Goniec

Register Login

Turystyka

piątek, 10 październik 2014 13:47

Szlakami bobra: Bonnechere River

Napisane przez

Niewielka rzeka Bonnechere, wypływając z Algonquin Park w Ontario, meandruje na wschód do rzeki Ottawa, z którą łączy się w okolicach miejscowości Renfrew. Nazwę jej wywodzi się z francuskiego "bonne chere", czyli dobre jedzenie, co sugeruje, że pierwsi biali przybysze znaleźli tu obfitość łownej zwierzyny. Tak jest do dzisiaj, są tu jelenie, łosie, bobry, gęsi i kaczki, wiele gatunków ryb, a także stworzenia raczej rzadko jadane przez białego człowieka, jak czaple siwe, nury i żółwie. 

Wzdłuż rzeki utworzono Park Prowincyjny Bonnechere River, który łączy się u jej ujścia do Round Lake z Parkiem Prowincyjnym Bonnechere. Ten jest nieduży, niewiele ponad sto miejsc kempingowych, mało znany, więc wielokulturowość tu jeszcze nie dotarła i ruch też niewielki – piękna długa, szeroka plaża o rudawym piasku nigdy nie jest zatłoczona. Woda w Round Lake, rzeczywiście jak nazwa wskazuje okrągłym jak placek, jest przezroczysta, płytka u brzegu na wiele metrów w głąb jeziora, idealna dla maluchów. Przy plaży zbudowano plac zabaw dla dzieci, a wzdłuż niej w pełnym starych białych sosen lesie rozstawiono stoły piknikowe. Jest tu też boisko do siatkówki, drzewo-biblioteczka – w wielkim pniu sosny przykrytym jak grzybek kapeluszem ze starej łodzi wydrążono półki i książek jest do wyboru, do koloru. Tuż obok parkowy sklepik z dobrem wszelakim, tu się kupuje drewno na ognisko, mapy, w nim minimuzeum ze starodawnym piecykiem i zastawą stołową pierwszych osadników Kaszubów. Na kempingu niedaleko plaży i tym w głębi lasu miejsca zapewniają niestety mało prywatności, najładniejsze są na kempingu przy rzece, szczególnie te przy samym brzegu – polecamy miejsce nr 76. Nielubiący namiotów mogą wynająć jeden z czterech drewnianych domków położonych nad samą rzeką.

niedziela, 05 październik 2014 22:50

Jesień zaczyna się od zdziczałych jabłoni

Napisane przez

Jakieś dwa – trzy tygodnie temu będąc na spacerze z Jackiem, zauważyłam w jednym z przydomowych ogródków, że na trawie leżą jabłka. Małe, dzikie, poobijane i pewnie robaczywe. I wtedy zatęskniłam za jesienią w Parku Prowincyjnym Boyne Valley.

Do Boyne Valley trafiliśmy w październiku zeszłego roku. To zaledwie kilka kilometrów za Shelbourne (jakieś 25 km na północ od Orangeville). Na dużym skrzyżowaniu drogi nr 10 z 89 trzeba po prostu pojechać prosto i po jakichś 2 kilometrach wypatrywać parkingu po prawej stronie. Rok temu pojechaliśmy do Mono Cliffs, a ponieważ mieliśmy jeszcze trochę czasu, zajechaliśmy też do Boyne Valley. W porównaniu z Mono tak tu spokojnie i odludnie. Wtedy przeszliśmy tylko krótki odcinek, ale to wystarczyło, by chcieć tu wrócić.

Nigdy nie lubiłam jeździć nad morze. Jeśli już jechałam, to z zapasem książek na każdy dzień i nadzieją, że nie będzie upału. A i tak po trzech dniach główną atrakcją stawało się planowanie, co zjemy na obiad. Morze kojarzyło mi się z bezczynnością i monotonią, bo też ile można chodzić wzdłuż brzegu tam i z powrotem i zbierać okruchy bursztynów.

Awersja do piaszczystych plaż i morza odezwała się we mnie, gdy mój mąż w ostatnią niedzielę oznajmił, że pojedziemy na Long Point – piaszczysty półwysep wchodzący w jezioro Erie. Ale zaraz też pomyślałam, że może jednak Jackowi będzie się podobało, jako że ostatnio odkrył przyjemność zabawy w piaskownicy i chlapania wodą w przeszkodach terenowych o wilgotności 100 procent pozbawionych znaczenia strategicznego. Dodatkowo pogoda w niedzielę sprzyjała tego rodzaju wycieczkom – było raczej pochmurno i nieprzesadnie gorąco.

Zdarza się często, że w poszukiwaniu miejsc pięknych, ciekawych, wartych odwiedzenia, udajemy się w dalekie podróże, w jakiejś złudnej nadziei, że im dalej od domu, tym bardziej to, co tam znajdziemy, będzie ciekawsze i piękniejsze, mijając tymczasem obojętnie to, co jest dosłownie pod samym nosem, na wyciągnięcie ręki.

I co gorsza, nawet wiedząc o takich miejscach, popełniamy grzech braku ciekawości, chęci poznania tego co najbliżej domu. Tak właśnie potraktowaliśmy Island Lake w Orangeville. Mijaliśmy je setki razy, jadąc dalej na północ na trasy wycieczkowe, wiedzieliśmy też, że odwiedzają je polscy wędkarze, ale z drogi nr 10 na krańcach Orangeville wydawało się mało ciekawe, ot, taki sztuczny zbiornik w centrum cywilizacji.

I znowu przybywamy na Rzekę Francuską (French River)! W tym miejscu byliśmy w 2011 r., dwa lata temu, ale ponieważ codziennie wiał niezmiernie silny wiatr, prawie że nie byliśmy w stanie nigdzie popłynąć na kanu–nawet krótka przejażdżka do pobliskiej wyspy okazywała się istną udręką. Mieliśmy zatem nadzieję tym razem zrekompensować stracone wówczas dni.

Zamierzaliśmy wodować kanu z ośrodka Wolseley Lodge, ale skręciliśmy w niewłaściwą stronę i dojechaliśmy do ośrodka Pine Cove Lodge. Niestety, nie posiadał on rampy i musielibyśmy przenosić nasze rzeczy do brzegu, jak też do tego zapłacić za ten "przywilej" opłatę za wodowanie w wysokości 7.00 dol. oraz 8.00 dol. dziennie za zaparkowanie samochodu na oddalonym od ośrodka parkingu. Szybko więc zawróciliśmy i udaliśmy się do ośrodka Wolseley Lodge.

Zauważyliśmy też sporo turbin wiatrowych wyłaniających się na horyzoncie. Owszem, zdawałem sobie sprawę, że urządzenia GPS nie są idealne, ale nie mogłem uwierzyć, że potrafią być tak beznadziejnie głupie! Wreszcie wjechaliśmy na główną drogę (którą powinniśmy jechać do początku) i dotarliśmy do ośrodka "Batman's Cottages and Campground".

Znajdowało się na nim dużo permanentnych i usuwalnych zabudowań (tzn. samochody/przyczepy turystyczne do spania oraz duże przyczepy kempingowe), które tworzyły małe, dynamiczne miasteczko, jak też było kilka miejsc biwakowych. Wybraliśmy miejsce nr 142, z widokiem na jezioro.

(całość na blogu)

Podczas naszych wycieczek w ostatnich pięciu latach praktycznie odwiedziliśmy prawie każdy park prowincyjny w okolicach znajdujących się stosunkowo blisko Toronto (5 godzin jazdy samochodem) nadający się do biwakowania i pływania na kanu, jak też niejednokrotnie powracaliśmy do tych samych miejsc.

Oczywiście, nie znaczy to, że zaczyna nam brakować miejsc do wyjazdów: Ontario posiada tysiące jezior i rzek, aczkolwiek wiele z nich znajduje się daleko od Toronto, są jedynie dostępne mocnymi samochodami terenowymi lub samolotami, są bardzo odizolowane i często pływanie po nich na kanu wymaga dużo długich i żmudnych portaży. Po dokładnym przejrzeniu mapy Ontario, zauważyłem dość nowy park o nazwie Matinenda Provincial Park, położony 15 km na północ od miasta Blind River. Park ten, o powierzchni 29,417 hektarów, założony w 2003 r., oferuje wiele możliwości wypoczynku: wędkowanie, polowanie, biwakowanie, pływanie na łódkach i kanu, piesze wędrówki, pływanie, a zimą również jazdę na skuterach śnieżnych. Ponieważ w obecnej chwili park nie posiada żadnej infrastruktury (jedynie dzikie miejsca biwakowe), nie są wymagane żadne opłaty.

Początkowo zamierzaliśmy udać się do parku Massasauga w czasie Święta Kanady (Canada Day), przypadającego 1 lipca 2013 r. i zatrzymać się na miejscu biwakowym koło przesmyku.

W marcu 2013 r. system rezerwacji w parkach ontaryjskich pokazywał, że miejsce to było wolne, lecz gdy następnego dnia zdecydowaliśmy się go zarezerwować, okazało się, że już zostało zajęte! Ponieważ było ono dostępne w czasie następnego długiego weekendu w sierpniu, tak więc szybko dokonaliśmy rezerwacji na ten późniejszy termin, a w Święto Kanady udało się nam ‘zdobyć’ miejsce biwakowe w parku Killarney. Jednakże historia na tym się nie skończyła: ponad miesiąc później, gdy rozmawiałem w biurze z moim klientami, okazało się, że również lubią spędzać weekendy biwakując i też wybierają się na biwak w Święto Kanady.

poniedziałek, 07 lipiec 2014 21:18

Najciemniej pod latarnią - perełki wokół nas

Napisane przez

Długi weekend Canada Day sprzyjał spacerom i wypadom za miasto...
Wielu z nas chodzi jedynie utartymi ścieżkami. Tymczasem tuż pod nosem mamy wiele nieznanych ciekawostek, czasem wręcz prawdziwych klejnotów. W Ontario do takich z pewnością można zaliczyć:

Tunel kolejowy w Brockville. Proszę sobie wyobrazić, że najstarszy tunel kolejowy w Kanadzie znajduje się w samym sercu Brockville w Ontario! Aby umożliwić wywóz drewna z Doliny Ottawskiej do USA, należało położyć tory do nabrzeża Brockville na Rzece Św. Wawrzyńca. W latach 1854–1860 pod miastem wybudowano więc 600-metrowy tunel kolejowy, który istnieje do dzisiaj!
Jak do niego dotrzeć? Kierujemy się do Blackhouse Island w Brockville, tunel jest przy Water Street East zaraz na wschód od Market Street.


•••


Kolejna ciekawostka to Rochelau Court w Kingston. Nazywane często miastem z wapienia, historyczne centrum Kingston datuje się z lat 40. XIX wieku, kiedy to przez krótki czas Kingston było kanadyjską stolicą. Dzisiaj spacer po mieście odsłoni przed nami wiele historycznych budowli, w tym trakt powozów – obecnie chodnik oferujący skrót pomiędzy głównymi ulicami miasta. W pasażu napotkamy nastrojowe restauracje – Chez Piggy czy Toucan.
Jak trafić? Trzeba poszukać wejście do Rochelau Court na Princess Street, niedaleko na północ od King St.


•••


I wreszcie coś na spacer w Toronto – latarnia morska na Gibraltar Point. Niewielu z nas spodziewa się trafić na latarnię morską w centrum Toronto, ale latarnia na Toronto Island to piękny kawałek historii miasta – najstarszy zachowany budynek tego rodzaju w okolicy pochodzi z 1803 roku. Odgrywała kluczową rolę w żegludze, wskazując drogę przez mielizny i płycizny wysp torontońskich. Jak to zwykle w takich przypadkach bywa, wiąże się z nią wiele tajemniczych historii i legend, jak choćby tajemnicza śmierć latarnika w 1815 roku. Ostatnia pani latarnik Mrs. Dodds opuściła stanowisko w 58 roku
Jak tam trafić? Promem na Centre Island, następnie na piechotę do południowego cypla wyspy.

piątek, 04 kwiecień 2014 22:16

Panorama - raj dla narciarzy

Napisane przez

Podróż do Panoramy

Dlaczego Panorama? Początkowo planowałem jechać na narty do Revelstoke, ale miła pani z Merit Travel Vacations, jak tylko dowiedziała się, że jadę razem z żoną, od razu zaczęła proponować ośrodek z łagodniejszymi zjazdami, no i dużo lepszy hotel z w pełni wyposażoną kuchnią.

Po szybkiej lekturze magazynów narciarskich i przewodników (Panorama ma 120 tras zjazdowych, o łącznej powierzchni 2847 akrów, różnica wzniesień 1228 metrów, czyli 4000 stóp – Blue Mountains 720 stóp), znalazłem informację, że w ofercie ośrodka znajduje się także heliskiing. Firma RK Heliskiing ma 120 miejsc do lądowania, 900 tras zjazdowych oraz, co najważniejsze, zlokalizowana jest w sąsiedztwie resortu narciarskiego. Wszyscy narciarze są mile widziani, nawet ci, którzy nigdy wcześniej nie próbowali nart prosto z helikoptera.

Po takiej lekturze szybko zgodziłem się z panią z Merit Travel Vacations, pomimo że warunki śniegowe w Panoramie w porównaniu z innymi ośrodkami w całej Ameryce Północnej tego roku nie były najlepsze.