Goniec

Register Login

My ją odbudujemy... Relacja z Marszu Niepodległości

Oceń ten artykuł
(30 głosów)

O jedenastej wchodzę do piwiarni "Warka" przy Wilczej w środek młodych ludzi, członków i działaczy organizacji młodzieżowej Patriae Fidelis z Wielkiej Brytanii. Wielu na Marszu – podobnie jak ja – jest pierwszy raz. I od razu jest ta wspaniała atmosfera polskiej jedności – porozumienia ludzi, którzy w sprawach polskich rozumieją się bez słów, atmosfera, która będzie nam potem towarzyszyć przez cały dzień. Jesteśmy u siebie wśród swoich.

Na ścianie przeciwległego budynku ktoś wywiesił brudną już szmatę transparentu "Faszyzm nie przejdzie". Jesteśmy w pobliżu osławionego squatu... Transparent szpeci elewację, więc wkrótce ląduje w koszu.

Kuśtykając, nadchodzi wydawca i redaktor Wirtualnej Polonii Włodek Kuliński – idzie na marsz z nogą w łupkach – "ścięgno Achillesa". Jest jubilatem – 11 listopada to również jego prywatne święto – urodziny.

Wkrótce z kilkuosobową grupą ruszamy do kościoła św. Barbary na Mszę Świętą za Ojczyznę koncelebrowaną przez kilku księży przybyłych z całego kraju. Nastrój podniosły, z przodu organizatorzy Marszu, kombatanci, rekonstruktorzy. Uczucia jak w latach 80. 

Płomienne kazanie wygłasza ksiądz Ryszard Halwa, redaktor miesięcznika "Moja Rodzina" i portalu prawy.pl. Przypomina o obowiązkach wobec tych, którzy o Polskę walczyli, mówi o karygodnych atakach na Kościół i krzyż; skargi do władz na bluźnierstwa i obrażanie uczuć religijnych są całkowicie ignorowane. Skarżący się otrzymują odpowiedzi, że to wolność artystyczna, ale gdy podobne profanacje dotyczą symboli innych religii, gwiazdy Dawida czy Koranu, prezydent Komorowski przeprasza na kolanach – mówi ksiądz. Napomina, byśmy nie wstydzili się wiary, Boga, publicznie czynili znak krzyża, na przykład przy rzeczach ważnych, jak rozpoczynanie podróży. Przestrzega, że żyjemy w czasach, kiedy atakowana jest rodzina, i dlatego potrzebna jest modlitwa, wspólna modlitwa. Brawa wiernych kończą kazanie.

Po Mszy św. przed kościołem jeszcze tylko kilka fotografii motocyklistów przybyłych na Marsz, i pora na skok na plac Defilad. Po drodze idzie grupami polska młodzież, ludzie nastoletni, ale i trzydziestoletni z dziećmi w wózkach. Spotykam grupy z ONR.

Na placu trybuna, jeszcze Marsz się nie zaczął, z głośników puszczają patriotyczną muzykę, zespoły ska i hip-hop. Poznaje mnie Marian Kowalski. Od tej pory bez nadmiernego zainteresowania ze strony Straży Marszu mogę wszystko fotografować i filmować. Przychodzą działacze Ruchu Narodowego Witold Tumanowicz, Krzysztof Bosak, Artur Zawisza. Jest Robert Winnicki. Przychodzi też Zygmunt Goławski z synem i wnukiem. To on, żołnierz NSZ i działacz niepodległościowy, patrząc w ten dzień na morze biało-czerwonych flag i dziesiątki tysięcy młodzieży, mówi ze wzruszeniem, że Polska nie zginęła, że młodzi ludzie przejmują wartę od jego prawie już minionego pokolenia. Przy trybunie jest też przewodniczący organizacji żołnierzy NSZ z Kanady. Pojawiają się znajome twarze, Aleksander Pruszyński, Barbara Rode. Ta ostatnia ma identyfikator "PRASA".

Marian Kowalski wita wszystkich, ludzi z wielu miast Polski i wielu organizacji, odczytuje transparenty, podkreśla, że dzisiaj jest ich wielkie święto. – Dziękuję wszystkim, którzy w ciągu tego roku postawili tamę lewackiej propagandzie na polskich uczelniach. Niech was Bóg błogosławi. Przed nami wiele zadań, ciężka praca, ale pamiętajcie, że nikt nie ma takiego prawa do brania Polski w swoje ręce jak wasze pokolenie. Od stu lat nie było tak mądrych Polaków o gorących sercach, którzy znali historię i potrafili wyciągać z niej wnioski. Dziękuję za wasz trud, za waszą wiarę, za wasz wysiłek.

Dzisiejszy dzień to nasze święto, nagroda dla nas, ale też pokazujemy zwykłym wątpiącym Polakom, że jest nadzieja i ta nadzieja jest w Polsce, Polsce niepodległej! I my ją odbudujemy! – kończy.

Witold Tumanowicz oficjalnie rozpoczyna Marsz. Przemawiają politycy Ruchu i zaproszeni goście, m.in. z Włoch, Francji i Węgier, licznie reprezentowanych przez działaczy Jobbiku. Mówią, że być może w Polsce leży nadzieja na narodowe odrodzenie Europy; Europę ojczyzn, opartą na wspólnych chrześcijańskich wartościach. Włoch stwierdza, że Polska dała światu tak wiele, przypomina Sobieskiego, mówi o konieczności obrony życia poczętego, zapewnia, że uważa nas za bratni naród. Przemawia David Rothbard, amerykański działacz ruchu niezgadzającego się na przypisywanie działalności człowieka globalnego ocieplenia klimatu. (Alter konferencja na temat globalnego ocieplenia, sponsorowana przez Ruch Narodowy, odbyła się dzień wcześniej). Tłumaczy, że wątpliwe pod względem naukowym ustalenia na temat globalnego ocieplenia służą ograniczaniu wolności osobistych, i są de facto narzędziem globalistycznego zniewolenia. Zagraniczni goście są pod wrażeniem liczebności warszawskich tłumów.

Ksiądz Tomasz Kancelarczyk, organizator Marszu dla Życia ze Szczecina, mówi dlaczego nie powinno się obchodzić Święta Niepodległości cukierkowo i słodko, jak się do tego oficjalnie namawia. Gdy potem słyszę jego wypowiedź w dzienniku TVP, jest całkowicie zmanipulowana, ucięta w pół zdania. Nie ma przeproś – właściciele Polski gotowi są posunąć się nie tylko do kłamstw... Ksiądz Kancelarczyk mówił: – Tak spoglądam na was i jestem naprawdę pełen podziwu, coś niesamowitego. Ale chciałbym także, abyście wy byli pełni podziwu i zachwytu, bo przywieźliśmy ze Szczecina do Warszawy na Marsz Niepodległości zaledwie 150-metrową flagę. Mówię "zaledwie", bo to jest tylko część kilometrowej flagi, którą nieśliśmy 1 marca ulicami naszego miasta w Dniu Żołnierzy Wyklętych (...)

Oni wywalczyli niepodległość po to abyśmy my mieli zadanie obrony tej niepodległości każdego dnia naszego życia. Mówią nam, że to święto powinniśmy przeżywać w sposób radosny, cukierkowaty, z balonikiem w ręku, z różowymi okularami, zajadając czekoladę, moi drodzy, nie potrafię, ja nie potrafię rozpamiętywać historii naszych przodków nad kiełbasą przy grillu. Nie potrafię. Dlatego jestem tutaj z wami i mam nadzieję w sposób wielki, w sposób dumny pójdziemy w tym Marszu, który jest naprawdę wielkim uczczeniem Święta Niepodległości.

Gebelsiątka z TVP zacytowały następującą wypowiedź: "Mówią nam, że to święto powinniśmy przeżywać w sposób radosny, cukierkowaty z balonikiem w ręku, z różowymi okularami, zajadając czekoladę, moi drodzy, nie potrafię, ja nie potrafię" – urywając klip przed słowem "rozpamiętywać".

Młoda dziewczyna, Sylwia z Wilna, wita wszystkich w imieniu Polaków kresowych. Mówi: pamiętajcie, naród polski jest jeden ponad granicami! Wprost wyjmuje mi te słowa z serca. – Moi dziadkowie tak samo jak wasi – tłumaczy – walczyli za naszą wolność tam na Wileńszczyźnie, a dzisiaj jesteśmy gnębieni przez Litwinów, nie możemy rozmawiać po polsku, mamy zamykane szkoły, dzisiaj nasza nadzieja jest w was, prosimy was, walczcie o to, walczcie o nasze ziemie tam za granicami, za Wilno, Grodno i Lwów. Pamiętajmy! Jeden naród ponad granicami. Dziękuję…".

Jest piękny słoneczny dzień, nad głowami dudni policyjny helikopter, sporadycznie wybuchają petardy przywiezione przez kibiców. Robi się trochę zimno, flagi łopocą na dość silnym wietrze, Niektóre przemówienia, jak byłego senatora Bendera są zbyt długie i nie na miejscu. Ludzi jest mnóstwo, zanim kończą się przemowy na Placu Defilad, marsz rusza po Marszałkowskiej. Kolumna formowana jest chaotycznie. Widać, że 500-osobowa Straż Marszu to kropla w morzu potrzeb.

Idąc na Marszałkowską, spotykam w tłumie Jana Bodakowskiego. W życiu się nie widzieliśmy – wchodzimy na siebie i rozpoznajemy po zdjęciach. Pan Jan z aparatem, w koszulce z wielkim orłem, flagą przymocowaną do plecaka. Ludzie zaczynają powoli przesuwać się w stronę placu Konstytucji.

Transparenty Młodzieży Wszechpolskiej, Młodzieżowej Akcji Katolickiej, różnych patriotycznych grup z całego kraju. Idą też kibice wcześniej witani gorąco przez Mariana Kowalskiego.

To naprawdę idzie młode pokolenie. My, ludzie starsi, czujemy się jak rodzynki w cieście. Podsłuchuję rozmowę starszego siwego pana z pokolenia "Solidarności" z młodym chłopakiem. – Myśmy przegrali – mówi – może wam się uda. Idzie zakonnik w białym habicie, za chwilę widzę zasłoniętą rosłymi chłopakami siostrę zakonną. Raz po raz wybuchają petardy. Na wysokości wspomnianego już squatu, kanonada wybuchów. Coś się dzieje, ale większość idących w Marszu nie ma pojęcia co. Wybuchy petard stroboskopowo podświetlają budynek. W powietrzu na jakichś 50 metrach wisi helikopter. Trzy metry od siebie zauważam zapalony zielonkawo przedmiot, ktoś krzyczy "uwaga", otwieram usta, ale i tak po eksplozji w uszach dzwoni mi jeszcze przez kilka minut. Straży Marszu nie widać, za to pojawiają się ludzie w kominiarkach. Miało ich w tym roku nie być...

Idziemy dalej, skandując antykomunistyczne hasła. Zapada zmierzch. Mijamy tzw. tęczę, już się nie pali. Przystajemy i znów ruszamy. Koło mnie stumetrowa flaga narodowa. Podtrzymuję końcówkę. W oddali ruch białego tasiemca policyjnych hełmów. Biegną. Przygotowania do interwencji. Nikt z nas nie wie, że Marsz został zdelegalizowany przez Gronkiewicz-Waltz. Z przodu coś się pali. Początkowo myślę, że samochód. Potem ktoś mówi, że ruska ambasada. Policja zaczyna nawoływać do przerwania Marszu, grozi "użyciem środków przymusu bezpośredniego", broni gładkolufowej, sikawek i pałek służbowych. Marsz idzie dalej zaplanowaną trasą na Agrykolę. W którejś z ulic odbijam w bok i pustym miastem docieram do Marszałkowskiej.

Czas na obiad, a raczej kolację.

 

Jak to wszystko podsumować?

Cóż, był to na pewno najliczniejszy z tegorocznych jedenastolistopadowych marszów. Być może był to w ogóle najliczniejszy Marsz Niepodległości.

Daliśmy się jako Polacy policzyć i policzyliśmy się sami. Coraz więcej ludzi widzi, co się dzieje, coraz więcej ludzi protestuje przeciwko powszechnej polskiej korupcji, biurokracji, tłamszeniu energii gospodarczej. Młodzi ludzie w nosie mają spory poprzedniego pokolenia, po prostu chcą normalnie żyć w dobrze rządzonym państwie. Polska młodzież nie ma dzisiaj kompleksów, jest prawdopodobnie lepiej wykształcona od swych kolegów i koleżanek z Europy Zachodniej. Dzisiejszy układ rządzenia w Polsce musi runąć. Im wcześniej się to dokona, tym lepiej. Być może odnowienie kontynentu przyjdzie właśnie z Polski; z Europy Środkowowschodniej, od nas, Węgrów, Czechów, Słowaków, Litwinów, Białorusinów. Z pewnością w tej części kontynentu wciąż jest więcej zdrowego rozsądku niż na Zachodzie.

Andrzej Kumor

PS Zawiodła organizacja Marszu. Liczba uczestników przerosła możliwości organizatorów. Nie zorganizowano w porę czoła kolumny marszowej. Przedłużały się wystąpienia na placu Defilad, gdy tymczasem ludzie chcieli już iść. Zabrakło dobrego nagłośnienia oraz platform, przez co nie byliśmy poinformowani, co się dzieje. Zabrakło eksponowanego pokazu rekonstruktorów oraz możliwości skutecznej obrony przed ewidentnymi prowokatorami w kominiarkach.

Mimo tych wszystkich mankamentów Marsz ten, jak i poprzednie, to wspaniałe narodowe przeżycie, oczyszczające duszę w zalewie obcego kłamstwa, propagandy i narzucanej nam pedagogiki wstydu. I za to chwała i wielkie dzięki jego organizatorom. Chwała Wielkiej Polsce.

Ostatnio zmieniany środa, 27 listopad 2013 10:25
Zaloguj się by skomentować