Goniec

Switch to desktop Register Login

Uroki Korei prowincjonalnej

Oceń ten artykuł
(1 Głos)

trelinskaCzęsto, gdy myśli się o Korei, to tylko o Korei Północnej lub o Seulu, gdzie technologia, podobnie jak w Japonii, jest znacznie bardziej zaawansowana niż w Kanadzie. To jest na pewno atrakcyjne, w pewnym sensie łatwiej żyje się w Seulu niż w Kanadzie, ale Korea to dużo więcej niż tylko wysoko zaawansowana technologia.

Poza Seulem najpopularniejsze miejsca do zwiedzania to wyspa Jeju, znana jako koreańskie Hawaje, i miasto Busan, drugie co do wielkości w kraju. Większość osób niestety nie wyjeżdża do mniejszych miasteczek, gdzie można odnaleźć tradycyjną kulturę koreańską oraz gościnnych Koreańczyków, którzy w nieudawany sposób cieszą się gośćmi.

Ostatnio miałam okazję odwiedzić wiele małych koreańskich miasteczek w Korei i chociaż nie wiem, czy chciałabym tam mieszkać, bardzo mi się podobały.

Jak w każdym kraju życie na wsi toczy się troszkę wolniej niż w dużym mieście. W Seulu króluje kultura "balli, balli", która znaczy "szybko, szybko". Jest to dynamiczne miasto z olbrzymią konkurencją.

Tymczasem na wyspie Sonyudo, gdzie spędziłam niedawno dwa dni, nikt się nie spieszył. Kiedy o 21.00 weszłyśmy z koleżankami do restauracji, to właściciele, którzy mieszkają w tym samym budynku, już się szykowali do łóżka. Ale bez problemu zrobili nam jedzenie, porozmawiali (na tyle, na ile moja znajomość koreańskiego nam na to pozwalała) i jeszcze zaprosili nas na śniadanie następnego dnia.

Korea generalnie słynie z gościnności, ale nigdzie nie doświadczyłam tego tak bardzo jak właśnie w takich małych miasteczkach.

Korea jest pięknym krajem. Ponad 70 proc. terenu to góry, troszkę małe, ale ładne. Sonyudo, dość skalista, połączona jest z czterema innymi wyspami mostami, przez które prowadzą trasy rowerowe. Ludzie naturalnie przestają się martwić szybkim życiem w Seulu i relaksują się na plaży lub jeżdżą dookoła wysp na rowerach.

Jeśli ktoś chce pojechać w góry, to jedno z najlepszych miejsc jest na południu Korei.

Góra Jirisan (Dżirisan) jest uważana za jedną z najważniejszych i najpiękniejszych w całym kraju. Park narodowy, który ją otacza, jest największy w Korei i znajduje się w trzech prowincjach.

Oprócz wspinania się na szczyt, który ma prawie 2000 m – czego ja nigdy nie zrobiłam – można tam zwiedzić znaną świątynię buddyjską i nauczyć się, jak parzyć herbatę. Południe Korei słynie z herbaty zielonej, która tam rośnie dziko, ale też uprawia się różne jej gatunki. Kiedy byłam ostatnio, miałam szansę sama zebrać herbatę i nauczyć się, jak robić herbatę zieloną i żółtą. Miałam też szansę posmakować różnych herbat u pani, która ma małą prywatną firmę produkującą herbaty. W Seulu coś takiego na pewno można by zrobić, ale byłoby to bardzo turystyczne i nie takie autentyczne.

Bliżej Seulu też są różne możliwości. Linie metra w stolicy jeżdżą tak daleko za miasto, że można pojechać nawet metrem, a potem autobusem miejskim do mniejszej miejscowości. Popularne miejsce turystyczne to miasteczko Yangpyeong. Przez miasto płynie rzeka i jest otoczone górami, stąd jego spora popularność wśród bogatych Koreańczyków, ale też i rodzin, które chcą po prostu wyjechać na weekend, odpocząć. Herbaty się nie zbiera, ale można pozbierać truskawki oraz inne owoce, łowić ryby, napić się kawy w kawiarni, która wygląda jak starodawny aparat.

Seul jest fajny i bardzo ekscytujący, ale w Korei jest dużo więcej do oglądania i mam nadzieję, że jeśli ktoś się wybierze, to zawita też do mniejszych miasteczek, gdzie można naprawdę poznać kulturę koreańską.

Paula Agata Trelińska

Ostatnio zmieniany piątek, 23 maj 2014 13:16
Zaloguj się by skomentować