Goniec

Register Login

Turystyka


Georgian Bay Islands to narodowy park usytuowany na największym na świecie słodkowodnym archipelagu 30.000 granitowych wysp i wysepek, będącym ikoną spektakularnego krajobrazu Tarczy Kanadyjskiej. Teren samego parku obejmuje ponad 60 wysp. Park znajduje się tylko ok. 2 godzin od aglomeracji torontońskiej, warto tu przyjechać na jednodniową kilkugodzinną wycieczkę lub na kilka dni . I mimo że dostępny jest tylko z wody, łatwy do zwiedzania również dla nieposiadających łodzi i żaglówek, o czym dalej. Dzisiaj o jego największej wyspie, 8-kilometrowej Beausoleil Island.

Zacznijmy może od jej historii, a ta jest imponująca, bo materialne ślady człowieka sięgają tu 7000 lat. O tym, że wyspa prawdopodobnie służyła jako letni obóz dla łowców z różnych kultur, świadczą znalezione tu narzędzia, fragmenty broni i naczynia. Pierwszy kontakt Indian Algonquinów z Europejczykami nastąpił 600-400 lat temu. Pierwsza wzmianka o wyspie pochodzi z 1624 r. Kontakty te przyniosły choroby i rozkład tradycyjnego stylu życia Indian, a w efekcie ich migrację. Odżibuejowie przybyli w te rejony w początkach XVIII w. Beausoleil była dla nich miejscem postoju przed ostatecznym przybyciem do Midland w celu handlu futrami. Cywilizacja wydzierała im ich tradycyjne tereny, a w połowie XIX w. utworzono dla nich na wyspie Beausoleil jeden z wielu eksperymentalnych rezerwatów, gdzie pod kierunkiem chrześcijańskiego już wodza Johna Assance mieli się uczyć życia białego farmera. Uboga ziemia nie wyżywiła osiedleńców, głód i choroby ich dziesiątkowały, po 20 latach Indian przeniesiono na inne wyspy, pozostały po nich resztki zabudowań, cmentarz z grobem wodza i zdjęcia obrazujące potworną nędzę. Można je obejrzeć niedaleko głównego kempingu na wyspie, Cedar Spring. Wyspa przechodziła później różne koleje, osadnictwo białych pionierów, obozy YMCA dla młodzieży, a w 1926 roku utworzono tu park narodowy.


Obecnie park oferuje 15 kempingów z prawie 200 miejscami obozowymi. Część z nich nie podlega rezerwacji, obowiązuje tu zasada kto pierwszy, ten lepszy. Można się tu zatrzymać na kempingu w lesie, pójść z plecakiem na kilka dni, zmieniając miejsca postoju, bo kempingi rozłożone są wzdłuż prawie całego wybrzeża wyspy, wybrać kemping na granitowych skałach na brzegu, gdzie zbudowano specjalne drewniane platformy do rozłożenia namiotu. Można tu byczyć się z dziećmi na piaszczystych plażach, można chodzić na wycieczki. Można tu też przyjechać tylko na kilka godzin, zwiedzić wyspę, wykąpać się, zrobić sobie piknik. Do dyspozycji jest 11 tras od 0,3 do 8 km długości, można też zwiedzać wyspę na rowerze. Ja polecam krótki – 2,5 km, ale bardzo piękny szlak z Chimney Bay. Wiedzie przez granitowe skały, lasy z białymi sosnami, mija piękne dwa małe jeziorka, potem granitowymi klifami prowadzi nas na północ wyspy, skąd roztacza się piękny widok na otwartą wodę Georgian Bay i jej tysiące wysp, tu możemy zejść do piaszczystej dzikiej plaży, zwykle jest tu mało ludzi. Schodząc odnogami szlaku, możemy obejrzeć kolejne zatoczki i kolejne niewielkie kempingi. Szlak zaprowadzi nas też do Frying Pan Bay, zatoki, w której Odżibuejowie stacjonowali w drodze na handel futrami do Midland, chroniąc się przed nieprzewidywalnymi wiatrami nad jez. Huron. Teraz, z powodu dużej głębokości niewielkiej zatoki, cumują tu wielkie wielopiętrowe jachty. Szczerze mówiąc, stanowią jakiś dysonans w stosunku do otaczającej je przyrody i małej zatoczki.
Musimy być przygotowani, że na wyspie spotkać możemy niedźwiedzie, grzechotniki East Massasauga – jedyne jadowite węże w Ontario, i poison ivy, piekielnie parzące zielsko.


Beausoleil poznaliśmy dzięki naszemu przesympatycznemu koledze Waldkowi. Zabrał nas tutaj kilka razy swoją żaglówką. Wyciągnął nas z Mississaugi w okresie tak potwornych upałów i czarnych muszek, że o wycieczce do lasu nie było mowy. Na Georgian Bay owiewał nas wiatr, jak było za gorąco, właziliśmy do wody w ubraniu, żeby chłód trzymał dłużej. Dodatkową atrakcją było pływanie między zdradliwymi podwodnymi skałami Georgian Bay według mapy, bo sonar nie działał. Pełni wdzięczności, przeszliśmy z przyjemnością nawet krótki kurs płukania nóg przed włożeniem ich na pokład, bo Waldek ma malutką słabość na punkcie piasku w żaglówce. Dobry dla nas, pechowy dla Waldka los zrządził, że raz z powodu awarii silnika i braku wiatru zatrzymać się musieliśmy na Cedar Spring, co umożliwiło nam penetrację południowej części wyspy, następnym razem dotarliśmy do Chimney Bay. O tej zatoce licznym rodakom żeglarzom wspominać nie trzeba, jacht z polską flagą to bardzo częsty widok, tu się odbywają słynne zakończenia polskiego żeglarskiego sezonu (wszyscy polscy żeglarze o tym wiedzą, dlatego jak tu dopłynąć jachtem, opisywać nie ma sensu). Stąd robiliśmy piękne wycieczki, potem wieczór na kotwicowisku, panowie na noc w kabinie, a ja na pokładzie w śpiworze, z widokiem na rozgwieżdżone niebo i lekkim bujaniem przypominającym babciny hamak na werandzie. Rano tylko straszna rosa na śpiworze.
Cumowanie w zatoce Chimney ma jeszcze jedną poznawczą stronę. Można zobaczyć styl spędzania wolnego czasu sporej grupy Kanadyjczyków. Tych bez cottage'u, za to z wypasionymi, jak to się teraz podobno w Polsce mówi, motorowymi jachtami-domkami, i tych z małymi łódkami, mnóstwo ich cumuje na Chimney (na żaglach odważają się pływać nieliczni, a wielu z nich to Polacy, żagle wymagają umiejętności, a motorowe jachty tylko pieniędzy na benzynę). Jedząc rano jajecznicę na boczku w wykonaniu Waldka, obserwujemy pontony odrywające się od łódek. Właściciele płyną na poranne wyprowadzanie psów na brzeg i na wizytę w sławojce na brzegu. Wprawdzie na jachtach mają z reguły łazienki, ale pompowanie ścieków kosztuje. Cała procesja powtarza się wieczorem.


Na koniec mała dygresja dotycząca pracy naszych urzędników zajmujących się przyrodą. Któryś z nich wpadł na "genialny" pomysł i każdą wyspę ponumerował, obwieszczając to parometrową tablicą wbetonowaną w granit na froncie każdej wyspy. Jak to wygląda na parometrowej wysepce, nie trzeba mówić. Park w założeniu mający chronić krajobraz tego regionu, został kompletnie zeszpecony. Trudno tu zrobić nawet zdjęcie.
A teraz informacja dla tych, którzy łodzi nie mają, jak dotrzeć na Beausoleil. Z Toronto hwy 400 na północ, zjeżdżamy na zachód zjazdem nr 156 w Muskoka Rd. 5, nią do Honey Harbour. Stąd do dwóch punktów na Beausoleil (Chimney Bay i Cedar Spring) kursuje stateczek "Day Tripper". Odjazdy o godz.: 11.00, 12.00, 13.00, powroty o 15.30, 16.30, 17.30. Bilet dla dorosłych 15.70 dol., dzieci 11.70 (w cenę wliczony pobyt w parku). Czas dojazdu do wyspy 15 min. Polecana rezerwacja pod nr 705-526-8907. Pod tym numerem można także umówić się na przewiezienie na kemping rzeczy. Można też skorzystać w przystani z licznych water taxi.


Ceny kempingów:
Cedar Spring – 25.50 dol. (tu znajdują się łazienki z ciepłą wodą i parkowe biuro);
Inne "prymitywne" kempingi – 15.70. Rezerwacja 9.80 dol.
Można wynająć też nowo zbudowane duże kabiny z pełnym wyposażeniem kuchni, cena w zależności od liczby pokoi 160 i 140 dol. za noc.
Do przewiezienia rzeczy możemy użyć wygodnych wózków, które znajdują się przy przystani w Cedar Spring.
Rezerwacja i informacje pod nr 1877-737-3783 lub w głównym biurze w Midland.
I jeszcze jedna możliwość zobaczenia Georgian Islands. Można się wybrać statkiem na wycieczkę. Jeden płynie z portu w Midland, trasa prowadzi obok Beausoleil, między wyspami. Atrakcją są objaśnienia kapitana, która wyspa należy do którego znanego milionera. Drugi statek płynie z portu w Penetanguishene, wypływa bardziej w zatokę. Na obu statkach można zjeść obiad.

Joanna Wasilewska

Zdjęcia:
Joanna Wasilewska/Andrzej Jasiński

piątek, 27 lipiec 2012 15:42

Szlakami bobra: Canoe po Big East River

Napisane przez

Nasz cel to Big East River – rzeka wypływająca z Algonquin Park, łącząca go z parkiem Arrowhead. Jej zlewisko to ponad 64 tys. hektarów. Całkiem niedawno, bo w 2000 r., utworzono wzdłuż jej brzegów park prowincyjny o tej samej nazwie o powierzchni 1050 hektarów, stykający się północnym brzegiem z parkiem Arrowhead. Wielka Wschodnia Rzeka to idealny cel wycieczek canoe dla wszystkich z okolic Huntsville, a i z Toronto przyjechać tu można na jeden dzień.

Nasza grupa liczy osiem osób plus dwa koty. Koty to starzy traperzy, ale ponieważ płyniemy tylko na jeden dzień, tym razem zostają w namiocie na kempingu w Parku Prowincyjnym Mikisew, mniej więcej 50 km na północ od Huntsville. Dlaczego właśnie tam, skoro tydzień temu pisałam, że dobrym miejscem do penetracji Big East River jest park Arrowhead? Ano, jednak w tym tygodniu nie udało się tam zabukować miejsca.
Canoe wypożyczamy po drodze w Kearney, w wypożyczalni nieopodal biura Algonquin Park. Do Kearney mam sentyment. Tam wypożyczałam pierwszy raz w życiu canoe, a wstyd się przyznać, było to 20 lat temu. Z łezką w oku wspominam czasy, kiedy nie było żadnych rezerwacji, gdy chciało się jechać do Algonquin, po prostu zgłaszało się planowaną trasę rangerowi siedzącemu w budce w lesie, a wypożyczalnia w Kearney była jedyną oprócz Canoe Lake w Algonquin w całej okolicy, nikt w niej nie sprawdzał liczby kapoków i wioseł po powrocie, canoe można było po prostu zostawić pod drzwiami w środku nocy. Teraz miasteczko się rozrosło, wypożyczalnia ma od roku nowy, olbrzymi budynek, niedaleko powstało eleganckie parkowe biuro. Dostajemy normalne canoe, na spływ rzeką nie chcą dawać canoe ultra light, co właściwie nie ma dla nas znaczenia, nie planujemy żadnych przenosek. Sprawdzamy je od spodu, w jednym jest świeżo zalepiona dziura, plaster jeszcze miękki, na pewno by się oderwał na kamieniach. Musimy je wymienić, to znowu zabiera czas, bo trzeba zmienić numer na rachunku. Wraz z rozwojem dotarła tu biurokracja. Montujemy łodzie na dachach i w drogę...


Z hwy 11 skręcamy na drogę do parku Arrowhead, stamtąd drogą do punktu startu przy moście. Tu zrzucamy canoe, i jedziemy jedno auto odstawić do końcowego miejsca nad jeziorem Vernon. Cała wyprawa ma trwać kilka godzin, to tylko 25 kilometrów. Wprawdzie przewodniki radzą spływać Big East River tylko wiosną i jesienią z powodu niskiego stanu wody w lecie, ale jesteśmy dobrej myśli.
Schodzę ścieżką zobaczyć rzekę. Ciekawie się zapowiada. Do brzegu dobija para kajakarzy. Profesjonalne kajaki, profesjonalne ubrania, a nie dali rady przepłynąć. Susza wyssała wodę. Rezygnują. My jednak spróbujemy. Ja też mam profesjonalne ubranie. Stare ukochane adidasy z dziurami na podeszwach. Świetnie chronią palce przed kamieniami, a dziurami pięknie wylewa się woda.


Spuszczamy canoe na wodę. I ten cudowny moment cichego plusku od pierwszego zanurzenia wiosła. Bruuum... Nie ma cichego plusku. Wiosło zanurza się do połowy i zatrzymuje na kamieniach. Od pierwszego metra z wioślarzy przemieniamy się we flisaków. Odpychamy się, wysiadamy, przeciągamy, przepływamy kilkanaście metrów, znowu wysiadamy, przeciągamy, odpychamy. Ta zabawa trwa przez kilka pierwszych kilometrów. Ale woda ciepła, temperatura powietrza 30 stopni, moczenie się jest nawet przyjemne.
Stopniowo rzeka zmienia charakter, coraz mniej kamieni, coraz więcej piasku. Coraz łatwiej płynąć, coraz lepiej rozpoznajemy jej nurt, sprytnie szukamy trochę głębszych fragmentów.


Lubię płynąć rzekami, za każdym zakrętem czeka niespodzianka, każdy zakręt może czymś zaskoczyć. Wielka Wschodnia Rzeka też zaskakuje. Jest inna niż wszystkie rzeki w pobliskim Algonquin. Nagle otwiera się przed nami niepowtarzalny widok. Wpływamy w piaskowy kanion. Wiatr uformował jego zbocza w harmonijkę. Nie wiem, dlaczego mam skojarzenia kulinarne, przychodzi mi na myśl porównanie do fałdek powstających przy ubijaniu śmietany albo piany. Wiatr porywa drobiny piasku, tworząc z nich niewielkie wiry. Za kolejnym zakrętem następne piaskowe klify. Rzeka meandruje, tworząc piaszczyste łachy. Gdzieniegdzie ślady, że gdzieś tam są cottage'e. Nie widać ich, świadczy o tym tylko pozostawiony na brzegu materac albo krzesełko. Rzeka kapryśnie traktuje mieszkańców jej brzegów. Zmienia bieg, jednym dodaje ziemi, obdarzając dodatkowymi metrami plaży, innym wydziera. Próbują z nią walczyć, umacniają brzegi, nanoszą kamienie, wbijają pale, ale walka to nadaremna. Przegrywa z nią także las. Zwalone drzewa czubkami leżą w wodzie, powolnie umierając. Nie wiem, czemu nazwaną ją bezbarwnie Wielką Wschodnią Rzeką, powinna nazywać się Wielką Rzeką Piaskową albo jakoś podobnie.


Wysiadamy na piaszczystej łasze na odpoczynek. Na piasku świeże ślady niedźwiedzia, a z brzegu do wody zbiega w panice żółw wielkości miednicy. Nogi ma jak moje ramię. Tak, zbiega. Z całą pewnością powiedzenie rusza się jak żółw nie jest w pełni prawdziwe. I jeszcze los obdarza nas widokiem orła. Siedzi na pniaku. Żal mi, że nie mogę mu zrobić zdjęcia, zasłaniają go krzaki.
Przepływamy pod szosą nr 11. Tu już widać cottage'e i cywilizację. I zmienia się powoli rzeka. Przezroczysta woda staje się coraz ciemniejsza i mniej przejrzysta, Big East River rozszerza się, potężnieje. W miejsce liściasto-świerkowego lasu pojawiają się potężne białe sosny. Na pewno mają minimum 150 lat. Mijamy przyczółki cywilizacji, osiedla trailerów. Ściśnięte jeden koło drugiego, jakby szukające bliskości w obawie przed dziką przyrodą. Z brzegu machają do nas ludzie. Każdy się tu pozdrawia. To miłe. Powoli brzegi opadają, koryto prostuje się, nurt jakby zanikał, woda staje się zupełnie czarna i głęboka. Widać, że zbliżamy się do jeziora. Tu już pełna cywilizacja. Łodzie, cottage'e. Ludzie tu jakby się ścigali, kto ma większą łódź i mniejszy domek. Czasami nie wiem, czy to jeszcze tzw. kabina, czy już sławojka. Wiele domków w budowie, wyglądających na porzucone wiele lat temu, jakby ich właściciele przegrali z rzeką.


Dopływamy do ujścia do jeziora. Jeszcze 400 metrów i będziemy na parkingu. Czekamy na kolegów, którzy pojechali na start po samochody. Robi się zimno, mam mokre buty. Wchodzę do jeziora ogrzać nogi. Woda cieplejsza niż powietrze, jak w wannie.
Przepłynięcie tego krótkiego kawałka zajęło nam prawie siedem godzin, więcej niż myśleliśmy. Można stąd płynąć jeszcze dwie godziny do samego Huntsville, ale my wracamy. Koty czekają. Aha, zapomniałam, bobra oczywiście też spotkaliśmy.
Joanna Wasilewska
Zdjęcia: Joanna Wasilewska/Andrzej Jasiński


Dojazd (konieczne dwa samochody): Z hwy 11 (jadąc na północ) za Huntsville skręcamy za znakami na Arrowhead Provincial Park, potem w prawo w Muskoka Rd., dojeżdżamy do Williamsport Rd., skręcamy w nią w lewo i jedziemy aż do mostu. Tu jest punkt startu. Punkt docelowy: wracamy tą samą drogą do hwy 11, jedziemy w stronę Huntsville, mijamy zjazd na drogę nr 60 do Algonquin, potem skręcamy w prawo w Ravenscliffe Rd., z niej skręcamy w Hutcheson Beach Rd., a nią do plaży komunalnej z darmowym parkingiem nad Lake Vernon. Oba punkty dzieli 16 km.

piątek, 20 lipiec 2012 20:44

Szlakami bobra: Arrowhead

Napisane przez

Gdy najdzie nas nagle ochota na weekendowy kemping w pięknym pejzażu Algonquin Park w Ontario, a tam nie będzie już miejsc (w Algonquin trudno zrobić rezerwację z niewielkim wyprzedzeniem czasowym, z powodu jego sławy i łatwości dojazdu zjeżdżają tu ludzie i z aglomeracji torontońskiej, i z całego świata, widok wielu autobusów z gośćmi z Azji nie jest rzadkością), możemy spróbować znaleźć miejsce w okolicznych parkach prowincyjnych. Jednym z nich jest Arrowhead Provincial Park położony ok. siedmiu kilometrów na północ od Huntsville.

Arrowhead otwarto w 1966 r. Mimo że usadowiony blisko autostrady, okoliczne wzgórza zapewniają w nim absolutny spokoj. Przepięknie położony na 1237 hektarach, na jego terenie znajdują się dwa jeziora, Arrowhead i Mayflower. Południową granicą styka się z północnym brzegiem kolejnego parku wartego odwiedzenia, Big East River Provincial Park.


I choć każdego roku odwiedza go ponad 100 tys. gości latem i 25 tys. zimą, łatwiej w nim o miejsce niż w Algonquin. Co zwabia turystów do tego miejsca? I charakterystyczne uformowanie terenu w postaci łagodnych wzgórz porośniętych liściastym i sosnowym lasem, i bogactwo flory i fauny, a także możliwość spędzenia wolnego czasu w ulubiony przez siebie sposób. Nad Arrowhead Lake znajdują się trzy piaszczyste plaże płytko wchodzące w wodę, idealne dla małych dzieci, woda w jeziorze jest wyjątkowo czysta, można tu wypożyczyć canoe, kajak, popływać po jeziorze lub do wyboru po Little East River albo Big East River, wypożyczyć rower i pojeździć po licznych parkowych ścieżkach. Wydzielono też plażę dla psiarzy, czworonogi szaleją tu bez smyczy.


Park oferuje trzy kempingi z 378 miejscami, 185 z nich jest zelektryfikowanych. Polecam kempingi Roe lub East River, tutaj miejsca kempingowe położone w gęstym lesie, zapewniają o wiele więcej prywatności niż na którymkolwiek kempingu w Algonquin, choć z obozowiska East River dalej jest do plaż.


Gdy znudzi się nam pływanie w jeziorze i plażowanie, możemy wybrać się na którąś z pięciu tras wycieczkowych na terenie parku. 4-kilometrową trasą Beaver Meadow obejdziemy całe Arrowhead Lake, podpatrując przy okazji bobry na bobrowym stawku. Na trasie nie powinny nas dziwić udomowione rośliny, jak bez, pozostałość po osiedlach pierwszych osadników. Natomiast króciutka trasa Big Bend Lokaut zawiedzie nas na punkt widokowy na piaszczysty klifowy brzeg Big East River, którą w parkowej ulotce romantycznie opisano jako satynową wstążeczkę wijącą się wśród zielonych plam lasu.


Polecam też 2-kilometrową trasę Stubb's Falls, do niewielkiego wodospadu. Jeśli trafimy tam w czasie ładnej pogody w środku dnia, nie liczmy na chwile zadumy w samotności. Raczej weźmy ręczniki i kostiumy. W spienionej wodzie jak w jacuzzi pławią się nieustannie i starsi, i młodsi. A gdy zatęsknimy za cywilizacją, na lody lub obiad do Huntsville tylko parę kilometrów.
Opłaty za miejsce kempingowe: normalne 37,25 dol. na dzień, zelektryfikowane 42,75 dol., dodatkowy samochód 12,15 dol. Na miejscu kempingowym mogą być trzy namioty.


Rezerwacja przez telefon za dodatkową opłatą 11,25 dol. (nierefundowaną) pod 1-888-668-7275 i na miejscu lub 9,75 dol. przez Internet na stronie OntarioParks.com.
15 proc. miejsc jest nierezerwowalnych, ich lista wisi przy wejściu do biura parku, jeśli zameldujemy się tam o 10 rano, mamy duże szanse na wolne miejsce.
Wypożyczalnia kajaków i canoe: 2 godz. 15 dol., 4 godz. 21 dol., cały dzień 33 dol., a 24 godziny 42 dol. (także można je zarezerwować).
Dojazd z aglomeracji torontońskiej: autostradą 400 ok. 2,5 godz. w stronę Huntsville, mijamy je, i jeszcze ok. 7 km od ostatniego zjazdu do miasta, dalej drogę z autostrady do Arrowhead wskażą tablice informacyjne.
A o tym, jak się pływa canoe po Big East River, niebawem.


Joanna Wasilewska
Mississauga


Fot. Andrzej Jasiński

piątek, 13 lipiec 2012 23:00

Pow wow - zobaczyć prawdziwych Indian

Napisane przez

algonquin46
Czasami mieszkamy wiele lat w Kanadzie, mamy cottage na północ od wielkich aglomeracji,
i choć wiemy, że są wśród nas, mimo że mijamy tablice z napisem teren rezerwatu, na co dzień pierwsi mieszkańcy tych ziem nie są widoczni, ubrani tak jak my, żyjący tak jak my, rozpływają się w wielokulturowym tłumie. Czasami przyjeżdża do nas rodzina lub znajomi z Polski, i pierwsze pytanie to: gdzie mogę zobaczyć prawdziwych Indian?
 Tłumaczymy, że prawdziwi Indianie mieszkają w izolowanych rezerwatach na dalekiej północy, które w "Gońcu" opisuje pan Aleksander Borucki. Ale to niecała prawda. Nie ma lepszej okazji do zobaczenia indiańskiej kultury niedaleko od domu niż pow wow. Zakazane do połowy XX wieku, dzisiaj rozkwita, choć może w nieco innej formie niż przed setkami lat. Pow wow to po prostu spotkanie Indian, czasami gromadzące uczestników z całej Ameryki Północnej, zawodowych tancerzy, czasami tylko lokalnych mieszkańców danego rezerwatu. Ma formę głównie konkursów tańca (z nagrodami finansowymi) w różnych kategoriach, mężczyzn, kobiet i dzieci, w regionalnych strojach (podobno nie powinno się nigdy używać słowa kostium), przeplatanych uroczystymi obrzędami, a w głębszej warstwie ma na celu pielęgnowanie kultury indiańskiej i tradycji. Tańce i obrzędy prowadzone są w kręgu, którego centrum zajmują grający na bębnach i pieśniarze. Poza kręgiem kwitnie życie towarzyskie, spotkania z dawno niewidzianymi znajomymi.


    Z reguły na pow wow mile widziany jest każdy gość. Tylko raz, kilkanaście lat temu, na Manitoulin Island, spotkałam się ze zrywaniem przez Indian obwieszczeń o pow wow. Byliśmy tam wtedy ze znajomym jedynymi białymi ludźmi i czuliśmy się trochę nieswojo. Na większości pow wow wszyscy goście zapraszani są do niektórych wspólnych tańców. Gdy usłyszymy takie zaproszenie od mistrza ceremonii, nie wstydźmy się i nie przegapmy okazji do zatańczenia z prawdziwymi Indianami.


    Na pow wow obowiązuje swoista etykieta, której przez grzeczność powinniśmy przestrzegać. Z reguły podczas Grand Entry, czyli rozpoczęcia ceremonii wkroczeniem pocztów sztandarowych, indiańskich weteranów wojen, dyrektora areny i głównych tancerzy, nie wolno filmować i robić zdjęć. Także nie wolno uwieczniać świętych ceremonii. Nie powinniśmy mieć kłopotu ze zorientowaniem się, kiedy filmowanie jest zakazane, informuje o tym za każdym razem mistrz ceremonii, wyjaśniając także, na czym polegają wszystkie obrzędy i konkursy. Natomiast możemy poprosić poza kręgiem o wspólne zdjęcie. Większość tancerzy chętnie pozuje do fotografii z gośćmi. Na teren pow wow nie wolno wprowadzać zwierząt. Nie wolno także przechodzić przez krąg świętego ognia, który jest wyraźnie zaznaczony. Zdarza się, że na niektórych pow wow kobietom wręczane są ulotki z prośbą, by gdy są w czasie menstruacji, nie zbliżały się do świętego ognia.
    Goście na pow wow są mile widziani także z innego powodu. To okazja dla indiańskich biznesów do zarobku. Można tu zjeść stek z bizona lub kukurydziane placki wypiekane na miejscu, nadziewane fasolą i czymś mi nieznanym, lub po prostu hamburgera z frytkami. Można także zaopatrzyć się w oryginalne prezenty dla rodziny na licznych straganach oferujących wyroby miejscowego rzemiosła. Część z nich to straszny kicz, ale można czasami znaleźć interesujące rzeczy.


    I uwaga, nie zapomnijmy zabrać składanego krzesełka lub choćby koca. Na arenie jest zwykle niewiele miejsc siedzących.
    I na koniec ciekawostka. Gdyby nasi goście nie zdążyli obejrzeć pow wow w Kanadzie, mają do tego okazję po powrocie do Polski. W kraju działa Polski Ruch Przyjaciół Indian, który organizuje w kraju własne pow wow. 



    Kilka z najbliższych pow wow w południowym Ontario:
• 28-29 lipca – Grand River Pow Wow, Chiefswood Tent and Trailer Park, Six Nation of the Grand River (13 km na wschód od Brantford), Brant County Rd. 54, Ohsweken. www.grpowow.com. Brama otwarta o godz. 10.00. Opłata: 10 dol. dorośli, 2 dol. dzieci w wieku 6-12 lat. Dwudniowy bilet 15 dol. Jedno z największych pow wow w Ameryce Płn., spodziewanych jest 400 tancerzy i ok. 15 tys. widzów. W tym rezerwacie urodził się słynny aktor indiański Graham Greeene.
• 18-19 sierpnia, Shawanaga First Nation Pow Wow, 20 mil na północ za Parry Sound, Shawanaga First Nation, Ontario P0G 1G0, Pow Wow Grounds. Informacja o dojeździe w Shawanaga Gas and Variety Store przy Hwy 69 lub kontakt: Tami Sweezy, Ten adres pocztowy jest chroniony przed spamowaniem. Aby go zobaczyć, konieczne jest włączenie w przeglądarce obsługi JavaScript..
• 17-19 sierpnia, 29. Pow Wow, Cape Croker Indian Park, 112 Park Rd. ON NoH 2T0 (pół godziny jazdy na płn. od Wiarton). Chippewas of Nawash First Nation. Wejście: 5 dol., pow. 65 lat i poniżej 6 za darmo. Na terenie rezerwatu znajduje się indiański kemping z przepięknym widokiem na klify, można się tu zatrzymać na noc z namiotem. www.nawash.ca.
• 24-26 sierpnia, 2nd Annual Mattagami First Nation Traditional Pow Wow, Mattagami First Nation, Gogama ON P0M 1W0.
• 25-26 sierpnia, Three Fires Homecoming Pow Wow and Traditional Gathering, 2789 Mississauga Rd. (dawna 1. Linia) #6, Hagersville, ON N0A 1H0. Opłata: dorośli 5 dol., dzieci poniżej 6 lat za darmo, również darmowy parking. 25.08. Grand Entry o godz. 13.00 i 19.00, 26.08. Grand Entry o 13.00, zamknięcie o 16.00. www.newcreditpowwow.com.
• 8-9 września, Georgian Bay Native Friendship Centre 11th Annual Pow Wow, Midland, Sainte-Marie Park, po przeciwległej stronie muzeum Saint-Marie among the Hurons.


    Więcej informacji o datach: www.ahki.ca
Joanna Wasilewska
Mississauga
Fot. Kuba Sołtysiński

czwartek, 05 lipiec 2012 21:25

Sposób na weekend: Bon Echo

Napisał

Park nad jeziorem Mazinaw, który nazwano Bon Echo, jest moim zdaniem najpiękniejszym miejscem w południowym Ontario. Staram się być tam choć raz w roku i niedługo w nim zagoszczę, by nasycić się wspaniałym widokiem groźnej 100-metrowej skały pionowo wychodzącej z równie 100-metrowej wodnej przepaści. Miejsce ma też swoje tajemnice – na skalnych ścianach widnieją kilkusetletnie indiańskie piktogramy, których większość do dzisiaj nie została rozszyfrowana...

     

Niezwykły urok krajobrazu Canadian Shield spowodował, że większość najpiękniejszych parków w południowym Ontario ulokowana jest właśnie na tej skalnej opoce – jednej z najstarszych struktur geologicznych na świecie. Prowincyjny Park Bon Echo stanowi południową krawędź Tarczy Kanadyjskiej. Wizytówką tego parku jest majestatycznie wypiętrzona, o nieregularnym, poszarpanym kształcie, 1,5-kilometrowej długości skała zwana Mazinaw Rock, która wystaje z głębin jeziora na wysokość 100 metrów.

      Odżibuejowie – indiańskie plemię zamieszkujące te tereny – uważali to miejsce za święte. Na swych canoe z brzozowej kory docierali do podnóża skały, malując na niej 260 prymitywnych piktogramów.

      Tajemnicze znaki na skałach w parku Bon Echo pozostają w większości nierozszyfrowane. Prawdopodobnie pierwsze powstały w XVI wieku, jednak ostatnie mogły być wykonane pięćset lat później, czyli w drugiej połowie XIX wieku. Ich dokładna symbolika jest dzisiaj trudna do zinterpretowania, można jednak przypuszczać, że niesamowitość przyrodnicza wpływała na mistyczne postrzeganie tego miejsca. Indianie sądzili, że sprzyjało ono obecności Wielkiego Ducha, Manitu, który objawiał się w czterech postaciach: jako uosobienie dobra w skałach i ziemi oraz jako personifikacja zła w nawodnym i podwodnym świecie.

      Ontaryjczycy, a szczególnie mieszkańcy oddalonego nieco ponad 300 kilometrów Toronto, zawsze lubili spędzać tutaj okres wakacji. Od początku XX wieku przybywali w te strony szczególnie pisarze i malarze zafascynowani pięknem otoczenia. Tworzyli tu członkowie "Grupy Siedmiu" – słynnej na cały świat kanadyjskiej grupy pejzażystów.

      Po raz pierwszy nazwa Bon Echo (po francusku: piękne echo) pojawiła się na mapie w 1900 roku, kiedy to amerykański dentysta Webster Price nabył wokół jeziora Mazinaw olbrzymi kawał ziemi i zbudował zajazd Bon Echo Inn.

      Po dziesięciu latach Price sprzedał hotel Florze MacDonald, która przekazała go w spadku swemu synowi – Merrilowi Denisonowi. Denison był szeroko znanym w tamtych latach architektem i historykiem – parał się również pisarstwem. Aż do roku 1936, kiedy budynek spłonął, Bon Echo Inn było miejscem spotkań amerykańsko-kanadyjskiej śmietanki intelektualnej. Zajazdu po pożarze nigdy nie odbudowano, a właściciel ziemi wokół Mazinaw Lake w 1959 roku podarował ją prowincji. Jako park prowincyjny Bon Echo zaistniało w 1965 roku.

      Mazinaw Rock i piktogramy to dwie główne atrakcje w Bon Echo, jednym z największych parków prowincyjnych w południowym Ontario. Na 6643 hektarach znajdują się tu 532 miejsca pod namiot lub przyczepę kempingową. Dla miłośników samotności 30 campsites ulokowanych jest w odludnych miejscach – część na wyspie – bez canoe lub kajaka nie sposób tam dotrzeć. Parę stanowisk usytuowano nad samym brzegiem Mazinaw Lake, skąd roztacza się z nich widok na majestatyczną Mazinaw Rock.

      Pierwszymi białymi ludźmi, którzy zobaczyli piktogramy na Mazinaw Rock, byli angielscy inżynierowie na początku XIX wieku, jednak dokładnego opisu tego miejsca dokonał J.B. Halfpenny w 1878 roku. Kilkanaście lat później, w 1896 r., David Boyle sklasyfikował rysunki, wykonując ich szkice i pomiary.

      Już wtedy zwrócono uwagę na fakt, że pomimo kontaktu z wodą, piktogramy wykazały wyjątkową odpornością na zniszczenie – musiały być zatem wykonane bardzo trwałym rodzajem farby. Późniejsze badania dowiodły, że Indianie używali mieszaniny hematytu i tłuszczu zwierzęcego – mikstura ta reaguje ze skałą, wgryzając się w jej strukturę.

      Do przyjrzenia się z bliska indiańskim malunkom na skale i ogarnięcia ogromu Mazinaw Rock potrzebne jest canoe. Niekoniecznie swoje – na miejscu istnieje wypożyczalnia sprzętu pływającego (canoe, łodzie wiosłowe, rowery wodne). Jeśli nie jesteśmy zwolennikami wiosłowania, możemy skorzystać z wycieczki po jeziorze małym stateczkiem organizowanej przez Friends of Bon Echo.

      Z setek przetrwałych fragmentów i całych rysunków jedynie dziesięć najlepiej zachowanych pozwala na jednoznaczną interpretację. Najbardziej charakterystyczny wydaje się być wizerunek Nanabusza, półbożka uznawanego przez plemię Odżibuejów za przewodnika po stworzonym przez Wielkiego Ducha świecie. Według ich wierzeń, miał on za zadanie nauczać, nierzadko za pomocą różnych podstępów i sztuczek, jak korzystać z dóbr świata. Nanabusz zwany był także Człowiekiem-Królikiem z powodu charakterystycznych długich uszu.

      W wielu miejscach wokół układów grafik, takich jak sylwetki zwierząt czy postaci ludzkie, rozmieszczone są prymitywne znaki, kreski, krótkie łamane linie. Przypuszcza się, że służyły one do podstawowej arytmetyki, nie można jednak wywnioskować z tych szczegółów ani nawet z całych kompozycji, co liczono za ich pomocą. Prawdopodobnie, ze względu na sakralne znaczenie skały Mazinaw, ich całkowita interpretacja była dostępna jedynie szamanom i wodzom plemienia.

      Płynąc canoe wzdłuż Mazinaw Rock, nie przegapmy wyrytego w skale przez rodzinę Denisonów wiersza amerykańskiego poety Walta Whitmana. Chwila refleksji po jego przeczytaniu będzie doskonałym wprowadzeniem do dalszego ciągu wycieczki, której ukoronowaniem powinno być przejście po grzbiecie Mazinaw Rock. Widok stamtąd zapiera dech; trzy tarasy widokowe pozwalają na chwilę odpoczynku i zrobienie pamiątkowych zdjęć.

      Cliff Top Trail to nie jedyna wędrowna trasa, którą polecam w Bon Echo. Jeśli wypożyczymy canoe – wybierzmy się na wspaniałą wyprawę Kishkebus Canoe Trail. 2-kilometrowa trasa posiadająca cztery "przenioski" zajmie nam 5 godzin, ale na pewno nikt nie będzie żałował tego czasu.

      W Bon Echo można łowić ryby. Na przesmyku przy samej skale Mazinaw Rock zawsze można spotkać paru wędkarzy – bardziej pewnym miejscem jest jednak Bon Echo Creek, gdzie ryb jest zatrzęsienie – ale nie ma co tu liczyć na jakieś rekordowe okazy. Rzeczka stanowi granicę między polami namiotowymi a publiczną plażą. W jej pobliżu znajduje się laguna z przystanią wodną i małymi promami, które pozwalają dotrzeć do wspomnianej już górskiej trasy znajdującej się po drugiej stronie jeziora. Plaże są dwie – na terenie parku mała ze stromo opadającym w głębinę dnem oraz publiczna – wspaniała, płytka i piaszczysta.  

      Dojazd do Bon Echo – autostradą 401 na wschód do zjazdu 579, dalej na północ drogą 41.

Jerzy Rosa - Mississauga

piątek, 29 czerwiec 2012 17:48

Sposób na weekend: Sandbanks Provincial Park

Napisał

 Zaczęły się wakacje. Warto w ich pierwszy weekend odwiedzić najsławniejsza plażę nie tylko w Ontario, ale i w całej Kanadzie - Sandbanks. Wspaniałe plaże oraz ruchome wydmy przyciągają w letnim sezonie do tego prowincyjnego parku tysiące gości. Zarezerwowanie miejsca pod namiot graniczy tu z cudem, ale bez problemów można zorganizować piknik i poznać bliżej atrakcje, jakie oferuje ta niezwykła przyrodnicza oaza.

Ostatnia fala rekordowych upałów powoduje, że Sandbanks jest jeszcze bardziej atrakcyjne niż zazwyczaj. Woda w jeziorze Ontario nabrała w tym roku dużo wcześniej odpowiedniej temperatury, więc do parku suną rzesze plażowiczów – bo właśnie plaże i piasek stanowią jego główną atrakcję. Miejsce jest jednak banalną piaskownicą z basenem kąpielowym i gdy znudzi się nam leżenie na piasku i taplanie w wodzie – zacznijmy zwiedzać Sandbanks.

      Krajobraz tej tylko piaszczystej z pozoru mierzei składa się bowiem także ze skalistych klifów, tworzących płytkie na stopę obszary, które stanowią doskonałe miejsce dla wodnej fauny – pełno więc tu polujących na małe rybki i skorupiaki wiecznie głodnych mew. Po obu stronach tego skalistego przyczółka znajdują się najszersze na świecie słodkowodne plaże, a parę kilometrów na prawo wiatr nawiał góry piasku i uczynił z nich ruchome wydmy sięgające 25 metrów. Wiatr jest bowiem głównym sprawcą powstania Sandbanks.

      Kiedy ostatni lodowiec 13 tysięcy lat temu odsłonił południowe Ontario, na wyspie Prince Edward County zaistniały idealne warunki, aby powstał Sandbanks, jaki dziś znamy. Wysokie brzegi jeziora zaczęły być rozmywane przez fale, a wiatr porywał i rozwiewał piach. A ponieważ róża wiatrów jest tu stała – z jednego, południowo-zachodniego kierunku, wędrujące masy piasku utworzyły w końcu mierzeje i wydmy – największe piaszczyste słodkowodne formacje na świecie.

      W Sandbanks, do którego należy 1509 hektarów nabrzeżnego terenu, są cztery biwakowiska: Outlet River, Cedars, Richardson's i Woodlands Campgrounds. Najładniej położone są pierwsze dwa; Outlet River Campground jednym swym skrajem dotyka plaży nad jeziorem Ontario, pozostała część rozłożona jest wzdłuż malowniczego wodnego przesmyku łączącego jezioro Ontario i East Lake. Pole namiotowe Cedars, znajdujące się na półwyspie, od plaż dzielą tylko wydmy. Trzeci obóz, Richardson's Campground, mimo że oddalony od brzegów jeziora, rekompensuje to nieco większymi campsites, a kilka ścieżek skraca drogę do plaży o połowę. Woodland Campground ulokowany jest najmniej korzystnie – w podmokłym liściastym lesie i częściowo na łąkach – jest oddalony od plaż o 5 kilometrów.

      Plaże są trzy: Outlet, Sandbanks i Dunes. Wszystkie piękne, ze złocistym piaskiem i wodą zwykle tutaj cieplejszą niż w innych regionach południowego Ontario – ale szczególną atrakcją parku jest Dunes Beach. Jak sama nazwa wskazuje, plaża znajduje się na wydmach, które swymi stromiznami wchodzą w wody jeziora West. Była to niegdyś duża zatoka, ale nieustannie nanoszony przez fale i wiatr piasek oddzielił ją mierzeją od Ontario. Wieje tu zawsze silny wiatr, więc plaża na wydmach stanowi ulubione miejsce dla amatorów puszczania latawców – również lotniarze stawiają tu swoje pierwsze kroki albo może dokładniej – wykonują swe pierwsze loty, co często kończy się małymi lotniczymi katastrofami (na szczęście niezbyt groźnymi).

      Po wydmach można chodzić, uważać tylko trzeba, aby nie niszczyć roślinności, która trochę je stabilizuje. Odradzam wyprawę boso, bowiem piasek na południowych zboczach nagrzewa się do tak wysokiej temperatury, że parzy gołe stopy. W przeszłości zarząd parku utworzył w tym miejscu jedyną wędrowną trasę w Sandbanks: Cedar Sands Trail. 2-kilometrowa ścieżka tworzy pętlę, na której pokonanie wystarczy nam jedna godzina. Na trasie ulokowano 12 przystanków z informacjami o parku i jego geologiczno-przyrodniczych atrakcjach.

      Oczywiście najważniejsze to piasek i czysta, ciepła woda na plażach, ale są też i inne atrakcje. W pobliżu obozowiska Richardson, wśród wymywanych przez fale kamyków możemy znaleźć prehistoryczne skamieliny drobnych żyjątek morskich sprzed 450 milionów lat, a kierując się na wschód od plaży, znajdziemy się w pejzażu, gdzie na płaskim skalistym brzegu narzucone są przez lodowiec olbrzymie popękane głazy.

      W parku jest też rzeka, która walczy z zasypującym jej ujście piaskiem, a że czyni to nieudolnie, to rozlewa się szeroko, a miejsce to jest jednym z najlepszych do brodzenia dla małych dzieci. Rzeka jest pełna ryb i bez trudu można nałowić w niej sunfishów – bardziej ambitnych i złaknionych większych sztuk przestrzegam, że panuje tu duży ruch, który nie sprzyja rekordowym połowom.

      Do Sandbanks można przyjechać z psem, ponieważ znajdują się tu dwie specjalnie dla nich wyznaczone plaże: jedna u ujścia rzeki z East Lake, druga po lewej stronie plaży Richardson w pobliżu klifowego wybrzeża. Tak nawiasem, to jedno z najładniejszych miejsc w Sandbanks.

      Dojazd do Sandbanks z Toronto zajmuje 2,5 godziny; do Belleville autostradą 401, później na południe drogą nr 62 do County Road 12.

Jerzy Rosa

Mississauga

piątek, 22 czerwiec 2012 10:20

Sposób na weekend: Belwood Lake

Napisał

 W pierwszy letni weekend tego roku zapraszam nad jezioro Belwood. Upalna pogoda, jaką zapowiadają synoptycy, będzie łatwiejsza do zniesienia właśnie nad wodą. W parku tym wypoczywamy aktywnie - jest tam plaża, wypożyczalnia kajaków, a w samym jeziorze roi się od ryb - szlachetnych szczupaków, pstrągów i mniej szlachetnych, ale równie smacznych - okoni.

      Jezioro Belwood swe istnienie zawdzięcza największej rzece południowego Ontario – Grand River. Ma ona długość 280 km i choć to zaledwie nieco więcej niż jedna czwarta długości Wisły, to ta piękna i dzika niegdyś rzeka pełni nadal ważną rolę w naszym regionie. Wzdłuż jej biegu powstało wiele młynów, tartaków, tłoczarni soku jabłkowego, mostów. W pionierskich czasach była jedynym szlakiem, którym docierano do miejsc osiedlenia. Od swych źródeł w pobliżu Grand Valley, rzeka płynie przez Fergus, Elorę, Kitchener, Cambridge czy Brantford aż do ujścia do jeziora Erie w okolicy Port Maitland. Te miasta nie powstałyby, gdyby nie Grand River.

      Rzeka była pożyteczna i pomagała ludziom, ale na wiosnę stawała się groźna i szalona – zalewała ogromne połacie uprawnej ziemi, niszczyła sady, zrywała mosty. Postanowiono uregulować jej bieg, ale kompleksowo zabrano się za to dopiero w latach 30. ubiegłego wieku. W 1932 roku powstało Grand River Conservation Authority, jedna z najstarszych w Kanadzie, rządowych (prowincyjnych) organizacji, opiekujących się zasobami wodnymi regionu.

      Przy współpracy z miastami leżącymi wzdłuż rzeki opracowała ona i wdrożyła plan ujarzmienia nurtu Grand River poprzez wybudowanie szeregu zapór o wielorakim przeznaczeniu. Pierwszym był projekt zbudowania tamy Shand Dam – po jej stworzeniu w 1942 roku powstał ogromny zbiornik wodny, Belwood Lake. Była to pierwsza tego typu w Kanadzie inwestycja mająca na celu kontrolowanie stanu wody.

      Zaraz po zakończeniu II wojny światowej przystąpiono do zadrzewiania ugorów, bowiem na potrzeby budowy tamy wycięto okoliczne lasy. Obszar jeziora i znaczną część przyległych do niego terenów otoczono szczególną ochroną, tworząc Belwood Lake Conservation Area. W ten sposób powstał park o powierzchni ponad 3300 akrów mający służyć mieszkańcom pobliskich aglomeracji. Najbliższe z nich, Kitchener, Guelph i Orangeville, znajdują się w odległości 30-40 km, a Milton, Brampton i Mississauga ok. 50-70 km od BLCA.

      Zapora Shand Dam służy nie tylko kontrolowaniu stanu wód powodziowych, znajduje się na niej także mała hydroelektrownia. Na szczyt tamy wiodą schody zlokalizowane po obu stronach konstrukcji. Stąd rozciąga się piękny widok na południowy zachód w kierunku Grand River podążającej do miasteczka Fergus oraz w przeciwną stronę, na jezioro.

      Akwen ma kształt wydłużonej kropli rosy i osiąga długość 12 kilometrów przy najwyższym poziomie wody. Gdy jest wypełniony po brzegi wodą – jest wyjątkowo atrakcyjny dla posiadaczy sprzętu pływającego, w szczególności żaglówek. Działa tu amatorski klub żeglarski, Belwood Lake Sailing Club, który systematycznie organizuje spotkania wodniaków, wyścigi i regaty. Podstawą członkostwa jest wpisowe i aktywny udział w sezonowym utrzymaniu klubu i okolicy w dobrej formie. Więcej szczegółów podaje strona: www.blsc.on.ca/membership.php.

      Na jeziorze Belwood można pływać wodnymi skuterami i łodziami z motorem. Te ostatnie można wypożyczyć na miejscu w cenie 70 dolarów za cztery godziny. Potrzebne jest do tego ważne prawo jazdy i depozyt (karta kredytowa lub gotówka), nie jest jednak wymagana licencja żeglarska. Za dodatkową opłatą 13 dolarów łódź można zarezerwować przed przyjazdem, dzwoniąc pod nr tel.: 519-843-2979.

      Do wypożyczenia są również kajaki w cenie 26 dolarów za dwie godziny plus depozyt, ale amatorzy canoe muszą mieć swój sprzęt.

      Jeśli wybieramy się nad jezioro Belwood, by po nim popływać żaglówką czy łodzią, warto upewnić się, czy nie ma ograniczeń z uwagi na poziom wody. Typowe dla zbiorników zaporowych są jej fluktuacje – szczególnie pod koniec lata lub na początku jesieni. Warto wcześniej zadzwonić do zarządu parku po informacje – tel.: 519-843-2979.

      Jednak ewentualne ograniczenia nie powinny nas zniechęcać. Również dla "nieosprzętowanych" gości park ma bogatą ofertę rekreacyjną. Warto zaliczyć 3,3-kilometrową trasę spacerową lub zmierzyć się z fragmentem 42-kilometrowego szlaku Elora Cataract Trailway, wiodącego przez park. Jej nawierzchnia pozwala całą tę trasę przejechać rowerem.                   Belwood Lake zaprasza także amatorów kąpieli, można rozłożyć się na kocu na piaszczystej plaży otoczonej stołami piknikowymi, a rodziny z małymi dziećmi mogą ulokować się w pobliżu wyznaczonej dla maluchów płycizny. Plaże są niestrzeżone, ale za drobną opłatą można pożyczyć kamizelki ratunkowe.

      Podobnie jak w wielu innych parkach tego typu i w Belwood Lake CA dostępne są takie atrakcje, jak: plac zabaw dla dzieci, boisko do gry w siatkówkę, pole do gry w baseballa, łazienki i przebieralnie. Ponadto możliwe jest zorganizowanie większego przyjęcia. Odrestaurowana w stylu country, malowniczo położona stodoła (Hampton Barn) może przyjąć nawet 95 osób. Jest ona wyposażona w kącik kuchenny ze wszystkimi potrzebnymi urządzeniami.

      Lista atrakcji Belwood Lake CA nie byłaby pełna bez możliwości wędkowania. Szczęśliwcy mogą liczyć na piękne okazy szczupaków, basów, okoni oraz pstrągów, których najwięcej jest pod samą tamą.

      Park nad Belwood Lake jest otwarty przez cały rok. Nie można tu, niestety, nocować – park nie dysponuje polem kempingowym. Dwie najbliższe miejscowości, Fergus i Elora, nie tylko zapewniają zaopatrzenie i zakwaterowanie, ale same w sobie są sporą atrakcją turystyczną wartą odwiedzenia wzdłuż trasy wyznaczonej przez wspaniałą Grand River.

      Bilet do parku Belwood Lake kosztuje 5,50 dol. od osoby – dzieci do lat 14 płacą 2,75 dol.

      Park położony jest o 70 km od Mississaugi – dojazd autostradą 401 do Milton, a następnie drogami 25 i 26.

Jerzy Rosa

Mississauga

piątek, 15 czerwiec 2012 11:56

Sposób na weekend: Truskawkowe pola

Napisał

Jedna z najsławniejszych piosenek Beatelsów nosi nazwę "Strawberry Fields Forever". Niekoniecznie "na zawsze", ale w najbliższy weekend warto wybrać się do jednej z okolicznych truskawkowych farm, by samemu nazbierać koszyk tych smacznych i zdrowych owoców.

Plantacje typu "nazbieraj sobie sam" ("pick-your-own") są niezwykle popularne w Kanadzie. Na wielu z nich oprócz zagonów truskawkowych plantacji oraz pól z jagodami czy malinami znajdują się małe bary z ciepłymi przekąskami, sklepiki z przetworami oraz minizwierzyńce – szczególnie ukochane przez dzieci.

      Tegoroczny sezon truskawkowy warto zacząć od odwiedzenia Andrews Scenic Acres, gdzie znajduje się 35 akrów truskawkowych plantacji. Należy ona do małżeństwa Andrewsów (Lauraine i Berta) od 1980 roku, które prowadzi ją wraz ze swymi dziećmi: Angelą, Kurtisem i Valerie. Farma położona jest w pobliżu Milton, nieopodal skalnego uskoku zwanego Niagara Escarpment, a więc w niezwykle malowniczej okolicy, prawie co roku się powiększa i teraz zajmuje 165 akrów upraw. Dominują pola truskawkowe, ale zbierać tu można również kwiaty, rabarbar, szparagi, a wkrótce i czarne jagody, maliny, agrest, czerwone i czarne porzeczki, jeżyny oraz wiśnie. W sumie farma ma aż 600 akrów, ale część z nich zajmują nieużytki oraz sady.

      Zbudowana kiedyś przez menonitów stodoła służy teraz za sklep, w którym można kupić przetwory z owoców i warzyw produkowanych na farmie. Ciasta własnego wypieku oraz naprawdę doskonałe lody, to wszystko wyrób własny - smaczny i niedrogi.

      Przed dwunastu laty Andrews Scenic Acres powiększył wachlarz oferowanych przetworów o wina własnej produkcji. Pochodzą one z wytwórni "Scotch Block Country Winery"; wytwarza się tam wina owocowe - są one dostępne w sklepiku na terenie farmy.

      Natomiast dla dzieci na farmie znajduje się plac zabaw, stodoła, w której straszy, oraz mały zwierzyniec z królikami, kozami i drobiem. Zwierzęta można własnoręcznie karmić - warto więc mieć w kieszeni nieco 25-centówek, by za nie kupić w automacie kozie przysmaki.

      Na dalej położone truskawkowe pola chętnych do zbierania owoców podwozi traktor ciągnący przyczepę z balami słomy służącymi za ławki - po farmie można również poruszać się indywidualnie i na własnych nogach dotrzeć do truskawkowych plantacji. Polecam właśnie ten sposób, bo okolica gdzie leży farma jest przeurocza.

      Plantacja Andrews Scenic Acres słynie nie tylko z truskawek, malin, sklepiku z winem i wspaniałych wypieków oraz lodów z własnych owoców, ale także z plantacji kwiatów. Spacerując po farmie, można zobaczyć sektory pokryte uprawami mieczyków czy georginii - warto więc tu przyjechać nawet po skończeniu sezonu na truskawki i maliny, by zaopatrzyć się w piękne i tanie kwiaty.

      Farma prowadzi też sprzedaż własnych sadzonek - za pół ceny (jeśli porównać Canadian Tire czy Home Depot) można tu kupić pędy truskawek, malin, agrestu i porzeczek. Sam kupiłem tu dwa lata temu krzaczek czarnej porzeczki, która w tym roku pięknie obrodziła. Mam nadzieję, że zanim dojrzeją nie zjedzą ich jakieś ptaszyska.  

      Dojazd do farmy z Toronto: Hwy 401 do Trafalgar North (exit 328), dalej na północ (7 km) do Siderd #10 (Ashgrove). Skręcamy w lewo (na zachód).

      Tel.: 905-878-5807, Internet: www.andrewsscenicacres.com.

***

      Jeśli mieszkamy po wschodniej stronie torontońskiej aglomeracji, to idealnym miejscem, gdzie można się wybrać na świeże truskawki jest Whittamore's Berry Farm. Farma jest własnością braci Franka, Mike'a i Dave'a Whittamore'ów i leży w Markham. Jest to jedna z najstarszych farm w regionie - w rękach rodziny znajduje się od 1804 roku. Logo farmy zawiera fotografię powożącego bryczką pradziadka współczesnych właścicieli Joe Lappa, która wykonana została w 1890 roku. Uprawami warzyw zajął się dziadek braci Frank J. Whittamore ponad dziewięćdziesiąt lat temu - sprzedawał je później, wędrując od domu do domu, po północnym Toronto (Yonge i St. Clair).

      Jego syn Gilbert dokupił 50 akrów ziemi i rozpoczął hurtowe dostawy warzyw. Po ślubie z Evelyn Lapp w 1954 roku stali się pionierami farm typu "pick-your-own" w Ontario. Aktualnie jest to największa plantacja w regionie - zajmuje 220 akrów upraw. Corocznie odwiedza ją ponad 200 tysięcy osób. Na miejscu, pod rozpiętym wielkim namiotem, znajduje się też sklep, gdzie można kupić zebrane z pól plony. Groszek, fasola, pomidory, papryka, dynie, maliny i truskawki dominują w uprawach w Whittamore.

      W polowym sklepie można kupić tegoroczny syrop klonowy oraz spróbować wypieków z własnej piekarni. Dzieci można zapoznać ze zwierzętami domowymi w znajdującym się tu minizoo, a po nazbieraniu pełnych koszyków truskawek - całą rodziną wybrać się na spacer po farmie leżącej w malowniczej dolinie Rouge River.

      Nie zapomnijmy adresu Whittamore's Berry Farm, gdy rozpocznie się sezon na maliny - odwiedźmy farmę ponownie, z upraw tych owoców słynie ona najbardziej i, prawdę mówiąc, nie raz wybierałem się specjalnie właśnie tam, mimo iż mieszkam Meadowvale - tak wielkich i smacznych malin nie ma nigdzie indziej!

      Dojazd: Hwy. 401 do Markham Rd. (Hwy. 48). Farma znajduje się przy 8100 Steeles Ave. E., 6 km na wschód od Markham Rd.

      Strona w Internecie: www.whittamoresfarm.com, tel. 905-294-3275.

***

      Wracamy znów do zachodnich krańców GTA. Tu od wielu już lat prawdziwą atrakcją dla miłośników świeżych truskawek, jest Springridge Farm położona w pobliżu Milton. Choć w tym roku właściciele zrezygnowali z formuły "pick-your-own", to świeżo zebrane truskawki można kupić w stodole przy plantacji.

      Dzieci nie mogą się tu nudzić – czeka na nie wiele atrakcji ze zwierzyńcem włącznie. Wielki, dwupoziomowy sklep w odrestaurowanej XIX-wiecznej stodole stanowi natomiast element przyciągający dorosłych. W sklepie można kupić różne oryginalne elementy wyposażenia kuchni i pamiątki, a na dolnym poziomie spróbować wypieków i innych specjałów wytwarzanych na miejscu. Szczególnie polecam chleby prosto z pieca - z kawą na świeżym powietrzu smakują przewybornie!

      Właściciele proszą o niepalenie tytoniu, niesprowadzanie psów i o niezabieranie własnych kanapek i picia.

      Dobrym pomysłem jest urządzenie tu dla swych pociech urodzinowego przyjęcia. Solenizantów i ich gości czeka tu wiele atrakcji. Szczegóły do omówienia pod telefonem 905-878-4908. Dorośli w czasie urodzinowego party ich pociech mogą posilić się w barze na dolnym piętrze stodoły.

      Dojazd z Mississaugi: Hwy. 25 na północ do Derry Rd. i nią 5 km na zachód do Bell School Line. Skręcamy w prawo i jedziemy jeszcze jeden kilometr do widocznej po lewej stronie drogi czerwonej stodoły, w której znajduje się sklep i piekarnia.

***

      Truskawki najbardziej cenne dla organizmu to te jedzone na surowo, zerwane prosto z krzaka. Posiadają one wówczas wspaniałe wartości odżywcze i kosmetyczne, są bowiem bardzo bogate w witaminę C, B1 i B2 oraz zawierają praktycznie wszystkie ważne mikroelementy, a szczególnie dużo w nich żelaza, wapnia, fosforu, magnezu i manganu – pierwiastków wpływających korzystnie na cerę i włosy.

Jerzy Rosa - Mississauga

System przeciwpowodziowych tam i zapór na dopływach Grand River, które Ontario zbudowało w 50. latach ubiegłego wieku, stworzył wiele pięknych miejsc, gdzie można aktywnie wypocząć od wielkomiejskiego zgiełku. Dodatkową atrakcją powstałych tu parków jest ich dogodne położenie - prawie dotykają obszaru Wielkiej Torontońskiej Aglomeracji - więc dojazd tu jest niekłopotliwy i pozwala oszczędzić nasz czas i nasze pieniądze.   Conestogo Lake CA jest kolejnym rekreacyjnym miejscem leżącym w pobliżu rzeki Grand River. Podobnie jak opisany tydzień temu park nad Guelph Lake, jego obszar obejmuje sztucznie utworzone jezioro zaporowe oraz przyległe tereny, razem ponad 2300 hektarów lasów i łąk.

      Powstały ze spiętrzenia Conestogo River i jego dopływu zbiornik wodny, ma charakterystyczny kształt litery Y, z każdym z jego ramion sięgającym długości 6 kilometrów. Poziom wody na akwenie kontroluje tama zbudowana w 1958 roku na południowym krańcu jeziora, której długość wynosi 550 metrów. Podczas wiosennego przyboru poziomu wód ze stopionego na północy śniegu w Conestoga Lake może się zgromadzić do 60 milionów metrów sześciennych wody. Ta olbrzymia masa wody jest stopniowo uwalniana przez całe lato aż do późnej jesieni po czym z końcem zimy cykl rozpoczyna się na nowo. Zbudowana tama zabezpiecza więc przyległe obszary przed powodziami i podtopieniami.

      Rozległy i nieregularny kształt jeziora stwarza doskonałe warunki do rozwoju rozmaitej aktywności wypoczynkowo-rekreacyjnej. Odwiedzający park mają do wyboru: wielokilometrowe trasy spacerowe, rowerowe, spływanie canoe, łodzią czy kajakiem, łowienie ryb i polowanie na bażanty (jeśli mamy uprawnienia łowieckie), ujeżdżanie skuterem wodnym a zimą skuterem śnieżnym. Należy jednak przestrzegać nowych limitów prędkości wprowadzonych przez prawo federalne. Ogranicza ono szybkość pojazdów motorowych do 10 km/godzinę w strefie przybrzeżnej (do ok. 30 metrów).          

      Szczególną atrakcją dla miłośników spędzania wolnego czasu pod gołym niebem w Conestogo Lake CA jest możliwość rozbicia tu namiotu. W 1965 roku wydzielono z parku 350 akrów, na których rozlokowano 182 stanowiska kempingowe w większośćci wyposażone w przyłącza elektryczne.

      Park oferuje wszystkie cywilizacyjne wygody: łazienki z prysznicami, wodę pitną, stanowisko do odprowadzenia nieczystości z przyczepy, pomosty do spuszczania łodzi, Visitor Centre, plac zabaw i wiele innych. Na miejscu funkcjonuje wypożyczalnia łodzi i canoe oraz sklepiki, gdzie można kupić nawet ciepłe przekąski. Alkohol jest dozwolony na wykupionym stanowsku kempingowym z wyjątkiem dwóch długich weekendów: Victoria Day i Labour Day. Psy powinny być na 6-stopowej smyczy a pod koniec dnia warto sprawdzić czy nie przyczepił się do futerka kleszcz, popularny mieszkaniec tutejszych zarośli. Choć nasze czworonogi nie mogą przebywać na plaży warto dopytać się przy bramie wjazdowej gdzie znajdują się dozwolone dla psów miejsca do pływania.

      Nie należy przywozić ze sobą drewna na ognisko, pod korą mogą przetrwać niebezpieczni "autostopowicze", pasożyty drzew, które w ten sposób rozprzestrzeniają się i zagrażają zasobom leśnym. Na miejscu można opał nabyć po przystępnej cenie. Pamiętajmy, by nie wycinać drzew i zbierać suche gałęzie - może nas spotkać za to sroga kara od rangera.

      Conestogo Lake to wędkarski raj. Po jeziorze grasuje szczupak, bass, okoń, sum oraz zarybiony tu w 2003 roku pstrąg. Wędkowanie dozwolone jest poniżej tamy na Conestogo River jednak trzeba pamiętać, że obowiązuje tam zakaz podpływania pod samą zaporę łodziami.

      W deszczowe dni, gdy plaża drastycznie traci na atrakcyjności a na spływ wybierają się jedynie wytrwali kajakarze, można udać się do Visitor Centre na pokaz filmu albo tematyczną pogadankę.

      W Conestogo Lake CA możliwy też jest udział w polowaniu. Do tego celu wyznaczone jest 930 akrów a do odstrzału przeznaczono drobną zwierzynę i ptactwo wodne. Liczba pozwoleń jest ograniczona.

      Park można także odwiedzić w innych miesiącach niż letnie. Choć czynny jest od 1 maja do Święta Dziękczynienia, to kilometry jego ścieżek i krętych tras wiodących wzdłuż ramion jeziora pozostają otwarte dla wielbicieli śnieżnych skuterów również zimą. Są one utrzymywane w odpowiednim stanie przez lokalny Conestogo Snowmobile Club.

      Warto wiedzieć, że w pobliżu parku, w odległości ok. 2 km od wschodniej odnogi jeziora, a drogą ok. 7 km od tamy znajduje się miasteczko Drayton, siedziba Drayton Festival Theatre. W teatrze tym, mogącym pomieścić 375 widzów, przez cały rok trwają przedstawienia. Gra się tu komedie, tragedie i musicale. Informacje i bilety dostępne są na stronie internetowej: www.draytonentertainment.com.

      Dojazd do parku z Mississaugi zabiera około dwóch godzin jazdy. Conestogo Lake CA leży na zachód o GTA. By tam bezproblemowo dojechać wystarczy wystukać na GPS kod pocztowy: N0B 2S0. Podaję także szczegółowy adres: 6580 Wellington Country Rd. 11 RR #2, Wallenstein ON.

      Opłata za wjazd na teren parku wynosi 5,50 dol. od osoby. Jedna noc pod namiotem kosztuje 35 dolarów.

Jerzy Rosa

Mississauga

 Każdy miłośnik biwakowania, to również amator przyrody. Kontakt z nią pozwala nacieszyć się ciszą, ładem i spokojem – z wypadów za miasto wracamy wypoczęci, gotowi do pokonywania trudów codziennego życia. W najbliższy weekend zachęcam do odwiedzenia nietypowego miejsca – przyrodniczego rezerwatu ulokowanego na olbrzymim, płytkim jeziorze Luther. Jezioro to oraz otaczające je bagna stworzyły idealne warunki dla istnienia setek odmian różnych stworzeń. Bogactwo fauny i flory można najlepiej ocenić, oglądając je przez lornetkę – obowiązkowo również zabierzmy ze sobą fotograficzny aparat – zdjęcia wykonane w tym cudownym miejscu na pewno staną się ozdobą naszego fotograficznego albumu na Facebooku.

     3 Luther Wildlife Management Area to miejsce wyjątkowe pod wieloma względami. Na obszarze około 10 kilometrów kwadratowych zebrały się wody okolicznych rzek i strumieni w naturalnym obniżeniu terenu, tworząc rozległe, podmokłe rozlewiska. Dzięki temu, nie tylko powstał w tym miejscu ogromny rezerwuar wód, ale także stworzyło się środowisko wymarzone dla rozwoju rozmaitych gatunków fauny i flory. To naturalne biologiczne bogactwo ukryło się tuż za opłotkami Wielkiej Aglomeracji na zachód od Mississaugi i Toronto.

      Dwie rządowe organizacje zawiadują tym miejscem: Ontario Ministry of Natural Resources oraz Grand River Conservation Authority. Generalnie ujmując park przyjmuje odwiedzających tylko w ciągu dnia, nie ma możliwości pozostania na noc, nie ma miejsc kempingowych ani tzw. comfort station. Po przybyciu na miejsce, goście sami rejestrują się przy bramie wjazdowej, płacąc 5,50 dol. od dorosłej osoby (14 lat wzwyż), 2,75 dol. dzieci (6-14 lat, młodsze wchodzą za darmo).

      Ten park nie jest przeznaczony dla leniuchów, nie ma tu piaszczystej plaży i lazurowej wody, ale dla kogoś, kto preferuje aktywny wypoczynek, jest to wymarzone miejsce. Park oferuje trasy spacerowo-poznawcze, trasę rowerową, spływanie canoe, kajakiem i łodzią wiosłową, miejsca piknikowe.

      Jak już wspomniałem, Luther Wildlife Management Area to raj dla podglądaczy natury. Na prawie 6 tysiącach hektarów lasów, łąk, mokradeł i otwartych przestrzeni wodnych można obserwować blisko 250 gatunków ptaków, dla niektórych te tereny są siedzibami lęgowymi. Spośród najbardziej znamienitych wymienić należy orła bielika amerykańskiego, łabędzia trąbiącego, rybitwę czarną, perkoza rdzawoszyjnego, nura kanadyjskiego i kilka gatunków z rodziny czaplowatych. Zarząd parku zachęca do zgłaszania przypadków zauważenia obecności wszelkich rzadkich gatunków w tym ptasim raju.

      Park jest również domem dla 35 gatunków ssaków oraz 25 gatunków płazów i gadów. Przy odrobinie szczęścia można spotkać szybownicę północną, rzadką odmianę wiewiórki latającej, węża podwiązkowego czy żółwia cętkowanego.

      Te wszystkie cuda natury można obserwować, przemieszczając się po dwóch wytyczonych trasach: Shoreline Trail i Mallard Pond Trail, obie łatwe, nie wymagające szczególnej kondycji fizycznej.

      Pierwsza z tras ma swój początek u bramy wjazdowej, rozciąga się na długości 5 km i jest trawiastą ścieżką od czasu do czasu zahaczającą o utwardzoną drogę. Druga, nieco krótsza (4 km), jest w większej części polną dróżką, zatem warto wyposażyć się w nieprzeciekające obuwie, gdyż są miejsca, gdzie woda podmaka przejście, szczególnie wiosną i jesienią albo krótko po ulewnym deszczu.

      Nie wypada ominąć żadnej okazji, by wspiąć się na wieżę obserwacyjną, widok na jezioro i okolicę jest godny wielu wspaniałych pamiątkowych zdjęć.

      Dla amatorów sportu rowerowego utworzono Bootlegger Bike Trail długości 9 km; jeśli jednak podejmie się wyzwanie objechania całego jeziora, to trasa wydłuży się do 32 km.

      Nad Luther Lake warto wybrać się w poszukiwaniu ciszy i prawdziwego ukojenia na łonie przyrody. Są miejsca, gdzie jedynym wyróżniającym się dźwiękiem jest trzepot skrzydeł ważek. Od tej reguły jest jednak wyjątek. Jesienią, gdy ptaki migrujące przygotowują się do odlotu, dozwolone jest polowanie z bronią palną. Do odstrzału przeznaczona jest zwierzyna płowa (sarny, jelenie) oraz zające, jarząbki i gęsi. Obowiązuje ścisły terminarz i zgodne z wykupionym pozwoleniem postępowanie podczas polowań, więcej szczegółów podanych jest w broszurce dostępnej online: www.grandriver.ca/parks/luther2011.pdf.

     2 Jeśli nie uda się nic upolować, można powędkować. Mimo sporej powierzchni, Luther Lake nie oferuje jednak szczególnego wyboru dla smakoszy rybiego mięsa. Woda jest tu płytka, a wodna roślinność obniża natlenienie akwenu, co powoduje, że tylko okonie, sumiki i minnows wytrzymują w tych warunkach, szczególnie zimą, gdy jezioro zamarza. Wypływając canoe na połów, trzeba bardzo uważać, bo z wielu płycizn wystają powalone pnie drzew i korzenie. W obrębie parku są miejsca całkowicie wyłączone z aktywności łowiecko-wędkarskiej z powodu ich szczególnego znaczenia dla zachowania naturalnego środowiska lokalnej flory i fauny. Są one dokładnie oznaczone.

      Park jest przyjazny dla osób przybywających tu z psami, ale podobnie jak w innych przyrodniczych rezerwatach, nasze czworonogi powinny być zawsze na smyczy. Jeśli zatrzymamy się na piknik, dozwolone jest użycie BBQ, ale wszystkie śmieci trzeba zabrać ze sobą do bramy wjazdowej, gdzie ustawione są kubły.

      Dojazd do parku z Mississaugi zajmuje półtorej godziny drogi. Najłatwiej dojechać jest do Orangeville drogą nr 10. Tu skręcić na zachód w drogę nr 109. Po około 20 km skręcić w prawo (na północ) w drogę nr 25. Po 14 km jazdy skręcić w lewo w Concession Road 8. Po dotarciu do Sideroad 21/22 skręcamy w prawo i po kilkuset metrach docieramy do głównej parkowej bramy.

Jerzy Rosa

Mississauga