Goniec

Register Login

Szlakami bobra: Złe Ziemie i Wieża Diabła

Oceń ten artykuł
(22 głosów)

Będąc w Górach Czarnych Dakoty Południowej, nie można ominąć niedaleko położonych (w amerykańskim rozumieniu odległości) równie fascynujących i tajemniczych miejsc. Mniej więcej godzinę jazdy samochodem na wschód od Rapid City, tuż przy międzystanowej autostradzie nr 90, znajduje się Park Narodowy Badlands.

Status parku narodowego otrzymał w 1978 roku. Jego powierzchnia wynosi 982,4 km kw. Badlands to dosłownie "złe ziemie". "Złe ziemie" to zwykle obszary wyżynne, głównie w strefie klimatu suchego i półsuchego, o ubogiej roślinności. Charakteryzuje je silne rozczłonkowanie przez sieć głębokich wąwozów, powstających w wyniku wiatru i procesu wypłukiwania w czasie okresowych ulewnych deszczów słabo scementowanego podłoża. Tyle o tym tworze geologicznym mówi Wikipedia. Takie "złe ziemie" w miniaturze mamy w Ontario niedaleko Toronto, w miejscowości Cheltenham.

Badlands National Park to szarawe dziwnie rzeźbione wierzchołki, wąwozy, przetykane rdzawymi pasami, gdzieniegdzie zmieniające kolor na żółtawo-pomarańczowy, wszystko wyrastające z morza kwitnącej w lipcu na intensywnie żółto prerii tworzy iście księżycowy krajobraz. Jak pisał w 1935 roku cytowany przez parkową ulotkę architekt Frank Lloyd Wright: "Zwiedziłem kawał świata i większą część swego własnego kraju, ale byłem zupełnie nieprzygotowany na odkrycie zwane Dakota Bad Lands… To, co zobaczyłem, dało mi nieopisane poczucie wszechobecnej tajemniczości…".

Ale nie tylko ten kosmiczny krajobraz ściąga tu turystów. W Badlands National Park można oglądać skamieliny wymarłych dawno temu zwierząt, takie jak skorupa żółwia czy szczęka podobnego do owcy oreodonta. Pasjonaci szukają nowych skamielin, które odsłania ziemia erodująca rocznie o jeden cal. Proszę się spieszyć, wg geologów za pół miliona lat Badlands w Dakocie znikną zupełnie. W parku są trasy piesze, kemping, w części południowej atrakcja w postaci bizonów, natomiast w lipcu, gdy temperatura wynosiła dobrze ponad 30 stopni, nie pozostało nam z kotami nic innego, jak skorzystać z możliwości zwiedzania po amerykańsku, czyli przejechania przez najciekawszą część ok. 50-kilometrową Badlands Loop Road z wieloma punktami widokowymi na najbardziej atrakcyjne formacje.

Nie mniej fascynującym miejscem jest położona na północny zachód od Black Hills, w stanie Wyoming, Góra Diabła (Devils Tower). Jedzie się do niej międzystanową 90-tką ok. 50 km od Gór Czarnych na zachód, a potem jeszcze drugie tyle mniejszymi drogami na północ. Górę-wieżę, bo nie bardzo wiadomo, jak ją traktować, widać z odległości wielu kilometrów. Samotnie stojący wśród pofałdowanej prerii twór z równo wyrzeźbionym pionowym ożebrowaniem, o przekątnej ok. 300 metrów, wysokości 386 metrów od podnóża, a wynoszący się ponad poziom morza 1558 metrów, wciąż jest zagadką dla geologów. Istnieje kilka teorii dotyczących powstania Devils Tower. Za najbardziej prawdopodobną uchodzi ta o pochodzeniu wulkanicznym góry. Kształt uformowany został 50 mln lat temu przez magmę, która wystygła pod powierzchnią, skrystalizowała się w skałę, rozszczepiła na pionowe kolumny, a później została poddana erozji. Naukowcy nie mają pewności, a Devils Tower wygląda raczej na efekt pracy sił nadprzyrodzonych niż na dzieło natury.

Indianie wiedzą swoje, krąży po Wielkich Równinach wiele legend o Wieży Diabła, jedną z nich jest legenda Indian Kiowa, tym ciekawsza, że plemię to nigdy Devils Tower nie widziało. Według niej, pewnego dnia siedem małych dziewczynek bawiło się niedaleko indiańskiej wioski, kiedy zaatakował je niedźwiedź. Dziewczynki uciekały w kierunku wioski, już miał je niedźwiedź pochwycić, gdy wskoczyły na niewielką skałę. "Skało, okaż litość, uratuj nas" – prosiła jedna z dziewczynek. Skała usłyszała prośby i zaczęła rosnąć, wynosząc dzieci coraz wyżej i wyżej. Kiedy niedźwiedź skoczył, żeby dosięgnąć pewnego łupu, wyżłobił skałę w rowki, złamał pazury i spadł. Próbował skakać jeszcze wiele razy, ale skała wyniosła dziewczynki do nieba, gdzie teraz tworzą grupę siedmiu małych gwiazd, nam znanych jako Plejady. W zimie w środku nocy siedem gwiazd świeci nad wieżą, którą Indianie zwą Skałą Niedźwiedzia.

Nazwę Devils Tower nadał jej col. Richard Dodge w 1875 roku, kierujący militarną ekspedycją mającą potwierdzić odkrycie złota w Górach Czarnych. Sądzono wtedy, że to stożek wulkanu. 4 lipca 1893 roku przy aplauzie ponad 1000 widzów William Rogers i Willard Ripley dokonali pierwszego wejścia przy pomocy drabin. Nie byli jednak pierwszymi zdobywcami, bo na szczycie czekała na nich flaga, której fragmenty jako suweniry sprzedawały potem w czasie przyjęcia u podnóża wieży żony wspinaczy. 4 lipca, Święto Niepodległości USA, stało się dniem tradycyjnych spotkań pod Wieżą Diabła rodzin z okolicznych rancz. Podczas jednego z nich, w 1895 roku, żona Williama Rogera została pierwszą kobietą, która weszła, także przy pomocy drabin, na wierzchołek.

W czasach nam współczesnych ok. 5 tys. wspinaczy rocznie, z całego świata, przyjeżdża do Devils Tower National Monument, jednym z nich jest nasz kolega Marek, który nam o Wieży Diabła opowiedział i zachęcił do jej zobaczenia. Devils Tower można obejść wokoło łatwą trasą, jest tu też kemping. Dla Kanadyjczyków, których praktycznie pozbawiono dostępu do broni, ciekawym, choć trochę upokarzającym doświadczeniem będą uprzejme napisy przed łazienkami, żeby nie wnosić broni do środka.

Jadąc Interstate 90 na zachód, warto też zajrzeć do punktu informacyjnego na granicy Dakoty i Wyoming. Można zasięgnąć języka, odpocząć przy stołach piknikowych i obejrzeć skamieniałe drzewo w tak intensywnych barwach, że aż chce się dotykiem sprawdzić, czy to rzeczywiście skamielina, i piękny pomnik pumy.

PS Automatyczny słownik Worda przechytrzył nas kolejny raz, podstępnie zamieniając tydzień temu dwa razy Harney Peak w Black Hills na widać bliższy jego sercu Harley Peak, co niniejszym prostujemy.

Joanna Wasilewska Andrzej Jasiński

Zaloguj się by skomentować