Goniec

Register Login

Turystyka

piątek, 06 październik 2017 08:05

Canoeing Joeperry Lake

Napisane przez

        Chociaż brałam już udział w niejednej wycieczce po jeziorach Ontario, to jednak nadal obawiam się dużych jezior. Przy niekorzystnej zmianie pogody i silnym wietrze powstają spore fale i o wywrotkę nie jest trudno, a będąc gdzieś na środku jeziora, można doświadczyć poważnych konsekwencji. Dlatego z ulgą usłyszałam od mojego męża Andrzeja, że mimo spóźnionej pory udało się zarezerwować biwaczysko na jeziorze Joeperry w Parku Prowincyjnym Bon Echo. Na jeziorze tym byliśmy już kilka lat temu w małej grupie z Polonijnego Klubu Turystycznego „Koliba”.

        Jezioro jest nieduże jak na Ontario, ma około 2 km na 1,5 km. Nie ma tutaj motorówek ani żadnych daczy, więc woda jest wyjątkowo czysta i mnogość ryb, czego doświadczyliśmy. Do jeziora dojeżdża się przez bramę parku Bon Echo. Tam też nad tak zwaną laguną opłaca się wynajem łodzi (40 dolarów za dobę), pobiera wiosła i kamizelki. Stąd jedzie się 8 km żwirową drogą na parking.       

        Jesień w Ontario nadeszła nieubłaganie, choć z temperaturą pod koniec września ponad 30 stopni Celsjusza przy olbrzymiej wilgotności, dającą odczuwalność jak 40, i prawie zero wiatru. Jesień próbowała udawać lato, ale z długością dnia jej niestety nie wyszło. Mieliśmy do wyboru dwie możliwości – siedzieć w weekend w klimatyzowanym domu (na dworze za gorąco) lub wyjechać nad wodę. Z powodu wcześnie już zapadającego zmroku i krótkiego weekendu musiało to być blisko Toronto.

        Mapa i szybka decyzja. Gibson-McDonald Canoe Route. To 56-kilometrowa trasa canoe, w większości przebiegająca przez ziemie koronne, gdzie obywatel Kanady może pływać i biwakować za darmo w miejscu, które sobie wybierze. Żadnych rezerwacji, żadnych rejestracji, żadnych ograniczeń, żadnych opłat. Wolnoć, Tomku, w swoim domku… Stara, dobra Kanada. I tylko dwie godziny jazdy na północ od Toronto. Jedynym warunkiem jest posiadanie wodnego środka transportu. 

        Kontynuując wycieczki nieopodal domu, w niedzielę wybraliśmy się z córką Julką starym szlakiem, czyli w górę rzeki Credit od Port Credit. 

        Wodowanie kajaka jest trochę utrudnione, dlatego że po podniesionym stanie wody nie założono ponownie pomostów publicznych i zostaje tylko rampa do wodowania z parkingu przy latarni morskiej. 

        Pobliski wygodny parking na trawce też jest zamknięty aż do odwołania, bo aż tam stała woda. Poziom wrócił już jednak do normy, ale pomostów nikt nie założył.

        Tymczasem po Credit River idą w górę łososie, ale w niedzielę rzeka jeszcze nie śmierdziała, czyli nie ma w niej jeszcze rybich trupów. Zwodowaliśmy się więc wprost, podwijając nogawki, i niespiesznie powiosłowaliśmy aż za autostradę QEW. 

Rzeka Credit

 

        Tam właśnie rozpościera się przyjemne i piękne rozlewisko (patrz zdjęcie z drona), na którym zobaczyć można mnóstwo różnego ptactwa; kaczki, gęsi, czaple, no i oczywiście mewy. Rzeka jednak wypłyca się i o ile poprzednim razem mogliśmy dotrzeć aż w głąb pola golfowego, bo było głębiej, ale ze względu na nurt w pewnym momencie musieliśmy zawrócić, bo staliśmy w miejscu. Tym razem, podobnie jak latem ubiegłego roku, już jakieś 200 – 300 m od mostu zaczęliśmy szorować dnem po kamieniach i trzeba było zawracać.         

        Nie zmienia to faktu, że jest to piękna okolica i świetny cel niedzielnej czy sobotniej wycieczki. Warto się tam przepłynąć, a niestety nie ma wypożyczalni. W Port Credit jest tylko klub kajakowy i zdaje się, że jego członkowie niezbyt przychylnie patrzą na „prywatnych” kajakarzy, traktując rzekę jako własną. Często można spotkać na tym akwenie szybkie dwójki czy jedynki, w których wiosłuje się tyłem. Trzeba na tych ludzi uważać, no bo nie patrzą za siebie. 

        Podsumowując, warto więc zabrać dobry aparat i sfotografować kwiatki, ptaki, lasy, wodę; przyrodę, do czego namawiam, zachęcając jak zawsze do kupna dmuchanego kajaka, taniego, a dającego mnóstwo satysfakcji.

piątek, 08 wrzesień 2017 10:24

Na wózku inwalidzkim w świat

Napisane przez

Szanowna Polonio,
z całego serca dziękuję za wsparcie mojej tegorocznej wycieczki po Paryżu i Londynie.
Dzięki Państwa ofiarności, miałem okazję zobaczyć w życiu dwa nowe miasta w Europie.
Pobyt był bardzo udany i owocny, bez żadnych komplikacji. Leciałem samolotem po raz pierwszy w życiu, więc było to dla mnie miłe, nowe doświadczenie.
Poznałem również miłych, sympatycznych ludzi, z którymi utrzymuję kontakt przez Internet.
Jeszcze raz dziękuję społeczności polonijnej za realizację mojego marzenia, wspomnienia z wyprawy zostaną we mnie do końca życia.
Z wyrazami szacunku,
Michał Sydorko


Pobyt w Paryżu i Londynie był niesamowitym przeżyciem w moim życiu. Również ze względu na moją niepełnosprawność, ponieważ musiałem mierzyć się z zupełnie nowymi doświadczeniami.
Przede wszystkim pierwszy raz leciałem samolotem. Obsługa lotniska we Wrocławiu (oraz w Londynie, przy samolocie powrotnym do Polski) była bardzo miła i pomogła mi aż do zajęcia miejsca na pokładzie samolotu. Tutaj nie ma żadnych przeszkód w podróżowaniu dla osoby niepełnosprawnej, tylko przy rezerwacji biletu należy zaznaczyć opcję, że potrzebuje się pomocy.
W Paryżu byłem zafascynowany pięknem starych, zadbanych kamienic. Byłem wzruszony, móc oddać cześć największemu kompozytorowi, Chopinowi, przy jego grobie w największej paryskiej nekropolii, Père-Lachaise. Transport publiczny jest częściowo dostosowany dla osób niepełnosprawnych. Metro było budowane w XIX wieku, więc praktycznie wszystkie stacje są niedostępne dla wózkowiczów. Najlepszym transportem są autobusy, nimi można dojechać wszędzie, do każdego ważnego miejsca w Paryżu.
Londyn zachwyca wielkością oraz różnorodnością atrakcji. Dla każdego coś miłego, nie ma miejsca na nudy. Cieszę się, że miałem okazję wysłuchać na żywo bicia dzwonu w Big Benie, ponieważ teraz „zamilkł” aż na cztery lata. Byłem również przed siedzibą brytyjskiej królowej (Buckingham Palace), niestety nie było jej w środku pałacu podczas mojej wizyty, więc nie załapałem się na popołudniową herbatkę u niej. Londyn jest niesamowicie wielkim miastem, o wiele większym od Paryża. Pełnym turystów z całego świata oraz oczywiście mieszkańców.
Z komunikacją z innymi ludźmi nie było problemów. Osobiście dość dobrze potrafię posługiwać się językiem angielskim. Paryżanie, wbrew powszechnym stereotypom, są w stanie komunikować się po angielsku, jednak z drugiej strony, wypada znać kilka zwrotów po francusku.
Na swojej drodze życiowej poznałem wielu miłych, sympatycznych ludzi z całego świata, z którymi utrzymuję teraz kontakt przez Internet. Między innymi z Japonii, Grecji czy z USA.
Oczywiście spotkałem również Polaków, którzy byli tak jak ja turystami albo wiele lat żyją we wspomnianych miastach, więc mogłem zawsze liczyć na ich uprzejmość oraz dobrą radę.
Gorąco polecam Państwu wizytę w tych miastach któregoś dnia. Najlepiej na początku sierpnia, wtedy paryżanie wyjeżdżają na wypoczynek i praktycznie sami turyści są w stolicy Francji. Natomiast w Londynie każdego dnia jest wszędzie pełno ludzi.



Tegoroczne lato powoli nam wygasa, dlatego na koniec propozycja wypadu – dwie godziny od Toronto – przed Parry Sound, nad Georgian Bay.
W marinie King Bay należącej do indiańskiego rezerwatu możemy zostawić samochód (10 dol. za dzień) i zwodować kajak lub canoe. Stamtąd wprost na zachód, za niecałe 3 km dotrzemy do archipelagu odartych z gleby głazów tworzących sieć kanałów i basenów z ciepłą wodą. Niewielu ludzi się tam zapuszcza bo trudno pływać ze śrubą czy z kilem. Na niektórych wyspach zauważyłem też tabliczki no tresspasing, nature reserve.
Piękne surowe skały i szafirowa woda – zapewniają doskonałą atmosferę do modlitwy i medytacji. Ciepła woda zaprasza do kąpieli.
Jeśli stać nas na nieco dłuższe wiosłowanie, to dalej w kierunku południowo-zachodnim mamy pasmo wysp Pine Islands; cudne, kiedyś stanowiły natchnienie dla sławnych kanadyjskich malarzy. Dopłyniemy tam przez trzykilometrowy odcinek otwartej wody. Pływanie po Georgian Bay niesie ze sobą ryzyko fali, więc dobrze się otrzaskać i przyzwyczaić do wertykalnego ruchu wody. Dobrze jest też zaopatrzyć kajak w kotwicę, aby można było po drodze zatrzymać się na moment, zjeść czy odpocząć, bez przykrego – zwłaszcza gdy płyniemy pod wiatr – dryfu.
Wspaniała wyprawa w dość pustawych okolicach niedaleko od miasta – słowem, ideał. Trafimy łatwo, bo z autostrady wystarczy zjechać na 12 Mile Rd. Tam będziemy mieć radość prowadzenia, bo kręta i wąska asfaltowana droga ma ograniczenie do 80 km na godzinę, a są zakręty, których z taką prędkością nie weźmiemy.
W King Bay Marina jest oczywiście mały sklep, więc można co nieco dokupić, a po wyjściu z zatoki przystani trzeba uważać, bo przecinamy ruchliwy tor wodny. Warto więc mieć przy sobie marine horn, aby w razie czego trąbnąć na co bardziej rozpasane motorówki.
Tym razem zabrałem do mojego dmuchanego kajaka drona, co zaowocowało zdjęciami z góry na piękną turkusową wodę zatoki.
Jeśli wyjedziemy rano, to pod wieczór zaliczymy cały program. Pine Islands, jak i wspomniany archipelag, są pod opieką Georgian Bay Land Trust; This property is open for the public to enjoy and appreciate. Before visiting, please review the GBLT Visitor Guidelines for maintaining the environmental integrity of the property.
Nie wolno palić ognisk, nie można zostać na noc, ale można wyjść na brzeg, robić zdjęcia i położyć się na leżaku.
Podobno jesień ma być ciepła, więc jeśli tylko fala nie jest zbyt wysoka, a wiatr zbyt silny, wypad do King Bay i kajakiem na zachód to idealny sposób spędzenia soboty. Jeśli ktoś lubi ryby na kolację, wystarczy w trakcie wiosłowania wyrzucić błystkę za burtę...
(ak)

Dwie godziny jazdy na wschód od Mississaugi, a od Toronto jeszcze bliżej, nad brzegiem jeziora Ontario koło miasteczka Brighton utworzono przepiękny Park Prowincyjny Presqu’ile. Ponad 9 km kw. wydm, bagien, lasów, mokradeł i jedna z największych plaż w Ontario. Wszystko to można podziwiać, korzystając z 16 kilometrów szlaków i tras rowerowych. Ale zacznijmy od początku, czyli tak mniej więcej 5 tysięcy lat wstecz. Wtedy były tu wapienne wyspy. Prądy wodne i wiatry przez tysiące lat nanosiły piasek i około 500 lat temu Presqu’ile stało się półwyspem. Tereny te zasiedlali Indianie – w czerwcu w parku odbywa się tradycyjny pow wow, potem przybyli biali odkrywcy – nazwę temu miejscu podobno nadał w XVI w. Samuel de Champlain, znaczyła ona „prawie wyspa” – za nimi pierwsi osadnicy, rozwijało się rolnictwo, handel, powstawały miasteczka. XX wiek przyniósł modę na turystykę i w 1922 roku podjęto decyzję o utworzeniu parku.
Dziś Presqu’ile jest świetnie zorganizowane. Można przyjechać na zbiorowy kemping, jest ponad 400 miejsc, można przyjechać tylko na jeden dzień. Dla każdego znajdzie się miejsce nad jeziorem w części, gdzie brzeg pokrywają drobne kamienie, jest tam wiele stołów piknikowych, dużo przestrzeni, a wzdłuż brzegu jeziora wytyczono rowerową ścieżkę. Plaża jest olbrzymia, z jasnego koloru piaskiem, woda idealnie przezroczysta, płyciusieńka, idealna dla dzieci.

    Od dawna mnie korciło, żeby zobaczyć, co teraz słychać w Ontario Place. Bryła pozostaje ta sama, z ulicy widać, że niewiele się zmieniło, no ale od kilku ładnych lat jest to nieczynne. Podobno wszystko zostało sprzedane i niedługo będzie śliczny park i nowe szklane domy.

        Wybrałem się więc kajakiem – żeby było trudniej – co wszystkim Państwu polecam, tak jak polecam sam kajak za niewiele ponad 100 dol., dmuchany, chińskiej produkcji, łatwy w składowaniu, całkiem szybki i niezawodny. W każdym razie, popłynąłem otwartym jeziorem Ontario z mariny przy Lakeshore i już po godzinie wiosłowania byłem na miejscu. Pływanie na wiosłach po otwartej wodzie może być co prawda męczące, ale daje wiele filozoficznych wrażeń i zmusza do zastanawiania się nad mitręgą ludzkiego losu, bo przez cały czas wydaje się, że stoimy w miejscu. Oczywiście, zachęcam do zaopatrzenia się w kamizelkę ratunkową oraz inne wymagane prawem przedmioty, ze swej strony polecam trąbkę na sprężone powietrze, którą można bronić się przed rozjechaniem przez osoby na skuterach wodnych i innych łodziach.

piątek, 04 sierpień 2017 08:14

Wyskok na Giant’s Tomb - Wakacje w mieście

Napisał

        Tym razem nie „wakacje w mieście”, ale wakacje trochę poza miastem, czyli w Parku Prowincyjnym Awenda, a dokładnie nie w samym parku, tylko na wyspie Giant’s Tomb, znanej wszystkim polonijnym żeglarzom z Penetanguishene i Midland. W rzeczy samej plażę tam polecił mi nasz zaprzyjaźniony sprzedawca nieruchomości Andrzej Siemiginowski, który niegdyś trzymał w Penetangu łódkę. Giant’s Tomb wiąże się zresztą z ciekawą indiańską legendą.

        Wyspa ma piaszczyste plaże i nie ma na nich dużo ludzi – oprócz tych z łodzi i jachtów. Można się dostać na nią wpław, ale odległość 3 km odstrasza nawet dobrych pływaków.

        My z Julką wybraliśmy się pontonem, czyli naszym dmuchanym kajakiem, kupionym za 124 dol., który wszystkim gorąco polecam.                 

        Wodowanie na plaży szło trochę opornie, a to ze względu na dość wysoką falę; ostatecznie zmoczeni odbiliśmy się jednak od brzegu i po godzinie i pół wiosłowania po dosyć wzburzonej wodzie, przecinając ruchliwy szlak komunikacji wodnej (przydała się nasza sygnałówka trąbka nakręcona na butelkę z płynnym gazem) dotarliśmy na plażę. 

        Oczywiście nie było tam żywego ducha. Plaża nad bardzo piękną czystą wodą – idzie się daleko w jezioro, dobre piaszczyste dno.  A także piękne miejsce na piknik – przywieźliśmy ze sobą parasol plażowy, zjedliśmy lunch, pobawiliśmy się nad wodą w piasku.

        W tym roku ze względu na wysoki poziom wody w Georgian Bay plaże są mniejsze, woda podchodzi pod las, a przy brzegu wystają z wody badyle, które po zalaniu uschły.

        Po kilku godzinach byczenia się wróciliśmy tą samą drogą na plażę do Awendy, tym razem fale były dosyć wysokie – półtora metra, ale nasz kajak na falach spisuje się bardzo dobrze, jest bezpieczny i nie przypomina zachowaniem zwykłego kajaka, a raczej ponton. Plaże po wschodniej stronie wyspy są zazwyczaj osłonięte od wiatru, więc tym razem z odbiciem nie było problemu; tak więc po godzinie wiosłowania znów byliśmy z powrotem w Awendzie. Po spuszczeniu powietrza, zapakowaniu do samochodu (parking opłaciliśmy płacąc za wjazd do parku), późnym popołudniem wyjechaliśmy w drogę powrotną do domu. 

        W sumie piękna, udana wycieczka, dużo sportu, dużo wrażeń i ładna plaża na wyspie Giant’s Tomb, „w pięknych okolicznościach przyrody i niepowtarzalnej”.

        Wspominaliśmy tydzień temu, że w tym roku przypada setna rocznica śmierci Toma Thomsona (1877–1917), malarza ze słynnej kanadyjskiej Grupy Siedmiu, artystów uwieczniających kanadyjską przyrodę. Algonquin Park postanowił uczcić tę rocznicę, bo tu Thomson tworzył, pracował jako ranger i tu zginął 8 lipca 1917, na Canoe Lake, w tajemniczych okolicznościach, istnieją podejrzenia, że został zamordowany. Park przygotował liczne wystawy i ekspozycje, a my zapraszamy śladami Toma Thomsona do miejscowości Archay w Algonquin, gdzie jest wiele pamiątek związanych z artystą. O Archay pisaliśmy jakiś czas temu, ale warto je z tej okazji przypomnieć.

        Na terenie niewielkiego kempingu w Archay stoi kamienny domek z lat 30., w którym mieści się parkowy sklepik, dawniej będący główną kwaterą rangerów, a obok drewniana chata o nazwie „Out-Side-In”, będąca ich siedzibą w początkach XX wieku. W tej chacie latem 1916 roku mieszkał Tom Thomson. Teraz jest tam minimuzeum i archiwalne zdjęcia Thomsona. Zwykle pracował w zachodniej części parku, ale lato w Archay zaowocowało jednym z jego najsłynniejszych obrazów, „The Jack Pine”.  W latach 70., półtora kilometra od kempingu, odkryto sosnę, którą namalował. Sosny już nie ma, została pamiątkowa tablica.

        Kleszcze rozprzestrzeniają się na całe Ontario. Podobno sprzyjają temu ciepłe zimy. Choć najczęściej można się na nie natknąć na północnych wybrzeżach jeziora Erie, Ontario i nad brzegami Rzeki św. Wawrzyńca, praktycznie nie ma już miejsca w prowincji, gdzie by się to nie mogło zdarzyć. Najczęściej występującym wśród wielu gatunków kleszczy w Ontario jest American Dog (Wood) Tick, który jednak nie jest nosicielem boreliozy (Lyme disease). Tą bakterią zarażony jest jedynie Blacklegged (Deer) Tick, Ixodes scapularis. Lubi lasy, wysokie trawy i krzewy, a przede wszystkim wilgotny teren. Obok tabela, która pomoże rozróżnić te dwa gatunki.

        Oto lista miejsc, gdzie znaleziono zainfekowane kleszcze:

• Long Point Provincial Park na północno-zachodnim brzegu jez. Erie

• Turkey Point Provincial Park na północno-zachodnim brzegu jez. Erie

• Rondeau Provincial Park na północnym brzegu jez. Erie

• Point Pelee National Park Park na północnym brzegu jez. Erie

• Pinery Provincial Park na południowo-wschodnim brzegu jez. Huron

• Rouge Valley/Rouge Park wschodnia strona Greater Toronto Area

• Prince Edward Point National Wildlife Area północno-wschodni brzeg jez. Ontario

• Wainfleet Bog Conservation Area na Niagara Peninsula

• Rejon Rainy River w północno-zachodnim Ontario. 

        W razie ugryzienia, kleszcza trzeba dostarczyć do zbadania do lekarza domowego lub skontaktować się z najbliższą jednostką Public Health Ontario. Pracownicy każdego parku prowincyjnego w Ontario zostali przeszkoleni i wskażą Państwu najbliżej położony punkt. A jak się zabezpieczyć przed kleszczami i co robić w razie ugryzienia, proszę czytać na str. 30. 


Algonquin Park – Booth’s Rock Trail

        Algonquin jest coraz bardziej zatłoczone, więc chcielibyśmy polecić Państwu trochę mniej uczęszczany szlak, za to z jednym z najpiękniejszych widoków w parku. Mniej uczęszczany, bo do startu trzeba dojechać od drogi nr 60 8 kilometrów szutrem do kempingu nad Rock Lake. 

        Proszę jechać nie za szybko, zazwyczaj na tej drodze trafia się niedźwiedź, łoś albo, tak jak w naszym przypadku, przynajmniej żółw. Przekraczał drogę z pasażerem na gapę na skorupie w postaci pijawek, widać dopiero wylazł z wody. Przenieśliśmy go na drugą stronę drogi, ale wcale nie okazał wdzięczności, za to groźnie syczał. 

        Szlak zaczyna się u końca drogi kilometr za kempingiem. Mija dwa małe, urokliwe jeziorka, meandruje wśród pięknych starych jodeł i białych sosen, wspina się krętą ścieżką na stumetrowy klif, z którego rozciąga się panorama na jeziora Rock, Whitefish i okoliczne wzgórza. Szlak nie jest łatwy, tym bardziej że wysoki poziom wody spowodował zalanie niektórych fragmentów i trzeba przedzierać się bokiem. Może już trochę podeschło, my byliśmy tam na początku lipca. Ale z tą trudnością bez przesady, wystarczy mieć porządne buty, a do przejścia jest tylko trochę ponad 5 km. Z klifu schodzi się już wygodnie, po drewnianych schodach. 

        Można także odbić od trasy kawałek i obejrzeć pozostałości letniego domu sędziego Barclaya, który ostatni raz był zamieszkany w 1953 roku. Pozostał tylko dobrze widoczny kort tenisowy, fundamenty pomieszczeń gospodarczych i przystań, w taki krótkim czasie przyroda zatarła ślady człowieka. Na terenie dawnej rezydencji jest przepiękna malutka piaszczysta plaża, więc proszę wziąć kostiumy. Powrót do parkingu już po płaskim terenie, wzdłuż brzegu jeziora, dawnym torowiskiem kolei.

Joanna Wasilewska

Andrzej Jasiński



Setna rocznica śmierci Toma Thomsona

        W tym roku zbiegły się dwie rocznice, 150. urodziny Kanady i 100. rocznica śmierci chyba najbardziej znanego malarza ze słynnej kanadyjskiej Grupy Siedmiu, obie ważne dla jednego z najstarszych parków prowincyjnych Ontario. 

        Tom Thomson zginął na Canoe Lake w Algonquin Park w wieku 39 lat w tajemniczych okolicznościach. Najpierw znaleziono canoe, po jakimś czasie jego ciało. Istnieją podejrzenia, że został zamordowany. Tom Thomson nie tylko uwieczniał pędzlem piękno Kanady, a w szczególności Algonquin, ale był także parkowym przewodnikiem i rangerem. 

        Z tej okazji Algonquin Park zorganizował specjalne wystawy i wydarzenia. W lipcu i w sierpniu w Visitor Centre znajdującym się na 43. kilometrze drogi nr 60 przecinającej park można oglądać wystawę „Algonquin Park in the 1910s: A Tom Thomson Perspective”, a także historyczne prezentacje nad Tea Lake Dam, Canoe Lake, Joe Lake portage i w Logging Museum przy wschodniej bramie wjazdowej. Więcej informacji o zaplanowanych imprezach na stronie parku algonquinpark.on.ca.