Goniec

Register Login

Turystyka

piątek, 12 czerwiec 2015 15:22

Szlak z widokiem

Napisane przez

Do Grimsby planowaliśmy wybrać się już w styczniu. Wtedy jednak pogoda pokrzyżowała nam plany, ominęliśmy zjazd z autostrady i zdecydowaliśmy się na przejażdżkę wzdłuż kanału Welland, czyli zwiedzanie z samochodu. Teraz uznaliśmy, że najwyższy czas na drugie podejście.

Z QEW skręcamy w pierwszy zjazd w Grimsby, Casablanca Blvd. Jedziemy do końca, potem w lewo w Main St. W. i w pierwszą w prawo – Woolverton Rd.
Droga skręca pod kątem ostrym i od razu zaczyna się wspinać do góry. Po obu stronach las, już mi się podoba. Pod koniec maja liście są soczyście zielone. Na zdjęciach wyglądają aż nienaturalnie. Po prawej stronie mijamy poszerzone pobocze – niewielki parking – w miejscu, gdzie ulicę przecina Bruce Trail. Chcemy się tu zatrzymać w drodze powrotnej, teraz jednak jedziemy dalej.

piątek, 29 maj 2015 15:59

Piękna nasza Mississauga cała...

Napisane przez

O to, czy Mississauga jest piękna, można się spierać, jednak z pewnością powiedzieć można, że mamy w niej wiele pięknych tras rowerowych. Jednym z urokliwych szlaków jest Culham Trail biegnący wzdłuż Credit River czy odchodzący od niego Sawmill Trail, wzdłuż potoku Sawmill. 

Te ścieżki biegną w lasach, "w pięknych okolicznościach przyrody", spacer czy jazda nimi to prawdziwy odpoczynek nie tylko dla ciała, ale dla ducha.

Oczywiście, jeśli ktoś chce, może również jeździć nad jeziorem, gdzie w Port Credit u ujścia Credit River mamy deptak i molo, na którym można się pokazać. Tam jednak jazda, zwłaszcza weekendy, to jest slalom wśród psów, matek z dziećmi i zakochanych.

Pętla po Sawmill Trail jest trasą zróżnicowaną o średnim stopniu trudności, jest trochę wzniesień. Jeśli ktoś chce zobaczyć, jak się tam jeździ, zapraszam na naszą stronę w YouTube – GoniecTv.

Na szlak najlepiej wjechać od ulicy Burnhamthorpe, jadąc w kierunku zachodnim, przed mostem na Credit skręcamy w prawo i natychmiast w lewo zjeżdżając na parking przy parku, następnie wzdłuż rzeki jedziemy do kładki dla pieszych nad Credit River i stamtąd w górę ścieżka poprowadzi nas do Mississauga Rd., którą przekraczamy i jedziemy w lewą stronę Collegeway, by zaraz skręcić w lewo w asfaltową ścieżkę, zresztą proszę sobie to prześledzić na mapie.

Udanego pedałowania! (ak)

Pożegnania wcale nie muszą być smutne. Opuszczamy Góry Skaliste syci wrażeń, za miasteczkiem Estates Park jeszcze trochę na otarcie łez jadąc przez piękny wąski górski wąwóz, i potem jak najkrótszą drogą, już po płaskim terenie, omijając Denver, w kierunku Ontario, znowu zatrzymując w pamięci tylko skrawki mijanego świata.

W Nebrasce prowadzić nas będzie już międzystanowa 80-tka, przez dużą część stanu wzdłuż rzeki Platte. W punkcie informacyjnym w Nebrasce, kotów na chwilę odpoczynku wypuścić nie można, bo jest ostrzeżenie o jadowitych wężach, a pod jedynym drzewem dającym cień samochód i napis "tylko dla dyrektora". Nie wiadomo, żart to czy na poważnie. Zlew w łazience niedomyty, a nad nim sześciopunktowa instrukcja mycia rąk. Ale panie obsługujące jedynych turystów, czyli nas, wyjątkowo miłe. Wokół po horyzont pustka prerii, krowy skubią wyschniętą trawę. Mijamy punkt spędu bydła na rzeź. Nieszczęśniki ściśnięte stoją w błocie w potwornym smrodzie. Smutne miejsce. Pola nawadniane są tu olbrzymimi zraszaczami na kołach. Im bardziej na wschód, tym robi się bardziej zielono.

Rzeka Kolorado. Będzie nam towarzyszyć, a właściwie my jej, w górę jej biegu, aż do samych źródeł na przełęczy La Poudre na wysokości ponad 3 tys. metrów w Górach Skalistych. Międzystanową autostradą nr 70 opuszczamy kempingu nad Green River w stanie Utah, jej największym dopływem. Przed nami 592 km do Rocky Mountain National Park w stanie Kolorado.

Rzeka, potężna w Arizonie, im bardziej na wschód, w górę jej biegu, robi się coraz węższa. Przejeżdżamy przez miasto Grand Junction, w którym Kolorado łączy się z Gunnison River, stąd "Junction" w nazwie. Nazwy miast i rzek w Polsce giną w mrokach dziejów, tu odzwierciedlają rzeczywistość, z jaką spotkali się pionierzy, łatwo doszukać się ich źródeł. Kilkanaście kilometrów stąd znajduje się Colorado National Monument ze słynnym olbrzymim Monument Canyon wyrzeźbionym w piaskowcu. Wokół ciągle pustynia. Dojeżdżamy do Glenwood Canyon, który zamknął wody Kolorado między wysokimi ścianami. Przy szosie jest centrum turystyczne, rzeka ma górski charakter, kanionem spływają ludzie na pontonach. Trafiają się i na dętkach, co nie wydaje nam się bezpieczne. Stąd do jednego z najsłynniejszych kurortów narciarskich na świecie, Aspen, jest niecała godzina jazdy.

Nad rzeką Kolorado w stanie Utah, 6 kilometrów na północ od miasta Moab, na 360 kilometrach kwadratowych "wyrosło" 2000 naturalnych skalnych łuków z piaskowca, wielkości od metra do stumetrowych, z najsłynniejszym na świecie Delicate Arch.

Choć łuki stanowią największą atrakcję, to w Arches National Park znajduje się wiele innych przedziwnych formacji, jak tzw. okna, mosty, hoodoo, mury, wieże…

Napisaliśmy "wyrosło", chociaż powstawanie łuków było raczej zjawiskiem odwrotnym. W bardzo wielkim skrócie, bo proces jest złożony, w wyniku naprężeń pokładów soli, w wielosetmetrowej grubości położonych na nich warstwach piaskowca powstawały głębokie spękania, a reszty dopełniał przez sto milionów lat proces erozji, co powodowało wykruszanie się płytek piaskowca. Początkowo od dołu powstawały zagłębienia, potem pojawiało się okno, a na końcu łuk. Są jakieś fachowe definicje, czym okno różni się od łuku, ale ma to znaczenie chyba tylko dla pasjonatów geologii. Zwykłego turystę zadziwi bogactwo skalnych form i intensywność kolorów, łososiowego, ciemnorudego, żółtawego, które nadają im piaskowce Navajo i Entrada.

Opuszczamy Bryce National Park, jadąc highway nr 12 na północny wschód. Nie na darmo nosi ona miano scenic road, drogi krajobrazowej. Zwą ją też drogą umożliwiającą podróż w czasie. Ma prawie 200 km, kończy się przy Capitol Reef National Park. Na trasie mnóstwo cudów, na których obejrzenie nie starczy nawet kilka dni, a tych nie mamy, a i często, żeby do nich dotrzeć, potrzebny jest terenowy samochód.

Zaraz za Bryce po prawej mijamy Grand Staircase-Escalante National Monument. Wijąca się szosa wygląda jak wstążka rozłożona na rudo-białych wzgórzach, łagodnie falując wraz z ich kształtem. Gdzieś tam w głębi są piękne kaniony, skalne łuki, wodospady, Park Stanowy Kodachrome Basin z pionowymi słupami z piaskowca w niesamowitych kolorach. Ale sam przejazd przez góry, rozpadliny, dziwne formacje dostarcza wielu wrażeń. Potem 12-tka wspina się na trzy tysiące metrów, prowadzi grzbietami gór, na horyzoncie jeszcze wyższe szczyty parku Capitol Reef. Na takiej wysokości zadziwiają nas pasące się przy drodze w sosnowym lesie krowy, choć żadnej ludzkiej siedziby nie widać.

piątek, 17 kwiecień 2015 16:21

Panie pilocie, dziura w samolocie!

Napisane przez

Gdzie dzisiaj latały samoloty? – pytam Jacka. On pokazuje na swoją głowę i zadowolony odpowiada: Tam! To znaczy, że nad głową. Nad czyją głową? – dopytuję się. – Ani, mamy, taty... – wylicza.

Jakieś dwa tygodnie temu wypatrzyłam odpowiednie miejsce do obserwacji, więc czekaliśmy tylko na lepszą pogodę. W ramach indoktrynacji pokazaliśmy Jackowi kilka filmów na YouTube z lądowania na wyspie Saint-Martin. Do tego rozcięłam karton po pieluchach Ani i narysowałam pas startowy oraz drogę kołowania. Wokół tego zbudowaliśmy z Jackiem tory dla pociągów i samoloty z klocków. Rafał po powrocie z pracy dobudował terminal i rękawy. Pasażerów dowoziły autobusy, a na lotnisko mógł wjeżdżać spychacz (by odśnieżać) i cysterna z paliwem.

Wbrew nazwie, położony na płaskowyżu Paunsaungunt w stanie Utah, Bryce nie jest kanionem, a niecką z amfiteatrowo usytuowanymi wapiennymi formacjami o przedziwnych kształtach, szczelinach, oknach i łukach, z najbardziej spektakularnymi iglicami zwanymi hoodos.

Pogoda i mróz stworzyły krajobraz Bryce. W przeciwieństwie do Zion, woda miała mniejsze znaczenie. W parku o powierzchni 145 km kw. przez 180 dni w roku temperatura gwałtownie skacze od nocnych przymrozków do ciepłych popołudni. Topniejący śnieg spływa do drobnych pęknięć, zamarza, rozsadzając skałę, a deszcze o kwaśnym odczynie tylko dopełniają dzieła, rozpuszczając wapień. Szacuje się, że erozja przebiega w tempie do 130 cm na sto lat, stąd co roku Bryce wygląda troszkę inaczej. Tę zmienność krajobrazu zawdzięcza też porom roku i słońcu. W letnie południa, w większości pomarańczowe, rzadziej białe skały rażą w oczy intensywnością barwy, wszystko zdaje się jakby rozświetlone, aż nienaturalne. Wraz z zachodzącym słońcem temperatura spada, wrażenie prześwietlenia zanika, pomarańcz staje się ciemniejszy, nasycony, cienie skał potęgują trójwymiarowość obrazu, wyostrzając wcześniej rozedrgane gorącem odleglejsze plany. Pełnej ostrości Bryce nabiera dopiero zimą, stąd najładniejsze zdjęcia hoodos pokrytych śniegiem pochodzą właśnie z tej pory roku.

Syjon. Ziemia Obiecana. Tak nazwali ten skrawek ziemi mormoni, pierwsi europejscy osadnicy. W mormońskiej tradycji Syjon to także miasto, gdzie żyją ludzie "o czystych sercach". Jakkolwiek by to tłumaczyć, nazwa została i w czasach nam współczesnych ten zadziwiający kawałek ziemi w środku pustyni w Utah objęto ochroną i utworzono na nim Zion National Park.

Park, 600 km kw. na terenie wyniesionym od 1000 do ponad 2600 metrów n.p.m., obejmuje dwa największe kaniony, Kolob i Zion, o pionowych ścianach dochodzących do 800 metrów wysokości, malownicze skalne warstwicowe formacje z wapienia, kredy i piaskowca, z dominującym czerwonym piaskowcem Navajo, wodospady, emeraldowe jeziorka. Park przecina Rzeka Dziewicza, tworząc wzdłuż brzegów w kanionie Zion oazę zieleni. Rosną tu topole i akacje, pasą się jelenie. Im wyżej, tym roślinność bardziej pustynna, żółta sosna, jałowce, jukki, kaktusy, w takim środowisku przeżyć potrafią tylko jaszczurki, skorpiony i tarantule.

piątek, 27 marzec 2015 16:17

Tylko droga, mróz i śnieg (2)

Napisane przez

W środę zaczynamy od obfitego śniadania – jajecznicy z kiełbaskami. Okazuje się, że o. Gerard nie umie robić jajecznicy. Nie wie też, jak rozpalić piec (typu koza na drewno, takie piece stoją we wszystkich domach, również tam, gdzie my śpimy), dlatego korzysta tylko z ogrzewania elektrycznego. O. Marcin tłumaczy, że misjonarze z Afryki często nie znają rzeczy, które nam wydają się oczywiste, i potrzebują, żeby ktoś im to pokazał.

O. Gerard opowiada o życiu w rezerwacie. Przede wszystkim tłumaczy nam, że ludność rdzenna na tych terenach to Innu (spolszczona nazwa Innuici), a nie Inuici (ang. Inuit). Innu to Indianie leśni żyjący we wschodnim Quebecu i na Labradorze, Inuici – rdzenni mieszkańcy obszarów arktycznych. Nauczył się języka Innu i w nim odprawia Mszę św. Niestety częstym problemem w wiosce są narkotyki i alkohol. Rzeczywiście stoi tu kilka tablic z hasłami w rodzaju "Z miłości do swoich dzieci, nie dawajcie im narkotyków". Mówi o korupcji i podaje przykład hali, która miała mieścić lodowisko. Wioska dostała na ten cel 2 miliony dolarów. Wystarczyło na postawienie ścian i szkieletu dachu. Teraz budynek niszczeje, a jak zapytać rady plemienia, czy będzie kończyć budowę, gdy przyjdą kolejne fundusze, jej członkowie odpowiadają, że nie – hala będzie zburzona i zbuduje się nową, lepszą.