Goniec

Switch to desktop Register Login

Jedzie pociąg z daleka…

Oceń ten artykuł
(3 głosów)

        Częściej jednak jedzie z bliska niż z daleka – z lotniska Pearsona na stację Union lub w przeciwnym kierunku. W dni powszednie dwa razy na godzinę trafi się pociąg GO lub prawdziwa perełka w postaci pociągu Via Rail.

        Całkiem niedawno odkryłam nową rozrywkę dla dzieci, jaką jest obserwowanie przejeżdżających pociągów. Ania rośnie i jest już w stanie przejść 5 kilometrów. To rozszerzyło nasze horyzonty o całkiem elegancką kładkę nad torami między Dundas St. W. i Wallace Ave. (przy stacji GO Bloor i niedaleko metra Dundas West). Wdrapujemy się więc po schodach i wlepiamy wzrok w tory pod nami. Przeważnie staramy się wybrać po 10, tak by być na miejscu o 10:40. Ruch jest wtedy spory, właściwie co 5-10 minut przejeżdża pociąg. Warto patrzeć na sygnalizację, bo wtedy wiadomo, z której strony i na którym torze można się czegoś spodziewać.

        Union-Pearson Express (zwany przez moje dzieci „Junion-Pirsonem”) widzimy co 10 minut, lub nawet częściej. Machamy energicznie maszynistom i nierzadko oni też nam odmachują, a nawet – ku uciesze Ani i Jacka – trąbią. Gdy tak stoimy na kładce 45-50 minut, jeden maszynista ma okazję zobaczyć nas w drodze na lotnisko i potem wracając. Pociągi GO na naszej linii kursują od Union do Kitchener (większość kończy bieg w Mount Pleasant) i z powrotem. 2 i 42 minuty po każdej godzinie, przynajmniej w okolicy południa, UP i GO zatrzymują się na naszej stacji. Do tego dochodzą jeszcze pociągi Via Rail, przeważnie krótkie, ciągnące dwa wagony. Te się nie zatrzymują, pędzą w kierunku Kitchener, a stamtąd do Sarni, Windsor lub London. Przy odrobinie szczęścia można trafić jeden w ciągu godziny (nam się udało o 11:15, innym razem o 12:10). Z kolei tydzień temu, w środę, około 10:50 widzieliśmy długi Via Rail, miał z 5-6 wagonów.

        Trzeba przyznać, że kładka jest dość eksponowana i na oglądanie pociągów lepiej wybrać się w niezbyt wietrzny dzień. Jeśli jednak mimo wszystko jest nam zimno, możemy zejść na dół na peron i schować się w oszklonej wiacie. Jest takich kilka. W każdym razie warto wziąć ze sobą jakąś wodę i coś na ząb, w razie gdyby rozrywka się dziecku spodobała. Z kładki można zejść na wschodnią stronę i pójść kawałek Wallace Ave. Tu się zaczyna dzielnica Junction Triangle z zabudową poprzemysłową. Ma swój urok. Oprócz loftów zwykłe domki ściśnięte jeden przy drugim, może nie zawsze reprezentacyjne, convenience na każdym rogu – samo życie. W pewnym momencie przy halach mieszczących magazyny samoobsługowe przecinamy jeszcze jedne tory, wyglądają może niepozornie, jedna nitka, ale tędy jeździ GO do Barrie.

        Przy skrzyżowaniu Wallace z Lansdowne mamy piekarnię-cukiernię Paris Bakery. Warto zrobić sobie przerwę i wstąpić na kawę i eklerkę. Pieczywa jeszcze nie wypróbowałam, ale zamierzam. W tej okolicy dominującą mniejszością narodową są Portugalczycy, gdy siedzimy w kawiarni, słychać język portugalski. A jeśli ktoś nie ma ochoty na kawę lub jego dziecko nie lubi słodyczy, to po zejściu z kładki na stronę Wallace może po prostu pójść asfaltową ścieżką dla pieszych i rowerzystów wzdłuż torów w stronę Bloor lub Dupont. Nad każdą z tych ulic znajduje się most kolejowy, a chodnik dla pieszych biegnie obok torów. Tu ostatni raz machamy pociągom i rozpoczynamy powrót do domu.

Katarzyna Nowosielska-Augustyniak

Zaloguj się by skomentować