Goniec

Register Login

Scugog 2002

Oceń ten artykuł
(1 Głos)

Kto szuka naprawdę dobrego ubrania na ryby lub polowania, powinien przyjrzeć się ofercie firmy Stormr. 

Kurtka Stormr Strykr wykonana z neoprenu, wodo- i wiatroodporna. Posiada pozytywną pływalność – unosi się na wodzie. W sprzedaży są również spodnie (bibs) na szelkach wykonane z tego samego materiału. Strona firmowa – stormrusa.com. Ubrania Stormr można kupić na Amazon.


W sobotę, 19 stycznia 2002 r., na oddalonym od Toronto 100 km na wschód jeziorze Scugog odbyły się kolejne podlodowe zawody w połowie sandaczy zorganizowane przez Polsko-Kanadyjski Związek Wędkarski. Scugog jest jedynym jeziorem, na którym wolno łowić spod lodu w 6. dywizji. 

Jak wynikało z informacji od wędkarzy, sandacze na Scugog najlepiej żerują w godzinach wieczornych. Dlatego też po raz pierwszy zawody na sandacze zostały rozegrane po południu. Do tej pory w historii zawodów PKZW wieczorem łowiono jedynie szczupaki.

W 2001 r. roku zawody zakończyły się klapą. Jedyną – złotą rybkę – półkilogramowego sandacza, na 42 wędkarzy biorących udział w zawodach, udało się złowić Janowi Kawalcowi.

I tym razem wędkarze na sandaczowe zawody dopisali. Na listę startową wpisało się aż 45 osób, co jest nowym rekordem frekwencji w historii PKZW.

Niespodzianką dla uczestników turnieju było nowe miejsce do łowienia sandaczy na Scugog. Po raz pierwszy zawody odbyły się w zupełnie innej niż zazwyczaj części jeziora. Wybór nowego miejsca podyktowany był kłopotami z parkingiem na ulicy Withfiled po zachodniej stronie Scugog, gdzie w poprzednich latach rozgrywano zawody. Prawie każdej soboty parkingowy urzędas z Port Perry ze szczególną gorliwością odwiedza te rejony Scugog i wtyka za wycieraczki mandaty.

Na dodatek, na poboczu ulicy pojawiły się obrazkowo-pisane tablice, żeby wszystkim było wiadomo, że ich samochód może już na nich nie czekać, kiedy wrócą z jeziora.

Port Perry idzie w ślady innych miasteczek i próbuje wyrwać z kieszeni wędkarzy, ile się da. Trudno więc oddać się całkowicie łowieniu, jeśli człowiek się martwi, czym wróci do domu. Na szczęście, prezesowi Irkowi Lazowskiemu udało się znaleźć nad Scugog doskonałe miejsce na rozegranie klubowych zawodów.

Prezes rozwiązał jeden problem, jednak chyba do końca się martwił, czy w tym miejscu będą brały sandacze.

Zawody rozpoczęły się na półtorej godziny przed zapadnięciem zmroku. Jak to zwykle bywa, wiedzeni wędkarskim instynktem, niektórzy wędkarzy ruszyli "na prawo", a inni "na lewo". Pogoda dopisała. Jak nigdy na Scugog podczas zawodów, warunki do łowienia były wręcz wyśmienite. Poruszanie się po zamarzniętym jeziorze utrudniała jedynie dość gruba warstwa świeżego śniegu. Łowiono głównie na żywce. Tylko nieliczni wędkarze próbowali przechytrzyć sandacze podlodowymi blaszkami.

Pełna koncentracja nastąpiła tuż przed zachodem słońca. Na Scugog jest to zwykle czas najlepszych sandaczowych brań. Niestety, okrzyków radości z powodu wyholowania sandaczy słychać nie było. Trafiały się za to okonie i muskie. W niektóre dni drapieżników tych łowi się na Scugog znacznie więcej niż sandaczy. Ze względu na okres ochronny złowiony spod lodu na Scugog muskie musiał być jak najszybciej wypuszczony.

Tym razem wędkarze zachowywali od siebie znaczne odległości, dlatego nikt nie mógł potwierdzić, czy na lodzie są już sandacze. Wszystko miało się dopiero wyjaśnić po powrocie, już w zupełnych ciemnościach, na miejsce zbiórki. Wkrótce było już wiadomo, że powtórki z ubiegłego roku nie będzie i sandaczy jest co najmniej kilka.

W światłach samochodowych reflektorów klubowy wagowy Roman Mikucewicz przystąpił do ważenia sandaczy. Okazów nie było. Jak zwykle na sandacze obowiązywał zawodników wewnętrzny wymiar ochronny, 30 cm. Nikomu z wędkarzy, którzy oddali ryby do ważenia, nie udało się również złowić więcej niż jednego sandacza.

Po raz pierwszy w historii startów w zawodach PKZW pierwsze miejsce przypadło Wojciechowi Ździebłowskiemu, który złowił jednego sandacza o wadze 2,1 funta.

Była to również największa ryba zawodów. Zwycięzca otrzymał puchar oraz nagrodę pieniężną w wysokości 70 dol. Dodatkowo, za największego sandacza otrzymał w klasyfikacji 2 dodatkowe punkty oraz kasetę wideo ufundowaną przez Tomek Video. Przez wędkarza został rozbity również bank z niezłą pulą. Poza konkursem każdy z wędkarzy może się dołożyć do puli "na największą rybę". Zwycięzca bierze wszystko.

Na drugim miejscu uplasował się Janusz Gnatek, który złowił sandacza o wadze 1,7 funta. W nagrodę, oprócz pucharu, otrzymał 50 dol. Na trzeciej pozycji został sklasyfikowany prezes PKZW Ireneusz Lazowski z sandaczem o wadze 1, 1 funta (nagroda – puchar i 30 dol.).

Cóż, zdarza się...

Braku skrupulatności nie można zarzucić skarbnikowi PKZW i odpowiedzialnemu za listę startową Michałowi Rusinkowi. Jak się okazało, jeden z uczestników przedstawił do ważenia sandacza, sam nie będąc wpisany na listę. Poza tym sandacz nie był złowiony przez niego samego. 8. punkt regulaminu PKZW mówi, że każdy z wędkarzy zobowiązany jest, aby złowione przez niego ryby były dostarczone do ważenia. Dlatego też dwóch zawodników zostało zdyskwalifikowanych za wprowadzenie w błąd organizatorów zawodów. Nawet nie znając jakiegokolwiek regulaminu zawodów wędkarskich, łatwo się chyba domyślić, na czym polegają podstawowe zasady rywalizacji wśród wędkarzy.

Ogółem po dwóch turach zimowych zawodów PKZW zostało sklasyfikowanych 50 wędkarzy.

Wyniki:

1. Wojciech Ździebłowski 2 funty 1 uncja 1
2. Janusz Gnatek 1 funt 7 uncji 1
3. Ireneusz Lazowski 1 funt 1 uncja 1
4. Antoni Barański 10 uncji 1
4. Ryszard Kupiec 10 uncji 1
6. Krzysztof Jaśkielewicz 7 uncji 1 6. Jan Skalski 7 uncji 1


Gigant kupi giganta?

Na początku listopada agencja Reutera podała do wiadomości sensacyjną informacje, że gigant Bass Pro Shops kupi sklepy największego konkurenta, Cabelas'a.
20 listopada w jednym z amerykańskich programów TV – CNBC Squawk Box, głos zabrał sam Johnny Morris, właściciel Bass Pro Shops, który oczywiście słyszał o sensacyjnych doniesieniach, ale ich jednoznacznie nie potwierdził.

Natomiast rzecznik prasowy Bass Pro Shops Jack Wlezien stwierdził, że polisa firmy zakłada niekomentowanie rewelacji prasowych.

Analitycy doszukują się jednak w braku komentarzy ze strony Bass Pro Shops niejako potwierdzenia rewelacji. Skoro firma nie zdementowała jeszcze doniesień, to cisza może oznaczać, że są one prawdziwe.

Zaloguj się by skomentować