Goniec

Register Login

Nic nie zastąpi doświadczenia - Z mecenasem Markiem Malickim rozmawia Andrzej Kumor

Oceń ten artykuł
(0 głosów)

        Mecenas Marek Malicki jest znanym w naszym środowisku działaczem polonijnym, byłym prezesem Kongresu Polonii Kanadyjskiej i Polonii Świata. Obecnie wraz z synem prowadzi kancelarię prawną Malicki i Sanchez, którą wcześniej, znaną jako Malicki i Malicki, prowadził z własnym ojcem.

        Ostatnio Kancelaria Malicki and Sanchez już po raz kolejny została wyróżniona przez czytelników „Mississauga News” nagrodą Readers’ Choice za rok 2017.

        Z mecenasem Malickim rozmawiamy w siedzibie jego kancelarii, w charakterystycznym budynku przy Lakeshore w Mississaudze, wprost u wylotu Cawthra.

        GONIEC: Panie Mecenasie, przede wszystkim proszę przyjąć gratulacje w związku z kolejną nagrodą przyznaną przez „Mississauga News”. Proszę powiedzieć, co trzeba zrobić, żeby osiągnąć sukces? Firma Malicki and Sanchez, wcześniej Malicki and Malicki, założona jeszcze przez Pana ojca, to pewnego rodzaju ośrodek polonijny. Bardzo wiele osób, Polaków, korzystało z jej usług. 

        Również i Pana działalność w organizacjach polonijnych na to wpływała. Proszę powiedzieć, jak to się robi, aby uzyskać takie zaufanie ludzi?

        Mecenas Marek Malicki: Nie jest na to łatwo odpowiedzieć, mi się wydaje, że jest to też kwestia czasu. Ojciec założył firmę w roku 59. Chyba był pierwszym adwokatem polskim w Mississaudze, wtedy to się jeszcze nazywało Cooksville, Mississauga zaistniała dopiero w latach siedemdziesiątych. Mój ojciec bardzo udzielał się  społecznie i służył nie tylko społeczeństwu polskiemu w Mississaudze, ale byli też to imigranci z Ukrainy, z Włoch. 

        Ojciec kończył prawo w Polsce i miał skończone prawo tutaj, ale także miał pewne pojęcie o udzielaniu pomocy ludziom, którzy nie byli w stanie pomóc sobie sami. Więc nie za wszystko się liczyło, nie za wszystko się płaciło. Zbudował sobie dużą klientelę. 

       Nasza firma prawie już od 10 lat jest w tej lokalizacji blisko Port Credit, Cawthra  i Lakeshore, gdzie faktycznie nie ma żadnych innych firm prawniczych i myśmy nie tyle przenieśli naszych klientów, co mieliśmy już klientów w tej dzielnicy. Służymy pomocą w różnych dziedzinach prawa, nie tylko  nieruchomości, ale prawo rodzinne, kwestie spadkowe (to jest zresztą bardzo ciekawa dziedzina, do której jeszcze wrócę), prawo zatrudnienia. Nasza kancelaria ma w tej chwili pięciu adwokatów. Prowadzimy sprawy i w języku hiszpańskim, i w języku polskim. Mam to szczęście, że władam językiem hiszpańskim i od czterdziestu paru lat zdobyliśmy też dość dużą klientelę hiszpańską. Ciekawe, że sporo Polaków też mówi po hiszpańsku. 

        Tak że te rzeczy się łączą, a więc jest to kancelaria, która służy potrzebom rodzinnym. Możemy pomóc w różnych dziedzinach, a tam gdzie czegoś nie robimy, odsyłamy do prawników, którzy się w tym specjalizują. 

        Na przykład przez wiele lat prowadziłem sprawy o odszkodowania. Teraz już tym się nie zajmuję, trzeba się w tym specjalizować, ale gdy klient załatwia u mnie sprawy spadkowe, rodzinne czy kupno domu, to mogę zanalizować sprawę i wysłać do odpowiedniego prawnika. W Mississaudze jest już sporo kancelarii adwokatów mówiących po polsku. My nie tyle konkurujemy, ile się uzupełniamy i pomagamy wzajemnie. Tak że zawsze możemy polecić kolegę po fachu czy koleżankę po fachu, która prowadzi pewne sprawy. 

        – Przez tyle lat miał Pan możliwość obserwować z bliska, jak zmieniało się kanadyjskie prawo. Jaka jest Pana opinia na ten temat, w którym kierunku to zmierza? I czy nie jest też czasem tak, że usługi prawne są coraz mniej dostępne dla ludzi; że w procesach cywilnych ludzie zdają sobie sprawę, iż w zasadzie zawsze przegrają, nawet jeśli wygrają? 

        – Są tutaj dwie odrębne kwestie, dwie różne rzeczy. Po pierwsze, dostęp do prawa i prawników, a po drugie, w ogóle kwestia tego, na czym teraz prawo polega. 

        Zacznę od tej pierwszej; w naszych sądach problemem są klienci, którzy sami siebie reprezentują. To jest na przykład kryzys w dziedzinie prawa małżeńskiego. 

        Prawo małżeńskie wymaga teraz różnych kroków przed dojściem do rozprawy. Mniej niż 5 proc. spraw małżeńskich kończy się rozprawą, więc są przesłuchania wstępne, przedprocesowe, cały szereg konferencji musi się odbyć. Są różne przepisy i regulaminy. Kiedy prawnik zajmuje się sprawą, to w zasadzie liczy sobie za swój czas; trudno z góry przewidzieć, jaki będzie koszt przeprowadzenia sprawy rozwodowej. W sprawach małżeńskich bardzo dużą rolę odgrywają emocje. Tak że to nie tylko chodzi o interpretację prawa, ale również w jakimś sensie kontrolowanie emocji i problemów osobistych między stronami. Dochodzi do tego, że przeciętna osoba nie ma pieniędzy, żeby prowadzić sprawę. 

        Izba Adwokacka wychodzi teraz z nowymi koncepcjami, jak udostępnić prawo przeciętnemu człowiekowi. Adwokaci mogą teraz reprezentować klienta na pewnych etapach prowadzenia sprawy. Nie muszą być on record, nie muszą być obecni na każdym kroku, co jest kosztowne, ale mogą pomóc klientowi w przygotowaniu pozwu do sądu albo odpowiedzi, bez zobowiązania się, że ten adwokat cały czas będzie klienta reprezentować. 

        – Czyli, można się samemu reprezentować, a na pewnym etapie tego postępowania mieć pomoc prawną i ją kupować?

        – Ostatni rok czy dwa to jest inicjatywa, którą przeprowadza Izba Adwokacka, bo zdają sobie sprawę z tego, że sędziowie są teraz w trudnej sytuacji. Sędziowie, z jednej strony,  mają dwie strony niereprezentowane przez adwokata, nie mogą opowiadać się po jakiejkolwiek stronie, ale widzą, że gdy ktoś nie potrafi pewnych rzeczy... 

        – Udzielają porad prawnych? 

        – Absolutnie, i sędziowie są postawieni w trudnym położeniu. Legal Aid, czyli ta usługa rządowa, nie ma pieniędzy i raczej pomagają w sprawach karnych i imigracyjnych. Jeżeli chodzi o sprawy rodzinne, nie ma na to pieniędzy, poza tym nie chcą dawać spraw adwokatom dopiero co powołanym do praktyki, tylko adwokatom doświadczonym, a tych nie stać na utrzymanie kancelarii z pieniędzy, które Legal Aid płaci. Więc znowu mamy problem.

        Wielu ludzi uczy się w Internecie, ale to tak samo jak idzie się do lekarza i człowiek patrzy w Internecie, co go boli, i ma zaraz wszystkie choroby; wszystko wie, ale musi jednak do tego lekarza się udać, żeby mieć tę ostateczną opinię. Tak samo z prawem. 

        Inny aspekt tego problemu jest taki, że prawnicy wiele lat temu prowadzili sprawy, które dzisiaj prowadzą księgowi przysięgli, banki, instytucje, paralegals. Ja swego czasu zakładałem korporacje wielu klientom, dzisiaj każdy księgowy założy korporację. Do mnie ludzie przychodzą tylko, jak jest spór między akcjonariuszami albo sprzedaż biznesu. 

        Sprawy administracji majątku, które teraz bardzo się komplikują, a w naszej społeczności sporo jest osób, które dochodzą do starszego wieku; banki bardzo często narzucają się jako administratorzy spadków. 

        A spadki są o tyle trudne, że ludzie starszego pokolenia zostawiają majątek i nie zawsze mają testament, albo mają źle przygotowany testament, albo mają dzieci, które ze sobą walczą. Mają dwa pokolenia tych dzieci z różnych małżeństw. Ludzie, którzy nie planują, zostawiają czasem okropne problemy, tym bardziej gdy są spadkobiercy w Polsce, na Białorusi. Bardzo dużo czasu teraz spędzam na pomocy w administracji spadków. W zeszłym tygodniu mieliśmy taki przypadek, ktoś zadzwonił i mówi:  „jestem synem chrzestnym pani, która zmarła, zostawiła dom, wiemy, że pana ojciec przygotował testament, ale nie wiemy, gdzie są spadkobiercy, zwłoki są u koronera, co my teraz mamy zrobić?”. Ja teraz muszę  dowiedzieć się, kto ma prawo administracji tego majątku, bo nie ma tutaj żadnych krewnych, trzeba kogoś w Polsce wyszukać, trzeba mieć pozwolenie sądu, żeby dbać o ten dom, żeby to sprzedać. 

        Fascynujące sprawy; staruszka, która mając 84 lata, zmarła w domu i nikt o tym nie wiedział przez tygodnie. Takie rzeczy się powtarzają, bo starsze osoby, które mieszkają we własnych domach, za skarby świata nie chcą pójść do lekarza, bo boją się, że lekarz oświadczy, iż one nie są w stanie mieszkać samodzielnie. Ale one czasem same nie potrafią jeść. To się powtarza, to się widzi w domach przy High Parku, ale nie tylko. Albo dzieci, które walczą ze sobą, i tutaj prawnicy są nadal konieczni. 

        – Można więc udzielić porady, aby przygotować szczegółowy testament? 

        – To pomaga, absolutnie, nalegamy, żeby przygotować testamenty, ale również pełnomocnictwa, kiedy ktoś dochodzi do takiego stanu, że nie może już sam decydować, to urząd załatwia public trustee, a pełnomocnictwo możemy powierzyć któremuś dziecku albo dobremu znajomemu i to jest istotne. Ludzie o to nie dbają, czasami jest taki przesąd nie tyle wśród Polaków, ale i Włosi mają taką tendencję, że uważają, iż jak przygotują testament, to zaraz umrą. Takie mają do tego podejście. Trzeba przekonywać o tej konieczności. 

        A prawo cywilne w Polsce, we Francji, w południowej Ameryce jest zupełnie inne niż prawo zwyczajowe. Tam kodeks cywilny definiuje, kto, co dostaje, a tutaj u nas można robić, co się komu podoba; można wszystko zapisać na Kościół, na organizację charytatywną, na jedno dziecko... 

        – Na psa? 

        – Na psa też. Mam sytuację, gdzie trzeba zapisać pewną sumę na psa. Trzeba zapewnić, że pewne osoby są zabezpieczone; że małżonek czy małżonka nie są kompletnie wykluczeni, ale oprócz tego można robić, co się chce. 

        I jak do mnie przychodzi pani i mówi, mam troje dzieci i dzielę mój majątek na trzy równe części, to ja odpowiadam, mogę podać trzydzieści przykładów, dlaczego pani nie będzie chciała tego podzielić po równo. Na przykład jedno dziecko dostaje zasiłki rządowe, jeśli pani zostawi mu coś w testamencie, to obetną te zasiłki; ma pani jednego syna, który wszystko wyda w kasynie, czy pani nie chce zostawić to na powiernictwie? Pani za życia dała jednemu synowi 100 000 dol., żeby kupił sobie nowy dom, a drugie i trzecie dziecko nic nie dostało... Pani ma jedno dziecko, które przez ostatnie dziesięć lat o panią dbało, a inne, które nigdy nie dzwoni. Pani nadal może podzielić to po równo; tak się robi w Polsce, we Francji, bo oni uważają, że każde dziecko ma równe uprawnienia, ale tutaj ma pani swobodę decyzji, jak majątkiem rozporządzić...

        To, czego się uczy w szkole czy na uniwersytecie, nigdy nie zastąpi 40 lat doświadczenia, bo wtedy wszystko się widzi, każdy przypadek. I tutaj jest miejsce, gdzie adwokaci mają coś jeszcze do powiedzenia, do zrobienia, ale problem, którego nie chcę pominąć, to kwestia, że koszty prawa, koszty prawnika, szczególnie w sprawach spornych, w spornych sprawach małżeńskich, wykraczają poza możliwości wielu ludzi i to absolutnie ich rujnuje. 

        Postępowanie sądowe to jest ostateczna sprawa, kiedy nic innego absolutnie nie pomoże. Rozpoczynając przewód sądowy w sprawie małżeńskiej czasami daje taki impuls, żeby druga strona przyszła do stołu i zaczęła rzeczowo negocjować. Czasami trzeba to zrobić, bo druga strona jest wtedy zobowiązana, żeby dać odpowiedź. Wtedy jest ktoś, z kim ma się do pomówienia, sędziowie interweniują, aby sugerować rady, i w tym sensie adwokat pomoże, ale żeby adwokat był od początku do końca na takiej sprawie, to wtedy jak ktoś chce swój majątek wydać na prawników... I mam takich klientów, którzy mówią, proszę pana, ja wolę panu zapłacić niż jej dać jednego centa. To jest głupie podejście, ale ludzie tak czasami podchodzą; a trzeba do tego rozumnie podejść. Ludzie w sprawach małżeńskich są niezmiernie złośliwi, chcą drugiej stronie pokazać, wykorzystują dzieci jak pionki w grze, i to jest trudne. 

        Zawsze radzę młodym prawnikom, zawsze ich zmuszam, żeby na początku brali sprawy małżeńskie, bo jak potrafią skutecznie przeprowadzić kilka takich spraw, to wszystko inne jest już łatwe. Sprawy małżeńskie są tak trudne.

        – To chyba też jest psychicznie trudne dla osoby, która doradza? 

        – Psychicznie trudne dla prawników, bo adwokat nie powinien się osobiście angażować w sprawę, ale trudno tego czasami uniknąć. Zwłaszcza w sytuacjach, jak są dzieci. Często widzi się osoby, które są w małżeństwie wykorzystane po prostu; nie mają woli, żeby walczyć, myślą, że nie mają żadnych praw, chodzi zazwyczaj o sytuację kobiet. Dzisiaj nasze społeczeństwo jest troszkę inne, ale w tradycji europejskiej często trudno zmienić sposób myślenia ludzi, którzy byli wychowani w społeczeństwie, gdzie zawsze mąż rządził, a żona nie miała nic do powiedzenia. Często się z tym spotykam tu, w Kanadzie. 

        – Pytałem o ewolucję prawa kanadyjskiego, bo prawo nie działa w próżni, zawsze jest kontekst kultury, pewne rzeczy zakładamy, tak jak choćby to, o czym Pan mówił w kwestii pozycji mężczyzny. Społeczeństwo jest coraz bardziej wielokulturowe, ludzie przyjeżdżają ze wszystkich stron świata, przynoszą też ze sobą uprzedzenia i stereotypy, także jeśli chodzi o to, jak prawo powinno wyglądać, czy Pan zderzył się z tego rodzaju sytuacjami? Już nie mówię o takich sytuacjach jak próby wprowadzania szarijatu lansowane przez pewne społeczności muzułmańskie. Jak prawo kanadyjskie funkcjonuje na tle tego?

        – Poza moją praktyką, służę też raz w tygodniu jako sędzia sądu spraw małych, tzw. Small Claims Court. Robię to od dwudziestu kilku lat. Odbywa się to w Brampton. Są takie dni, że jest dwadzieścia osób w sądzie, a nie ma nikogo, kto byłby mojego pochodzenia kulturowego. Ludzie wychowani w innych społeczeństwach mają kompletnie inną koncepcję prawa, na przykład, że mocny wygrywa, albo ten, który ma pieniądze wygrywa; nie zdają sobie sprawy, że tutaj, w Kanadzie, to się odbywa na zupełnie innym poziomie. 

        Zauważyłem też, że często jak się pisze do spadkobierców w Polsce, to zawsze jest jakieś podejrzenie, że coś się gra, że coś się dzieje nie tak. Ludzie nie mają pojęcia, że tutaj prawo jednak jest pierwszoplanowe i trzeba postępować według tego prawa. Mówią nam ciągle, mamy te kursy, o cultural sensitivities, jak ważne jest zrozumienie, jak inna strona myśli o sobie. Ktoś, kto na przykład był urodzony i wychowany w Indiach, przyjeżdża tutaj – zresztą Indie akurat mają ten angielski system prawa, ale przyjeżdżają ludzie z Afryki, z południowej Ameryki, gdzie jest kompletnie inne podejście. Ludzie często potrzebując tłumacza, mówią nam, „bo nie rozumiem prawnego języka”, ale mówi się im, że to jest zwyczajny, codzienny język, ale ludzie boją się tej koncepcji, że jak stoją przed sędzią, to zawsze jest taka sytuacja „oni i my”. Trzeba zrozumieć, że prawo jest dla wszystkich. W Ontario możemy się cieszyć z tego, że nasi sędziowie na szczeblu Ontario Court of Justice to są ludzie nie tylko wykształceni, ale naprawdę przygotowani do tych wszystkich kultur. Uważam, że nasz system sędziowski jest naprawdę na poziomie. Tutaj nie ma wielu złych sędziów, czy sędziów, którzy nie mają tego zrozumienia (kultur), zresztą tak jak się mówi na szczeblu Judicial Appointment Committees, jest nakaz, żeby sędziowie odzwierciedlali nasze społeczeństwo. Wiadomo, o co chodzi. Więc taka osoba jak ja to już nigdy nie zostałaby mianowana. 

        – No właśnie, czy nie ma w tym jakiejś odwróconej dyskryminacji?

        – Tego nie można głośno mówić. Absolutnie że jest odwrócona dyskryminacja, mówi się tam we encourage applications from native people, people with disabilities... Ja patrzę na mojego syna…

        – Bo powinny być równe standardy, niezależnie od rasy, religii i tak dalej.

        – Tu mamy całą tę kwestię Affirmative Action. W Stanach Zjednoczonych to było konieczne, kiedy naprawdę była dyskryminacja pewnych ludzi, którzy nie mieli dostępu do uniwersytetów. Ale jeżeli dzisiaj to robimy na podstawie meritum, to nie powinniśmy mieć żadnej Affirmative Action. Często przyjmuję adwokatów na aplikanturze, tzw. Articling. Dwóch prawników ze mną pracuje, właśnie przeszli ten Articling. Kiedy dostają aplikację, nie mam zielonego pojęcia, jakiego pochodzenia są osoby, przychodzi do mnie kandydat i zupełnie inaczej się prezentuje, niż ja się spodziewałem.         

        I to jest dobrze, tak powinno być. Nie pyta się nawet o miejsce urodzenia i tak dalej. Ale mój syn, który ze mną już pracuje 3 lata i będzie dobrym adwokatem, jest mądrym chłopakiem, ma to konieczne podejście do prawa, patrzę na niego, jakie on będzie miał szanse na to, żeby awansować w tej profesji. Może się angażować w Ontario Bar Association, w którym ja byłem, i tak dalej, ale jest tak zwana odwrócona dyskryminacja. Ja o tym myślę, ja tego nie mówię, ale myślę, że są czasami utrudnienia. 

        Myśmy swego czasu, jako Polacy, byli tą mniejszością, w latach pięćdziesiątych to Polacy, Węgrzy, Włosi, myśmy byli tymi mniejszościami, a dzisiaj jesteśmy mainstream. Tym bardziej że Polacy się znakomicie integrują. 

        – No właśnie, dlatego nie zakładajmy, że ludzie, którzy się gdzie indziej urodzili albo są innego koloru skóry, są gorsi i też się nie zintegrują i też nie będą w taki sam sposób w drugim czy trzecim pokoleniu zachowywać jak my. 

        – Żyjemy w Toronto, absolutnie nie oceniamy tego, kto jest jakim człowiekiem, który jakiś czas tu mieszka, to jest absolutnie obojętne, jakiej kto jest narodowości. 

        – Czy zatem nie można powiedzieć, że politycy psują w ten sposób prawo?

        – Problem jest taki, że w ontaryjskim parlamencie mamy może dwóch – trzech adwokatów. Był czas, kiedy większość parlamentarzystów była prawnikami. Niektórzy mówili, że to jest źle, ale z drugiej strony, to byli ludzie, którzy byli uczeni, jak rozumować, jak podchodzić do problemów, jak analizować, jak sformułować to w taki sposób, aby był reprezentatywny co do problematyki. Dzisiaj jest tak mało adwokatów, że w zasadzie ludzie myślą innymi kategoriami. Ja nie mam nic przeciwko nauczycielom, inżynierom biznesmenom i tak dalej, ale na pewnym szczeblu musi być sposób rozumowania, który prawnicy wnosili, a teraz nie wnoszą.

        – Czy nie uważa Pan, że generalnie obniżył się poziom wykształcenia tych ludzi, którzy nami kierują? 

        – Uważam, że tak. Wie Pan, gdy czasem pytam, jaki jest pański zawód, a ktoś odpowiada, jestem politykiem... To nie jest zawód.

        – Dawniej to było powołanie, przychodziło się na stanowisko i odchodziło; to była służba publiczna.

        – Właśnie, służba publiczna. Od adwokatów w pewnym sensie tego się wymaga. Adwokaci, w moim mniemaniu, powinni się udzielać w społeczeństwie, bo mają przygotowanie, jakiego inni nie mają. Uważam, że mają pewien obowiązek udzielać się. Czy to w swojej grupie społecznej, czy w szkolnictwie, czy w sporcie, ale na szczeblu organizacyjnym, gdzie mogą dać pewne ukierunkowanie.

        – Pan działał w Kongresie Polonii Kanadyjskiej, również w Polonii Świata. Ale dlaczego Pan nie został posłem? 

        – Wie Pan, ostatnio byłem w dyrekcji Ontario Bar Association, tak że udzielam się w tej organizacji. 

        Pana jeszcze nie było w Kanadzie, ale kiedyś starałem się o kandydaturę High Park z pewnej partii i to mi się nie udało. I tam było manewrowanie. 

        – Nie podobały się Panu te zabiegi, które towarzyszą polityce? 

        – Kandydowałem, ale tam byli już ludzie wybrani na miejscu. Jak człowiek jest młody, to jest naiwny, myśli, że to wszystko idzie według pewnego planu, ale tam już są układy. 

        Kandydowałem z Partii Konserwatywnej w tym czasie, zresztą gdy byłem prezesem Kongresu, któregoś dnia na pewnym bankiecie podszedł Tony Clement, poprosił mnie na spotkanie, mieliśmy lunch, zapytał, czy ja bym się interesował kandydowaniem dla Partii Konserwatywnej w Ontario. Powiedział, że mamy nowego lidera, pana Harrisa, i „jeżeli pan się interesuje, to możemy poprzeć kandydowanie”. 

        Pomyślałem sobie, mam praktykę, która się dobrze rozwija, mam rodzinę, nie jestem gotów się zaangażować. Ale tak sobie pomyślałem, że gdybym wtedy powiedział „tak”, byłbym w rządzie pana Harrisa jako poseł. 

        Były możliwości. Życie ma takie ciekawe rozdroża. Ja nie byłem gotów pójść drogą, którą poszedł Haidasz, który był i lekarzem, i posłem. Ja nie byłem gotów tego robić.

        – Ja pamiętam Jima Flaherty’ego, który był prawnikiem, najpierw w polityce ontaryjskiej, a potem bardzo prominentnym ministrem finansów przez tyle lat w rządzie Harpera.

        – I on potrafił to wszystko zrobić, i jego żona podobnie. Tragedia, że jego żona nie została liderem. 

        – On miał dużą rodzinę, troje dzieci. 

        – Tak, ale to zależy, jeżeli ktoś jest oddany swojemu powołaniu w polityce, to wtedy zaniedbuje inne rzeczy w życiu. 

        – Zeszliśmy na politykę, ale wracając do porady prawnej, co by Pan radził, jak się przygotować, idąc do prawnika, kiedy iść, kiedy zdecydować się, żeby iść i żeby nie zniechęcić się zaraz na samym początku przez koszty.

        – To zależy od poszczególnej firmy. Ja moim prawnikom mówię, jak przychodzi do was klient po porady, to klient nie mówi ja przyszedłem z kwestią kontraktu, ja przyszedłem z kwestią zatrudnienia czy z kwestią rozwodu, klient przychodzi i mówi: „ja mam problem”. 

        Twoją rolą, jako prawnika, jest zidentyfikować, jaki to jest problem, jakie są możliwe drogi załatwienia tego problemu i czy my jesteśmy w stanie pomóc. W naszej pracy jest trudno, na przykład, dać pierwszą poradę darmową. Ludzie się pytają, ja bym wtedy siedział cały dzień, udzielał darmowych porad, więc muszę policzyć za tę wstępną poradę, ale klientowi mówię: proszę pana czy proszę pani, usiądziemy, przez godzinę pomówimy o tym i zobaczymy, czy są jakieś dalsze drogi, w których ja mogę pomóc, albo czy są inne urzędy. I często siedząc przez godzinę z kimś, omawiając problemy, ktoś wychodzi i mówi, teraz mam lepsze pojęcie, co mogę zrobić, a czego nie powinienem robić. Nie żyje w tej niepewności. I nie zawsze ktoś musi dalej postępować, czy to w sprawie małżeńskiej czy w sprawie o odszkodowania, że coś mi sąsiad tam coś zrobił. Mówię, takie są możliwości, to możecie zrobić, takie są koszty i konsekwencje takiego postępowania czy innego. 

        Czasami warto zainwestować w tę godzinę czasu, żeby mieć opinię, co robić. Czasami najlepszą decyzją jest to, żeby nic nie robić. Ale muszę mieć potwierdzenie, że to jest właściwa decyzja, na podstawie informacji, które dostanę; że to jest albo zbyt kosztowne albo niemożliwe, albo są zbyt duże ryzyka. Bo ludzie czasami mówią: mi ktoś powiedział, a ten ktoś, co wtedy powiedział, to słyszał to w radiu, albo w barze, albo sąsiad mu powiedział.

        Zawsze odpowiadam, żadna sprawa nie jest identyczna, każda osoba jest inna, każda osoba inaczej podchodzi do problemu, tak że nie można powiedzieć, że są takie same sprawy. Podobnie ze zdrowiem, coś mnie boli, a to że sąsiada coś tam bolało miesiąc temu w tym samym miejscu, to nie znaczy, że to jest ta sama dolegliwość. Trzeba zobaczyć, jaka jest sytuacja, i warto zainwestować na tyle w czas prawnika, żeby uzyskać tę poradę, żeby dowiedzieć się, czy jest coś więcej, co my możemy zrobić. Czasami sugerujemy pewną drogę postępowania, mówimy – są możliwości. 

        Na przykład postępowanie przed Small Claims Court to nie są sprawy kosztowne. Ludzie czasem myślą, że idąc do sądu, zbankrutują. Ale w Small Claims Court adwokat może pomóc przygotować pozew i można z pewnym ukierunkowaniem samemu prowadzić sprawę. Sąd małych roszczeń ma jurysdykcję do 25 tys. dol. Ludzie z tego nie korzystają. Nawet żeby poradzić się prawnika, jak ułożyć swoje roszczenia albo swoją odpowiedź, albo jak się przygotować na rozprawę, to nie jest kosztowne, to można załatwić i to nie jest tak straszne, jak się wydaje. 

         W Kolumbii Brytyjskiej przed Small Claims Court  można zgłaszać roszczenia do 50 000 dol., z tym że w Kolumbii Brytyjskiej wszystkie roszczenia poniżej 5000 dol. nie idą do sędziego, tylko jest taka osoba wskazana, która jest w pewnym sensie mediatorem, ale to jest arbitraż i decyzja tego mediatora jest ostateczna. 

        Możliwe, że w Ontario może do tego dojść, bo tak zwana dostępność prawa w sprawach cywilnych jest coraz gorsza i ludzie nie chodzą do sądu, bo jest to zbyt kosztowne. Już dzisiaj połowa spraw cywilnych w Ontario idzie do Small Claims Court. Ludzie się tego boją, a to jest tylko kwestia może porady prawnej na godzinkę, żeby powiedzieć, czy sprawa jest do wygrania, czy nie do wygrania, jak ją można poprowadzić, jak ułożyć swoje roszczenie, i to nie jest kolosalnie trudne. 

        Czy to chodzi o dług, czy to chodzi o jakieś odszkodowanie, czy kupiłem coś w sklepie i miałem problem, żeby funkcjonowało. Obserwuję to w sądzie, że wielu ludzi mogłoby z tego korzystać, a nie korzysta. 

        Kolejny problem to szczebel prawa, które się nazywa paralegal, tak jak paramedics. Paramedics są dobrzy, gdy jest wypadek, przyjadą, podadzą tlen, odwiozą do szpitala, ale jeżeli mam zawał serca, chciałbym, żeby się mną zajął lekarz. Paralegals nie mają wykształcenia prawnika. Coś wiedzą, ale niedużo wiedzą. Za to często, szczególnie w grupach etnicznych, ludzie nie rozróżniają między adwokatem a paralegals, ludzie nie wiedzą, że to kompletnie inny zawód. Niektórzy paralegals są znakomici; ale niektórzy nie mają zielonego pojęcia i ludzie o tym nie wiedzą. W sumie oni więcej liczą za swoją usługę niż adwokaci. Ludzie często nie są poinformowani. 

        – Czyli są ścieżki, są sposoby?

        – Absolutnie tak, w naszej Polonii jest wielu dobrych adwokatów. Uważam, że nasze społeczeństwo jest bardzo dobrze reprezentowane przez adwokatów, którzy mówią w języku polskim. Większość z nich, gdy nie może poradzić, to odsyła do kogo innego; mówią, ja nie mogę nic poradzić, ale ten pan się tym zajmuje, i zawsze warto w poradę zainwestować – mam problem z tytułem własności albo udzieliłem pożyczki mojemu synowi na zakup domu, a teraz się rozchodzi z żoną, czy ja mogę dostać moje pieniądze z powrotem? Albo – mój syn kupuje dom, ale chce, żebym ja był w aktach własności, bo inaczej nie kwalifikuje się na pożyczkę. Jakie są konsekwencje, że ja jestem na tytule własności, jak to trzeba ująć? Albo – żyję w konkubinacie, a bank mówi, że tylko nieruchomość może być w moim imieniu, a nie żony, jakie są konsekwencje gdybyśmy się rozeszli? Albo – co by było, jakbym umarł bez testamentu? – W takim przypadku ta osoba nie ma prawa, bo w konkubinacie ta druga osoba nie ma prawa do majątku, ma prawo do utrzymania, ale nie do mienia. 

        Ludzie o tym nie wiedzą, jak ja kupuję dom w moim imieniu, a żyję z kimś 20 lat, a nie jest to żona, jak tę żonę zabezpieczyć w razie mojej śmierci? Umieram, nie mam testamentu, mam dzieci z jednego związku, z którymi nie miałem kontaktu przez 20 lat. Prawo mówi, że to idzie na dzieci, na żonę, ale żonę, która jest żoną, z którą mam dzieci. Takie problemy istnieją. Krótka porada, usiąść tutaj przez pół godziny, pomówić o tym.

        – Panie Mecenasie, Pan nie urodził się w Polsce, ale świetnie mówi po polsku.

        – Urodziłem się w Wielkiej Brytanii. 

        – Pana ojciec był żołnierzem podczas wojny, był też prawnikiem w przedwojennej Polsce, chciałem Pana zapytać, czym dla Pana jest polskość? Ludzie w latach sześćdziesiątych mówili, jestem Kanadyjczykiem, po co mam pamiętać o moich korzeniach,  jestem w pięknym, nowym kraju... Co Panu daje polskość? 

        – Też o tym czasami myślę i też szukam na to odpowiedzi. Dlaczego nie poszedłem swoją drogą, nie zapomniałem o tej Polonii? 

        – Dlaczego się Pan udzielał w tych wszystkich organizacjach? 

        – Myślę, że to przykład ojca. Wywodzę się z tego pokolenia urodzonego po wojnie, gdy żołnierze nie mogli wrócić do swojego kraju i w zasadzie przyjęli nowy kraj jako swój, ale nie zapomnieli o tym, kim są. Myśl, że to jest całe moje pokolenie, moi rówieśnicy podeszli do tego z wielkim patriotyzmem. 

        Poza tym ja do piątego roku życia nie mówiłem słowa po angielsku. W domu mówiło się po polsku. Ale ludzie zapominają język, ja, za przykładem ojca, wszedłem do życia polonijnego i tam człowiek uczy się języka. Czyli od mamy nauczyłem się, jak nazywają się wszystkie przyrządy kuchenne, ale w życiu społecznym człowiek się nauczył innego języka. 

        Poza tym, mając kancelarię, w której się mówi codziennie po polsku, człowiek nie zapomina. Trzeba się starać używać języka polskiego. Władający na co dzień językiem polskim rodzice to jest niezmiernie ważny przykład. 

        Kim ja się czuję... Wie Pan, patrząc na to, co się dzieje w Polsce, ja nie żyję w Polsce, nie jestem podatnikiem w Polsce, nie służyłem w polskim wojsku, czy ja mam prawo powiedzieć rządowi polskiemu, co ma robić? W pewnym sensie nie, bo to nie jest moja sprawa, ale polskość to jest coś więcej niż granice państwa polskiego. Czasami ktoś mówi, trzeba być tym czystym Polakiem, bo jak nie jesteś czystym Polakiem z krwi i kości; niech Pan mi powie, który Polak ma czystą krew polską, ile tam było najazdów szwedzkich i tak dalej.

        – Dzisiaj można badać swój genotyp, dużo ludzi to robi i wychodzą im różne ciekawe rzeczy, które zaskakują ich samych.

        – Tak że polskość to jest coś więcej, to myśl – koncepcja, to jest naród. To jest cywilizacja, absolutnie, i poza tym to jest ta kultura, ta tradycja, to jest świadomość naszej historii, jakkolwiek się ją przedstawia. I pod tym względem patrzę i obserwuję, co się dzieje w Polsce, czytam na przykład „New York Times”, „The Economist” i inne, które okropnie szkalują ten  polski rząd. Z jednej strony, to mi bardzo podpadło, kiedy chcieli usunąć sędziów i powołać własnych, ale z drugiej strony, mówię sobie, ja jednak rozumiem, co się dzieje w Polsce. Rozumiem, dlaczego ten rząd akurat tak postępuje. Myśmy nie mieli lustracji, która była zrobiona we wschodnich Niemczech. Myśmy nigdy nie mieli tej zmiany i człowiek nie mógł przedstawić prawdziwej historii. 

        Mój ojciec był bardzo wyrozumiały, rozumiał, że Polska składa się z wielu różnych czynników, ale z drugiej strony, po uzyskaniu tej wolności, nasza historia była zniekształcona i zostało zapomniane to, co nas jednoczyło. W naszym mniemaniu, jesteśmy troszkę wyjątkowym narodem. 

        Biorąc udział w tych Radach Polonii, uważam, że nie możemy zapomnieć, że ta kultura polska jest czymś większym niż tylko te granice polskie. Że to jest coś więcej. 

        Czy ja mogę powiedzieć, dlaczego jeszcze czuję się Polakiem? Nie mogę, czasami człowiek musi to czuć i nie może tego intelektualnie uzasadnić, nie jestem w stanie tego powiedzieć, ale z drugiej strony, jak odejdę i powiem ach, co tam ta Polska mnie obchodzi, to człowiek czuje jakiś brak i chce do tego wracać. 

         Dlaczego się w Millenium udzielam, dlaczego chcę być pewien, że pieniądze idą na właściwy cel,  bo jestem przeciwko temu, żeby wysyłać milenijne pieniądze do Polski, bardzo trudno mi strawić to, żeby popierać studenta, który studiuje w Polsce, a nie w Kanadzie. Pieniądze powinny być używane na podtrzymywanie polskiej świadomości, polskości tutaj. 

        Odchodzę troszkę od tematu. W zeszłym roku dostaliśmy 60 tys. dol.  na studentów, którzy mają przodków z Armii Krajowej, myśmy w tym roku wydali 100 tys. na stypendia dla studentów, którzy mogą uzasadnić przynależność swoich przodków do AK. Kandydat musi nam przesłać historię tego przodka, napisać na dwie strony, kto to był. Tak sobie myślę, wydajemy bardzo duże sumy dla studentów z tego specjalnego funduszu, ale oni muszą siłą rzeczy nauczyć się o tym, co to było AK, sprawdzić swoich przodków i podtrzymać tę polską historię tutaj. 

        I pewnie będziemy mieli lepsze zbiory na temat historii AK tutaj niż dzieci w Polsce. W tym jest ta polskość, to jest nasza historia, która nie będzie przedstawiona w jakikolwiek inny sposób. Oni muszą sięgać do pamiętników swoich dziadków, do gazet, starych wycinków, przedstawić nam tutaj – mam dowód, że mój dziadek był w AK. Dobrze, ile masz tuition? Tyle – no to za to masz tę rekompensatę. 

        – Panie Mecenasie, gratuluję raz jeszcze i dziękuję bardzo za rozmowę.

Andrzej Kumor

Widziane od końca.

Strona: www.goniec.net/
Zaloguj się by skomentować