Goniec

Register Login

Wachlarze w Seulu

Oceń ten artykuł
(1 Głos)

trelinska"Wybierz sobie jeden", mówi mi koleżanka, "którykolwiek chcesz." Patrzę się na wachlarze rozłożone przede mną, różne wzory i kolory, wszystkie tradycyjnie koreańskie. Może szary, będzie pasował do wszystkiego, a może srebrny, tak piękny. Wyobrażam sobie siebie w sukience z perfekcyjnie dopasowanym wachlarzem w ręce, wydaje mi się, że jestem Koreanką z dynastii Joseonów. Nagle dochodzi do mnie rzeczywistość. Wybieram niebieski. 

Nie dlatego, że pasuje do sukienek, tylko dlatego, że wcale nie będę chodziła z tym wachlarzem do ludzi, tylko będę go miała w pracy. To nie jest jakiś modny dodatek, tylko konieczność życia codziennego w Korei. A niebieski najbardziej mi się podoba. Kilka minut wcześniej wpadłam do pracy ledwie na czas, cała spocona, jakbym dopiero skończyła maraton. Na dworze gorąco i wilgotno, niestety tylko 25 minut spaceru i już włosy zniszczone, a twarz cała w pocie.

W szkole jeszcze gorzej. Niby mamy klimatyzację, ale raz tylko była włączona na godzinę, a od półtora miesiąca temperatura jest regularnie powyżej 30 stopni. Oprócz włączania wiatraków na suficie i otwierania okien niewiele więcej mogę zrobić, żeby pomóc sobie i uczniom czuć się trochę lepiej. To jest wyraźny kontrast wobec sytuacji sprzed kilku miesięcy, kiedy siedziałam w szkole w dwóch kurtkach zimowych, żeby tylko nie zmarznąć. Ogrzewanie niby też jest, ale włączone było tylko na pierwszym piętrze, tak jakby w 5-piętrowej szkole to pomagało wszystkim. Jak uczyłam wśród ludzi w klasie, to się trochę ocieplało, ale w godzinach po zajęciach to siedziałam zwinięta w kulkę z kocykiem i kurtkami. Minus 10 na dworze, a ja bez żadnego ogrzewania próbowałam pracować, była to tragedia.

korea29-01

korea29-02

W szkole to jest kwestia budżetu, pieniądze są, ale przeznaczone na inne rzeczy, wyjazdy do lasu, obiady szkolne, instalację nowego systemu telefonicznego. Pieniądze przeznaczone na wycieczki dla nauczycieli są wpłacone przez nas, więc niestety nawet jeśli ja jedna chcę, to reszta nie pójdzie na ogrzewanie. System telefoniczny to z pieniędzy danych przez rząd na kursy angielskiego; wolałabym ciepłą klasę niż możliwość rozmawiania z Australijczykami poprzez system wideokonferencji, no ale cóż, to nie moja decyzja. Niestety, moja szkoła to nie jedyna i wiem, że wielu nauczycieli narzekało, że całą zimę było im zimno w pracy, a kiedy lato przyszło, to gorąco.

Co jest interesujące, to że w sklepach powiedziałabym, że klimatyzacja jest dużo bardziej przyjemna niż w Kanadzie. Nie czuje się tej ściany zimnego powietrza, kiedy się otwiera drzwi, ale za to można wygodnie siedzieć długi czas, nie marznąć. Sklepy i kawiarnie są klimatyzowane do perfekt temperatury latem, a zimą są ciepłe, ale nie za ciepłe. Bardzo dobrze mają ustawioną temperaturę.

Ale problem ekstremalnych temperatur nie dotyczy tylko szkół, metro jest też ofiarą chłodu, jakiego nigdy wcześniej nie czułam. W metrze to latem jest zimno, a zimą gorąco. Kiedy są wielkie tłumy w metrze, to silna klimatyzacja na pewno pomaga, ale kiedy nie ma, to można zmarznąć. Na dłuższą trasę trzeba wziąć ze sobą sweterek, żeby nie zmarznąć. Z drugiej strony, zimą to jest gorąco w metrze. Fajnie jest, jak się najpierw wsiądzie z zimnego dworu, ale po chwili jest aż za gorąco, żeby nawet siedzieć w kurtce. A potem wyjście na zimne powietrze uderza człowieka jeszcze gorzej.

Podobnie jak Kanada, Korea ma cztery pory roku, ale lato i zima zajmują dobre 65 procent całego roku, zostawiając tylko parę tygodnie na łagodne, dobre temperatury i na dworze, i w środku w szkołach, i w metrze. Niestety, taka jest rzeczywistość życia w Korei. Jest 35 stopni na dworze i wilgotność 95 procent, życie się toczy normalnym trybem, a ja w pracy macham sobie wachlarzem z nadzieją, że kiedyś mi pot na twarzy wyschnie i nie będę wyglądała ani się czuła, jakbym właśnie wyszła z sauny.

Paula Agata Trelińska

Ostatnio zmieniany sobota, 20 lipiec 2013 23:15
Zaloguj się by skomentować