Goniec

Switch to desktop Register Login

Metoda włosowa

Oceń ten artykuł
(1 Głos)

Metoda włosowa

        W latach 70. w Anglii po raz pierwszy w łowieniu karpi zastosowano tzw. metodę włosową. Za jej wynalazców uważa się Kevina Maddocksa i Lena Middeltona.

        Na podstawie wielomiesięcznych obserwacji i testów opracowali oni nową technikę w łowieniu karpi. Tym razem przynęta nie zakrywała haczyka, ale znajdowała się na kawałku cienkiej żyłki lub innego materiału (oryginalnie na włosie).

        Zazwyczaj ostrożne karpie nie wyczuwały swoimi wargami sztywnej żyłki przy zasysaniu przynęty. Nawet kiedy starały się pozbyć przynęty z przełyku, haczyk wbijał im się wtedy w wargę. Najczęściej na włos zakładano kulki proteinowe, które do tej pory uznawane są za jedną z najlepszych przynęt na karpie. „Kulkomania” ogarnęła Europę w latach 80., wtedy też rozpoczęto produkcję kulek na szeroką skalę.

        Oprócz kulek na włos można m.in. zakładać również kukurydzę, pęczak, groch, czy też ziemniaka. Aby wybraną przynętę nawlec na włos, potrzebne będzie kilka akcesoriów.

        Najważniejsza jest igła z zadziorem (lub szydełko), na którą nabijemy np. kulkę proteinową lub kukurydzę. Następnie przeciągniemy przez nią włos zakończony pętelką.

        Aby przynęta nie spadała w momencie wyrzutu, należy ją zablokować stoperkiem. Może to być kawałek gumki, plastyku lub, co będzie najtańsze, kawałeczek patyczka. Haczyki z włosem można było kupić już gotowe lub zawiązać samemu.

        Od czasu wynalezienia metoda włosowa uległa wielu modyfikacjom.


Ołów w wodzie

        Okazuje się, że i my, wędkarze, mamy spory udział w zabijaniu nie tylko ryb, ale i ptaków wodnych. Przyczyna jest prosta. Faszerujemy ptaki ołowiem. Każdego roku w kanadyjskich wodach wędkarze topią 500 ton ołowiu.

        Najwięcej ołowiu pozostaje w wodach Ontario i Quebecu. Ołów, który wędruje do wody w postaci ołowianych śrucin, ciężarków i główek dżigowych, w wielu przypadkach jest zjadany przez kaczki, nury, czaple, łabędzie i gęsi.

        Alarmująca sytuacja dotyczy symbolu kanadyjskiej przyrody loona (pol. nur lodowiec – ang. common loon, łac. Gavia immer). Jego wizerunek znamy zapewne najlepiej z jednodolarówek. Niektóre badania dowodzą, że aż 50 proc. przyczyn śmierci loonów spowodowane jest zatruciem ołowiem, połykanym przez tego ptaka omyłkowo w czasie pobierania pożywienia. Kiedy ptak połyka ołowiany ciężarek, jest on następnie rozkładany w jego bardzo kwaśnym wolu. Następnie ołów przedostaje się do systemu krwionośnego ptaka, powodując uszkodzenie mózgu. Loon traci szybko zdolność do zdobywania pożywienia oraz do latania i zazwyczaj umiera w ciągu trzech tygodni.

        Aby zabić, nie potrzeba wiele. Ptak wodny może umrzeć po zjedzeniu nawet jednej ołowianej śruciny. Pomimo że loony nie zjadają ołowiu z dna jezior, do ich przewodu pokarmowego trafia wystarczająca dawka, kiedy polują na ryby (również żywce, które pływają z żyłką z ołowiem) w toni i natrafiają na zerwane żyłki z ołowianymi ciężarkami.

        Jednym z pierwszych krajów, który wprowadził zakaz stosowania ołowianych ciężarków, była w 1987 r. Wielka Brytania. Również USA zabroniły wędkarzom używania ołowianych dodatków w niektórych parkach i rezerwatach narodowych.

        Od wiosny 1997 r. nie wolno używać ołowianych ciężarków i główek dżigowych, które ważą mniej niż 50 gramów (lead sinker or lead jig that weighs less than 50 g. SOR/97-111, s. 2.) w kanadyjskich parkach narodowych. W parkach narodowych zabrania się również posiadania ołowianych ciężarków i główek dżigowych w czasie łowienia (National Parks Fishing Regulation). Canadian Environmental Protection Act zdecydowanie określa ołów jako truciznę.

        W niektórych sklepach  wędkarskich już od dawna można kupić nietoksyczne ciężarki. Mogą być one wykonane z wielu materiałów, jak bizmut, glina, wolfram, stal, cyna lub szkło.

        Przy następnych zakupach warto więc pomyśleć o umierających niepotrzebnie ptakach i zatruwaniu wody ołowiem i może kupić ciężarki non-toxic.


Le Baron zamyka drzwi

        Pod koniec września br.  kultowa firma Le Baron ogłosiła bankructwo. Likwidacja sieci sklepów dobiega końca. Jeszcze do końca bieżącego tygodnia będzie otwarty sklep Le Baron w Mississaudze. Towar oraz wyposażenie sklepu zostało niemal kompletnie wyprzedane. Na stoiskach wędkarskim i myśliwskim pozostało jednak sporo drobiazgów, na które warto rzucić okiem, zanim drzwi Le Barona zamkną się na dobre.

        Wiele by można mówić o Le Baronie. Jedno jest pewne, że wielu wędkarzy i myśliwych będzie wspominać Le Barona z sentymentem. Tam przeważnie kupili swój pierwszy sprzęt na ryby lub broń na polowanie po przyjeździe do Kanady.


Perchin for MS 2017

        Błyskawicznie znikają wolne miejsce dla drużyn na podlodowe zawody w łowieniu okoni Perchin for MS na Simcoe. Zawody mają się odbyć 4 marca 2017 r. Wędkarze zainteresowani udziałem w tych zawodach powinni jak najszybciej zarejestrować się na stronie internetowej: www.perchinforms.com.


Legendarne ABU

        ABU Garcia to znany szwedzki producent sprzętu wędkarskiego.

        ABU powstała w 1921 r., w miejscowości Svangsta nad brzegami rzeki Morrum, słynącej w świecie jako jedno z najlepszych łowisk łososi.  Pierwotnie zajmowała się produkcją zegarków.

        W 1952 r. ABU wypuściła na rynek jeden z najbardziej sławnych kołowrotków (baitcaster) znanych pod nazwą Ambassadeur.

        Ambassadeur i Morrum łączą się nierozerwalnie z historią ABU Garcia.         

        Nawiązując do słynnego czerwonego Ambassadeura 5000, z okazji swojego 50-lecia (w 2002 r.) ABU Garcia wypuściła na rynek unikatowy model – kołowrotek z serii Morrum pod nazwą SX Morrum IVCB.

        Na rynku amerykańskim znalazło się 500 sztuk tych jubileuszowych kołowrotków, które stały się prawdziwą gratką dla kolekcjonerów. Były one pakowane w specjalnie zaprojektowane drewniane pudełka i kosztowały 800 dol. amerykańskich.

Zaloguj się by skomentować