Goniec

Register Login

Urocza Niagara-on-the-Lake

Oceń ten artykuł
(2 głosów)

Kiedy termometr pokazuje -20°C, raczej trudno się wybrać na dłuższy spacer. O Anię się nie martwię, bo chodzi w nosidełku pod kurtką, ale Jackowi mróz barwi policzki na czerwono i trudno mu iść, gdy trafią się zaspy. Jednak gdy na błękitnym niebie nie ma ani jednej chmurki, a słońce zagląda do okien, czujemy wewnętrzny imperatyw, by ruszyć się z domu.

Biorąc pod uwagę warunki, uznajemy, że cel powinien być niezbyt oddalony i niewymagający długiego chodzenia. Decydujemy się na miasteczko Niagara-on-the-Lake. Podejrzewam, że miejsce jest znane wielu czytelnikom, ale może warto zobaczyć, jak wygląda w zimowej szacie.

Śniegu więcej niż u nas, i przede wszystkim czyściejszy. Drogi białe, nikt solanką nie polewa, kierowcy jadą wolno i ostrożnie. Gdy skręcamy w główną ulicę – Queen St. – już widzę, że mi się tu podoba. Centralnym punktem jest cenotaf z zegarem. Po obu stronach ulicy stoją stare niskie domy. Każdy w innym kolorze.

Najpierw jedziemy nad rzekę Niagara. Zostawiamy samochód przy Queen's Royal Park. Widać stąd stary fort na drugim brzegu. Rzeka częściowo zamarzła, przy brzegach utworzyły się muldy. Jest ślisko, a przy drodze zaspy wyższe od Jacka.

Potem podjeżdżamy kawałek, żeby zaparkować bliżej Queen Street. Idziemy na krótki spacer, tam i z powrotem, raz jedną, raz drugą stroną ulicy.

Czynne są niektóre kawiarnie i sklepy z upominkami. Jacek ogląda wystawy, niemal na każdej coś pokazuje – a to bałwana, a to misia w koszulce z klonowym liściem. Z dachów i parapetów domów po północno-wschodniej stronie ulicy zwisają okazałe sople. Lśnią w słońcu. Ławki i śmietniki na chodniku ledwo widać, całe śniegiem przysypane.

Do Toronto wracamy okrężnie – drogą Niagara Parkway. Ulica ciągnie się wzdłuż brzegu rzeki od Niagara-on-the-Lake do Fort Erie. My dojeżdżamy do wodospadu i stamtąd już wskakujemy na QEW. Ale wcześniej zatrzymujemy się trzy razy w punktach widokowych. Tylko ja wychodzę na chwilę z samochodu, żeby zrobić zdjęcia. Jacek i Ania śpią, mroźne powietrze ich zmęczyło, Rafał ich dogląda.

Pierwszy punkt widokowy znajduje się w Queenston, jadąc na południe zaraz przed przecięciem autostrady 405. Jest położony na lekkim wzniesieniu, więc bardzo ładnie widać zakola rzeki. Kolejne dwa punkty usytuowane są po przeciwległych stronach zakola Niagara Whirlpool. O tej porze po ruchu kry dokładnie widać, jak w wirze układają się prądy i gdzie jest główny nurt. Lód skuł rzekę zaraz za wirem, w kierunku północnym. Jego powierzchnia jest nierówna, tafle pękają i piętrzą się.

Co ciekawe, nad zakolem kursuje kolejka linowa. Jeździ od 1916 roku, a została zaprojektowana przez hiszpańskiego inżyniera Leonardo Torresa Quevedo. Odległość od brzegu do brzegu wynosi 540 metrów, pokonuje się dystans tam i z powrotem. W sezonie zimowy zamknięte, w letnim ta przyjemność kosztuje osoby powyżej 13 roku życia 13,95 dol. + podatek, dzieci od 6 do 12 lat płacą 9,10 dol. + podatek. Młodsze jeżdżą za darmo.

"Muszę przyznać, że zauroczyła mnie ta Niagara", mówi mój mąż na koniec. Mnie też się podoba. To miły kontrast w porównaniu z kiczowatym Niagara Falls. Dobrze wiedzieć, że niedaleko domu są takie miejsca.

Katarzyna Nowosielska-Augustyniak

Ostatnio zmieniany piątek, 27 luty 2015 14:55
Zaloguj się by skomentować