Goniec

Register Login

Kanał Welland: Ahoj, kapitanie!

Oceń ten artykuł
(5 głosów)

        W zeszłym tygodniu w ramach budzenia w naszych dzieciach – ze względu na wiek raczej w Jacku niż w Ani – zainteresowania techniką wybraliśmy się nad kanał Welland. Wiosna w pełni, więc olbrzymie statki transportowe pływają jeden za drugim. Nie ma co czekać!

        Kanał Welland łączy jezioro Ontario z jeziorem Erie, biegnie od Port Weller do Port Colborne, równolegle do rzeki Niagara, omijając wodospad. Każdego roku z przeprawy korzysta około 3000 statków przewożących łącznie prawie 40 000 000 ton ładunków. Oryginalnie umożliwiał transport towarów z takich portów, jak Cleveland, Detroit czy Chicago do Montrealu lub Quebec City. Tam towary były ładowane na statki pełnomorskie i wysyłane dalej.

        Różnica poziomów między jeziorem Erie i Ontario wynosi 99,5 metra. Taką wysokość muszą pokonać statki. Umożliwia im to system ośmiu śluz szerokości 24,4 metra. Siedem z nich ma długość 233,5 metra, pozwalającą na opuszczenie lub podniesienie statku na wysokość od 13,01 do 15 metrów. Śluza nr 8, najbardziej wysunięta na południe, jest najdłuższa – ma 349,9 metra. W kanale dopuszcza się jednostki długości do 225,5 metra. Jeśli chodzi o organicznie wysokości, to limit wyznacza most Skyway. Przez kanał mogą przepływać statki, których wysokość nie przekracza 35,5 metra. Pozostałe mosty są podnoszone, a część przejazdów znajduje się w tunelach. Przeprawa przez 43-kilometrowy kanał trwa około 11 godzin.

        Obecny kanał jest czwartym wybudowanym, w okolicy znaleźć można pozostałości wcześniejszych. Pierwszy oddano do użytku w 1829 roku. Biegł od Port Dalhousie, wzdłuż Twelve Mile Creek do St. Catharines, a potem dość krętą drogą przez Merritton, Thorold, Allanburg do Port Robinson do rzeki Welland. W 1833 roku otwarto część z Port Robinson do Port Colborne. Kanał w obecnej postaci był budowany od 1913 roku, oficjalnie otwarto go 6 sierpnia 1932 roku, a potem w kolejnych latach jeszcze pogłębiano do uzyskania głębokości 7,6 metra. W latach 50. i 60. myślano o zastąpieniu systemu ośmiu śluz jedną „superśluzą”. Proponowany piąty kanał przebiegałby na wschód od istniejącego. Projekt został przygotowany, grunty zabezpieczone, ale prace utknęły na początkowym etapie.

        Dojeżdżamy QEW do St. Catharines i wypatrujemy drogowskazu na Welland Canals Centre. To pierwszy zjazd za mostem Skyway. Przejeżdżając przez most zwodzony, już widzimy, że na czwartej śluzie stoi statek. Skręcamy więc za mostem w lewo w Welland Canals Parkway i szukamy miejsca, gdzie można by zostawić samochód. Z tym na szczęście nie ma problemu. Wchodzimy po schodkach na „punkt widokowy” i jesteśmy gotowi na spektakl.

        Statek dopiero wpływa od strony jeziora Ontario. Powoli i precyzyjnie. Siedzi głęboko w kanale, pokład znajduje się parę metrów poniżej poziomu ulicy. Znajdujące się za nim wrota śluzy są już zamknięte. Powoli otwierają się te z przodu. Wielki masowiec idzie w górę. Metr po metrze. Wchodzimy na nasyp trochę wyżej, żeby lepiej widzieć. Ale ma podrapane burty! Próbuję sobie wyobrazić, jak głęboki musi być kanał, by pomieścić takiego kolosa.

        Statek rusza, wpływa do następnej komory. Śluzy 4, 5 i 6 są połączone. Gdy się zbliża, widać załogę kręcącą się na mostku. Pokazujemy Jackowi, że tam jest też pan kapitan. Machamy mu, a on odmachuje. Nawet ma na mostku duży mosiężny dzwonek. W oddali widać już kolejny statek. Dopiero przepłynął pod autostradą. Wracamy do samochodu. Złapiemy go jeszcze przy tarasie widokowym przy centrum informacyjnym.        

        Ruch na kanale jest wstrzymany od stycznia do marca. Przed wyruszeniem z domu warto zajrzeć na stronę internetową Drogi Wodnej Świętego Wawrzyńca (www.greatlakes-seaway.com), by sprawdzić, co akurat będzie płynąć. Na stronie można znaleźć mapę z aktualnymi pozycjami statków. Informacje są też podane na fejsbuku i twitterze St. Catharines Museum & Welland Canals Centre.

        Tym razem nie zwiedzamy muzeum. Byliśmy w nim ponad rok temu, w lutym. Ekspozycja stała przybliża historię budowy kanału, miasta St. Catharines i najstarszego sportu Ameryki Północnej – lacrosse. Można się np. dowiedzieć, jakie wymagania musieli spełniać chętni do wstąpienia do armii w 1914 roku (mogli nie mieć jednego lub dwóch palców u nóg, jednak duże palce musiały być nienaruszone) oraz że w St. Catharines znajdowała się fabryka suwaków Lightning, której szef dr Gideon Sundback uważany jest za wynalazcę nowoczesnego suwaka.

        Za budynkiem muzeum, położonym przy śluzie nr 3, znajduje się taras widokowy (i plac zabaw – jak słusznie zauważa Jacek). Nie jesteśmy jedynymi, którzy chcą zobaczyć, jak przez kanał przepływa 190-metrowy masowiec Three Rivers. To jest coś! Dwa dźwigi na pokładzie i miejsce do lądowania śmigłowca. A jakie grube liny – muszą być strasznie ciężkie, gdy są mokre… Pierwszy raz jestem tak blisko tak wielkiego statku.

        Three Rivers powoli wynurza się i odpływa w kierunku kolejnej śluzy. Więc my znowu do auta i gonimy go. Most zwodzony, przez który przejeżdżaliśmy na początku po zjechaniu z autostrady, jest już podniesiony. Znów skręcamy w lewo w Welland Canals Parkway i od razu zatrzymujemy się na poboczu. Schodzimy nad kanał i siadamy na trawie. Statek akurat zbliża się do mostu. Przepływa kilka metrów od nas. Dalej już go nie śledzimy. Na dzisiaj wystarczy. W planach mamy jeszcze motylarnię w Niagarze mieszczącą się na terenie ogrodu botanicznego. Nie powiem, żeby atrakcja należała do tanich. 14,25 dol. za osobę dorosłą (nasze dzieci na szczęście jeszcze nie płacą) plus 5 dol. za parking. W wielkiej szklarni, wśród tropikalnych roślin, lata ponad 2000 motyli z 45 gatunków. Chodzi się po wyznaczonych ścieżkach (łącznie 180 metrów chodnika), mijając mały staw, wodospad i okno z dziurkami, za którym na półkach wiszą motyle kokony.

        W pierwszej chwili czuję się trochę dziwnie. Gdzie się człowiek nie obejrzy, to coś lata. Ale szybko można się przyzwyczaić i zacząć podziwiać. Motyle siedzą wszędzie i prezentują swoje kolorowe skrzydełka. Wypatruję takich dużych błękitnych, ale nie udaje mi się zrobić dobrego zdjęcia. Obchodzimy motylarnię dwa razy. Nie da się tu jednak zbyt długo wysiedzieć – jest ciepło i wilgotno. Przed samym wyjściem na głowie Jacka siada jeszcze spory zielono-czarny motyl. Zaraz odlatuje, macha nam skrzydłami na pożegnanie.

Katarzyna Nowosielska-Augustyniak

Ostatnio zmieniany piątek, 29 kwiecień 2016 14:43
Zaloguj się by skomentować