Goniec

Register Login

Wywiady

"Nie jest ważne dla nich, jaka jest droga, bo droga jest w życiu różna, ale ważne, że dotarłeś, jesteś na miejscu, jesteś cały, a reszta twojego doświadczenia to jest twoje życie, twoja mądrość."

Wiesław Krótki OMI, ur. 12 czerwca 1964 w Istebnej, jest biskupem diecezji Churchill-Zatoka Hudsona od 2013 roku.

Dzieciństwo spędził w Jaworzynce. W 1979 roku wstąpił do Niższego Seminarium Duchownego Zgromadzenia Misjonarzy Oblatów w Markowicach. 7 września 1983 roku został przyjęty do nowicjatu tego zgromadzenia w Kodniu, a 8 września 1988 roku złożył pierwsze śluby zakonne. W latach 1985–1990 studiował w Wyższym Seminarium Duchownym Misjonarzy Oblatów w Obrze. 19 czerwca 1990 roku otrzymał święcenia kapłańskie.

W 1990 roku wyjechał na misję do Nunavutu w Kanadzie. Pracował duszpastersko wśród Eskimosów nad Zatoką Hudsona. Pełnił funkcję proboszcza parafii św. Stefana w Igloolik, jednej z najstarszych misji katolickich na tym terenie. Obsługiwał stamtąd pięć innych placówek duszpasterskich na Ziemi Baffina: Hall Beach, Sanerajak, Iqaluit, Pond Inlet, Nanisivik i Arctic Bay.

16 lutego 2013 roku papież Benedykt XVI mianował go ordynariuszem diecezji Churchill-Zatoka Hudsona. Sakrę biskupią przyjął 30 maja 2013 roku z rąk swojego poprzednika, bp. Reynalda Rouleau. (za Wikipedia)


Andrzej Kumor: Ojcze Biskupie, jak wygląda życie diecezji na Dalekiej Północy? Jak tam księża funkcjonują?

Biskup Wiesław Krótki: Życie diecezji polega w 90 procentach na zasadach życia ludzi, którzy się tam urodzili, Inuitów, dlatego że oni mają swój czas, oni mają swoje potrzeby, oni mają swoje wartości.

Człowiek przychodzący z innej części świata, z inną kulturą, wchodzi w ich kulturę, ale ciągnie za sobą ładunek swojego przeżycia, swojego doświadczenia i jest przekonany, że to, co on wie, jest dobre, właściwe i tak trzeba robić w życiu. Myśli, że tym wszystkim zbawi świat i każdego człowieka.

Andrzej Kumor: Proszę Księdza, może zaczniemy tak jak zwykle, od stosunków ze Wschodem, od Kresów. I tutaj żyją ludzie, którzy z tamtymi ziemiami są związani, więc zapytam, jak, według Księdza, miałyby te stosunki wyglądać w świetle dzisiejszych wydarzeń na Ukrainie, bo wydaje się, że ta Ukraina budowana jest w oparciu o ideologię nacjonalizmu banderowskiego? Czy można to w jakikolwiek sposób zmienić, a jeśli tak, to jakich mechanizmów politycznych Polska powinna używać na Kresach w zgodzie z polskim interesem?

Ksiądz Tadeusz Isakowicz-Zaleski: Przede wszystkim trzeba powiedzieć, że sytuacja na Ukrainie gwałtownie się zmienia, co chwila się pojawiają nowe wydarzenia, więc jest to bardzo dynamiczne i niestety, niepokojące. Dwa lata temu doszło do Majdanu, czyli do protestów społeczeństwa przeciwko ówczesnej władzy, która była władzą skorumpowaną całkowicie, niedbającą o interes obywateli. Doszło do bardzo tragicznych wydarzeń na Majdanie, zginęli ludzie, natomiast były wielkie nadzieje. No i niestety z przykrością trzeba powiedzieć, że wiele tych spraw nie tylko, że nie zostało zrealizowanych, ale idzie w odwrotnym kierunku.

Przede wszystkim Majdan był przeciwko oligarchom. Trzeba jasno wyjaśnić, kto to są oligarchowie. To są aferzyści gospodarczy, którzy dorobili się gigantycznych majątków – już nie milionów, a miliardów dolarów, którzy mają ogromne ambicje polityczne, no i którzy po prostu rządzą Ukrainą jak dawno temu królowie feudalni. Został obalony Janukowycz, natomiast w jego miejsce weszli inni.

czwartek, 26 listopad 2015 22:28

Odwaga i ufność Bogu - 200-lecie zakonu oblatów

Napisane przez

Rozmowa z Prowincjałem Misjonarzy Oblatów Maryi Niepokalanej prowincji Wniebowzięcia w Kanadzie o. Marianem Gilem.

Andrzej Kumor: Proszę Ojca, dwieście lat obecności oblatów w Kanadzie to dłużej niż sama konfederacja kanadyjska trwa, dłużej niż państwo kanadyjskie...

Ojciec Marian Gil OMI: Nie jest to 200 lat oblatów w Kanadzie, jest to dwusetna rocznica powstania naszego zgromadzenia, misjonarzy oblatów, chociaż muszę powiedzieć, że pan Andrzej niedaleko jest prawdy, bo w 1841 r. oblaci przybyli do Kanady i w przyszłym roku to będzie, policzmy szybciuteńko, 175 lat obecności oblatów w Kanadzie, a 200 lat od powstania zgromadzenia zakonnego.

– Z czym bracia przyjechali na te puste, olbrzymie tereny, z jaką misją?

– 1841 rok, pięciu oblatów przybywa do Kanady. W jakich okolicznościach i dlaczego?

Otóż biskup Montrealu przybywa do Marsylii – dowiedział się, że jest tam taki biskup Eugeniusz, że ma zgromadzenie zakonne, niewielkie, ale pałają wielkim entuzjazmem i żarem ewangelicznym. I mu powiedzieli: jeżeli powiesz Eugeniuszowi, że potrzeba odważnych misjonarzy, że są ubodzy, że są potrzebujący, to na pewno cię wysłucha i pośle misjonarzy. I tak też się stało. Oblatów w tym czasie na świecie nie było wielu, to było młode zgromadzenie, które powstało – tak jak powiedziałem – w 1816 roku. Było w tym czasie około 40 ojców i 5 braci i z tej małej grupki Eugeniusz decyduje się posłać 5 misjonarzy do Kanady.

czwartek, 19 listopad 2015 23:52

Pan Nikt dla "Gońca": Tworzymy front wolnych Polaków...

Napisane przez

Andrzej Kumor: Bardzo nam miło, że Pan publikuje na łamach "Gońca". Pisze pan bardzo emocjonalnie, o sytuacji w Polsce, ale w tym wszystkim czuć niesamowity ból i przygnębienie. Skąd te niesamowite emocje?

Pan Nikt: Powodów jest kilka. To, że publikuję w emigracyjnym tygodniku kanadyjskim, świadczy o poziomie otwartości mediów lokalnych na tego typu głosy, na tego typu mówienie o sytuacji w Polsce, o sytuacji geopolitycznej. Wiem, że dzisiaj, w dobie Internetu, można by publikować na różnego rodzaju łamach tzw. antysystemowych, ale jestem przywiązany do kilku rzeczy. Na przykład do prasy drukowanej– a "Goniec" jest drukowany. Po drugie, wydaje mi się, że jeśli mój skromny głos może być gdzieś słyszany, to może być słyszany przede wszystkim na emigracji, która, w mojej ocenie, jest tą najbardziej świadomą częścią społeczeństwa.

Andrzej Kumor: Nie kandydowałeś w tych wyborach do Sejmu. Czym jest teraz Ruch Narodowy? Czy istnieje Ruch Narodowy?

Marian Kowalski: Pewnie istnieje, bo ma kilku posłów u Kukiza, ale odbiło się to na klimacie w środowisku, bo jednak to nie tak miało być, że będziemy się ukrywać u jakiegoś Kukiza, byle wejść do Sejmu. Ja nie jestem zwolennikiem zwijania sztandarów.

Uważam, że lepiej było zawalczyć przynajmniej o trzy procent i mieć tę subwencję na działalność, ale działać pod własnym szyldem, nawet poza parlamentem. W sytuacji obecnej koledzy są posłami, ale nie mają wielkiej możliwości wygłaszania swoich opinii, bo są tam, że tak powiem, w pewnym reżimie klubu parlamentarnego.

No i nie mogą mieć jakiejś niezależności finansowej, która – co tu dużo ukrywać – dla naszego środowiska jest bardzo ważna. Widzę zresztą po tym, że jestem zapraszany do różnych miejsc w Polsce i za granicą na spotkania, że nasi koledzy i koleżanki nie są zadowoleni z tego sukcesu tak zwanego parlamentarnego i oczekują jakiejś nowej oferty. I tą ofertą, według mnie, jest powrót do korzeni Ruchu Narodowego, czyli konsolidacja lokalnych środowisk kierowanych przez lokalnych liderów, których zweryfikowało życie, i dopiero w ten sposób budowanie struktury wyższej. Jeżeli będzie wola nadania tej strukturze jakiejś formy, to będzie taka forma z woli działaczy.

Natomiast widzę, że ta koncepcja szefostwa Ruchu, zwłaszcza Roberta Winnickiego, pozbywania się rywali, doprowadziła go do całkowitego zwasalizowania wobec Kukiza. No i tyle.

Andrzej Kumor: Panie profesorze, spotykamy się w Kanadzie. Kanada postrzega siebie jako sukces multi-kulti. Jak pana oczami wygląda wielokulturowość kanadyjska?

Prof. dr hab. Mieczysław Ryba: W Kanadzie jestem tylko od kilku dni, natomiast trzeba zasadniczą różnicę wskazać między Ameryką szeroko rozumianą a Europą. Jeśli bierzemy pod uwagę tzw. współżycie różnych narodów i mniejszości narodowych, pamiętajmy, że tu w jakimś sensie tutaj wszyscy są gośćmi, w porównaniu z Europą, gdzie mamy nie tylko do czynienia z narodami od średniowiecza, ale mamy też do czynienia ze starożytnymi kulturami typu antyczne, takie jak rzymska czy grecka, które stoją u fundamentu całej kultury europejskiej, również tych poszczególnych narodów. Więc tutaj wydaje się, że wszyscy jakoś czują się gośćmi. Nawet jeśli są od tych kilku pokoleń, to ta tożsamość, czyli głębia rozumienia tego, kim się jest w sensie kulturowym, czyli w sensie narodowym zarazem, jest o wiele niższa, płytsza.

Trzeba by rozróżnić, moim zdaniem, to pojęcie multikulturalizmu i pojęcie wielokulturowości. Wiele kultur zawsze istniało na kontynencie europejskim i nie tylko, wiele też narodów. To jest rzecz dosyć naturalna, czasem nawet na jednym terytorium jakoś koło siebie te narody żyły. Natomiast multikulturalizm polega na tym, że stara się na danym obszarze czy w danym państwie zjednoczyć niby te narody, przy czym na zasadzie relatywizmu kompletnego, a to ostatecznie musi prowadzić do takiego młyna, który te kultury rozbija w ich najbardziej elementarnych, fundamentalnych podstawach. Bo jeżeli weźmiemy czynnik religijny, czynnik etyczny itd., to praktycznie to wszystko się sypie i tworzy się takie akwarium różnych tych kultur, tworzy się coś w rodzaju zupy rybnej, taka mieszanina.

To się nie za bardzo daje zjeść ani żyć w sensie duchowym, czyli kulturowym.

Trudno mi powiedzieć, jak to wygląda w Kanadzie, ponieważ ja tutaj będąc, jestem wśród Polonii, i widzę, że Polacy żyją kulturą narodową polską, a żyć kulturą narodową polską na emigracji to zasadniczo żyć przy kościele.

Thomas FlemingProf. Thomas Fleming – katolicki tradycjonalista i paleokonserwatywny myśliciel, były przewodniczący Rockford Institute, redaktor "Chronicles: A Magazine of American Culture". Autor sześciu książek.

Po ośmiu latach prezydentury Baracka Obamy, jakim krajem są Stany Zjednoczone?

Gdy Barack Obama został wybrany na prezydenta, reakcje były podzielone w zależności od afiliacji partyjnej. Demokraci, szczególnie ci, którzy należeli do mniejszości etnicznych, oczekiwali natychmiastowego polepszenia ich warunków życia i szybkiej możliwości rozwoju. Oczekiwali również rychłego zakończenia militarnego awanturnictwa, które charakteryzowało prezydenturę jego poprzednika. Republikanie, przeciwnie, obawiali się wyższych podatków, które w połączeniu z socjalistycznymi propozycjami Obamy, doprowadziłyby do gospodarczej stagnacji i utraty szansy życiowego rozwoju. Jak się okazało, demokraci całkowicie się mylili, a republikanie byli zbyt optymistyczni. Czarni i latynoscy wyborcy nie uzyskali niczego poza większym oburzeniem, amerykańscy żołnierze nadal walczą w Afganistanie, a zainicjowana przez Amerykę "arabska wiosna" spowodowała nieopisane zniszczenia w Afryce Północnej i na Bliskim Wschodzie. Częściowe uzdrowienie gospodarcze jest powolne i niezadowalające, a klasa średnia wiąże teraz swoje nadzieje z wyborem republikanina na prezydenta, który najprawdopodobniej nie zrobi nic, aby cofnąć rewolucję, która przetoczyła się przez kraj przez ostatnie 8 lat. Ameryka jest obecnie krajem, gdzie obywatele – szczególnie ci z Południa i chrześcijanie – są zobligowani nienawidzić swojej historii i tożsamości.

Andrzej Kumor: Chciałbym na początek zapytać o służby specjalne, bo często są one w Polsce demonizowane, ale przecież bez służb specjalnych państwo nie może funkcjonować. Stąd pytanie, jak odbudować polskie służby, gdy w obecnej sytuacji nie wiadomo, kto dla kogo pracuje, nie wiadomo, kto komu zakłada podsłuchy, kiedy wychodzą jakieś afery, które są na sznurkach przez kogoś prowadzone, jak zapewnić osłonę kontrwywiadowczą kontraktów zawieranych przez państwo polskie, co zrobić, żebyśmy mieli kontrwywiad i wiedzieli, kto jest kto; jak zbudować własną agenturę, wywiad w takiej sytuacji?

Antoni Macierewicz: Najpierw, dziękując za to spotkanie i możliwość rozmowy, chciałbym przedstawić pana Marcina Gugulskiego, który jest nie tylko moim wieloletnim współpracownikiem – jeszcze z harcerstwa, a później z akcji pomocy robotnikom w 76 roku – ale jeżeli mówimy o tematyce, którą pan poruszył, był wieloletnim pracownikiem służby kontrwywiadu wojskowego i członkiem Komisji Weryfikacyjnej WSI. Ma w tej kwestii naprawdę wieloletnie doświadczenie i jest uważany, i słusznie, za jednego z lepszych analityków służb specjalnych, bo tym się zawodowo zajmuje.

Nie ma krótkiej odpowiedzi na pana pytanie, dlatego że pan zapytał o olbrzymi problem, który jest problemem wszystkich państw, które były kiedyś częścią imperium sowieckiego. Z drugiej strony, jest to problem, na którego odpowiedź została już przez nas swego czasu dana i ona okazała się odpowiedzią właściwą.

Andrzej Kumor: Witaj w Kanadzie po raz kolejny już i w nowej sytuacji, bo mamy nowego prezydenta – między innymi dzięki tobie, bo ta książka o związkach byłego prezydenta ze służbami specjalnymi do tego się też przyczyniła. Jak oceniasz obecną sytuację polityczną? Czy układ władzy, który opisywałeś w swoich książkach, układ bezpieczniacki, układ wojskowy, służb specjalnych – czy ten układ jest możliwy do obalenia? Czy na przykład zwycięstwo wyborcze opozycji itd. pozwoliłoby na "odwojowanie" Polski?

Wojciech Sumliński: To, co się stało w maju, w moim przekonaniu, jest dobrym początkiem. Na pewno nie jest to wszystko, co jest niezbędne do tego, żeby ten układ przestał istnieć. Uważam, że potrzebne są trzy elementy, trzy kroki.

Pierwszym było odwołanie Bronisława Komorowskiego, bo on był pewnego rodzaju emanacją tego systemu, który ja nazywam systemem zła. Był niejako wystawiony do przodu, ale nie był samodzielnym graczem.

Drugim elementem jest odwołanie, czy też odebranie władzy tym, którzy wspierali ten układ.

Andrzej Kumor: Nasi czytelnicy znają mniej więcej pana postać, ponieważ publikowaliśmy jakiś czas temu list od pana. Wiemy, że jest pan z wykształcenia ekonomistą, że pan studiował i mieszka w Londynie, jest pan z przekonania człowiekiem zbliżonym do reaganomiki, któremu odpowiada polityka Margaret Thatcher itd. Jak się pan znalazł w Wielkiej Brytanii?

Przemysław de Skuba Skwirczyński: Przyjechałem do Wielkiej Brytanii jako nastolatek, w połowie liceum, miałem 15 lat. Byłem w szkole średniej dwa lata i zrobiłem maturę. Po maturze zdałem na studia, na ekonomię w London School of Economics. Po studiach zostałem już na stałe w Londynie.

– Co pana skłoniło do zainteresowania się polityką?

– Od dłuższego już czasu interesowałem się polityką. Tak naprawdę od czasu, gdy mieliśmy ten kryzys finansowy, kiedy to wszystko się rozpętało. Zauważyłem, jak duże są powiązania między polityką a ekonomią, bo mniej więcej do roku 2007 zajmowałem się głównie finansami, rozwijałem karierę w bankowości.