Goniec

Switch to desktop Register Login

Krzyż Chrystusowy i Orzeł Biały muszą iść razem - Rozmowa z Grzegorzem Waśniewskim komendantem Stowarzyszenia Józefa Piłsudskiego „Orzeł Strzelecki” w Kanadzie

Oceń ten artykuł
(0 głosów)


        Andrzej Kumor: Zacznie się niedługo nowy rok,  Rok  Józefa Piłsudskiego. Jak się to wszystko zaczęło z Piłsudskim u Ciebie?

        Grzegorz Waśniewski: Rodzina, z domu. Ojciec piłsudczyk, a mama była z rodziny endeckiej. Jej brat, Franek Tykarski, jak tylko Niemcy weszli, już we wrześniu był na odstrzał. Ale mama nie była tak politycznie zaangażowana.

        – Ale polityka była w rodzinie.

        – Jej strona to byli narodowcy, a tata piłsudczyk. Gdy byłem dzieckiem, przychodził do nas pan, który był z 1895 czy 1898 roku, pamiętał jeszcze Marszałka. Mój tata urodził się w 1914 roku, to tylko w wojsku był, pamiętał pogrzeb Marszałka. Ale ten pan chyba nawet był w Legionach. Słyszałem przy stole ich rozmowy, ostre dyskusje.

    – A powiedz, jak tutaj, w Kanadzie, kiedy zacząłeś się tym interesować, zbierać pamiątki, generalnie promować pamięć o Marszałku?

        – Zaczęło się tak, że tata dał mi kilka monet z Marszałkiem, srebrne 2, 5, 10 złotych, była też tak zwana jagiellonka. Od tego się rozpoczęło. W 1988 przywiozłem portret Marszałka, który dzisiaj w kościele był, i obraz „Wymarsz I Kadrowej”. To był 1988 rok i mówili mi – zamkną cię, zabiorą. Ja na to – nie martwcie się, kochani, ja go i tak wezmę. Podziwiali go na przejściu granicznym. Ludzie nieraz sami sobie napędzają stracha. Później poznałem taką panią w Kitchener, Małgorzatę, która wykonuje sztandary, maluje, projekty robi. Zobaczyła u mnie Marszałka na kasztance, powstańca warszawskiego i parę innych rzeczy i mówi: Grzegorz, ty już masz tyle rzeczy, jedź i ludziom to pokaż. I tak to się zaczęło później już samo napędzać.

        – Zacząłeś pokazywać, zacząłeś jeździć na polonijne imprezy, pikniki...

        – Na pikniki „Gońca” przyjeżdżam.

        – Tak, jesteś wszędzie.

        –  W 2008 roku, 19 marca, powstało Stowarzyszenie Józefa Piłsudskiego „Orzeł Strzelecki” w Kanadzie. Wtedy to już całą parą poszło wszystko.

        – Jak ludzie reagowali?

        – Różnie, niektórzy może trochę się śmieją, ale ogół Polonii, sądzę, przyjmuje nas bardzo pozytywnie. Teraz przywiozłem z Polski sztandar – byłem od 30 października do 19 listopada w Polsce – dzisiaj była pierwsza prezentacja w kościele.

        – Pierwsza była na Wawelu, sam widziałem.

        – Ale pierwszy raz w Kanadzie, w Polonii, w Guelph. W Polsce pierwszy raz to rzeczywiście było na Wawelu, potem w Częstochowie, później było Wilno. Byłem też w Zułowie, byłem w Powiewiórce, gdzie Marszałek był chrzczony. Fantazja wyjazd był!

        – Właśnie o to chciałem Cię zapytać. Pierwsza sprawa to sztandar i rocznica Twojego Stowarzyszenia, ale to będziemy jeszcze świętować, więc przede wszystkim wizyta w Polsce. Spotykamy się od czasu do czasu na Marszach Niepodległości, na których zawsze byłeś...

        – Staram się.

        – ...ale w tym roku to był wyjazd wyjątkowy, bo objechałeś II Rzeczpospolitą.

        – Wyjątkowy. Byłem trzy tygodnie, a zazwyczaj wyjeżdżałem na maksimum dwa tygodnie, bo tu śnieg, trzeba pracować, ale w tym roku Bogu dzięki nie było opadów, więc nie było kosztów. I pełne trzy tygodnie byłem w Polsce, przez co mogłem tyle objechać.

        – To zacznijmy od początku. Gdzie wylądowałeś i od czego zacząłeś?

        – Wylądowałem w Warszawie i po pierwsze moje rodzinne strony, Lubawa w woj. olsztyńskim, teraz to chyba jest pomorskie, i tam byłem trzy dni. Później jechaliśmy do Kielc, z Kielc do Krakowa – spotkałem Ciebie – później Częstochowa, następnie było Wilno. W Wilnie 16 listopada jest odpust Matki Boskiej Ostrobramskiej. Wojciech Tomkiel napisał mi całą rozpiskę podróży i dzięki niemu mogłem tam być.

        – Kto to jest Wojciech Tomkiel?

        – Mój przyjaciel, mieszka w Warszawie, osoba wyjątkowa. Poznałem go przez KL Warschau, bo jest jednym z organizatorów Mszy Świętych za ofiary tego obozu koncentracyjnego. Po takich mszach o godzinie 18.00 każdego dziewiątego dnia miesiąca, idziemy na skwer Pawełka, gdzie już pomnik dla 200 tysięcy zamordowanych warszawiaków powinien stać. On tam prowadzi różaniec.

        – Mówisz Kraków, Częstochowa, ale byłeś na Wawelu, na Jasnej Górze, przy Ostrej Bramie, od sanktuarium do sanktuarium.

        – Pierwszą rzecz, którą zrobiłem po wylądowaniu, poszliśmy do sióstr. Sztandar nie był jeszcze gotowy, nie był po prostu zszyty.

        – Uszyły go siostry w Warszawie?

        – Siostry westjarki, to są siostry bezhabitowe.

        – I one od XIX w. szyją sztandary.

        – Tak, ornaty, sztandary. Jak poszedłem tutaj do naszego proboszcza, księdza Jana, i powiedziałem, że mamy projekt, jadę do Polski, będę odbierał, siostry westjarki robią, to pochwalił, poprzeczkę im podniósł, bo po powiedział, że będzie piękny sztandar. Sam widziałeś go w Krakowie, naprawdę fantazja, wykonały arcydzieło. 

        Zawsze, jak jestem w Polsce, to się spotykam już teraz tylko z panią Dorotą Świtoń. Ryszard Świtoń przyjechał na Wawel, widziałeś go.

        – Syn Kazimierza Świtonia.

        – Tak. Najpierw pojechaliśmy na cmentarz do pana Kazimierza w Katowicach, później do pani Doroty, i pojechałem do Kubalonki w Cieszyńskiem, w Beskidzie, do Norwida naszych czasów, Kazimierza Węgrzyna, tam byłem dwa dni.

        – Jego wiersze publikujemy.

        – Dzięki Tobie te wiersze idą, to już dwieście któryś wiersz, niech sobie każdy policzy, ile tygodni w roku jest, a to już ładnych kilka lat są publikowane.

        – To jest niemalże tak jak komentarz polityczny – wiersz, zawsze aktualny.

        – Aktualny i te wiersze to jest także modlitwa. Człowiek, czytając je, modli się, bo on tak pisze, że wiąże krzyż Chrystusowy i Orła Białego, one u niego zawsze idą razem. Wyjątkowy poeta.

        – Byłeś też w Kielcach.

        – Byłem nawet dwa razy w Kielcach. Kielce mi bardzo zaimponowały. Tam spotkałem pana Krzysztofa Witkowskiego, który prowadzi tzw. czwartaków, i spotkałem pana Eugeniusza Tyszlera, który prowadzi Związek Sybiraków. On jest w moim wieku, 50. rocznik, ale urodził się na Syberii i rodzice z nim jako dzieckiem wrócili. Teraz prowadzi Stowarzyszenie Sybiraków. Zaprowadził mnie do pana, który w marcu będzie miał 90 lat, sybirak, żona też sybiraczka, było to wyjątkowe spotkanie. Jak może wiesz, w Kielcach jest Karczówka, fantastyczne miejsce, na wzgórzu klasztor. Po powstaniu styczniowym car zlikwidował klasztor i pozostawił tylko jednego mnicha, który żył przez 50 lat sam i biedny zmarł w 1914 roku, chyba na dwa miesiące przed wejściem I Kadrowej, prawie się zahaczył na początek wymarszu do niepodległości. Zdjęcie mam przy tym pomniku. On, chociaż był sam, to ludzie wspierali go i dobudował lewą część kościoła. Tak że widzimy, że jeśli społeczeństwo jest razem...

        – Ile potrafi jeden człowiek swoją wolą.

        – Jak jedna osoba potrafi ludzi zebrać. Zawsze powtarzam, ambona ma siłę. Do duszpasterzy też taki apel – otwierajmy się na wartości patriotyczne. Krzyż Chrystusowy i Orzeł Biały muszą iść razem, nie może ten być w przodzie, ten być w tyle, razem, krok w krok.

        – Warszawa, spotkaliśmy się znowu na Marszu Niepodległości. Maszerowałeś pod tym samym transparentem?

        – Zawsze, gdy jadę do Polski, biorę transparent „KL Warschau Polonia nie zapomni”, bo tak sobie ustawiam wyjazd, że dziewiątego listopada muszę być na KL Warschau.

        – Tylko transparent bierzesz, czy i drzewce?

        – Transparent, właśnie Wojciech Tomkiel je ma, przechowuje, i czeka, i na następny rok to samo.

        – Przeszedłeś całą trasę marszu?

        – Cały marsz przeszliśmy, weszliśmy pod Stadion Narodowy około szóstej, i wycofaliśmy się, bo chciałem jechać na spotkanie z red. Michalkiewiczem, gdzie Ty byłeś też. Śmiałem się, że depczemy sobie po piętach.

        – Marsz w tym roku stał się zarzewiem krytyki rządu, niemalże wszystkich patriotycznych Polaków, Ty i ja zostaliśmy nazwani faszystami. Jaką masz odpowiedź na to?

        –  Lewactwo, które nie może się pogodzić, że utraciło władzę – to raz, a po drugie – lewactwo zawsze zwalczało wartości patriotyczne.

        – Ale Piłsudski był socjalistą, to jak? (śmiech)

        – Ale wysiadł z czerwonego tramwaju na przystanku Niepodległość. PPS było takim młotem, żeby się przebić, bo wtedy już tylko klasa robotnicza miała się, bo nasza szlachta była już wyrżnięta.

        – A ta, co pozostała, bardzo zdemoralizowana.

        – To też. 

        – Byłeś w Wilnie, opowiedz też o tym. Pierwszy raz pojechałeś?

        – Nie, już byłem po raz drugi. Pierwszy raz byłem siedem lat temu, w Wilnie, ale to było tak na szybko, jeden dzień. Rano żeśmy wyjechali autobusem, był taki autobus Gdańsk-Wilno, i tylko byłem na Rossie i u Matki Boskiej Ostrobramskiej.

        – Jak ludzie na Ciebie reagowali, bo byłeś w mundurze?

        – Fantastycznie. Pan Leszek Ludwikowski prowadzi tam grupę rekonstrukcyjną 13. Pułku Ułanów Wileńskich, tak zwany Pułk Tatarski. On nas wiózł do Wilna i poprosiłem go, żeby też wziął mundur, sztandar, to taka nas była dwójka... I w tym dniu akurat odpust był, Polaków przy Ostrej Bramie była masa, ludzie podchodzili, pytali się, zdjęcia robili. Skąd wy? Z Kanady. O! Z Kanady, to fajnie, przyjeżdżajcie do nas. Leszek Ludwikowski częściej się tam pokazuje, bo to bliżej na Litwę z Polski niż z Kanady. Fantastycznie było.

        My też żeśmy przeżywali. Główny powód naszego wyjazdu był taki, żeby pochylić sztandar przed Matką Boską Ostrobramską, bo na sztandarze mamy właśnie Matkę Boską Ostrobramską, którą Marszałek nazywał Wielką Księżną Litewską. I trzeba było pochylić sztandar przed Nią, po błogosławieństwo pojechać. I też miałem zaszczyt być w miejscu urodzin Marszałka i w miejscu, gdzie był chrzczony. Tam byłem pierwszy raz. To były wyjątkowe przeżycia. I przywiozłem sobie malutki kamyczek z fundamentów domu, w którym Marszałek się urodził, relikwię, taki malutki kamyczek na pamiątkę.

        – W Guelph jak zwykle zamawiasz Mszę św. za Ojczyznę i ta intencja zawsze jest, dzisiaj była msza i dzisiaj pierwszy raz władze polskie były obecne?

        – Pierwszy raz. Wiesz, jak to u nas kiedyś było, kiedyś to omijali łukiem. Może teraz to się zmieni trochę. Mam nadzieję, że nowy konsul będzie przyjeżdżał. Wysłałem zawiadomienie o Mszy Świętej, bardzo pozytywny odzew był, był Pan Konsul u nas na Mszy Świętej, zrobiliśmy kilka zdjęć ze sztandarem, tak że sądzę, że on był zadowolony, moi strzelcy także, pani z polskiej szkoły, Barbara Stankiewicz, podeszła też i przedstawiła się, tak że powinien być początek pozytywnej współpracy – naprawdę szczerej, bez jakichś „kombinacji operacyjnych” – i patriotycznych spotkań.

        – To cieszy. Kiedy następne spotkanie?

        – 18 marca odbędzie się poświęcenie sztandaru Stowarzyszenia w Guelph, bo główni sponsorzy są z tego miasta. I tu muszę podziękować Polonii, bardzo pozytywnie odpowiedziała na nasz apel. Nie spodziewałem się, że aż tak, chyba ludzie obserwują, widzą, że tu funkcjonujemy już dziesięć lat.

        – Powiedz na koniec, co z młodzieżą? Czy szkoły są zainteresowane?

        – Na razie to tak... Ogłaszałem się nawet, przyjechałbym na jakiś wieczór, mam masę rzeczy do pokazania, eksponatów, monet mam bardzo dużo.

        – Ty jesteś chętny?

        – Jestem chętny. Teraz z Polski przywiozłem ryngrafy, piękne rzeczy. Tak że mógłbym to pokazać tym młodym, niech oni dotkną tego, bo to jest ważne, żeby tego wizualnie dotknąć, obejrzeć. Może po tym apelu coś się zacznie ruszać.

        – Dziękuję bardzo i gratuluję przede wszystkim. Gratuluję tego, że jeden człowiek jest w stanie tyle rzeczy robić i właśnie zośrodkować te wszystkie tęsknoty, które ludzie mają, a nie wiedzą, jak je wykorzystać.

        – Tutaj taki apel. Sądzę, że ten sztandar może przyciągnie troszkę więcej chętnych do naszego Stowarzyszenia, bo potrzeba ludzi. Na pewno praca społeczna nie jest łatwa, bo po pierwsze, trzeba swojej kasy trochę wyłożyć. Nieraz ludzie patrzą i śmieją się, ale ogół ludzi jest pozytywnie nastawiony, czego dowodem jest ten sztandar, że było duże poparcie. Nadzieja jest, że może nas będzie więcej w grupie. Była taka inicjatywa, żeby takie grupy powstawały w innych miastach, na przykład raz w roku, dwa razy moglibyśmy się spotkać, poznać. Mam taką nadzieję, że coś zacznie się ruszać, tym bardziej że mamy rok 100. rocznicy niepodległości. Obudźmy się, kochani.

        – I Rok Marszałka Piłsudskiego. Dziękuję bardzo. Z Panem Bogiem.

        – Z Panem Bogiem.

***

        W imieniu Stowarzyszenia Józefa Piłsudskiego „Orzeł Strzelecki” w Kanadzie i Polonii z Guelph, dziękuję Panu Konsulowi Krzysztofowi Grzelczykowi za reprezentowanie Najjaśniejszej Rzeczypospolitej Polskiej w dniu 10 XII 2017 r. na uroczystej Mszy św. za Ojczyznę i śp. duszę Marszałka Józefa Piłsudskiego w 150. rocznicę urodzin (5 XII 1867 r.). 

        Do tej pory przedstawiciele konsulatu  omijali nas dużym łukiem. Wizytę Pana Konsula w Guelph odebraliśmy  jako dobry sygnał. Przy tej okazji pozwolę sobie przypomnieć wyjątkowy incydent z życia Polonii. Wyjazd patriotów z Toronto i okolic do Ottawy na protest zorganizowany przez Barbarę Rode, przeciw polityce rządu PO i PSL pod przywództwem d... Tuska (słynna jego wypowiedź, „że polskość to nienormalność”). Było to około czterech lat temu. Był to wyjazd, który pokazał, użyję tu zwrotu z Biblii, „po czynach ich poznacie“. Na protest do Ottawy pojechał też Pan Andrzej Melak (obecnie poseł na Sejm RP), prezes Kręgu Pamięci Narodowej i Komitetu Katyńskiego. Było wyjątkowo przykro patrzeć, jak rzekomi przedstawiciele Polonii szli na spotkanie z wrogiem Polski i polskości. Oto w jakich żyjemy realiach. Można narzekać i gdybać, a z tego i tak nic nie będzie, lewactwo się cieszy z naszej bezczynności. Czas się organizować, wstać z wygodnych kanap i chociaż trochę poświęcić swojego czasu dla dobra Najjaśniejszej Rzeczypospolitej. Może to brzmi patetycznie, ale realia są takie, jeśli nie my zagospodarujemy nasze poletko, to zrobią to za nas inni, w interesie Niemców, Rosjan, Żydów czy innych pomocnych nam „współbraci”. Pozwolę sobie użyć słów Naczelnika Państwa Józefa Piłsudskiego, które wypowiedział 20 XII 1918 r. do Bolesława Limanowskiego „Ja teraz nie należę do partii, ja należę do narodu”. To jest jedno z naszych założeń programowych. Stowarzyszenie ma teraz swój sztandar, jest pod czym się organizować – zapraszamy.

        Dziękuję również zespołowi tygodnika „Goniec”, Redaktorowi Naczelnemu Andrzejowi Kumorowi za współpracę i propagowanie wartości katolickich i narodowych.

Szczęść Boże.

Stowarzyszenie Józefa Piłsudskiego 

„Orzeł Strzelecki” w Kanadzie

Komendant Grzegorz Waśniewski

Andrzej Kumor

Widziane od końca.

Strona: www.goniec.net/
Zaloguj się by skomentować