Goniec

Switch to desktop Register Login

Powrót do uczenia

Oceń ten artykuł
(2 głosów)

trelinskaKiedy się pierwszy raz przeprowadziłam do Korei, to moim celem była pracować jako nauczycielka języka angielskiego. Mimo że nie miałam żadnego wykształcenia pedagogicznego ani doświadczenia jako nauczycielka, zatrudnili mnie. Wystarczyło to, że się wychowałam w Kanadzie i skończyłam jakieś studia.

Szczerze mówiąc, nie wiedziałam w ogóle, jak uczyć dzieci nowego języka, jedyne doświadczenie, które miałam, to że sama kiedyś zaliczyłam dużo różnych kursów językowych. Dwa lata później nadal nie skończyłam pedagogiki, ale już mam jakąś ideę o pracy nauczycielki.

W szkole już nie uczę przez prawie rok, ale nadal się interesuję uczeniem angielskiego i myślę, żeby do tego wrócić. Więc żeby się więcej dowiedzieć o nauce angielskiego w Korei Południowej, pojechałam odwiedzić kolegę, który mieszka na samym południu kraju, w Yeosu.

Yeosu jest to miasto liczące 300.000 mieszkańców zlokalizowane w najbiedniejszej prowincji Korei. Dość małe jak na standardy koreańskie.

Od razu zauważyłam różnice pomiędzy szkołą na przedmieściu, gdzie ja uczyłam, a szkołą w Yeosu. Największą różnicą to była sama wielkość szkoły.

W mojej szkole nie było ani kafeterii, ani sali na wuef, a w szkole w Yeosu były obie. Na lekcje angielskiego był przeznaczony cały korytarz, w mojej szkole tylko jedna klasa.

Wyglądało, że szkoła w małym mieście w najbiedniejszej prowincji w Korei jest lepsza od tej, gdzie ja uczyłam! Okazuje się, że w tej szkole dzieci bardzo dobrze grają w piłkę nożną. Zespół trenuje często, nawet w złej pogodzie, i dzięki temu wygrywa dużo turniejów, za które szkoła dostaje pieniądze. Nowa biblioteka, nowe sale angielskiego, nowa sala do wuefu, wszystko było wybudowane właśnie z tych pieniędzy.

Następna różnica to poziom angielskiego w szkole. Moi uczniowie wszyscy chodzili po szkole na prywatne lekcje angielskiego, rodzice chcieli się upewnić, że będą dobrze mówili po angielsku.

Ale w Yeosu wielu rodziców nie ma pieniędzy, aby wysłać dzieci na lekcje prywatne, więc mają szansę się uczyć tylko w szkole. Chociaż są to mądre i zdolne dzieci, to widać że dużo gorzej znają angielski niż te, które uczyłam na przedmieściach Seulu. I widać było, że były mniej przyzwyczajone do obcokrajowców.

Mój kolega jest Wietnamczykiem z pochodzenia, więc nie wygląda dla nich egzotycznie, za to kiedy przyszłam do szkoły, to dzieci od razu się rzucały na mnie, podekscytowane, że obcokrajowiec jest w szkole. Dopiero postraszyłam jedną dziewczynkę, kiedy zaczęłam odpowiadać na pytania po koreańsku!

Dzieci może mówią gorzej po angielsku, ale za to nauczyciele o wiele lepiej. U mnie w szkole były chyba cztery osoby, które znały angielski. W szkole w Yeosu prawie wszyscy nauczyciele rozmawiają przynajmniej trochę po angielsku.

Okazuje się, że to dlatego, że nauczyciele, którzy pracują w tej prowincji, jeśli mają dobre wykształcenie, ale nie chcą mieszkać w maluteńkim miasteczku, przyjeżdżają albo do Yeosu, albo do Gwangju. W moich okolicach za to najlepsi nauczyciele przeważnie pracują w Seulu, a na przedmieściach jest łatwiej znaleźć pracę.

Osobom mieszkającym w okolicach Seulu czasami może się wydawać, że cała reszta Korei to jedna wielka wieś. Najlepsze szkoły są w Seulu, największe firmy, najsłynniejsi ludzie, ale jak się okazuje, to nie jest zawsze wszystko jest lepsze.

Dziś w okolicach Seulu jest dużo trudniej znaleźć pracę, jeśli się jest nauczycielem angielskiego. Chcą więcej i więcej doświadczenia i kwalifikacji i jest coraz mniej pozycji.

Teraz koncentrujemy się na mniejszych miejscowościach, gdzie studenci nie mają szansy często zobaczyć lub się zapoznać z obcokrajowcami. I okazuje się, że mimo że często myślimy, że wszystko lepsze w bogatej stolicy lub wokół niej, to nie całkiem jest to prawda.

Paula Agata Trelińska

Ostatnio zmieniany piątek, 27 czerwiec 2014 14:25
Zaloguj się by skomentować