Goniec

Register Login

Turystyka

piątek, 20 marzec 2015 14:39

Tylko droga, mróz i śnieg

Napisane przez

Niemal od pierwszych naszych tygodni w Kanadzie chodziła nam po głowach podróż zimą na północ. Pomysł ewoluował – na początku myśleliśmy wybrać się James Bay Road nad zatokę Jamesa (południowa odnoga zatoki Hudsona). Potem o. Marcin Serwin przypomniał sobie, że chyba gdzieś tam są oblaci.

Okazało się, że niedokładnie tam, ale z 700 kilometrów na południe, w Chibougamau. No i nie są, a byli. Teraz w miejscowości nie ma księdza, wierni spotykają się tylko na liturgię słowa. Jednak o. Marcin zaczął zastanawiać się, czy zna misjonarzy, którzy mogą być na północy Kanady. Zaczęliśmy szukać w internecie i w ten sposób skontaktowaliśmy się z o. Gerardem Tsatselamem. Szybko odpisał na naszą wiadomość i dowiedzieliśmy się, że posługuje w trzech miejscowościach, a wtedy, gdy byśmy chcieli wyruszyć, jest w Natashquanie (zaczął tam posługę w październiku zeszłego roku, więc obecnie co dwa tygodnie zmienia miejsce zamieszkania i kursuje między Natashquanem, La Romaine i Mingan).

Znowu jesteśmy w Parku Narodowym Teton. Oglądanie gór, nawet już znanych, nigdy się nie nudzi, bo i nigdy, tak jak las, nie są takie same. Postanowiliśmy jechać z Yellowstone do Salt Lake City, a potem do Bryce National Park bocznymi drogami, żeby więcej zobaczyć, najpierw 26-tką, potem 89-tką.


Pomysł wydawał się dobry, gorzej było z realizacją. Na razie jedziemy zadowoleni, koty poukładały się z tyłu na betach, intuicyjnie wyczuwając, że to będzie długa podróż, a do punktu docelowego mamy ponad 900 kilometrów. Mijamy miasteczko Jackson, centrum turystyczne gór Teton. Tłumy turystów, głównie z Azji, hotele, motele, jest ładnie, porządnie i czyściusieńko. Potem szeroka dolina, piękne, stylowe drewniane rancza, konie, gdzieniegdzie na nawadnianych łąkach krowy, czasami jakieś uprawy. Co kilkadziesiąt kilometrów małe miasteczka, tak samo zadbane, wszędzie widać zamożność. Każde chce się jakoś wyróżnić – w Afton nad główną ulicą brama z jelenich rogów zwieńczona parą jeleni w starciu – Tomek z Edyta sprawdzili, rogi były sztuczne. Nawet w najmniejszych miejscowościach, gdzie są trzy domy na krzyż, obowiązkowo jest oddzielny budynek otwartej cały dzień poczty. Poczta nie służy tylko do wysyłania i odbierania listów, jest ważnym symbolem, jakby wojskowym posterunkiem świadczącym o potędze sprawnie działającego państwa, którego porządek sięga każdego skrawka terytorium.

piątek, 13 marzec 2015 15:22

Wyprawa do Mont Tremblant

Napisane przez

Wykalkulowaliśmy, że skoro w Ontario jest long weekend "Family Day", a w Quebecu nic takiego nie ma, więc warto wyskoczyć na kilka dni na narty bez tłoku pod wyciągiem.

W sobotę o ósmej rano spakowaliśmy cały sprzęt narciarski, żeby być gotowym do wyjazdu po pracy. Z Toronto udaje się nam wyruszyć w drogę o trzeciej dwadzieścia po południu.

Do hotelu położonego na północnym skraju miasteczka Mont Tremblant dojeżdżamy o dziesiątej w nocy. Parking jest pełny, dlaczego? Właściciel hotelu wyjaśnia, że w Ontario jest Family Day, a w Stanach President's Day, dlatego tak dużo ludzi.

Niedziela, na śniadanie jajecznica na boczku wliczona w cenę noclegu. Wszędzie dużo młodzieży, chyba dlatego, że hotel nie ma wygórowanych cen.

W Yellowstone National Park oprócz oczywistych atrakcji, jak gejzery, gorące źródła, bizony czy Wielki Kanion Yellowstone, jest wiele szlaków górskich, ale warto też choć na jeden dzień wybrać się do graniczącego z Yellowstone Parku Narodowego Grand Teton, także położonego w Wyoming.

64-kilometrowe pasmo górskie Teton jest wyjątkowo piękne. Strome, poszarpane skały, na szczytach pokryte śniegiem i niewielkimi lodowcami, z najwyższym Grand Teton (4199 metrów n.p.m.), od którego wzięły nazwę, a który wyższy jest od drugiego najwyższego aż o 260 metrów. Wyrastają prawie pionowo 2100 metrów w górę z płaskiej, szerokiej doliny Jackson Hole, upstrzonej polodowcowymi jeziorkami, z największym, 24-kilometrowej długości jeziorem Jackson, i przeciętej meandrującą wstążką Snake River. Niektóre formacje skalne w parku, oceniane na 2,7 miliarda lat, są najstarsze ze wszystkich istniejących w parkach narodowych USA.

piątek, 27 luty 2015 14:40

Urocza Niagara-on-the-Lake

Napisane przez

Kiedy termometr pokazuje -20°C, raczej trudno się wybrać na dłuższy spacer. O Anię się nie martwię, bo chodzi w nosidełku pod kurtką, ale Jackowi mróz barwi policzki na czerwono i trudno mu iść, gdy trafią się zaspy. Jednak gdy na błękitnym niebie nie ma ani jednej chmurki, a słońce zagląda do okien, czujemy wewnętrzny imperatyw, by ruszyć się z domu.

Biorąc pod uwagę warunki, uznajemy, że cel powinien być niezbyt oddalony i niewymagający długiego chodzenia. Decydujemy się na miasteczko Niagara-on-the-Lake. Podejrzewam, że miejsce jest znane wielu czytelnikom, ale może warto zobaczyć, jak wygląda w zimowej szacie.

Śniegu więcej niż u nas, i przede wszystkim czyściejszy. Drogi białe, nikt solanką nie polewa, kierowcy jadą wolno i ostrożnie. Gdy skręcamy w główną ulicę – Queen St. – już widzę, że mi się tu podoba. Centralnym punktem jest cenotaf z zegarem. Po obu stronach ulicy stoją stare niskie domy. Każdy w innym kolorze.

Jesteśmy w Yellowstone National Park już parę dni i zaczynamy się oswajać z rytmem życia parku i samego kempingu. Budzi nas stukanie drzwi od mobile homes, suwaki rozpinanych namiotów, potem odjazdy kolejnych samochodów i szczeki i skowyty zostawionych zwierząt. Kanada w porównaniu ze Stanami to raj dla czworonogów i ich właścicieli. Psa można zabrać na prawie każdy szlak, nikomu to nie przeszkadza.

W parkach narodowych i stanowych USA, które do tej pory widzieliśmy, psy muszą być zamknięte w klatkach albo w mobile homes, co odczuwają bardzo boleśnie i one, i współużytkownicy kempingu, którzy tych głośnych skarg muszą słuchać. Jeszcze byłoby zrozumiałe, że nie wolno ich zabierać na kładki wokół gejzerów, mogłyby zniszczyć delikatną, nienaruszoną strukturę wokół nich, ale na górskich szlakach, gdzie ludzie jeżdżą konno – komu by to szkodziło? Ewidentna dyskryminacja psiego rodu.

Yellowstone National Park nazwę zawdzięcza Yellowstone River, której źródła znajdują się Wyoming, w górach Absaroka na terenie parku. Niektórzy uważają, że tę nazwę, od jaskrawo żółtych skał Wielkiego Kanionu Yellowstone, nadali jej Indianie Minnetaree, choć ci nigdy nie mieszkali w jej górnym biegu.

Inni sądzą, że nazwa została nadana przez plemię Kruków od także żółtych piaskowych klifów w jej dolnym biegu. W każdym razie francuscy traperzy przyjęli przetłumaczoną nazwę Roche Jaune (Yellow Rock), a nazwę angielską rozpowszechniła wyprawa Lewisa i Clarka, która rzekę odkryła i opisała w 1806 roku.

Yellowstone ma ok. 1100 km długości, po połączeniu z Bighorn River w Montanie. jest największym dopływem Missouri. Właściwie to powinna się nazywać rzeką dającą życie – kiedyś stanowiła ważną arterię komunikacyjną dla Indian, dzięki niej docierali tu pierwsi europejscy osadnicy, a od XIX wieku zależał od niej ich byt – wykorzystywana jest do czasów współczesnych do nawadniania Doliny Yellowstone, umożliwiając uprawy.

W Parku Narodowym Yellowstone znajduje się ponad 10 tys. geotermalnych tworów, w tym około 300 gejzerów, jest tu także jedno z tylko kilku miejsc na świecie, gdzie można obejrzeć aktywne trawertynowe tarasy. To miejsce to Mammoth Hot Springs na północy parku. Mamy do niego z kempingu nad jeziorem Yellowstone mniej więcej 80 kilometrów, ale czasu dojazdu nie da się nigdy obliczyć, bo drogi pełne są zasadzek w postaci niespodziewanych korków.

Przejazd gdziekolwiek to prawdziwa wyprawa na safari. Zwierzęta się nie boją, chodzą tuż przy drodze, nie da się ich nie zobaczyć, nawet gdyby ktoś bardzo się starał. I tym razem zatrzymujemy się kilka razy z powodu bizonów, jeleni i niedźwiedzi, samochody stają i wszyscy wysiadają uwiecznić żywe atrakcje.

O Yellowstone słyszał chyba każdy, to najsłynniejszy i najstarszy park narodowy na świecie – powstał w 1872 r. Znajduje się w większości na terenie stanu Wyoming w USA, obejmuje też niewielkie części Montany i Idaho, razem prawie 9 tys. km kw. gór, rzek, kanionów, jezior, iglastych lasów, no i oczywiście słynnych gejzerów. W Yellowstone można podglądać wielkie stada bizonów, niedźwiedzie czarne i grizzly, jelenie i mulaki, łosie, owce kanadyjskie, widłorogi, pelikany i mnóstwo wszelakiego zwierza, ci w średnim wieku i starsi wiedzą także, że mieszka tu miś Yogi – nie wiesz, kto to, zapytaj rodziców lub Internetu. 

Yellowstone National Park jest także sławny z powodu położenia na kalderze, czyli zapadniętym stożku, po wybuchu uznawanego za ciągle czynny największego wulkanu w Ameryce Północnej, z którego powodu jest tu połowa światowych zasobów takich fascynujących zjawisk geotermicznych, jak olbrzymie gejzery, gorące źródła, naciekowe tarasy mineralne, wulkany błotne i fumarole.

Opuszczamy Góry Czarne i Dakotę Południową i międzystanową 90-tką jedziemy w kierunku Montany. Mijamy granicę z Wyoming, po kilkudziesięciu kilometrach krajobraz zaczyna się zmieniać, robi się płasko, czasami niewielkie wzgórza, zielono-żółta preria blednie, z każdym kilometrem tracąc kolory, zamienia się w szaro-brunatny krajobraz. Nie ma tu wody, gdzieniegdzie tylko wodne niecki i małe rzeczki dające życie.

Teren nieprzyjazny dla zwierzęcia, a co dopiero dla człowieka. O obecności ludzi świadczy tylko autostrada, linie energetyczne, rzadko pojawiające się bida-miasteczka z trailerami zamiast normalnych domów, czasami kiwaki ciągnące ropę i odkrywkowe kopalnie. Są i płoty ogradzające pastwiska, ale krów nie widać. Ponury krajobraz nabiera innego wyrazu, gdy na horyzoncie pojawiają Bighorn Mountains, pasmo Gór Skalistych.