Goniec

Register Login

Rosyjski po koreańsku

Oceń ten artykuł
(2 głosów)

trelinskaCzęsto żartuję, że jeśli chcę mieszkać w Korei, to nie powinnam się uczyć koreańskiego, lecz rosyjskiego. Oczywiście, że to nieprawda, jednak większość osób w Korei to Koreańczycy i dużo łatwiej jest tu mieszkać, jeśli się zna nawet kilka słów po koreańsku. Ale jest w tym trochę prawdy.

Na studiach uczyłam się troszkę rosyjskiego, ale lenistwo mnie przekonało, aby rzucić, jako że nie miałam zamiaru się przeprowadzać do Rosji, to oprócz interesującego języka nie sądziłam, bym wiele straciła.

Nie miałam racji.

Pisałam już kiedyś o tym, że w Korei wielu starszych mężczyzn uważa mnie za rosyjską prostytutkę. Chociaż nie jest to nagminne, to jednak takie są przekonania o blondynkach. Choć nie raz myślałam, żeby odpowiedzieć w tej sytuacji po rosyjsku, to chyba lepiej wcale nie znać rosyjskiego. Okazuje się jednak, że oprócz starszych mężczyzn bardzo często ktoś się zwraca do mnie po rosyjsku.

W Korei, jak wiadomo, wielu Polaków nie ma. Ale Rosjan i imigrantów z Azji Centralnej jest sporo. To powoduje, że niedaleko historycznej wschodniej bramy miasta powstało tzw. rosyjskie miasteczko. W rzeczywistości gromadzą się tam nie tylko Rosjanie, ale wszyscy imigranci z byłego ZSRS. Polaków wielu się tam nie spotka ale często bywają, bo można znaleźć polskie ogórki, czasami cukierki oraz jedzenie, choć niepolskie, ale pyszne i bardziej zbliżone do polskiej kuchni niż do koreańskiej. Nie jeżdżę tam często, dlatego że produkty importowane dużo kosztują, ale czasem pojadę z przyjaciółmi, wszyscy z krajów zachodnich, ale nie blondyni.

Wchodząc do restauracji lub sklepu, rozmawiamy po angielsku, kelnerki oraz kasjerki zwracają się do nas zawsze po koreańsku (przeważnie angielskiego nie znają, a koreański to lingua franca kraju), a do mnie po rosyjsku. Czasem się dogadam, ale najczęściej muszę powrócić do mojego jednego ulubionego i perfekcyjnego zdania po rosyjsku: Ja nie gawarju pa ruski.

Niestety to nie zawsze wychodzi tak, jak bym chciała. Kupiłam kiedyś czekoladki ze sklepu rosyjskiego i czekając na stacji metra z koleżanką, próbowałam dla niej przetłumaczyć napisy na pudełku. Nagle dwóch obcokrajowców do nas podeszło. Myślałyśmy, że chcieli się popatrzeć na mapę, która wisiała za nami, więc się zaczęłyśmy przesuwać, aż skojarzyłam, że o coś się mnie pytają, i to na pewno nie po angielsku. Po chwili zorientowałam się, że to Rosjanie, i w panice odwołałam się do mojego ulubionego zwrotu: Ja nie gawarju pa ruski!

Niestety, akurat to jedno zdanie bardzo dobrze umiem "gawarit". Ale bardzo "haraszo" mówisz po rosyjsku, mówi do mnie facet. Na co ja szybko powiedziałam, że nie, że mówię tylko po polsku, i oddaliłam się, dlatego że poza tym, co mogę się domyślić z polskiego oraz paru słów i zdań, to naprawdę nie znam rosyjskiego. Można sobie pomyśleć, że mogłabym po prostu nie jeździć do dzielnicy rosyjskiej i już po problemie. W większości to prawda, ale niestety najtaniej i najszybciej można z Seulu dolecieć do Warszawy przez Moskwę, Aerofłotem.

To znaczy, że na pokładzie, podczas kontroli i na lotnisku mam różne przygody, które byłyby łatwo rozwiązane znajomością języka. Na pokładzie już się nauczyłam, że jeśli zrozumiem pytanie, to nie informuję specjalnie, że nie jestem wcale Rosjanką, tylko odpowiadam po angielsku, przeważnie stewardesy pamiętają i już mówią do mnie tylko po angielsku, ale na lotnisku jakoś nigdy nie wychodzi tak łatwo.

Czy po rosyjsku, czy po angielsku, czy po francusku, nieważne, gdzie jestem na świecie, jestem bardzo często pytana o kierunki, na lotniskach też. Widocznie wyglądam mądrze?

Na lotnisku w Moskwie też, ani razu nie miałam przesiadki, aby ktoś nie zapytał mnie o kierunek jakiegoś wyjścia. Jeśli odpowiedzi nie stanowi łatwe "da", to reaguję moim ulubionym zwrotem, "ja nie gawarju pa ruski". Pasażerowie po prostu odchodzą i szukają kogoś innego, aby zapytać, ale kontrola nie może sobie po prostu odejść. Kiedy leciałam parę tygodni temu, to dwie starsze panie pracowały przy kontroli. Pierwsza mnie (po rosyjsku) zapytała, gdzie lecę. Powiedziałam, że nie mówię po rosyjsku, to się zwróciła do drugiej pani i mówi "ale wygląda na Rosjankę". Dopiero, kiedy dałam kanadyjski paszport, to druga pani pomyślała, aby do mnie się zwrócić po angielsku, ale też tylko po to, żeby zapytać, czy jestem z Warszawy. Widocznie wyglądam słowiańsko.

Brak znajomości języka nie sprawia mi jakiś wielkich problemów, a raczej śmieszne opowieści, więc na pewno nauczenie się rosyjskiego nie jest priorytetem, ale jest to prawda, że gdybym zamierzała zamieszkać w Korei na dłuższy czas, to nie tylko koreański by się przydał, ale też i rosyjski. A na Zachodzie kto by to pomyślał. Niestety, na razie nie mam czasu, więc podszlifuję jeszcze mój jedyny ulubiony zwrot, tak że i tak nikt mi nie będzie wierzył.

Zaloguj się by skomentować