Goniec

Register Login

Turystycznie do Peru - Z Klubem „Koliba” na koniec świata

Oceń ten artykuł
(1 Głos)

        Po dwóch już wyprawach do Meksyku, przyszła nam chęć na odwiedzenie jakiegoś dalszego kraju.

        Wybór padł na Peru, trzykrotnie większy od Polski kraj, kolebkę potężnego niegdyś imperium Inków. Kraj  to ogromny, o bardzo zróżnicowanym środowisku geograficznym, od niebosiężnych szczytów andyjskich i sąsiadujących z nimi pustynnych nadoceanicznych nizin po wysoko położone kotliny, graniczące od wschodu z yungay, czyli rozległą równiną górnego dorzecza Amazonki i jej dopływów.

        Nasza 3-osobowa grupka z Polonijnego Klubu Turystycznego „Koliba” w Toronto, siłą rzeczy skoncentrowała się na najważniejszych atrakcjach turystycznych Peru. Przebyliśmy ponad 5 tysięcy kilometrów, przemieszczając się autobusami renomowanej firmy Cruz del Sol, dwupoziomowymi, o standardzie nieustępującym liniowym samolotom.

        Spędziliśmy w nich prawie 80 godzin. Trasa nasza wiodła z Limy, szosą Carretera Panamericana do Arequipa, drugiego co do wielkości miasta Peru, zwanego białym od wapiennego budulca sillar. Miasto położone jest u podnóża dwóch potężnych wulkanów: El Misti (5822 m) i Chachani (6075 m). Na ten ostatni zaplanowaliśmy wejście i z tego między innymi powodu udaliśmy się do Puno nad najwyżej położonym, żeglownym jeziorem Titicaca. Tu na wysokości 3860 m spędziliśmy dwa dni, aby zaklimatyzować się na wejście szczytowe Chachani. Aklimatyzacja okazała się niewystarczająca jak na tak „łatwy” 6-tysięcznik i próba nasza się nie powiodła! Dalsza trasa wiodła do Cusco, prastarej stolicy cesarstwa Inków, ze wspaniałymi zabytkami, a szczególnie XVI-wieczną barokową katedrą, zbudowaną na zburzonym pałacu inkaskiego księcia Viracocha.

        Z Cusco prowadzi do jednego z najbardziej znanych na świecie kompleksów archeologicznych Machu Picchu znakomita widokowo 3-godzinna trasa kolejowa Peru Rail.

        Jest to niestety droga impreza, wśród hord turystów z całego świata. Trzeba zapłacić za pociąg i wstęp ponad 300 USD, ale rzecz naprawdę warta jest tej kwoty. Kompleks ten został odkryty zupełnie przypadkowo w 1911 roku przez młodego archeologa Hirama Binghama, który de facto poszukiwał legendarnego złotego miasta Vilcabamba. Machu Picchu w języku keczua oznacza „stary szczyt”, ale ta nazwa przyjęła się dla całego zaginionego miasta. Trzy tygodnie spędzone na drogach i w miastach Peru dały dość dobre o nim pojęcie i porównanie np. do Meksyku.

        Okazało się, że jest tu drożej, hotele mają niższy standard, ale za to woda jest mniej ryzykowna do picia. Jeśli chodzi o bezpieczeństwo, nie mieliśmy problemów, chociaż security boys są dosłownie wszędzie i trzeba co rusz pokazywać paszport. Autobusy są doskonałe i bezpieczne nawet na nocnych trasach, jeżeli mamy na myśli renomowane linie jak chociażby Cruz del Sur. Przydatna natomiast jest chociażby podstawowa znajomość hiszpańskiego, jeżeli poruszamy się samodzielnie. Tak było i w naszym przypadku.

        Zapraszamy Czytelników popularnego magazynu „Goniec”, do rzucenia okiem na te kilka zdjęć z naszej  bogatej kolekcji i przy okazji do udziału w naszych podtorontońskich wycieczkach pieszych organizowanych od 15 lat co drugi weekend.

        Z turystycznymi pozdrowieniami uczestnicy wyprawy Danuta Rogulska, Aneta Słupek i Andrzej Legienis

Zaloguj się by skomentować