Goniec

Register Login

Turystyka

piątek, 23 czerwiec 2017 14:12

Obrazki z Warszawy

Napisane przez

        Wysiadam na Okęciu w Warszawie. Jakie zielone to moje miasto. Moje, czy już obce, nieznane? Trochę trudno mi je rozpoznać, nowoczesne, z reguły brzydkie budynki powkładane byle jak w wolne place, nowe dzielnice. Warszawa kiedyś była piękna. Widziałam telewizyjny wywiad z synem architekta przedwojennej Warszawy, też architektem, mieszkającym za granicą. Pokazywał nowe budynki, twierdząc, że dawni warszawiacy za takie oszpecenie ukochanego miasta rozegnaliby jego władze na cztery wiatry. Ja pierwszego pognałabym projektanta Stadionu Narodowego, którego bryła nieodparcie kojarzy mi się z zeribą dla miejscowych dzikusów.

        Barbarzyńcy Niemcy i barbarzyńcy własnego chowu, którzy wywołali powstanie, zniszczyli stolicę, dzieła dopełniła barbaria bolszewicka. W powstaniu spaliło się mieszkanie moich pradziadków i wszystkie przechowywane od pokoleń rodzinne pamiątki. Historia rodziny wyleciała z dymem tak jak historia wszystkich mieszkańców miasta i duża część ich samych. Mieszkamy tu od ponad dwustu lat, tyle się dało odtworzyć na podstawie ksiąg parafialnych kościołów Marii Panny, św. Krzyża i katedry św. Jana. Jakim cudem ocalały, nie mam pojęcia. Dawnych warszawiaków pewnie nie zostało wielu. Ci najnowsi, pogardliwie nazywani przez tych już tu zadomowionych słoikami, rzeczywiście wyjeżdżają na weekend do domów, a nowe osiedla wtedy pustoszeją. Jakoś to określenie mnie boli, może jeszcze nie dla nich, ale dla ich dzieci Warszawa będzie miejscem urodzenia. Ci nowi nie są w niczym gorsi, taki już jest charakter tego miasta, nie ma w nim nic stałego.

czwartek, 08 czerwiec 2017 23:08

Ziemia Święta – Ojczyzna Zbawiciela

Napisane przez

 

        Powróciliśmy z Ziemi Świętej zmęczeni podróżą i trudnościami pielgrzymkowych dni. Przewodnikem duchowym był ksiądz Adam Zawacki Proboszcz Parafii Matki Boskiej Częstochowskiej z Montrealu oraz ksiądz Andrzej Treder z parafii Matki Boskiej w Boston. A przewodnikiem po Ziemi Świętej ksiądz Tadeusz Nosal, kustosz i dyrektor nowego Domu Polskiego w Jerozolimie od ponad 20 lat. Tym razem udało nam się zwiedzić ponad 80. miejsc biblijnych. 

        Spotkanie z Ziemią Świętą ma w sobie wiele pragnienia i tęsknoty, o których tak wiele napisane na kartach Pieśni nad Pieśniami. Pielgrzymowanie po Ziemi Świętej to także pielgrzymowanie w głąb siebie. To nieustanna konfrontacja tego, co w nas żyje, z tym co oglądamy i czego się dowiadujemy. 

        W Ziemi Świętej nie są potrzebne dowody na istnienie Boga. Ona sama o nim świadczy. Nim żyje i oddycha. Jednak jej historię usłyszą tylko ci, którzy chcą ją słuchać. 

        Zadanie przewodnika polega na tym, by pozwolić Ziemi Świętej opowiedzieć raz jeszcze jej prastarą historię. By nie przeszkodzić w spotkaniu subtelnej dyskrecji. By poruszyć zakamarki człowieczej duszy i wydobyć z niej skarby, które ukrywa. W Ziemi Świętej  doświadczamy realności wcielenia. Stary Testament mówi, że Bóg stworzył człowieka  na swój obraz i podobieństwo, że każdy z nas jest bratem Jego Syna w ciele. Można przeżyć całe życie, nie zastanawiając się nad głębią i prostotą wcielenia. Ale gdy znajdujemy się w Ziemi Świętej nie sposób uciec od refleksji. Jednym  z jej podstawowych elementów jest pochodzenie Jezusa. 

        A tymczasem w Ziemi Świętej żyją ludzie, głównie Arabowie i Żydzi. To nie muzeum czy skansen, w którym jedni i drudzy próbują odtworzyć przeszłość, ale pulsujący życiem kraj. Pełen konfliktów i napięć, a zarazem obiecujących dowodów przyjaźni i pojednania. W Ziemi Świętej żyją wyznawcy judaizmu, chrześcijanie i muzułmanie, „ludzie księgi” zakorzenieni w Biblii i jej bogactwie. Piątek to święto czcicieli proroka Mahometa, sobota to królowa tygodnia dla wyznawców Mojżesza, niedziela to święto Mistrza z Nazaretu. A ponieważ i pozostałe dni tygodnia pielgrzymujący po Ziemi Świętej poświęcają na modlitwę, refleksję, odpoczynek i wytchnienie, pobyt w niej przeobraża się w zapowiedź „eschatycznego szabatu”. Między wyznawcami trzech wielkich monoteistycznych religii istnieje nieukrywana zazdrość i swojego rodzaju rywalizacja. Tak było przez całe wieki, tak bywa i dzisiaj. 

        Roztropność nakazuje, aby ta rywalizacja nie przeradzała się we wrogość i walkę, lecz stanowiła wyzwanie skłaniające do porozumienia i zgody. Wspólne świadectwo Jedynemu Bogu właśnie tam ma szczególną wartość. Fascynacji Ziemi Świętej towarzyszy oczarowanie człowiekiem i ludźmi. Spotykamy ich tysiące tak barwnych i odmiennych, że tworzą wspaniałą mozaikę Dzieci Jedynego Boga. A wzgląd na to, że Ziemia Święta jest Ziemią Izraela skłania, aby ze szczególną uwagą przyglądać się tym, o których Paweł Apostoł w liście do Rzymian pisał, iż do nich należy „przybrane synostwo i chwała Przymierza i nadanie prawa, pełnienie służby Bożej i obietnice. Do nich należą praojcowie, z nich również jest Chrystus, według ciała, który jest ponad wszystkim, Bóg błogosławiony na wieki. (Rz.9, 4 – 5) 

        Do wszystkich, którzy do Izraela przybywają jako pielgrzymi, gdzie przez wieki wszechstronnie kwitło życie żydowskie, spotkanie z żywym judaizmem to fascynująca przygoda duchowa i intelektualną Różne są drogi, postawy życiowe poszczególnych uczestników, rozmaite są ich doświadczenia i stosunek do wiary,  odmienne wrażliwości i umiejętności jej wyrażania. Przez poznanie Ziemi Świętej pogłębia się niezwykle przeżycia i skłania do utrwalania swego Ducha. Wytwarzamy cenne świadectwa pokazujące jak kraje i realia biblijne żyją w każdym, kto decyduje się na spotkanie z nimi, jak go mobilizują, przemieniają i kształtują. 

        Nie chodzi o opisy odwiedzanych miejsc, te bowiem można łatwo znaleźć w przewodnikach, lecz o wołanie Ziemi Świętej potężniejące w sercach i umysłach nawiedzających ją pielgrzymów. 

        Organizowane pielgrzymki do Ziemi Świętej zawsze miały charakter religijny, ale jeden dzień jest przeznaczone na kuracyjną kąpiel w Morzu Martwym, zwiedzanie Yad Vashem, pomnika Menory. 

        Tym razem mieliśmy szczęście uczestniczyć w trzech świętach, co było powodem paraliżu komunikacyjnego w Jerozolimie – pierwsze, to wizyta prezydenta USA Trumpa, drugie to Przemienienie Pańskie, trzecie zjednoczenie Jerozolimy

        Z całego serca dziękuję księdzu Tadeuszowi Nosalowi, który przez cały tydzień prowadził po wszystkich miejscach biblijnych razem z księdzem A. Zawackim i księdzem Andrzejem Trederem odprawiali Mszę świętą przy Grobie Pańskim, Nazarecie, górze Tabor, górze Karmel, Kalwarii. W ciągu tak krótkiego czasu usłyszeliśmy historię wieków i Słowo Boże tak głębokie w treści w wygłaszanych homiliach.

        Pielgrzymka organizowana była z parafii Najświętszego Serca Pana Jezusa w Kitchener, pielgrzymi byli z 9 kościołów Ontario, 1 z Quebecu  (parafia Matki Boskiej Częstochowskiej - ksiądz Adam Zawacki), a w Jerozolimie dołączyła się grupa pielgrzymów z Australii.

        Jeżeli jeszcze otrzymamy miejsca w Domu Polskim to zapraszam wszystkich zainteresowanych na następną pielgrzymkę o takim programie 

John Krol polskie biuro podróży 

Travel, Trips and Tours Inc.

piątek, 26 maj 2017 14:38

WOŁYŃ, PODOLE - maj 2017 r. (2)

Napisane przez

         Okazuje się, że od czasu majdanu, bardzo mało Polaków tu przyjeżdża i siostra przełożona boleje nad tym, że w szkołach ukraińskich nie ma lekcji religii. Wyjeżdżamy do Lwowa przez BUCZACZ, miasto nad Strypą z wieloma cennymi zabytkami, założone w XIVw. W czasie rządów Kazimierza Wielkiego, Michał Buczacz wzniósł tu zamek w II poł. XIVw. ufundował kościół i parafię katolicka. W 1515r. król Zygmunt Stary nadal Buczaczowi miejskie prawa magdeburskie, potem rządzili tu Potoccy. 

        Najgłośniejszym wydarzeniem był najazd sułtana Mehmeta IV w 1672 r. Pod nieobecność męża obroną zamku kierowała Teresa Potocka, która wysłała do sułtana posłów z informacją, że zamku broni kobieta i pokonanie jej nie przyniesie mu sławy. Wtedy sułtan odstąpił od ataku, wstąpił na zamek i przyjął dary.

   Schodząc z zamku spotykamy chudziutkiego Polaka przewodnika (75 dol. emerytury!), który dalej nas prowadzi i objaśnia.

czwartek, 18 maj 2017 23:18

WOŁYŃ, PODOLE - maj 2017 r. [cz.1]

Napisane przez

        Tym razem pojechałam na Ukrainę dzięki panu prof. Porowskiemu i pani dr Eli Litwin, a towarzyszyła nam pani Małgorzata Górska, wszyscy z Instytutu Wysokich Ciśnień w warszawie. Koszt niewielki, tylko 400 zł. na 6 dni, bo przejazdy autobusem opłacił Harcerski Zespół Pieśni i Tańca „Dzieci Płocka”. Sympatyczną, utalentowaną i karną 40-osobowa grupą młodzieżowo-dziecięca kierował niezmordowany druh Tadeusz Milke z trzema pomocnikami, a bogatą dokumentację fotograficzną przygotowywał pan Jan Waćkowski. Trzeba również wspomnieć 2 mistrzów kierownicy, niezawodnych i sprytnych…

        Mając tak sympatyczne towarzystwo, a przede wszystkim młodych w autobusie, zaproponowałam panu Tadeuszowi, że podzielę się w autobusie, podczas jazdy wiadomościami o miejscach które będziemy zwiedzali, bo takie sobie przygotowałam. Dostałam zgodę i gadałam!

czwartek, 27 kwiecień 2017 22:53

Wielka woda u Dzidki i Andrzeja Sadeckich

Napisane przez

        Andrzej i Dzidka Sadeccy to ludzie, którzy lubią się z życiem brać za bary. Imigranci, którym w mieście za mało było wolności, i dlatego po różnych przygodach postanowili osiedlić się wraz czwórką swych dzieci nieopodal Killaloe na kanadyjskich Kaszubach. Tam prowadzą ośrodek kempingowo-trailerowo-cottage’owy Covered Bridge Park nad piękną i rybną rzeką Bonnechere, niedaleko jej wyjścia z Round Lake. No i właśnie tam w tym roku przeżywają pierwszą poważną powódź. Na razie zdołali uratować dom przed podmyciem, ale nie wiadomo jeszcze, czym się to wszystko zakończy. 

        Dzidka Sadecka opisuje sytuację następująco:

        – Renfrew Power Generation jest odpowiedzialne za regulowanie wody w rzece i obsługę tamy, która jest na naszej posiadłości.

        We wtorek pod naciskiem tych, których zalewało powyżej tamy, Sean Cameron otworzył przepust. Nikt nas o tym nie powiadomił, a nasz dom jest może jakieś 300 m, a może mniej od tamy. 

        Zalało nas, rzeka utworzyła nowe koryto z bardzo silnym strumieniem i zaczęła podmywać fundamenty naszego domu.  Piwnica jest w wodzie, mamy 4 pompy pracujące non stop, a i tak stoi woda. 

        Od samego początku dzwonimy po pomoc najpierw lokalnie do Killaloe Hagarty Richards, do Renfrew, PM, MPP – nikt nie może pomóc, każdy pokazuje palcem kogoś innego. Osobiście odwiedzili nas posłowie Cheryl Gallant i John Yakabuskie, by powiedzieć, że nic się nie da zrobić, że trzeba organizować sąsiadów i znajomych. Nikt nie chce ogłosić stanu wyjątkowego, ponieważ nie jesteśmy jeszcze w tej kategorii. 

        Z Ottawy przyjechała telewizja CityTv. Z naszej gminy nikt nawet raz nie zadzwonił, żeby zapytać, czy jeszcze żyjemy. 

        Nie mogę uwierzyć, że jestem w Kanadzie, gdzie płacę ogromne podatki, a NIE ma ŻADNEJ pomocy. Przed domem mamy pokopane rowy, które trzeba będzie naprawić. Jest straszna wilgoć, martwię się, jak będziemy tu mieszkać (oczywiście nie mamy wody pitnej). Dzieci – Olek miał lymphomę kilka lat temu, a Julia ma astmę.

        W środę po południu zadzwoniłam na 911 i przyjechało kilku strażaków, którzy fizycznie pomogli uratować kilka rzeczy, zawołali kogoś z ciężkim sprzętem i przyciągnęli kilka ściętych wielkich drzew, które trochę zablokowały wodę. 

        Wielu młodych ludzi z okolicy pomogło ułożyć wał, który odsunął główny nurt rzeki od domu. Przyszło ok. 50 osób. Bonnechere przekroczyła stany alarmowe na znacznym odcinku i wzdłuż jej biegu jest wiele podtopień.

        Państwo Sadeccy mają pretensje do ludzi odpowiedzialnych za tamę, że ich nie ostrzegli o planowanym spuszczaniu wody, co nie pozwoliło się im przygotować, otoczyć domu, odsunąć nurtu od zabudowań...

        Tak czy owak, miejmy nadzieję, że polski duch solidarności pozwoli rodzinie przetrwać, a tegoroczny sezon turystyczny będzie mimo trudnych początków wyjątkowo udany.

        Trzymamy kciuki, gdyby ktoś chciał wesprzeć choćby dobrym słowem:

        Covered Bridge Park, 1424 Round Lake Rd, Killaloe, ON K0J 2A0. Tel.: (613) 757-3368, http://www.coveredbridgepark.com. A jeśli finansowo, to: CIBC  00306 010 7613539 Andrzej lub Zdzislawa Sadecki.

Płynęliśmy sobie któregoś letniego dnia pięknym jeziorem, chłodzeni lekkim wiaterkiem, przez morze żółci i bieli grążeli i nenufarów. Nigdzie się nam nie spieszyło, delikatnie zanurzaliśmy wiosła w wodę, penetrując kolejne zatoki, wpływając w wąskie rzeczki, płytkie bagniska pokryte czerwoną drapieżną rosiczką, przy której wylegiwały się w słońcu zielone żaby, by znów wypłynąć na otwartą wodę.

Choć staraliśmy się nie robić hałasu, nasze pojawienie się anonsowały ostrzegawcze, przeciągłe gulgotania nurów lodowców, najpiękniejszych ptaków na ziemi, przez Polaków zwanych popularnie z angielska loonami. Ich głos nieodłącznie kojarzy się z Północą, szczególnie ten specyficzny, kiedy zwołują się do wspólnego odlotu na zimę na lodowate wody Arktyki. Nury są ostrożne, czasami wypłyną blisko canoe, by zaraz potem zanurzyć się pod wodę i pojawić się daleko, daleko od ludzi.

        Wiosłonos amerykański (american paddlefish) to gatunek słodkowodnej ryby jesiotrokształtnej, jedyny przedstawiciel rodzaju Polyodon. Skamieniałości podobnych gatunków datuje się na 300 milionów lat, czyli pojawiły się prawie 50 milionów lat przed dinozaurami. Występuje w dorzeczu Missisipi i w jeziorze Erie. Dziobowaty wyrostek na głowie stanowi niekiedy jedną trzecią długości ciała. Co ciekawe, jest wydłużeniem czaszki, a nie szczęki. Jest bardzo czuły, pokryty elektroreceptorami. Wiosłonos chwyta pokarm, pływając z szeroko otwartym pyskiem w strefie pozbawionej roślinności i odfiltrowuje plankton za pomocą długich i gęstych wyrostków filtracyjnych. Najczęściej osiąga 1,5 metra długości, masa ciała ok. 27 kg. Żyje kilka – kilkanaście lat, choć niektóre osobniki dożywają 60 – 70 lat.

        Wiosłonosy to moi zdecydowani faworyci w torontońskim Ripley’s Aquarium. Mogłabym długo stać przed wielkim akwarium, w którym pływają, i zaglądać w ich otwarte paszcze.

piątek, 24 marzec 2017 07:24

Motylowe zoo - urok przepoczwarzania się

Napisał

        Motyle są piękne. Nie ma dwóch zdań – i dają powód do zastanowienia się, co takiego może wyrosnąć z brzydkiego robala.

        W ubiegłym roku byliśmy z córką w motylarni koło Cambridge i wówczas ktoś mnie zapytał, czy byłem w tej w Niagarze.

        No, nie byłem, więc pojechaliśmy w niedzielę. W dzień wolny od ruchu drogowego nie jest to daleko – bo tylko nieco ponad godzinę drogi – praktycznie cały czas jedziemy autostradą QEW, by na koniec zjechać ostatnim zjazdem w Kanadzie z 405. Nieco denerwuje fakt pobierania 5-dolarowej opłaty za parking, no ale mówi się trudno. Samo wejście kosztuje 14,55 dol. od osoby dorosłej i 9,45 dol. od dziecka – plus podatek.

        Niagara Parks Butterfly Conservatory – bo tak oficjalnie nazywa się motylowe zoo – leży przy urokliwej drodze z Niagara-on-the-Lake do Niagara Falls, 10 min drogi od wodospadów.

piątek, 17 marzec 2017 15:24

Jedzie pociąg z daleka…

Napisane przez

        Częściej jednak jedzie z bliska niż z daleka – z lotniska Pearsona na stację Union lub w przeciwnym kierunku. W dni powszednie dwa razy na godzinę trafi się pociąg GO lub prawdziwa perełka w postaci pociągu Via Rail.

        Całkiem niedawno odkryłam nową rozrywkę dla dzieci, jaką jest obserwowanie przejeżdżających pociągów. Ania rośnie i jest już w stanie przejść 5 kilometrów. To rozszerzyło nasze horyzonty o całkiem elegancką kładkę nad torami między Dundas St. W. i Wallace Ave. (przy stacji GO Bloor i niedaleko metra Dundas West). Wdrapujemy się więc po schodach i wlepiamy wzrok w tory pod nami. Przeważnie staramy się wybrać po 10, tak by być na miejscu o 10:40. Ruch jest wtedy spory, właściwie co 5-10 minut przejeżdża pociąg. Warto patrzeć na sygnalizację, bo wtedy wiadomo, z której strony i na którym torze można się czegoś spodziewać.

        Właśnie poczta dostarczyła nam opatrzoną symbolem bobra kartę dziennego wstępu do wszystkich parków narodowych Kanady na cały 2017 rok. To prezent od rządu federalnego dla obywateli i rezydentów na obchodzone w tym roku 150-lecie kanadyjskiej konfederacji. Przesyłka zawierała także mapkę ze wszystkimi miejscami w Kanadzie, do których darmowego zwiedzenia karta upoważnia. Jest tego sporo, bo oprócz parków narodowych, można bezpłatnie zobaczyć tereny chronione na wodzie oraz narodowe miejsca historyczne. Dla kogoś planującego zwiedzanie Kanady w wakacje, to wielka gratka.

        W Ontario w przyzwoitej odległości od Toronto parków narodowych nie mamy za wiele, to: Thousand Islands, Georgian Bay Islands, Point Pelee i Pukaskwa oraz Bruce Peninsula, za to dużo miejsc i obiektów historycznych, jak np. HMCS „Haida”, Beausoleil Island, Fort George, Fort Wellington czy Kingston Fortifications. Pełną listę znajdą Państwo w Internecie na stronie www.parkscanada.gc.ca, tam też można wypełnić podanie o kartę. Wystarczy jeden Free 2017 Parks Canada Discovery Pass dla wszystkich osób w samochodzie do darmowego wstępu do parku narodowego, i jeden dla wszystkich osób, które przyjechały w grupie zwiedzać national marine conservation area lub miejsca historyczne.

        To nie koniec atrakcji przygotowanych dla nas przez rząd federalny. Na wyżej podanej stronie można wziąć udział w konkursie Discover Canada. Wystarczy się tylko zarejestrować. Do wygrania są warte tej krótkiej czynności fanty.

        Główną nagrodą jest 7-dniowy pobyt dla 4 osób w zachodniej Nowej Fundlandii, w słynnym Gros Morne Park, włącznie z przelotem w obie strony do Deer Lake. W tym 5 nocy w namiocie oTENTiK w parku, 1 noc w miejscu historycznym L’Anse aux Meadows albo St. Anthony, przedpłacona karta VISA na 3000 dolarów z CIBC, gift card ze sklepu sportowego MEC na 1000 dol.,  1100 dol. w postaci prezentów od Parks Canada, a także 2018 Parks Canada Group Discovery Pass.

        Druga nagroda to 3-dniowy pobyt w parku narodowym w namiocie oTENTiK (2 noce), w tym karta do sklepu MEC na 1000 dol. i karta VISA na 500 dol., a także prezenty od Parks Canada.

        Jeśli nie poszczęści się nam z główną wygraną, możemy stać się posiadaczami losowanej co dwa tygodnie karty do parków narodowych Kanady na 2018 rok oraz prezentów od Parks Canada.

        Wprawdzie „Goniec” już o tym na początku roku informował, ale warto o Free 2017 Parks Canada Discovery Pass przypomnieć, żeby nie zostawiać załatwienia karty na ostatnią chwilę, bo czas oczekiwania jest dosyć długi, my czekaliśmy półtora miesiąca.

        Powodzenia w losowaniu i  udanych wypraw do kanadyjskich parków życzą

Joanna Wasilewska
Andrzej Jasiński