Goniec

Register Login

Wywiady

– Kim jest Antoni Kantor, co Pan robi i skąd pomysł, żeby kandydować na radnego?

– Przyjechałem do Kanady 28 lat temu, właśnie do Mississaugi. Potem przeprowadziliśmy się do Toronto, mieszkałem tam dziesięć lat, potem znów wprowadziłem się do Mississaugi, gdzie mieszkam od piętnastu. Kupiłem tutaj dom, tutaj dorastały moje dzieci, tutaj rozwijałem swój biznes. Uważam, że Mississauga to piękne, wspaniałe miasto.

Natomiast jako inżynier – bo to jest mój wyuczony zawód – nie zgadzam się z wieloma rzeczami, nie podoba mi się kierunek, w jakim to miasto idzie, i dlatego chcę wykorzystać swoją wiedzę i swoje doświadczenie inżyniera, właściciela firmy budowlanej, działacza różnych organizacji polonijnych i nie tylko, a także żeglarza, komandora klubu żeglarskiego i wicekomandora Polish Yacht Association, które skupia wszystkie kluby w całej Ameryce.
Chcę moimi umiejętnościami pomóc miastu i służyć ludziom, jak to czyniłem całe moje życie.

IMG 1143– Mamy wybory, nowe otwarcie, dotychczasowa burmistrz Hazel McCallion nie ubiega się już o stanowisko i odchodzi na emeryturę…
– Wiele osób jeszcze sobie z tego nie zdaje sprawy, jestem przekonana, że frekwencja wyborcza w Mississaudze jest niska, ponieważ ludzie sądzą, że Hazel zawsze była i będzie, "na zawsze".

– Sądzi Pani, że nadszedł czas na nowy kierunek polityki miasta?
– Absolutnie tak.

– Wiemy, że Hazel McCallion wykonała w Mississaudze olbrzymią pracę, ale ja chciałbym zapytać o to, jakie w Pani opinii były jej błędy? Co Pani zrobiłaby inaczej?
– Nie chciałabym osądzać decyzji, które były kiedyś podejmowane w uwarunkowaniach, jakie wówczas istniały; mieliśmy dużo niezabudowanych terenów, tanią benzynę; budowaliśmy wzdłuż i wszerz, dzisiaj przyszedł czas, kiedy budujemy wzwyż. Były to też czasy, kiedy odstawiliśmy komunikację miejską na boczny tor, nie tylko w Mississaudze, ale także w Toronto. Bo były inne priorytety; dzisiaj musimy wrócić do tego tematu i zbudować system komunikacji miejskiej zdolny rozładować zatłoczenie i korki.
Gdybyśmy przez minione 25 lat rozbudowywali system komunikacji publicznej w GTA, dzisiaj sytuacja byłaby inna, ale były wtedy inne priorytety... Jedno jest pewne, Hazel McCallion walczyła, abyśmy uzyskali odpowiednie dofinansowanie LRT, ja chciałabym właśnie od budowy LRT zacząć, a następnie dążyć do zintegrowanego systemu komunikacji w Mississaudze, który bezproblemowo łączyłby się z całym GTA. To jest obecnie rzecz pierwszoplanowa.

Ks. Stanisław Małkowski pochodzi z rodziny ziemiańskiej. Jest wnukiem po mieczu polskiego geologa, profesora Uniwersytetu Stefana Batorego w Wilnie i założyciela Muzeum Ziemi w Warszawie, Stanisława Małkowskiego oraz wnukiem po kądzieli przedwojennego polityka, senatora Władysława Malskiego. Pierwsze miesiące swojego życia spędził w majątku ziemskim w Woli Korytnickiej. W grudniu 1945 przeprowadził się wraz z rodziną do Warszawy. W 1961 ukończył VI Liceum Ogólnokształcące im. Tadeusza Reytana w Warszawie. Po szkole średniej rozpoczął studia na Wydziale Filozofii Uniwersytetu Warszawskiego. W latach 1964–1966 przerwał je i przebywał w nowicjacie w klasztorze benedyktynów w Tyńcu. Przed przyjęciem habitu zakonnego opuścił zakon i powrócił na studia. Ukończył je w 1969 w Instytucie Nauk Społecznych Uniwersytetu Warszawskiego z tytułem magistra socjologii. Promotorem jego pracy magisterskiej był profesor Adam Podgórecki. W 1970 wstąpił do Wyższego Metropolitalnego Seminarium Duchownego w Warszawie. W czasie formacji kleryckiej zajmował się pracą naukową. Publikował opracowania z zakresu socjologii na temat subkultur młodzieżowych oraz nieletnich i młodocianych zamkniętych w zakładach wychowawczych, poprawczych i karnych.

Przez wiele lat współpracował z czołowymi przywódcami polskiej opozycji spośród intelektualistów warszawskich. Podczas studiów w seminarium duchownym poznał Jerzego Popiełuszkę, w kilka lat później został jego przyjacielem, a następnie również współpracownikiem. Za swą działalność, kazania oraz kontakty z opozycją był wielokrotnie nękany, zatrzymywany, przesłuchiwany i poddawany rewizjom przez Służbę Bezpieczeństwa. Na początku lat osiemdziesiątych XX wieku znalazł się na liście niewygodnych księży sporządzonej dla zastępcy dyrektora Departamentu IV Ministerstwa Spraw Wewnętrznych, pułkownika Adama Pietruszki, których zamierzano skrytobójczo zgładzić. Figurował na niej pod numerem pierwszym, przed księdzem Jerzym Popiełuszką. W lecie 2010 roku brał udział w zgromadzeniach i przewodniczył wieczornym modlitwom przed Pałacem Prezydenckim w Warszawie. 3 sierpnia 2010 poświęcił tzw. krzyż smoleński, który w kwietniu 2010 roku postawili przed pomnikiem księcia Józefa Poniatowskiego polscy harcerze. 13 września 2010 roku postępowaniem tym ściągnął na siebie ostrzeżenie kurii archidiecezji warszawskiej i groźbę obłożenia karą suspensy. Mimo upomnień pozostał nadal sympatykiem Społecznej Inicjatywy Obrońców Krzyża, dla której poświecił nowy krzyż. W 2011 roku wszedł w skład Rady Stowarzyszenia Solidarni 2010. Był także członkiem honorowego komitetu poparcia Marszu Niepodległości. Publikuje m.in. w "Naszej Polsce" i "Warszawskiej Gazecie".


Skorzystajmy z pomocy z wysoka

– Jak Ksiądz ocenia obecną sytuację w Polsce?

– Widzę swoją rolę w Polsce jako miejsce w Kościele i zadania, które stąd wynikają – jestem księdzem rzymskokatolickim.

Widzę też swoją rolę, gdy chodzi o pewne działania umacniające Polskę i Polaków, a także manifestacje patriotyczne, bo to też jest ważne, na które jestem zapraszany i w których chętnie uczestniczę. Widzę też pewną możliwość kontynuowania posługi kapłańskiej przede wszystkim, ale też patriotycznej błogosławionego księdza Jerzego Popiełuszki. I to, że nie jestem sam. Raz w tym sensie, jak powiedział Jego Świątobliwość Benedykt XVI, Józef Ratzinger, ktoś kto wierzy i modli się, nigdy nie jest sam. No ale ponadto mam przyjaciół i różnych ludzi, którzy tak czy inaczej uczestniczą w dobrych przedsięwzięciach, do których się w miarę możliwości dołączam.

sobota, 20 wrzesień 2014 14:52

Grasują obok "seryjnego samobójcy" i mają się świetnie

Napisane przez

braun038Z reżyserem Grzegorzem Braunem rozmawia Anna Wiejak.

IPN zainicjował nowy kierunek gender studies kosztem m.in. badań nad losem Żołnierzy Niezłomnych. Poseł Elżbieta Witek stwierdziła, że ktoś prowadzi wojnę z polskim narodem. Czy podziela Pan ten pogląd?

– Och tak. Myślę, że to jest bardzo dobre postawienie sprawy. Pani poseł Witek dobrze to ujęła. Trwa wojna z narodem polskim. Szczególna tragedia dziejowa na tym polega, że te wojny prowadzi państwo podające się za polskie i różne jego agendy. Ministrowie tego państwa, wchodzący w skład rządu, już nie raz wypowiadali wojnę temu państwu i jednocześnie wypowiadali lojalność temu narodowi. Przecież minister spraw zagranicznych Radosław Sikorski wzywał obce państwo do wzięcia w swoje ręce polityczne spraw także polskich.

Później, nie tak dawno, prezydent-emeryt Lech Wałęsa sondażowo sformułował projekt przyłączenia Polski do Niemiec.

Przedstawiamy Państwu zapis rozmowy z Tomaszem Sakiewiczem, redaktorem naczelnym "Gazety Polskiej", jednym z animatorów środowiska związanego z największą polską partią opozycyjną, Prawem i Sprawiedliwością.

– Kim się Pan bardziej czuje, dziennikarzem, wydawcą, czy politykiem? Pana nazwisko jest często kojarzone z działalnością polityczną, wiele rzeczy Pan organizował.

– Działalnością, to może bardziej społeczną. Trzeba to rozróżnić. W Polsce nazywa się polityką wszystko, co dzieje się w sferze publicznej. W tym sensie Jurek Owsiak też jest politykiem, bo robi mnóstwo imprez – powiedziałbym podobnych, chociaż o przeciwstawnym znaku moralno-emocjonalnym. Natomiast jest to stricte działalność społeczna, która służy też – oczywiście – sferze politycznej. Służy w ten sposób, że wymagamy czegoś od tej sfery, tworzymy pewną atmosferę, żeby zmiany polityczne zachodziły w kierunku korzystnym dla tego, w co wierzymy.

Przedstawiamy Państwu wspomnienia Zbigniewa Bieniawskiego z Wasaga Beach, polskiego lotnika, strzelca pokładowego z 300. Dywizjonu Bombowego, ofiarę wywózek sowieckich, potomka starożytnego polskiego rodu. 

bieniawskiPpor. Zbigniew Bieniawski jest absolwentem Szkoły Junaków w Barbarze i Quastinie. Został strzelcem pokładowym w 300. Dywizjonie Bombowym w Anglii. Pełnił służbę wojskową do 1948 r., kiedy to zostały rozwiązane Polskiego Siły Zbrojne na Zachodzie.

– Nazywam się Zbigniew Bieniawski, urodziłem się w miejscowości Bieniawa w Tarnopolskiem. Uczęszczałem do powszechnej szkoły do piątej klasy. W 1940 roku zostałem wywieziony do Rosji w głąb Komi, koło miasteczka zwanego Noszul.

– Razem z rodziną Pana wywieziono?

– Tak. Mama i dzieci, ojca zabrano osobno. Nic o nim nie wiedzieliśmy, dopiero po amnestii spotkaliśmy się w Uzbekistanie.

– A czym się zajmował Pana ojciec, co robiła Pana rodzina przed wojną?

– Myśmy mieli dużą farmę w Polsce.

– Majątek?

– Tak, majątek. To taka rodzinna farma była.

– Był dwór?

– Tak, dwór był. Rosjanie przyszli w nocy – każdy ma taką samą historię – trzeba było wszystko zostawić, ubierać się i wychodzić na sanki, potem do stacji kolejowej, może kilka kilometrów. Na wagony kolejowe, potem do Tarnopola, przesiadka do osobowego pociągu i prosto do Rosji.

– Ojcze Jacku, po raz kolejny spotykamy się na pikniku Rodziny Radia Maryja, tym razem w parku Paderewskiego. Chyba pierwszy raz letni piknik jest tutaj?

– Ten letni piknik jest tutaj po raz pierwszy aczkolwiek normalnie w parku Paderewskiego jesteśmy już trzeci raz. Wiadomo dlaczego, park Paderewskiego to skrawek Polski tu, w Kanadzie. Możemy złożyć wielkie ukłony pod adresem SWAP-u, pana komendanta Tomczaka, wspaniała robota.

Właściwie co roku, jeśli chodzi o infrastrukturę parku, jest coraz lepiej, bo po raz kolejny są jakieś ulepszenia, ale też przybywa naszych polskich pamiątek, wydłuża się aleja Dębów Katyńskich, cały czas są tu obecni kombatanci, czyli jest to park nie tylko z nazwy polski, ale tutaj żyje Polska, żyje historia, tu żyją te postawione tablice, pomniki, za nimi przemawia ten autentyzm obecności kombatantów i wielu ludzi, którzy gromadzą się, czcząc pamięć naszych największych bohaterów.

Tak że dlatego park Paderewskiego i dlatego trzeci raz, dzięki życzliwości SWAP tu jesteśmy z Rodziną Radia Maryja.

Andrzej Kumor: Ojcze Biskupie, od ilu lat Ojciec jest na Ukrainie?

Biskup Jacek Pyl: Od 25. W 1989 byłem w ramach wakacji, ale też udzielałem się tam duszpastersko. A oficjalnie to 24, bo od stycznia 90 roku.

– To jest ziemia, która dużo wycierpiała, można powiedzieć zlana krwią, ale też ziemia, która kiedyś była bardzo blisko Polski, związana z Polską, gdzie są silne wpływy katolickie, unickie i prawosławne, ziemia, na której wydarzył się "hołodomor", no i porażona przez komunizm, przez tyle lat sowietyzowania. Jak tam można nieść Boga? Jak mówić o Panu Bogu?

– Przede wszystkim trzeba podkreślać prawdy, które nas łączą, to co nas łączy. Ta ziemia rzeczywiście wiele wycierpiała i ludzie są bardzo poranieni. Można powiedzieć, że przeszłość była bardzo bolesna, bo zawsze na tych ziemiach były wojny, jakieś przepychanki jak nie w jedną, to w drugą stronę.

Ludzie się jeszcze nie otrząsnęli po II wojnie światowej, która przyniosła spustoszenie, zwłaszcza na ziemiach zachodniej Ukrainy – bo i od hitlerowców, i od banderowców, od rzezi wołyńskiej. Ludzie przeżyli "hołodomor", przeżyli czasy komunistyczne. O tym trzeba pamiętać, żeby to było takim pouczeniem dla przyszłych pokoleń. Z drugiej strony, powinno być przebaczenie, dlatego też nawołujemy do przebaczenia.

WrzesnewskyjBorys LIBPrzedstawiamy Państwu II cz. wywiadu z Borysem Wrzesnewskym, jednym z liderów ukraińskiej diaspory w Kanadzie, byłym posłem federalnym, na temat wydarzeń na Ukrainie. Borys Wrzesnewskyj ma też polskie korzenie.

Janusz Niemczyk: Mam pytanie dotyczące tego, co ludzie na wschodniej Ukrainie zachowali w pamięci z okresu Wielkiego Głodu. To były czasy, kiedy było nawet wiele przypadków kanibalizmu. Jak bardzo w umysłach mieszkających tam ludzi wbudowany jest strach przed Rosją i Rosjanami? My, którzy przyjechaliśmy na Zachód, tutaj do Kanady, zmieniliśmy trochę nasze myślenie. Na Zachodzie jest tradycja handlowania. A więc jest tradycja negocjacji. Tam, na Wschodzie, jest zupełnie inna mitologia, zakorzeniona w rosyjskiej duszy.

Tam jest tradycja bicia do upadłego tego, który nie słucha, dopóty on posłucha. A więc, albo mnie będziesz słuchał żywy, albo będziesz mnie słuchał martwy. A więc stąd moje pytanie, czy oni tam, na wschodzie Ukrainy, nadal boją się Rosji?

Borys Wrzesnewskyj: Pamięta pan, jak mówiłem, że podróżowałem po tym regionie w 1990 roku? Mówiliśmy o tym, że Rosjanie są dobrze wykształceni, inteligentni. Przynajmniej dotyczy to tych, których tu spotykamy. Pamiętam, lata temu nasza rodzina gościła na kolacji panią, z Moskwy, która była znaną pianistką. W czasie rozmowy ta bardzo wykształcona osoba, która podróżowała po całym świecie, która widziała wiele, w pewnym momencie mówi: Ja nie rozumiem tego, co wy Małorosjanie (Małorusy) właściwie chcecie?

– Ojcze Andrzeju, rozmawialiśmy sześć lat temu w większości o sprawach wiary, w cyklu rozmów. Cieszę się, że Ojciec jest zdrowy, że przyjechał Ojciec znowu, ale przez ten czas świat się zmienił. I to przez te sześć lat zaczyna być widać, że coś się dzieje, i wokół Polski, i tutaj. Wiem, że Ojcu bardzo leży na sercu to spustoszenie, jakiego dokonał komunizm. Te lata i w Polsce, i w Sowietach, w byłych republikach sowieckich, ten komunizm tak strasznie ludzi obił, wyjałowił itd.

– Odczłowieczył aż można nieraz powiedzieć, w jakiejś mierze odczłowieczył.