Goniec

Register Login

Raport z Państwa Środka: W Chinach nie kradną

Oceń ten artykuł
(0 głosów)


blogniekradnaBlog Polaka na stałe zamieszkałego w Chinach

Mimo że fotografia sugeruje, że napiszę dziś o jedzeniu ulicznym lub o wolności drobnych "restauratorów", którzy bez żadnego sprzeciwu władz, w tym sanepidu i policji, sprzedają swoje półlegalne kebaby na ulicy, to jednak nie będę się dziś rozpisywał na powyższe tematy. Proszę jednak przyjrzeć się na prawy dolny róg zdjęcia. W wiadrze znajduje się utarg sprzedawcy i nie są to małe pieniądze, bo już na samej górze leży banknot setka, czyli 50 PLN. Co ciekawe, nasz przedsiębiorca jest sam, a ręce jego tłuste od przyrządzania kanapek z posiekanym boczkiem, więc często rolę kasjera pełni klient, informując, ile wrzuca i ile sobie reszty pobiera. Myślę, że w Polsce nie zdałoby to egzaminu, a wiaderko z kasą zniknęłoby bezpowrotnie, a w najlepszym wypadku pieniądze z utargu byłyby regularnie podbierane przez wydających sobie resztę złodziejaszków.
Ten opisany przypadek to nie wyjątek. Widziałem, jak w pewnej knajpie cały utarg leżał w kartonie po butach, i to w miejscu, do którego dostęp miał każdy klient.
Kolejnym przejawem niech będzie przykład komunikacji miejskiej, gdzie często spotkamy w autobusach duże skarbonki, do których wsiadający wrzucają pieniądze. Jako że w Chinach jest reguła, że do autobusu wchodzimy przednimi drzwiami, a wychodzimy tylnymi, skarbonka zamontowana jest przy przednim wejściu. Jednak gdy autobus napchany jest po brzegi, każdy wsiada, którymi drzwiami się da, a następnie podaje pasażerom odliczoną kwotę, aby dotarła do skarbonki z przodu. Pieniądze są podawane z rąk do rąk i nigdy nie giną. Pasażerowie, którzy wsiadają z tyłu, czują się w obowiązku przekazania pieniędzy za przejazd i nie kombinują, jak by tu nie zapłacić.
Oczywiście zjawisko kradzieży istnieje, ale jest marginalne i zaplanowane. Tu okazja raczej nie czyni złodzieja, ale tak czy inaczej pilnować się trzeba.

Ruch uliczny
Ruch uliczny w Chinach jest dość duży i bardzo niepoukładany, jeżeli porównamy go do ruchu ulicznego w Polsce czy innych krajach europejskich. Na pierwszy rzut oka wydaje się, że w Chinach nie ma reguł, szczególnie na prowincji lub na obrzeżach dużych miast. Jednak reguły te istnieją, ale są one całkiem inne niż w Europie. Podstawą jest umiejętność chodzenia czy jeżdżenia w tempo. To znaczy, że nie wolno robić żadnych nagłych odskoków czy zmian tras. Chińscy kierowcy nie mają w zwyczaju zatrzymywać się na pasach czy przed innymi przeszkodami, ale w tempo objeżdżają przechodnia lub inny pojazd, więc z góry przewidują naszą pozycję, biorąc pod uwagę nasz ruch jednostajny oraz kierunek i zwrot.
Kolejną różnicą jest również dużo mniejsze przestrzeganie przepisów prawa pisanego i gdzieś tam kawałek pod prąd pojechać, to nic się nie stanie, lepsze to niż jechać parę kilometrów do następnego zjazdu, aby móc nawrócić, jak i również po co stać na czerwonym, skoro nic nie jedzie. Aby być zauważonym przez innych uczestników ruchu, kierowcy w Chinach bezustannie używają klaksonów, a można nawet powiedzieć, że ich nadużywają. Użycie klaksonu ma też nieco inne znaczenie niż w Europie, gdzie zazwyczaj znaczy "jedź baranie", to w Chinach znaczy on "uwaga jadę".
W centrach dużych miast organizacja ruchu ulicznego nie różni się zbytnio od modelu europejskiego, ale jednak pewne różnice są. Oczywiście w Chinach jest dużo bardziej liberalnie.

Adam Machaj

W razie wszelkich pytań lub spraw związanych z Chinami prosimy o bezpośredni kontakt z Autorem, e mial:  Ten adres pocztowy jest chroniony przed spamowaniem. Aby go zobaczyć, konieczne jest włączenie w przeglądarce obsługi JavaScript.


raportzpanstwasrodka.blog.onet.pl

Ostatnio zmieniany sobota, 14 lipiec 2012 07:19
Zaloguj się by skomentować