Goniec

Switch to desktop Register Login

Indie, Bhutan i Andamany. Piękno kontrastów

Oceń ten artykuł
(4 głosów)

        Na przełomie grudnia i stycznia 2017 roku, wraz z grupą innych podróżników, mieliśmy okazję odwiedzić dla nas nowe trzy kraje. Podróż, trwająca prawie trzy tygodnie, obejmowała Indie, Bhutan oraz Andaman Islands (wyspy w Zatoce Bengalskiej).

        Była to relatywnie krótka podróż i oczywiście, nie uzurpuję sobie prawa do dogłębnej oceny odwiedzonych krajów, ale pewne uwagi są zapewne godne podzielenia się nimi.

        Najpierw Indie. Ogromny kraj, powierzchniowo 10 razy większy niż Polska, ale 3 razy mniejszy niż Kanada. Populacja 1,25 miliarda, czyli 32 razy więcej niż Polska czy Kanada. I to się odczuwa w każdym miejscu. Kraj nieprawdopodobnych kontrastów. Średnie PKB na osobę to 1500 dol. na rok, z tym że z całą pewnością połowa społeczeństwa jest zdecydowanie poniżej tej sumy i żyje pewnie za dolara (o ile) dziennie. Miałem wrażenie, że przynajmniej 10 proc. (ponad 120 milionów) ludzi żyje na ulicy i nie ma kompletnie nic! Czyli brakuje im nie tylko dachu nad głową, mebli czy samochodu (to co my uznajemy za rzeczy oczywiste). „Nic” w tym wypadku oznacza, że żyją oni w najlepszym razie pod kawałkiem dykty z miską na ryż jako jedynym majątkiem i szmatą na plecach i głowie.

        Nie mają oni oczywiście dostępu do łazienek, śmieci wyrzucają na ulicę, myją się, o ile im się uda, w rynsztokach! To jest odczuwalne i na pewno w pierwszym momencie trudne do zniesienia. Śmieci w dużych ilościach są obecne wszędzie i gdybyśmy chcieli opowiedzieć mieszkańcom o naszym systemie trzech kontenerów do zbierania śmieci – pewnie by pomyśleli, że zwariowaliśmy. Wśród nieprawdobodobnej biedy chodziliśmy w małej grupce po najgorszych slamsach i nikt nie był wobec nas agresywny. Przeciwnie, dość często widzieliśmy błysk zainteresowania, czy nawet uśmiech. Ku naszemu zaskoczeniu nie spotkaliśmy agresywnych żebraków. Ludzie trochę lepiej sytuowani często zaczepiali nas, pytając, czy potrzebujemy pomocy, albo prosili o możliwość zrobienia sobie zdjęcia z nami. Biały turysta, szczególnie w mniejszych miastach, jest ciągle dużą atrakcją.

        Podróżowanie po Indiach to prawdziwe wyzwanie. Samochody są tu zwykle stare i zniszczone! Typowy trzykołowy pojazd „tuck-tuck”, czyli skrzyżowanie motoru z samochodem, jest głośny, ale za to ma dużo świeżego powietrza. Każdy jeździ tu z ręką na klaksonie! Wymijanie na trzeciego, czy nawet czwartego jest nagminne. Wąskie drogi i duża liczba świętych krów! Samochody czy autobusy są zapakowane do maksimum i ludzie często siedzą na dachach! Prawdziwy kocioł i wielogodzinne korki są w miastach.

        W rejonie Darjeeling – znanym z upraw herbaty – mieliśmy okazję przejechać się Kolejką Himalajską czynną od 1881 roku! Popularny środek transportu,  ale też i superatrakcja turystyczna.

        Cała gospodarka Indii opiera się na gotówce. Kiedy przyjechaliśmy tam (26 grudnia), wybranie pieniędzy z ATM czy wymiana w banku była prawie niemożliwa, bo kilka tygodni wcześniej nastąpiła zaskakująca wymiana pieniędzy. Aby ukrócić czarny rynek, rząd Indii w jedną noc wycofał stare nominały 500 i 1000 rupii. Miliardy „prywatnych” pieniędzy zostały „wymazane” z obiegu. Ci, co robili miliony, trzymali swoje „ukryte” zasoby właśnie w banknotach 500 i 1000 rupii. Jestem pewny, że wiele z tych pieniędzy było inwestowanych w zakup nieruchomości również w Kanadzie. Teraz nie dziwię się, że tylu agentów z Indii składało bardzo atrakcyjne oferty na domy oferowane do sprzedaży w GTA.  Był to znakomity sposób na „pranie” pieniędzy zarobionych w Indiach. Jestem ciekaw, czy to wpłynie na nasz rynek nieruchomości w tym roku.

        W Indiach dominującą religią jest hinduizm, z mocną wiarą w reinkarnację. Być może ta religia jest właściwym narzędziem, pozwalającym biedakom marzyć o lepszej przyszłości (bo innej możliwości nie mają). Nadzieja na lepsze „drugie” życie – pozwala im cierpieć z godnością.

        Mieliśmy szansę odwiedzenia świątyni hinduskiej w Madras (Chennai) podczas ceremonii odprawianej przez miejscowych ludzi i muszę powiedzieć, że był to bardzo poruszający spektakl. W Madras odwiedziliśmy też katedrę, gdzie spoczywają szczątki świętego (niewiernego) Tomasza.  Jest to jedno z trzech miejsc na świecie, gdzie spoczywają szczątki apostołów. Zwiedzając katedrę św. Tomasza, którą też swego czasu odwiedził Jan Paweł II, mieliśmy okazję zobaczyć, że sporo lokalnych ludzi przychodzi się tam modlić, pielęgnując wiarę katolicką.

        Mieliśmy też okazję odwiedzić dom Matki Teresy w Kalkucie. Myślę, że dopiero w kontekście biedy, jaka tam panuje, można zrozumieć prawdziwą wielkość tej skromnej osoby. Jej myśli cytowane na ścianach bardzo surowego wnętrza były absolutnie wzruszające! Do łez.

        Przy takim zaludnieniu i kontrastach, ludzie uodpornili się na problemy innych. Jeśli w Kanadzie ktoś upadnie na ulicy, to każdy zawoła pomoc lub jej udzieli. W Indiach obejdą go bez zwracania uwagi! Zdecydowanie żyje tu się w tłumie, ale chyba osobno. Tłumy zmęczonych ludzi są bardzo deprymujące.

        Jeśli mówimy o kontrastach, to właśnie Indie są ich pełne!

        W ostatni dzień pobytu zatrzymaliśmy się w superluksusowym hotelu na brzegu oceanu. Fantastyczny hotel to za mało powiedziane! Nikt z nas nie doświadczył wcześniej takiej obsługi. Ale urok prysł, kiedy rano zauważyliśmy dziesiątki lokalnych mężczyzn ze slamsów, załatwiających swoje potrzeby w kucki, rozmawiających równocześnie przez komórki, na brzegu  plaży (tuż przed hotelem), romantycznie zapatrzonych w ocean! Nikt z nas nie odważył się sprawdzić, jaka była woda! To był prawdziwy zimny prysznic.

        Jak wspomniałem na wstępie, Indie to ogromny kraj i pewnie są miejsca, gdzie jest bardziej czysto, ale my niestety niczego takiego nie doświadczyliśmy.

        Zupełny kontrast w stosunku do Indii to Bhutan! Mały kraj pomiędzy Indiami a Tybetem (Chiny). Jedna dziewiąta wielkości Polski. Tylko 759 tysięcy ludności. Jest to demokratyczna monarchia, bo król jest wybierany i przechodzi na emeryturę, mając 65 lat. Bardzo czysty i bardzo podobny do Szwajcarii (nawet ukształtowanie i architektura). Zaraz po przekroczeniu granicy wszyscy odetchnęliśmy z ulgą. Różnica w czystości oraz zachowaniu ludzi była drastyczna. Aż trudno uwierzyć, że to jest możliwe. Wielu mieszkańców z dumą chodzi w narodowych strojach. Kraj ten nigdy nie został podbity (dzięki konfiguracji terenu). W przeszłości, by zaatakować Bhutan, trzeba było przebijać się przez bardzo wysokie góry. Nikt nie miał tyle siły. Władze tego kraju bardzo mądrze planują jego przyszłość, ale jednocześnie szanują przeszłość. Głównym źródłem dochodu jest czysta energia z elektrowni wodnych, turystyka i rolnictwo. Narodowy sport i hobby to łucznictwo. Z ogromnym zainteresowaniem oglądaliśmy zawody pomiędzy drużynami policji oraz biznesmenami. Wszystko to było bardzo malownicze i oczywiście obowiązywały stroje narodowe.

        Bhutan to kraj z dominującą religią buddyjską i być może jest to powód, dlaczego ludzie są tak serdeczni i nieczyniący krzywdy. Na każdym kroku są tam małe świątynie. Flagi rozwieszone dla „mantry” były wszechobecne. Klasztory pełne mnichów, stare twierdze w pięknym stylu, wzniesione na szczytach trudno dostępnych wzniesień. Każdy „typowy” dom ma tu swoją świątynię, ale również strych na trzymanie zapasów oraz stajnię na domowe zwierzęta! Bardzo ciepli i otwarci ludzie, łatwo nawiązujący kontakt.

        W Bhutanie przeżyliśmy znakomitego sylwestra, a to dzięki bardzo popularnej w tym kraju artystce Sangay! Świetna i aktualna światowa muzyka na żywo porwała naszą grupę do radosnych pląsów. Kraj ten gorąco polecam!

        Ostatnim etapem podróży były Andamany, wyspy w Zatoce Bengalskiej. Tylko 360 tysięcy mieszkańców. Jest to terytorium Indii, ale kieruje się trochę odmiennymi zasadami. Kiedyś, za czasów brytyjskich, było to miejsce zesłań i często egzekucji ludzi walczących z kolonializmem. Dziś jest to dla mieszkańców Indii taki cel podróży, jak dla nas Karaiby. Piękny podwodny świat dla nurków, ale niestety baza turystyczna dopiero w stanie rozwoju. Warto jednak zobaczyć te wyspy, bo plaże dość ładne, a dochodzące do plaż lasy są po prostu bajeczne! W tym kraju przeżyliśmy, jak za czasów PRL, szturm na sklep monopolowy! Tłum spragnionych panów atakujący wytrwale ladę szerokości 12 stóp, by uzyskać wymarzony napój niebios! To było naprawdę zabawne; wszyscy mieliśmy deja vu!

        Kilka wysp w tym archipelagu jest całkowicie niedostępna dla „obcych”. Na jednej z nich (North Sentinel Island) do dziś mieszka plemię, które żyje tam od 60 tysięcy lat bez wpływów zewnętrznej cywilizacji. To na pewno jest fascynujące!

Maciek Czapliński

Zaloguj się by skomentować