Goniec

Switch to desktop Register Login

Pogawędki Pana Z.: Harcerska dola

Oceń ten artykuł
(0 głosów)

Hufiec 1957

W październiku 1956 roku zapanowała tak wielka radość, jakbyśmy znowu jakąś wojnę wygrali. Ludzie gromadzili się na placach, stale ktoś przemawiał i otrzymywał gromkie brawa, po czym wszyscy śpiewali mu "Sto lat". Na wszelki wypadek razem z chłopakami z podwórka zbudowaliśmy za miastem bunkier, który miał nam służyć w razie inwazji sowieckiej. Wygrzebaliśmy z naszego tajnego schowka znalezione na gruzach i starannie wyczyszczone dwa poniemieckie pistolety, co prawda bez amunicji, ale zawsze można ją było gdzieś zdobyć. Przygotowaliśmy też butelki, które miały być napełnione łatwo wybuchającym płynem, a w bunkrze zgromadziliśmy koce i kilka chlebów. Byliśmy gotowi.

Tęskniliśmy do harcerstwa. Pojawiło się nagle, jakby drzemało tylko w ukryciu i dodawało nam animuszu w przygotowaniach do nowego powstania. Byliśmy znowu Szarymi Szeregami, gotowymi do obrony Ojczyzny. Mieliśmy poczucie, że jesteśmy wciąż na wojnie, którą dopiero co harcerstwo toczyło z Niemcami. Teraz zamierzaliśmy przegonić Ruskich.

W pięćdziesiątym siódmym roku miasta były pełne kilkunastoletnich weteranów, a ja i moi rówieśnicy przebrani w te same mundury, jakie harcerze nosili przed wojną, byliśmy znowu gotowi na wszystko. Nikt nie pytał, ile mieliśmy lat, kiedy skończyła się wojna. Miałem pięć lat, gdy harcerstwo zostało zakazane, po raz ostatni widziałem je w pochodzie 3-majowym w czterdziestym dziewiątym. Mogli go sobie zakazywać, a myśmy i tak rośli i rozwijali się z harcerskim duchem, który trwał lata i pod moją siwą czupryną pozostał do dzisiaj. 

Mieliśmy niedawno 50-lecie mojej drużyny harcerskiej. Był zlot, była uroczystość, a przybyliśmy "ze wszystkich świata stron" na to swoje, może już ostatnie jamboree. I – uważajcie! – komendantem uroczystości był ten sam harcerz, który 50 lat temu tę drużynę zakładał. Siedemdziesięciopięcioletni harcerz. Trochę tylko starszy od nas. Wielu nas tam przyjechało i tylko na początku były trudności z rozpoznaniem, kto jest kto. W większości przypadków – udało się.

Moje harcerstwo 1957

1957. Przez parę lat mundurki były pochowane po szafach, rogatywki harcerskie też. Piosenki harcerskie, milcząc, wyczekiwały w śpiewnikach. Też były zakazane.

I duch nie upadł – kiedy wyciągaliśmy stare, brezentowe namioty, zrolowane i ukryte na strychu przed siedmiu laty, kurz się unosił nad nami, że aż nie było czym oddychać. Okienka strychowe były zawsze otwarte, dzięki temu namioty nie zgniły, ale wszystko co wleciało tu z ulicy, okrywało skrzętnie namiotowe płachty, kosze ze sprzętem i – ukryte w głębi – sztandar hufca wraz z uratowanymi sztandarami kilku drużyn. Nikt nie wypaplał!

To był radosny rok. Zaczął się w październiku '56 i ogłoszono go jako odwilż, co miało znaczyć, że to wszystko dzieje się na razie. Tymczasem wszyscy uwierzyli, że ta odwilż to na zawsze. Trwała przez całą zimę i uwierzyliśmy, że nie przeminie i że ugruntowuje się na lata. Ale była radocha!

Zwiastunem nowego były prywatne piekarnie z bułeczkami o nieznanym dotąd smaku. Do szkoły wróciła religia. W radiu mówili o błędach i wypaczeniach, które się już nigdy nie powtórzą. Dlaczego mieliśmy nie wierzyć? Rodzice wierzyli.

Paradowałem po mieście w harcerskim mundurze i w harcerskiej rogatywce z lilijką i miałem poczucie bohaterstwa. Zanim oficjalnie ogłoszono, że już wolno, że w Łodzi odbył się zjazd odrodzonego harcerstwa (grudzień 1956), drużynowi, przyboczni, zastępowi gotowi byli do działania. Odnalazły się harcerskie rogatywki i już na pierwszym wiosennym hufcowym ognisku, rozpalonym na placu Wolności, wszyscy śpiewaliśmy piosenki, których przez siedem lat głośno nikt nie powtarzał, ale wszyscy znali je na pamięć. Do dziś je pamiętam. A to już sporo lat. Odkrywanie sekretnego harcerskiego magazynu na strychu było swoistym świętem. Kończyła się konspiracja namiotów, uratowane cudem trzeszczały przy rozwijaniu, a już po pierwszym obozowym deszczu kapało z nich wszędzie. Ale były nasze i dawały dach nad głową dla całego zastępu. Dziurawe to dziurawe. Ba, służyły jeszcze przez lata, bo na nowe nie było pieniędzy i chyba czasu, żeby je szyć – harcerstwo odrodziło się zimą, a obozy harcerskie ruszyły już w najbliższe lato 57 roku. Jeszcze pachnie mi lasem i ogniskiem.

Przyrzeczenie harcerskie złożyłem 27 listopada 1957 roku na uroczystym ognisku ostródzkiego hufca. Moja Książeczka Harcerska ma numer 148505, sporo nas było!

Mam szczerą wolę całym życiem pełnić służbę Bogu i Polsce, nieść chętną pomoc bliźnim i być posłusznym Prawu Harcerskiemu. Taka była wersja mówiona Przyrzeczenia i, o ile pamiętam, obowiązywała do roku 1959.

W początkach lat sześćdziesiątych zaczęła się wymiana instruktorów, komend hufców, chorągwi. Nowa Kwatera Główna ZHP wprowadziła zmienioną wersję: Mam szczerą wolę całym życiem pełnić służbę Polsce Ludowej, walczyć o prawdę i sprawiedliwość społeczną, nieść chętnie pomoc każdemu człowiekowi, być posłusznym prawu harcerskiemu. Manipulowano harcerstwem i chyba w znacznym stopniu się to powiodło.

Po 1989 roku znowu powróciły "szczerą wolę całym życiem pełnić służbę Bogu i Polsce". Nie ma "służby Polsce Ludowej", to już tylko historia.
Wciąż niemal niezmienny trwa Dekalog Harcerski, do którego w 1964 roku (pamiętam!) dobrał się niejaki Jacek Kuroń ze swoimi "walterowcami". Ich marzenia o harcerstwie miała ziścić nowa formacja, nazwali ją "Czerwone Harcerstwo". Wyrzucali harcerski krzyż, lilijkę, zamierzali zmienić hymn i całą strukturę harcerstwa. Byłem na tym zjeździe, uczestniczyłem w ratowaniu w harcerstwie tego co najświętsze.

Nie osiągnęli wszystkich "światłych celów", napsuli jednak sporo.

Co jest złego w Prawie Harcerskim?

1. Harcerz służy Bogu i Polsce i sumiennie spełnia swoje obowiązki.
2. Na słowie harcerza polegaj jak na Zawiszy.

I dalej o pomocy bliźnim, o harcerskim braterstwie, o szlachetności i posłuszeństwie, o wystrzeganiu się nałogów. Łącznie dziesięć. Harcerski Dekalog. Zupełnie niedzisiejszy. Prawie moherowy, zacofany. Wręcz – wsteczny.

Nie lubią harcerstwa. Nigdy nie lubili. Jest silnie przywiązane do tradycji i to wystarczy, żeby go nie lubić. Ofiaruje swoją służbę Bogu i Ojczyźnie. Nie po drodze mu z liberałami wszelkiej maści, dlatego nie jest popularyzowane.

Dopiero co, parę dni temu poprowadzili akcję: Tropem Wilczym – pamięci Żołnierzy Wyklętych. "Jest to przedsięwzięcie edukacyjne, upamiętniające żołnierzy antykomunistycznego podziemia zbrojnego działającego na terenie Polski w latach 1944 – 1963" – piszą w Biuletynie Związku Harcerstwa Rzeczypospolitej. Udało się znakomicie, o czym wiedzą uczestnicy, ich rodziny i przyjaciele.

W styczniu tego roku, gdy okazało się, że polskie państwo nie będzie się pochylać nad 150. rocznicą Powstania Styczniowego, zajęli się tym sami. "Noc Styczniowa 1863–2013 to propozycja dla harcerzy w wieku powyżej 16 roku życia, wędrowników, harcerzy starszych i instruktorów ZHR, ale również osób spoza Organizacji, mająca na celu przybliżenie jego uczestnikom przebiegu Powstania Styczniowego. Całość wydarzenia rozegra się w nocy z 18 na 19 stycznia 2013 roku..." W inscenizacji powstańczych wydarzeń uczestniczyło setki harcerskich grup w wielu rejonach Polski i poza jej granicami.

Mało kto o tym wie.

W roku 2012 harcerze sięgnęli do tradycji polskiego żeglarstwa. Rejsem przez Bałtyk i Morze Północne, odwiedzając 18 portów, głosili sławę pierwszego polskiego żeglarza, Władysława Wagnera, który w latach 1932–39 opłynął świat pod żaglami. W rejsie pod nazwą "Podług Słońca i Gwiazd" na pokładzie harcerskiego jachtu "Zjawa IV" (ZHP) płynęły załogi z obu harcerskich organizacji.

Pamiętam ich z Pielgrzymek Jana Pawła II do Polski.

Pamiętam, jak zbudowali "miasteczko zniczy" 10 kwietnia 2010 roku na Krakowskim Przedmieściu, jak ustawili tam krzyż. Harcerz służy Bogu i Polsce i sumiennie spełnia swoje obowiązki.

Pan Z.
Do usłyszenia za tydzień

Ostatnio zmieniany sobota, 06 kwiecień 2013 00:51
Zaloguj się by skomentować