Goniec

Register Login

Patrząc na Polskę z Dalekiego Wschodu

Oceń ten artykuł
(1 Głos)

trelinska– Paula, ty prowadź – mówi Sangwon – jesteś tubylcem. – Oczywiście – odpowiadam, wcale niepewna, gdzie jest nasz przystanek – idziemy w tę stronę. 

Niestety, okazało się, że nie wybrałam prawidłowego kierunku, przystanek znaleźliśmy, kiedy zapytałam panią z kiosku, jak tam dojść. Zbyt dobrym tubylcem nie jestem...

***

 

Spotkałam Sangwona i Rikę poprzedniego dnia w moim hostelu w Krakowie. Chociaż razem przyjechali do hostelu, wcześniej się nie znali. Sangwon z Korei studiował przez semestr na Litwie, Rika z Japonii wyjechała na wycieczkę dookoła świata, poznali się w autobusie z Wilna. Ja, dlatego że mieszkałam w Korei i byłam w Kioto, rodzinnym mieście Riki, to szybko się z nimi zaprzyjaźniłam. Zdecydowaliśmy się razem spędzić następny dzień i pojechać do Wieliczki. No i tak stałam się przewodniczką i "tubylcem".

W Krakowie zdecydowanie nie jestem "miejscowa", nie tylko że się w Polsce nie wychowałam, ale do Krakowa przyjechałam pierwszy raz w życiu, dwa dni przed poznaniem się z gośćmi z Azji. 

W porównaniu do większości Polaków nie mam dużej wiedzy, jeśli chodzi o geografię i historię tego miasta. Nawet Polski ani polskiego dobrze nie znam. Jednak dla ludzi spoza kontynentu, dla których jedyne rozpoznawalne słowo to "dzień dobry", jestem krakowianką. Jak się te perspektywy różnią.

***

Siedząc na przystanku, patrzę dookoła, aby może coś wytłumaczyć albo pokazać gościom. Niczego ciekawego nie widzę, to jest normalna, cicha, mała uliczka z kościołem i restauracją kebabową.

Dla mnie wygląda wszystko normalnie. Sangwon nagle pyta odnośnie do samochodów po drugiej stronie ulicy: "czy wolno tu parkować na chodniku?". Tłumaczę, że tak, w Polsce często nie ma miejsc parkingowych, więc takie jest rozwiązanie, miejsca na chodniku.

W Korei też tak widziałam, chociaż mniej. Czasem parkują w Korei na chodniku dlatego, że jest mało miejsca, ale to jest postrzegane jako bardzo niegrzeczne, tłumaczy Sangwon, ale wiem, że tu jest inna kultura, więc próbuję zrozumieć i akceptować, że nie ma innego wyjścia. Może jednak jestem miejscowa, myślę sobie, nawet nie przyszło mi parkowanie do głowy jako specjalnie dziwne czy inne.

Nowy kraj widzę z perspektywy koreańskiej.

Na razie zrozumiałam, że Polska to kraj z innym rozwiązaniem problemu zatłoczenia samochodami, ale kiedy dojeżdżamy do Wieliczki i sprawdzamy ceny biletów, przeżywam szok, i to niedobry. Nie tylko że bilety są drogie, ale są o wiele droższe dla tych, którzy chcą zwiedzać z przewodnikiem w języku obcym.

Rika za normalny bilet z angielskim przewodnikiem zapłaciła 78 zł. Ja za ulgowy – 60 zł, ale gdybym zwiedzała po polsku, to kosztowałby tylko 38 zł. Fajnie, że są ulgowe bilety dla studentów – w Korei tak nie ma – ale nadal znaleźli sposób, by dyskryminować obcokrajowców – mówi Sangwon. Zgadzam się z nim.

Może w innych miejscowościach to jest rzeczywiście trudniej i drożej znaleźć przewodnika, który mówi po angielsku, ale w okolicach Krakowa to jest standard, przykro mi, że moi nowi przyjaciele czują, że kopalnia ich dyskryminuje. I mnie też, bo jest mi łatwiej zwiedzać po angielsku, ale gdybym była sama, tobym zaoszczędziła 22 zł i wzięła polskiego przewodnika, chociaż bym wolała angielskiego.

***

Z powrotem w Krakowie biorę Sangwona i Rikę na Kazimierz, żeby pokazać dzielnicę trochę mniej turystyczną i mniej odnowioną niż stare miasto.

Ja lubię takie dzielnice, bo są one trochę bardziej prawdziwe, serce miasta często bije właśnie tam, gdzie jest mniej turystów.

Sangwonowi też się podoba, dlatego że już się zmęczył starymi miastami. "W Korei nie ma takiego czegoś jak stare miasto, więc dla mnie wszystkie się wydają prawie takie same", tłumaczy mi, "są ładne, ale nie rozróżniam ich od siebie".

Jest to zrozumiałe, ja tak samo się czuję, patrząc na większość katedr i świątyń buddyjskich, ale jeśli chodzi o stare miasta, to dla mnie każde jest inne, znów się uczę z innej perspektywy.

Rice, z kolei, bardzo się podoba, stare miasto, dlatego że jest fajna atmosfera i kiermasz świąteczny. Szczególnie jej się podobają polskie naczynia porcelanowe.

Jest też dużo ludzi, dużo turystów i kolędy grają, bardzo inna atmosfera niż w Japonii.

Jest też dużo jedzenia, szczególnie bigos jej smakuje, no i gofry z bitą śmietaną. A co może najlepsze to to, że mogła wziąć niezjedzoną połowę kotleta do domu, takie zapakowanie nie jest przeważnie możliwe w Azji.

***

Rano następnego dnia Rika wybrała się do Oświęcimia, Sangwon do Zakopanego, a ja do Zamościa. Niestety z nowymi przyjaciółmi byłam krótko, ale jestem zadowolona, że ich poznałam.

Cieszę się, że mogłam Sangwonowi i Rice pokazać trochę Polski, nawet mimo to, że sama byłam turystą. Oni, mam nadzieję, się trochę nauczyli, ale ja też, bo była to dla mnie nowa perspektywa.

Pierwszy raz widziałam, jak goście z Dalekiego Wschodu postrzegają nasz kraj i naszą kulturę. Było to dla mnie nowe spojrzenie na Polskę. Dla nich może byłam osobą miejscową, ale czułam się dużo bardziej obco, kiedy zmieniłam szkło, przez które to wszystko odbieram. Może kiedyś będę, ale na razie zdecywanie miejscowa nie jestem.

Paula Agata Trelińska

Ostatnio zmieniany niedziela, 05 styczeń 2014 08:06
Zaloguj się by skomentować