Goniec

Register Login

Wywiady

michalkiewicz        Andrzej Kumor: Panie Stanisławie, spotykamy się w Święto Niepodległości Polski. Pan właściwie o niczym innym nie pisze jak o Polsce,  a ostatnio promuje Pan ideę Trójmorza, Międzymorza, różnie jest to określane, ale pewnego organizmu politycznego, który przy pomocy protekcji amerykańskiej mógłby „wyciskać” wpływy rosyjskie i niemieckie w tej części kontynentu. 

        Z drugiej strony, wielokrotnie Pan mówił, że z Amerykanami można mieć sojusze, ale one są asymetryczne, i dlatego trzeba zawsze z góry brać zapłatę za usługi. 

        Czy nie sądzi Pan, że to Międzymorze czy Trójmorze to jest projekt amerykańskiej gry geopolitycznej z Rosją i że w momencie, kiedy zmieni się ekipa na Kremlu czy jakakolwiek sytuacja w stosunkach amerykańsko-rosyjskich czy amerykańsko-niemieckich, to gaz z balonu Międzymorza zostanie spuszczony? A tymczasem USA każą sobie płacić, bo kupujemy od nich broń, kupujemy od nich ropę naftową, kupujemy od nich gaz, który okazuje się droższy, itd., itd. Czy Polska jest podmiotowa w całej tej koncepcji?

        Stanisław Michalkiewicz: Zacznę od tego, że ta koncepcja nie jest wcale nowa. Ona się narodziła pod koniec lat 80. Kiedy już po spotkaniu Michała Gorbaczowa z prezydentem Reaganem w Reykjaviku w 86 roku okazało się, że istotnym elementem przyszłego jeszcze, mgławicowego, ale już opracowywanego porządku politycznego w Europie będzie ewakuacja imperium sowieckiego ze środkowej Europy. Ta ewakuacja nie nastąpiła wtedy, ona nastąpiła dziesięć lat później, ale pojawiła się wiarygodna zapowiedź. 

        I ta wiarygodna zapowiedź wywołała efekt politycznej próżni w środkowej Europie, podobnej do tej z 1918 roku. Oczywiście, w zupełnie innej konfiguracji, ale coś takiego się pojawiło. Państwa środkowej Europy, nauczone doświadczeniem kruchości tego porządku wersalskiego, postanowiły zadziałać i wziąć sprawy w swoje ręce, stworzyć taki system reasekuracji niepodległości w środkowej Europie, żeby się nie oglądać ani na Rosję, ani na Niemcy. 

        Goniec: Po co ten portal? Jaki jest cel? Kresy można skojarzyć z częścią polskiej duszy, bo te ziemie przez wieki stanowiły o tym, jaka jest Polska.

 

        Tomasz Kwaśnicki, redaktor naczelny portalu Kresy.pl, absolwent archeologii UJ, studiował też historię i teologię, członek Rady Klubu Jagiellońskiego: Nie jestem dobry w mówieniu o Kresach w sposób sentymentalny, prawdziwy, ale sentymentalny sposób. Bo to wszystko, co mówi się o Kresach, że to jest część polskiej duszy, można nawet wymieniać liczby, można mówić, że 70 proc. twórców tej wysokiej polskiej kultury pochodziło z Kresów, albo mieszkało na Kresach, albo tworzyło na Kresach. 

        Niektórzy mówią, że polska mentalność to jest krajobraz, a polski krajobraz to jest krajobraz kresowy.

        Niektórzy tak mówią, ale ja podchodzę do Kresów może nie tyle emocjonalnie, co pryncypialnie. Nie jestem wyzbyty emocji, więc emocje w tym wszystkim istnieją, ale dla mnie Kresy to jest przede wszystkim zagadnienie polityczne. Kresy to jest klucz do zrozumienia polskiej słabości. Nie pamiętam, kto to powiedział w rozmowach nagrywanych u „Sowy i Przyjaciół”, czy to był Sienkiewicz, czy to był Sikorski, ale któryś z nich użył tej słynnej frazy, że państwo polskie istnieje tylko teoretycznie. 

        Uważam, że państwo polskie istnieje tylko teoretycznie, dlatego że naród polski istnieje tylko teoretycznie. A naród polski istnieje tylko teoretycznie ponieważ my jesteśmy politycznie zdemoralizowani. 

Capturezxfbv        Andrzej Kumor: Co Pana sprowadza do Kanady?

        Zdzisław Sokal, doradca prezydenta ds. ekonomicznych, były członek zarządu Narodowego Banku Polskiego, odpowiedzialny za stabilność finansową, rachunkowość, informatykę, bezpieczeństwo, obecnie prezes Bankowego Funduszu Gwarancyjnego: Jestem przejazdem w Toronto, wracam z Quebecu, z konferencji. Jestem członkiem IADI, tj. International Association of Deposit Insurers. To jest organizacja bankowych funduszy, które gwarantują wypłaty środków klientom banków.

        – To  szeroki temat, jak te fundusze są teraz zabezpieczane? Dawniej było złoto, teraz chyba jedne wierzytelności zabezpieczają inne. Polska ma wierzytelności innych krajów, inne kraje mają wierzytelności Polski...

        – No tak, ale Polska też ma złoto.

        – Ale w Wielkiej Brytanii...        

        – Polska ma złoto, część w Polsce, a część w Wielkiej Brytanii.

        – Czy sądzi Pan, że dobrze byłoby sprowadzić to złoto do Polski? Niemcy sprowadziły swoje ze Stanów Zjednoczonych.

        – To jest nowa tendencja, sprowadza się złoto. Dotychczas była taka polityka, że złoto było w kilku miejscach,  było w Banku Anglii, w Fort Knox, jeszcze ewentualnie Australia. Natomiast w tej chwili, to co w Europie zwłaszcza zaczyna się dziać, to jest rzeczywiście powrót złota.

        Mecenas Marek Malicki jest znanym w naszym środowisku działaczem polonijnym, byłym prezesem Kongresu Polonii Kanadyjskiej i Polonii Świata. Obecnie wraz z synem prowadzi kancelarię prawną Malicki i Sanchez, którą wcześniej, znaną jako Malicki i Malicki, prowadził z własnym ojcem.

        Ostatnio Kancelaria Malicki and Sanchez już po raz kolejny została wyróżniona przez czytelników „Mississauga News” nagrodą Readers’ Choice za rok 2017.

        Z mecenasem Malickim rozmawiamy w siedzibie jego kancelarii, w charakterystycznym budynku przy Lakeshore w Mississaudze, wprost u wylotu Cawthra.

        GONIEC: Panie Mecenasie, przede wszystkim proszę przyjąć gratulacje w związku z kolejną nagrodą przyznaną przez „Mississauga News”. Proszę powiedzieć, co trzeba zrobić, żeby osiągnąć sukces? Firma Malicki and Sanchez, wcześniej Malicki and Malicki, założona jeszcze przez Pana ojca, to pewnego rodzaju ośrodek polonijny. Bardzo wiele osób, Polaków, korzystało z jej usług. 

        Również i Pana działalność w organizacjach polonijnych na to wpływała. Proszę powiedzieć, jak to się robi, aby uzyskać takie zaufanie ludzi?

        Mecenas Marek Malicki: Nie jest na to łatwo odpowiedzieć, mi się wydaje, że jest to też kwestia czasu. Ojciec założył firmę w roku 59. Chyba był pierwszym adwokatem polskim w Mississaudze, wtedy to się jeszcze nazywało Cooksville, Mississauga zaistniała dopiero w latach siedemdziesiątych. Mój ojciec bardzo udzielał się  społecznie i służył nie tylko społeczeństwu polskiemu w Mississaudze, ale byli też to imigranci z Ukrainy, z Włoch. 

        Ojciec kończył prawo w Polsce i miał skończone prawo tutaj, ale także miał pewne pojęcie o udzielaniu pomocy ludziom, którzy nie byli w stanie pomóc sobie sami. Więc nie za wszystko się liczyło, nie za wszystko się płaciło. Zbudował sobie dużą klientelę. 

        Goniec: Marianie, witam w Kanadzie. Co prawda tym razem nie na nasze zaproszenie, ale jak widzę, polubiłeś ten kraj, skoro jesteś tu ponownie. 

        Marian Kowalski: Dużo Polaków tutaj jest.

        - Dużo Polaków jest wszędzie na świecie. Zapamiętałem sobie hasło, że to jest naród ponad granicami, jeszcze z któregoś Marszu Niepodległości. To oczywiście i źle, i dobrze. Jest w tym też i siła, tak jak w każdym narodzie, który ma ludzi na całym świecie. 

        Od czasu, kiedy ostatni raz rozmawialiśmy, dużo się zmieniło, wtedy był Ruch Narodowy, potem byłeś w Narodowcach RP, teraz jesteś z „Idź pod prąd” Pawła Chojeckiego, który ma telewizję internetową – poprawiaj mnie, jeśli coś się nie zgadza...

        -  Z „Idź pod prąd”, ale bez telewizji, tylko z gazetą papierową, to jestem już 15 lat.

        - Zgadza się, ale teraz to jest duża inicjatywa; jest telewizja internetowa i Ty w niej codziennie komentujesz ... Paweł Chojecki jest protestantem, jest ewangelikiem, z tego co dobrze rozumiem... 

        Kuba, Stany Zjednoczone, Meksyk to kierunki, gdzie setki tysięcy ludzi jeździ co roku na wakacje, nie zdając sobie zupełnie sprawy z zagrożenia zarażeniem groźnymi chorobami tropikalnymi przenoszonymi przez komary. Wracają potem do Kanady, gdzie lekarze są nieprzygotowani do ich rozpoznania i leczenia. Poniżej historia Pana Jana, który został zarażony gorączką denga. Denga występuje w Azji, Ameryce Środkowej, Południowej, Afryce i Australii. To ostra, wirusowa choroba zakaźna, znana także jako „breakbone fever”, odmiana gorączki krwotocznej, obok żółtej febry i eboli – grupy chorób, których wspólną cechą jest występowanie skazy krwotocznej. Chorobę wywołuje wirus dengi z grupy Flaviviridae. Wirus dostaje się do organizmu tylko w wyniku ukąszenia przez komary Aedes aegypti (komar egipski), rzadziej inne komary rodzaju Aedes. Choroba nie przenosi się z człowieka na człowieka. Denga z zespołem wstrząsowym, bez leczenia zwykle prowadzi do śmierci w ciągu 4 – 6 godzin od wystąpienia objawów wstrząsowych.

        Andrzej Kumor: Jak to się zaczęło? Poczułeś, że jesteś chory?

        Pan Jan: Zacznę od tego, że mam w Panamie nieruchomość. Wybudowałem domek i jeżdżę tam dwa razy w roku. Ostatnio trzy razy miałem gorączkę.

        – Jak wysoka była ta gorączka?

        – To jest tak, że nagle spada temperatura i są potężne dreszcze, człowiek robi się sztywny, jakby miał artretyzm.

Polonijna załoga jachtu Drivers Wanted pod wodzą skippera Tadeusza Bartlewskiego zdobyła 6 miejsce na 63 startujących w Mistrzostwach Świata J-24 - 24 stopowych znormalizowanych jachtów kilowych, które w tym roku, w ubiegłym tygodniu, były rozgrywane u brzegów Mississaugi.

fot. Andrzej Pokora facebook

Ze zdobywcami 6. miejsca w mistrzostwach świata J-24 rozmawia Andrzej Kumor

Kanadyjska Polonia żeglarstwem stoi

        Polonijna załoga jachtu „Drivers Wanted” pod wodzą skipera Tadeusza Bartlewskiego zdobyła 6 miejsce na 63 startujących w mistrzostwach świata J24 – 24-stopowych znormalizowanych jachtów kilowych, które w tym roku, w ubiegłym tygodniu, były rozgrywane u brzegów Mississaugi.

        Andrzej Kumor: Panie i Panowie, po pierwsze gratuluję i proszę się przedstawić. Czy to jest pełna załoga?

        Tadeusz Bartlewski: Jedna osoba jest nieobecna, to jest Irek Zubko, który był taktykiem na łodzi. Pozostali to Brygida i Maciek Sadowscy oraz Robert Burek.

        – Zacznijmy od mistrzostw. Które to są Państwa mistrzostwa? W tym samym składzie? Pamiętam, że Pan wyjeżdżał lata temu na Atlantyk na mistrzostwa J24.

        Tadeusz Bartlewski: To może było w Annapolis. Skład przeważnie jest ten sam, jedna osoba może się zmienia. Tu jest praktycznie nasz stały skład od 7 – 9 lat.

        A ponieważ to zależy od wagi załogi, tak że czasami pływamy we czterech, czasami pływamy w pięciu.

 

        W minioną sobotę w polskim konsulacie w Toronto odbyło się spotkanie z nowym ambasadorem RP w Kanadzie Andrzejem Kurnickim. Najpierw miała miejsce konferencja prasowa, rozpoczęta wystąpieniem p. Ambasadora.

        Proszę Państwa, cieszę się ogromnie, że wreszcie jako ambasador dotarłem tutaj, że jest w ogóle przedstawiciel państwa, to jest bardzo ważne. To trwało ponad rok. Oczywiście są pewne procedury w MSZ-ecie, sprawdzanie. 

        Ja byłem trochę na uczelni związany i z biznesem, i z sektorem finansowym, w związku z tym pewne procedury w przypadku mojej osoby były nieco dłuższe, zważywszy na to, że pewne sprawy związane z rynkami finansowymi wymagają, aby osoba, która miała dostęp do informacji poufnych lub takich sensitive rynkowo po prostu przez jakiś czas nie pełniła żadnych funkcji. 

        Dopiero wtedy może być procedowana jako kandydat w MSZ-ecie.

        W związku  z rozpoczęciem roku szkolnego w polonijnych szkołach, rozmawiamy z Teresą Bielecką, nauczycielką z Polskiej Szkoły Sobotniej im. Mikołaja Kopernika w Mississaudze, przewodniczącą Związku Nauczycielstwa Polskiego Oddział w Mississaudze.

        Andrzej Kumor: Pani Tereso, mamy nowy rok szkolny, co nowego, czy jest więcej dzieci? 

        Teresa Bielecka: Nasze zapisy rozpoczęły się już w kwietniu, więc w tym momencie musimy mieć gotową liczbę dzieci na 18 klas, a w tej chwili mamy nowe zapisy, które rozpoczęły się w sobotę, 9 września. Zapisało się dodatkowo 20 osób i we wrześniu kontynuujemy zapisy.

        – To jest największa polska szkoła w Mississaudze, w regionie Peel, jak to wygląda?

        – Według mnie, to jest największa szkoła polska w całej Kanadzie.                 

        – Ile dzieci?

        – Myślę, że będziemy mieć 520 dzieci.

Goniec: Mary, cieszysz się dzisiaj wolnością, czy spodziewasz się, że 12 września wrócisz do więzienia?

Mary Wagner: Nie spodziewam się, to znaczy, powiedziałabym, nie zdziwiłabym się, gdyby sędzia wysłał mnie tam z powrotem. Sądzę, że może to być tak, albo tak, biorąc pod uwagę czas, który już odsiedziałam, a także poprzednie wyroki, które miałam, więc może być różnie. Prokurator występuje o wiele więcej czasu, wysoki wyrok.

– No właśnie, dlaczego, twoim zdaniem, prokurator żąda maksymalnego wymiaru kary?
– Początkowo prokuratorem nie był Craig Power, była nim kobieta Tanya Monterro i ona też była prokuratorem w moim procesie w ubiegłym roku. Również wtedy domagała się najwyższego wymiaru kary, więc tym razem zażądała na samym początku najwyższego wymiaru kary, 18 miesięcy więzienia, oraz aby mi odmówiono zwykłego w takich wypadkach przeliczenia kary odbytej w areszcie na karę w zakładzie karnym. Prokurator po prostu utrzymał to żądanie 18 miesięcy.

– Nie sądzisz, że sprawa obrony życia nienarodzonych tutaj, w Kanadzie, jest beznadziejna? Niedawne oświadczenia premiera federalnego Justina Trudeau, a także atmosfera w sądach, która zazwyczaj nie sprzyja ludziom o nastawieniu pro-life, jakie są twoje nadzieje na zmianę?
– Wierzę w zmartwychwstanie, prawdziwie wierzę, że chrześcijanie potrafią się ponownie zmobilizować, podobnie jak miało to miejsce na samym początku chrześcijaństwa. Więc jeśli patrzy się tylko z ludzkiego punktu widzenia, staje się to niemożliwe, ale Ewangelia to jest codzienny przekaz dla nas, więc myślę, że to może się zmienić. Gdybym uważała, że nie ma nadziei, to tego bym nie robiła. Nadzieja jest zawsze, kiedy jedna matka zmienia swoją decyzję i rodzi swoje dziecko. Jak można to pomierzyć?! To jedno życie.

– Nie widziałem wśród publiczności na twoich procesach wielu księży katolickich. Czy to cię rozczarowuje, brak zdecydowanego stanowiska Kościoła katolickiego, poziom wsparcia, jakie otrzymujesz, czy nie?
– Kościół katolicki stoi za mną swym nauczaniem, mam silne wsparcie od wielu księży, dwóch emerytowanych biskupów również udzieliło mi bardzo dużego poparcia w ciągu minionych kilku lat. Nie wiem. Nie możemy siebie porównywać, na przykład do Polski, ale nie mogę powiedzieć, że jestem rozczarowana. Podczas ostatniej rozprawy był ksiądz katolicki, nowa twarz, więc nawet jeśli nie przychodzą tłumnie, nie można powiedzieć, że nie ma wsparcia.

– Nie sądzisz, że Kościół katolicki powinien być bardziej widoczny w debacie publicznej przeciwko aborcji?
– Tak, wszyscy powinniśmy być bardziej zaangażowani, bo wszyscy jesteśmy Kościołem, osoby świeckie również, ja przecież jestem osobą świecką. Tak, powinniśmy być bardziej oddani Chrystusowi, jako chrześcijanie, zwłaszcza jeżeli popatrzymy na to, co dzisiaj dzieje się na świecie wokół nas, w innych krajach, gdzie są chrześcijanie, którzy gotowi są ryzykować życie, idąc na Mszę Świętą. To jest rzeczywistość powszechna w Nigerii, rzeczywistość wielu chrześcijan na Bliskim Wschodzie. Myślę, że tutaj, w Kanadzie, jesteśmy zbyt wygodni.

– Niedawno premier Kanady uznał aborcję za prawo kobiety, za element „praw człowieka”, i to o charakterze globalnym. Z drugiej strony, dlaczego ruchy dbające o dobro kobiet nie wspierają nawet odpowiedniego poradnictwa? Przecież to powinno być prawo kobiety, aby być w pełni poinformowaną, czym jest aborcja, jakie zagrożenia dla niej niesie, nawet patrząc z punktu widzenia osób popierających zabijanie nienarodzonych?
– W twoim pytaniu są dwa zagadnienia. Po pierwsze, oczywiście, aborcja nie jest żadnym prawem, nie ma czegoś takiego w prawie kanadyjskim i nie sądzę, by było to w ten sposób ujęte w prawie jakiegokolwiek innego kraju. Ludzie mogą tak mówić, mogą w ten sposób na to patrzeć, ale to nie znaczy, że to jest prawda, że to jest prawo. Premier tak powiedział, ale to nigdzie nie jest zapisane w prawie. Aborcja została po prostu zdekryminalizowana, a więc jest dopuszczalna. Ona nigdy nie może być prawem, nigdy nie można mówić o prawie do zabicia bezbronnej osoby, zwłaszcza nienarodzonego dziecka. Jako chrześcijanie, możemy się nad tym zastanowić, co by było, gdyby wszystko zostało zdekryminalizowane, czy również byśmy na to pozwalali, jako chrześcijanie, tak jak dzisiaj, kiedy dopuszczamy zabijanie nienarodzonych dzieci, ponieważ nie jest to karalne, jak dopuszczamy do zakładania biznesów aborcyjnych, za co wszyscy jesteśmy w pewnym sensie odpowiedzialni; za ten proces zabijania dzieci – to odpowiedź na pierwszą część pytania.
Jeśli chodzi o poradnictwo, jeśli rzeczywiście ktoś jest szczerze przekonany, że kobieta powinna mieć możliwość decyzji, to dlaczego nie powinna otrzymywać wszystkich informacji na ten temat?! Tym bardziej że aborcja może kobiety fizycznie zranić, a oczywiście również emocjonalnie i psychicznie, co trudniej zmierzyć. Wiemy, że wiele kobiet stało się bezpłodnymi z powodu aborcji i nie zdawało sobie z tego sprawy, że to było gdzieś tam drobnym druczkiem napisane w dokumentach, które podpisywały, bo nikt im tego nie wytłumaczył. Aborcja, której poddają się nastolatki, młode kobiety, bez zgody rodziców, przecież nawet jeśli osoba poniżej 16. roku życia chce sobie zrobić tatuaż, to rodzic musi wyrazić zgodę. Oczywiście to jest wielka hipokryzja, jeśli popiera się prawo kobiety do wyboru, a jednocześnie odmawia się jej pełnej informacji.

– Może to nie jest właściwy czas, aby zadać to pytanie, ale jakie są twoje plany, jak chcesz kontynuować swoją misję? Czy chcesz ją zmienić, tak by była bardziej akceptowalna dla prawa?
– Jeśli zostanę zwolniona, jeśli wyjdę, chciałabym oddać się przez jakiś czas modlitwie, złożyć to wszystko na ręce Pana Boga i zapytać go, bo tak naprawdę to modlitwa jest najważniejsza w moim życiu i to nigdy się nie zmieni.

– Czego oczekujesz po tych listach referencyjnych, masz nadzieję, że pozostaną one jako dokument świadczący, że tak wiele ludzi, podobnie jak ty, uznaje aborcję za zabijanie? Jaki jest cel?
– Cel jest taki, że sędzia zwrócił się do mnie z propozycją przedłożenia listów poparcia i uznałam, że jest to dobra okazja dla nas wszystkich, aby okazać swoją miłość dla nienarodzonych dzieci i sprzeciw wobec niesprawiedliwości, która je dotyka, więc o to mi głównie chodzi. Ci, którzy mnie dobrze znają, może pewnie mogą coś powiedzieć na temat mojej osoby czy charakteru, ale to jest drugorzędne. Otrzymuję bardzo dużo listów i maili. Mam więc nadzieję, że będzie świadectwo dla sędziego, dla prokuratora, że będą zdawali sobie sprawę ze wsparcia, w przeciwieństwie do tego, co często podają media, które usiłują przedstawić nas jako nieliczną garstkę ludzi zabiegających o sprawiedliwość dla nienarodzonych; mam więc nadzieję, że poruszy to sędziego osobiście.

– Dziękuję bardzo za rozmowę.