Goniec

Register Login

Turystyka

piątek, 15 czerwiec 2018 13:06

Skąd się bierze prąd w Quebecu?

Napisane przez

Jak się nie ma, co się lubi, to się lubi, co się ma. Marzył nam się wiosenny wyjazd na canoe, ale lód na jeziorach utrzymywał się w tym roku wyjątkowo długo. Na początku maja pojawiła się informacja, że Algonquin będzie otwarty tydzień później niż zwykle. A to był akurat tydzień z naszym jedynym wolnym weekendem w maju. Samochód zarezerwowany, aż żal odwoływać. Więc może by tak przedłużyć rezerwację o kilka dni i ruszyć na wschód...?

Pierwszy nocleg wypadł w Trois-Rivières. Niestety, wszystkie pokoje w sprawdzonym przez nas wcześniej i godnym polecenia motelu Le Marquis były zajęte, więc na chybił-trafił wybraliśmy pobliski motel Penn-Mass. Okazało się, że bardziej na chybił niż trafił. Jak to dobrze, że mam odruch, by w motelach nie kłaść bagaży na łóżko! Jeszcze dziś ciarki mnie przechodzą, gdy przypomnę sobie, jak tamtej nocy mojego męża niemiłosiernie pogryzły pluskwy.

W miarę pokonywania kolejnych kilometrów drogi numer 138 (biegnącej wzdłuż północnego brzegu Rzeki Św. Wawrzyńca) precyzują nam się plany. Liczymy noclegi i rozważamy różne możliwości, w końcu wychodzi nam, że damy radę dojechać do gigantycznej zapory Daniela Johnsona i elektrowni wodnej Manic-5, przeprawić się promem na drugą stronę Rzeki Św. Wawrzyńca i wrócić do Toronto, zahaczając po drodze o Quebec City i Montreal.

wtorek, 10 kwiecień 2018 00:24

Wiosna w High Parku

Napisane przez

Niezwykle owocny poniedziałkowy spacer do High Parku. Co prawda pączków na drzewach jeszcze próżno szukać, ale widać skutki ostatniej wichury. W zoo wszystkie zwierzęta wyszły na swoje wybiegi. Reniferom rosną nowe poroża, pawie skrzeczą i dumnie prezentują swoje ogony, bizon przygotowuje się do zrzucenia zimowego futra, a lamy jedna za druga maszerują na postronku. Przy japońskich wiśniach obok placu zabaw z zamkiem śpiewają ptaki. Epoletniki gwiżdżą jak oszalałe, a dzięcioły podlatują na odległość ręki. Na koniec jeszcze trafił nam się patrol policji na koniach - nawet musiałyśmy z Anią ustąpić pani policjantce miejsca na naszej ławeczce, żeby mogła dosiąć swojego rumaka.

Katarzyna Nowosielska-Augustyniak

piątek, 23 marzec 2018 08:04

Spragnieni zorzy

Napisane przez

        W zeszłym tygodniu połknęliśmy haczyk. „Kanadyjczycy, zwróćcie oczy ku niebu – zorze polarne w ten weekend”, głosił tytuł artykułu zamieszczonego w serwisie The Weather Network. Już pierwszy akapit dawał pewną nadzieję na obserwacje zjawiska. Potem następował długi opis powstawania dziur w koronie słonecznej i związanych z tym wyrzutów cząstek. Na koniec dopowiedzenie, że w czasie równonocy zwiększa się aktywność geomagnetyczna, a do tego obserwacjom sprzyja fakt, że księżyc znajduje się obecnie w fazie nowiu. Tyle wystarczy, by rozbudzić wyobraźnię. Mniejsza o sugestię, że zorze mogą się pojawić, ale nie muszą. A trzeba było sobie przypomnieć, że wspomniany serwis pogodowy czasem ma problemy z przewidzeniem deszczu na popołudnie…

        W piątek i sobotę uważnie śledziłam więc prognozy pogody i prognozy występowania zorzy polarnej na stronie www.swpc.noaa.gov. Niezbyt optymistycznie to wyglądało. Mniej więcej 10-15-procentowe prawdopodobieństwo wystąpienia zórz zapowiadano dla okolic Sudbury i terenów położonych na północnym brzegu Jeziora Górnego. Bardziej na południe – czarna plama. Mimo wszystko postanowiliśmy spróbować.

        W południowym Ontario największym wyzwaniem jest znalezienie miejsca niezanieczyszczonego światłem. Internet podpowiedział nam Torrence Barrens Dark-Sky Preserve. Nie ma co, nazwa zachęcająca. Zdjęcia też. Niech będzie.

piątek, 16 marzec 2018 13:22

Z widokiem na jezioro Muskoka

Napisane przez

        Gdy kończą nam się pomysły na jednodniowe wycieczki w okolicach Toronto albo pogoda w naszej okolicy niespecjalnie zachęca do spacerów, wybiegamy myślami na północ. Do Algonquin trzeba by wcześnie wstać, a tu zmiana czasu, więc może na przykład… pojezierze Muskoka! Z Toronto do Bracebridge jest 170 kilometrów, potem jeszcze jakieś 20 drogą numer 118 na zachód – jak dla nas, może być. Wszystkim, którzy nie zniechęcają się dwoma godzinami jazdy, polecam szlak Huckleberry Rock Lookout w miejscowości Milford Bay. Jeśli wystarczy czasu, można się również wybrać na którąś z pętli w niedalekim Parku Prowincyjnym Hardy Lake.

        Szlak Huckleberry Rock Lookout jest łatwy i krótki – pętla ma 2,9 kilometra długości. Zostawiamy samochód na parkingu, obok którego znajduje się wiata. Jest tabliczka z mapą i oznaczenia szlaku na drzewach, a co jakiś czas przy trasie stoją ławki. Ścieżka na śniegu porządnie wydeptana – widać że trasa jest dość popularna, ale trudno mówić o tłoku. Najpierw idziemy przez las, przechodzimy przez strumyk, dalej skręt w lewo pod kątem 90 stopni, kawałek pod górę i już zaczynają się skały. Śnieg jeszcze gdzieniegdzie leży, ale oblodzenia nie ma. Dzięki temu idzie się łatwo i bezpiecznie. Ania i Jacek próbują lepić śnieżne kule i wrzucają je do kałuż powstałych w zagłębieniach.

Kanada syropem klonowym stoi, to kanadyjskie dziedzictwo narodowe i okres zbiorów klonowego soku i produkcji z niego syropu to wielkie święto. Wszędzie odbywają się syropowe festiwale, mniejsze i większe. Na te najbardziej znane trzeba się wybrać poza GTA, ale można zakosztować tradycji dosłownie i w przenośni, nie wyjeżdżając poza miasto.

W Mississaudze z tej okazji pokazy tradycyjnej produkcji syropu zorganizowało Bradley Museum. Muzeum położone jest na dwuakrowej działce w niewielkiej odległości od jeziora Ontario. Nazwę wzięło od nazwiska właścicieli farmy, których dom jest teraz główną jego atrakcją. Lewis i Elizabeth Bradleyowie byli brytyjskimi lojalistami, którzy przenieśli się tu z Savannah w Georgii. W 1810 roku otrzymali 200 akrów ziemi w rejonie nieoficjalnie nazywanym Merigold’s Point od nazwiska teścia Lewisa Bradleya, typowej wielkości działkę nadawaną lojalistom i ich dzieciom przez Górną Kanadę. Dom w kolorze nagietków, zbudowany w 1830 roku, przykład typowego budownictwa tego okresu, służył Bradleyom i ich siedmiorgu dzieciom przez 20 lat. Jak i inne budynki wchodzące w skład muzeum, stał pierwotnie nad jeziorem, został przeniesiony bardziej na północ w czasach współczesnych, gdy ziemię kupiła British American Oil Company, znana dzisiaj jako Suncor, ale nadal znajduje się na gruncie dawnej farmy. W domu Bradleyów są sprzęty z epoki, trochę porcelany, żeliwny piec, niby niewiele, ale można sobie wyobrazić życie osadników.

Drugim znaczącym budynkiem w kompleksie muzeum jest The Anchorage, cottage w stylu regencyjnym z 1820 roku. Pierwotnie mieścił się w okolicach Southdown i Lakeshore Rd. Nazwę nadał mu emerytowany oficer brytyjskiej marynarki, John Skynner (1762-1846), który osiedlił się tu w 1838 roku. W swoich wspomnieniach napisał: Przeszedłem na emeryturę... Tu będę odpoczywał, to jest moje kotwicowisko. W czasach napoleońskich, w latach 1804-1807, Johnowi Skynnerowi powierzono ważną misję w ramach obrony przejścia do wschodnich Indii w postaci obrony Malty. Mieszkańcy wyspy odwdzięczyli się za to srebrnym pucharem, który można obejrzeć w jego dawnym domu. Znajduje się tu też przepiękny olejny portret jego najmłodszej córki, która przez małżeństwo weszła do bardzo zamożnej i wpływowej rodziny Jarvisów. Portret ofiarowali potomkowie rodziny. Innych zabytków z epoki nie ma, a w pustych pomieszczeniach można obejrzeć wystawę grawerstwa kanadyjskiego w znaczkach i banknotach.
Na terenie muzeum znajduje się także odtworzona chata z drewnianych bali, w której teraz mieści się sklepik z pamiątkami, i szopa, gdzie zgromadzono zabytkowe przedmioty. Właściwie to taka graciarnia, stare odkryte pojazdy, zabytkowe sanki, narzędzia rolnicze, rakiety śnieżne. Szkoda, że słabo wyeksponowane.

Nie mogło zabraknąć odniesienia do Indian. Tereny te zamieszkiwały plemiona Mississauga, a przedtem Anishinaabe, Huronowie i Wyndaci. W Bradley Museum znajduje się wigwam i Medicine Wheel, które ponoć ma uzdrawiać.

Jest jeszcze stodoła, w której na czas Maple Magic urządzono pracownię artystyczną dla dzieci, w której nad najmłodszymi czuwają wolontariusze, bo oprócz stałej ekspozycji, to właśnie klonowe święto jest do 18 marca główną atrakcją muzeum.

W ramach Maple Magic przygotowano wiele atrakcji - pokazy tradycyjnego odparowywania klonowego soku w kotłach nad ogniskiem, dzieciaki mogą popróbować wiercenia otworów w drzewie, w domu Bradleyów wolontariusze przygotowują cukierki z syropu klonowego, w ogrzewanym namiocie można zjeść świeżo smażone placki z syropem, wielką atrakcją są zwierzęta, które można karmić i głaskać, kozy, koguty, owce, lama, i śmiesznie ubarwione osiołki. W sklepiku w drewnianej chacie można zakupić klonowe lizaki i syrop, a na piętrze zorganizowano salę do zabaw dla dzieci.
Rodzinną wyprawę do Bradley Museum warto zakończyć kilkunastominutowym spacerem trasą do brzegów jezioro Ontario, skąd jest wspaniały widok na centrum Toronto. Po drodze przepiękne stare wierzby i młode klony, z których zwisają zamarzające sople z soku. To wiewiórki ponadgryzały drzewa, także chcąc brać udział w słodkim festiwalu.


Bradley Museum otwarte jest w godzinach 12.00-16.00, adres 1620 Orr Road, Mississauga. Maple Magic trwa codziennie do 18 marca. Bilety: dzieci 6,24 dol., dorośli 7,80, bilet rodzinny 19,50.


Warto tu zajrzeć także we wrześniu. W dniach 15 i 16 września odbędzie się rekonstrukcja historyczna bitwy wojny 1812 roku. W programie pokazy strzelania z muszkietów, żołnierze w strojach z epoki i wiele innych atrakcji.


Joanna Wasilewska
Andrzej Jasiński

piątek, 09 marzec 2018 08:11

Zabierz dzieci na Festiwal Syropu Klonowego!

Napisane przez

Sugar Bush Trek w White Meadows Farms  (2519 Effingham St., St. Catharines, ON)

Do 8 kwietnia 2018

W programie legenda o odkryciu klonowego syropu, próba ręcznego cięcia drewna, smakowanie 100-procentowego syropu, chłodzonego w śniegu, przysmaku wielu pokoleń. Traktor zawiezie dzieci i rodziców do środka klonowego lasu, gdzie można będzie poznać historię zbioru syropu przez Indian i pierwszych osadników. 

Sugar Bush Tours and Pancakes w Richardson’s Farm & Market (131 River Road RR4 Dunnville, ON)

Soboty do 31 marca 2018

Zabierz na farmę rodzinę i przyjaciół. W programie pokaz odparowywania syropu, gorące naleśniki, kiełbaski i testowanie czystego syropu klonowego. Przejażdżka wozem do klonowego lasu z przewodnikiem, który wyjaśni, jak się zbierano syrop w dawnych czasach, a jak się zbiera go obecnie. W miejscowym sklepiku można zakupić syrop do domu.

sobota, 30 czerwiec 2018 07:31

Zanzibar

Napisane przez

        Lądowanie na Zanzibarze miało miejsce późno w nocy. Po bardzo czystym lotnisku w Victoria Falls i zupełnie znośnym lotnisku w Harare, to, na którym lądowaliśmy, było jakby cofnięciem się w czasie. Totalny bałagan, brud i wszystko jak z odzysku. Każde biurko jak z Thrift Store – czyli każde biurko z innej bajki. Bardzo szczegółowe sprawdzanie dokumentów, pobieranie odcisków palców i zdjęć. Widocznie „porządek musi być”. Kiedy w końcu wyszliśmy na zewnątrz lotniska – było jeszcze bardziej swojsko. Dwa małe autobusy oczekujące na nas ledwo pomieściły ludzi i bagaż. Nocna jazda przez wyspę trwała prawie godzinę. Po drodze mijaliśmy bardzo ruchliwe i pełne spacerujących i robiących zakupy ludzi ulice. Wszystko nawet w nocy wyglądało, że „nowością toto nie pachnie”. Stare budy i absolutny chaos. Dokładnie tak jak wyglądają Indie lub Egipt. Kiedy dotarliśmy do naszego hotelu, spotkało nas pomimo późnej nocy bardzo miłe przyjęcie. Było skromnie, ale czysto. Miła obsługa była rekompensatą za inne braki.

piątek, 23 luty 2018 07:59

Pociągiem nad jezioro Ontario

Napisane przez

        Wielu dorosłych może nie zdawać sobie sprawy, jaką atrakcją dla dzieci jest przejazd pociągiem. Nasze dzieci za każdym razem, gdy jesteśmy w centrum Toronto, aż się rwą, żeby pójść na dworzec Union, a potem niemal z zapartym tchem patrzą na potężne sapiące lokomotywy.

        W ostatnią niedzielę mój mąż zrobił nam niespodziankę. Na początku powiedział, że wybierzemy się na spacer nad jezioro Ontario. Potem jechaliśmy metrem aż do stacji Main Street. Po wyjściu na powierzchnię od razu zauważyłam drogowskazy kierujące podróżnych na GO Danforth i powoli zaczęłam podejrzewać, dokąd jedziemy. Gdy kupowaliśmy bilety w automacie, Ania i Jacek nie mogli uwierzyć, że pojedziemy pociągiem GO.

        A pojechaliśmy tylko kilka stacji na wschód, do Rouge Hill. W tamtej okolicy tory biegną praktycznie przy samym jeziorze, które ma szmaragdowo-niebieski kolor. Aż miło wysiąść i powędrować. Na Great Lakes Waterfront Trail wchodzimy zaraz po zejściu z peronu. Za chwilę wygodna ścieżka dochodzi do jeziora. Przechodzimy przez mostek, mijamy kolejne usypane z kamieni falochrony, przechodzimy przy stromym klifie. Po jeziorze pływają bernikle kanadyjskie, które co jakiś czas z głośnym gęganiem podrywają się do lotu. Są też atrakcje nieprzyrodnicze – przejeżdżające co jakiś czas pociągi GO i Via Rail oraz widok na elektrownię jądrową w Pickering.

        Po niecałych dwóch kilometrach dochodzimy do ujścia rzeki Rouge, która teraz jest jeszcze zamarznięta. Na silnym wietrze szumią suche szuwary. Przechodzimy pod mostem kolejowym, potem kładką dla pieszych, i już jesteśmy na drugim brzegu w punkcie widokowym. Tu zarządzamy odwrót. Przyspieszamy kroku, w drodze powrotnej wieje nam w twarz. Aż miło się potem schronić w pociągu.

Katarzyna Nowosielska-Augustyniak

piątek, 20 lipiec 2018 07:55

Zimbabwe

Napisane przez

        Z Botswany skierowaliśmy się do Zimbabwe, kraju, który ma znakomity klimat dla rolnictwa. Kiedyś był spichlerzem Afryki i Europy. Do listopada 2017 roku był rządzony przez dyktatora Roberta Mugabe (93) i jego żonę Grace Mugabe (52). W przeszłości większość ogromnych farm należałoa tu do białych rolników, którzy przyczyniali się do rozkwitu tego kraju. Po dojściu do władzy Robert Mugabe często używał określenia „dobry biały to martwy biały”. Wielu farmerów straciło życie, wielu uciekło, pozostawiając dorobek wielu generacji. Kiedy to się wydarzyło, nagle okazało się, że spichlerze nie chcą się same zapełniać. Nie ma czym żywić nie tylko zwierząt, ale i ludzi. Głód i korupcja zapanowały w tym niegdyś zasobnym kraju. Nieprawdopodobna inflacja na skalę astronomiczną. Będąc w Zimbabwe, kupiłem kilka banknotów lokalnej waluty. Nominał na przykład wartości 20 miliardów dolarów (lokalnych) jest mniej wart niż 1 dolar amerykański. Aż dziwne, że taki prezydent utrzymał się przy władzy przez 37 lat. Jego powszechnie znienawidzona żona znana jest z bardzo twardej ręki i bezwzględnego traktowania ludzi. 

 

        Mugabe przez lata kradł pieniądze i lokował je w innych krajach. Sprzedawał koncesje na surowce naturalne za łapówki (głównie Chińczykom). Został odsunięty od władzy przez wojsko w listopadzie 2017 (tuż przed naszym przyjazdem do tego kraju). Motorem stojącym za tym posunięciem jest były wiceprezydent Emmerson Mnangagway. Mieszkańcy mają nadzieję na zmiany, ale czy ktoś, kto był prawą ręką prezydenta i kolegą z tej samej partii, jest w stanie to zrobić? 

        Najbardziej zastanawiające jest to, że tak jak przeczytałem kilka dni temu, Robert Mugabe staje ponownie na czele innej partii i planuje powrót do władzy! To, co się dzieje w polityce, jest też gołym okiem widoczne „na ulicy”. Już sama granica wygląda na „wymagającą odświeżenia”. Drogi są zniszczone, wszędzie widać potrzebę inwestycji. 

piątek, 06 lipiec 2018 07:44

BOTSWANA

Napisane przez

        Botswana jest krajem w środku kontynentu i liczy około 2,5 miliona mieszkańców. Jest krajem bardzo nastawionym na turystykę, bo ma ku temu bardzo dobre warunki naturalne. W porównaniu do Namibii, gdzie dominowały głównie pustynie, krajobraz jest zdecydowanie inny. Widzi się więcej zieleni i  zwierząt. W obrębie Botswany utworzono bardzo wiele ogromnych parków narodowych, które są prawdziwym skarbem tego kraju. Liczni turyści z całego świata przyjeżdżają tu na safari (głównie fotograficzne) i widać, że to jest traktowane przez lokalnych mieszkańców jako ważne źródło dochodu.

        Gdy dotarliśmy do Maun, czekało na nas do wyboru kilka atrakcji. Jedną z nich był lot nad deltą rzeki Okavango. Delta jest uznana przez UNESCO jako jedno z bardzo specjalnych miejsc, które należy chronić. Dużą część roku delta Okavango przypomina moczary. Ale po opadach deszczy w górach Angoli (w styczniu i lutym), woda spływa prawie 1200 km (zajmuje to koło miesiąca) i tereny delty zostają zalane. 

Strona 1 z 17