Goniec

Switch to desktop Register Login

Szlakami bobra: Dzikie indyki

Oceń ten artykuł
(4 głosów)

        Kanadyjski Thanksgiving, w przeciwieństwie do amerykańskiego, korzeniami sięga Europy i święta plonów. Pierwsze Święto Dziękczynienia w Ameryce Północnej odbyło się w 1578 roku. Angielski odkrywca Martin Frobisher dotarł do Nowej Fundlandii i chciał podziękować w ten sposób za szczęśliwą podróż do Nowego Świata. Miało to miejsce 43 lata przed przybyciem pierwszych osadników do Plymouth w Massachusetts i słynną ucztą dziękczynną z Indianami, na której pamiątkę USA celebrują to święto. Przez setki lat świętowano Thanksgiving w Kanadzie w końcu października lub na początku listopada, a dopiero w 1879 roku oficjalnie proklamowano je świętem narodowym, jako „podziękowanie dla Wszechmocnego Boga za błogosławieństwo dla Kanady w postaci daru obfitych plonów”. Natomiast jedno łączy obie tradycje, kanadyjską i amerykańską, czyli główna pozycja w menu rodzinnego obiadu tego dnia, indyk. Współcześnie w Święto Dziękczynienia jemy indyki domowe, hodowlane, ale przez setki lat w tym dniu na stole pojawiał się dziki indyk. O nim właśnie wypadałoby napisać coś z okazji tego dnia, bo jego rola dla przetrwania człowieka w Ameryce jest nie do przecenienia. 

        Dziki indyk żywił Indian, potem żywił pierwszych białych osadników. Łatwy do upolowania, pomagał przetrwać w Nowym Świecie. Prawdopodobnie właśnie dzikie indyki jedli pierwsi koloniści na uczcie w Plymouth. Docenili go Indianie, niektóre plemiona na jego cześć tańczą taniec indyka, innych wodzowie noszą strój zrobiony z piór i pazurów. Docenił go także Benjamin  Franklin, gdy decydowano, jaki ptak zostanie wybrany na symbol nowego państwa. W 1784 roku pisał do córki, że orzeł ma „zły charakter”, a dziki indyk w porównaniu do niego jest zdecydowanie ptakiem godnym szacunku, odważnym, który nie będzie obawiał się zaatakować grenadierów, gdy pojawią się na jego podwórku. Choć nie został ptasim symbolem USA, co roku każdy prezydent uroczyście darowuje życie jednemu indykowi. 

        Jaki jest indyk, niby każdy widzi, ale nie wszyscy wiedzą, że jest on najcięższym ptakiem grzebiącym, z rodziny kurowatych. Osiąga wagę do 11 kilogramów (w Ameryce Północnej jest kilka podgatunków, różniących się m.in. wagą), osiąga długość ciała do 125 cm, rozpiętość skrzydeł do 180 cm, samice są mniejsze. Wielu ludzi uważa, że nie jest okazem piękności. Różowa łysa głowa pokryta mięsistymi brodawkami i takaż szyja pokryta koralami. Ale jego piękno to kolory. Gdy jest pobudzony, brodawki na głowie przybierają kolor niebieski, kiedy jest zdenerwowany lub gotowy do walki, kolor czerwony, tak jak róg na głowie, który pęcznieje. Jest waleczny, wspomaga go w walkach ostroga na trójpalczastej stopie. Potrafi biegać z prędkością ponad 30 km na godzinę. Natura wyposażyła go w 6000 piór, które układają się w całość jak blaszki rycerskiej zbroi, mieniące się na miedziano-złoto-zielono. Indor długi ogon rozkłada w tarczę jak paw. Z piersi sterczy ponadwudziestocentymetrowy pęk włosów zwany wisiorem. Indyczki składają do 20 jaj w gniazdach na ziemi, wysiadują je tylko samice, czasami we dwie budując jedno gniazdo. Żywią się głównie roślinami, czasami uzupełniając menu drobnymi zwierzętami, jak owady, jaszczurki i węże. Noce spędzają na gałęziach drzew. Co do „moralności” indora pojmowanej ludzką miarą, nie jest, oględnie mówiąc, wiernym mężem, zapładnia tyle samic, ile zdoła.

        Dziki indyk nie ma łatwego życia. Czyhają na niego wilki, kojoty, szopy i oposy, a także orły i inne drapieżniki. Ale jego największym wrogiem jest człowiek. W Ontario w początkach XX wieku dzikie indyki z powodu intensywnych polowań całkowicie wyginęły. W 1984 roku Ontario otrzymało od Stanów Zjednoczonych 274 dzikie indyki z różnych stanów w zamian za wydry, kuropatwy, gęsi i łosie. Wypuszczono je na wolność, rozmnożyły się i w tej chwili w Ontario żyje ponad 100 tys. dzikich indyków (dane z 2011 r.). Wolno już na nie znowu polować.

        Żeby docenić piękno dzikich indyków, trzeba je zobaczyć z bliska, w słońcu, kiedy pióra ich zbroi mienią się w ruchu. Nie jest to wcale takie trudne. Te na zdjęciach to spotkane przez nas indyki nad brzegiem jeziora Erie w Parku Narodowym Point Pelee. Nie uciekały, choć, jak też nie wszyscy wiedzą, dzikie indyki, w przeciwieństwie do domowych, potrafią latać, nawet na odległość 400 metrów.

        Happy Thanksgiving!

Joanna Wasilewska

Andrzej Jasiński

Zaloguj się by skomentować