Goniec

Switch to desktop Register Login

Oszczędzaj światło, czyli Niagara by night

Oceń ten artykuł
(1 Głos)

W przypływie fantazji wybraliśmy się w ostatni piątek do Niagary. Kupiliśmy parę smakołyków na drogę, przewinęliśmy Jacka i zamiast do łóżka, zapakowaliśmy go do fotelika samochodowego. Nawet nie był specjalnie zdziwiony, że zabieramy go gdzieś o 10 wieczorem.

To był nasz czwarty raz w Niagarze, drugi spontaniczny. Za pierwszym razem niedługo po naszym przyjeździe do Kanady zostaliśmy zabrani na wycieczkę przez znajomego. Wiadomo – wodospad – obowiązkowy punkt zwiedzania kraju. Ale byliśmy zawiedzeni tym, co zobaczyliśmy. Chyba wyobrażaliśmy sobie, że otoczenie będzie bardziej dzikie, tymczasem wodospad znajduje się w środku miasta. Tuż obok biegnie ruchliwa ulica, ludzi pełno, nawet dorożki jeżdżą. Do tego miasto ziejące absurdem, przerysowane, jak z kreskówki. Sam wodospad monumentalny, potężny, ale aż szkoda, że otoczenie takie groteskowe...

Potem był wyjazd spontaniczny. Chyba listopad zeszłego roku. Ten sam znajomy jechał do Buffalo, zapytał nas, czy chcemy jechać do Niagary. Tak jak staliśmy, wsiedliśmy z nim do samochodu i pojechaliśmy. Tym razem to był wieczór, turystów mniej, pewnie dlatego, że było dość zimno. Wodospad ładnie oświetlony, reflektory ze zmieniającymi się kolorami. Poszliśmy kawałek dalej i odkryliśmy budynek starej elektrowni.

Budynek Toronto Power Generating Station został wybudowany w 1906 roku. Zaprojektował go E.J. Lennox (torontoński architekt, autor ponad 70 budynków w stolicy Ontario, w tym starego ratusza i Casa Lomy) w stylu Beaux-Arts. Gdybym nie wiedziała, patrząc na ten budynek, chyba nigdy bym się nie domyśliła, w jakim celu powstał. Wygląda raczej jak jakiś neoklasycystyczny pałac. Elektrownię zamknięto w 1974 roku, a w 1983 uznano ją za miejsce historyczne (National Historic Site of Canada). Teraz budynek niestety stoi nieużywany.

Mieliśmy jeszcze śmieszną sytuację. Szukając toalety, weszliśmy do kasyna (był wieczór, okres nieturystyczny, więc większość miejsc zamknięta).

Tam przy wejściu powiedziano nam, że toaleta owszem jest i możemy z niej skorzystać, tylko tak dla formalności musimy okazać dowody tożsamości, że jesteśmy pełnoletni. Poszliśmy więc szukać dalej, bo przecież żadne z nas paszportu przy sobie nie miało.

Innym razem to my pokazywaliśmy Niagarę mamie mojego męża. A teraz pokazaliśmy ją Jackowi.

Pierwszy raz nie mieliśmy problemu z zaparkowaniem. W końcu byliśmy na miejscu po 11. Nawet opłat nikt nie pobierał. Zostawiliśmy samochód mniej więcej w połowie odległości między wodospadem kanadyjskim a amerykańskim. Poszliśmy najpierw w kierunku części amerykańskiej. Kilka razy przystanęliśmy, zrobiliśmy zdjęcia. Pamiętaliśmy, że jak byliśmy tu wcześniej, to kolory świateł się zmieniały, a teraz były tylko czerwone i niebieskie.

Po chwili okazało się, że i tak nie ma na co narzekać.

Ustawiam aparat na statywie, ciemno, to czas naświetlania długi, z pół minuty się zdjęcie robi. Chcę, żeby Rafał i Jacek na nim byli, więc na chwilę ustawiają się z boku, błyskam na nich zewnętrznym flashem... Jacek zamknął oczy! Powtórka! I wtedy podczas wykonywania drugiego zdjęcia reflektory oświetlające wodospady zaczęły świecić na biało. A po kilku minutach w ogóle zgasły! Spojrzałam na zegarek – pięć minut do północy.

Pewnie operator o północy kończy pracę, to już wyłączył, żeby się do domu szykować...

Poszliśmy jeszcze do kanadyjskiej części wodospadu, spojrzeliśmy w kipiel. Człowiek czuje się mały, gdy widzi taką siłę żywiołu. A jeszcze wokół cisza i spokój.

Dlatego gdy ktoś chce zobaczyć kolorowo oświetloną Niagarę, polecam wyjechać nieco wcześniej. Może nie za wcześnie, żeby się wśród tłumów do barierek nie przepychać. Jeśli w jakimś czasie warto odwiedzić Niagarę, to moim zdaniem – właśnie po zmierzchu. I podobno jeszcze zimą.

Teraz więc czekamy tylko na śnieg i mróz.

Katarzyna Nowosielska-Augustyniak

Ostatnio zmieniany piątek, 01 listopad 2013 21:38
Andrzej Kumor

Widziane od końca.

Strona: www.goniec.net/
Zaloguj się by skomentować