Goniec

Register Login

Turystyka

Na Island Lake, przepięknym sztucznym jeziorze w Orangeville niedaleko Toronto, lód już puścił, cienka jego warstwa trzyma się jeszcze w zatoczkach. Widzieliśmy gęsi i kilka gatunków kaczek. Vicki Barron Lakeside Trail, szlak wokół jeziora, został ukończony. Ma teraz ponad osiem kilometrów i tworzy pętlę. Nową część szlaku poprowadzono głównie kładkami przez małe zatoczki, co daje niepowtarzalną możliwość obserwowania ptaków. Więcej informacji o tym przepięknym jeziorze w archiwum Gońca.

http://www.goniec.net/goniec/inne-dzialy/turystyka/szlakami-bobra-nie-trzeba-szuka%C4%87-daleko-od-domu-island-lake.html

 

środa, 23 marzec 2016 21:40

Big White - najlepsze narty w Kanadzie?

Napisane przez

    Udało się. Wbrew prognozom Canadian Weather Network i wbrew radom innych narciarzy.

    W październiku 2015 roku wykupiłem wczasy na nartach w Big White w Kolumbii Brytyjskiej. Wszyscy odradzali mi zachodnią część kontynentu. Z powodu El Nino zima na zachodzie Kanady miała być łagodna, mokra, z małą ilością śniegu, natomiast cały śnieg tej zimy miał spaść we wschodniej części kontynentu, tak jak poprzednio.

    "Jedziemy do Montrealu?", zapytał mój mąż w zeszły piątek około 15.00. Parę minut później mieliśmy już zarezerwowany samochód na 19.00, a ja wyciągałam z szafy małą walizkę i pakowałam po kilka sztuk niezbędnej odzieży dla każdego z naszej czwórki. Jeszcze tylko po odbiorze samochodu zrobiliśmy zakupy spożywcze i mogliśmy ruszać. Jacek uparcie twierdził, że nie będzie spał, dopiero w fotelu (tzn. w hotelu), ale nie wytrzymał długo.

    Około 1.30 nad ranem zameldowaliśmy się w motelu Lion w Long Sault pod Cornwall. Do Montrealu dojechaliśmy w sobotę przed południem. Po drodze czytaliśmy z przewodnika informacje o tutejszych atrakcjach. Nie zwykliśmy zwiedzać miast, więc mieliśmy na tym polu pewne zaległości. Zaczęliśmy od znalezienia punktu informacji turystycznej, w którym dostaliśmy informator i mapę. Następnie dały znać o sobie puste żołądki naszych dzieci, więc udaliśmy się na poszukiwanie miejsca, w którym moglibyśmy przygotować coś do jedzenia.

 

Klon cukrowy to narodowy skarb Kanady. Jego liść zdobi kanadyjską flagę. Syrop, wyrabiany z jego soku, to rozpoznawalny na całym świecie sztandarowy produkt eksportowy Kanady i ważna gałąź gospodarki kraju.
Kiedy w marcu i na początku kwietnia słońce zaczyna mocniej przygrzewać, w klonach cukrowych zaczynają krążyć soki, choć na zewnątrz wydaje się, że jeszcze smacznie śpią zimowym snem. Do zbioru soku najlepszy jest czas, gdy temperatura w dzień wynosi około plus pięciu stopni Celsjusza, a w nocy minus pięć. Jeśli wczesną wiosną zalega głęboka warstwa śniegu, proces krążenia soków w drzewie spowalnia, a jeśli wiosna jest bardzo ciepła, sok nabiera złego smaku i nie nadaje się do produkcji syropu. Żeby go wydobyć z drzewa, w pień na głębokość do 7,5 cm wbija się kranik. Drzewo musi mieć przekrój minimum 25 cm, każde 12,5 cm powyżej tej wielkości umożliwia dodanie kolejnego kranu. Współcześnie kraniki są połączone plastikowymi rurkami, tak że las wygląda jak polowe laboratorium. Każde drzewo daje wiosną 50 litrów soku. Klony rosną powoli, osiągają wielkość wymaganą do produkcji dopiero w wieku 50 lat. Najstarszy klon w Ontario, mający 300 lat, znajduje się w miejscowości Pelham, a jego obwód wynosi 6 metrów.


Kiedy 400 lat temu pierwsi europejscy osadnicy pojawili się we wschodniej Kanadzie, Indianie nauczyli ich wyrobu syropu klonowego. Dla Indian syrop klonowy był często jedynym źródłem energii zapewniającym przeżycie. W tamtych czasach tradycyjny cukier importowany z Europy był bardzo drogi, więc syrop klonowy stał się słodzikiem numer jeden dla osadników. Żeby go przechowywać przez cały rok, z syropu odparowywano prawie całą wodę i formowano go w bloki łatwe do przechowywania.


Indianie uzyskiwali syrop w dwojaki sposób. Wlewali sok do wydrążonych pni, a potem wrzucali do nich gorące kamienie z ogniska, systematycznie odparowując wodę. Drugą metodą było zamrożenie soku i zdjęcie zamarzniętej wody. Europejczycy od razu zaczęli udoskonalać stare metody. Sok gotowali w żelaznych kociołkach, potem wynaleźli specjalne wielkie płaskie patelnie. Pierwszy odparowywacz soku opatentowano w Quebecu w 1889 roku. W XIX wieku masowa produkcja puszek umożliwiła składowanie syropu i sprzedaż na całym świecie. Około roku 1900 tradycyjną patelnię unowocześniono, dodając w środku kanały, i powstała tzw. Flue Pan. W 1959 roku zaczęto stosować plastikowe rurki, choć ta technologia rozpowszechniła się dopiero w latach 70. XX wieku. Po zastosowaniu pomp ssących zbiór soku klonowego nie wymagał już zatrudniania wielu pracowników. Także w latach 70. wynaleziono technologię odwróconej osmozy, która pozwala na oddzielenie większości wody przed gotowaniem, co skróciło czas procesu produkcji o połowę.


Syrop osładzał życie osadnikom, cukierki z niego były jedynymi łakociami ich dzieci, a okres jego produkcji wielkim świętem. I dzisiaj, choć cukier mamy z buraków cukrowych lub cukrowej trzciny, klonowy syrop to przysmak, a czas jego produkcji to wielkie święto. Wszyscy, całymi rodzinami wybierają się do klonowych farm i na syropowe festiwale, gdzie można obejrzeć tradycyjne i nowoczesne metody produkcji, zjeść naleśniki polane klonowym syropem i skosztować klonowych cukierków.


My wybraliśmy się na syropowe szaleństwa do Mountsberg Conservation Area niedaleko Mississaugi, gdzie w marcu i kwietniu otwiera się Maple Town. Mountsberg utworzono na terenie dawnej farmy rodziny Cameronów. Archibald Cameron, głowa rodu, przybył do Kanady z miejscowości Perthshire w Szkocji w 1833 roku i kupił sto akrów ziemi. Jedno z jego bodajże ośmiorga dzieci, syn Duncan, kupił kolejne sto akrów przylegające do ziemi ojca. W 1857 roku zbudował dom z kamienia i stodołę, istniejące do dzisiaj. Jego syn James mieszkał tu do śmierci w 1962 roku. Region Halton zakupił w latach 60. ten teren w celu utworzenia na 200 hektarach zbiornika retencyjnego przez budowę tamy na rzece Bronte Creek. Dzisiaj Mountsberg obejmuje prawie 500 hektarów bagien, łąk i jezioro, przez które niestety prowadzi nasyp i linia kolejowa. Zbudowano tu wieże obserwacyjne, bo błota ściągają mnóstwo ptactwa. Jest kilkanaście kilometrów tras wycieczkowych, w zimie na cross country, przez las i kładek przez bagna.


W Mountsberg Conservation Area znajduje się sanktuarium dla niezdolnych do samodzielnego życia ptasich drapieżników. Można zobaczyć orły, sokoły, jastrzębie i sowy. Te, które uda się wyleczyć, są wypuszczane na wolność. Niezdolne do samodzielnego życia zostają stałymi rezydentami ośrodka. Przy każdej klatce historie tych bidaków, których nieszczęście na ogół zapoczątkował kontakt z cywilizacją lub głupotą albo okrucieństwem człowieka. Na przykład orzeł o imieniu Cornelius wpadł na linię energetyczną, trwale uszkadzając skrzydło. Może latać tylko na krótki dystans. Mieszka w Mountsberg już 22 lata. Sowa o imieniu Jazz urodziła się w niewoli. Człowiek jest wdrukowany w jej świadomość jako własny gatunek. Jazz często występuje na pokazach ptaków w Mountsberg. Octaviusa idioci chcący mieć sowę zabawkę wyjęli z gniazda jako pisklę. Octavius mieszka w Mountsberg od 2008 roku. Sowa Shadow urodziła się w niewoli i trafiła do ośrodka, gdy miała tylko miesiąc. Jest bardzo zżyta z pracownikami i często bierze udział w programach edukacyjnych i pokazach. Sokół Naghanni został skonfiskowany przez policję. Jest tu i Buzz, sęp wychowany przez człowieka. Nie umie nawiązać kontaktów z przedstawicielami swojego gatunku, ale bardzo lubi ludzi. Jest sowa o mieniu Sawyer. Ma uszkodzone oko, co uniemożliwia jej polowanie. Prawdopodobnie wpadła nocą w oświetlone okno lub uderzył ją samochód. Uderzenie przez samochód oślepiło też na jedno oko sokoła Rufusa, a inny sokół został postrzelony przez człowieka. Dla tych ptaków, które nie mogą latać, zbudowano schodki i poprzeczki, tak by mogły wspiąć się w górę i komfortowo zasiąść na drążkach na wysokości. Kilka razy dziennie zaprzyjaźnione ptaki można obejrzeć na specjalnych pokazach.


Oprócz ptaków drapieżnych, w Mountsberg można obejrzeć wystawę w centrum, kozy i owce w zagrodzie, na dzieci czekają słomiane bale do wspinaczki, stary traktor i stodoła do szaleństw, no a w marcu i kwietniu Klonowe Miasteczko. W tę sobotę był tu taki tłum, że na wjazd czekaliśmy w długiej kolejce, kolejka po placki polane syropem w miejscowej jadłodajni też była niemała. Kiedyś porcja to było kilka placków jeden na drugim, polanych syropem, teraz serwuje się jeden, dodatkowe trzeba kupić ekstra. Ale nadal za darmo można spróbować cukierków w kształcie klonowego liścia, zobaczyć na żywo starą technikę ich wytwarzania, posłuchać opowieści, jak kiedyś się produkowało syrop, a jak to wygląda współcześnie, zobrazowanych ekspozycją z płonącym ogniem, kotłami, i nowoczesnymi maszynami. Pogoda z temperaturą prawie 20 stopni plus uniemożliwiła niestety próbowanie zazwyczaj robionych o tej porze roku cukierków lodowych, tzn. syropu wylewanego prosto na śnieg i zamarzniętego. Można za to było kupić klonowy syrop i inne produkty w miejscowym sklepiku i przejechać się wozem zaprzężonym w dwa perszerony. No a przede wszystkim przejść się ścieżką przez las 600 zakubełkowanych teraz cukrowych klonów, oznaczoną znakiem ze stosem omletów polanych syropem. Szlak opatrzono ciekawymi tablicami informacyjnymi.


Mountsberg Conservation Area to dla rodzin z dziećmi fantastyczne miejsce. I zabawa, i lekcja biologii, i lekcja historii, a pasjonaci fotografii mogą wziąć udział w konkursie Selfi Spot, robiąc zdjęcia w oznaczonych miejscach. Mountsberg w marcu to po prostu Kanada w pigułce. Maple Town będzie czynne do 3 kwietnia w godzinach 10.00-16.00, w czasie March Brake, od 14 do 18 marca, codziennie w tych samych godzinach.
Zbiór soku klonowego można oglądać i smakować w wielu miejscach w Ontario. Najbardziej popularne imprezy niedaleko Toronto odbywają się w Crawford Lake Conservation Area i Bronte Creek Provincial Park, ale jest ich w Ontario wiele więcej, najlepiej wygooglowac Maple Syrup w Internecie.
Mountsberg Conservation Area położone jest między Hamilton i Guelph, ok. 50 minut jazdy od Toronto. Dojazd Highway 401 do Guelph Line (exit 312), potem do Campbellville.  Skręcić w prawo w Campbellville Road, potem 5 km i skręcić w Milborough Line (są znaki do parku).  Więcej informacji pod nr 905 854-2276.


Joanna Wasilewska
Andrzej Jasiński


Takiej zimy w południowym Ontario najstarsi górale nie pamiętają. Połowa lutego,

a śniegu ani widu, ani słychu. A jak już się pojawiał, to topiła go natychmiast wiosenna temperatura siegająca 15 stopni plus. Większość tras na biegówki wokół Toronto nieczynna, wokół Toronto, tzn. do 250 km od niego, jedynie Park Prowincyjny Arrowhead ogłaszał, że jakość śniegu jest excellent, co zdaje się nie było prawdą, bo Algonquin, leżące tuż obok, informowało o bardzo złym stanie swoich tras.

Gdy wreszcie w długi weekend przyszła zima, to zafundowała nam temperaturę taką,
że przez dwa dni nie chciało się wychodzić z domu, a co dopiero jechać na narty. W poniedziałek, w Family Day, nie wytrzymaliśmy i pojechaliśmy na biegówki do Wasaga Beach. O 10 rano byliśmy pierwszymi gośćmi, park mieliśmy dla siebie, było cieplej, niż oczekiwaliśmy, wszystko pięknie przykryte świeżym śniegiem. Jechaliśmy dopiero co zrobionym śladem. O 12 w południe zaczęło się ocieplać i pojawiło się więcej ludzi, chociaż nigdy nie ma tu tłumów. Widzieliśmy ślady jeleni, dzięcioła, który korzystał z parkowego karmnika, orła, wymieniliśmy parę uwag z ludźmi na trasie o dziwnej tegorocznej zimie, i z miłą grupą przy ognisku, gdzie można upiec kiełbaskę i gdzie toczy się życie towarzyskie.

Co nowego w parku? Jak wszędzie, wzrosła cena biletów, kosztują teraz 13 dol. dla dorosłych za dzień. Pojawiły się tablice na trasach ze współrzędnymi do GPS. Chyba mało przydatne, wokół parku są osiedla, cywilizacja. Postawiono także nowe piękne słupki z oznaczeniami tras. Hm, no ładnie, i pewnie drogo, stąd i ceny rosną.

Pisaliśmy już o Wasaga Beach, tekst można znaleźć w archiwum Gońca w dziale turystyka. Dla tych, którzy go nie znają, króciutki opis. Prowincyjny Park Wasaga Beach to 800 hektarów wydm, na których utworzono Wasaga Nordic Centre i trasy do nart śladowych – numer dwa na naszej liście najatrakcyjniejszych miejsc na biegówki. W zimie Wasaga Nordic Centre oferuje 30 kilometrów świetnie maszynowo przygotowanych tras, tym przyjemniejszych, że na tych łatwiejszych są zazwyczaj podwójne ślady, można jechać obok siebie, w tym 8 kilometrów tras do kroku łyżwowego. Prowadzą przez bukowe, jodłowe, ale w większości sosnowe lasy, dlatego tak tu pięknie zimą, zielone igły zwykle pokryte są czapami śniegu, tworząc bajkowy krajobraz.

Większość tras jest bardzo łatwa, dla początkujących i dla dzieci, ale polecamy trudniejszy szlak – Monument Hill i High Dune Trail, razem około 12 km. Wspinają się na grzbiety wydm, schodzą w dolinki, można tu szusować długimi zjazdami, a z góry jest przepiękny widok na okolicę, choć nie widać jeziora Huron. Są tu dwa miejsca, oznaczone ostrzeżeniami, gdzie koniecznie trzeba zdjąć narty i zejść na nogach bokiem trasy.

Główna baza mieści się w domku przy parkingu, tam kupuje się bilety, można po przystępnych cenach wypożyczyć narty dla dorosłych i dzieci, są szafki na buty i łazienki, mała jadalnia, gdzie można zjeść własny prowiant lub zakupić kanapki i napoje, a także zaopatrzyć się w smary do nart czy zapomniane rękawiczki. Jak ktoś chce się ogrzać w bardziej nastrojowych okolicznościach, w szopie obok są drewniane stoły i stale palący się ogień w żeliwnym piecu, a także specjalny stojak do smarowania nart.

Wasaga Nordic Centre czynne jest od grudnia do marca w godz. 9.00-17.00. Centrum oferuje niewygórowane ceny za wypożyczenie sprzętu, po informacje i w sprawie warunków na trasie proszę dzwonić bezpośrednio do Wasaga Nordic Centre, tel. 705-429-0943.

Dojazd: ok. dwóch godzin na północ od Toronto, alternatywne trasy Airport Rd. lub Hwy 400. W Wasaga jechać River Rd. West, skręcić w Blueberry Trail na południe, Nordic Ski Centre znajduje się po lewej stronie drogi, wyraźnie oznaczony. Współrzędne do GPS: 44.50697 –80.01489.

Polecamy stronę Ontario Parks zawierającą aktualne raporty o stanie tras narciarskich w parkach prowincyjnych Ontario – www.parkreports.com/skireport/.

Tekst i zdjęcia
Joanna Wasilewska/Andrzej Jasiński
Mississauga

W sobotę po południu stwierdziliśmy, że nie warto siedzieć w domu, skoro od jutra ma padać. Mój mąż jest szczególnym entuzjastą chodzenia po lesie po ciemku, pojechaliśmy więc do Grimsby na Bruce Trial. Fragment ten opisywałam już wcześniej, latem. (Czytaj tutaj oraz tutaj) Teraz oczywiście na trasie nie spotkaliśmy nikogo. Od dużego parkingu przy Quary Rd przeszliśmy 900-metrową pętlą do trzech punktów widokowych, by popatrzeć na jezioro Ontario i światła otaczających je miast.


Skoro już byliśmy tak blisko, zahaczyliśmy także o Niagara Falls. Dzieciom szczególnie podobały się światła i neony. Mimo późnej pory Ania nie zmrużyła oka. Oprócz spaceru w kierunku wodospadu zafundowaliśmy sobie przejażdżkę diabelskim młynem. 10,99 od osoby dorosłej, 7 dol. dzieci do 12 lat, maluchy do lat 3 nie płacą. Warto - zwłaszcza, że robi się aż pięć okrążeń.
Polecam!
Katarzyna Nowosielska-Augustyniak

poniedziałek, 28 grudzień 2015 10:02

PRYWATNE DOMY SENIORA W POLSCE

Napisane przez

Strony internetowe Domów Opieki reklamujących się w "Gońcu"

Opoka dla Seniora - Warszawa
SeniorMed - Wicko k/Międzyzdrojów
Paraiso - Brenna, woj. śląskie
ComfortPlace - Jastków
Jovimed - Ksawerów 10km od centrum Łodzi
Spokojna Przystań - Baniocha
Dom Opieki Józefina - Józefów k. Warszawy
Dom Seniora „Willmanowa Pokusa” - Krzeszów, woj. dolnośląskie
Dom Seniora „Młodzi Duchem” - Gietrzwałd k/Olsztyna
Dom opieki „Nasz Dom” - Komarowo k/Szczecina
Angel Care - Wrocław
Dom Seniora Ewa Kuzemko - Kobylniki k/Poznania
Rezydencja Rydz - Kudowa Zdrój


 

Umieszczenie bliskiej osoby w profesjonalnej placówce opiekuńczej może być najlepszym rozwiązaniem dla Polonii z całego świata,
borykającej się z problemem pozostawionych w starej Ojczyźnie sędziwych rodziców.

        Społeczeństwa zachodnie starzeją się, a statystyki demograficzne pikują w dół. Już za 15 lat  co czwarty Europejczyk będzie emerytem. Tym samym wzrośnie liczba osób wymagających opieki zewnętrznej, również hospicyjnej. I choć obecnie w domach opieki w Polsce przebywa ok. 100 tys. seniorów,  nasze pokolenie ma szansę powiększyć tę liczbę do 4 mln. Pomimo tych prognoz w Polsce od lat brakuje publicznego, spójnego systemu opieki senioralnej, przede wszystkim długoterminowej i opartej na specjalistycznych formach rehabilitacji geriatrycznej. Niewydolna opieka społeczna nie jest w stanie zagwarantować wszystkim potrzebującym stałej usługi opiekuńczej, zaś do publicznych domów spokojnej starości latami czeka długa kolejka chętnych. Na szczęście na tę sytuację zareagował rynek prywatny, oferując seniorom wysoki i różnorodny poziom opieki, a ich bliskim poczucie spełnionego obowiązku wobec sędziwych dziadków czy rodziców.

 

Rynek senioralny budzi się do życia

        Starzejące się społeczeństwo to również starzejąca się rodzina i konieczność podjęcia opieki nad seniorem w szerokim zakresie. Na wsi, gdzie wielopokoleniowość rodzin jest powszechna, a rozkład dnia pracy elastyczny, sprawowanie pieczy nad babcią czy dziadkiem jest często organizacyjnie łatwiejsze niż w miastach. Na szczęście deficytowi rządowych rozwiązań systemowych w sukurs przyszedł rynek. To dzięki środkom prywatnych inwestorów, pożyczkom zaciągniętym przez przedsiębiorców oraz inicjatywie zapalonych, pełnych empatii i pomysłów ludzi powstała nowa jakość na rynku senioralnym – sieć wzorowo funkcjonujących prywatnych placówek opiekuńczych. Nazywają się domami, willami czy ośrodkami seniora, a w całej Polsce działa ich już kilkaset, w każdym praktycznie zakątku kraju. To ich właściciele i pracownicy zmieniają powoli, choć skutecznie, świadomość Polaków na temat opieki geriatrycznej i potrzeb emocjonalnych ludzi starszych. Udowadniają, że starość nie musi być samotna i ponura, i że specjalistyczna i troskliwa opieka nie tylko podnosi jakość życia, ale poprawia zdrowie fizyczne i psychiczne.

        – Od kilku miesięcy mieszka u nas małżeństwo. Niestety, pan trafił tu z zaawansowaną demencją, i z uwagi na konieczność specjalistycznych terapii para musiała zamieszkać w osobnych pokojach. Po kilku tygodniach stosowania rehabilitacji neuropsychologicznej i ruchowej stan naszego pensjonariusza poprawił się na tyle, że małżeństwo znów mieszka razem, co daje im poczucie szczęścia – mówi Zofia Skrzypkowska, Kierownik Domu Opieki „Józefina” w podwarszawskim Józefowie. – Ta historia może uświadomić rodzinom seniorów jak ważna jest szybka diagnoza i specjalistyczna pomoc w opiece geriatrycznej, zapewnianej całodobowo w takich placówkach jak nasza.

 

Dzieci wyrodne czy troskliwe?

        Kiedy dzisiejsza Polonia w latach 80. czy 90. opuszczała kraj, miała utrwalony w głowach posępny obraz rynku opieki senioralnej w Polsce – nieliczne, państwowe „przytułki” dla ludzi niedołężnych, zwane oschle „domami starców”. Niedofinansowane  i po macoszemu traktowane przez kolejnych ustawodawców, ośrodki zdarzały się być wylęgarnią patologii i ludzkich dramatów. Umieszczenie seniora w takiej placówce nierzadko wiązało się z trudnym wyborem pomiędzy poczuciem obowiązku wobec starych rodziców, a potrzebą powrotu do normalnego życia zmęczonej rodziny. Powszechny stereotyp „wyrodnych dzieci” powodował, że osoby takie spotykały się z napiętnowaniem ze strony środowiska sąsiedzkiego. Dziś publiczne placówki podwyższyły znacznie standardy opieki, ale wciąż jest ich niewystarczająca liczba. Zaś w ograniczonych lokalnie społecznościach nadal panuje przekonanie, że zapewnienie starzejącym się rodzicom miejsca, nawet w komfortowym domu seniora jest przejawem niewdzięczności wobec nich. Powtarzane zaś przysłowie o tym, że „nie przesadza się starych drzew” daje społeczne przyzwolenie na samotną starość, rozwój niezdiagnozowanych schorzeń i wypadki podczas codziennych domowych czynności. Przy nich brak regularnych ciepłych posiłków czy świeżego pieczywa wydaje się błahostką. Czy jednak kiwający się przez kilka godzin dziennie w oknie samotny, stary człowiek faktycznie czuje się szczęśliwy wyłącznie dlatego, że to jego okno i jego dom?

        – Opieka senioralna to nowa przestrzeń społeczna, i wszyscy uczymy się w niej funkcjonować – mówi Dariusz Nieścior, właściciel luksusowego Domu Seniora „Młodzi Duchem” na Mazurach. – Zadajmy sobie pytanie, czy nie krzywdzimy bardziej naszych seniorów pozostawiając ich samych  w domu? Czy nie lepiej jest, jak starszy człowiek – jak to jest w naszym ośrodku, żyje wśród osób w podobnym wieku, uczestniczy w licznych zajęciach, spacerach i wycieczkach, dobrze się bawi, ma zapewnioną całodobową opiekę, w tym medyczną, i pyszną kuchnię? Nasi podopieczni żyją pełnią życia, a my staramy się, aby to życie trwało jak najdłużej, by rodziny mogły cieszyć się ich szczęściem.

 

Starość to trzecia, szczęśliwa młodość

        Kolejnym szkodliwym stereotypem o seniorach jest ten, że ludzie starsi mają wygaszone potrzeby emocjonalne, zaś przyjaźń i miłość dawno już za sobą. Nic bardziej mylnego! Problemy z pamięcią krótką i obniżona sprawność fizyczna nie muszą wpływać na emocje, potrzebę bliskości, rozwijania pasji i realizacji pragnień. Doskonale wiedzą o tym właściciele i opiekunowie domów seniora, nierzadko będący świadkami miłosnych uniesień i romantycznych porywów swoich podopiecznych. Gdy ci trafiają do ośrodka, spragnieni kontaktu z ludźmi, odczuwają silną potrzebę identyfikacji z podobną grupą społeczną, czynnego uczestnictwa w życiu placówki, udziału z zajęciach terapeutycznych, kulturalnych i rozrywkowych. Bycie z ludźmi o podobnych  parametrach wiekowych i fizycznych daje im poczucie bezpieczeństwa, bliskości i spełnienia. Nierzadko cofają się stany depresyjne i demencyjne, a uspokojona dusza wpływa na polepszenie kondycji fizycznej. Znów zaczynają się śmiać. Doskonałe warunki bytowe, dobra, domowa kuchnia i opiekuńcza kadra dopełniają obrazu spokojnej i szczęśliwej starości, pełnej pasji i wzruszeń. Otoczeni opieką empatycznych osób ludzie ci stają się radośni i z niecierpliwością wyczekują kolejnego dnia.

 

Dobrze jak w domu? Nie, lepiej!

        Już wirtualny spacer po stronach internetowych prezentowanych w Gońcu domów seniora nie pozostawia wątpliwości, że są to komfortowe placówki, często z eleganckim wystrojem wnętrz, z umeblowaniem i infrastrukturą dostosowaną do wieku i możliwości ruchowych mieszkańców, i z profesjonalnym zapleczem rehabilitacyjnym. To ośrodki zapewniające swoim mieszkańcom warunki bytowe o nierzadko wyższym standardzie niż mieli we własnym domu. Niekiedy, jak w podwarszawskiej „Józefinie”, każdy pokój jest dostosowany do potrzeb osób niepełnosprawnych lub obłożnie chorych. Mieszkańcy wielu z nich mają zapewnione usługi kosmetyczne czy wellness, a w śląskim „Paraiso” czy w bydgoskim „Leśnym Domu Seniora” będą mogli korzystać nawet z uzdrowiskowego dobrodziejstwa groty solnej.

        Stworzenie placówki z prawdziwym, rodzinnym klimatem było priorytetem dla Michała Frączyka, właściciela nadmorskiego „SeniorMedu”. – Nasi seniorzy i opiekunowie mieszkają w tym samym budynku, więc jesteśmy razem przez całą dobę. Dzięki temu mają pełną, całodobową opiekę. Naszą zasadą jest „być razem”. Tu nikomu nie doskwiera samotność. Poza tym możemy poznać doskonale zwyczaje, potrzeby i pragnienia naszych mieszkańców, i tym samym spełniać je, gdy tylko to możliwe – mówi Michał Frączyk.


        Wszystkie te ośrodki, oprócz typowej, codziennej obsługi oferują swoim mieszkańcom domową kuchnię wraz z indywidualnymi dietami na zalecenie lekarza. Funkcjonują jak dobre hotele, w których podopieczni traktowani są jak wyczekiwani goście, a nierzadko rozpieszczani przez właścicieli i empatyczny personel. Nikogo nie dziwi własna kapliczka lub odwiedzający regularnie ośrodek zaprzyjaźniony ksiądz. – Gotujemy dla naszych mieszkańców na miejscu, dzięki temu mamy możliwość przygotowywania potraw na indywidualne życzenie każdego mieszkańca. Ktoś lubi naleśniki, ktoś inny pierogi, dlaczego nie? – mówi Dorota Maziakowska, dyrektor dolnośląskiego Domu Seniora „Willmannowa Pokusa” w Krzeszowie. – Staramy się, by nasi seniorzy czuli się tu jak w domu. Dlatego zachęcamy, by przeprowadzili się do nas wraz ze swoim ulubionym fotelem lub innym przedmiotem, który darzą szczególnym sentymentem. I oczywiście nie muszą rozstawać się ze swoim pupilem – pies, kot czy papużki są u nas mile widziane.

        Domowy klimat zapanuje także w „Leśnym Domu Seniora” w Piastowie pod Bydgoszczą, który jest połączeniem domu opieki, ośrodkiem wypoczynkowym wysokiej klasy i luksusowym SPA. Oprócz profesjonalnej opieki medycznej i zaawansowanej rehabilitacji placówka zapewni swoim mieszkańcom cały szereg form aktywności ruchowej i rozrywkowej w opcji all inclusive, oraz prawdziwie domowe warunki pobytu. – Przyszli mieszkańcy mogą wziąć udział w projektowaniu własnego pokoju, np. dobrać kolory ścian czy wybrać wyposażenie, dlatego umożliwiamy przeprowadzkę z własnymi meblami i sprzętami – mówi Katarzyna Wiśniewska, dyrektor „Leśnego Domu Seniora”. Chociaż otwarcie ośrodka zaplanowane jest na wiosnę 2017 r., rezerwacje już trwają. Na tym etapie można liczyć na atrakcyjne rabaty, a wybór apartamentów jest wciąż bogaty.

 

Domy niespokojnej starości

        W dobrych domach seniora nie ma miejsca na nudę. Część dnia wypełniają zlecone przez lekarzy procedury medyczne oraz zajęcia terapeutyczne. Ale oprócz nich w placówkach dzieje się dużo więcej. Ich właściciele zadbali też o potrzeby kulturalne i rozrywkowe swoich mieszkańców. Koncerty, występy teatralne czy imprezy wewnętrzne integrują i zaspokajają potrzeby psychiczne mieszkańców tych ośrodków. To dla ich komfortu Dariusz i Karolina Nieścior organizują w „Młodych Duchem” wycieczki i imprezy kulturalne, a nawet urządzili salę kinową (własne kino ma również „Józefina”), zaś Zdzisław Pałys, właściciel Domu Seniora „Paraiso” w malowniczej Brennej, wraz z żoną Kubanką („paraiso” to po hiszpańsku „raj”) zorganizowali prywatne zoo. Wybudowali również jacuzzi i duży grill, służące rozrywce i integracji pensjonariuszy. Swoją inicjatywę Pałysowie nazywają nie pracą, a misją. – Jest nią nie tylko świadczenie usług opiekuńczych i bytowych w formie całodobowej, ale też zaspokajanie potrzeb psychicznych naszych mieszkańców. Dajemy im poczucie dobrze przeżytego czasu, a to najważniejsze. A oprócz tego rozrywkę, bezpieczeństwo i radość z każdego spędzonego z nami dnia – mówi szef beskidzkiego „raju”.

        – Dla naszych seniorów organizujemy przedstawienia i koncerty i wycieczki krajoznawcze – wyjaśnia Agnieszka Nyc, manager podwarszawskiej „Spokojnej Przystani”, dysponującej aż dwoma obiektami opieki senioralnej. – Poza tym nasi podopieczni regularnie uczestniczą w zajęciach rehabilitacyjnych oraz plastycznych i muzycznych. Widzimy, jak doskonale podnosi to ich sprawność umysłową, stymuluje procesy poznawcze czy relacje społeczne. Dzięki pięknemu usytuowaniu naszych placówek mieszkańcy korzystają też z altan i tarasów otoczonych sosnami. Daje im to radość.

tabeladomy 01


Dać jak najwięcej

        Opieka senioralna to nowa jakość na polskim rynku, więc placówki stale poznają potrzeby swoich mieszkańców i to nich dostosowują swoją ofertę, która ciągle się rozrasta. A to wszystko – by zagwarantować seniorom maksimum wygody i bezpieczeństwa, oraz zapewnić procedury medyczne spowalniające procesy starzenia się.

        Nowoczesne, wrocławskie Centrum Seniora „Angel Care” zainwestowało m. in. w system „dyskretnej opieki”, dający pensjonariuszom poczucie prywatności przy jednoczesnej pełnej dyspozycyjności personelu na każde zawołanie. Zastosowany jest w tzw. Apartamentach Chronionych, wyposażonych w dyskretny system przywoławczy, również w łazience. – Mieszkaniec Apartamentu Chronionego pozostaje niezależny i dowolnie planuje dzień, a jednocześnie może liczyć na dyskretną opiekę i wsparcie naszego personelu. U nas seniorzy mają gwarancję bezpieczeństwa i odczują ulgę w wykonywaniu codziennych obowiązków – mówi Michał Kowalski, dyrektor generalny „Angel Care”. – Zapewniamy optymalne warunki do tego, aby szczęśliwie się starzeć.

        Hotelowe warunki oraz formy nowoczesnej terapii oferuje swoim podopiecznym także Dom Opieki i Rehabilitacji „Comfort Place”. Podlubelski ośrodek jest znany z zastosowania nowatorskich terapii usprawniających, m. in. EEG Biofeedback Breath. Wykorzystywana w „Comfort Place” innowacyjna na skalę światową aparatura rehabilitacyjna do diagnostyki i terapii, skutecznie odwraca skutki procesów demencyjnych,  przyspiesza procesy mentalne, w tym uczenia się, przypominania i utrwalania wiadomości, oraz poprawia jakość snu.

        Własne, specjalistyczne Centrum Rehabilitacji posiada też położony pod Łodzią Dom Seniora „Jovimed”, w którym po postawionej przez lekarza specjalistę diagnozie można rozpocząć różnorakie formy terapii oraz rehabilitację pacjentów po udarze, operacjach ortopedycznych i pobytach w szpitalu. Należący do prestiżowego, ogólnopolskiego centrum medycznego Enel-Med komfortowy ośrodek oferuje swoim mieszkańcom także całodobową opiekę medyczną, również pensjonariuszom cierpiącym na choroby przewlekłe.

        Niewątpliwą zasługą prywatnych ośrodków opieki geriatrycznej jest burzenie szkodliwych stereotypów o ograniczonych potrzebach osób starszych. Praca „u podstaw” i codziennie nabywane doświadczenie skłoniło właścicieli wielu ośrodków seniora do zapewnienia swoim mieszkańcom dodatkowych, atrakcyjnych form wszelkiej aktywności. W podwarszawskiej „Józefinie” seniorzy mają do dyspozycji m.in. kawiarnie i stanowiska komputerowe, więc mogą uczyć się surfowania w internecie. Korzystają także ze stref Relaksu i Urody, gdzie, podobnie jak w „Willmannowej Pokusie” mają zapewnione usługi fryzjerskie i kosmetyczne. O sylwetkę dbają także mieszkańcy Domu Seniora „Jovimed”, w którym funkcjonuje Wellness Club dla seniorów – cieszący się dużym powodzeniem.

 

Pani Zosia znów mówi

        Pensjonariuszy domów seniora można podzielić na trzy podstawowe grupy – sprawnych, lecz wymagających wsparcia w codziennym czynnościach, niepełnosprawnych fizycznie lub wymagających opieki hospicyjnej i paliatywnej, oraz seniorów cierpiących na choroby otępienne. Strefę Wzmożonej Opieki dla osób ze schorzeniami otępiennymi i neurologicznymi oferuje Dom Seniora „Józefina”, zaś warszawska „Opoka dla Seniora” specjalizuje się w opiece nad chorymi  cierpiącymi na alzheimera i choroby neurologiczne, w tym z ciężkimi stanami otępiennymi.

– Nigdy nie tracimy nadziei – mówi Iwona Szczepanik, właścicielka „Opoki dla Seniora”. – Od trzech lat mieszka u nas pani Zosia, pensjonariuszka niemówiąca z powodu przewlekłego otępienia czołowo-skroniowego. Niedawno,  podczas niedzielnej mszy wydarzyło się coś niezwykłego. Podczas kazania ksiądz zadał pytanie, czy warto żyć. W kościele zapadła cisza, i nagle z ust pani Zosi padło dziarskie „warto!”. Jej głos usłyszeliśmy wtedy po raz pierwszy, i było to cudowne przeżycie. To jedno słowo wyzwoliło w nas, opiekunach silną radość, bo stało się symbolem naszego sukcesu. Teraz jest jasne, że nasza praca nigdy nie idzie na marne, i że trzeba walczyć do końca, dzień po dniu, bo cuda się zdarzają. A my je dostrzegamy w takich chwilach, jak ta – mówi Iwona Szczepaniak. – Warto żyć, bez względu na wiek, na stan zdrowia. Jesteśmy obdarzeni życiem. I to życie warto przeżywać każdego dnia.
Daleko, lecz wciąż w kontakcie

        Każda zaprezentowana przez nas placówka przystosowana jest także, zarówno architektonicznie, jak i medycznie przygotowana do opieki nad pensjonariuszami leżącymi lub z ograniczoną sprawnością ruchową. Zapewniany przez ośrodki stały nadzór lekarski umożliwia śledzenie postępów rehabilitacyjnych i wdrażanie procedur medycznych, które byłyby niemożliwe do uzyskania w domu. Nowoczesne systemy bezpieczeństwa przeciwpożarowego i przywoławcze, specjalistyczny sprzęt rehabilitacyjny i całodobowa opieka pozwalają rodzinom żyć w spokoju o bezpieczeństwo i zdrowie ich bliskich. Dzięki internetowi są w stałym kontakcie ze swoimi bliskimi i ich opiekunami. – Oferujemy naszym mieszkańcom stałą możliwość kontaktowania się z rodziną za pomocą nowoczesnych środków multimedialnego przekazu, np. przez WiFi czy Skype – mówi dr Artur Danieluk, kierownik „Comfort Place”. – To idealne rozwiązanie dla rodzin naszych seniorów mieszkających na stałe za granicą. Dzięki temu są spokojni o swoich bliskich.

 

Ceny i legendy

        Znalezienie dobrego domu seniora to najlepsze rozwiązanie dla Polonii z całego świata, która z różnych przyczyn, najczęściej restrykcyjnych przepisów imigracyjnych nie może sprowadzić do siebie wymagających opieki rodziców. Jednak, obok obawy o społeczny ostracyzm pojawia się druga – o pieniądze.

        O kosztach pobytu w dobrych placówkach krążą legendy, czasami mające niewiele wspólnego z rzeczywistością. Faktycznie, w podwarszawskim Otwocku powstaje placówka w segmencie „premium”, w której część apartamentów będzie dysponować nawet własnymi ogródkami, zaś miesięczny koszt pobytu wyniesie kilkanaście tysięcy złotych. Jednak zazwyczaj średni koszt zamieszkania w profesjonalnym ośrodku waha się w granicach od 2,5 tys. do 4 tys. zł i obejmuje wszelkie świadczenia, usługi i liczne procedury medyczne, gwarantowane przez placówkę, niekiedy ze środkami higieny i pieluchami włącznie. Oczywiście koszt pobytu w placówce jest uzależniony od stanu pacjenta, intensywności koniecznej opieki i standardu pokoju, w jakim zamieszkuje.

        – Tata wymagał już wsparcia i zasłużył na godną starość, więc ta decyzja była oczywista – mówi zaprzyjaźniona z naszą redakcją pani Anna z Mississaugi, która w Polsce znalazła dla ojca dobrą placówkę senioralną. – Na pokrycie kosztów pobytu przeznaczam dość niską emeryturę taty – 1500 zł, oraz 1000 zł z odnajęcia jego mieszkania. Ja dopłacam zaledwie 250 CAD. To niewiele, zważywszy na fakt, że tata jest tam szczęśliwy, odżył, a ja nie muszę się każdego dnia martwić, czy radzi sobie z codziennymi sprawami.


Goniec o seniorach

        Publikacja ta jest kontynuacją naszego cyklu o opiece senioralnej w Polsce. Polonia kanadyjska coraz częściej szuka możliwości zapewnienia jak najlepszej opieki dla swoich mieszkających w Ojczyźnie rodziców, a ci często wymagają już profesjonalnego wsparcia w życiu codziennym. Przybliżamy więc Państwu to ważne zagadnienie, zachęcając również do odwiedzenia storn internetowych zaprezentowanych w tym dodatku domów seniora. Wszystkie prezentowane przez nas placówki opieki senioralnej są godne polecenia, a ich właściciele to ludzie serdeczni i otwarci na potrzeby innych. Warto zatem zachować ten dodatek, tak jak i kolejne, które pojawią się w przyszłości na naszych łamach, gdyż być może pomogą one w podjęciu decyzji dotyczącej osób bliskich Państwa sercom. Jak pokazuje nasza publikacja, jesień życia w bezpiecznym i przyjaznym miejscu, w otoczeniu życzliwych i troskliwych ludzi może być długa, słoneczna i zwyczajnie szczęśliwa.







W dobrym domu opieki jesień życia może być szczęśliwa i kolorowa. Jak wybrać najlepszy dla naszych bliskich?

Polska jest jednym z najszybciej starzejących się krajów Unii Europejskiej. Utrzymujący się od lat demograficzny niż powoduje stale rosnącą liczbę seniorów, również tych wymagających stałej opieki, w tym hospicyjnej. Obecnie już 5 milionów Polaków przekroczyło 65. rok życia, a liczba ta będzie stale wzrastać.

Polityka senioralna w kraju musi więc wpisać się w nowe ramy i założenia, co jest trudne z uwagi na utrzymujący się niedostatek lekarzy geriatrów, niskie świadczenia rentowe i emerytalne, i niewystarczającą liczbę publicznych domów opieki senioralnej. Tu z pomocą państwu przyszedł rynek prywatny. Jak grzyby po deszczu wyrastają placówki opiekuńcze dla osób starszych lub niepełnosprawnych. Z danych rządowych wynika, że łącznie w publicznych i prywatnych placówkach opiekuńczych przebywa obecnie ok. 100 tys. seniorów, a nasze pokolenie ma szansę zwiększyć te statystyki aż do 4 milionów.

W samym województwie mazowieckim w ciągu ostatnich kilku lat ich liczba zwiększyła się pięciokrotnie (obecnie to ok. 100 obiektów), a do niektórych z nich czeka kolejka chętnych. Sporo prywatnych domów seniora jest zlokalizowanych w kurortach lub malowniczych okolicach dużych miast, co również ma właściwości terapeutyczne i zapewnia pensjonariuszom relaks na łonie przyrody. Niestety, to nie kolejne rządy ani regulacje prawne, a prywatni inwestorzy i osoby z prawdziwym powołaniem zmienili rynek opieki senioralnej, udowadniając, że starość nie musi być samotna, posępna i nudna.

Wstyd, konieczność, czy powód do dumy?

Jeszcze do niedawna sam fakt "oddania" nestora rodu do domu opieki spotykał się z krytyką otoczenia, uznającego ich bliskich za wyrodnych i pozbawionych serca. Wiele rodzin nadal boryka się z koniecznością opieki nad niesamodzielnym seniorem, uginając się pod presją otoczenia i narażając rodzica czy dziadka na niefachowy nadzór medyczny, odleżyny czy pogorszenie stanu zdrowia, również psychicznego. A przecież pobyt w dobrej, sprawdzonej placówce może nie tylko poprawić kondycję osoby starszej i zapewnić jej fachową opiekę, ale tym samym przedłużyć życie. Nasza redakcja zna rodzinę, która zamieszkiwała z chorą na alzheimera babcią wyłącznie z obawy przed opinią sąsiadów, bojąc się narażenia na lokalny ostracyzm. Starsza pani podczas nieobecności w domu dorosłych wnuków, które z powodów ekonomicznych musiały codziennie udawać się do pracy, niszczyła meble, cięła firanki i poduszki, załatwiała się na podłogę. Dopiero wywołany przez nią pożar zmusił rodzinę do podjęcia ostatecznej decyzji. I chwała Bogu, bo dziś seniorka ta przebywa w wyspecjalizowanej w leczeniu otępień placówce, i dzięki zapewnionej całodobowej opiece specjalistów jej stan uległ znacznej poprawie. Dzięki warsztatom terapeutycznym i stałemu obcowaniu z ludźmi chora funkcjonuje lepiej niż w domu, co jest normą w takiej sytuacji. Udowodnione jest bowiem, że osoby starsze i chore źle znoszą izolację, a wywołane tą sytuacją lęki skracają im życie.

– Niezwykle istotnym elementem w życiu osób w starszym wieku jest ich aktywność życiowa oraz możliwość kontaktu z innymi osobami. Aktywność fizyczna oraz fakt przebywania w grupie innych osób w podobnym wieku umożliwia zaspokojenie potrzeb bio-psychologicznych, daje poczucie satysfakcji, znacząco wpływa na poprawę stanu zdrowia, co zostało udowodnione naukowo. Brak kontaktu bądź rzadki kontakt z ludźmi może prowadzić do izolacji społecznej, niesprawności fizycznej, a nawet do przedwczesnej umieralności seniorów – twierdzi dr Andrzej Zygo, właściciel domu opieki "Comfort Place" w Jastkowie koło Lublina, gdzie seniorzy uczestniczą aktywnie w zajęciach terapii manualnej, zajęciach muzycznych (wspólne śpiewanie, karaoke, słuchanie i oglądanie występów muzycznych) oraz zajęciach wspomnieniowych, których istotą jest wspominanie najbardziej znaczących doświadczeń osobistych.

 

Koszty i mity

Rynek opieki prywatnej wiąże się z koniecznością wyasygnowania kwot, które niekiedy mogą przewyższyć wysokość emerytury, uzyskiwanej przez nestora rodziny. Ceny miesięcznego pobytu w takiej placówce wahają się, w zależności od standardu pokoju czy obiektu, między 2 – 5 tys. zł miesięcznie, jednak chętnych do skorzystania z tych ofert nie brakuje. Niewątpliwą korzyścią jest fakt, że w miesięczną opłatę najczęściej wliczają się wszystkie możliwe koszty, od wyżywienia począwszy, przez zajęcia terapeutyczne, a na pielucho-majtkach skończywszy.

Stereotypem jest przekonanie, że im bliżej dużego miasta, tym ceny pobytu w placówce rosną. Faktycznie ceny te zależą od standardu placówki, który z reguły jest wysoki, a nie wszyscy pensjonariusze domagają się jesieni życia w luksusie. W podwarszawskiej "Rezydencji Seniora" koszt miesięcznego pobytu, wraz z opieką medyczną i prawdziwą, domową kuchnią wynosi zaledwie ok. 2500 zł. Najdroższy zaś dom opieki powstaje właśnie w podwarszawskim Otwocku. Miesięczna opłata w luksusowej placówce, która będzie dysponować nawet dostępną na życzenie pensjonariuszy limuzyną, wyniesie ok. 15.000 zł miesięcznie.

 

Każdemu wedle potrzeb

Osoby starsze to specyficzna grupa społeczna. Mają podniesiony poziom wrażliwości oraz silną potrzebę uszanowania prywatności i zakorzenione przyzwyczajenia, które gdy są niezrealizowane, powodują strach i cierpienie. Dlatego dobre domy opieki senioralnej umożliwiają swoim pensjonariuszom realizację indywidualnych potrzeb – od zaoferowania jednoosobowego pokoju czy apartamentu, po indywidualną kuchnię i zajęcia artystyczne, dostosowane do ich wymogów, talentów czy pasji. Mieszkańcy podwarszawskiego pensjonatu "Spokojna Przystań" emocjonują się rozgrywkami szachowymi i grają w warcaby, co doskonale stymuluje ich procesy mentalne i relacje społeczne.

– Staramy się też, by nasi pensjonariusze jak najwięcej czasu spędzali na świeżym powietrzu – mówi Agnieszka Nyc, manager "Spokojnej Przystani". –Dlatego, gdy tylko pogoda dopisuje, korzystają z tarasów i altan w naszym sosnowym ogrodzie. Kontakt z naturą poprawia ich zdrowie i samopoczucie.

Dobre domy opieki zapewniają również swoim podopiecznym fachową rehabilitację ruchową, która wspomaga cały organizm i spowalnia procesy starzenia. – Najlepsze ćwiczenia dla seniorów to te, które rozciągają wybrane partie mięśni. Przed indywidualnymi zajęciami z terapeutą nasi podopieczni biegają wolnym truchtem i spacerują, a potem wykonują ćwiczenia docelowe. Wykorzystujemy do nich profesjonalny sprzęt medyczny, bazujący na magnetoterapii, laseroterapii i ultradźwiękach. Poza tym nasi seniorzy mają możliwość regularnego korzystania z leczniczych wód uzdrowiska, słynącego też z doskonałego mikroklimatu – mówi Krystyna Sienkiewicz, dyrektor "Rezydencji Rydz", położonej w malowniczej Kudowie-Zdroju.

 

Dobry dom opieki – na co zwracać uwagę?

Dobre domy opieki cechuje kameralność, zapewnienie prywatności i indywidualne podejście do potrzeb pensjonariuszy, odpowiednia infrastruktura dla pacjentów niechodzących i brak barier architektonicznych, oraz stała opieka medyczna i terapeutyczna. Wymagane są również wysokie kwalifikacje personelu, a przede wszystkim ciepło, którymi są otoczeni starzy ludzie. Mają oni bowiem identyczne potrzeby jak my, wciąż na tyle młodzi, by realizować je we własnym zakresie. W domach seniora zawiązują się przyjaźnie, a czasami i wielkie miłości, ponieważ to emocje, które nie znają ograniczeń wiekowych. –

My mamy ten komfort, że właściciel obiektu jest lekarzem, zatem na bieżąco wspomaga opiekę medyczną lekarza współpracującego z "Naszym Domem". Nasi podopieczni mają więc zapewnioną stałą, wyspecjalizowaną opiekę medyczną "na zawołanie". Współwłaścicielka zaś to znakomity pedagog, który nawiązuje doskonały kontakt z naszymi podopiecznymi, wpływając na nich kojąco i dając im pełne poczucie bezpieczeństwa – zapewnia Aleksandra Gnaś, manager "Naszego Domu" w Komarowie. – Cieszymy się zawsze, gdy się śmieją, bo ich uśmiech to najlepszy dowód na to, że to, co robimy ma sens.

 

Pensjonariusze i pacjenci

Podopiecznych placówek senioralnych można podzielić na trzy podstawowe grupy: pełni życia emeryci, których potrzeby towarzyskie realizowane są wśród ludzi o podobnych parametrach społecznych, osoby chodzące, lecz potrzebujące już stałej pomocy w czynnościach dnia codziennego, oraz pacjenci wymagający opieki hospicyjnej – po wylewach, udarach, sparaliżowani, czy cierpiący na zaawansowane stadium choroby otępiennej, np. choroby Alzheimera. Niektóre domy seniora oferują opiekę nad pacjentami w stanie najcięższym i wymagającym działań paliatywnych.

Specjalizująca się w opiece nad osobami z chorobami otępiennymi "Opoka dla Seniora" organizuje dla swoich podopiecznych warsztaty terapeutyczne, które mają za zadanie stymulowanie rozwoju poznawczego i emocjonalnego chorych. – Zajęcia dobierane są indywidualnie do stanu i potrzeb chorego. Przynoszą fantastyczne efekty – przekonuje Iwona Szczepaniak, właścicielka "Opoki".

Zapewnienie optymalnego komfortu klientom to jeden z podstawowych celów każdej placówki opiekującej się osobami niepełnosprawnymi i leżącymi. W nowe, profesjonalne łóżka rehabilitacyjne wyposażyła swoje "Domy Opieki" Ewa Kuzemko. Pensjonariusze niechodzący mają komfort spania na materacach przeciwodleżynowych, a sala rehabilitacyjna wyposażona jest w sprzęt najwyższej klasy.

 

Goniec dla seniorów

Publikacja ta została zainspirowana kierowanymi do redakcji Gońca pytaniami naszych Czytelników na temat rynku opieki senioralnej w Polsce. Polonia kanadyjska coraz częściej szuka możliwości zapewnienia jak najlepszej opieki dla swoich mieszkających w Ojczyźnie rodziców, a ci często wymagają już profesjonalnego wsparcia w życiu codziennym. Przybliżamy więc Państwu to ważne zagadnienie. Wszystkie prezentowane przez nas placówki opieki senioralnej cieszą się dobrą opinią w kraju, a ich właściciele to ludzie serdeczni i otwarci na potrzeby innych. Warto zatem zachować ten dodatek, tak jak i kolejne, które pojawią się w przyszłym roku na naszych łamach, gdyż być może pomogą one w podjęciu decyzji dotyczącej osób bliskich Państwa sercom. Jak pokazuje nasza publikacja, jesień życia w bezpiecznym i przyjaznym miejscu, w otoczeniu życzliwych i troskliwych ludzi może być długa, słoneczna i zwyczajnie szczęśliwa.



Zdaniem eksperta: Terapia grupowa w chorobach otępiennych

– Uczestnictwo w zajęciach grupowych ma dużą wartość w procesie terapii chorych na chorobę Alzheimera, Parkinsona, czy po przebytym udarze mózgu. Chorzy doceniają wzajemnie swoje sukcesy i prace wykonane podczas zajęć, a to pozwala wzmocnić poczucie własnej wartości, sprawczości i zadowolenia z siebie. Nie czują się oceniani, bo znaleźli się w podobnej sytuacji i mają podobne cele – to łączy i dodaje motywacji do podejmowania aktywności. Ten aspekt psychologiczny bycia w grupie osób podobnych do siebie, często niedoceniany, istotnie wpływa na złagodzenie zaburzeń zachowania lub spowolnienie postępu choroby.

Karolina Jurga, psycholog Care Experts z wieloletnim doświadczeniem w pracy z osobami starszymi i niesamodzielnymi z powodu procesu otępiennego

 


 

Jak starzeć się szczęśliwie – prof. Shlomo Noy, lekarz geriatra, współzałożyciel wrocławskiego centrum seniora Angel Care.

shlomoKluczem do poczucia szczęścia na emeryturze są różnego rodzaju aktywności – zarówno dla ciała, jak też umysłu. Ogromne wsparcie stanowią tutaj kompleksowe centra dla seniorów, jak powstające we Wrocławiu Angel Care.

Nowoczesne i dobrze zorganizowane centra seniorów dbają o każdy aspekt życia na emeryturze, sprawiając, że osoba starsza czuje się bezpiecznie, a także jest nieustannie aktywna. To wszystko wpływa na wysoką jakość życia i poczucie szczęścia.

– Szósta, siódma dekada to dla człowieka najszczęśliwszy okres. Jest spełniony, stabilny emocjonalnie i potrafi się cieszyć nawet z niewielkich rzeczy, jak choćby rozmowa z przyjacielem – mówi prof. Shlomo Noy, ceniony geriatra, współzałożyciel powstającego we Wrocławiu centrum seniora Angel Care.

–Warto zadbać o to, żeby móc wtedy w pełni z życia korzystać. Nie powinniśmy się rozleniwiać, lecz pozostawać aktywnymi. Ćwiczmy ciało i umysł, utrzymujmy kontakt z innymi, rozwijajmy pasje.

Aktywność fizyczna zapobiega otyłości, poprawia krążenie i samopoczucie. Potrafi też działać lepiej od środków antydepresyjnych! Warto być również aktywnym społecznie – spotykać się, rozmawiać, grać w brydża, szachy czy boule. Rozmowy i gry pobudzają umysł oraz pozwalają utrzymać wysoką formę intelektualną. Z badań opublikowanych w prestiżowym British Medical Journal wynika, że gra w karty zmniejsza ryzyko zachorowania na demencję aż o 15%. Podobnie prewencją jest nauka nowych rzeczy. – Po sześćdziesiątce zalecam naukę nowego języka. Ludzki mózg uwielbia się uczyć i na emeryturze spokojnie poradzi sobie na przykład z hiszpańskim – mówi prof. Noy.

Kompleksowe centrum seniora, jak Angel Care we Wrocławiu, zapewnia warunki do podejmowania aktywności fizycznej oraz intelektualnej. Są tu dostępne m.in. sale spotkań, klub fitness, zielony ogród, kluby rozwijające pasje. Poczucie bezpieczeństwa zapewnia fachowy personel medyczny, który można wezwać 24 godziny na dobę. To gwarantuje poczucie bezpieczeństwa i szczęścia na emeryturze.

Region Niagary to nie tylko wodospad. Nieustannie zachwyca mnie turkusowy kolor rzeki Niagara i jej pęd. Kolor rzeka zawdzięcza swojej sile – w każdej minucie niesie około 60 ton rozpuszczonych minerałów, które wymywa ze skał na dnie i brzegach. Warto przejechać się w górę rzeki, ulicą Niagara Parkway na północ od Niagara Falls, i skorzystać z okazji podziwiania potęgi przyrody bez towarzyszącego jej kiczu i tłumu. Proponuję zatrzymać się w trzech miejscach.

Pierwszy przystanek robimy 4,1 kilometra od wodospadu Niagara, zaraz za mostem Whirlpool Rapids Bridge. Dzika rzeka Niagara płynie tu w wąskim wąwozie. Wzdłuż brzegu poprowadzono chodnik długości 305 metrów. Zjeżdżamy do niego windą (70 metrów), a następnie idziemy 73-metrowym tunelem wydrążonym w skale. Poza dwoma małymi tarasami widokowymi chodnik jest przystosowany dla osób niepełnosprawnych.

piątek, 23 październik 2015 13:41

700 kilometrów do jesieni

Napisane przez

W tym roku jesieni szukaliśmy dość daleko, bo w Parku Prowincyjnym Aiguebelle w Quebecu. Park znajduje się w regionie Abitibi-Temiscamingue, 700 kilometrów od Toronto, praktycznie w linii prostej na północ. Najbliższe miasta to Rouyn-Noranda, Amos i Val d'Or. Ma prawie 270 kilometrów kwadratowych, jego obszar obejmuje wzgórza Abijevis z najwyższym szczytem Mont Dominant (570 m n.p.m.).

Przez Aiguebelle przebiega wododział (rozdziela wody spływające do Zatoki Hudsona i do Oceanu Atlantyckiego przez Rzekę Św. Wawrzyńca). Znajduje się tu ponad 80 jezior. Na terenie parku występują prekambryjskie formacje skalne, których wiek szacuje się na 2,7 miliarda lat. Kiedyś w większości bazaltowe skały stanowiły dno prehistorycznego oceanu.

Dla nas w Aiguebelle jest wszystko, czego potrzebujemy: niewielkie wzniesienia, dużo widokowych szlaków pieszych długości 2-3 kilometrów (czyli w sam raz dla Jacka, żeby wybrać się na jeden rano, a na drugi po południu), i do tego jeziora z możliwością pływania na canoe. Niestety, popływać nam się nie udało.

czwartek, 15 październik 2015 23:53

Złota Praga

Napisane przez

Znowu jestem w Polsce, a dokładnie w Jeleniej Górze. Powoli kończy się kalendarzowe lato, choć to niekalendarzowe jest jeszcze w pełni. Wciąż jest ciepło. Mam trochę czasu, oglądam ulotkę biura podróży Śnieżka. Oferta składa się z kilkunastu wycieczek jednodniowych w okolice Dolnego Śląska, do pobliskich Czech i Niemiec. Tak się złożyło, że nigdy nie byłem w Pradze. Pomyślałem sobie – czemu nie skorzystać z okazji? Kupuję wycieczkę za jedyne 78 złotych.

W biurze radzą mi, żebym jeszcze w Jeleniej Górze wymienił złotówki i kupił około 300 czeskich koron, co kosztuje około 50 złotych. Jedziemy pięknym, nowym autobusem firmy Eljan. Prowadzi miły pan Łukasz. Za sobą słyszę, jak ktoś mówi, że jest to jego już trzecia wycieczka w tym tygodniu!