Goniec

Register Login

Warto jechać do Gruzji

Oceń ten artykuł
(3 głosów)

Milion białych róż
Milion, million białych róż,
Z okna swego rankiem widzisz Ty…

        Taki jest refren znanej piosenki o malarzu gruzińskim Niko Pirosmanim, a naprawdę o Nikolozie Pirosmanaszwilim.  Żył w latach 1862–1918. Był bardzo ubogim artystą, często  bezdomnym, zarabiał na życie, malując obrazy na wystawach sklepowych. Po śmierci,  jak to często bywa, został uznany za jednego z najwybitniejszych prymitywistów na świecie.  Kolekcję jego dzieł posiada Muzeum Sztuk  Pięknych w Tbilisi. W piosence rozsławionej przez Ałłę Pugaczową,  a ostatnio przez Ani Lorak, sprzedał swój dom i kupił tysiące białych róż dla pięknej aktorki. Tacy potrafią być gruzińscy artyści i taka urzekająca pięknem i ciekawa  jest Gruzja.

        Kraj ten stał się ostatnio jednym z najczęściej odwiedzanych przez wycieczki z Polski ze względu na bogactwo zabytków historycznych, przepiękną kaukaską przyrodę i ciepły klimat. Polacy są tam drugą najliczniej przyjeżdżającą grupą turystów. Gruzja jest położona nad Morzem Czarnym, a za sąsiadów ma Rosję, Turcję, Armenię i Azerbejdżan oraz dawne obszary Abchazji i Osetii Południowej. Te wszystkie narodowości mają wpływ  na  różnorodność  kultury i architektury gruzińskiej.

        W Gruzji językiem urzędowym jest  język gruziński, ale jest to język bardzo trudny, więc można swobodnie porozumiewać się po rosyjsku, a z młodzieżą po angielsku. Główną religią jest prawosławie w rytuale Kościoła gruzińskiego. W tym obrządku Gruzja przyjęła chrześcijaństwo w roku 337 z rąk świętej Nino. W Imieniu całego narodu chrzest przyjął król Mirian III i królowa Nano. Św. Nino jest  patronką Gruzji. Przybyła z Kapadocji i zasłynęła z pobożności i z uzdrawiania chorych.   Swoimi włosami związała kilka gałęzi, robiąc z nich krzyż z opadającymi ramionami. Ten krzyż jest obecnie przechowywany w katedrze Sioni w Tbilisi i jest symbolem gruzińskiego Kościoła prawosławnego. W domach, gdzie kultywuje się tradycje religijne, musi być ikona, która przedstawia przyjęcie chrztu przez Gruzję. Dawniej siedzibą patriarchy prawosławnego Kościoła gruzińskiego była katedra Sioni w Tbilisi, a jest nią obecnie wybudowana niedaleko Tbilisi przepiękna bazylika Świętej Trójcy, czyli słynna Cminda Sameba. W cerkwiach gruzińskich obowiązuje etykieta dotycząca ubioru wiernych i zwiedzających. Panie muszą mieć zakryte ramiona i głowę, a czasami zakładać spódnice, a panowie mogą wejść do cerkwi  tylko w długich  spodniach. Taki strój zapewnia szacunek dla religii i dla świątyni.

        Stolica Tbilisi (dawny Tyflis) pozostawia niezapomniane wrażenie. Miasto żyje dniem i nocą, pełno w nim młodzieży z całego świata. Główna ulica, przy której znajdują się budynki rządowe i teatry, nosi imię Szoty Rustavelego. Był to XII-wieczny gruziński poeta, twórca epopei narodowej „Rycerz w tygrysiej skórze”, która została przetłumaczona na wiele języków. Szota Rustaveli był bardzo wykształcony, a nawet pełnił funkcję skarbnika królowej Tamary (1184–1213). Według legendy, zmarł w Jerozolimie w roku 1216. Obok starego Tbilisi wyrastają nowe piękne budynki, których wysokość nie przekracza 3-4 pięter. Wiele z nich zostało zaplanowanych i wybudowanych przez polskich architektów. Wśród nich wyróżniał się Aleksander Szymkiewicz, który był naczelnym architektem Tbilisi w latach 1885–1891. Między innymi zaplanował i wybudował gmach Sądu Najwyższego, gmach Konserwatorium Muzycznego i budynek teatru Dramatycznego im. Szota Rustavelego. Jego zespół architektoniczny zaprojektował również budynek opery i wiele kamienic mieszkalnych. W dowód przyjaźni dla Polski i Polaków jeden ze skwerków Tbilisi nazwano imieniem Lecha Kaczyńskiego, gdzie stoi kolumna z jego popiersiem.

        W Tbilisi działają  dwie kolejki linowe wożące turystów na otaczające wzgórza, z których w dzień, a szczególnie  w nocy jest piękny widok na miasto.  Szybka gondolka prowadzi do twierdzy Nirakala i do wysokiego pomnika Matki Gruzji – Kartis Deda. Jej twarz przypomina królową Tamarę. W jednej ręce trzyma miecz na wrogów, a w drugiej puchar na wino dla przyjaciół.

        Mimo że Polacy w ubiegłym wieku bardzo licznie przybywali do Gruzji, bo byli zsyłani tam po powstaniach listopadowym i styczniowym, wcielani do armii carskiej lub przyjeżdżali, aby rozwijać biznesy, to obecnie trzeba uważnie szukać śladów polskości. Na jednej z głównych ulic Tbilisi  znaleźliśmy  polską restaurację „Warszawa”.  Tam również spotkaliśmy piękną Gruzinkę polskiego pochodzenia, potomkinię powstańców styczniowych mówiącą płynnym językiem polskim. Kulturę polską wyniosła z rodzinnego domu, a znajomość języka polskiego z polskiej szkoły. Wraz z mężem zaprowadzili nas do polsko-gruzińskiego kościoła pod wezwaniem św. Piotra i św. Pawła. Kiedy wchodząc na mszę, usłyszeliśmy po gruzińsku „Abba Ojcze” – wzruszyliśmy się bardzo. Niedaleko kościoła mieści się polska szkoła sobotnia im. św. Królowej Jadwigi. W szkole uczy się ok. 140 uczniów o polskich korzeniach. Mając świadomość o ogromnym wkładzie Polaków w wielu dziedzinach życia Gruzji, odwiedziliśmy słynny cmentarz Kukija.  Przy wejściu jest przeniesiony grób słynnej Dagny Przybyszewskiej. Polskie groby często trudno rozpoznać, bo są obudowane metalowym płotem i  mają rosyjskie napisy. Część z nich odnawiała polska szkoła w Tbilisi, ale część jest niestety zaniedbana.

        Nasza trasa prowadziła przez jedno z najstarszych miast – Mestię. Jest to dawna miejscowość, w której najlepiej zachowane są prostokątne kamienne wieże zwane popularnie „koszkami”, które służyły do  obrony w czasie najazdów. Głównie  w „koszkach“ chroniły się kobiety i dzieci. Podobno kawaler starający się o pannę miał większe szanse, jeśli posiadał dom i „koszkę’.

        Takie wieże można spotkać w wielu miejscowościach w Gruzji.  Również w wiosce  Kazbegi w Wysokim Kaukazie. Jest to rejon Svanetii zamieszkany przez górali – Svanów, na wysokości ponad 3000 m.  

        Stamtąd prowadzą górskie szlaki turystyczne do klasztoru Świętej Trójcy  i dalej.  W górach pogoda może być różna i częste są nagłe burze i ulewy, ale o poranku, kiedy świeciło słońce, widać było dokładnie majestatyczny szczyt Kazbeg na wysokości 5044 m. Tutaj turystyka górska dopiero się rozwija, chociaż  w niższych rejonach gór wybudowano wiele nowych hoteli  i zjazdów przygotowanych dla narciarzy.

        Od  Tbilisi do  Kazbegi prowadzi przez góry słynna Gruzińska Droga Wojenna. Wytyczona była już w starożytności, ale wybudowana przez Rosjan dopiero w XIX wieku  i używana  głównie do przewożenia  ciężkiego sprzętu wojennego. Do jej budowy znacznie przyczynił się Polak Bolesław Statkowski. Teraz jest jedną z ciekawszych gruzińskich atrakcji turystycznych. Odległość z Tbilisi do Kazbegi to tylko 130 km, ale po drodze widać pasma górskie i doliny, stare twierdze, lub  można zatrzymać się przy zbiorniku Zinwali i podziwiać widoki zielono-niebieskich wód na tle gór.  Do lokalnego folkloru należą spacerujące stadami krowy, które kierowcy ostrożnie omijają.  

        Drugim ważnym miastem Gruzji jest Kutaisi, gdzie mieści się port lotniczy i parlament kraju. Budynek parlamentu zbudowany jest w kształcie olbrzymiego żółwia. Cały pokryty jest szkłem, co ma symbolizować otwartość „władzy” do narodu.  Okolice Kutaisi to dawna słynna Kolchida, do której wędrowali starożytni Argonauci w poszukiwaniu złota. W centrum miasta wybudowano w starym stylu cerkiew Bagrati z charakterystycznym zielonym dachem. Dużą atrakcją turystyczną są okoliczne jaskinie z najciekawszą z nich jaskinią Prometeusza. Jaskinia ma długość 11 km, ale dla turystów przygotowano trasę ok. 2 km, pięknie oświetlającą  różne formacje geologiczne.

        Trzecim co do wielkości miastem Gruzji jest Batumi, w którym mieści  się Sąd Konstytucyjny Gruzji. Polski zespół „Filipinki” rozsławił to miasto piosenką o  herbacianych  polach, których teraz trudno się doszukać. Za to mamy wiele hoteli o różnorodnej architekturze, np. przypominające  Koloseum czy wieżę w Pizie. Morze Czarne jest ciepłe i przyciągające, ale plaża w Batumi jest kamienista. Dużą przyjemnością są dla turystów „tańczące” fontanny. Przy szumie wody, światłach w różnych kolorach i muzyce, głównie amerykańskiej, nogi same niosą do tańca. Wieczorem można spacerować po oświetlonej na zielono promenadzie palmowej. Wśród spacerowiczów spotyka się turystów z całego świata, a obecnie z krajów arabskich. W Batumi ciekawym miejscem jest lokalny rynek, gdzie wystawiony jest bogaty asortyment  owoców, miodów z szyszek, serów, kawy, herbat, a przede wszystkim świetnych gruzińskich przypraw, jak adzika czy lokalny pieprz. Tu naprawdę jest co wybrać.  Kilka kilometrów od Batumi mieści się słynny ogród botaniczny. Posadzono tam wiele roślin z Azji, ale kwiatów niewiele. Za to idąc alejką parku prowadzącą wzdłuż wybrzeża, mamy przepiękne widoki na Morze Czarne.

        Będąc w Gruzji, nie można ominąć miasta-muzeum, czyli najstarszej stolicy Gruzji, Mcchety. Głównym zabytkiem jest katedra Sweti Cchoveli z XI wieku. Jest przedmiotem kultu wierzących Gruzinów tak jak nasza Jasna Góra. W miasteczku jest wiele  starych domów, więcej powozów niż samochodów i naprawdę czuje się, jakby czas cofnął się o kilka stuleci.

        Na kilka godzin zatrzymaliśmy się w miejscowości Achalciche (Achalcyche), w której główną atrakcją jest pieczołowicie odrestaurowana duża twierdza Rabati. W środku twierdzy znajduje się meczet i kościół ormiański. Kiedyś to miasto było zamieszkane przez Turków i przez Polaków zsyłanych po powstaniu styczniowym. Do tej pory działa tutaj Związek Polaków Południowej Gruzji. Niedaleko Achalciche jest położone słynne skalne miasto Wardzia. Te wykute w skałach  stare miasta-klasztory są najcenniejszymi zabytkami Gruzji.  Miasto skalne Wardzia było wydrążone w skale do wysokości 1300 m na 13 poziomach i miało ok. 30 tysięcy mieszkań. Do dzisiaj zachowały się niektóre pomieszczenia i system wodno-kanalizacyjny. Teraz  część skalnego miasta  jest udostępniona turystom.

        Nam bardzo  podobał  się skalny zespół klasztorny David Garedża w pobliżu granicy z Azerbejdżanem. W skałach, na górze, wykuto wiele kaplic i pomieszczeń dla mnichów. Ten klasztor jest zamieszkany przez grupę prawosławnych mnichów, którzy zdecydowali się na zakonne życie. Na szczycie klasztoru jest granica z Azerbejdżanem, z której widać dalekie okolice, głównie stepy sąsiada Gruzji. Te kaukaskie stepy uświadamiają nam, gdzie musieli kiedyś zamieszkać nasi rodacy. Około godziny jazdy od klasztoru David Garedża w kierunku Tbilisi natrafiliśmy na  „Club Oasis” – polską restaurację założoną przez młodych Polaków z Krakowa. Nikt im nie dawał szans przetrwania, ale nasi rodacy są uparci, zaproponowali nie tylko dobre jedzenie polskie i gruzińskie, ale również  festiwale muzyczne. W tym stepowym miejscu zatrzymują się nie tylko polskie wycieczki.  Ale kiedy znajdzie się kilka polskich grup, to toastom i śpiewom nie ma końca.

        Częstym  miejscem wycieczek po Gruzji jest  Gori, miejsce urodzenia Józefa Dżugaszwilego, czyli Stalina. Do tej pory zachowany jest mały domek, otoczony żelaznym ogrodzeniem, i wagon pociągu, którym jeździł Stalin na konferencje w Jałcie i Teheranie. Rząd sowieckiej Gruzji wybudował też monumentalny  gmach-muzeum, w którym umieszczono prywatne pamiątki po Stalinie. Zwiedzanie tego muzeum jest dobrowolne. W parku stoi pomnik Józefa Stalina, którego dyskretnie pilnuje  grupa ochroniarzy. Niestety, do tej pory nie postawiono pomnika ofiar stalinizmu. Nam, Polakom, było trudno zrozumieć, dlaczego tak bardzo przyjazny nam kraj honoruje tak tego „bohatera”.

        Gruzja jest jednym z producentów bardzo dobrych win. Produkują go  posiadacze dużych  winnic, ale i małe rodzinne farmy. Przeważnie jest to wytrawne wino czerwone, ale i ciemne półsłodkie smakuje wspaniale. Oprócz wina bardzo popularnym alkoholem jest „czacza”, czyli wódka z winogron produkowana w wielu gatunkach. Wino i czaczę pije się głównie podczas uroczystych kolacji zwanych „suprami”. Na ogół nie podaje się indywidualnie serwowanych dań. Na stole stawiane są smakołyki kuchni gruzińskiej, jak pierożki chinkali, bakłażany z pastą orzechową, kebaby czy placki chaczapuri. Pośród zebranych wybrany jest prowadzący biesiadę, zwany  tamadą. On to wznosi toasty począwszy od Boga i Ojczyzny, a skończywszy na przyjaźni polsko-gruzińskiej. Po każdym toaście powinno się opróżnić kieliszek. Toasty często są bardzo wzruszające, czasami tamada recytuje wiersze czy opowiada przypowieści. Po każdym toaście tamada wznosi  okrzyk „Gaumar”, a uczestnicy supry gromkim chórem muszą odpowiedzieć „Dzios”. „Gaumardzios” znaczy zwyciężyliśmy. Supry mogą trwać bardzo długo, ale tej tradycji w Gruzji nie można ominąć.

        Najlepsze wino produkowane jest na ciepłym obszarze  Kacheti, gdzie klimat i niewysokie góry sprzyjają dobrym zbiorom winogron. Jest to głównie rejon rolniczy, chociaż ostatnio buduje się małe miasteczka dla nowożeńców i turystów. Jednym z nich jest miasteczko Signagi z pięknym widokiem na okolice. Niedaleko tego miasteczka mieści się słynny zespół klasztorny  św. Jerzego w Bodbe, gdzie w starej cerkwi znajduje się sarkofag ze szczątkami św. Nino. Jest to miejsce pielgrzymek Gruzinów.

        Do Gruzji warto pojechać, bo jest to kraj przyjazny turystom i bardzo gościnny. A o malarzu Pirosmanim piosenka dalej brzmi tak.

        „Kto na tyle zakochany był,
        Taki szalony prezent zrobił Ci…”                                 

Anna  Alwast  
Zdjęcia – Krzysztof Alwast

Ostatnio zmieniany piątek, 14 wrzesień 2018 18:19
Zaloguj się by skomentować