Goniec

Register Login

Azjatyckie podobieństwa i różnice

Oceń ten artykuł
(0 głosów)

trelinskaW Korei Południowej większość ludzi myśli, że Kanada i Stany to są prawie tak jak jeden i ten sam kraj. Pomiędzy państwami europejskimi też za bardzo nie rozróżniają. Biali ludzie... no, biali ludzie, wszyscy tacy sami. Czasem jest to denerwujące, ale staram się pamiętać, że w sumie jest to podobnie jak w Kanadzie, gdzie często myśli się o Azjatach, że wszyscy tacy sami. 

Ani Kanadyjczycy, ani Koreańczycy nie chcą być niemili, ani też nie są rasistami, to po prostu wynika z braku wiedzy o innych regionach świata. Podobnie jak Koreańczycy nie mają większego doświadczenia z kulturami zachodnimi, tak samo i Kanadyjczycy nie mają specjalnie wiele doświadczenia z kulturami azjatyckimi (Mr. Wok w centrum handlowym się nie liczy jako autentyczna kultura).

Mieszkając w Korei, nauczyłam się dużo także o innych krajach azjatyckich. Wszystkie są inne, ale podobnie jak i w Europie łączą je podobieństwa. Te podobieństwa można w większości przypisać historycznemu ciążeniu do Chin w Azji Wschodniej. Nie mogę jednak udawać, że widziałam lub znam Azję. jeśli byłam tylko w Korei. Kultura codzienna różni się znacznie w poszczególnych krajach.

Ostatnio miałam okazję odwiedzić Singapur, Makau i Hongkong. Oprócz Singapuru nie spodziewałam się, że będą to kraje bardzo odmienne od Korei Południowej. Mimo to że wiem, że są różne, szczerze mówiąc, wyobrażałam je sobie po prostu jako Koreę w innych kontekstach.

Singapur to miasto "prawie" azjatyckie. Jest tam dużo Azjatów, szczególnie Chińczyków, ale to jest naprawdę kraj wielokulturowy.

W Korei 99 proc. osób ma pochodzenie koreańskie, w Singapurze 74 proc. to Chińczycy, a reszta z różnych innych grup. W ogóle, w Singapurze 40 proc. mieszkańców to cudzoziemcy. Mimo że widać Azjatów i na ulicy słyszy się chiński, malezyjski, francuski i różne inne języki, pierwszym językiem kraju jest angielski. Trochę to śmieszne, bo większość ludzi, mimo że się uczą w szkole tylko po angielsku, ma akcent chiński, malezyjski lub hinduski, kiedy mówią po angielsku. Te większe grupy etniczne mają szansę zachować ich język, bo tyle innych osób dookoła go używa.

Makau to z kolei całkiem inne doświadczenie. Niewielu widziałam innych białych ludzi. Czasami przed kasynem, ale to wszystko.

Ale to nie znaczy, że nie było turystów, było ich mnóstwo, ale wszyscy Chińczycy. W centrum było tyle grup Chińczyków z Chin, że trudno rozpoznać, czy kultura w Makau się jakoś odróżnia od tej w Chinach. Chińczycy byli głośni i się pchali, a nie wyglądało, żeby Chińczycy w Makau tak się zachowywali.

Często się mówi, że Chińczycy z Singapuru i Chińczycy z Hongkongu nie lubią Chińczyków z Chin kontynentalnych właśnie dlatego, że się inaczej zachowują. Nawet jeśli im się to nie podoba, to będą musieli się zaadaptować. W Hongkongu życie nie jest tak zorganizowane i nie ma tak czysto jak w Singapurze, ale jest podobnie wielokulturowo. Jest to miasto, które mi się wydaje mieszaniną Seulu i Singapuru. Jest trochę pchania i trochę krzyczenia, ale nie tak, żeby nie można było tego znieść. Za to jest też wielokulturowość, a to za sprawą imigracji biznesmenów w ostatnich latach. W Hongkongu łatwo znaleźć kogoś, kto się przynajmniej potrafi dogadać po angielsku, i cudzoziemcy nie mają większych problemów z poruszaniem się.

Największe różnice to właśnie pchanie się i wielość kultur obecnych w danym kraju. Korea to jedna kultura. Singapur ma cztery języki i wiele, wiele kultur. Hongkong ma wielu biznesmenów z Zachodu, ale też czasem można się poczuć – podobnie jak w Korei – jedynym turystą w pociągu...

Byłam w tych krajach po kilka dni, więc nie jestem ekspertem, ale fajnie zobaczyć, jak się różnią państwa tego samego regionu. Często myślimy, że Azja Wschodnia to wszystko to samo, ale tak nie jest. Tak jak my, Kanadyjczycy, nie jesteśmy Amerykanami, tak Koreańczycy nie są Chińczykami i vice versa.

Paula Agata Trelińska

Zaloguj się by skomentować