Goniec

Switch to desktop Register Login

Wywiady

piątek, 11 październik 2013 22:24

DUCA, czyli coś więcej niż pieniądze

Napisane przez

Rozmowa z kierownikiem oddziału duńskiej unii kredytowej DUCA, Katarzyną Michniewicz

– Od naszej ostatniej rozmowy minęło już trochę czasu, DUCA ma do zaoferowania nowe rzeczy i generalnie jest to Unia Kredytowa, która daje coś więcej niż usługi, które znajdziemy w zwykłym banku, już choćby przez to, że człowiek, który jest klientem, jest również udziałowcem, a więc z tego faktu może mieć dodatkowe korzyści. Kończy się rok, idzie okres wzmożonych przedświątecznych obrotów, a zatem co nowego w DUCA, co słychać?

– Przede wszystkim chciałam zapewnić wszystkich członków, którzy mają już u nas konta, a jednocześnie poinformować klientów, którzy noszą się z zamiarem otwarcia u nas konta, że mamy kolejny bardzo dobry rok pod względem finansowym, jeden z najlepszych w historii. Jest więc zysk, a więc będziemy się dzielić tym zyskiem z klientami.

Część pierwsza jest tutaj

Rozmowa "Gońca" z księdzem Grzegorzem Bliźniakiem, przełożonym Stowarzyszenia Misjonarzy Jezusa Miłosiernego, mającego za cel głoszenie orędzia Bożego Miłosierdzia, przekazanego przez św. siostrę Faustynę.

ksblizniakW każdym razie na krótko przed śmiercią, a umiera 15 lutego 1975 roku w Białymstoku, zaczął szukać kogoś, komu mógłby przekazać tę misję. Czuł, że ta misja jest bardzo ważna, zresztą sam powiedział, że to jest bardzo ważne żądanie Pana Jezusa. Był przekonany, że to zgromadzenie zakonne, kiedy powstanie, ono niejako będzie robić to, co Pan Jezus zlecił św. Faustynie, więc rozszerzać to orędzie Bożego Miłosierdzia. W tej chwili wiele osób to robi, wielu kapłanów to robi, ale ks. Michał był przekonany, że ten zakon jest potrzebny, ponieważ Pan Jezus go żądał. I na łożu śmierci przekazał tę misję swojemu przyjacielowi, dziś już nieżyjącemu ks. prałatowi Zygmuntowi Chodosowskiemu, i ten kapłan przez następne trzydzieści lat usiłował założyć takie zgromadzenie zakonne. I to znowu jest materiał na jeden duży artykuł. Też mu się nie udało. Już byli kapłani, spotykali się, modlili się, nie mogli w żaden sposób znaleźć biskupa, który by chciał to zatwierdzić.

Muszę przypomnieć, że to są czasy, kiedy całe orędzie Bożego Miłosierdzia stało pod takim znakiem zapytania. Tzn. to było tak, że najpierw Kościół uznał, potem się wycofał, bo były niesłuszne zarzuty wobec ks. Michała Sopoćki wobec całej interpretacji orędzia. Diabeł się wściekał, mówiąc krótko. Pan Jezus powiedział do Faustyny, że będzie taki moment, że to całe dzieło będzie jakby w całkowitym zniszczeniu. Powiedział, że całe moje dzieło, czyli dzieło zbawienia świata, napotyka trudności, ale żadnemu orędziu tak się nie przeciwstawi diabeł, jak orędziu Bożego Miłosierdzia, mojego miłosierdzia. Bo przez to orędzie wielu ludzi będzie zbawionych, uratowanych.

sobota, 28 wrzesień 2013 17:13

Nie znajdzie ludzkość ukojenia... (2)

Napisane przez

ksblizniakRozmowa "Gońca" z księdzem Grzegorzem Bliźniakiem, przełożonym Stowarzyszenia Misjonarzy Jezusa Miłosiernego, mającego za cel głoszenie orędzia Bożego Miłosierdzia, przekazanego przez św. siostrę Faustynę.

- Pierwsza myśl, która mnie bardzo zainspirowała, to były słowa Pana Jezusa skierowane do Faustyny: Nie znajdzie ludzkość ukojenia, dopóki nie zwróci się z ufnością do mojego miłosierdzia. To było pierwsze zdanie, które mi dało dużo do myślenia, bo każdy człowiek poszukuje jakiegoś spełnienia, uspokojenia, sensu dla życia.

– Szczęścia.

– Tak, tak. To jest pierwsze zdanie, które mnie inspirowało i inspiruje do dzisiaj.

A drugie zdanie to było to: Polskę szczególnie umiłowałem. Jeżeli posłuszna będzie woli mojej – mówi Pan Jezus do świętej Faustyny – wywyższę ją w potędze i świetności, z niej wyjdzie iskra, która przygotuje świat na ostateczne przyjście moje. To jest jedno z najbardziej, można powiedzieć, tajemniczych, mistycznych, inspirujących zdań.

Dobromir "Mak" Makowski. Wychowanek bidula i ulicy. Były narkoman i złodziej. Dziś jeździ po Polsce i rapując, opowiada dzieciom, że można żyć lepiej. Do domu dziecka trafił, kiedy miał 1,5 roku. Dlaczego? Bo mama i tata poszli siedzieć...

– Powiedz, jak się tu znalazłeś, dlaczego przyjechałeś?

– Przyjechałem na zaproszenie pana Jacka Szczęsnego. W okolicach lutego w ubiegłym roku pan Jacek napisał do mnie na Facebooku, czy byłbym zainteresowany tym, aby przyjechać tu do Kanady na spotkanie, które podobnie zrealizowało się w Rzeszowie, w kościele Ojców Bernardynów. Tutaj kwestia była otwarta, bardzo chciałem przyjechać, bo to było moim dalekim marzeniem, aby móc polecieć za ocean, to było takie moje marzenie od dziecka. Ale chyba nie dowierzałem gdzieś tam, że to się zrealizuje, dlatego że mieliśmy kilka pytań z zagranicy, gdzie ktoś pisał, a potem się już nie odzywał, więc nie brałem tego całkiem serio tak do końca. Później był długi czas milczenia, pan Jacek się nie odzywał, dopiero odezwał się po dwóch – trzech miesiącach, że czeka na zgodę księdza proboszcza. Ale potwierdził tę propozycję i powiedział, że jak najbardziej chce, abyśmy przyjechali. I tak też się stało. Ustaliliśmy termin i 18 września przylecieliśmy tutaj, a mieliśmy wcześniej spotkania w małych wspólnotach ewangelicznych, tutaj mieliśmy w parafii Maksymiliana Kolbe, a dzisiaj mamy w parafii Chrystusa Króla.

sobota, 21 wrzesień 2013 12:52

Budownictwo i polityka

Napisane przez

DSCF2149Z projektantem i kontraktorem Wojciechem Stasieczkiem rozmawia Janusz Niemczyk

Janusz Niemczyk: Jesteś autorem projektu zadaszenia, pod którym może schronić się ponad 1500 osób, a które powstało w parku Paderewskiego. Wiele osób nie zdaje sobie sprawy, że zanim zbudowałeś to zadaszenie i zanim powstał jego projekt, wcześniej nieodpłatnie załatwiłeś wiele formalności związanych między innymi z uzyskaniem pozwolenia na budowę?


Wojtek Stasieczek: Tak, to wszystko prawda. Wiele osób, nawet tych pośrednio związanych z budownictwem w Kanadzie, nie zdaje sobie sprawy ze złożoności przepisów budowlanych tu obowiązujących. Ale może od początku. Zleceniodawcą tego projektu był komendant Placówki 114 SWAP pan Krzysztof Tomczak. Pan Tomczak miał wizję zrobienia z parku Paderewskiego ośrodka pielęgnowania patriotyzmu wśród kanadyjskiej Polonii. Z tą wizją łączyła się myśl zbudowania sceny, na której mogliby występować polonijni i polscy artyści. To zadanie powierzone mi zostało, jak oceniam, ponad trzy lata przed zbudowaniem samego zadaszenia. Trzy lata trwało załatwienie mi pozwolenia budowlanego. Tak się stało dlatego, że tereny parkowe w Kanadzie mają dodatkowe wymagania i wiele ograniczeń ze strony różnych instytucji miejskich i rządowych. Ponadto tego typu tereny są wyjątkowo poszukiwane przez najbogatszych deweloperów. W mojej zawodowej działalności uzyskanie pozwolenia budowlanego na terenie parku Paderewskiego z zatwierdzeniem istniejącego zagospodarowania tego pięknego terenu było dotychczas największym wyzwaniem jeśli chodzi o uzyskiwanie pozwoleń, od kiedy jestem na emigracji w Kanadzie. Do skompletowania tej dokumentacji musiałem wraz z moim zespołem wykonać ponad 380 profesjonalnych rysunków, wliczając w to detale połączeń konstrukcyjnych. Oprócz rysunków musiałem wraz z moim zespołem przygotować ogromną ilość dokumentów utwierdzających lokalne władze w konieczności tej inwestycji. Dodam, że bez mojego entuzjazmu i ślepej wiary w końcowy sukces uzyskania tego pozwolenia budowlanego na tę inwestycję, park Paderewskiego nigdy nie miałby takiego statusu i oblicza, jaki ma obecnie.

piątek, 20 wrzesień 2013 17:41

Nie znajdzie ludzkość ukojenia... (1)

Napisane przez

 

Rozmowa "Gońca" z księdzem Grzegorzem Bliźniakiem, przełożonym Stowarzyszenia Misjonarzy Jezusa Miłosiernego, mającego za cel głoszenie orędzia Bożego Miłosierdzia, przekazanego przez św. siostrę Faustynę.

Goniec: Jakie są zadania Stowarzyszenia Misjonarzy Jezusa Miłosiernego, dlaczego Stowarzyszenie, jaka była droga do niego?


Ks. Grzegorz Bliźniak: Może wyjdę od orędzia Bożego Miłosierdzia, bo Stowarzyszenie to jest tylko taki punkt, to jest tylko jakieś takie wydarzenie na tej drodze rozszerzania orędzia Bożego Miłosierdzia przez samego Pana Jezusa.
Do tego wszystkiego najpierw użył siostry Faustyny, potem wpisuje się w to przepięknie błogosławiony ksiądz Michał Sopoćko, kierownik duchowy św. siostry Faustyny, i gdzieś tam na tej drodze ja się znalazłem, nie planując ani nie pragnąc tego, ale ciesząc się z tego ogromnie i mając świadomość doniosłości, wielkości tej drogi, drogi Bożego Miłosierdzia.
Na tej drodze znalazł się i wpisuje się jako wielki, wielki apostoł Bożego Miłosierdzia błogosławiony Papież Jan Paweł II. To orędzie jest tutaj słowem kluczowym.

piątek, 20 wrzesień 2013 14:26

Żeby każdy Polak miał kawałek Polski

Napisane przez


Rozmowa z Marianem Kowalskim z Ruchu Narodowego

IMG 3625– Wizyta dobiega końca, pierwszy raz byłeś na tym kontynencie, miałeś jakieś wyobrażenia o tym, jak tu jest, gdzie jedziesz itd. Co Cię najbardziej uderzyło, co musiałeś zweryfikować?


– Widać gołym okiem, że jest duża przychylność dla przedsiębiorczości zwykłych obywateli. Na każdym kroku widać firmy, widzę, że to nie są duże firmy, takie raczej pewnie rodzinne czy jednoosobowe, mnóstwo pawilonów, w których te firmy się mieszczą. W zasadzie całe przedmieścia to są miejsca, gdzie te firmy się zainstalowały. Przed każdą firmą solidne parkingi, żeby był łatwy dostęp.
Tego w Polsce nie ma. Jak jest firma, to nie ma przed nią parkingu, jak jest parking, to płatny, czyli widać, że tutaj ta infrastruktura istnieje. Są szerokie, porządne drogi, widać, że są korki, ale to jest incydent, a u nas korki to jest zasada. No i przede wszystkim duma z flagi państwowej, tutaj są wszędzie flagi, często dwie, flaga kanadyjska i flaga kraju, z którego obywatel pochodzi, czyli ludzie się afiszują ze swoim patriotyzmem, są dumni ze swojego pochodzenia. Tego w Polsce nie ma. Już nie muszę mówić, że tutaj jest straszna mozaika etniczna, a jednocześnie widać na pierwszy rzut oka, że jest porządnie, czysto, ludzie są uprzejmi, i nawet w tym ścisłym centrum Toronto, gdzie budynki stoją prawie jeden na drugim, mnóstwo ludzi, to jednak widać coś pozytywnego, ludzie pracują, są w ciągłym ruchu, i nie widać czegoś takiego jak w Polsce – przygnębienia na twarzach ludzi. To takie pierwsze refleksje.

piątek, 13 wrzesień 2013 22:02

Polonia monachijska

Napisane przez

Dr Marcin Idzinski 01Rozmowa z dr. Marcinem Idzińskim, dziennikarzem polonijnym oraz pracownikiem Rozgłośni Polskiej Radia "Wolna Europa" do czasu jej zamknięcia.

– Jak, dlaczego i kiedy zostałeś emigrantem?

– Trochę w tym było przypadku i zaskoczenia. Jak wiesz, byłem w Polsce aktorem, reżyserem teatralnym i do maja 1980 roku dyrektorem Teatru na Rozdrożu w Warszawie. Wtedy to mój teatr zlikwidowano, w skrócie mówiąc, jako "antypaństwowy", a mnie pozwolono zatrudnić się jako reżyserowi jedynie w teatrze w Gnieźnie, jednak bez możliwości reżyserowania i grania na scenie. Po "strajku gdańskim" (w sierpniu 1980), gdzie pracowałem w grupie "wspomagających" w drukarni strajkowej w stoczni w Gdyni, wróciłem do Warszawy do pracy w organizującej się "Solidarności".

Pracując jako ktoś w rodzaju asystenta do spraw kontaktów ze środowiskiem artystycznym Zbigniewa Bujaka, przewodniczącego Zarządu Regionu Mazowsze NSZZ "Solidarność", znalazłem się 8 grudnia 1981 w Niemczech, zbiegiem okoliczności z rodziną. 15 grudnia moja żona (Maria Wachowiak-Holoubek) miała rozpocząć w Amsterdamie reżyserię w teatrze, jeszcze w październiku oficjalnie zakontraktowaną przez PAGART (ówczesna państwowa agencja sprzedająca polskich artystów zagranicę). Wyjechaliśmy kilka dni wcześniej, by jeszcze kilka dni spędzić u przyjaciół z branży filmowej w Niemczech. Ponieważ nasz syn wtedy miał trzy lata, planowaliśmy, że Majka weźmie go na tę reżyserię do Holandii, pod opiekę tamtejszych przyjaciół, bo w Polsce, pamiętasz, jak było. Po pieluchy stało się czasem dwie doby w kolejce.

O stanie wojennym dowiedzieliśmy się z niemieckiej telewizji 13 grudnia rano. Szok! Liczyliśmy na tylko "wyjątkowy". Miałem czternastego wracać do Warszawy, a Majka jechać do Holandii. 13 wieczorem dowiedziałem się już, że drzwi do naszego mieszkania w Warszawie w nocy 13 wyłamano, by mnie internować. Zadzwonił do mnie profesor Wojskowej Akademii Medycznej w stopniu generała, nasz dobry znajomy. Postanowiliśmy kilka dni się zastanowić. Majka zadzwoniła do Amsterdamu i w teatrze powiedziano jej, że 10 grudnia PAGART jej kontrakt anulował.

Ponieważ byliśmy osobami dość znanymi w niektórych kręgach Polonii, niemal od razu dostaliśmy, między innymi, propozycję pracy w… Radiu Wolna Europa. Niemal równolegle Marysi zaproponowano główną rolę w fabularnym filmie niemieckim ("Heimat, die ist meine" – reż. Peter Bouvais). Widząc, jak rozwija się sytuacja w kraju przestaliśmy się wahać. Natychmiast po załatwieniu spraw azylowych stawiliśmy się w radiu w Monachium, Marysia rozpoczęła też film.

piątek, 06 wrzesień 2013 14:24

Polacy z duńskiego Naestved

Napisane przez


 

 

 

– Jak doszło do powstania Waszego Związku w Naestved? 

– Jestem prezesem Związku w Naestved od 2000 roku. W kwietniu w 1893 roku przyjechała do Danii do Nakskov via Warnemünde – Gedser pierwsza grupa polskich dziewcząt, robotników sezonowych. Potrzeba na siłę roboczą na wyspie duńskiej Lollandia rosła. Powstawały tam duże pola uprawy buraków, na których pracowały dziewczęta z Polski. Dla nich też wybudowano specjalne koszary, w których zostały zakwaterowane. W okresie późniejszym na Lollandię zaczęto sprowadzać też i mężczyzn.
Kiedy w roku 1914 wybuchła I wojna światowa, wielu polskich robotników rolnych osiadło w Danii. Duńczycy obawiali się, że z powodu trudności wojennych stracą szansę na ponowne ich sprowadzenie. Zachęcali więc Polaków do pozostania, oferując im przedłużenie umowy o pracę, uważając ich za dobrych i utalentowanych robotników.

piątek, 30 sierpień 2013 14:57

Syryjskie "who is who"

Napisane przez


"Polskie elity powinny zacząć myśleć, że najwyższy czas odgrywać bardziej konstruktywną rolę na świecie"


Wywiad ukazał się w numerze 12 kwartalnika „Polityka Narodowa" (lato 2013)

Poniżej prezentujemy obszerny wywiad z Ammarem Waqqafem, ekspertem do spraw Syrii w Wielkiej Brytanii, członkiem Syrian Social Club. Jego wypowiedzi można usłyszeć m.in. na kanałach BBC, CNN, Russia Today, SkyNews, Al Jazeera. Ammar Waqqaf mówi m.in. o stosowaniu gazów bojowych w syryjskim konflikcie, czy o oddziaływaniu Stanów Zjednoczonych na Bliski Wschód.

ammar– Pomimo tego, iż wojna domowa w Syrii trwa już tak długo - wybuchła w 2011 roku - nadal nie widać jej satysfakcjonującego dla którejkolwiek ze stron końca. Czy potrafi Pan podać tego przyczynę i oszacować prawdopodobną datę zakończenia konfliktu?