Goniec

Register Login

Wywiady

Z Marianem Kowalskim, kandydatem Ruchu Narodowego na prezydenta Polski, rozmawia Andrzej Kumor

Andrzej Kumor: Z czym idziesz do wyborów, jaki program, czym przekonujesz człowieka, który chciałby na Ciebie zagłosować, jakie są główne punkty Twojej kampanii?

Marian Kowalski: Przede wszystkim nie traktuję tych wyborów jako promocji mojej osoby czy chęci zrobienia kariery. Zadanie jest takie, wepchnąć do Sejmu Ruch Narodowy, czyli pierwszą od dwudziestu pięciu lat inicjatywę polityczną, która nie została wyreżyserowana przy okrągłym stole i jest antysystemowa.

Te wybory to, po wyborach europarlamentarnych i samorządowych, kolejna kampania wyborcza, która ma mieć finał jesienią w czasie wyborów parlamentarnych. Tak to widzę.

Nasz program jest odmienny od innych partii politycznych, ponieważ jesteśmy jedyną oddolnie zawiązaną ideą, inicjatywą obywatelską, eurosceptyczną, kontestującą cały porządek pookrągłostołowy, i zarówno w sferze rozwiązań wewnętrznych, gospodarczych, które są wolnościowe, jak i polityki zagranicznej różnimy się od wszystkich partii w obecnym parlamencie.

Jak się patrzy na polską scenę polityczną, to w tych wyborach jest bardzo duży wybór, bo jest i atrakcyjna pani Ogórek, jest Korwin, który zakłada nową partię, mówi się, że Kukiz będzie kandydował na prezydenta, no i jest Grzegorz Braun, którego kandydaturę na prezydenta zgłosił niedawno jego komitet wyborczy.

Człowiek się zastanawia, dlaczego głosować na jednego z nich, to jest rozproszenie głosów, to i tak jak gdyby osłabia możliwość stworzenia jednej kandydatury, która by miała realną szansę w walce z ludźmi głównego nurtu PO i PiS.

Chciałem się zapytać, jak to jest, do kogo Ci jest wśród tych kandydatów najbliżej? Dlaczego nie zdołano wystawić jednego kandydata opozycji antysystemowej?

Muszę tutaj powtórzyć, że tylko my dysponujemy strukturą organizacyjną, która sięga nie tylko województw, ale i powiatów.

Można wystawiać bardzo interesujące kandydatury, osoby ze znanym nazwiskiem, ale co z tego?

My chcemy doprowadzić do sytuacji takiej, że zafunkcjonuje w Polsce siła polityczna, która ma krytyczny stosunek do całego 25-lecia, ale to będzie trwała siła, a nie komitet wyborczy na wybory prezydenckie. Nam się udało to stworzyć do poziomu Polski powiatowej. Teraz, na przykład, jeżdżę po miejscowościach nieznanych szerszemu odbiorcy, po Polsce powiatowej. Będę w Bychawie pod Lublinem, w Biłgoraju. Duże miasta zostawiam na koniec.

Dobre nazwiska, znane, to są ludzie, którzy teraz robią politykę na swoje nazwisko, a ja chcę zaprezentować wyborcom przede wszystkim lokalnych liderów, którzy się pojawili, co robią młodzi ludzie, nieskażeni ani komuną, ani wizjami tej wspólnej Europy.

Młodzi polscy patrioci, którym trzeba utorować drogę do realizowania ich celów politycznych, uratowania przyszłości najmłodszego pokolenia Polaków.
Podkreślam, mnie, Marianowi Kowalskiemu, to nie jest do niczego potrzebne. Muszę pociągnąć ten wózek do jesieni, do wyborów parlamentarnych. To jest mój główny cel.

Bądźmy realistami. Czy Korwin zostanie prezydentem, czy Grzesiek Braun, którego też znam, czy ja? Bądźmy realistami.

Jestem gotów zrobić wszystko, żeby wygrać, ale są pewne realia. Ale jestem zobowiązany wobec naszych ludzi, którzy przeprowadzili już dwie kampanie wyborcze bez żadnych dotacji z budżetu państwa, bez żadnych dotacji od obcych ambasad, krytykowani, prześladowani przez policję. Muszę dać z siebie wszystko, żeby ich ulokować w Sejmie, gdzie będą mogli realizować program polityczny zgodny z naszym interesem narodowym. I to jest cel mojego startu.

Czy wierzysz, że ci ludzie będą mieli szansę, skoro rządzi system okrągłego stołu, który jest pozabezpieczany na wszystkie strony? Pokazały ostatnie wybory samorządowe, jak jest w stanie "sterować" demokracją. Więc czy tędy droga, że wejdzie dwóch – czterech posłów z Ruchu Narodowego, i co dalej? Będą taką samą efemerydą jak partie typu Korwin-Mikkego, który zdołał się w Parlamencie Europejskim ulokować?

Mamy do wyboru kilka rozwiązań, albo nie robić nic, albo robić to, co robimy, czyli wykorzystywać luki w systemie, żeby zafunkcjonować legalnie w przestrzeni publicznej. Albo prowadzić jakieś fantasmagorie o charakterze rewolty, które ja uważam za fantasmagorie właśnie. Dlatego dopóki ten system nie jest na tyle hermetyczny, że możemy w jakikolwiek sposób działać legalnie – chociaż robią wszystko, żeby nas pozamykać do więzienia, przecież ja będę miał proces za miesiąc pilotowany przez "Gazetę Wyborczą", karny proces, aranżowany, kłamliwy, na podstawie kłamliwych oskarżeń – wykorzystuję tę szansę.

No bo mogę powiedzieć tak – będę grał wielkiego kozaka i wyprowadzę tych młodych chłopaków na ulicę. Ale powiedziałem, że ja nie będę budował swojej kariery politycznej na krwi niewinnych ludzi. Powiedziałem – tak długo będę ich prowadził i brał na klatę wszystkie ataki na mnie, jak będę widział jakąkolwiek szansę, żeby oni byli posłami, nawet tych czterech; żeby mieli immunitet, dostęp do mediów, jakiekolwiek pieniądze na działalność.

Bo my to, co realizujemy teraz, Marsz Niepodległości czy inicjatywy Żołnierzy Wyklętych, czy jakieś tam szkolenia, spotkania itd., robimy to za zero budżetu.

A partie polityczne robią dokładnie to samo z dotacji państwowej, i o wiele mniej liczne, i gorzej, a tylko my to robimy dla idei, a nie dla własnych karier i pieniędzy.

Tak że jestem zobowiązany i skoro obdarzono mnie takim zaufaniem – bo podkreślam, nie zabiegałem o to, żebym kandydował, nawet nie byłem na tym zebraniu Rady Decyzyjnej; moje nazwisko zostało wysunięte, dopiero się dowiedziałem telefonicznie, że będę kandydować. Jest organizacja, jest hierarchia, są rozkazy, trzeba je wykonywać. Dlatego startuję.

Chciałbym wrócić jeszcze do tych punktów programu. Co Ruch Narodowy daje młodzieży, to mówisz, ale co daje średniemu pokoleniu, bo niektóre postulaty, jak postulat likwidacji ZUS-u, to dla ludzi, którzy mają 45 czy 50 lat, są trochę niepokojące? Druga rzecz, w Polsce bardzo dużo ludzi zależy od państwa, od rozdziału pieniędzy państwowych, bo mają mniej lub bardziej ciepłe posadki, i oni też się boją tego rodzaju zmian, jak ta, którą Ty proponujesz. Są również emeryci i jesteśmy my, Polacy za granicą. Gdybyś tak w skrócie mógł powiedzieć, dlaczego głosować na Ruch Narodowy w tym momencie właśnie?

Dlatego, że widzimy naród jako pewną całość, a nie różne grupy interesu, które wyszarpują kawałek pieniędzy z budżetu, tak jak jest dzisiaj. I teraz tak, co mamy dla przedsiębiorców? Dzisiaj ZUS jest bankrutem i dalej prowadzi zwłaszcza małych przedsiębiorców do ruiny. Trzeba tę piramidę finansową zlikwidować, dopóki nas nie przywaliła ciężarem swojego bankructwa.

Jeśli chodzi o sprawy dla wszystkich. Państwo jest w rękach biurokratów z nadania politycznego. Komornicy łamią prawo, sędziowie wydają skandaliczne wyroki, policjanci są karani za rozmaite przestępstwa pospolite, urzędnicy w samorządach dokonują strasznych machlojek – niektórzy są karani – ale ma to miejsce tylko dlatego, że jest generalnie przyzwolenie polityków. Gdyby minister sprawiedliwości, gdyby prokuratorzy, gdyby policja, aparat ścigania tak rozbudowany, miał zielone światło na tępienie patologii, toby to robił. Tymczasem Polska jest krajem, gdzie uczciwy przedsiębiorca może zostać zniszczony przez kontrole najrozmaitszych urzędów, od skarbowego, przez sanepid itd. Zniszczony całkiem za nic. I potem powiedzą: proszę pana, nic się nie stało.

A z drugiej zaś strony, teraz powstały jakieś parabanki kryte przez polityków i okradają setki tysięcy osób. Na przykład za kradzież stu milionów złotych dostaje się grzywnę miliona złotych, tylko dlatego że się ma powiązania polityczne. I tak długo to będzie możliwe, ta patologia państwa biurokratycznego, dopóki ludzie, którzy mają immunitet i mają możliwość zaglądania do dokumentów, pilnowania urzędników, ministrów, nie będą mieli wpływu i nie będzie to transparentne. Dzisiaj to jest hermetyczny system, tak jak między gangsterami, oni będą między sobą robić porachunki, a wobec wymiaru sprawiedliwości są hermetyczni i nikt im nic nie może zrobić.

Trzeba to rozhermetyzować, bo już wiemy, że jest krach systemu ubezpieczeń i kryzys w służbie zdrowia. Przecież Państwo wiedzą, jak było na przełomie roku, że nie było umów z lekarzami i przychodnie były pozamykane, mimo że ludzie płacą składkę ubezpieczeniową.

Dalej, jest całkowite uzależnianie całkowicie polskiej energetyki już nie tylko od rosyjskiego gazu, ale też i od węgla rosyjskiego, bo wszystko ku temu zmierza. Jednocześnie Polska jest wpychana w awanturę ukraińsko-rosyjską, choć nie ma ani wojska, ani pieniędzy.

Ja, Marian Kowalski, mówię jasno – jestem tym kandydatem na prezydenta, który nie pozwoli wepchnąć Polski do tej wojny, a na pewno nie wejdziemy do tej wojny jako pierwsi.

Odebrałeś mi pytanie o to, o czym ludzie w Polsce mówią i czego się boją; że Polska, pomagając Ukrainie, robi to praktycznie rzecz biorąc wbrew interesowi Polaków, bo bardzo wiele osób na tym traci i też wielu polityków jakby z taką dezynwolturą traktuje straty polskich rolników, polskich przemysłowców, straty transportu polskiego. Jak Polska powinna zachować się wobec tego konfliktu na Ukrainie?

Polska nie powinna brać w tym udziału, bo jest wpychana w ten konflikt od dawna, i to bez żadnych spodziewanych korzyści z tego tytułu. Nawet nie jesteśmy zapraszani na szczyty, na których sprawy ukraińsko-rosyjskie są rozstrzygane. Francja jest zapraszana, Niemcy są, Polski nie ma, a jednocześnie mówią, że mamy być adwokatem sprawy ukraińskiej. A tymczasem wiemy dobrze, że obecna ekipa w Kijowie jest zbudowana na etosie szowinizmu antypolskiego. Jeszcze kilka miesięcy temu obecni przywódcy Ukrainy zgłaszali pretensje terytorialne wobec Polski, a już będąc u władzy, utrzymywali embargo na handel produktami rolnymi z Polską.

Tak że nie wiem, co mielibyśmy zyskać na tej awanturze oprócz pogorszenia relacji z Rosji, a nie mamy żadnych środków, żeby teraz z Rosją się boksować naprawdę.

Z drugiej zaś strony, jesteśmy wpychani do tej awantury jak taki chłopiec, który ma na sobie przebadać ciosy przeciwnika.

Jesteśmy z pełną premedytacją wpychani w ten konflikt. Zarówno Prawa i Sprawiedliwości kandydat na prezydenta, pan Duda, niejednoznacznie się wypowiada w kwestii udziału polskich wojsk na Ukrainie, legenda Solidarności, pan Bujak, mówi, że byłby szczęśliwy, gdyby nasi żołnierze tam byli, po stronie ukraińskiej walczyli – tak mówi, byłby szczęśliwy – a minister spraw zagranicznych Schetyna jasno powiedział, że obóz w Oświęcimiu wyzwalali ukraińscy żołnierze, a nie rosyjscy. Wzbudziło to od razu reakcję Kremla, umniejszanie roli tak zwanej Armii Czerwonej w tak zwanym wyzwoleniu Polski, a jednocześnie przecież trzeba powiedzieć jasno, jeżeli tam byli jacyś Ukraińcy, to raczej jako strażnicy w tym obozie.

Czyli jesteśmy pchani w awanturę przez główne siły polityczne, nie mając żadnych spodziewanych korzyści, a jedynie straty.

Dlaczego tak się dzieje, czy to są głupi ludzie?

Nie, to nie są głupi ludzie. To są ludzie, którzy działają na zamówienie pewnych sił zewnętrznych. I ja spodziewam się, że pani Ogórek, czyli kandydatka lewicy nieznana do tej pory i wcale niebędąca członkinią Sojuszu Lewicy Demokratycznej, jak i pan Duda, przecież do tej pory nieznany szerszemu kręgowi zwolenników Prawa i Sprawiedliwości, że te partie dostały rozkaz wysokiej przegranej z obecnym prezydentem. Ja tak przypuszczałem, bo inaczej by tak nie było. Bo dlaczego lewica nie miałaby wystawić porządnego kandydata, na przykład pana Millera, który by powalczył naprawdę? I dlaczego nie wystartował pan Kaczyński, który by walczył naprawdę? Tylko wystawiają polityków z tylnych szeregów, którzy wiadomo, że przegrają z Komorowskim, który niedawno w Sejmie wyściskał się z prezydentem Ukrainy i deklaruje daleko idącą pomoc stronie ukraińskiej.

Chcą nas wpakować w wojnę, bo prezydent z wysokim poparciem, gdy wygra Komorowski w pierwszej turze, będzie mógł zrobić wszystko. Od wpakowania nas w wojnę, bo powie – mam wysoki mandat społeczny – do zwrotu finansistom nowojorskim 60 mld dolarów za rzekomo pozostawione w Polsce mienie pożydowskie.

W którymś z wywiadów ostatnio, chyba w Radiu Wnet, powiedziałeś coś takiego, że w drugiej turze byłbyś w stanie poprzeć kandydaturę Dudy na prezydenta, oczywiście gdyby była druga tura, ale za pewne warunki. Jakie są te warunki Ruchu Narodowego, czego Ruch Narodowy chce w pierwszej kolejności?

Można im postawić różne warunki, ale to co mi przychodzi do głowy na już, to na przykład to, że prezydent Duda nie pozwoliłby na likwidację polskiej waluty. Prawo i Sprawiedliwość, jak rozumiem, nadal jest zwolennikiem wejścia do strefy euro – co zwłaszcza po ostatnich skokach franka szwajcarskiego z ubiegłego tygodnia, w Polsce była wielka panika, no bo doszło do 20-procentowej aprecjacji helweckiego franka i osoby, które pobrały kredyty, zwłaszcza te długoterminowe, na zakup mieszkań i domów, o 20 proc. mogło im podskoczyć zadłużenie. I teraz się mówi na przykład o konieczności przewalutowania tych kredytów na złotówki, czyli widać, że złotówka jest potrzebna, bo jeżeli mieliby przewalutować z franka na euro, no to jeden do jednego, to po co?

Ja teraz pytam, ilu tych mądrali, którzy mówią, że trzeba likwidować złotówkę i wchodzić do strefy euro, jednocześnie mówi o potrzebie przewalutowania – to jest nonsens! Jeżeli pan Duda obieca, że uratuje złotówkę, oraz spełni może inne postulaty, które byśmy chcieli, żeby były zrealizowane, wtedy możemy rozmawiać poważnie o poparciu. Ale na pewno nie będzie to na zasadzie tak sobie i za darmo.

To musi być korzyść dla naszych zwolenników, dla nas, zwykłych ludzi mieszkających w Polsce.

Jak byś opisał sytuację w Ruchu Narodowym, wybory prezydenckie i wybory do Sejmu, kolejna mobilizacja, czy nie za dużo tych mobilizacji Ruchu Narodowego? Jak oceniasz sytuację w tym momencie, czy poparcie rośnie, czy ta idea, którą niesiecie, zyskuje poparcie w społeczeństwie?

Już same wyniki wyborcze na to wskazują. Europarlament traktowaliśmy jako próbę ogniową naszych zdolności mobilizacyjnych. Wiadomo, zebranie podpisów, rejestracja kandydatów – i tutaj mieliśmy sto tysięcy głosów. Następne samorządowe wybory – już mamy samorządowców Ruchu Narodowego w różnych miejscach Polski, i dwieście tysięcy głosów na nas oddanych, czyli jest ten progres, czyli warto o to walczyć. A przypominam, że do europarlamentu nie wszyscy mieli ochotę startować, bo w naszym środowisku wybory europarlamentarne były trochę kontrowersyjne, nie wiadomo, czy mamy się w to bawić. Samorządowe, no to też trudne, bo jednak wiemy, że tutaj mnóstwo komitetów lokalnych itd. No ale pójście do Sejmu pod własnym szyldem, to już jest pełna mobilizacja i wszystko jasne.

Ale mówię, ja startuję po to, żeby jednak wokół mnie jeszcze bardziej zogniskować ten potencjał, i kolejny raz powtórzę, tu nie chodzi o mnie, Mariana Kowalskiego, żeby pompować moje nazwisko. Mnie to nie jest do niczego potrzebne, tracę na tym i czas, i zdrowie, i własne pieniądze, ale muszę się poświęcić, bo cel, który sobie postawiłem, żeby polscy patrioci wreszcie mieli wpływ na polską politykę, czyli żeby poszli do Sejmu, to jest mój cel życiowy.

Jeżeli oni będą jesienią w Sejmie, to powiem, że już moja misja jest spełniona i mogę już trochę odetchnąć.

Jak Ci można pomóc, jak można pomóc Ruchowi Narodowemu?

Przede wszystkim potrzebujemy wsparcia finansowego.

Tutaj nie wiem, jakie są możliwości, jeszcze tego nie badałem, pomocy z zagranicy. Nie wiem tego. Na pewno będzie uruchomione konto, gdy zarejestrujemy komitet, a komitet zarejestrujemy po ogłoszeniu wyborów, czyli trzeba poczekać jeszcze tydzień, dwa czy trzy, i będziemy prosili o wsparcie. Oczywiście każda pomoc jest nam potrzebna. Jeżeli mają Państwo tutaj na miejscu, w Polsce, rodziny i znajomych, niech się angażują, niech zasiadają w komisjach, niech pomagają zbierać podpisy, niech głosują na nas.

Ale podkreślam, my tutaj stajemy do nierównej walki, bo partie polityczne są dotowane z pieniędzy podatnika. Prawo i Sprawiedliwość ma chyba 14 milionów złotych rocznie dotacji, plus oczywiście diety posłów i innych polityków. My mamy zero pieniędzy. Mamy to, co mamy z pracy własnych rąk. No i nie mamy też wielkich mediów, mamy tygodnik "Polska Niepodległa", mamy Internet, na tym się opieramy.

Ale mamy wizję, że możemy doprowadzić do tego, o czym marzyły całe pokolenia Polaków, czyli żeby sami Polacy rządzili w Polsce, nie przez jakichś doradców, tak jak Solidarność dała się oszukać, gdy przywieziono w teczkach jakichś cwaniaków.

Tam, gdzie jeżdżę po Polsce, zwłaszcza w małych miejscowościach, tam mówię – ja tu nie przyjeżdżam do was, żebyście mnie nosili na rękach i brali ode mnie autografy, bo ja wam pokazuję ludzi, którzy już się sprawdzili u was, słuchajcie ich, pomagajcie im, pracujcie z nimi, zapisujcie się do tych organizacji, działajcie na rzecz swoich wspólnot, zgodnie z programem Ruchu Narodowego, ale to wy macie być liderami i nie czekajcie, aż przyjadą kandydaci w teczkach z Warszawy, tak jak to robią partie polityczne.

Są wobec Ciebie oskarżenia – na portalu prawy.pl wyczytałem, że nie jesteś katolikiem, to znaczy, źle się odnosisz do wiary – nie pamiętam, jak to było ujęte, ale generalnie zarzucono Ci wyśmiewanie się z wiary katolickiej. Jak to jest?

Jestem katolikiem, jestem ochrzczony, mam pisemne błogosławieństwo imienne, od prymasa Wyszyńskiego, a osoby, które do tej pory nic nie robiły, tylko potrafią szperać w jakichś felietonach i wyjmować wyjęte z kontekstu zdanie sprzed kilku lat, najlepiej sobie wystawiają świadectwo, że w nich ducha chrześcijańskiego nie ma.

Bo gdy ja prowadziłem w Lublinie manifestację w obronie Telewizji Trwam, wielotysięczną, to ja to prowadziłem, pod własnym nazwiskiem, stawałem w obronie wystawy pro-life, gdy lewacy ją zasłaniali, to sam jeden poszedłem z nimi wojować na plac Litewski parę lat temu. Zapytam, gdzie byli ci wojownicy, co teraz będą mi łatki przylepiać, że nie jestem katolikiem?

Teraz to się każdy może boksować z klawiaturą komputera, bo już zrobiliśmy pierwszy krok, ale każdy, kto będzie teraz próbował atakować Ruch Narodowy i mnie osobiście, jest człowiekiem złej woli; jeżeli mówi, że to robi z pozycji katolickich, to się kompromituje, bo uważam, że więcej dałem dowodów swej wiary i zaangażowania w sprawę, w patriotyzm, w obronę Polski, jak jeszcze ci wszyscy smarkacze, co teraz będą wierzgać, nie mieli zielonego pojęcia, gdzie Polska leży na mapie. To oni się kompromitują takimi atakami. Pewnie chcieli nie wiem co uzyskać, jakieś doskonałe pozycje wyborcze w ramach Ruchu, a może im się nie udało, nie porobili karier w tym roku, będąc w Ruchu, i się poobrażali. Ja nie zrobiłem kariery przez dwadzieścia pięć lat mojego zaangażowania publicznego, tylko się narażam bez przerwy.

To, co robię, robię w dobrej wierze, jestem człowiekiem wierzącym, patriotą, a jeżeli mi się zdarzyło niechcący jakiś lapsus popełnić, z którego się wytłumaczyłem, była to być może jakaś nieostrożność albo poniosła mnie fantazja felietonisty. Ale ktoś, kto grzebie teraz w brudach, to ja się pytam, co zrobił dla Ojczyzny, gdy ja narażałem się sam, stojąc 15 lat temu na manifestacjach antyunijnych i nas było pięciu? Paliliśmy flagi unijne i milicja nas wzywała, gdzie byli ci ludzie?

Dziękuję bardzo, powodzenia, wszystkiego dobrego.

Dziękuję bardzo, pozdrawiam wszystkich.

 

W lutym 2001 Kongres Polonii Kanadyjskiej wystąpił do Instytutu Pamięci Narodowej z prośbą o podjęcie śledztwa w sprawie zbrodni dokonanej w 1944 roku przez partyzantkę sowiecką i żydowską w Koniuchach, gmina Bieniakonie, powiat Lida,
województwo nowogródzkie.

Jak pisze KPK w liście do IPN, jest to jeden z licznych masowych mordów popełnionych w trakcie wojny i po niej na ludności cywilnej Kresów Wschodnich. (Inna masakra, o której zbadanie zwrócił się KPK, dotyczy pacyfikacji wsi Naliboki
przez partyzantkę sowiecką).

Relacje świadków zbrodni w Koniuchach zamieściła też wileńska "Nasza Gazeta". Na temat zdarzenia istnieje obszerna dokumentacja. O pacyfikacji pisali m.in. sami zbrodniarze, wspominając "dobrze przeprowadzoną akcję". Znamy nazwiska pomordowanych, znamy nazwiska wielu morderców. Mimo to śledztwo w sprawie zostało umorzone.

W mordzie wzięło udział nie tylko ok. 50 żydowskich partyzantów z tzw. Brygady Litewskiej, ale także sporo partyzantów z oddziału "Śmierć Okupantom" – była to akcja sowiecko-żydowska. Jeden z partyzantów żydowskich stwierdził: uważaliśmy się za partyzantów żydowskich, nasz oddział był żydowski.

Całością akcji dowodził Genrich Ziman (Genrikas Zimanas), po wojnie odznaczony w PRL Orderem Virtuti Militari.

Zamieszczamy poniżej relację  p. Edwarda Tubina z Ottawy opowiedzianą piękną kresową
polszczyzną.


Andrzej Kumor: Ile Pan miał lat, gdy się zaczęła wojna?


Edward Tubin: Trzynaście lat.


A.K.: To znaczy, trzynaście lat miał Pan wtedy, jak...


E.T.: Jak ten pożar był. Jak była polska wojna, Niemcy poszli, to ja miałem osiem lat.

Wywiad przeprowadzono 19 stycznia 2015, zanim Grzegorz Braun ogłosił decyzję o ubieganiu się o urząd Prezydenta RP


Andrzej Kumor: Udzielasz często wywiadów, wyłania się z nich dosyć smutny obraz rzeczywistości. Polska jako teren, w którym hasają obce służby; Polska jako teren ścierania się obcych interesów. Mówisz o Polsce wprost, jako kondominium niemiecko-rosyjskim pod żydowskim zarządem powierniczym. Czy widzisz jakąkolwiek możliwość rozsunięcia ścisku tych sił, o obronie realnego interesu Polaków? Czy widzisz szansę na powstanie niezależnego ośrodka politycznego, który Polskę odbuduje?

Grzegorz Braun: Mówię, co widzę, że to jest obraz niewesoły. Proszę nie winić posłańca, któremu powierzono do przekazania złą nowinę. W istocie jestem wielkim optymistą. Jeśli nawet aktualna diagnoza wypada drastycznie niekorzystnie, jeśli to już nawet nie stwierdzenie poważnego stanu pacjenta, tylko raczej wystawianie świadectwa zgonu, bo za mało powiedzieć, że polskie państwo niedomaga, za mało powiedzieć, że państwo polskie jest wystawione na niebezpieczeństwo. Rzeczywiście wszystko skłania, żeby kwestionować realne istnienie państwowości polskiej.
Powtórzę to tutaj, żebyśmy mieli punkt odniesienia, względem którego będę mógł roztoczyć moją optymistyczną wizję.

wtorek, 13 styczeń 2015 20:03

Miłość jest zaraźliwa...

Napisane przez

Z 91-letnią dr Wandą Błeńską rozmawiała w 2002 roku Krystyna Starczak-Kozłowska

Pod koniec listopada w wieku 103 lat odeszła Wanda Błeńska – lekarka i misjonarka, nazwana "ikoną życia misyjnego", "matką trędowatych", "polską Matką Teresą"... Honorowa obywatelka Ugandy i Poznania, w 100. urodziny odznaczona przez prezydenta RP Krzyżem Wielkim Orderu Odrodzenia Polski, a wcześniej przez Jana Pawła m.in. II Orderem św. Sylwestra. Centrum Badawcze w Bulubie, gdzie z trędowatymi spędziła 43 lata życia – nosi nazwę "Wanda Błeńska Training". Tam zresztą nazywano ją "Dokta", a kochano tak bardzo, bowiem walcząc z grozą trądu, przez te wszystkie lata wcielała w życie ideę, która była jej dewizą: "Lekarz nie tylko leczy ciało, ale leczy też duszę".

Miałam szczęście nie tylko poznać tę niezwykłą kobietę, ale i przeprowadzić z nią wywiad w 2002 roku, gdy po powrocie z Ugandy, w Polsce dalej działała na rzecz misji. Z tym moim wywiadem wiązało się niezwykłe zdarzenie: umówiłam się telefonicznie z dr Wandą, że przyjadę do niej z Bydgoszczy do Poznania i spotkamy się na peronie dworca PKP. Po opuszczeniu pociągu stałam tam zdziwiona, że ona się nie zjawia. Po 15 minutach pojawiła się jednak ta 91-letnia kobieta z ręką na temblaku, przepraszając za spóźnienie i gęsto się tłumacząc, że przedwczoraj złamała rękę, a nie znała mego numeru telefonu, żeby mnie zawiadomić, i niełatwo jej było złapać dziś taksówkę...

W Kanadzie poszłam z tym wywiadem do jednego z ówczesnych czasopism polonijnych. Redaktor naczelny przeczytał i po paru dniach mi go zwrócił, tłumacząc, że i tak nikt z czytelników nie uwierzy, że taka kobieta w ogóle może istnieć i tak działać...

A jednak takie osoby jak "Dokta" pojawiają się na świecie – i jest to dla nas, ludzi, źródłem wielkiego optymizmu...

K.S-K.: Trąd należy do najstarszych chorób ludzkości. Już Pan Jezus leczył trędowatych. Mimo postępów medycyny czyściec trędowatych trwa przez wieki do dziś... Pani spędziła równo 43 lata jako lekarz trędowatych w Ugandzie. Kiedy podjęła Pani decyzję, aby tak spędzić większość życia?

W.B.: Właściwie od początku, odkąd sięgnę pamięcią, myślałam o tym. Po ukończeniu gimnazjum w Toruniu, jeszcze w czasach studenckich – na wydziale Akademii Medycznej w Poznaniu, wiedziałam, że chcę być lekarzem misyjnym. A te nasze najgłębsze marzenia zawsze się spełniają.

Rozmowa z Mary Wagner, obrończynią dzieci poczętych, która ostatnio spędziła w aresztach w Ontario ponad dwa lata przetrzymywana w związku z zarzutami o przeszkadzanie w prowadzeniu biznesu przez przychodnie aborcyjne oraz naruszanie zakazu zbliżania się do nich.

Goniec: – Mary wróciłaś na początku listopada z Europy, byłaś w Polsce, byłaś we Francji, przez kilka tygodni miałaś cykl spotkań w Polsce, jakie były Twoje wrażenia? Odwiedziłaś tak wiele miejsc, spotkałaś tak wiele osób...

Mary Wagner: – Zostałam bardzo ciepło przyjęta już na lotnisku przez Jacka Kotulę, który zorganizował tę całą wizytę, a także przez tłumacza i ojca Piotra Bałtarowicza, który nawiązał ze mną kontakt, kiedy jeszcze byłam w więzieniu, i który zawierzył cały ten mój czas w Polsce św. Janowi Pawłowi II, właśnie wtedy na lotnisku, zanim jeszcze wyruszyliśmy.

Był to bardzo błogosławiony okres, bardzo dużo się działo, ale również bardzo radosny czas, największe wrażenie, jakie odniosłam, to pobożność ludzi oraz radość księży i sióstr, których spotykałam.

 

– Proszę Księdza, po raz kolejny gości Ksiądz w Kanadzie. Może zaczniemy od spraw polskich, bo kiedy ostatni raz rozmawialiśmy, to Ksiądz pisał w innych mediach niż teraz, wtedy była i "Gazeta Polska", i portal niezalezna.pl. Dzisiaj są inne portale, jest prawy.pl. Jak to jest? Co się stało w tej polskiej prawicowej polityce, prawicowej, bo wszystkie te portale mówią o sobie, że są prawicowe i niezależne?


– Przez siedem lat, od 2007 roku, pisałem dla "Gazety Polskiej" felietony, później dla "Gazety Polskiej Codziennie". Rozstaliśmy się ze względu na zastosowanie cenzury przez redaktora naczelnego Tomasza Sakiewicza. Ja miałem inne zdanie w sprawie Ukrainy i przez pewien czas polemizowaliśmy ze sobą w tej sprawie. Polegało to na tym, że ja pisałem felieton, a pod spodem Tomasz Sakiewicz się wpisywał i jakby prostował te moje poglądy. A w styczniu tego roku, kiedy napisałem felieton o pięciu banderowcach, którzy znaleźli się w rządzie ukraińskim Arsenija Jaceniuka, zdjął mi ten felieton, zastosował cenzurę, i po tygodniu zrobił to samo. Więc uznałem, że jeżeli redakcja używa określenia strefa wolnego słowa, a stosuje cenzurę, to nie ma co dalej współpracować. Jest mi o tyle przykro, że przez siedem lat nigdy nie zawaliłem żadnego tekstu. Tam się znalazłem na prośbę redakcji, to oni za mną chodzili, żeby pisać. Natomiast wyraźnie w sprawach Ukrainy stanęli przeciwko tym środowiskom Kresowian, którzy jednak upominają się o prawdę o ludobójstwie dokonanym przez UPA i którzy nie tolerują tego, że na Majdanie są flagi czerwono-czarne UPA i portrety Stepana Bandery.

– Panie Stanisławie, wrócił Pan z Polski, był Pan tam pierwszy raz po dziewięciu latach, i zawsze jesteśmy zainteresowani Pana opisem sytuacji, człowieka, który Polskę zna jak gdyby od wewnątrz, bo działał Pan tam politycznie, więc zna Pan i ludzi, i polityków. Jaka jest Pana ocena polskiej sytuacji dzisiaj? Czy to jest tak, jak mówi rząd, że wszystko jest dobrze, a będzie jeszcze lepiej – bo w Warszawie słyszymy propagandę sukcesu niemal jak za Gierka?

– W czasie mojej krótkiej wizyty w Polsce – co było dla mnie po dziewięciu latach przeżyciem bardzo emocjonalnym – spotkałem się z dużą liczbą ludzi z różnych warstw społecznych. I z tymi bardzo biednymi, i z tymi bardzo bogatymi, którzy skorzystali z przemian ustrojowych.
Wszyscy są zaniepokojeni swoim losem, ale zniszczenie ludzi, szczególnie tych, którzy pracują lub są na emeryturach, jest potworne. Jestem tym porażony, że w tak krótkim czasie ci ludzie są po prostu rozwaleni. Jest to dla mnie bardzo przykre.

– Wczoraj było Święto Niepodległości i dlatego chciałem zapytać o Polskę i Polaków, czy państwo polskie istnieje, a jeżeli tak, to na jaki sposób, i jaka jest kondycja tego narodu?

– Kiedy parę lat temu dzieliłem się takim przekonaniem, że państwo polskie nie istnieje, to mogłem w ten sposób tylko ugruntować swoją renomę oszołoma. W mijającym sezonie tę oczywistą prawdę wypowiedział jeden z ministrów konstytucyjnych w słynnym zdaniu, które na pewno było cytowane już na tych łamach szereg razy.

Więc dla nikogo nie powinno to być zagadką, tajemnicą, nikomu nie powinno nastręczać żadnych trudności i komplikacji intelektualnych przeniknięcie tej prawdy. Państwo polskie nie istnieje. Istnieje fasada, istnieje rząd-wydmuszka; że jest to rząd-wydmuszka, to możemy wnosić z enuncjacji ministrów tego rządu. Przypomnę, że nowa pani minister spraw wewnętrznych zadeklarowała zaraz na wejściu, że nie będzie pełniła roli koordynatora służb specjalnych. No i w związku z tym do dziś nie wiemy, kto prace służb specjalnych w postpeerelu koordynuje. Nie sądzę, żeby to była pani premier Kopacz, która ma dostateczną ilość innych, bardzo zasadniczych trudności z funkcjonowaniem publicznym, trudności – nazwijmy to – psychofizycznych, i w związku z tym nie sądzę, żeby miała jakiekolwiek predyspozycje i możliwości zarządzania bezpieką w Polsce.

michalkiewicz– Otworzone zostało Muzeum Historii Żydów Polskich. Jest piękne i na pewno na stałe wpisze się w krajobraz muzealny Warszawy, ale nie tylko, bo obok Muzeum Powstania Warszawskiego, jest to placówka na światowym poziomie i z pewnością będzie odwiedzana przez wycieczki szkolne. Jak by Pan skomentował ten fakt, że w stolicy Polski jest tak piękne Muzeum Historii Żydów, a niestety nie mamy zbiorczego, tożsamościowego muzeum historii Polski czy choćby muzeum historii Kresów?

– Zacznę może od tego, że to muzeum było bardzo kosztowne. Polscy podatnicy zapłacili na jego budowę co najmniej 200 mln złotych, tzn. Warszawa i Ministerstwo Kultury i Dziedzictwa Narodowego, i dołożyli się do tego również prywatni sponsorzy. To na samą budowę, a utrzymanie tego muzeum też będzie kosztowne i dlatego już są przygotowane programy, tak jak pan zauważył, polegające na tym, że uczniowie szkół podstawowych i ponadpodstawowych będą mieli obowiązek odwiedzania tego muzeum i oczywiście płacenia za bilety, to znaczy koszty utrzymania tego muzeum zostaną przerzucone na polskich podatników po raz drugi.

piątek, 14 listopad 2014 12:29

Bodakowski o Bodakowskim

Napisane przez

bodakowskiJakie są korzenie pańskiej aktywności publicznej? Czy była to tradycja rodzinna? Jak biegła dotychczasowa droga pańskiej działalności publicznej? Czy jest coś, z czego jest pan na tej drodze dumny, albo coś czego się wstydzi?

Moi przodkowie stracili majątki i wolność, walcząc w powstaniu listopadowym i styczniowym przeciw rosyjskiemu zaborcy. Dziadek był w legionach i wspierał żołnierzy wyklętych. W domu rodzinnym w czasie stanu wojennego była nielegalna drukarnia, magazyn nielegalnej poligrafii, i ukrywało się kilku działaczy opozycji (między innymi i Wojciech Ziembiński). Byłem ministrantem. Dzieciństwo spędziłem w ostatniej dekadzie PRL, w czasie powszechnej biedy, ale i oporu społecznego. Jako dziecko byłem całkowicie świadomy, że za nędzę i terror polityczny odpowiadają komuniści.