestialstwo w stosunku do cywili były powszechne.

      W Manilli, najstarszą cześć miasta zbudowano w XVI wieku i otoczono murami. Do dziś jest to jedno z bardziej prestiżowych miejsc do mieszkania. Natomiast są tu ogromne dzielnice biedy i nędzy. Domeczki zbudowane z blachy falistej, w których mieszkają liczni nowo przybyli, szukający w tym mieście swej szansy. Filipiny, są biednym krajem i ocenia się, że 75 procent mieszkańców żyje w biedzie lub bardzo skromnie.

      Za to rząd i politycy są znani z korupcji i wystawnego stylu życia. Przykładem może być znany z przeszłości Markos, który wraz z żona Imeldą znaną z ekstrawagancji rządził tym krajem przez lata (1965-1986) głównie napychając własny portfel.

      Manilla ma jeszcze jeden akcent polski. W czasie obchodów Dnia Młodzieży Jan Paweł II odprawił tutaj mszę, która zgromadziła 2.5 miliona ludzi. Jest to oficjalny rekord w Guiness Book of Records. Na marginesie warto dodać, że "nasz" papież jest to dotychczas bardzo pamiętamy i powiązany i wielu domkach widać jego portrety.

      Filipiny, położone są na setkach wysp i wysepek. Komunikacja pomiędzy nimi odbywa się głównie za pomocą łodzi i promów. Z tym, że promy te nie są niczym więcej niż większa łodzią z pływakami dla stabilności wożącymi ludzi jak autobus. Często są one przeładowane i nie dziwi mnie teraz częsta informacje o zatopionym promie, które pojawiają się w mediach.

      Część wysp jest bardzo bezpieczna, ale są całe połacie kraju, gdzie rząd ze swoją słabą armią, nie ma kontroli. W tych miejscach, turyści mogą być narażeni na porwania w celach okupu.

      My na kilka dni wybraliśmy się z Manilli na bardzo spokojną wyspę Mindoro. Dwie godziny od stolicy autobusem oraz godzina promem i znaleźliśmy się w "raju" dla białego człowieka. Tak, spotkaliśmy tu mnóstwo Niemców, Austriaków, Francuzów, Amerrykanów, którzy przenoszą się tu ze starych krajów na emeryturę albo po to, by żyć spokojnie, prowadząc skromny biznes. Ponieważ pogoda jest to prawie stała, ludzie bardzo pogodni a koszty utrzymania niskie - wszyscy "foriners" z którymi rozmawiałem, byli bardzo zadowoleni z wyboru. Okazuje się, że by wygodnie żyć, wystarczy tu dysponować 1000 dolarów na miesiąc. Wystarczy to na wynajęcie domku, jedzenie, trochę rozrywki i gosposię. Słońce i piękny ocean jest darmo! Myślę, że dla wielu starszych ludzi, którzy nie lubią zimy w Kanadzie, może to być niezła alternatywa.

      Wyspa Mindoro, ma wiele przepięknych zatoczek, fantastyczne miejsca do nurkowania oraz bardzo urozmaicony krajobraz. Osobiście miałem okazję sprawdzić jak to wygląda pod wodą i byłem pod dużym wrażeniem. Nurkuję od wielu lat, ale wiele z widzianych tam ryb i stworzeń wodnych były dla mnie zupełna nowością. Polecam. Acha - cena za nurkowanie jest bardzo przystępna i znacznie niższa niż na Karaibach - 25 dolarów za jedno nurkowanie.          

      Jest w Sabane mnóstwo klubów nocnych, szkół nurkowania, butelka dobrego lokalnego rumu kosztuje 2 dolary. Jeśli się ma tylko pieniądze do wydawania, to jest to miejsce bardzo miłe na dłuższe wakacje.

      Na samym Mindoro zatrzymaliśmy się w niesamowicie zabawnym hotelu (najlepszy w miasteczku) pod nazwa Tropicana. Wybudowany w charakterze zamku na wzgórzu górującym nad miasteczkiem, gdzie prawie każdy pokój jest inny. Jeden z przydzielonych naszej grupie pokoi miał prawie 2000 stop kwadratowych i w pokoju miał stół billardowy i ogromny bar.

      Jeepne - skrzyżowanie jeepa z małą ciężarówką, jest bardzo powszechnym środkiem lokomocji na Filipinach. Nowy kosztuje około 5000 dolarów, ale każdy właściciel robi personalne zmiany, z których jest bardzo dumny. Samochody te załatwiają na Filipinach publiczny transport, który zasadniczo tu nie istnieje. Setki super kolorowych "jeepne" widoczne są wszędzie. Wiele z nich ma na przedniej szybie informację dokąd jedzie - i pasażerowie dosłownie prawie w biegu wskakują i wyskakują z nich. Zabawne jest to, że wielu z nich siedzi na dachu takiego pojazdu lub wisi na specjalnie dodanych stopniach, tak jak my niegdyś jeździliśmy tramwajami. Ja osobiście byłem urzeczony kolorytem tego samochodu i przyznać się muszę, że chyba zrobiłem więcej zdjęć samochodów niż ładnym Filipinkom.

Maciek Czapliński

Mississauga

Ostatnio zmieniany piątek, 15 czerwiec 2012 18:21
Zaloguj się by skomentować